Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wrogaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wroga
Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wroga
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 10,98  8,78 
Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wroga
Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wroga
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wroga

Księga piąta

Saga

Dzieci królowej elfów 5 - W obozie wrogaPrzełożyła Agata Lubowicka Tytuł originału Elverdronningens børn 5 - I fjendens lejrCopyright © 2011, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711870150

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1.

– Uważaj, Stokrotko! – wykrzyknęła Borówka.

Stokrotka odskoczyła na bok, unikając świszczącego cięcia. Wtedy uniosła swój miecz, aby zadać cios przeciwnikowi. On zdążył jednak ustawić się do nowego pchnięcia. W ostatniej sekundzie udało się jej je odeprzeć.

– No, dalej, atakuj go! – wrzasnął Mniszek. – Nie jesteś dość szybka.

„Niechże w końcu siedzą cicho i zachowają dla siebie swoje cenne rady” – pomyślała Stokrotka. „I tak jest już wystarczająco trudno”.

Zacisnęła zęby i mocniej ścisnęła miecz w dłoni.

– Powinniśmy chyba zrobić przerwę w treningu… – Zawilec opuścił swój miecz.

Stokrotka usiadła i otarła pot z czoła. Borówka podała jej kubek wody.

– Jak sobie radzę? – zapytała Stokrotka. Bardzo chciała nauczyć się walki wręcz, a Zawilec obiecał, że będzie ją szkolił.

– Całkiem nieźle – odpowiedział. – Chociaż może być dużo lepiej. Musisz więcej ćwiczyć. Dopóki płyniemy, mamy na to dużo czasu.

Przemieszczali się w dół rozległej rzeki. Coraz dalej na wschód, gdzie znajdowała się ich ojczyzna.

Razem było ich pięcioro. Wśród nich znajdowała się córka królowej elfów Stokrotka i jej brat Mniszek, który został przemieniony w wilka. Towarzyszyli im przyjaciółka Stokrotki Borówka i rycerz Zawilec. Ostatni z podróżników nazywał się Smardz. Był człowiekiem, który dołączył do grupy elfów, żeby pokazać im drogę.

Na dziobie stał kapitan, który nieustannie obserwował trasę. Teraz podszedł do nich i oznajmił:

– Wkrótce podróż dobiegnie końca. Zbliżamy się do miejsca, gdzie rzeka znika.

– Znika? – nie zrozumiał Zawilec. – Jak to?

– Jej wody wpływają do szczeliny między skałami – objaśnił kapitan. – Miejsce to jest nazywane Gardzielą. Niektórzy uważają, że rzeka wpada prosto do świata podziemi. Inne teorie głoszą, że płynie pod ziemią i wypływa ponownie na powierzchnię w jakimś innym kraju. Nikt nie wie, kto ma rację. Ale jedno jest pewne: ta łódź wkrótce będzie musiała zawrócić. Dlatego pytam: gdzie was wysadzić? Na północ czy południe od rzeki?

Stokrotka rozejrzała się. Na północy aż do samego brzegu rzeki widać było strome skały. Po drugiej stronie rzeki, jak tylko okiem sięgnąć, rozciągała się rozległa równina.

– Najłatwiej będzie nam się przemieszczać po stronie południowej – stwierdziła. – Jak ty uważasz, Smardzu? Znasz choć trochę te okolice?

– Niestety, nie znam ich w ogóle – wyznał. – Nigdy nie byłem w tej części świata. Niezbyt się wam przydam jako przewodnik.

Borówka wyglądała na bardzo nieszczęśliwą.

– Ale zostaniesz z nami, prawda? – zapytała go.

– Jeśli mogę – odpowiedział. – Od kiedy opuściłem mój lud, byłem zupełnie sam. Jesteście moimi pierwszymi przyjaciółmi.

– Jak sądzisz, Borówko? – Stokrotka zwróciła się do przyjaciółki z żartobliwym uśmiechem. – Powinniśmy pozwolić mu zostać?

Borówka cała spąsowiała. Smardz spojrzał zdziwiony na obydwie.

– Chodźcie! – Stokrotka przywołała wszystkich. – Zaraz schodzimy na ląd.

Kapitan znalazł dogodne miejsce, gdzie łódź mogła dobić do brzegu. Stokrotka i jej przyjaciele wyskoczyli na ląd.

Po chwili łódź odbiła od brzegu, zawróciła i popłynęła z powrotem tą samą trasą. Zostali sami na nieznanym terytorium. Na rozległej równinie świstał wiatr. Z oddali dochodził ich słaby szum – to masy wodne znikały pod ziemią w Gardzieli.

