Jagiełło pod prysznicemTekst

Z serii: A to historia
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Wywiadówka


Czasami myślę sobie, że ten, kto wymyślił wywiadówki, musiał być bardzo okrutnym człowiekiem. Dlatego bardzo mi żal taty i najchętniej w ogóle bym mu o nich nie mówił. Niestety, życie bywa brutalne i nie zawsze możemy uchronić bliskich przed cierpieniem.

Tego dnia tata wrócił ze spotkania klasowego i od samego progu zaczął krzyczeć, że ja wcale się nie uczę, że zamiast odrabiać

lekcje, całymi dniami gram na komputerze, i że on przeze mnie kiedyś zawału dostanie.

Potem klapnął na fotel i złapał się za serce. No i sami powiedzcie, czy warto chodzić na te wywiadówki?!

Było mi go tak strasznie żal, że aż łzy zakręciły mi się w oczach i zacząłem pociągać nosem.

Tata skinął głową, żebym podszedł do fotela.

– Już nie becz, Kuba… – mruknął. – Rozumiem słabe oceny z matematyki, sam nie byłem orłem z przedmiotów ścisłych… Trója z polskiego to już poważniejsza sprawa, niestety, charakter pisma masz po mnie, też bazgrzę jak kura pazurem… Ale trzy jedynki

z historii?! – znowu złapał się za serce. – Synu! Historia vitae magistra est!1

Musiałem mieć głupią minę, bo tata ze zniecierpliwieniem machnął ręką i spytał:

– Powiedz mi, synu, kto to taki hoplita?

– To proste! – rozpromieniłem się. – Hoplita to taki facet, co ma hopla! Zupełnie jak nasz sąsiad na punkcie swojego samochodu! Bez przerwy coś przy nim robi – myje, odkurza, woskuje…

Tata skrzywił się, jakby połknął coś gorzkiego.

– A może wiesz coś o rywalizacji Aten i Sparty?

– To Sparta Praga grała ostatnio z Panathinaikosem Ateny? – zdziwiłem się szczerze.

Tata otarł pot z czoła.

– Spróbujmy czegoś innego… Podaj mi datę chrztu Polski.

Wzruszyłem ramionami.

– Swojego chrztu nie pamiętam, a mam wiedzieć, kiedy ochrzczono całą Polskę? Jedno jest pewne, musiała być wielka impreza i cała masa prezentów!

Tata przymknął oczy. Widać było, że ze wszystkich sił stara się zapanować nad nerwami.

– A może powiesz mi chociaż, kto był pierwszym królem Polski?

– No wiesz?! To jest podchwytliwe pytanie! – oburzyłem się. – My przecież mamy prezydenta!

To miał być oczywiście żart, jednak tata najwyraźniej nie był w odpowiednim nastroju, bo zerwał się z fotela jak oparzony, krzycząc ze wszystkich sił:

– Mieszko! Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że pierwszym królem Polski był Mieszko!

W tej samej chwili do pokoju wszedł dziadek.

– Pierwszym królem Polski był Bolesław Chrobry! – powiedział z naciskiem, patrząc surowo na tatę. – Jak chcesz uczyć innych, to najpierw naucz się sam!

Tata zmieszał się.

– Nie… No oczywiście, że Chrobry… Tak mi się tylko powiedziało… Pomyliłem pierwszego historycznego władcę naszego kraju z pierwszym królem… To się zdarza!

– Za taką pomyłkę dałbym ci pałę z historii – osadził go dziadek. – Widzę, że wam obu przydadzą się korepetycje.

– Co takiego? – zdziwił się tata.

– To co słyszałeś – odparł spokojnie dziadek. – Będziemy wspólnie przerabiać poczet władców Polski!

1 Historia vitae magistra est (łac.) – historia jest nauczycielką życia.

MIESZKO I


Narodziny

Nie uwierzycie! Bezdomna kotka urodziła w naszej piwnicy kocięta! Dziadek powiedział, żeby na razie jej nie przeszkadzać i tylko raz dziennie dosypywał suchej karmy na spodeczek i wymieniał jej wodę. Po kilku dniach poszliśmy zobaczyć, jak się miewa.

