Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końcaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końca
Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końca
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końca
Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końca
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
4,99  3,94 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końca

Księga trzecia

Saga

Dzieci królowej elfów 3 - Ścigani bez końcaPrzełożyła Agata Lubowicka Tytuł originału Elverdronningens børn 3 - Jaget vildtCopyright © 2010, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711870136

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1.

Słońce już zaszło i zaczęła zapadać ciemność. Stokrotka i jej przyjaciele zasiedli w ciasnym kręgu wokół ogniska, aby się posilić. Dzień upłynął im na przedzieraniu się przez puszczę pełną gęstych zarośli i poprzewracanych drzew. Teraz byli i głodni, i zmęczeni.

– Jak wydostać się z tej głuszy? – zapytała Stokrotka. Obiecała pozostałym, że zaprowadzi ich do domu, i bez ustanku myślała o dalszej drodze.

– Za kilka dni dojdziemy do gór – odezwał się Smardz. – Wtedy zobaczymy, czy uda się nam je pokonać.

Smardz był człowiekiem, którego elfy spotkały na swojej drodze. Znał ten region i dlatego zaoferował, że przeprowadzi je przez las.

– Stanę na czatach – postanowił rycerz Zawilec po opróżnieniu zawartości swojej miski. Jako jeden z rycerzy królowej elfów zrobiłby wszystko, żeby uchronić jej dwoje dzieci, Stokrotkę i Mniszka, przed niebezpieczeństwem.

Z mieczem w dłoni ustawił się w pewnym oddaleniu od obozowiska. Odwrócił się plecami do ogniska, żeby jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności.

Obok Stokrotki leżał młody wilk, który odgryzał kęsy upolowanego królika.

– Jak ty w ogóle możesz zjadać to biedne zwierzę? – zapytała Borówka i się wzdrygnęła. – Dlaczego nie spróbujesz tych pysznych grzybów, które nam wszystkim tak bardzo smakują?

Wilk oblizał pysk i odpowiedział:

– To nie jest odpowiednie pożywienie dla wilka.

– Nie jesteś wilkiem, Mniszku – przypomniała mu stanowczo Stokrotka. – Jesteś elfem. Mam nadzieję, że wkrótce znajdziemy alfy, które cię przemieniły w to zwierzę, i odzyskasz dawną postać.

– Niby dlaczego? – zaoponował Mniszek. – Bycie wilkiem bardzo mi odpowiada. Tego królika wywęszyłem z dużej odległości. Poza tym na czterech łapach biegam dużo szybciej. Dlatego was uratowałem, kiedy uwięziło was dwoje władców ciemności.

– Nieważne – skwitowała Stokrotka. – Chcę, żebyś wrócił ze mną do domu jako mój brat. Nie jako dzikie, włochate zwierzę.

– Obyśmy już nigdy więcej nie spotkali tych władców ciemności – westchnęła Borówka. – Kiedy są w pobliżu, lodowate zimno przeszywa mi serce.

– Nie myśl o nich więcej – poprosił Smardz. – Przecież zgubili nasz ślad.

– Na pewno masz rację – zgodziła się Borówka. – Czy zostało jeszcze trochę tej pysznej zupy, którą dla nas ugotowałeś?

Uśmiechnęła się z wdzięcznością, kiedy Smardz wlał jej do miski resztę zupy z kociołka.

Mniszek podbiegł do rycerza Zawilca i oświadczył:

– Zastąpię cię na straży.

– To nie jest zabawa. – Zawilec nie przestawał wpatrywać się w ciemność.

– Pod tymi zwiędłymi liśćmi kryje się mysz – odpowiedział mu na to Mniszek. – Słyszę ją. Wyczuwam także dwa jelenie tam dalej, w głębi lasu.

– Coś podobnego! – wykrzyknął Zawilec. – Widać, że lepszy z ciebie strażnik niż ze mnie. Jeśli przejmiesz wartę teraz, to zastąpię cię o północy.

Zawilec wrócił do obozowiska i ułożył się do snu. Tak samo postąpili pozostali.

Borówka leżała, nie zasypiając przez pewien czas. Zerkała na śpiącego Smardza, do momentu aż ognisko zupełnie się wypaliło. Ale nawet gdy jej oczy w końcu się zamknęły, wciąż widziała jego obraz: jasne włosy, radosne oczy i znamię nad jedną z brwi.

2.

Niebo było ciemne i zimne. Borówka stała zupełnie sama między nagimi drzewami. „Gdzie się podziała reszta?” – pomyślała zdumiona.

