Los Elfów 4: Zaczarowany fletTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Los Elfów 4: Zaczarowany flet
Los Elfów 4: Zaczarowany flet
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Los Elfów 4: Zaczarowany flet
Los Elfów 4: Zaczarowany flet
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Los Elfów 4: Zaczarowany flet

Saga

Los Elfów 4: Zaczarowany fletPrzełożyła Agnieszka Wielądek Tutuł oryginału Elverfolkets skæbne 4: Den forunderlige fløjteCopyright © ..., 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726146134

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Zaczarowany flet

To jest opowieść o jednej z najciemniejszych epok w długiej historii elfów. Do ich krainy wkroczył wróg ze swą potężną armią. Cel miał jeden – chciał odebrać elfom ziemię i wolność. Z wielu stron dochodziły wieści o jego nikczemnych czynach i rozmiarze zniszczeń! Rozpacz i przerażenie zapanowały w całym kraju, by wreszcie przerodzić się w gniew i chęć zemsty. Elfy postanowiły walczyć i wypędzić wroga. Wiedziały, że ważą się losy ich przyszłości i kolejnych pokoleń elfów.

„To koniec – pomyślała Daisy, wzdychając głęboko. – Jesteśmy zgubieni. I to wszystko moja wina. Przekonałam elfy do bitwy. Marzyłam o pokonaniu króla Vaingloriousa. Myślałam, że jego wojownicy przestraszyli się nas i że jego moc zniknęła, więc zaczęliśmy ich ścigać. A to była pułapka. Teraz wszyscy jesteśmy uwięzieni na Bezludnych Równinach”.

Otaczały ją tysiące uschniętych drzew. Każde jeszcze niedawno było elfem, a Daisy ich królową. Czarownica Silktongue użyła czarów, żeby zwabić elfy na równinę i rzucić na nie zaklęcie. Stali teraz tłumiąc rozpacz i wyciągając martwe gałęzie ku niebu. Daisy była jedyną, która wciąż zachowała ludzką twarz.

„Nikt nie może nam pomóc – pomyślała. – Moja matka zostawiła nas i powędrowała w góry. Od tego czasu nikt o niej nie słyszał. Mój ukochany Humulus zrobiłby dla mnie wszystko, wiem o tym. Ale został zabity lub wzięty do niewoli przez króla Vaingloriousa. Crystal i Bramble też nas opuścili. Szukali sposobu na zabicie króla, ale dotąd nie powrócili. Pewnie też zginęli gdzieś w górach”.

Daisy znów westchnęła.

„To beznadziejne – powiedziała do siebie. – Nigdy stąd nie uciekniemy. To miejsce jest jak koszmar, z którego nie możesz się obudzić”.

Gorący wiatr powiał nad suchą równiną. Wzniecił chmurę szarego pyłu, która spowiła drzewa. Daisy poczuła przykre drapanie w gardle – pył wdzierał się jej do ust i nosa.

Nagle kurz opadł i stanęła przed nią Silktongue z protekcjonalnym uśmiechem.

– Czego chcesz? – wyszeptała Daisy. Miała tak spieczone usta, że z trudem wypowiadała każde słowo. – Przyszłaś mnie torturować?

– Dlaczego miałabym to robić? Jestem twoją przyjaciółką – oznajmiła Silktongue. – Zastanawia mnie, czy ty też możesz się ze mną zaprzyjaźnić. A może jednak wolisz spędzać kolejne lata na tej zakurzonej równinie, dręczona przez nieustanne pragnienie? Czy chcesz, żebym uwolniła ciebie i wszystkie twoje elfy?

W jej dłoni pojawił się duży kubek. Wyciągnęła go w stronę Daisy, tak że prawie dotknął warg dziewczyny.

– Możesz się napić – zaproponowała Silktongue. – Ale w zamian za to obiecaj, że poddasz się królowi Vaingloriousowi i będziesz mu posłuszna – bezwarunkowo.

Daisy patrzyła tęsknie na wodę.

„Spragniona – pomyślała sennie. – Jestem taka spragniona. Co jeśli po prostu...”