Kotki były malusieńkie, nie większe od dłoni. Dwa czarne jak smoła, jeden biało-rudy, a trzy pręgowane. Niestety, nie mogłem obejrzeć ich z bliska, bo matka miauknęła ostrzegawczo. Dziadek powiedział, że to dlatego, że boi się o swoje dzieci.

– One są jeszcze zupełnie bezradne – tłumaczył. – Za jakiś czas wszędzie będzie ich pełno, ale na razie są uzależnione od matki. I nie ma w tym nic dziwnego, w końcu są ślepe.

– Nic nie widzą? – zdziwiłem się.

– Jak wszystkie kocięta po urodzeniu – powiedział dziadek. – To mi przypomina, że Mieszko I był ślepy do siódmego roku życia.

– Kto taki? – spytał tata.

– Mieszko, pierwszy historyczny władca Polski – przypomniał dziadek.

– Przecież wiem – mruknął tata. – Pamiętam ze szkoły, że Mieszko powiększył terytorium plemiennego państwa Polan, przyłączając Mazowsze, Pomorze, kraj Wiślan i Śląsk. Takie są fakty. Natomiast nigdy nie słyszałem o tym, że w dzieciństwie był niewidomy.

– Trzeba było bardziej uważać na lekcjach – ofuknął go dziadek. – O ślepocie małego księcia donosi w swojej kronice Gall Anonim!

– Pisanie anonimów to bardzo brzydka rzecz! – pochwaliłem się wiedzą.

Dziadek pogłaskał mnie po głowie.

– Gall Anonim nie był donosicielem, lecz benedyktyńskim mnichem – wyjaśnił. – Choć przybył do nas z Węgier, to najprawdopodobniej pochodził z Francji – stąd przezwisko „Gall”. Natomiast „Anonim” oznacza, że tak naprawdę niewiele o nim wiemy. W swojej Kronice polskiej, spisanej po łacinie historii naszego kraju do roku 1114, opisał początki państwa polskiego.

– Skoro żył tyle lat po Mieszku, to skąd wiedział, że książę był w dzieciństwie niewidomy? – spytał podchwytliwie tata.

Dziadek tylko machnął ręką i odwrócił się do mnie.

– To alegoria, no wiesz, taka obrazowa przenośnia! W roku 966 książę Polan przyjął chrzest, a wraz z nim ochrzczono cały kraj. Ślepota oznaczała więc, że Polska tkwiła dotąd w mrokach zabobonu, ale dzięki Mieszkowi cudownie odzyskała wzrok, czyli została oświecona.

Tata podrapał się po głowie.

– A, chyba że tak! Teraz rozumiem!

– Mieszko przyjął chrzest z rąk czeskich, bo nie chciał uzależniać się od Niemiec – mówił dalej dziadek. – Aby wzmocnić sojusz z południowymi sąsiadami, wziął za żonę czeską księżniczkę Dobrawę. Dzięki temu do Polski trafili pierwsi księża, a wśród nich biskup Jordan, który podlegał bezpośrednio papieżowi.

– A co ten Mieszko miał do Niemców? – spytałem.


– Ich władca, cesarz Otton I Wielki, miał chrapkę na ziemie zamieszkane przez Słowian. Na zdobytych przez siebie terenach zakładał wojownicze marchie1, a miejscowej ludności siłą narzucał wiarę chrześcijańską.

– A Mieszko nie chciał mu się podporządkować?! – domyśliłem się.

– Otóż to – uśmiechnął się dziadek. – Musisz wiedzieć, że nie było mu łatwo. Przez pewien czas książę, aby uniknąć najazdów, płacił nawet cesarzowi trybut, czyli daninę z części swoich ziem.

– Nazywajmy rzecz po imieniu! – tata zmarszczył groźnie brwi. – To był zwyczajny haracz!

– Nie uchroniło to Polski od wojen z potężnym sąsiadem. W roku 972 zaatakował ją margrabia Marchii Wschodniej – Hodo, ale poniósł klęskę w bitwie pod Cedynią. Mieszko upozorował wówczas ucieczkę, a gdy oddziały wroga ruszyły w pościg za jego wojami, wpadły w zasadzkę zastawioną przez Czcibora, brata Mieszka.

