Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty lasTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las
Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 10,98  8,78 
Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las
Audio
Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las

Księga druga

Saga

Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty lasPrzełożyła Agata Lubowicka Tytuł originału Elverdronningens børn 2 - Skoven uden vejeCopyright © 2010, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711870129

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1.

Pięcioosobowa grupka podążała ścieżką między zielonymi polami. Liczyła czworo elfów i jednego człowieka.

Pochód otwierała Stokrotka, córka królowej elfów. Obiecała swoim przyjaciołom, że doprowadzi ich do domu, i postanowiła za wszelką cenę dotrzymać słowa.

Za nią kroczył Smardz, młodzieniec, którego spotkali kilka dni wcześniej. Był włóczykijem i postanowił towarzyszyć im przez część drogi.

Potem szła przyjaciółka Stokrotki, Borówka. Milcząca, pogrążona w myślach i widząca rzeczy ukryte dla innych.

Na końcu wędrowali Mniszek i rycerz Zawilec. Mniszek był bratem Stokrotki. Patrzył na Zawilca z uwielbieniem, mając nadzieję, że sam kiedyś zostanie rycerzem. Królowa poprosiła Zawilca, żeby strzegł jej dzieci jak oka w głowie. Dlatego nieustannie pilnował, czy nie zbliża się jakieś niebezpieczeństwo, a z mieczem nie rozstawał się nawet podczas snu.

– Nigdy nie znajdziemy tego pustelnika! – westchnęła Stokrotka. – Wszędzie o niego rozpytujemy, ale nikt nigdzie o nim nic nie słyszał.

– Może szczęście nam dopisze następnym razem – powiedział z nadzieją Smardz.

Idąc dalej drogą, ujrzeli chłopa z żoną siedzących w trawie na poboczu i spożywających posiłek. Obok nich leżał chleb, kilka cebul, ser i antałek z piwem.

– Smacznego – pozdrowił ich Smardz. – Czy wiecie może, jak znajdziemy pustelnika z Wilczej Skały?

– Lepiej od razu zaniechajcie tego – stwierdził chłop, odgryzając kęs cebuli. – Nikt go nie widział od dawnych czasów.

– Słyszałam, że mieszka gdzieś w głębi tego lasu – dodała żona, odcinając plasterek sera.

– Na wiele się to nie zda – wszedł jej w słowo mąż. – Las jest gęsty i można w nim łatwo zabłądzić.

– Można też mieć szczęście i trafić na właściwą drogę – odparła kobieta.

– Na nic się to nie zda – burknął mężczyzna, upijając łyk piwa. – Wieść niesie, że pustelnik się ukrywa, aby uniknąć niepożądanych wizyt.

Kobieta odebrała mężowi antałek i sama napiła się piwa. Potem powiedziała:

– Jestem pewna, że dobrze przyjmuje tych nielicznych, którym uda się odnaleźć jego chatkę.

Elfy podziękowały małżeństwu i skierowały się w stronę lasu.

Chłop miał rację. Między wysokimi drzewami nie było żadnej drogi ani nawet skromnej ścieżki. Gałęzie rosły tak gęsto, że prawie nie dopuszczały światła dziennego.

Przedzieranie się przez las postępowało bardzo powoli. Zawilec musiał wielokrotnie torować drogę za pomocą ostrego miecza.

W końcu musieli odpocząć. Usiedli na powalonym drzewie, aby się posilić. Wszyscy byli wyczerpani.

– Sprawa wygląda na beznadziejną – stwierdził Smardz. – Możemy tak błądzić przez wiele lat, nigdy nigdzie nie docierając.

– Co w takim razie powinniśmy zrobić? – żachnął się Zawilec.

– Idziemy dalej – oświadczyła Stokrotka z uporem.

Mniszek nie przestawał się obracać z głową zadartą do góry, wpatrzony w wierzchołki drzew.

– Na co się tak patrzysz? – zapytała Borówka.

