Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć i życieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć i życie
Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć i życie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 10,98  8,78 
Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć i życie
Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć i życie
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć i życie

Księga siódma

Saga

Dzieci królowej elfów 7 - Na śmierć iżyciePrzełożyła Agata Lubowicka Tytuł originału Elverdronningens børn 7 - På liv og dødCopyright © 2012, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711870174

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1.

Stokrotka i jej przyjaciele wędrowali wąską ścieżką. Po obu stronach wznosiły się strome skały.

Najpierw płynęli rzeką, ale w czasie drogi pojawiało się coraz więcej kamieni pod wodą. Na koniec było ich tak dużo, że musieli opuścić łódź i kontynuować podróż na piechotę.

– Jaka szkoda, że dalsza żegluga jest niemożliwa – narzekał Mniszek. Był bratem Stokrotki i najmłodszym z całego grona.

– Dobre i to, że udało nam się pokonać ładny kawałek – stwierdziła Stokrotka. Nigdy nie zapominała o swojej obietnicy, że zaprowadzi wszystkich do domu, do Krainy Elfów.

– Poza tym nic nam się nie stanie, jeśli się trochę przejdziemy – dodał Zawilec. Był elfickim rycerzem, który nauczył Stokrotkę sztuki władania mieczem.

Przyjaciółka Stokrotki, Borówka, nie odzywała się. Zamiast tego patrzyła Smardzowi głęboko w oczy.

Smardz ujął jej dłoń i spletli palce w uścisku. Był człowiekiem, którego elfy spotkały podczas podróży. Świetnie orientował się w terenie.

Ze Stokrotką na czele wszyscy raźnie kroczyli wąską ścieżką. Po wysokich skałach wiły się zielone pnącza. Po nagrzanych od słońca kamieniach biegały małe jaszczurki.

Nagle gdzieś zaskrzeczał ptak. Stokrotka od razu czujnie nadstawiła uszu. Następnie rozejrzała się na wszystkie strony.

Oczom elfów ukazał się mężczyzna, który zbiegał po skalnym zboczu. Niespodziewanie wylądował na ścieżce tuż przed ich nosami.

Stokrotka chwyciła za miecz. Puściła go jednak od razu, gdy się przekonała, że nieznajomy nie był uzbrojony.

Miał ogorzałą i pomarszczoną twarz, a jego włosy i broda były siwe. Szedł boso, a w ręce trzymał laskę.

– Czy to ty jesteś Stokrotką, córką królowej elfów? – odezwał się pierwszy.

– Yyy… tak – odparła zaskoczona. – Skąd mnie znasz?

– Jak dobrze potrafisz władać mieczem? – zapytał, nie odpowiadając.

– Dobrze – odrzekł za nią Zawilec.

– Ale czy wystarczająco dobrze? – drążył mężczyzna, zamachując się laską w stronę Stokrotki.

Zrobił to tak szybko i niespodziewanie, że Stokrotka nie zdążyła się osłonić ani uskoczyć na bok. Laska uderzyła ją w pierś. Uderzenie było tak silne, że przewróciła się na plecy.

Z rykiem złości Zawilec wyciągnął miecz i doskoczył do mężczyzny. Świszczący ruch laską wybił mu jednak broń z ręki.

– Zaatakujmy go wszyscy razem! – wykrzyknął Smardz, unosząc swój kij. Pozostali stanęli z nim ramię w ramię.

– Zaczekajcie! Tak się nie traktuje przyjaciela – zaprotestował nieznajomy.

– Przyjaciela! – parsknął Zawilec, unosząc miecz. – Napadłeś na Stokrotkę!

– To była tylko próba – odpowiedział spokojnie nieznajomy.

Stokrotka podniosła się i oznajmiła:

– Nic mi się nie stało. Jestem tylko trochę poobijana.

Smardz opuścił kij. Zawilec wciąż trzymał miecz w górze.

– Mówisz w taki zagadkowy sposób – zwróciła się Stokrotka do nieznajomego. – Twierdzisz, że jesteś naszym przyjacielem. Może nam w takim razie powiesz, kim właściwie jesteś?

– Nazywam się Wiatr – odpowiedział. – Bo jestem szybki niczym wiatr, a silny jak burza. Mieszkam w chatce znajdującej się w ukrytej dolinie, niedaleko stąd. Ludzie nazywają mnie pustelnikiem ze Skalnej Doliny. Czekałem na wasze przyjście.