– Daliśmy Niemcom łupnia! – zawołał chełpliwie tata.

– Za to w roku 979 na Polskę najechał sam cesarz Otton II – kontynuował dziadek. – Jego hufce dotarły aż do Poznania, ale zostały odparte. To były trudne chwile dla młodego państwa polskiego. Było ono wówczas słabe jak… mm… – dziadek szukał właściwego słowa.

– Jak ślepe kocię – wtrącił tata.

– Właśnie! – dziadek z uznaniem kiwnął głową. – Za to już w roku 990 to Mieszko był stroną atakującą. Wyprawił się na Czechy, przyłączając do swoich ziem Śląsk i Małopolskę.

– Wszystko mi się miesza – przyznałem. – Raz Czesi są z nami w sojuszu, a za chwilę na nich napadamy?!

– W tamtych czasach przymierza zmieniały się jak w kalejdoskopie – wyjaśnił dziadek.

– Dobrze, że mieliśmy mądrego i znającego się na sprawach wojennych księcia – zauważył tata.

– Najważniejsze, że dalekowzrocznego – dodał dziadek. – Mieszko wiedział, że bez przyjęcia chrztu nie zdoła długo opierać się niemieckiej potędze. Nowa religia jednoczyła kraj, a księża, którzy jako jedyni potrafili czytać i pisać, szerzyli kulturę i usprawniali administrację. Zresztą wystarczy spojrzeć na naszych sąsiadów – Wieleci, Obodryci, Prusowie… Narody, które do końca trwały przy pogaństwie, szybko przestały istnieć!

– To jaki w końcu był ten Mieszko? – spytałem przekornie.

– Ślepy czy dalekowzroczny?

Dziadek potargał mi czuprynę.

– Mieszko był bardzo odważny, a do tego ciekaw świata. Zupełnie jak ten malec! – kiwnął głową w stronę kociąt.

 

I rzeczywiście, jeden z kotków, choć jeszcze ślepy, wyczołgał się z pudełka i na chwiejnych łapkach dreptał przed siebie.

– Chcesz, to będzie twój – powiedział dziadek. – Jak dasz mu na imię?

– Mieszko! – zawołałem uszczęśliwiony.

1 Marchia – prowincja cesarstwa stworzona do obrony granic oraz dalszych podbojów terytorialnych. Na czele marchii stał odpowiedzialny przed cesarzem margrabia.

BOLESŁAW I CHROBRY


Chrobry znaczy dzielny

W piątek rano obudziłem się i stwierdziłem, że rusza mi się ząb. Pobiegłem do taty i pokazałem mu, jak się kiwa w przód i w tył.

– Daj, zaraz go wyrwę – powiedział tata. – Obiecuję, że nie będzie bolało.

Cofnąłem się wystraszony.

– No co ty! – roześmiał się tata. – Przecież to mleczak, nawet nie poczujesz!

Ale ja nie dałem się przekonać. Bez śniadania (bałem się, że ząb mnie rozboli od gryzienia) poszedłem do szkoły.

Równie dobrze mógłbym zostać w domu. W ogóle nie potrafiłem skupić się na lekcji, bo przez cały czas dotykałem zęba czubkiem języka.

– Kuba, co ty wyprawiasz? – spytała nagle pani. – Dlaczego robisz do mnie głupie miny?

Ale się ze mnie wszyscy śmiali!

Wytłumaczyłem pani, że wcale jej nie przedrzeźniam, tylko boli mnie ząb, a ona na to, żebym po powrocie do domu przywiązał do niego nitkę i solidnie szarpnął. Łatwo powiedzieć!

Gdy wróciłem ze szkoły, już na klatce poczułem zapach kotletów schabowych. Bardzo lubię kotlety, ale tym razem nie miałem na nie ochoty.

Zamknąłem się w swoim pokoju, przywiązałem do zęba nitkę i co jakiś czas pociągałem za nią leciutko, jednak nie mogłem zdobyć się na odwagę, by szarpnąć mocniej i raz-dwa zakończyć sprawę.

