Zaczarowany Zamek 1 - Czarna MagiaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Zaczarowany Zamek 1 - Czarna Magia
Zaczarowany Zamek 1 - Czarna Magia
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Zaczarowany Zamek 1 - Czarna Magia
Zaczarowany Zamek 1 - Czarna Magia
Audiobook
Czyta Marta Kurzak
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Zaczarowany Zamek 1
Czarna Magia

SAGA Egmont

Zaczarowany Zamek 1 - Czarna Magia

tytuł oryginału Det fortryllede slot 1 - Sort magi

przełożyła Agnieszka Sivertsen

Copyright © 2008, 2018 Peter Gotthardt i SAGA

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788711869994

1. Wydanie w formie e-booka, 2018

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA oraz autora.

SAGA Books, spółka wydawnictwa Egmont

Czarna magia

Książki z tej serii są łatwe do czytania i mają niski indeks czytelności.

Zaczarowany Zamek

Czarna Magia

Peter Gotthardt

Jan Solheim

Tłumaczyła Agnieszka Sivertsen

Cześć! Nazywam się Ania, ale moi przyjaciele mówią na mnie Nutka, lub Smutka, jeśli się na mnie gniewają. Interesuję się muzyką, śpiewem i tańcem.

Hej! Wszyscy nazywają mnie Grzywa, ale tak naprawdę mam na imię Siri. Kocham wszystkie zwierzęta, a moim największym marzeniem jest posiadanie konia.

Serwus! Jestem Karolina, dla znajomych – Patyk. Uwielbiam oglądać filmy i czytać książki. W naszej paczce dbam o to, żebyśmy nie wpadły w zbyt duże tarapaty. To ja opowiem wam o naszych przygodach. W miasteczku, w którym mieszkamy znajduje się stary dom, nazywany Zamkiem. To tajemnicze miejsce, w którym dzieją się niestworzone rzeczy.

1

 Jestem ciekawa jak Zamek wygląda w środku – rzuciła Nutka.

 Pewnie jest tam brudno, pełno kurzu i pająków – powiedziałam.

 Może na suficie wisi żyrandol, a na ścianach złote lustra - ożywiła się Grzywa – W końcu ludzie nazywają to miejsce Zamkiem, co nie?

Zatrzymałyśmy się przed ogromnym domem przy ulicy Królowej Dagmary. Przechodzimy obok niego każdego dnia, wracając ze szkoły. Naprawdę wyglądał jak Zamek. Miał trzy piętra, wiele małych okienek, a drzwi wejściowe przypominały bramę. Bluszcz piął się po jego murach, a na szczycie znajdowała się niewielka wieżyczka z dachem pokrytym patyną.

Dom stał pusty już od wielu lat. Myślę, że taki dom musi czuć się nieszczęśliwy, że nikt w nim nie mieszka. Uczucie zimna i wilgoci, brak ludzkich głosów i zapachu świeżo upieczonego chleba. Niektórzy mówią, że w opuszczonych domach straszy. Wcale się temu nie dziwię.

 Mogłybyśmy wejść do środka i się rozejrzeć – zaproponowała Nutka.

 Nie… Przecież nam nie wolno – powiedziałam szybko – na drzwiach jest napisane „Wstęp wzbroniony”.

Nie miałam najmniejszej ochoty zaryzykować wejścia do tego mrocznego domu.

 Chyba się nie boisz, co? – zapytała Grzywa.

Czasami zastanawiam się, czy ta dziewczyna potrafi czytać w myślach.

 Ani trochę – skłamałam – ale przecież mamy inne plany. Dzisiaj miałyśmy w mnie w domu zakładać tajny klub. Udało mi się je kupić. Nie macie ochoty zobaczyć jak wyglądają?

 Tylko jeśli są ładne – rzuciła Grzywa.

 No to na co czekamy? – dodała Nutka – W drogę!

Ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Pozostało mi mieć nadzieję, że im się spodobają.

2

Nasza trójka przyjaźni się od pierwszej klasy. Patyk, Grzywa, Nutka – nawet po naszych przezwiskach słychać, że jesteśmy nierozłączne.

Nutka tak naprawdę ma na imię Ania. Wystarczy, że tylko raz usłyszy piosenkę, która wpadnie jej w ucho i nie przestaje jej nucić. Dopiero, gdy zaczyna doprowadzać nas do szewskiej pasji, łaskawie przestaje. Lubi, gdy mówimy do niej Nutka. Ale potwornie się wścieka, gdy komuś przyjdzie do głowy, żeby nazwać ją Smutka.