2.

– Co teraz zrobimy? – zapytał Mniszek, kiedy powędrowali dalej wzdłuż rzeki.

– Idziemy na wschód. Co innego moglibyśmy zrobić? – odpowiedziała Stokrotka.

– Jak dużo nam jeszcze zostało? – dopytywał się Mniszek.

– Nie wiem – przyznała się Stokrotka. – Ale będziemy iść, dopóki nie dojdziemy.

Mniszek zwiesił uszy, a jego ogon zaczął się wlec po ziemi.

– Gdybyśmy tylko mogli posuwać się szybciej – zauważył z westchnieniem. – Tak jak wtedy, gdy płynęliśmy łodzią.

– Też o tym marzę… – Stokrotka pogłaskała brata po głowie.

Zawilec jak zwykle miał baczenie na każde potencjalne niebezpieczeństwo, jakie mogło im zagrażać.

– Coś idzie. Jakieś wielkie zwierzę – powiedział nagle, pokazując na równinę.

– To tylko koń – stwierdziła Borówka chwilę później.

Koń biegł kłusem w ich kierunku. Było to piękne zwierzę o czarnej, lśniącej sierści, długich nogach i pięknym, falującym ogonie. Jego siodło i uprząż wykonane były z rudobrązowej skóry.

Koń zatrzymał się w pewnej odległości i popatrzył na nich.

– Co on tu robi? – zdziwił się Smardz. – Przecież w promieniu kilometra nie ma tu żadnego domostwa.

Stokrotka zaczęła powoli podchodzić do konia, jednocześnie przemawiając do niego łagodnym głosem. W końcu położyła dłoń na jego szyi. Koń w dalszym ciągu stał spokojnie.

– Co chcesz zrobić? – zapytał Zawilec.

– Ten koń jest oswojony. I musiał tu skądś przybiec – rozważała Stokrotka. – Z jakiegoś miejsca, gdzie z całą pewnością są także inne konie. I ludzie, od których moglibyśmy je kupić.

Uczepiła się siodła i wskoczyła na koński grzbiet.

– Nie podoba mi się to – zaprotestował Zawilec. – Nie wiesz…

– Mówisz tak, jak bym nie nawykła do konnej jazdy – zaśmiała się Stokrotka i ścisnęła konia piętami.

Zniknęła, zanim Zawilec zdążył powiedzieć coś więcej.

Koń szybko przeszedł w galop. W krótkim czasie zdążył unieść Stokrotkę daleko. Wiatr targał jej włosy i sprawił, że oczy nabiegły jej łzami.

„Prawie jakbym leciała w powietrzu!” – zaczęła triumfować. „Gdybyśmy tylko mogli kontynuować naszą podróż konno. To zupełnie coś innego, niż iść pieszo na własnych nogach”.

Popuściła cugle, żeby koń sam znalazł swój dom. Na horyzoncie wciąż nie ukazywały się żadne budynki. Widać było jedynie rozległą równinę porośniętą wysoką trawą i sporadycznie ciernistymi krzewami.

„Mam nadzieję, że niedługo dojedziemy na miejsce” – pomyślała Stokrotka.

Nagle z wysokiej trawy po jej prawej stronie wyskoczył jakiś cień. Był to wielki pies o sierści czarnej jak smoła. Obnażył zęby i zaczął ochryple warczeć.

Teraz z lewej strony pojawił się drugi pies, równie wielki i tak samo drapieżny.

Koń parsknął ze strachu i zwiększył prędkość. Wystrzelił pędem przez równinę niczym strzała wyrzucona z łuku.

Stokrotka wczepiła się w grzywę konia, żeby nie spaść podczas tej dzikiej jazdy.

„Jak mogłam być taka bezmyślna?” – zganiła się. „Dlaczego nie zostałam z innymi?”

Nie miała odwagi pomyśleć o tym, co się stanie, jeśli koń się potknie.

Obydwa psy trzymały się blisko ofiary, każdy po swojej stronie. Koń nie był w stanie robić nic innego, niż przed nimi uciekać, coraz bardziej oddalając się od rzeki.

W końcu Stokrotka dostrzegła jakieś mury hen przed sobą. Przed nimi pasło się stado koni. W niebo wzbijała się smuga dymu z ogniska.

„Musi tam być ktoś, kto przegoni te psy” – pomyślała z ulgą.

