Lech Kaczyński. Opowieść arcypolska

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Skrzydełko

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Motto:

Wstęp

I. Żoliborz i wiatr od morza

Dzieciństwo na Żoliborzu / mieszkanie w domu Jacka Kuronia / ojciec i matka, czyli podwójna legenda akowska / przeznaczony do naukowej kariery / Marzec 68 / wyjazd do Sopotu / liberalny klimat Trójmiasta / akces do KOR-u / pierwsze spotkanie z Wałęsą / „asystent lewaka Kuronia” / internowanie i ulga, że Jarek nie siedzi / rezerwa wobec prawicy / Okrągły Stół / sojusz różowych z czerwonymi / Lech i Jarosław kontra Michnik i Kuroń

II. We want more!

Bracia budują koalicję omijającą PZPR / Michnik: za krótcy jesteście na takie projekty / sojusz z Wałęsą / przyspieszenie / Jarosław premierem? / Lech odmawia funkcji wicepremiera / ministrowie u prezydenta Wałęsy / konflikt z Wachowskim / narodziny niechęci do bliźniaków / sen o odbudowie Polskiej Partii Socjalistycznej / upadek Olszewskiego / Lech idzie do NIK / pierwszy start w wyborach prezydenckich / Lech wraca do pracy naukowej

III. Łazarz prawicy

Telefon od Buzka, który wskrzesił karierę polityczną / szeryf z resortu sprawiedliwości / nagła popularność / powstaje Prawo i Sprawiedliwość / satysfakcja powrotu do gry / cała prawica idzie pod komendę braci / afera Rywina / konflikt w rodzinie Agora-SLD, czyli układ okrągłostołowy rozszczelnia się / Rokita linią Platformy czy twarzą PO? / czego naprawdę chce Donald Tusk / we want more again / podwójna siła bliźniaków

IV. Pomysł na IV RP

Gwiezdny czas dla prawicy / Rokita i większość Polaków myśli o konserwatywnej rewolucji / idea IV Rzeczpospolitej / jak się podzielić nową Polską / wasz prezydent, nasz premier? / jeden Pałac i dwóch chętnych, czyli prezydentury nikt nie odpuszcza / niby razem, ale rośnie napięcie / obawy Tuska przed siłą bliźniaków / obawy braci, że Tusk znowu zdradzi / decyzja obu stron: musimy wziąć wszystko / wrogiem przestaje być SLD

V. Kampania o wszystko

Lech – prezydent Polski uczciwej / kontra Tusk – któremu znane są problemy zwykłych ludzi / odejście od języka poprawności / śmierć papieża i klimat „nowego początku” / straszenie bliźniakami / Lech prowadzi, stawkę zamyka Tusk / przegrywający Tusk idzie z PiS-em na wojnę / Rokita go wspiera / Tusk na prowadzeniu / atak Jarucką na Cimoszewicza / oburzenie lewicy / Polska solidarna / dziadek z Wehrmachtu / panie prezesie, melduję wykonanie zadania

VI. Pan na Belwederze

Zaprzysiężenie / msza w katedrze / strach, że bracia mogą wszystko / jak znaleźć dobrego szefa kancelarii / fraucymer / porażka dawnego organizatora, czyli narodziny dworu / Tageszeitung i afera kartofli / Lucień / spin-doktor Michał Kamiński próbuje ratować wizerunek / ja teraz mówię, bo ja jestem prezydentem / kiedy krytyka mediów staje się nagonką / Borubar i małpa w czerwonym / miły człowiek o niemiłym wizerunku / konflikt z Barbarą Skargą / Blumsztajn oddaje order

VII. Brat swojego brata

Rząd Marcinkiewicza / Tusk walczy z moherową koalicją / zmuszanie do koalicji z ludźmi o marnej reputacji / lęk przed rozwiązaniem parlamentu / zakon PC i Marcinkiewicz musi odejść / premier Jarosław Kaczyński / jak ze słabego rządu zrobić groźnego dyktatora / nieudane poszukiwania układu / powikłana wojna o lustrację / Gazeta robi z doktora G. polskiego Dreyfusa / Platforma marzy o odwecie / Jurek, czyli kłopot we własnych szeregach / Lech myli się w ocenie ludzi

VIII. Spłacony dług

Wychowani jak Piłsudski / Muzeum Powstania Warszawskiego / kto, komu i za co dawał ordery / polityka historyczna Lecha Kaczyńskiego / fascynacja niemieckim Gdańskiem, czyli polityka historyczna liberałów / wojna o prawdę z Rosjanami / weto wobec polityki historycznej Eriki Steinbach / IPN / książka Cenckiewicza i Gontarczyka / Wałęsa jako kwestia prawdy historycznej / gra Platformy / spłacony dług wobec rodziców

