Magiczny sokół 3 - Królowa demonów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Magiczny sokół 3 - Królowa demonów
Magiczny sokół 3 - Królowa demonów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Magiczny sokół 3 - Królowa demonów
Magiczny sokół 3 - Królowa demonów
Audiobook
Czyta Weronika Lukaszewska
4,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Magiczny sokół 3 – Królowa demonów

Ilustrował Jan Solheim

Saga

Magiczny sokół 3 – Królowa demonówPrzełożyła Justyna Haber Tutuł oryginału Den magiske falk 3 – Dæmonernes droningCopyright © 2012, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711869970

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Sokół i jego przyjaciele

Carvallo: niekiedy jest sokołem, a innym razem księciem. Ale zawsze jest dzielny i szarmancki. Poszukuje świata zamieszkiwanego przez swoich ludzi.

Monika: lubi wiedzieć wszystko o innych. A to, czego nie udaje jej się z nich wyciągnąć, próbuje sama sobie dopowiedzieć.

Sigurd: lubi się we wszystkim orientować. To, czego nie wie, znajduje w sieci lub w bibliotece.

Sandra: jest młodszą siostrą Sigurda. Chce we wszystkim uczestniczyć. Lepiej wychodzi jej wtrącanie się niż myślenie.

Rozdział 1

– Łap ją, King! – Sandra rzuciła piłkę, która wysokim łukiem poleciała nad trawnikiem.

Czarny labrador ruszył pędem. Piłka uderzyła o ziemię i zaczęła podskakiwać. King ją pochwycił. Potem zawrócił i położył zaślinioną przed dwójką dzieci.

– Bystry pies! – pochwalił Sigurd, klepiąc go po łbie. Ponownie rzucił piłkę i wytarł wilgotne dłonie o spodnie.

King znowu pogonił za piłką.

– Gdyby tak Carvallo tu był – rozmarzyła się Sandra. – Przekonałby się, jaki King jest bystry. Moglibyśmy gdzieś wyruszyć razem z nim. Jak myślisz, kiedy się tu pojawi?

– Nie wiem – odparł Sigurd. – Mam nadzieję, że wkrótce.

Tym razem Kingowi nie udało się złapać piłki. Biegał w kółko, popiskując i szukał jej w trawie. Przy żywopłocie graniczącym z sąsiednim ogrodem siedział kot, wygrzewając się w słońcu. Przez chwilę zerkał na psa. Potem otworzył szeroko pysk, ziewając, jakby chciał wyrazić dezaprobatę: „Ach, te psy! Że też im się chce!”.

– Pomyśl, gdybyśmy tak odnaleźli Xintrę następnym razem – zaczął snuć plany Sigurd. – Świat Carvalla. To byłoby interesujące, prawda?

– Nieee – wymamrotała Sandra.

– Dlaczego nie?

– Kiedy Carvallo odnajdzie dom, nie będzie potrzebował naszej pomocy – wyjaśniła Sandra. – Nie będziemy już mogli latać do obcych światów.

„W sumie ma rację” – przyznał Sigurd. Niejednokrotnie młodsza siostra potrafiła go zaskoczyć.

W końcu pojawił się King z piłką.

– Zobaczcie, co tutaj mam! – krzyknęła Monika z sąsiedniego domu. Przedostała się przez dziurę w żywopłocie, trzymając jakiś przedmiot w dłoni.

– Mój nowy iPod. Co na to powiecie? – zapytała.

– Uau, ale fajny! – westchnęła Sandra.

– Wygląda jak wata cukrowa – roześmiał się Sigurd.

– Przestań, ty wariacie! – zirytowała się Monika. – Jest różowy, ale nie dziecinnie różowiutki!

King zaczął szczekać.

– Nie teraz, King – upomniała go Sandra. – Za chwilę się znowu pobawimy, OK?

– Ile ma megabajtów? Coś mu załadowałaś? – badał Sigurd.

– Pewnie, wszystkie kawałki z „Teenage Dance Queens” – pospieszyła z odpowiedzią Monika. Chodziło o muzyczno-taneczny film, na punkcie którego zupełnie zwariowała. Pogłośniła dźwięk. Muzyka zaczęła pulsować. Cztery dziewczęce głosy ćwierkały na wyścigi: „Dance, dance! Take your chance”.

King ponownie szczeknął. Tym razem głośniej.

– Co się dzieje? – westchnęła Sandra i odwróciła się w stronę psa. Wydała z siebie donośny pisk.

– Jest tutaj! Carvallo!

Rzeczywiście. To był książę Carvallo, który właśnie wylądował na grządce z truskawkami.