– Pustelnikiem? – zdziwił się Zawilec. – Spotkaliśmy kiedyś jednego pustelnika. Pokazał nam drogę, jaką powinniśmy się udać, żeby dotrzeć do naszego domu, do Krainy Elfów.

– Masz na myśli pustelnika z Wilczej Skały? – zapytał Wiatr z uśmiechem.

– Tak. Czyżbyś go znał? – zapytał z zaskoczeniem Zawilec. Wszelka nieufność, jaką wcześniej żywił, rozwiała się.

– Jesteśmy braćmi – poinformował lakonicznie Wiatr. – Wysłał mi wiadomość, że jesteście w drodze.

– A teraz tu dotarliśmy – podsumowała Stokrotka. – Czego od nas chcesz, Wietrze? I co to za próba, o której mówiłeś wcześniej?

– Próba, której nie przeszłaś – odparł pustelnik. – Nie władasz mieczem wystarczająco dobrze, żeby poradzić sobie w walce, jaka cię czeka. W każdym razie – jeszcze nie.

– Kolejna zagadka – stwierdziła Stokrotka. – Co przez to rozumiesz?

– Narobiliście sobie wrogów w tej części świata – wyjaśnił Wiatr. – Potężnych wrogów, którzy chcą was unicestwić. Jesteś jedyną osobą, która może uratować siebie i swoich przyjaciół.

– W jaki sposób? Co takiego muszę zrobić? – zapytała Stokrotka.

– Zaraz ci pokażę – odpowiedział Wiatr. – Chodźcie za mną!

2.

Borówka, Smardz i Mniszek siedzieli w trawie przed chatką Wiatra. Zajadali się owocami i grzybami, którymi ugościł ich gospodarz.

Zawilec przechadzał się niecierpliwie tam i z powrotem. Kilkakrotnie spoglądał w stronę drzew rosnących za domem.

– Stokrotka i Wiatr tkwią tam razem od trzech dni – narzekał. – Wydaje mi się, że nigdy nie skończą!

Zawilec obiecał królowej elfów, że będzie się opiekował Mniszkiem i Stokrotką, dlatego najchętniej nie traciłby ich z zasięgu wzroku.

– Gdybym to ja mógł w tym uczestniczyć – westchnął Mniszek. – Ten Watr posiada mnóstwo umiejętności. Zabawnie byłoby je posiąść.

– Mogę cię zapewnić, że oni nie trenują dla zabawy – pouczył go Zawilec. – Pustelnik chce przygotować Stokrotkę na spotkanie z naszymi wrogami. Jak myślicie, chyba mu chodzi o myśliwych?

– Mój własny lud – stwierdził Smardz z westchnieniem. – Dopóki go nie opuściłem.

Borówka ujęła jego dłoń i pocieszyła go:

– Nie możesz nic poradzić na to, jacy oni są.

– Wiem o tym – powiedział Smardz z kolejnym westchnieniem. – Ale dręczy mnie myślenie o tym, że są tacy okrutni i żądni krwi. Przypominają wściekłe psy. Zupełnie jakby postępowali w ten sposób pod wpływem jakiejś czarnej magii.

– To prawda, spotkania z nimi nie należą do przyjemności – potwierdził Zawilec. – Mam nadzieję, że uda nam się ich uniknąć. Mimo że Wiatr chyba myśli inaczej.

W tym czasie Stokrotka oddawała się walce z niespotykaną zaciętością. W cieniu wielkich drzew panował chłód, ale i tak pot spływał jej po plecach.

W ręce trzymała laskę podobną do tej, z którą chodził Wiatr. Gdy znów zamachnął się w jej stronę, spróbowała odeprzeć uderzenie.

Za późno.

Wytrącił jej broń z ręki. A potem znowu. I jeszcze raz.

– Nigdy się tego nie nauczę! – wykrzyknęła, odrzucając kij. Na ciele miała pełno żółtych i niebieskich siniaków we wszystkich miejscach, w które trafił ją Wiatr.

– Masz się nie uczyć. Masz być – odpowiedział Wiatr. – Podnieś kij. Walczymy dalej.

– Być? Co przez to rozumiesz? – zapytała z wściekłością.

Chwyciła kij i się wyprostowała.

„Nie poddam się!” – przyrzekła sobie i zacisnęła zęby.

– Musisz być jednością ze swoją bronią – tłumaczył Wiatr. – Lekka niczym gałązka rozkołysana przez wiatr. Szybka niczym błyskawica, która skacze z nieba do ziemi.

