Magiczny sokół 1 - Szalona CzarownicaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Magiczny sokół 1 - Szalona Czarownica
Magiczny sokół 1 - Szalona Czarownica
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Magiczny sokół 1 - Szalona Czarownica
Magiczny sokół 1 - Szalona Czarownica
Audiobook
Czyta Weronika Lukaszewska
4,99  3,94 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Magiczny sokół 1 - Szalona Czarownica

Saga

Magiczny sokół 1 - Szalona CzarownicaPrzełożyłaJustyna HaberTutuł oryginału Den magiske falk 1 - Den gale troldkvindeCopyright © 2011, 2019 Peter Gotthardt i SAGA EgmontWszystkie prawa zastrzeżoneISBN: 9788711869956

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Sokół i jego przyjaciele

 

 Carvallo: niekiedy jest sokołem, a innym razem księciem. Ale zawsze jest dzielny i szarmancki. Poszukuje świata zamieszkiwanego przez swoich ludzi.

 

 Monika: lubi wiedzieć wszystko o innych. A to, czego nie udaje jej się z nich wyciągnąć, próbuje sama sobie dopowiedzieć.

 

 Sigurd: lubi się we wszystkim orientować. To, czego nie wie, znajduje w sieci lub w bibliotece.

 

 Sandra: jest młodszą siostrą Sigurda. Chce we wszystkim uczestniczyć. Lepiej wychodzi jej wtrącanie się niż myślenie.

Rozdział 1

– Wrrr…! Hau, hau! Grrr!

– Psss… Miaaau!

U stóp gruszy stał pies, ujadając donośnie i zapalczywie. Na drzewie siedział kot, posykując zapamiętale i ze złością.

– Nie możesz trzymać tego okropnego kundla na smyczy!? – krzyknęła dziewczynka z sąsiedniej posesji. Nazywała się Monika i była właścicielką kota.

– Ta podstępna bestia powinna się trzymać z dala od naszego ogrodu – odkrzyknął chłopiec przez żywopłot. Miał na imię Sigurd i był właścicielem psa.

– Taki miły, mały kotek nie może przecież nikomu przeszkadzać – zauważyła Monika.

– Miły! – zawołał Sigurd. – Ten szalony morderca próbuje wytępić tutaj wszystkie ptaki.

– Ech, te kilka wróbli…

– Dokładniej – chodzi o mazurki – poprawił ją Sigurd. – I zięby. I…

Jego wyliczanie zostało przerwane przez donośne BUM! Zabrzmiało, jak by pękł jakiś balon. Z czarnej dziury w niebie wyłonił się ogromny ptak.

„Sokół!” – pomyślał Sigurd, gdy ten przeleciał obok niego. „Ale skąd się tu wziął?”

Na jego oczach dziura w niebie zamknęła się z potężnym sykiem. Obrócił głowę, żeby poszukać sokoła…

… i zdążył ujrzeć, jak coś przeleciało nad żywopłotem głową w dół i wylądowało w ogrodzie Moniki. Pośrodku rabatki z kaczeńcami. Monika krzyknęła. Sigurd wpatrywał się w tę scenę z otwartą buzią.

Nawet pies i kot zapomniały o szczekaniu i posykiwaniu.

– Auu! – zawołał przybysz i podniósł się z ziemi. Był to młody mężczyzna. Otrzepał drobinki ziemi i płatki kwiatów z ubrania: błękitnego kaftana ze srebrnym haftem, krótkiej peleryny, narzuconej na ramiona i obcisłych spodni.

Podniósł z ziemi kapelusz i spróbował wyprostować złamane pióro. Potem skłonił się dworsko przed Moniką i powiedział:

– Przepraszam po tysiąckroć, że wpadam tu tak znienacka.

– Kim… kim pan jest? – zapytała.

Sigurd pospiesznie przedostał się przez dziurę w płocie i zapytał:

– Co się stało z sokołem?

– Sokół to ja – odparł obcy. – Jestem księciem Carvallo.

„Ale super!” – pomyślał Sigurd. „Potrafi przemienić się w sokoła, tak jak ci, którzy zmieniają się w wilkołaki. Jest… sokołakiem!”

„Książę! Stoję tutaj i rozmawiam z księciem!!” – Monika aż gotowała się z radości. „Czy to nie jest po prostu rewelacyjne?!”

– Powiedzcie mi, gdzie wylądowałem? – dopytywał Carvallo.

– Tutaj – wyjaśniła Monika. – W naszym ogrodzie. Na Mirabelkowej.

– A miasteczko nazywa się Kopytkowo – dodał Sigurd. Domyślił się, że książę nie mieszkał tuż za rogiem.