– Kuba, chodź na obiad! – zawołała mama.

Usiadłem przy stole z ponurą miną i właśnie wtedy w drzwiach stanął dziadek.

– Oho! – zawołał od progu. – Widzę, że ktoś tu ma kłopoty z mleczakami! A co mieli powiedzieć poddani Bolesława Chrobrego, którym ich władca kazał wybijać zdrowe zęby?

– Zdrowe?! – zrobiłem wielkie oczy.

– A jakże! – zapewnił dziadek. – Pierworodny syn Mieszka przywiązywał wielką wagę do umacniania w swoim państwie chrześcijaństwa, dlatego kazał wybijać zęby tym poddanym, których przyłapano na jedzeniu mięsa podczas postu.

Ręka taty sięgająca po dokładkę zawisła w powietrzu.

– Błagam, nie przy jedzeniu… – wymamrotał z pełnymi ustami.

– Proszę do stołu – zachęciła mama. – A swoją drogą, ten Chrobry to był jakiś okrutnik. Żeby tak dręczyć ludzi za zjedzenie kawałka mięsa w piątek…

Dziadek usiadł obok mnie i nałożył sobie ziemniaczków.

– Średniowieczny władca nie mógł być aniołkiem – stwierdził kategorycznie. – Na przykład Bolesław, tuż po wstąpieniu na tron w roku 992, wygnał z kraju swoją macochę Odę i przyrodnich braci.

– Wygnał własnych braci? – zdziwiła się mama. – A to drań!

– Nie drań, tylko dalekowzroczny polityk – wyjaśnił dziadek. – Ci braciszkowie, Mieszko i Lambert, jeszcze nie raz napsuli mu krwi, a gdyby zostali w Polsce, jak nic doprowadziliby do wojny domowej. Mieli poparcie części możnych, a także niemieckich krewnych swojej matki, Ody, i wciąż knuli przeciwko starszemu bratu.

– A, to Chrobry dobrze zrobił! – stwierdził tata. – Porządny był z niego chłop!

– Tak myślisz? – dziadek uśmiechnął się w dziwny sposób. – A co powiesz na to, że nasz Bolesław najechał w roku 1003 na Czechy, osadził na tamtejszym tronie swojego ciotecznego brata, Bolesława Rudego z dynastii Przemyślidów – nawiasem mówiąc, słynnego okrutnika – a gdy ten nie sprawdził się jako władca, kazał go oślepić i sam zajął jego miejsce?

Tata spojrzał z wyrzutem znad talerza.

– Prosiłem… Nie przy jedzeniu…

– Takie były czasy! – dziadek bezradnie rozłożył ręce. – Bolesław na pewno nie był święty. Za to świętym został dzięki niemu wygnany z Pragi biskup Wojciech z rodu Sławnikowiców. Chrobry wysłał go z misją nawrócenia na chrześcijaństwo pogańskich Prusów, a gdy ci zabili Wojciecha, wykupił jego ciało, płacąc za nie tyle złota, ile ważył nieszczęsny misjonarz.

– To chyba przepłacił – mruknął tata.

– Otóż nie! – dziadek triumfalnie wzniósł palec. – Zwłoki Wojciecha zostały pochowane w Gnieźnie, a jego kanonizacja1 w roku 999 miała olbrzymie znaczenie dla całego państwa. W roku 1000 z pielgrzymką do grobu świętego przybył sam cesarz niemiecki Otton III. To właśnie wtedy ustanowiono arcybiskupstwo w Gnieźnie z podległymi mu biskupstwami we Wrocławiu, Krakowie i Kołobrzegu. Tak to, dzięki relikwiom2 męczennika za wiarę, Polska zyskała własną, niezależną od niemieckiej, organizację kościelną!

– Nieźle – przyznał tata. – Chyba jednak opłacało się wydać tyle złota!

– To jeszcze nic. Podczas zjazdu gnieźnieńskiego cesarz włożył na głowę Chrobrego diadem i wręczył mu kopię włóczni świętego Maurycego – symbole władzy monarszej. Polska została zwolniona od płacenia trybutu i oficjalnie uniezależniła się od Niemiec, a cesarz ogłosił Bolesława swoim bratem i sojusznikiem. Najprawdopodobniej to wówczas uznał w nim króla, choć Chrobry koronował się dopiero w roku 1025.