„Dlaczego on zawsze musi mówić zagadkami?” – Stokrotka prychnęła w duchu.

Pustelnik machnął laską w jej kierunku.

Bez namysłu odparła ją i teraz ona zaatakowała.

Walka przeobraziła się w zabawę. Uderzenia Wiatra zaczęły padać coraz szybciej. Natomiast ona błyskawicznie je odpierała, zanim zdążyły jej dotknąć.

Jej kolejny wymach trafił go w ramię. Stokrotka włożyła weń wszystkie siły. Nareszcie trochę odwetu za te wszystkie siniaki!

– Dobrze! – krzyknął Wiatr, odkładając laskę. – Jesteś gotowa.

Stokrotka otarła pot z czoła.

– Gotowa na co? – zapytała. – Teraz chcę się tego dowiedzieć. Do czego ty mnie przygotowujesz?

3.

Wiatr zaprowadził Stokrotkę na leśną polanę. Znajdował się tam niewielki staw. W zielonkawej wodzie migotało słońce. Na brzegu stały dwa białe żurawie, które swoimi długimi dziobami czyściły sobie pióra.

– Oto nasi posłańcy – powiedział Wiatr, wskazując na ptaki.

– To one cię poinformowały, że nadchodzimy? – odgadła Stokrotka.

Wiatr pokiwał głową. Na skraju polany leżał przewrócony pień. Rozsiedli się na nim wygodnie.

– Pewnie słyszałaś o Borowiku? – zapytał.

– Chodzi ci o pierwszego króla elfów? – upewniła się. – Tak, to on uratował nas przed cieniami – złymi mocami, które zajęły Krainę Elfów i objęły nad nami panowanie.

– Kiedyś Borowik był także królem alfingów – ciągnął Wiatr. – Mój brat, tak jak i ja, a także wielu innych, byliśmy jego sługami. Alfingi zniknęły, gdy wytępili je władcy ciemności. Nas jednak nie mogą się pozbyć.

– Kim w takim razie jesteście? – zdziwiła się Stokrotka.

– Kiedyś byliśmy gwiazdami – odpowiedział Wiatr. – Istnieliśmy na długo przed tym, zanim stworzono ten świat. Przybyliśmy tu, aby pomagać tym, którzy tu żyją. Ty i twoi przyjaciele posłużycie nam za narzędzie.

– Dlaczego sami tego nie dokonacie? – nie zrozumiała Stokrotka.

– Jesteśmy duchami – tłumaczył cierpliwie Wiatr. – Jeśli mamy coś zdziałać, musimy otrzymać pomoc od stworzeń takich jak wy. Z krwi i kości. Podobnie jak władcy ciemności, którzy też nie mają wyjścia i posiłkują się innymi.

 

– To znaczy, że oni też są duchami? – zapytała Stokrotka.

– Złymi duchami – sprecyzował Wiatr. – Próbują nakłonić ludzi do rozsiewania nieszczęścia i smutku.

– Wiem coś o tym – westchnęła Stokrotka. – Spotkaliśmy ich wiele razy na naszej drodze. Chętnie podejmę walkę z nimi i z ich pomocnikami. Ale kij tu raczej nie wystarczy…

– Nie, wyrosłaś już z zabaw patykami i kijkami. – Uśmiechnął się Wiatr.

Podniósł się z pnia i wyszedł na słońce. Kiedy wrócił, trzymał w ręce miecz.

Od ostrza bił tak mocny blask, że Stokrotka musiała zmrużyć oczy.

– Nigdy wcześniej nie widziałam podobnej broni – zachwyciła się.

– Wykuto ją z ognia, który płonie w samym sercu słońca – powiedział Wiatr – gdzie nie ma żadnych cieni i ani krzty ciemności.

Wręczył jej miecz ze słowami:

– Użyj go, kiedy przyjdzie na to czas.

Stokrotka uniosła miecz. Leżał tak wygodnie w dłoni, jak by stanowił przedłużenie jej ręki.

– Mogę go wypróbować? – zapytała.

Kiedy Wiatr skinął przyzwalająco głową, ona podeszła do młodego drzewa. Zamierzała ściąć je jednym ruchem.

Zamiast tego zamarła z mieczem w dłoni.

„To drzewo jest żywą istotą” – pomyślała. „Jeśli je oszczędzę, będzie rosło jeszcze przez wiele lat”.