– Ale co to w ogóle jest za świat? – dociekał Carvallo.

– Yyy… świat? – powtórzył za nim zdumiony Sigurd. „Czyżby facet był jakimś obcym?” – zaczął się zastanawiać. „Jest coś dziwnego w tych jego oczach…” – To jest Ziemia. A niby co innego?

– Ziemia? Jaka ziemia? – nie ustawał Carvallo.

– No, rozumiesz… Ziemia – spróbował ponownie Sigurd, mówiąc jak do dziecka. – Trzecia planeta od Słońca. Gdzieś na obrzeżach Drogi Mlecznej.

Carvallo westchnął głęboko.

– Nigdy nie słyszałem o takim miejscu – odparł. – To nie jest świat, do którego należę.

– Zgubiłeś się? – zapytała zatroskana Monika. – Skąd pochodzisz?

– Jak potrafiłeś przylecieć tutaj w ten sposób? – dopytywał Sigurd.

– To długa historia – wyjaśnił Carvallo i ponownie westchnął.

– W takim razie musimy gdzieś usiąść, żebyś mógł nam opowiedzieć – zaproponowała Monika.

Rozdział 2

Carvallo i Sigurd podążyli za nią do stołu ustawionego pod dużym złotokapem. Nastały właśnie pierwsze dni wakacji. Słońce mocno grzało, dlatego przyjemniej było usiąść w cieniu drzewa.

– Pewnie długo dzisiaj podróżowałeś – stwierdziła Monika. – Mam ci przynieść coś do picia?

– Byłbym bardzo wdzięczny – odparł z uśmiechem Carvallo.

Skierowała się w stronę drzwi na taras i zniknęła w domu.

– Czy ta czarująca młoda dama jest może twoją siostrą? – zapytał Carvallo.

– Kim? – zdumiał się Sigurd. – Aaa, Monika? – Nie, nie, jesteśmy po prostu sąsiadami. A tak przy okazji mam na imię Sigurd. Ale powiedz mi szczerze – naprawdę potrafisz zamienić się z sokoła? Jak to robisz?

– To nie jest coś, co robię – wyjaśnił Carvallo. – Po prostu nim jestem. Rozumiesz, jestem jednym z wagabundów.

– Yyy? – wystękał Sigurd, nic z tego nie rozumiejąc.

W tym momencie wróciła Monika. Niosła tacę ze szklankami i napoje oraz talerz z owocami.

– To nic specjalnego – zaznaczyła. – Tylko sok, cola i sprite. Na pewno jesteś przyzwyczajony do czegoś wytworniejszego.

– Wszystko jest wspaniałe – zapewnił Carvallo. – Odwiedzałem miejsca, gdzie częstowano mnie zaledwie odrobiną mętnej wody. Twoja gościnność sprawia, że rośnie mi serce.

Monika się zaczerwieniła. Nalała mu soku i powiedziała:

– Proszę, książę Carvallo.

– Mnie możesz po prostu poczęstować spritem – wtrącił się Sigurd.

„Kto cię właściwie tutaj zaprosił?” – pomyślała Monika. Już miała to powiedzieć na głos. Jednak się powstrzymała. Carvallo wydawał się taki uprzejmy. Na pewno nie spodobałby mu się ten ton.

– Czyli jesteś wagabundą? – upewniał się Sigurd. – Co to znaczy?

– Wagabundzi to skrzydlate istoty – tłumaczył Carvallo. – Ale potrafimy przeobrażać się w taką samą postać jak wy – pozbawieni skrzydeł. Kiedyś żyliśmy w cudownym świecie, daleko stąd. Nazywa się Xintra. To było, zanim się urodziłem. Jednak pewnego dnia napadła na nas armia smoków i podbiła nasz świat. Wielu naszych zabito, a pozostałych zmuszono do ucieczki.

Przez lata musieliśmy błąkać się w przestrzeni kosmicznej, żeby znaleźć jakiś niezamieszkany świat. W końcu się udało. Tę krainę w większości stanowiły skały i pustynia. Jednak to było miejsce, gdzie mogliśmy osiąść. Tam właśnie się urodziłem.

Mijały lata i ponownie rośliśmy w siłę. W końcu nadszedł czas, gdy postanowiliśmy odbić Xintrę. Wybrano grupę najodważniejszych i najszybszych wagabundów, którzy mieli stoczyć walkę ze smokami.