IX. W dyplomatycznym labiryncie

Dyplomacja Geremka / niechęć ze strony „starej Unii” / renacjonalizacja polityki niemieckiej / Gazociąg Północny, czyli o nas bez nas / Polska w rosyjskiej pajęczynie / przyczółek naszej wolności – Gruzja / tęsknota za starym dobrym NATO / niemiecka kontrofensywa / czy Platforma jest piątą kolumną / chybiony atak Jarosława / przegrana walka o pierwiastek / pogubienie na szczycie w Brukseli / czy polska polityka chce samodzielności

X. Kohabitacja po polsku

Donald Tusk bierze władzę / Rzeczpospolita miłości / prezydent w szponach szyderstw ze strony PO / nie chodzi o IV, ale o III RP / Berlin bije brawo / Sikorski na froncie walki z prezydentem / kto kieruje polską dyplomacją / PO stawia na konfrontację / spory o fotel, czyli upokarzanie prezydenta / wyprawa gruzińska / cały region przeciw Rosji / strzały do prezydenta / ofensywa Palikota / cała Polska w obronie platformersa z Lublina / z Putinem na Westerplatte

XI. Wielkie koło

Szkoła TPD-owska / walterowcy, czyli czerwone harcerstwo / mariaż komandosów i tradycji akowskiej / hierarchie w egalitarnej lewicy / bój z Kuroniem o krzesło / epoka, gdy Michnik i Lech Kaczyński byli towarzyszami broni / Michnik: przystąpcie do nas / Gazeta bierze na cel PC / różnica, która stała się przepaścią / Kaczyński: sojusz wywodzący się z KPP / lewica odpowiada donosami do zachodnich mediów / Michnik na pluszowym krzyżu

XII. Kandydat, którego nie było

Wystawiony na cel / prokurator: Kaczor i kaczka nie poniżają / wycofanie się Tuska z kampanii / czy Lech Kaczyński miał szanse? / ostatni spór z Tuskiem – o Katyń / przylot drugiej klasy / gra Rosji i jak zwykle uległa Platforma / choroba matki i wspólne braci czuwanie / szlifowanie przemówienia na Wawelu / ostatnie słowa prezydenta / 7.23 – wejście na pokład samolotu / Tu-154M wzbił się w niebo / kierunek Smoleńsk

XIII. Palec Boży

Śmierć / „drugi Katyń” / hołd Michnika na wideo / spór o Wawel / zmiana frontu Gazety / atak Wajdy / wstrzemięźliwość Lecha Wałęsy / atak Krasnodębskiego / czy dawni szydercy mają prawo płakać / polemika czy szantaż trumną / rozszlochany naród nad trumną – powód do wstydu czy dumy? / pył wulkaniczny i lista nieobecnych / czy prezydent jest ojcem pojednania z Rosją / czy do niego doszło za jego plecami / czarna legenda winy prezydenta za katastrofę

XIV. Stary lew wśród lisów

Pytania, które rodzą się po katastrofie / czy rewolucjoniści mogą być w mniejszości? / czy prawica wykorzystała swój czas? / ile było winy braci? / czy można dobrze rządzić, gdy myśli się głównie o dobru brata? / czy 20 lat w polityce nie jest dowodem wartości? / czy stałe wojny z braćmi obciążają ich, czy ich wrogów? / czy przegrali ci, którzy potrafili odsunąć pokolenie 68? / czy sukces PO jest dowodem porażki PiS? / czy kaczyzm naprawdę przegrał?

Indeks nazwisk

Skrzydełko

Okładka


Copyright © Piotr Semka, Czerwone i Czarne

Projekt graficzny

FRYCZ I WICHA

Zdjęcie na okładce:

Kijów, sobota 10 kwietnia 2010 r. Pracownicy polskiej ambasady umieszczają zdjęcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Fot. Sergei Chuzavkov /AP/BE&W

Skład

Tomasz Erbel

Wydawca

Czerwone i Czarne sp. z o.o.

Rynek Starego Miasta 5/7 m. 5

00-272 Warszawa

Druk i oprawa

Drukarnia Colonel

Ul. Jana Henryka Dąbrowskiego 16

30-532 Kraków

Wyłączny dystrybutor

Firma Księgarska Jacek Olesiejuk sp. z o.o.