W tej samej chwili zamarznięta ziemia się rozpękła i wyszły z niej trzy postaci odziane w czarne łachmany.

– My, władcy ciemności, nigdy nie zapominamy o naszych wrogach! – zasyczała jedna z nich prosto w twarz Borówki.

– Mamy wiele dróg do waszego świata – powiedziała druga.

– I występujemy pod wieloma postaciami – zaśmiała się trzecia.

Borówka zaczęła dyszeć ze strachu. Wtedy się obudziła.

– Co się stało? – zapytała Stokrotka.

– To tylko zły sen – wymamrotała Borówka, wstając. Inni też już byli na nogach.

Nastał jasny i miły poranek. Na wszystkich źdźbłach i liściach wisiały krople rosy, a ptaki na wyścigi wyśpiewywały najpiękniejsze trele.

Za drzewami wznosiły się ku niebu ciemne sylwetki gór. Ich najwyższe wierzchołki ginęły gdzieś w gęstych chmurach.

– To muszą być te Góry Mgieł – zwróciła się Stokrotka do Smardza. – Wiesz może, czy prowadzi przez nie jakaś droga?

– Dalej na południe góry przecina dolina – odpowiedział. – Ale to niebezpieczne miejsce. Myśliwi ją wykorzystują, kiedy chcą się tutaj przedostać.

– Jak to możliwe, że wiesz tak dużo o myśliwych? – zapytał Zawilec. Smardz opowiedział im wcześniej o myśliwych, przed którymi drżały wszystkie żywe stworzenia.

– Znajomość ich zwyczajów okazuje się przydatna, jeśli nie chce się ich spotkać na swojej drodze – stwierdził Smardz. – Nie powinniśmy już wyruszyć?

W niedługim czasie podjęli dalszą wędrówkę. W lesie nie było żadnych dróg. Niekiedy tylko udawało im się znaleźć ścieżki, którymi chadzała zwierzyna.

Mniszek biegał po lesie i węszył w podszyciu leśnym z dala od pozostałych.

Stokrotka zawołała go i zażądała:

– Masz od nas nie odchodzić. Nie chcę, żebyś gdzieś się zawieruszył.

– Tak, oczywiście, siostrzyczko – zawarczał.

Przez pewien czas szedł bardzo grzecznie tuż za nią. Potem nagle ruszył galopem, zagłębiając się w las.

– Mniszku! Zostań tutaj! – krzyknęła za nim Stokrotka.

– Nie mogę! – odkrzyknął. – Jednej z moich sióstr-wilczyc grozi niebezpieczeństwo! – I tyle go widzieli.

– Co to miało znaczyć? – zapytał Zawilec.

– Nie mam pojęcia. Ale musimy pobiec za nim! – zadecydowała Stokrotka.

Pobiegła w tym samym kierunku co Mniszek. Reszta podążyła jej śladem.

Mniszek pędził jak szalony w dół zbocza, pokonał strumień i wpadł na polanę.

Stało tam dwóch myśliwych ubranych w stroje z grubej skóry. Nosili ozdoby z zębów, szczęk i czaszek zabitych zwierząt.

W trawie leżał wielki wilk, którego myśliwi schwytali w sieć. Zwierzę warczało i rzucało się na wszystkie strony, próbując się oswobodzić.

Jeden z myśliwych uniósł krótką włócznię, żeby pozbawić je życia.

– Przestań – powstrzymał go drugi. – Przecież zniszczysz sieć. Zamiast tego zmiażdż jego głowę pałką.

Myśliwy odrzucił włócznię. Podbiegł do stojących pod drzewami koni i z torby przytroczonej do siodła wyciągnął żelazną pałkę i nóż do oprawiania.

– Pospiesz się! – zawołał drugi myśliwy, któremu z ledwością udawało się utrzymywać siatkę. – Ale się rzuca to zwierzę.

– Już niedługo – zaśmiał się pierwszy i uniósł pałkę.

Wtedy Mniszek skoczył mu na plecy. Myśliwy upadł przodem na ziemię, a wilk zatopił kły w jego ramieniu.

Towarzysz myśliwego wyciągnął długi sztylet i pochylił się, żeby wbić go w grzbiet Mniszka.

W tym momencie dobiegł do nich Zawilec, który doskoczył do walczących i mieczem błyskawicznie wytrącił myśliwemu sztylet z dłoni.

Drugiemu myśliwemu udało się zrzucić z siebie Mniszka. Podniósł się i sięgnął po leżącą na ziemi włócznię.