– Z tego wynika, że odtąd żyliśmy z Niemcami w zgodzie i przyjaźni! – zauważyła ironicznie mama.

Dziadek odchrząknął.

– Dobrze wiesz, że nie. Otton III niestety zmarł młodo i nasze stosunki z potężnym sąsiadem bardzo się pogorszyły. Co tu dużo mówić, jego następca, cesarz Henryk II, nie przepadał, delikatnie mówiąc, za polskim księciem – toczył z nim wojny przez szesnaście lat! Początkowo odnosił sukcesy, wyparł Bolesława z Czech i przyczynił się do tego, że od Polski oderwało się Pomorze Zachodnie, ale ostatecznie nie dał mu rady! Po raz ostatni usiłował złoić Chrobremu skórę w roku 1017, do spółki z księciem kijowskim Jarosławem Mądrym, ale i to mu się nie udało…

– Nieładnie, dwóch na jednego – naburmuszył się tata.

– Ten Jarosław od dawna miał z Chrobrym na pieńku – wyjaśnił dziadek. – Rywalizował o tron kijowski ze swoim bratem Świętopełkiem, za którego Chrobry wydał córkę. Nie muszę chyba dodawać, że w tym sporze polski władca wspierał zięcia.

– Grunt to rodzinka – zgodził się tata.

– Pokonanemu Świętopełkowi udało się zbiec z Rusi pod opiekę teścia, ale jego żona wciąż pozostawała w niewoli Jarosława. Wówczas Chrobry postawił kijowskiemu księciu twarde warunki: zażądał, aby uwolnił jego córkę i oddał mu swoją siostrę, księżniczkę Przedsławę, za żonę. Jarosław odmówił, a rozgniewany Bolesław wyruszył przeciwko niemu zbrojnie. Obie armie spotkały się pod Wołyniem nad Bugiem i stanęły naprzeciwko siebie po obu stronach głębokiej w tym miejscu rzeki. Chrobry rozkazał swoim wojom zbudować most, a tymczasem Rusini zaczęli szydzić z nich i obrzucać obelgami. Tak rozwścieczyli tym Polaków, że ci rzucili się w nurt rzeki i pokonali ją wpław! Kompletnie zaskoczyli tym przeciwników, którzy, nieprzygotowani do bitwy, zostali dosłownie rozgromieni!

Tata odtańczył taniec radości.

– Hurra! Droga do Kijowa była otwarta!


– Bolesław zdobył to piękne miasto i wyszczerbił o jego Złotą Bramę3 swój miecz! – powiedział z dumą dziadek.

– Szczerbiec! – zawołał tata. – Widziałem go na Wawelu! Ten miecz przypasywali sobie polscy królowie podczas koronacji!

– W rzeczywistości szczerbiec pochodzi z nieco późniejszych czasów – roześmiał się dziadek. – Ale przyznaję, że to piękna

legenda.

– A czy Bolesławowi udało się odbić córkę i czy pojął za żonę piękną kijowską księżniczkę? – spytała mama.

Dziadek spoważniał.

– Niestety, ta bajka nie kończy się dobrze. Chrobry zaproponował swojemu przeciwnikowi wymianę jeńców – w zamian za córkę chciał oddać Przedsławę i jej osiem sióstr, ale kijowski książę odmówił. Bolesław zemścił się okrutnie. Nie poślubił dumnej księżniczki, lecz uprowadził ją do Polski i uczynił z niej swoją nałożnicę4.

Mamie zrobiło się przykro, nie tak wyobrażała sobie koniec tej historii.

– Takie były czasy, średniowieczny władca nie mógł być aniołkiem… – tata bezwiednie powtórzył argument dziadka.

– Bolesław był taki, jak jego czasy – powiedział z powagą dziadek. – Okrutny i bezwzględny dla swoich wrogów, ale też wierny i hojny dla przyjaciół. Miał wizję silnej Polski, uparcie dążył do celu, a przede wszystkim nie bał się nikogo i niczego. Właśnie dlatego zyskał przydomek Chrobry – czyli dzielny.