Ul. Poznańska 91

05-850 Ożarów Mazowiecki

ISBN 978-83-7700-076-2

Konwersja do formatu epub:

pan@drewnianyrower.com

 

Warszawa 2010

Motto:

„Powodowały nimi skomplikowane i niełatwe do wytłumaczenia racje.

Żywili oni nieokreśloną nadzieję na jakąś lepszą i sprawiedliwszą formę egzystencji.

Rycerskie marzenia i niewytłumaczalny, swoisty romantyczny oportunizm, który pcha ludzi do ślepego rzucania się w niebezpieczeństwa, pozornie po to, aby coś na tym zyskać, a w istocie tylko dlatego, by jakimś jednym bodaj gestem zaprotestować przeciw krzywdom i zniewagom całego życia, by raz jeden wykrzyknąć coś w swoim imieniu”.

Maria Niemojowska, „Ostatni Stuartowie”

Wstęp


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Lech Kaczyński. Niełatwo pisać o nim po jego śmierci w pobliżu katyńskiego lasu. W latach swojej kadencji chciał być traktowany z szacunkiem jako symbol Rzeczypospolitej. Chciał być kimś w rodzaju nowoczesnego króla. Często zarzucano mu zbyt poważny stosunek do prestiżu prezydenckiej funkcji, w prymitywny sposób składano to na rzekomą pychę i małostkowość. Był to jednak szacunek dla majestatu i powagi Rzeczypospolitej, który brał się ze świadomości, jak ogromnym darem jest wolność. Z gotowości wzięcia moralnej odpowiedzialności za losy Polski przed wszystkimi generacjami, które wcześniej za tę wolność oddały życie. Dlatego tak ostro, niekiedy brutalnie, zadawał pytanie o polską podmiotowość w polityce europejskiej, bał się, że odpowiedzialność za Polskę zastąpiona zostanie płytką chęcią podobania się wszystkim.

Polityczni rywale wyczuwając marzenia o wypełnianiu roli „króla polskich serc i sumień”, włożyli wiele wysiłku, by prezydencki prestiż i status ograniczyć i wykpić. Nie było upokorzenia, nie było insynuacji, których oszczędzonoby Lechowi Kaczyńskiemu w ciągu ostatnich czterech lat kadencji. Kreowano go na człowieka nienawistnego, pysznego, pogardzającego zwykłymi ludźmi. Z rozmów z prezydentem, którego poznałem jeszcze w drugiej połowie lat 80., w czasach gdańskiej „Solidarności”, wiem, jak bardzo bolała go taka linia dyskredytowania jego osoby.

A jednak tragiczna śmierć pierwszego obywatela RP 10 kwietnia 2010 roku przyniosła mu hołdy tłumów. Miał królewski pogrzeb, w trakcie jego pochodu na Wawel bił dzwon Zygmunta. Spoczął wśród królów, u boku tak uwielbianego przez siebie marszałka Józefa Piłsudskiego w krypcie Srebrnych Dzwonów.

Jak za dziesięć lat będzie pamiętana prezydentura Lecha Kaczyńskiego? Czy była to ostatnia próba reformy państwa polskiego, czy, jak chcieli jego przeciwnicy, próba ograniczenia ładu obywatelskiego? Czy nazwisko Kaczyńskiego kojarzone będzie z romantycznymi złudzeniami, czy też traktowane będzie jako dowód determinacji i realizmu, który ocalił Gruzję przed rosyjskim najazdem. Jakie sceny zostaną w zbiorowej pamięci, a jakie zbledną i zostaną zapomniane po roku czy dwóch? Na pewno tydzień żałoby z kwietnia 2010 roku. Ale co jeszcze? Ryzykowna szarża dyplomatyczna do Tbilisi w sierpniu 2008 roku? Defilada wojskowa w Alejach Ujazdowskich z 2007 roku? Przemówienia na Westerplatte stanowiące polemikę z Putinem z 1września 2009 roku? Spory z Donaldem Tuskiem o wyjazdy na unijne szczyty? A może słynna fraza: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!” pochodząca z nocy wyborczej w 2005 roku?

Ta książka ma pogłębić wizję rządzenia Lecha Kaczyńskiego. O śmiesznostkach głowy państwa, o kiksach, o Borubarze i Benhauerze, media donosiły każdemu. O niełatwych wyborach, jakich musiała dokonać polska polityka zagraniczna za jego kadencji, wiedzieli nieliczni.