Zamiast tego sieknęła mieczem pień, na którym wcześniej siedzieli.

Twarde drewno bez trudu zostało rozszczepione na dwie połowy.

– Ten miecz jest niesamowity! – wykrzyknęła. – Ale kiedy nadejdzie czas? I przeciwko komu mam walczyć?

Nie usłyszała żadnej odpowiedzi.

Rozejrzała się dookoła. Wiatr zniknął. Stała na polanie zupełnie sama. Pogrążona w głębokich myślach, wróciła do swoich przyjaciół.

Następnego ranka cała piątka opuściła dolinę i ruszyła w dalszą podróż.

Miecz tkwił w pochwie zawieszonej u pasa Stokrotki. Jej dawną broń otrzymał Mniszek.

Szlak prowadził do rozległej krainy o zielonych wzgórzach i dolinach. Ale rozwidlał się w dwóch kierunkach.

– Dwie drogi – zastanawiał się Zawilec. – Którą z nich będzie najlepiej podążyć?

– Mogę wam to powiedzieć – zapiszczał jakiś głos.

Zdumieni obejrzeli się za siebie.

W głębokim cieniu wysokiego kamienia stała stara kobieta. Teraz podeszła do nich, opierając się na długiej lasce.

– Trzymajcie się z daleka od tej drogi. – Pokazała na lewo. – Prowadzi przez teren pełen głodnych drapieżników i trujących roślin. Na wszystkich podróżników czają się rozbójnicy. Uwierzcie mi, jeśli wybierzecie tę drogę, bardzo źle skończycie.

– A droga na prawo? – zapytała Stokrotka.

– Jest wygodna i bezpieczna – objaśniała z zaangażowaniem kobieta. – Panuje tam spokój i nie czyha żadne niebezpieczeństwo. Wzdłuż traktu mieszkają uczynni ludzie, którzy zawsze ugoszczą wędrowców jedzeniem i piciem. Wybierzcie tę drogę, a nie pożałujecie.

Borówka przyglądała się starej kobiecie z niedowierzaniem.

– Kim ty właściwie jesteś?

– Nikim więcej niż biedną kobietą, która mieszka tu niedaleko – odpowiedziała staruszka. – Ale teraz muszę wracać do domu, do moich kóz.

Skinęła im przyjaźnie na pożegnanie i odeszła.

– Nie ufam jej – stwierdziła Borówka, jak tylko zostali sami.

– Ani ja – mruknął Zawilec. – Za bardzo jej zależało, żeby nas przekonać.

Smardz pokiwał głową i powiedział:

– Według mnie ta droga poprowadzi nas prosto w pułapkę.

– Też mi się tak wydaje – poparła go Stokrotka. – Ale nią właśnie pójdziemy.

– Dlaczegóż to? – wykrzyknął Zawilec.

– Nie możemy w kółko unikać naszych wrogów – odparła. – Najwyższy czas, żebyśmy stawili im czoła.

Pozostali spojrzeli po sobie poważnym wzrokiem.

W końcu odezwał się Zawilec:

– Ufamy ci, Stokrotko. Jak zawsze. Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.

„Też mam taką nadzieję” – pomyślała Stokrotka, kiedy skręcali w drogę prowadzącą na prawo.

Słońce było wysoko na niebie, kiedy tak wędrowali. Na wzgórzach dokoła kołysała się trawa na wietrze.

– Czy wy także słyszycie te grzmoty? – zapytał nagle Mniszek. – To raczej nie może być burza?

– To galopujące konie! – Zawilec wskazał w stronę jednego ze wzgórz.

Na jego szczycie ukazała się duża drużyna jeźdźców. Głośnymi krzykami poganiali wierzchowce w dół zbocza. Jednocześnie z innej strony nadjechała inna duża grupa mężczyzn na koniach.

– To myśliwi! Na dodatek uzbrojeni po zęby – rozpoznał ich natychmiast Smardz.

– I co teraz? – dociekał Zawilec. – Stawiamy im czoła?

„Walczyć czy się poddać?” – zastanawiała się gorączkowo Stokrotka. „Może będę w stanie utorować sobie drogę przez ich zastępy mieczem, który otrzymałam od Wiatra. Ale wtedy moi przyjaciele będą zgubieni. Nie, czas walki jeszcze nie nastał”.

– Szaleństwem byłoby walczyć przeciwko tak licznemu przeciwnikowi – oznajmiła. – Musimy zaczekać i zobaczyć, co się zdarzy.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?