– Na te dwa ptaki, tam wysoko – odpowiedział. – Przyglądają się nam. Najwidoczniej wiedzą, że jesteśmy tu obcy.

W tym samym momencie ptaki poderwały się do lotu.

– Biegnijmy za nimi – wykrzyknęła Borówka, podnosząc się.

– Czy to aby rozsądne? – zawahał się Zawilec.

– Lepsze to, niż siedzieć tu bezczynnie – zawyrokowała Stokrotka. – Spróbujmy. Chodźcie!

Pospieszyły z Borówką w kierunku, gdzie poleciały ptaki. Po chwili zaczęło im się iść nieco łatwiej.

– Prawie można to nazwać ścieżką – uznał Smardz. – Jeśli w ogóle dokądś prowadzi.

Zaczęli iść pod górkę. Ziemia stała się bardziej kamienista. W miejscach najbardziej stromych leżące w poprzek płaskie kamienie tworzyły rodzaj schodów.

Nagle wyszli na otwartą polanę. Pod bardzo wiekową, rozgałęzioną sosną znajdowała się chatka o plecionych ścianach nakrytych dachem z wyschniętych paproci.

Stokrotka skierowała się w stronę chatki. Zawilec w porę to zauważył i chwycił ją za ramię, szepcząc:

– Stój! Nie jesteśmy tu sami.

Między drzewami rosnącymi wokół polany stały wilki, jeden obok drugiego. Milczące i zaciekawione, nie spuszczały oczu z przybyszów.

Elfy i Smardz zwarli szeregi. Nikt nie miał odwagi odezwać się ani słowem.

Wilki stały nieruchomo i wpatrywały się w nich.

Ptaki usiadły na gałęzi jednego z drzew. Nagle zaskrzeczały. Brzmiało to jak szyderczy śmiech.

– Co teraz zrobimy? – szepnął Smardz.

– Stójmy zupełnie nieruchomo – odpowiedział Zawilec. – Może za chwilę sobie pójdą.

– Witamy w Wilczej Skale – odezwał się nagle jakiś głos tuż za ich plecami.

2.

Zbliżał się do nich mężczyzna niosący pod pachą wiązkę suchych gałązek. Był boso, a szeroki słomiany kapelusz osłaniał mu twarz przed słońcem.

– Czy to ciebie zwą pustelnikiem z Wilczej Skały? – zapytała Stokrotka.

– Rzeczywiście tak na mnie mówią – przyznał.

– Słyszeliśmy, że masz ponad tysiąc lat – odezwał się Mniszek. – Ale nie wyglądasz na tyle.

– To dzięki wszechobecnemu świeżemu powietrzu, ono sprawia, że wciąż jestem młody – odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. – Zresztą bardzo możliwe, że nie jestem pierwszym pustelnikiem, który tu zamieszkuje. Niewykluczone, że przede mną byli tu inni, najpierw jeden, potem drugi.

– Rozkazujesz wilkom? – zainteresował się Zawilec. – W ich towarzystwie nie czujemy się do końca bezpiecznie.

– Leśnej dzikiej zwierzynie nikt nie może rozkazywać – stwierdził pustelnik. – Ale dobrze ze sobą żyjemy. Jeśli jakiś wilk zachoruje, zawsze próbuję go uleczyć. A kiedy nie ma mnie w domu, one w zamian pilnują, czy ktoś tu nie przychodzi.

– Nie było łatwo znaleźć twoją chatkę – zauważył Smardz. – Chyba zbyt wiele osób cię tu nie odwiedza?

– Nie, i bardzo mi to odpowiada – odparł pustelnik. – Wielu chciałoby uzyskać ode mnie jakąś radę. Jedni chcieliby zarabiać dużo pieniędzy, drudzy – żeby ktoś się w nich zakochał, a jeszcze inni pragnęliby się dowiedzieć, czy nadchodząca zima będzie surowa czy łagodna. Takimi sprawami nie mam zamiaru zaprzątać sobie głowy. Poza tym większość z nich się poddaje, bo ścieżka tutaj prowadząca jest naprawdę dobrze ukryta. Tylko nielicznym udaje się tu dotrzeć. Drogę pokazuje im serce. A wy czego chcecie?