A może niezrozumienie pierwszego obywatela za życia było jego winą, bo nie umiał Polakom o tych problemach opowiedzieć? A może było jednak odwrotnie? Może zawiniło zdziecinnienie Polaków, którzy naiwnie uznali, że historia już się skończyła. Że czas na jedno wielkie grillowanie.

To książka o prezydenturze Lecha Kaczyńskiego, ale także historia próby pewnej rewolucji. Reformy państwa, jaką przezwano „projektem IV RP”. Czy były powody do takich planów? Czy miały one szansę na realizację? Jeśli projekt zawiódł, to z czyjej winy? Czy była to wina samych braci, czy wrogiej im kampanii polityków Platformy i niechętnych mediów? A może PO nigdy nie zależało na jego wejściu w życie? Nie ukrywam, że projekt ten budził moje nadzieje. Dziś chcę jeszcze raz zanalizować go, rozliczyć z przystawalności do realiów – krajowych i zagranicznych.

Jest to opowieść „arcypolska” o próbie reformy państwa, do której bliźniacy dążyli przez wiele lat, która stała się możliwa właściwie przypadkiem i której losy podzieliły nie tylko Polaków, ale i samą polską prawicę. Jest to opowieść o porażce tej próby, ale także o nieoczekiwanym renesansie popularności Lecha Kaczyńskiego po jego śmierci. O wyrzutach sumienia Polaków, którzy nie reagowali na szarganie jego imienia za życia. To książka o chwiejnej równowadze między możliwościami politycznymi, o sensie ciężkiej pracy politycznej i znaczeniu wytrwałości, o zmaganiu się z ograniczeniami charakteru i kaprysami losu. O sukcesie, który potrafi przyjść za późno i mozolnym zmienianiu świata pojęć.

I jeszcze jedno pytanie. Czy nadszedł już czas, aby podsumowywać prezydenturę Lecha Kaczyńskiego? Zacząłem pisać tę książkę w styczniu 2010 roku z zamiarem podsumowania jego urzędowania tuż przed końcem konstytucyjnej kadencji. Gdy doszło do tragedii w Smoleńsku, zmieniła się optyka wielu spraw. Przeglądałem już napisane rozdziały. Inaczej pisze się o żywym człowieku, a inaczej o kimś, kto od nas odszedł. Wiele czysto ludzkich konfliktów z przeszłości przybladło wobec majestatu śmierci. Zadawałem sobie pytanie, czy machnąć ręką na opisy wielu słabości głowy państwa? Czy wygładzić krytyczne opinie np. o funkcjonowaniu prezydenckiej kancelarii? Czy nie poczekać na osłabnięcie emocji, jakie spowodowała śmierć prezydenta? Czy nie lepiej odłożyć pióro na czas nowej kampanii prezydenckiej, w której startuje brat prezydenta?

A jednak postanowiłem nic nie zmieniać. Przyjmuję do wiadomości wszystkie zagrożenia wynikające z „pisania na gorąco”. Tym niemniej wierzę w dojrzałość, ale i wyrozumiałość czytelnika.


I.
Żoliborz i wiatr od morza


Rozdział pierwszy.

Dzieciństwo na Żoliborzu / mieszkanie w domu Jacka Kuronia / ojciec i matka, czyli podwójna legenda akowska / przeznaczony do naukowej kariery / Marzec ‘68 / wyjazd do Sopotu / liberalny klimat Trójmiasta / akces do KOR-u / pierwsze spotkanie z Wałęsą / „asystent lewaka Kuronia” / internowanie i ulga, że Jarek nie siedzi / rezerwa wobec prawicy / Okrągły Stół / sojusz różowych z czerwonymi / Lech i Jarosław kontra Michnik i Kuroń

Nie sposób pisać o Lechu Kaczyńskim bez nawiązywania do jego brata bliźniaka Jarosława. Tym bardziej że znacznie częściej Lech pojawiał się w mediach w jego cieniu niż jako samodzielny polityk. O ile od początku lat 90. powstało parę książek – wywiadów z Jarosławem – podobne wywiady z Lechem nigdy nie pojawiły się na rynku. Od początku lat 90. to Jarosław skupiał zaciekawienie, fascynację i niechęć mediów i polityków. Lech ściągał na siebie znacznie mniej złych emocji, ale też po 1989 roku znacznie rzadziej bywał „frontmanem” najważniejszych akcji politycznych ambitnych bliźniaków. Do dziś bardzo wielu ludzi patrzy na Lecha Kaczyńskiego poprzez pryzmat Jarosława. Jeszcze inni wzruszają ramionami na próby znajdywania różnic pomiędzy bliźniakami i głoszą, że tak naprawdę większość swoich politycznych inicjatyw uzgadniali razem. To wiąże się z problemem znacznie szerszym. Fenomen dwóch aktywnych politycznie braci bliźniaków jest rzeczą tak rzadką, że wywołuje liczne okazje do złośliwości lub politycznych ataków. Jedyne znane przypadki aktywności w polityce par braterskich jak np. braci Grabskich czy Jędrzejewiczów w okresie międzywojennym – nie dotyczyły polityków aspirujących do roli liderów państwa. Z kolei przytaczany przez Lecha Kaczyńskiego precedens braci Johna i Roberta Kennedych, z których jeden był prezydentem USA, a drugi członkiem jego administracji jako sekretarz sprawiedliwości – mimo wszystko nie dotyczył pary bliźniaczej.