Aż otworzyłem usta z wrażenia.

– A ty, chcesz być chrobry? – spytał niespodziewanie dziadek. – To nie bądź tchórzem i daj sobie wreszcie wyrwać tego zęba, bo głupio wyglądasz z dyndającą nitką!

Cały się zaczerwieniłem ze wstydu, ale zacisnąłem powieki i szeroko otworzyłem buzię.

I wiecie co? Wcale nie bolało!

1 Kanonizacja – oficjalne ogłoszenie kogoś przez Kościół świętym.

2 Relikwie – przedmioty związane ze świętym, mogą to być jego szczątki, fragmenty szat lub rzeczy z nim związane.

3 Złota Brama – średniowieczna brama wjazdowa do Kijowa.

4 Nałożnica – kobieta żyjąca bez ślubu z mężczyzną, który stoi wyżej od niej w hierarchii społecznej.

MIESZKO II, BEZPRYM, OTTO


Gdzie trzech się bije…

Mój kotek Mieszko był już na tyle duży, że zabraliśmy go do domu. Dostał własne posłanie w wiklinowym koszyku i spodeczek na wodę, a mama zrobiła dla niego piłeczkę ze sreberka po czekoladzie.

Pewnego razu, gdy bawiłem się z Mieszkiem, tata otworzył swoją skrzynkę pocztową na komputerze i zmarszczył brwi.

– Zdzisiek chce nas odwiedzić… – powiedział niepewnie do mamy. – Pamiętasz Zdziśka? To mój kolega z wojska!

– Pewnie, że pamiętam – odparła mama. – Bardzo sympatyczny pan. A ty masz coś przeciwko?

– Och, nie! – zapewnił tata. – Rzecz w tym, że on przyjedzie ze swoimi synami. Ma aż trzech drapichrustów, mniej więcej w wieku Kuby, i trochę się obawiam o nasze mieszkanie…

– Nie będzie tak źle – uśmiechnęła się mama. – W końcu to tylko dzieci!

Tata westchnął z powątpiewaniem.

Pan Zdzisław przyjechał następnego dnia, wysiadł z samochodu i natychmiast rzucił się tacie w ramiona. Ściskali się i całowali z dubeltówki, jakby się nie widzieli sto lat! Potem gość cmoknął mamę w rękę i zawołał z dumą:

– A oto moi synowie! Marek, Jarek i Darek!

Trzej chłopcy, ubrani w takie same niebieskie sweterki, zaszurali nogami i skłonili się.

– Dobrze wychowani! – pochwaliła mama. – Pobawicie się z Kubą? Bo my na pewno będziemy bardzo zajęci.

– No, ja myślę – tata mrugnął do pana Zdzisława. – Musimy spróbować domowej nalewki z wiśni!

– Mam coś, co na pewno spodoba się chłopcom – powiedział tajemniczo kolega taty. Otworzył bagażnik samochodu i wyjął stamtąd wspaniały model samolotu.

– Jeśli się naciągnie gumę, to może polecieć nawet kilkadziesiąt metrów! – zawołał chełpliwie pan Zdzisław i wręczył samolot Markowi. – Tylko bawcie się grzecznie!

– Będziemy puszczać go na zmianę – zaproponowałem, gdy dorośli zniknęli w drzwiach naszej kamienicy. – Kto zaczyna?

– Wypchaj się! – odparł wyniośle Marek. – Ja dostałem samolot i tylko ja będę się nim bawił!

Zatkało mnie ze zdziwienia. Ale pozostali bracia nie zamierzali poddać się tak łatwo. Jarek sprytnie zaszedł Marka od tyłu i stanął za nim na czworakach, a Darek z całej siły pchnął brata, aż ten fiknął kozła.

 

Po chwili nasze podwórko spowiły kłęby kurzu. Synowie pana Zdziśka drapali się i gryźli, kopali, dusili, podstawiali sobie nogi i zakładali nelsona. Patrzyłem na to z niedowierzaniem.