Stokrotka go uprzedziła. Schwyciła włócznię i wymierzyła ją w pierś mężczyzny. Wtedy nadbiegli Borówka i Smardz.

Duży wilk zdążył wyplątać się z sieci i długimi susami zniknął w gęstwinie lasu.

Myśliwi zdali sobie sprawę z tego, że teraz mają czterech przeciwników. Zaniechali walki, wskoczyli na konie i odjechali galopem.

3.

– Znamię! – wykrzyknął Zawilec, zwracając się w stronę Smardza. – To, które masz na czole! Taki sam symbol mieli także myśliwi na swoich kapturach.

– Jesteś jednym z nich! – Stokrotka oskarżycielsko skierowała ku niemu włócznię. – Przyprowadziłeś nas tutaj po to, żeby nas zwabić w zasadzkę?

Borówka ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.

– Nie, skądże! – Zamachał rękami Smardz. – Rzeczywiście noszę znamię myśliwych. Zostało mi wypalone, kiedy się urodziłem. Ale nie mam z nimi nic wspólnego. Porzuciłem ich wiele lat temu. Musicie mi wierzyć!

– Wierzyć tobie? Dlaczego trzymałeś to przed nami w tajemnicy? – zapytała Stokrotka.

– Wstydziłem się – odpowiedział. – Nie chciałem, żeby ktoś poznał mój sekret. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że kiedyś do nich należałem.

– Jego wyjaśnienie brzmi wiarygodnie – stwierdził Zawilec, opuszczając miecz. – Ale w takim razie musisz nam teraz wszystko odpowiedzieć.

– Ziemia zamieszkiwana przez myśliwych jest położona za górami, ale oni zapuszczają się bardzo daleko w poszukiwaniu zwierzyny – zaczął Smardz. – Żyją i oddychają tylko dla zbierania trofeów – poroży, czasek albo łap wszystkich żywych stworzeń, które są w stanie zabić. Im więcej trofeów zdobędzie myśliwy, tym większa jest jego chwała.

Nie jestem dużo wart jako myśliwy. Nie chciałem przelewać krwi i nie lubię, kiedy inni się mnie boją. Ale musiałem udawać się razem z nimi na polowania.

 

Kiedyś rozbiliśmy obóz w pobliżu niewielkiego jaru. Tam rozciągnięto sieć zamykającą drogę ucieczki. Chodziło o to, żeby następnego dnia zapędzić w to miejsce duże stado zwierząt i masowo je pozabijać.

Tak się jednak nie stało. W nocy zakradłem się tam i pociąłem sieć na strzępy. Zwierzętom udało się wymknąć, a mnie oszukać myśliwych.

Wpadli w ogromną wściekłość. Nie mogłem przestać się z nich śmiać. To nie było mądre z mojej strony. Od razu odgadli, że to moja sprawka.

– I co się wtedy stało? – zapytała Borówka w napięciu.

– Nie wiedzieli, czy ukarać mnie na miejscu czy zaciągnąć do domu przed oblicze wodza – opowiadał Smardz. – Ale ja ich znowu oszukałem. Kiedy stali i przekrzykiwali się nawzajem, udało mi się zbiec.

Opuściłem myśliwych i od tej pory nigdy ich nie spotkałem. Do dziś.

– Nie tęsknisz za swoim ludem i swoim krajem? – zainteresowała się Stokrotka.

– Nie – odpowiedział Smardz. – Ale brakuje mi kogoś, do kogo mógłbym przynależeć. Niestety nikt nie chce mnie znać, kiedy rozpoznają znamię na moim czole. Dlatego tak się ucieszyłem na wasz widok. Nie widzieliście we mnie myśliwego.

Ale teraz… nasze drogi pewnie się rozejdą?

– Nie, nie możesz nas opuścić! – wykrzyknęła Borówka. Jej twarz poczerwieniała, kiedy zwróciła się do pozostałych: – Jeśli wy też tak uważacie.

Zawilec przytaknął, a Stokrotka stwierdziła:

– Tak uważamy. Nie możemy się bez ciebie obejść, Smardzu.

– Miałem taką nadzieję – przyznał Smardz z uśmiechem ulgi. – Ale teraz odejdźmy stąd jak najszybciej. Ci myśliwi na pewno tu powrócą w towarzystwie wielu innych. Skoro wiedzą, że można tu upolować zwierzynę.

– Zwierzynę? Przecież wilkowi udało się uciec – zdziwił się Zawilec. – Co masz na myśli?

– Nas – odpowiedział Smardz. – Powiedziałem przecież, że polują na wszystkie żywe stworzenia.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?