Nachyliła się jeszcze bardziej i szepnęła do konia:

– Ostatnia długa i jesteśmy uratowani!

3.

Wkrótce potem dojechali. Mury okazały się ruinami kilku potężnych budynków. Pomiędzy nimi rozbito chyba sześć okrągłych namiotów.

Koń zatrzymał się i padł wyczerpany na ziemię. Stokrotka zdążyła z niego zeskoczyć w ostatniej chwili.

Z najbliższego namiotu wyszło dwóch mężczyzn. Ich stroje były udekorowane kłami i czaszkami zwierząt. Na czole odznaczało się charakterystyczne znamię.

Stokrotka wpatrywała się w nich z przerażaniem. Natychmiast rozpoznała w nich myśliwych.

– Nasza przynęta zadziałała – odezwał się jeden. – Ofiara wpadła prosto w naszą pułapkę.

„Muszę uciekać” – zdecydowała Stokrotka. „Jeśli tylko uda mi się dobiec do któregoś z ich koni”.

Rzuciła się w stronę przejścia między namiotami. Natychmiast skoczył za nią jeden z myśliwych. Nie zmniejszając prędkości, wyciągnęła miecz, który od jakiegoś czasu zaczęła nosić przy sobie.

Myśliwy próbował ją schwytać. Ale cięcie mieczem w ramię sprawiło, że rozłożył się jak długi z wrzaskiem bólu.

Biegła dalej w kierunku koni. Wtedy stanął przed nią kolejny myśliwy, tym razem z toporem w dłoni.

Stokrotka uniosła miecz, ale nie była wystarczająco prędka. Broń wytrącona jej z ręki poszybowała nad ziemią.

Teraz chwyciły ją od tyłu dwie silne dłonie.

– Co za dzika kocica. Podrapała mnie do krwi. – Pociągnął nosem zraniony myśliwy.

– Musimy ją porządnie związać – stwierdził drugi.

Obydwaj zaciągnęli ją do namiotu. Tam przywiązano ją do wielkiego pala podtrzymującego konstrukcję na samym środku.

Do namiotu weszła jakaś kobieta. Na ubraniu nosiła udrapowaną skórę zwierzęcą. Na szyi miała naszyjnik z kości palców. Wojownicy ukłonili się jej i opuścili namiot.

 

– Nazywam się Krwawoczerwona – przedstawiła się. – Jak może zauważyłaś, jestem dowódcą myśliwych, którzy tutaj rozbili obóz. A ty od teraz jesteś naszym więźniem.

– To jakieś nieporozumienie – zaprotestowała Stokrotka. Miała nadzieję, że uda jej się jakoś wyplątać z potrzasku, w jakim się znalazła. – Musicie mieć na myśli kogoś innego. Mieszkam nad rzeką na północ od tej równiny. Kiedy zrywałam kwiaty, na łąkę przybłąkał się bezdomny koń. Nie wiedziałam, że należy do was. Miałam ochotę na przejażdżkę i tak znalazłam się tutaj. Nie macie żadnego powodu, żeby mnie więzić.

– Oszczędź sobie tych słów – skwitowała Krwawoczerwona. – Zdradzają cię twoje szpiczaste uszy. Jesteś alfingiem. Zostaliśmy tutaj wysłani specjalnie po ciebie. Musieliśmy opuścić nasz kraj i pokonać wielkie pustkowie, żeby natrafić na twój ślad. To nie było proste. Teraz więc na pewno cię nie wypuścimy.

„Czyli nie jesteśmy w kraju myśliwych” – zorientowała się Stokrotka. „W takim razie będę miała większą szansę stąd uciec, jeśli nadarzy się okazja”.

– Obserwowałam twoją próbę ucieczki – powiedziała Krwawoczerwona. – Masz odwagę godną myśliwego. Ale nie próbuj czegoś takiego drugi raz. Zobacz, będą cię strzegły psy.

Na zewnątrz przy wejściu do namiotu pojawiły się cztery psy. Ich widok powodował, że Stokrotce robiło się zimno ze strachu.

– Oto Oprawca, Morderca, Wściekły i Kieł. – Krwawoczerwona wskazywała na psy. – Nikt nie jest w stanie im umknąć.

Stokrotka w milczeniu posłała jej wyzywające spojrzenie. Nikt nie mógł się dowiedzieć, jak bardzo się boi.

A bała się okropnie.

Gdy tylko Krwawoczerwona opuściła namiot, Stokrotka pochyliła głowę i z jej oczu popłynął niepohamowany strumień łez.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?