– Ale się tłuką! – zachichotał dziadek, który niespodziewanie stanął opodal i oparł się o płot. – Zupełnie jak synowie Chrobrego!

– Co takiego? – spytałem oszołomiony.

– Synowie Bolesława Chrobrego od razu po jego śmierci zaczęli kłócić się o ojcowiznę – wyjaśnił dziadek. – Królem został Mieszko II i natychmiast wygnał Bezpryma i Ottona z kraju. Niestety, rządził fatalnie, a co gorsza – zaczął przegrywać wojny z sąsiadami…

– Zdaje się, że Marek też ma kłopoty – zauważyłem.

I rzeczywiście, Jarek usiadł bratu na głowie, a Darek triumfalnie wyrwał mu sfatygowany samolot.

– W roku 1031 na królestwo Mieszka z dwóch stron napadli bracia – dziadek kontynuował swoją opowieść. – Bezprym ze swoimi ruskimi sojusznikami i Otton z niemieckimi. Doszło do tego, że osaczony ze wszystkich stron Mieszko musiał uciekać do Czech. Jednak źle wybrał kierunek ucieczki. Tamtejszy książę Oldrzych wziął go do niewoli i okrutnie zemścił się za upokorzenie, jakim było oślepienie przez Chrobrego jego stryja Bolesława Rudego…

– Teraz Darek ma zabawkę! – zawołałem podniecony.


Najstarszy z synów pana Zdzisława wyprowadził swoich rywali w pole i na chwilę stał się jedynym posiadaczem samolotu. Właśnie usiłował wystrzelić go z gumy, gdy skoczyli na niego Marek i Jarek. Znowu zaczęła się bijatyka.

– Na krótko Polskę opanował pierworodny syn Chrobrego, Bezprym – powiedział dziadek. – Wykorzystał w tym celu nastroje antychrześcijańskie – zbuntowani podwładni w całym kraju zaczęli zabijać księży, w Polsce zapanował chaos…

– A co na to Bezprym? – spytałem.

– Usiłował poradzić sobie z wywołanym przez siebie zamętem, stosując srogie kary. Kronikarze wspominają go jako władcę wyjątkowo okrutnego. Aby zyskać wsparcie cesarza, odesłał do Niemiec polskie insygnia koronacyjne1 i zrzekł się tytułu królewskiego. Ale na niewiele się to zdało. Wkrótce został zamordowany…

Darek, który najwyraźniej miał już dosyć, utykając i pociągając zakrwawionym nosem, odszedł na bok. Na placu boju pozostał zniszczony samolot oraz patrzący na siebie spode łba Marek i Jarek.

W tej samej chwili na podwórku pojawił się pan Zdzisław, jednym spojrzeniem ogarnął pobojowisko i cały poczerwieniał z gniewu.

– A więc to tak?! Skoro nie potraficie bawić się razem, to jedziemy do domu! – zawołał z gniewem.

Na próżno tata i mama bronili chłopców i zapewniali go, że „przecież nic się nie stało”. Pan Zdzisław jeszcze raz przeprosił w imieniu swoich łobuzów, zapakował całe towarzystwo do auta i odjechali.

Podniosłem z ziemi połamany, brudny model samolotu.

– Dziadku, a co się stało z Polską? – spytałem ze smutkiem.

Dziadek objął mnie ramieniem.

– Cóż, Czesi wypuścili z niewoli okaleczonego Mieszka, ale nie odzyskał on godności królewskiej. Z woli cesarza niemieckiego, Konrada III, w roku 1032 nasz kraj został podzielony pomiędzy trzech rywalizujących o tron pretendentów. Byli nimi Mieszko II i Otto, których oskarżano o podstępne zgładzenie Bezpryma, oraz Dytryk, syn jednego z przyrodnich braci Bolesława Chrobrego.

– Ale Polskę udało się poskładać?! – spytałem z nadzieją.

Dziadek swoim zwyczajem potargał mi włosy.

– O tym opowiem ci kiedy indziej! – odparł z uśmiechem.

1 Insygnia koronacyjne – korona, jabłko, miecz i berło; symbole władzy i stanu królewskiego.