– Miła niespodzianka – przywitał się, gdy do niego podeszli – że widzę całą trójkę razem.

– Gdzie byłeś? – dopytywała się Monika. – Odnalazłeś swój świat i rodzinę?

– Niestety, nie – zaprzeczył. – Ale się nie poddaję. Prędzej czy później musi się udać.

„Byłoby dużo łatwiej, gdyby nie musiał szukać na oślep” – pomyślał Sigurd.

– Czy nie moglibyśmy zabrać się z tobą następnym razem? – zapytała Sandra. – Będę mogła cię uratować, gdy znowu zostaniesz uwięziony.

Podczas ich ostatniej wyprawy Sandra uratowała Carvalla. Lubiła o tym fakcie przypominać pozostałym.

– To będzie dla mnie zaszczyt i przyjemność – zapewnił Carvallo. – Bardzo cenię sobie wasze towarzystwo. Kiedy wyruszamy?

– Dlaczego nie od razu? – zaproponowała Monika. Wyłączyła iPoda i schowała go do kieszeni.

Całą czwórką chwycili się za ręce.

– Ciekawe, gdzie też wylądujemy? – odezwała się Monika. – Byłoby nieźle, gdyby to było jakieś miasto, w którym odbywa się festiwal muzyki i tańca.

– I cyrk z klaunami i artystkami na końskich grzbietach – dodała Sandra.

„Raczej jakiś las z mnóstwem rzadkich gatunków ptaków” – pomyślał Sigurd.

Potem zamknęli oczy. Moc kręgu przeniknęła przez nich.

Rozdział 2

– Trzymajcie się mocno! – krzyknął Carvallo. Gdy otworzyli oczy, stali na nagim, skalistym grzbiecie. Szarpał nimi wyjący wiatr. Wczepili się w siebie kurczowo, aby nie zostać przez niego zdmuchnięci.

– Tutaj nie możemy pozostać – zadecydował Carvallo. Przeczołgali się na czworakach kawałek wzdłuż zbocza. Zatrzymali się za kilkoma sporymi kamiennymi blokami, które osłoniły ich nieco od wiatru. Przed nimi rozpościerała się głęboka dolina. Za ich plecami rozciągały się góry. Całe szeregi ostrych szczytów wznosiły się w stronę nieba.

– Co to takiego białego, tam w dole, w dolinie? – zapytała Sandra, wskazując palcem. – Wygląda na chmury.

– Bo to są chmury – potwierdził Sigurd. – Oglądamy je z góry, bo znajdujemy się wysoko. W dolinie zapewne pada.

– Tu też nie jest specjalnie przyjemnie – zauważyła Monika. – Czy to może być Xintra?

– Być może – odparł Carvallo. – Z tego, co wiem, w niektórych miejscach na Xintrze można spotkać góry. Ale tutaj nie ma nikogo, kogo moglibyśmy o to zapytać. Musimy znaleźć jakąś drogę w dół.

Krok po kroku zaczęli schodzić zboczem góry. Po niedługim czasie odkryli ścieżkę prowadzącą do doliny. Nad nimi przesuwały się ogromne kłęby ciężkich od deszczu chmur, pędzonych wiatrem. Jedna z nich zawisła nad ścieżką. Nagle wszystko poszarzało, a do tego rozpadał się deszcz.

– Tylko tego nam brakowało – westchnął Sigurd. – Mgła i ulewa.

Podążali dalej, ostrożnie stawiając kroki, aby nie poślizgnąć się na mokrych kamieniach. Carvallo szedł pierwszy.

Gdy zejście zrobiło się strome, Sigurd chwycił siostrę za rękę. Monika szła na końcu. W pewnym momencie nadepnęła na swoją sznurówkę i niemal się nie przewróciła. Przykucnęła, aby zasznurować but. Chwilę zajęło jej zawiązanie mokrych sznurówek. Gdy ponownie wstała, pozostali zniknęli już w otaczającej mgle.

– Hej, poczekajcie na mnie! – krzyknęła i pospieszyła do przodu. Jednak jej głos zniknął w szalejącym wietrze.

Zdjęta paniką przyspieszyła kroku. Nagle ścieżka rozdzieliła się na dwie strony.

„Co teraz?” – zastanawiała się. „W prawo? W lewo?” W tej samej chwili usłyszała jakiś dźwięk dobiegający z dołu. Brzmiał jak ludzki głos.

– Poczekajcie na mnie, do licha! – krzyknęła znowu, zbiegając ścieżką prowadzącą w prawo, śliską i lepką od ziemi. Poślizgnęła się i upadła na pupę.

Zanim zdołała się czegoś uchwycić, zachwiała się nad urwiskiem i zjechała po długim stoku.