– Wrócić do domu – odpowiedziała Stokrotka. – Do Krainy Elfów. Wiesz, w którą stronę mamy się kierować?

– Elfów? – zapytał zdumiony pustelnik. – Myślałem, że jesteście alfingami.

– Czym? – nie zrozumiała Stokrotka.

– Tu, w tym kraju, żyli kiedyś ludzie podobni do was – zaczął opowiadać pustelnik. – Nazywano ich alfingami, ponieważ pochodzili od alfów. Zniknęli setki lat temu. Ale znane mi są opowieści o nich.

– To musiały być te zjawy, które widzieliśmy w Przeklętym Zamku – domyślił się Zawilec.

– Na pewno jesteście z nimi spokrewnieni – stwierdził pustelnik. – Stare legendy opowiadają, że alfingowie mieli dalekich krewnych zwanych elfami. Zawsze wydawało mi się, że to tylko baśń. Dopiero teraz widzę, że to prawda.

– Czy słyszałeś też o tym, gdzie miałaby się znajdować kraina zamieszkana przez te elfy? – zapytała Stokrotka.

– Gdzieś na wschodzie – odparł pustelnik. – Według legend elfy mieszkają w kraju, gdzie wschodzi słońce.

Elfy popatrzyły na siebie nawzajem oczami promieniującymi radością.

– Wreszcie możemy rozpocząć podróż do domu! – zaczęła wiwatować Stokrotka.

– Jak ci się wydaje, czy szybko tam dotrzemy? – dociekał Mniszek.

– Nie liczcie na to – odparł pustelnik. – Droga jest długa i ciężka. Ale mogę wam pokazać jej pierwszy odcinek. Chodźcie ze mną.

Z tyłu za chatką ciągnęła się ścieżka prowadząca na samą górę skały. Elfy i Smardz pośpieszyli w ślad za pustelnikiem. Wilki zdążyły już się rozbiec.

Wkrótce stanęli na szczycie skały. Mieli stamtąd niezakłócony niczym widok na wszystkie strony. Na zachodzie słońce właśnie zachodziło ponad polami i wioskami. Las porastający obszar wokół skały pogrążony był w głębokim cieniu. Na horyzoncie na wschodzie łańcuch szalenie wysokich gór zasłaniał dalszy widok. Śnieg na najwyższych wierzchołkach jarzył się czerwonawo w ostatnich promieniach słońca.

– Właśnie tam musicie się udać – powiedział pustelnik. – Na wschód. Do kraju wschodzącego słońca. Najpierw musicie przejść przed ten las, który widać w dole. Nazywa się go nieprzebytym. Jedynie nieliczni mają odwagę się zapuścić w jego gęstwinę, a jeszcze mniej z nich powraca. W dali za lasem widać Góry Mgieł. Otrzymały taką nazwę, ponieważ ich szczyty sięgają samych chmur. Musicie znaleźć drogę przez Góry Mgieł. Ale co was czeka po ich przebyciu, tego już nie wiem.

3.

Elfy zostały u pustelnika na noc. Podzielił się z nimi orzechami i owocami ze swojej spiżarni, a przed chatką rozpalił ognisko.

 

Kiedy siedzieli i posilali się, elfy zaczęły rozmawiać o długiej drodze, w którą miały wyruszyć.

– Gdybyśmy tylko wiedzieli, co nas tam czeka – westchnęła Borówka.

Pustelnik długo siedział w milczeniu, wpatrując się w roztańczone płomienie ogniska.

– Widzę na waszej drodze jakieś ciemne cienie – odezwał się nagle.