W rezultacie już w 1991 roku politycy głosili z pełną powagą tezę, że obejmowanie ważnych stanowisk przez braci – Jarosława jako szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy, a Lecha jako szefa prezydenckiego BBN-u – może być uważane za groźne dla ładu demokratycznego. Satyryków i politycznych trefnisiów z kolei zachęcało do prymitywnych żartów o „dwugłowym kaczorze” czy jak potem w 2005 roku w wypadku niemieckiego „Tageszeitung” do kpin z bliźniaczo do siebie podobnych polskich „kartofli”. A jednak niezależnie od refleksji, że psychologizujące dywagacje o mentalności bliźniaków łamały często zasady dobrego smaku – rzadkość sytuacji, gdy dwaj bliźniacy operują na wysokich poziomach polityki jest okolicznością obiektywną. Dla braci Kaczyńskich była i jest to sytuacja, do której musieli się przyzwyczaić. Można podejrzewać, że od najmłodszych lat towarzyszyło im ze strony otoczenia poczucie dziwności. Do dziś wydawałoby się kulturalni, dorośli ludzie, którzy winni być świadomi niestosowności wytykania Kaczyńskim bliźniactwa, nie potrafią często ukryć podświadomego przekonania, że bliźniactwo to coś dziwacznego czy nienormalnego. Można przyjąć, że podobne reakcje w jeszcze jaskrawszej formie były udziałem ich dziecięcych rówieśników. Takie wyzwania musiały dodatkowo potęgować poczucie solidarności pomiędzy Jarosławem a Lechem, którzy szybko odkryli, że trzymając się razem, mogą wywołać u innych chociaż respekt, który każe zastanowić się nad kpiną czy złośliwością. W naturalny sposób musiało to budować dychotomię pomiędzy domem i kochającymi rodzicami a światem zewnętrznym, gdzie obok ludzi przyjaznych zawsze zdarzać się musieli szydercy czy rywale.

Ale działało to i w drugą stronę. „Podwójność” braci Kaczyńskich wywoływała mściwość i niewypowiadane zapewne wprost zarzuty, że dzięki niej bracia mają większą siłę przebicia. To było przyczyną traktowania bliźniactwa Kaczyńskich jako argumentu o ich demoniczności. Ta specyficzna zazdrość wobec Kaczyńskich o możność działania na takim poziomie zsynchronizowania, jaki dają tylko więzi braterskie, będzie ich ścigać do końca. Całkiem niedawno, 28 stycznia 2010 roku Donald Tusk ogłaszając swoją decyzję o porzuceniu planów startu w wyborach prezydenckich na rzecz misji chronienia reform rządu przez PiS, tłumaczył: „Ich jest dwóch, a ja jestem sam”.

A jaka była geneza ich świata wartości? Jak ocenić, który okres życia przyczynił się w największym stopniu do ich wyborów ideowych? Wydaje się, że najważniejszą postacią w ich wychowaniu była matka Jadwiga Kaczyńska z domu Jasiewicz. Faktem jest, że ojciec pani Jadwigi, jak sami bracia wyznawali w swoich wspomnieniach, był członkiem Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu i lewicowcem, który mieszkał w tym samym domu, co później Jacek Kuroń. Na prawicy ZChN-owskiej popularna będzie potem opinia, że Kaczyńscy to żoliborska lewicowa inteligencja podszywająca się pod prawicę. Faktem pozostaje, że pewien rys wrażliwości społecznej i specyficznego „demokratyzmu żoliborskiego” po latach będzie wyraźny w poglądach Lecha Kaczyńskiego i jego lojalności wobec NSZZ „Solidarność”, choć i Jarosław będzie jako premier używał pojęcia „równowagi społecznej”, aby ostrzegać przed poszerzaniem się grupy ludzi odrzuconych ekonomicznie wskutek przemian gospodarczych.