– Pomooocy! – zawołała, zamykając oczy. Ześlizgiwała się coraz szybciej. Nagle się zatrzymała. Bez żadnego odbicia, po prostu z pluskiem. Wylądowała w kałuży błota u stóp zbocza. Tutaj już nie padało, mgła też się rozwiała.

„Co za szczęście, że tak miękko upadłam” – pomyślała. „Ależ ja teraz wyglądam! Umazana błotem od stóp do głów. Ech!”

W tej samej chwili usłyszała czyjeś zbliżające się kroki.

– No, wreszcie jesteście! – odezwała się ze złością i odwróciła się. – Mogliście…

Nic więcej nie powiedziała. Język stanął jej kołkiem z przerażenia.

Rozdział 3

Przy Monice pojawiła się spora gromada przerażających stworów. Przypominały ropuchy. Wysokie na metr ropuchy z otworami gębowymi wypełnionymi ostrymi zębami. Ich ciemnoczerwona skóra była pokryta brodawkami.

Otoczyły Monikę, zanim zdołała uciec. Gapiło się na nią paręset oczu. Jeden ze stworów trącił swojego sąsiada i odezwał się:

– Zobacz, Wilczy Wypierdku. To niesamowite, że ktoś może być taki paskudny. Jak myślisz, co to za dziwne stworzenie?

– Nie mam pojęcia, Szumowino – odparł Wilczy Wypierdek.

Szumowina podszedł blisko do Moniki.

– Kim jesteś? Jak się nazywasz? – zaburczał.

– De… de… Monika – wydukała.

– Demonika! – powtórzył Szumowina ze grozą w głosie. Cała gromada wydała jęk. Wilczy Wypierdek odwrócił się w ich stronę.

– Słyszeliście jej imię, przyjaciele? – krzyknął. – To Demonika!

Jak na komendę wszyscy padli na kolana i trzykrotnie pochylili czoło nad ziemią.

– Demonika! Demonika! Demonika!

Ich donośne okrzyki niosły się jak grzmoty po całej dolinie. A echo jeszcze wielokrotnie je powtórzyło.

„O co im chodzi?” – zastanawiała się zdumiona. „Czy im kompletnie odbiło? A może to ja zupełnie straciłam rozum?”

 

– Tak, przyjaciele – ciągnął Wilczy Wypierdek. – Wreszcie do nas, demonów, uśmiechnęło się szczęście. Otrzymaliśmy władczynię, którą obiecała nam stara przepowiednia. Znacie ją wszyscy dobrze: Gdy nadejdzie właściwy czas, z nieba zstąpi wszechmocna królowa i poprowadzi czerwone demony do zwycięstwa. A jej imię będzie brzmiało: Demonika. Tak brzmiały te słowa. A teraz stoi tu pośród nas!

– Yyy… mylicie mnie z kimś innym – zaczęła Monika. Ale nikt jej nie słuchał. Demony pokrzykiwały i wrzeszczały jak dzikie.

– Zwycięstwo dla brodawkowatych! Śmierć łuskowatym! Brutalna przemoc! Walka, wojna i bitwa!

„Z nimi lepiej nie zadzierać” – pomyślała Monika. „Powinnam się chyba zachowywać, jak bym była Demoniką. W przeciwnym wypadku gotowi są rozedrzeć mnie na kawałki”.

Szumowina skłonił się przed nią i odezwał:

– Korona czeka na tę, która powinna ją nosić. Chcielibyśmy, aby koronacja odbyła się w dużej sali Lawowego Zamku. Oczywiście, jeżeli ci to odpowiada, wielka Demoniko…

„Powinnam pamiętać, aby zachowywać się tak, jak na królową przystało” – zdecydowała się Monika. „By nie nabrali podejrzeń”.

– Na co czekacie? Ruszajmy! – zakomenderowała.

Potem odwróciła się do grupy demonów. Pomachała im tak, jak pamiętała z telewizji.

– Chodźcie za mną do zamku – zaordynowała. – Wasza królowa zaprasza was na uroczystość koronacyjną!

Jej słowa spotkały się z rykiem zachwytu. Potem skinęła na Szumowinę i rozkazała:

– Wskażesz drogę.

– Tak jest, wielka Demoniko – odparł i ruszył przed nią biegiem.

Demony zaczęły się przemieszczać. Z Moniką pośrodku maszerowały przez dolinę, pogwizdując i pokrzykując z zachwytu.

„Mam nadzieję, że wkrótce zostawią mnie na chwilę samą” – pomyślała. „Wtedy natychmiast ucieknę i poszukam pozostałych. Na pewno się zastanawiają, gdzie się podziewam”.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?