– Cienie?! – wykrzyknęła Borówka. – Spotyka się je także i tutaj?

W krainie, którą zamieszkiwały, elfy musiały się wiecznie wystrzegać złej mocy zwanej władcą cieni. Do najważniejszych zadań rycerzy należała walka z jego sługami.

– Nikt z nas nie jest w stanie uniknąć spotkania z cieniami – odpowiedział pustelnik. – Dotyczy to zarówno ludzi, jak i elfów. Jedynie w samym sercu słońca nie ma żadnych cieni.

– W takim razie stawimy im czoła jak prawdziwe elfy – oświadczył Zawilec. – Z odwagą w piersi i mieczem w dłoni.

– O, tak, odwagi wam nie brakuje – potwierdził pustelnik, przyglądając im się. – Ale nie wszystkie cienie da się pokonać mieczem.

Jego spojrzenie zatrzymało się na Smardzu.

– Jesteś naznaczony. – Wskazał na znamię na czole młodzieńca. – Na całe życie.

– To zwyczaj mojego ludu – powiedział Smardz, odwracając głowę. – Wódz znaczy w ten sposób wszystkie nowo narodzone dzieci. Dla mnie nic to już nie znaczy.

Mniszek nie przestawał ziewać. Reszta też była zmęczona. Chwilę później ułożyli się do snu wokół ogniska.

Tylko pustelnik nie zasypiał. Długo siedział i wpatrywał się w rozżarzone węgle, jakby miał nadzieję dojrzeć chociaż przebłysk tego, co ich czeka w przyszłości.

Następnego dnia podróżnicy pożegnali się z pustelnikiem i opuścili Wilczą Skałę.

– Zatem wchodzimy w nieprzebyty las – stwierdziła Stokrotka. – Na pewno nie będzie nam lekko. Ale przynajmniej wiemy, w którą stronę się kierować. Na wschód.

– Tak zupełnie nieprzebyty ten las nie jest – skomentował Smardz. – Kiedyś wiele lat temu udało mi się przez niego przejść. Może odnalazłbym tę ścieżynkę.

– Byłaby to dla nas ogromna pomoc – przyznała Stokrotka. – Ale i tak zbyt wiele już dla nas zrobiłeś. Nie możemy cię wiecznie zatrzymywać.

– Dla mnie każda droga jest tak samo dobra jak inna – zauważył Smardz. – A teraz mam towarzystwo. Na dodatek bardzo miłe.

– Cieszyłbym się, mając cię u swego boku, gdyby groziło nam niebezpieczeństwo – wyznał Zawilec z ulgą.

– A ja na pewno będę ci pomagał szukać grzybów – obiecał Mniszek.

Borówka się nie odzywała. Uśmiechała się tylko ze szczęściem w oczach.

Smardz poprowadził ich przez las prawie niewidoczną ścieżką. Wędrowali między przewróconymi drzewami i ścianami skalnymi, po których pięła się bujna roślinność.

– Ten las to niezwykle dziwne miejsce – zaczął opowiadać Smardz. – Niekiedy słychać w nim różne głosy i śmiech, ale nigdy nikogo nie widać. A jeżeli położycie coś w trawie, może nagle szybko zniknąć.

– Z pewnością postąpimy mądrze, mając oczy i uszy otwarte – stwierdził Zawilec.

Ścieżka często znikała, by znów się pojawić w innym miejscu. Stokrotka nie spuszczała wzroku ze słońca, aby mieć pewność, że poruszają się we właściwym kierunku.

Między drzewami prześwitywały snopy złotego światła słonecznego. Kilka razy wydawało się jej, że przed oczami mignęły jej jakieś małe postaci biegające w trawie. Ale kiedy próbowała im się przyjrzeć, ujrzała jedynie muchy tańczące w ciepłym pasmie słońca.

– Wygląda na to, że jednak jesteśmy tu sami – powiedziała do siebie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?