Kolejny ważny element to legenda AK-owska. Ojciec Rajmund, niesłusznie w opinii braci Kaczyńskich spychany w cień przez badaczy ich życiorysu – był żołnierzem Armii Krajowej, walczył w Powstaniu Warszawskim i był kawalerem Orderu Virtuti Militari. Reprezentował kierunek myślenia tzw. pozytywistów – zamknięcie AK-owskiej historii i skupienie się na zdobywaniu solidnej pozycji zawodowej. W 1947 ukończył studia inżynierskie na Wydziale Mechanicznym Politechniki Łódzkiej. Matka Jadwiga służyła w czasie wojny w konspiracyjnych Szarych Szeregach i brała udział jako sanitariuszka w akcji „Burza”. Jak wspomina Jarosław Kaczyński, opowieści matki o wojnie, konspiracji, walkach, w których uczestniczyli jej starsi koledzy, były bardzo inspirujące. Bracia Kaczyńscy wielokrotnie podkreślali bardzo duży wysiłek, jaki matka włożyła w ich wychowanie. Ale ten domowy patriotyzm w naturalny sposób musiał mieszać się z obawą przed mściwą pamięcią komunistycznej władzy o ludziach z „reakcyjną” przeszłością. Ten mało znany świat ludzi, którzy otarli się o epopeję AK i Powstania Warszawskiego, a potem musieli jakoś przetrwać w latach 50., przybliżył niedawno film „Rewers” Borysa Lankosza.

 

Jadwiga Kaczyńska, która po ukończeniu studiów polonistycznych od 1953 roku pracowała w Instytucie Badań Literackich, była w sytuacji przypominającej los Sabiny granej przez Agatę Buzek. Filmowa Sabina dumna ze swego otarcia się o Powstanie Warszawskie – musi jakoś zbudować sobie życie w nowej, komunistycznej rzeczywistości i znajduje pracę w wydawnictwie literackim. Jednocześnie walczy o zachowanie osobistej godności we wrogim stalinowskim świecie. Pani Jadwiga miała więcej szczęścia od filmowej samotnej Sabiny. Wyszła za człowieka o podobnym, AK-owskim życiorysie. Anglicy mają powiedzenie „Mój dom jest moją twierdzą”. Dom państwa Kaczyńskich był taką twierdzą przechowującą tradycyjne wartości. Pan Rajmund w PRL-u widział dla swoich dzieci szansę jedynie w świecie nauki. Ze wspomnień braci wynika, że od dziecka przypominał im, iż należy zrobić karierę naukową, znać języki, a kiedyś napisać doktorat. „Dom, w którym głośno czyta się ważne lektury, rozmawia się z dziećmi o świecie”. (Lech Kaczyński, „O dwóch takich..., Alfabet braci Kaczyńskich”, rozmawiali Michał Karnowski i Piotr Zaremba, Warszawa 2006, s. 44)

Jednak bracia szybko się dowiedzieli, że poza czterema ścianami domu panują inne wartości i grożą rozmaite niebezpieczeństwa. Jarosław Kaczyński wspomina: „Z wczesnego dzieciństwa pamiętam najprawdziwszy strach przed władzą. Widzę na ulicy, jak milicjant prowadzi babę z koszem pełnym serów. I mam poczucie, że to dramat. Myśmy czuli atmosferę wielkiego strachu, który przepajał wręcz powietrze. Ojciec był w AK, stąd obawa w rodzinie. Od 1954 r. dobrze zarabiał, a jednak się obawiał. Koniec strachu to 1956 rok – mieliśmy wtedy z Leszkiem po 7 lat”. (Wywiad „O dwóch takich...”, s. 39). Ten powojenny lęk był częsty u ówczesnego pokolenia ludzi, którzy porażeni wojną niezwykle często o niej wspominali, ale też całkiem realnie brali pod uwagę możliwość nowego konfliktu zbrojnego. Te słynne, wyśmiewane przez ówczesną propagandę komunistyczną, nadzieje na III wojnę światową, ale i wpływ propagandy PRL-u, która w latach 50., ale i 60. lubiła dawać do zrozumienia, że konflikt z Zachodem jest całkiem możliwy. Znów zacytujmy, tym razem Lecha Kaczyńskiego („O dwóch takich…”, s. 44): „Pytanie: W co się najczęściej bawiliście? Odpowiedź: W wojnę. Wojna towarzyszyła nam od najmłodszych lat. Byłem zdziwiony, kiedy się dowiedziałem, że trwała wiele lat. Skądinąd stałym elementem naszego dzieciństwa było przekonanie, że wojna może znowu wybuchnąć, przekonanie najsilniejsze podczas kryzysu kubańskiego (1961 rok – przyp. red.), ale tak naprawdę ciągle nam towarzyszące. Mnie to w ogóle nie dziwiło, że robi się w domu zapasy, że przychodzi sąsiadka lekarka i proponuje pomoc w zgromadzeniu rezerwy leków (…) Ojciec całe dni spędzał w pracy, miał mniejszy wpływ na moje życie”. Wikipedia podaje, że Rajmund Kaczyński pracował w Państwowych Zakładach Optycznych w Warszawie oraz jako kierownik robót w Społecznym Towarzystwie Budowlanym. W 1958 roku uzyskał pełny etat na Wydziale Inżynierii Sanitarnej Politechniki Warszawskiej. Odbył szkolenia w Anglii i Holandii, które okazały mu się pomocne podczas projektowania instalacji sanitarnej w budynku Ambasady USA w Warszawie. W 1965 roku wyjechał na kontrakt budowlany do Libii. Jeszcze przez wiele lat pomagał w rozmaitych pracowniach projektowych. (Wikipedia, hasło: Rajmund Kaczyński).