– Na co czekasz? – niecierpliwiła się Silktongue. – Mogę was uwolnić. I nadal będziesz rządzić krajem elfów. Król Vainglorious da ci moc, by zmiażdżyć wszystkich twoich wrogów, a twoje elfy będą się ciebie bały i będą na każdy twój rozkaz. Teraz pij.

Uniosła kubek do ust Daisy. Dziewczyna skrzywiła się i splunęła. Woda miała gorzki odór śmierci.

– Elfy to moi przyjaciele, nie moi niewolnicy – powiedziała ze złością Daisy. – A król Vainglorious jest naszym jedynym wrogiem.

– Głupia dziewko! – krzyknęła Silktongue. – On rządzi światem. Nikt nie może mu się przeciwstawić.

– To kłamstwo! – odpowiedziała Daisy.

– My, elfy, znamy bohatera potężniejszego niż król Vainglorious. Poprowadził nas kiedyś do bitwy, gdy złe moce wkroczyły na naszą ziemię. Złapali go i zabili – to była straszna chwila! Ale nikt i nic nie zdołało zabić w nim ducha – źródła życia, więc powrócił i nas wybawił. Wierzę, że może to zrobić ponownie. Przybędzie z krainy światła wraz z rycerzami i strąci naszych wrogów w ciemność, tam, skąd przybyli. My, elfy, wierzymy w Periantha!

– Nie wypowiadaj tego imienia – syknęła Silktongue.

Ze złością cisnęła kubkiem o ziemię i zniknęła w nagłym podmuchu wiatru. Mały wąż wypełzł z kubka i zakopał się w piasku.

„Wygląda na to, że boją się Periantha – pomyślała Daisy. – Ale co to zmienia? Wciąż tkwimy na Bezludnych Równinach? Ciąży na nas klątwa, a nasza kraina roi się od wrogów. Dlaczego Perianth nie wrócił, żeby ich wygnać? Czy zostanę tu z tym potwornym pragnieniem? Wody!...”

„Mam już naprawdę dość tej ciemności” – pomyślał Bramble.

Szedł ciemnym i wąskim tunelem przez wnętrze wielkiej góry za sir Blackthornem i dwoma mrocznymi elfami, za nimi była Crystal z Dolomitem. Towarzyszył mu Wisecrack – młody troll – byli w tym samym wieku. On chyba też miał już dość tej wędrówki. W pewnym momencie pociągnął Bramble'a za rękaw i szepnął:

– Myślisz, że niedługo znowu wyjdziemy na zewnątrz?

– Mam nadzieję, że tak – odpowiedział Bramble.

Wkrótce Crystal zarządziła odpoczynek.

– Niebawem dotrzemy do Doliny Orła, prawda? – spytał ją Bramble.

Jesteśmy coraz bliżej – odpowiedziała. – Myślę, że będziemy tam dziś albo jutro.

Najwyższy czas, abyśmy wrócili – stwierdził Blackthorn. – Elfy na nas czekają. Zbyt długo nas nie było.

– Ale znaleźliśmy to, czego szukaliśmy – powiedział Dolomit. Różdżkę, która może zabić króla Vaingloriousa. Crystal spojrzała na zieloną gałązkę w swojej dłoni.

– Wyobrażacie sobie? – powiedziała. – Ta gałązka pochodzi z ogrodu Perianth. Dawno temu dał ją pierwszej królowej mrocznych elfów. To było tysiąc lat temu, a gałąź jest tak świeża i zielona jak wtedy.

Kiedy zaczęli się zbierać do dalszej drogi, Bramble poczuł, że wstępują w niego nowe siły.

„Wspaniale będzie znów zobaczyć Daisy i innych – pomyślał. – Opowiem im, w jaki sposób pomogłem znaleźć różdżkę".

Crystal prowadziła ich dalej przez labirynt tuneli. Podobnie jak wszystkie inne mroczne elfy urodziła się i wychowała w podziemnym świecie. W trakcie wędrówki pytała czasem Dolomita, którą drogę wybrać i cała piątka szła dalej.

– Już niedaleko! – powiedziała w końcu. – Poznaję ten tunel. Doprowadzi nas prosto do Doliny Orła.