Grzywa nazywa się Siri. Nie lubi swojego imienia, ale ja uważam, że jest piękne. Sama chciałabym mieć tak na imię. Jej przezwisko wzięło się stąd, że jeden chłopak z naszej klasy, przezywał ją tak z powodu jej długich włosów. Oczywiście w odpowiedzi pokazała mu język, ale tak naprawdę jej nowa ksywka bardzo jej się spodobała.

A ja mam na imię Karolina. Albo Patyk. Wszyscy mówią, że powinnam się cieszyć z tego, że jestem taka szczupła. Ale ja wcale nie jestem szczupła! Jestem chuda… jak patyk. Oprócz tego, nie mam o sobie nic więcej do powiedzenia. Chyba jestem dość zwyczajna.

Czasem oczywiście się kłócimy. Tak jak wszyscy. Wtedy to zawsze ja pierwsza wyciągam rękę na zgodę. Nie mogę znieść, gdy ktoś się na mnie gniewa.

3

Gdy dotarłyśmy do domu, od razu poszłyśmy do mojego pokoju, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Nutka wymyśliła, że założymy klub. Grzywa koniecznie chciała, żebyśmy miały takie same klubowe koszulki. Zobowiązałam się je kupić i teraz wyciągnęłam je i położyłam na łóżku.

 No i co? Podobają wam się? – zapytałam.

 Różowe!? – sapnęła Nutka – Czemu one są różowe?!

 Przecież różowy to ładny kolor – odpowiedziałam - Mój ulubiony.

 Różowy jest super! – dodała Grzywa.

 Różowy to obciach – jęknęła Nutka – Nie zdajecie sobie sprawy, jak będę w tym wyglądała! Wszyscy zaczną przezywać mnie Barbie!

 Spróbujmy je tylko przymierzyć – uspokajała ją Grzywa.

Nałożyłyśmy na siebie koszulki i stanęłyśmy przed lustrem.

 Wyglądamy jak trzy różowe flamingi – zachichotała Grzywa.

 Wolę czarną! – burknęła Nutka.

 Zostajemy przy różowych! – Grzywa nie dawała za wygraną.

 Chcę czarne!

 Różowe!

 Czarne!

 Różowe!

 Przestańcie wreszcie! – krzyknęłam – Zagłosujemy. Tak, jak to się robi w klubach. Ja jestem za różowymi.

 Ja też – powiedziała Grzywa – Dwa do jednego.

 Dobrze, już dobrze – westchnęła Nutka.

Po tym jak udało nam się dojść do porozumienia, poszłyśmy do kuchni. Mama przygotowała dla nas słodkie bułeczki, posmarowane masłem. Zawsze tak robi. Bardzo dba o to, żeby dobrze się odżywiać. A bułeczki całkiem dobrze smakują.

Z tyłu szafki znalazłam paczkę czekoladowych ciasteczek, a Grzywa przyniosła ze sobą trzy soczki w kartoniku.

 No to co robimy? – zapytałam, gdy usiadłyśmy przy stole w kuchni.

 Co masz na myśli? – zapytała Grzywa.

 Przecież w klubie robi się razem różne rzeczy – odpowiedziałam.

 Już wiem! – zawołała Nutka, z buzią pełną ciasteczkowych okruchów – przygotujemy się do występu wokalno-tanecznego. Może uda nam się dostać do jednego z programów w telewizji! Ostatnio słyszałam świetny rytm : ba bom bom da da dong

 Nie! – jęknęła Grzywa.

 Nie ma mowy – powiedziałam – Dwa do jednego.

Wzięłyśmy po kolejnym ciasteczku. Na chwilę zapadła cisza, aż w końcu odezwała się Grzywa.

 Mam pomysł! Pójdziemy do Zamku!

 Jestem za! – zawołała Nutka.

 To nie jest dobry pomysł - sprzeciwiłam się – Tam na pewno jest zainstalowany alarm przeciwwłamaniowy i…

 Alarm? – przerwała mi Grzywa – Przecież tam nikt nie mieszka. Patyk, zgódź się!

 Dwa do jednego! Dwa do jednego! – zaśmiała się Nutka.

Nie było innej rady. Zostałam przechytrzona. I to wszystko przez zasadę, którą sama wymyśliłam.

 Niech wam będzie – wymamrotałam – Ale możemy najpierw jeszcze coś zjemy?

I tak nic z tego nie będzie – pomyślałam, siorbiąc ostatnie krople soku z kartonika. Drzwi wejściowe na pewno są zamknięte. Zajrzymy do środka przez okna na parterze i wrócimy do domu. I dobrze. Będą zawiedzione, ale ja nie będę płakać.

4

Chwilę później byłyśmy już przy Zamku. Ogród, otaczający dom, przypominał dżunglę. Trawa nie była ścinana przed dłuższy czas, a krzaki zarosły ścieżkę.