Rajmund Kaczyński zarabiał całkiem pokaźne pieniądze, nie żałował nakładów na lekcje językowe i marzył o karierze naukowej dla synów.

„Ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim, był odznaczony Virtuti Militari, ale dla nas marzył o spokojnym życiu i karierze naukowej. Jego wizja to my jako profesorowie. Gratulował mi wiele razy, w różnych okolicznościach, ale najbardziej pamiętam moment, kiedy był autentycznie usatysfakcjonowany tym, co osiągnąłem. To było wówczas, gdy zdobyłem habilitację. To sprawiło mu największą radość, mimo że byłem wtedy senatorem RP i wiceprzewodniczącym »Solidarności«”. („Rzeczpospolita”, 16.02.09, „Polska potrzebuje szerokiego paktu politycznego”).

Z wypowiedzi braci Kaczyńskich wynika, że nie zachwycało go późniejsze opozycyjne zaangażowanie synów. Można wysnuć tezę, że ojciec miał nieskalaną AK-owską przeszłość, ale o wojnie nie chciał mówić, uznając ją za zamknięty rozdział. Inaczej matka, która przekazała synom legendę Polskiego Państwa Podziemnego. Ten dziwny świat dorosłych, który z zainteresowaniem obserwowali bliźniacy, składał się jeszcze z wuja Stanisława „Miedzy” Tomaszewskiego, żołnierza AK i bohatera legendarnej ucieczki z Pawiaka. Jego barwne opowieści pokazywały wojnę jako fantastyczną przygodę i okazję do sprawdzenia się. Ale były w ich otoczeniu także dwie postaci, które kojarzyły się raczej z wojną jako upokarzającym lękiem i poczuciem bezsilności. Chodzi o Zofię i Ludwikę Woźnickie – matki chrzestne Jarka i Leszka. Obie były pisarkami i tłumaczkami literatury dziecięcej. W czasie wojny z racji żydowskiego pochodzenia musiały się ukrywać w okupowanej Generalnej Guberni u dr Felicji Felhorskiej. W końcu wyjechały na roboty do Niemiec, uznając, że będzie to bezpieczniejsze niż pobyt w Polsce, gdzie w razie złapania trafiłyby do getta. Los sióstr Woźnickich musiał przypominać braciom, że wojna nie była tylko ekscytującą przygodą, ale i mrocznym koszmarem. Fakt, że obie matki chrzestne Kaczyńskich w podeszłym wieku popełniły samobójstwo, tylko wzmacniał pamięć o grozie przeżyć ludzi ściganych za żydowskie pochodzenie. Być może osobisty ton, z jakim prezydent Lech Kaczyński będzie potem przemawiał na uroczystościach ku czci ofiar Holokaustu, wynikał z pamięci o tych dwóch naznaczonych losem kobietach.