Wkrótce faktycznie wyszli na otwartą przestrzeń. Była noc. Gwiazdy migotały na niebie. Dookoła panowała niesamowita ciemność.

Bramble oddychał głęboko – nie mógł się nacieszyć świeżym, chłodnym powietrzem.

– Tu jest bardzo cicho – powiedział Blackthorn. – Może elfy opuściły dolinę?

W tym momencie usłyszeli rżenie koni.

– Nie – powiedział Bramble. – Słychać nasze konie.

– I czuję zapach dymu z ogniska – powiedział Wisecrack, wdychając powietrze.

Ruszyli w stronę obozu. Wkrótce w ciemności usłyszeli kroki.

– Ktoś nadchodzi – powiedział Dolomit.

– Obudź się, Daisy! – krzyknął Blackthorn. – Dobre wieści! Przekaż królowej, że wróciliśmy.

– Chwytaj ich! – rozkazał głos. – To elfy!

Natychmiast zostali otoczeni przez dużą grupę Stalowych Pięści króla Vaingloriousa.

– Schowaj to – wyszeptała Crystal do Bramble'a, podając mu gałązkę.

Następnie wyciągnęła swój miecz. Dolomit i Blackthorn poszli za jej przykładem. Rozgorzała walka. Bramble pospiesznie ukrył małą gałązkę pod koszulą.

„Nie dostaną jej w swoje ręce” – pomyślał.

Wisecrack zanurkował w trawę. Potem wymknął się z pola walki. Nikt go nie zauważył. Elfy zostały szybko pokonane. Zabrano im broń i związano.

– Co z nimi zrobimy? – zapytał jeden z wojowników Stalowych Pięści.

– To zależy od decyzji króla Vaingloriousa – odpowiedział ich przywódca. – Jak tylko się rozjaśni, zaprowadzimy ich do zamku.

Następnego dnia cztery elfy zostały doprowadzone do zamku. Nie było szans na ucieczkę. Miały związane ręce a Stalowe Pięści pilnowały ich bez przerwy.

„Wisecrack miał szczęście – udało mu się uciec – pomyślał Bramble. – Mamy kłopoty. Ciekawe, co się z nami stanie”.

Zamek zupełnie nie przypominał dawnego zamku elfów. Królowa i jej poddani opuścili go, kiedy przybyły Stalowe Pięści. Król Vainglorious przejął kontrolę nad budowlą. Jego flaga ze stalowym sercem powiewała z najwyższej wieży. W ogrodach zamkowych wycięto wszystkie drzewa. Wojownicy Stalowych Pięści krążyli po dziedzińcu. Trawa została zupełnie zdeptana.

„Mojej matce serce by pękło, gdyby to zobaczyła – pomyślał Bramble. – Uwielbiała wszystkie swoje kwiaty i drzewa".

Na straży przy bramie stała para królewskich potworów. Bramble zadrżał na widok ich rogów i kłów. Zauważył, że nawet Stalowe Pięści czuły się nieswojo w ich obecności. Elfy zaprowadzono do wielkiej sali w zamku. To właśnie tam przebywał król Vainglorious.

– Patrzcie! – wyszeptał Blackthorn do pozostałych. W głębi sali stało pięciu wojowników z mieczami w dłoniach. Na ich zbrojach widniały insygnia króla – szare serca na czerwonym tle. Strażnicy pilnowali małej stalowej szkatułki, która stała na stole między nimi. Szkatułka emanowała słabym czerwonym blaskiem, jakby otaczała ją jakaś niewidzialna siła.

 

„To musi być magiczna skrytka króla – pomyślał Bramble. – Szkatułka, która chroni jego serce, żeby słońce nie mogło go oświetlić”.

Złapaliśmy te cztery elfy, wasza wysokość – powiedział do króla jeden z wojowników Stalowych Pięści. – Co chcesz, żebyśmy z nimi zrobili?

Elfy rzucono na podłogę, tak żeby klęknęły przed królem.

Możecie wstąpić do mojej służby – powiedział im król Vainglorious. – Honor i bogactwa czekają na was, jeśli to zrobicie. Możecie też dostać się do niewoli i tam dokonać swych dni. Co wybieracie? Jaka jest wasza decyzja? Czy będziecie mi służyć?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?