Paliłem się do tego, aby móc się tam udać. Jednak moi rodzice się nie zgodzili. Uważali, że byłem za młody. Ale nie potrafili mnie zatrzymać. Gdy nasi wojownicy wyruszyli, uciekłem z domu, aby do nich dołączyć. Przemierzałem kosmiczną przestrzeń w kierunku, w którym zdążali. Niestety gwałtowna burza wytrąciła mnie z kursu. Nagle straciłem orientację i nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Nie znałem powrotnej drogi i zgubiłem ślad po wojownikach.

Wtedy postanowiłem samodzielnie odnaleźć Xintrę i wziąć udział w walce. Wkrótce okazało się, że to nie takie proste. Do tej pory odwiedziłem wiele różnych światów. Najwyraźniej jednak nie trafiłem na ten właściwy.

Carvallo ponownie westchnął i opróżnił szklankę.

„On potrafi przemieszczać się od jednego świata do drugiego” – pomyślał Sigurd. „Gdybym to tak ja był na jego miejscu!”

„Zgubił się i jest sam na świecie” – zatroskała się Monika. „Dobrze, że nie jestem na jego miejscu!”

Rozdział 3

– To bardzo sprytne z tą dziurą w żywopłocie! – odezwał się jakiś głos z ogrodu Sigurda. Wbiegła przez nią dziewczynka i skierowała się w stronę stołu.

– Co robicie? Mogę się z wami bawić? – zapytała.

Wtedy dojrzała Carvalla i zawołała:

– A kim jest ten tutaj?

– Nie przejmuj się nią – zwrócił się Sigurd do Carvalla. – To tylko moja młodsza siostra, Sandra. Ma nie po kolei w głowie.

Ale Carvallo wstał i się skłonił.

– Nazywam się Carvallo – zaczął – i jestem…

– Dlaczego masz na sobie damskie spodnie? – dopytywała się Sandra.

– Sandra! – wysyczał Sigurd.

– Co masz na myśli? – zdziwił się Carvallo. – To są moje spodnie. Prawdziwa dama chodzi przecież zawsze w spódnicy i… – urwał, gdy jego wzrok padł na dżinsy Moniki.

– Nie jestem damą – wyjaśniła Monika zdecydowanym tonem. – Jestem dziewczynką. Prawdziwą dziewczynką. A te dżinsy kosztowały naprawdę sporo – tak do twojej wiadomości.

„Cała Sandra” – pomyślał tymczasem Sigurd. „Pełna żenada. Całkowity chaos już po dziesięciu sekundach od jej pojawienia się”.

 

– Mówisz, że odwiedziłeś wiele światów – zwrócił się do Carvalla, żeby zmienić temat. – W jaki sposób możesz się między nimi przemieszczać? Gdzie one się znajdują? I ile ich właściwie jest?

„O nie, teraz brzmię tak jak Sandra” – zauważył. „Pytam o dziesięć rzeczy naraz. Oby to nie było dziedziczne. Ma na mnie wyraźnie zły wpływ”.

– Ile istnieje światów? – powtórzył pytanie Carvallo. – Nikt tego nie wie. Jest ich tyle, co ziaren piasku nad brzegiem morza albo gwiazd na niebie.

Sięgnął do talerza z owocami po plaster arbuza i wyjaśniał dalej:

– Są rozrzucone w przestrzeni kosmicznej tak jak pestki w tym arbuzie. My, wagabundzi, potrafimy latać między nimi jak ptaki. Magia nam to umożliwia. Wszystkie światy mają jakąś formę magii. Gdy trochę jej pobierzemy, możemy polecieć do kolejnego świata.

– A w ilu miejscach już byłeś? – dopytywał Sigurd.

– Wielu – odparł Carvallo. – Dużych i małych, pięknych i okropnych, opustoszałych i zamieszkanych. Nigdzie jednak nie spotkałem się z taką gościnnością jak tutaj.

Monika promieniała. Wybaczyła mu już niezręczną uwagę o spodniach.

– Carvallo jest księciem z innego świata – wyjaśniła Sandrze. – Próbuje odnaleźć drogę do domu.

– Niestety do tej pory nie miałem jeszcze szczęścia – dopowiedział Carvallo, wstając. – Ale teraz jestem już gotowy, aby polecieć dalej. Życzcie mi powodzenia w mojej podróży.

– Mogę polecieć z tobą? – zapytała Sandra.

– Ta sprawa to nie zabawa – upomniał ją Sigurd.

– Ale ja chciałabym zobaczyć jego świat – odparła dziewczynka. – Bo jest księciem.

Carvallo skierował się na środek trawnika, zrobił rozbieg, rozpostarł ramiona i rzucił się do przodu, krzycząc:

– Sokoli lot!

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?