 Spójrzcie! Kot! – zawołała Grzywa.

Pod śliwą stał rudy kat i nie zwracając na nas uwagi, mył się łapką.

 Kici, kici – próbowała zwabić go Grzywa – Chodź do mnie, no chodź!

Kot obrócił się i spojrzał na nią, jakby miała nie po kolei w głowie. Po chwili zniknął za drzewem.

 Na nic się to nie zda – powiedziałam – To dziki kot. W ogrodzie jest ich całe mnóstwo.

 Zniknął znak! – krzyknęła Nutka, stojąca przy drzwiach wejściowych.

 Jaki znak? – zapytałam.

 Powiedziałaś, że na drzwiach było napisane „wejście wzbronione” – wyjaśniła.

 Aha, no tak… - wymamrotałam.

Wymyśliłam to, tylko po to, żeby zniechęcić je do przyjścia tutaj, ale lepiej, żeby się o tym nie dowiedziały.

 Super! Jeśli zdjęto znak, to znaczy że wejście już dozwolone - stwierdziła Grzywa, naciskając na klamkę.

Zamknięte! – pomyślałam. Proszę powiedz, że jest zamknięte.

Ogromne drzwi wejściowe otworzyły się, głośno skrzypiąc.

Grzywa i Nutka zakradły się do środka. Nie było innego wyjścia, musiałam wejść za nimi.

Znalazłyśmy się w holu tak wielkim jak nasza sala gimnastyczna. W środku panowała ciemność, a z okien zwisały pajęczyny. Szerokie schody wiodły na górę. Żadnych mebli ani lamp, tylko gruba warstwa kurzu na podłodze. Pusto i smutno.

 

 Wszędzie pełno złota, co nie?! – powiedziałam, chcąc dokuczyć Grzywie.

Mój głos wybrzmiał zdecydowanie zbyt głośno w tym ogromnym holu.

 Nie ma tu nic interesującego – dodała Nutka – Chodźmy stąd.

Ale Grzywa nie jest z tych, którzy łatwo się poddają.

 Może spróbujemy wejść tutaj? – zapytała, bez zastanowienia otwierając drzwi w ścianie, po czym weszła do środka.

 Chyba powinnyśmy pójść za nią - powiedziałam do Nutki.

Szłyśmy za Grzywą przez długi, ciemny korytarz.

 Musi przecież gdzieś prowadzić – nie dawała za wygraną – Może do jadalni…

Szłyśmy dalej, ale korytarz wydawał się nie mieć końca. Im dalej się zagłębiałyśmy, tym robiło się ciemniej.

 Chyba powinnyśmy zawrócić – szepnęła Nutka.

 Słyszycie? Co to może być? – powiedziała Grzywa w tym samym momencie.

Zatrzymałyśmy się. Teraz też to usłyszałam.

Gruchu-Gruchu! Gruchu-Gruchu!

Był to bardzo dziwny dźwięk, ale brzmiał znajomo.

 To gołąb! – zawołała Grzywa – Gruchanie gołębia. Ten tunel musi prowadzić do ogrodu z drugiej strony domu.

Ruszyłyśmy dalej. W końcu na końcu korytarza pojawiła się smuga światła. Nie wyszłyśmy jednak do ogrodu, jak się spodziewałyśmy, tylko do ogromnego pokoju, wypełnionego tajemniczymi przedmiotami. Wzdłuż ścian stały regały, na których znaleźć można było przeróżne słoje, butelki i dziwne urządzenia. W rogu stał szkielet, a pod sufitem wisiał wypchany rekin. Po drugiej stronie pokoju znajdowały się drzwi. Promienie słoneczne przebijały się przez małe, zakurzone okienko.

 Myślałam, że dom jest opustoszały – powiedziała Nutka.

 Może przy przeprowadzce zapomnieli o kilku rzeczach – zasugerowałam.

 Ktoś musi tu przychodzić, żeby dokarmiać gołębie – zauważyła Grzywa.

Dostrzegłyśmy je od razu. Było ich pięć. Siedziały w klatce, która stała na półce.

Wszystkie trzy szeptałyśmy. To miejsce przepełniało nas lękiem. Były tu ciemne zakątki i ten szkielet, który wydawał się w nas wpatrywać. W powietrzu unosił się niemiły zapach kurzu, pleśni i czegoś jeszcze. Czegoś złego i niebezpiecznego.

Grzywa podeszła do gołębi. W klatce, stojącej obok, znajdowały się małe gryzonie. Tuliły się do siebie, więc nie mogłyśmy dostrzec, co to były za zwierzęta.

 Dziwne – powiedziała – Nie mają tu ani jedzenia ani picia.

W tym samym momencie drzwi do pokoju otworzyły się.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?