We wspomnieniach widać, jak silnie rzeczywistość żoliborskiego podwórka pchała bliźniaków do występowania jednego w obronie drugiego. Gdy Lech Kaczyński wspominał czasy dzieciństwa, to wyraźnie zaznaczał, że widzi w tych wspomnieniach siebie i brata zawsze we dwóch. „Czasem się tłukliśmy, ale byliśmy zawsze we dwóch. Ja sobie nie potrafię wyobrazić innego, oddzielnego życia. Dla nas nie istniał nigdy problem samotności, częsty wśród dzieci i wczesnej młodzieży. Nawet gdyby nie było kolegów, poradzilibyśmy sobie”. („O dwóch takich...”, s. 43)

Ten duch bliźniaczej zaradności pomógł też młodym Kaczyńskim w wyrwaniu się po raz pierwszy na scenę publiczną. Coś musiało w nich być na tyle przebojowego, że to właśnie ich wybrano do odgrywania głównych ról w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Lata licealne to pierwsze spotkania z młodzieżą z drużyn walterowskich – młodzieżą z partyjnych domów, która po Marcu 1968 weszła na opozycyjną ścieżkę. A jednak mimo ocierania się o ten świat, okazał się on dla braci Kaczyńskich całkowicie hermetyczny. I jeszcze jeden ciekawy akcent z czasów licealnych. Jak wspomina Jarosław Kaczyński, w szkole średniej obaj bracia nie chodzili na religię i nie zawsze odwiedzali kościół. „Zawsze byliśmy wierzący, ale nie chciało nam się”. („O dwóch takich...”, s. 55).

Często wspomina się, że niektóre pokolenia mają więcej do powiedzenia w historii niż inne. Faktem jest, że bracia Kaczyńscy trafili na Uniwersytet Warszawski w październiku 1967 roku, a więc w słynnym wiecu na UW 8 marca 1968 roku uczestniczyli już jako studenci I roku prawa. Z jednej strony więc „załapali się” na zajścia marcowe, z drugiej zaś byli na tyle młodzi, by tylko przypatrywać się aktywnej roli swoich nieco starszych kolegów i koleżanek, takich jak Jakub Karpiński, Adam Michnik, Jadwiga Staniszkis czy Irena Lasota. Przełom lat 60. i 70. to bardzo istotne dla intelektualnego rozwoju obu braci półprywatne seminarium prof. Stanisława Ehrlicha, lewicowca pochodzącego z żydowskiej, spolonizowanej rodziny, który zgromadził wokół siebie grupę bardzo ciekawych nowych idei młodych ludzi; wielu z nich jest dzisiaj znanych: Maciej Łętowski, Bogusław Wołoszański czy Wojciech Sadurski. Ale niedługo potem doszło do bardzo istotnego rozejścia się dróg obu braci. Po skończeniu studiów okazało się, że ktoś gdzieś zauważył ich opozycyjne nastawienie. Zarówno Jarek, jak i Leszek startowali w 1971 roku w wyścigu o aplikację adwokacką. Jarosław uzyskał miejsce na aplikacji prokuratorskiej, a dla Leszka takiego miejsca w Warszawie nie było. Leszek zachęcony przez koleżankę mamy przyjął pracę na Uniwersytecie Gdańskim u docenta Romana Korolca, zajmującego się prawem pracy. We wspomnieniach Leszek bardzo chwali sobie podjęcie decyzji o przeniesieniu się na Wybrzeże, a ściśle rzecz biorąc, do Sopotu, gdzie władze umiejscowiły Wydział Prawa świeżo powstałego Uniwersytetu Gdańskiego. Lech Kaczyński wyjechał tam w listopadzie 1971 roku. Jarek pozostał w Warszawie. Czy Leszkowi zaczęła w tym czasie ciążyć podwójność wynikająca z bliźniaczego losu? To częste u braci wspierających się w podwórkowych wojnach, ale potem, gdy pojawiają się dziewczyny – nieodłączny brat zaczyna nieco zawadzać. A może Leszek chciał wyrwać się z rodzinnego kręgu i zasmakować niezależności, wyjeżdżając nad Bałtyk?

Faktem jest, że ów skok na głęboką wodę do Trójmiasta, z którym rodzina Kaczyńskich nie miała żadnych rodzinnych powiązań, wykreował wszystkie różnice, jakie można potem wyznaczyć między braćmi. Gdańsk był zupełnie innym światem niż Warszawa. Po pierwsze zupełnie marginalnym zjawiskiem była tutaj rewizjonistyczna postpartyjna elita, która miała swoje korzenie w kręgach partyjnych, zazwyczaj ze wstydliwym hunwejbińskim epizodem z lat stalinowskich. Po drugie w Gdańsku w jakimś sensie można było odczuć coś, co przypominało nieco krwawą legendę Powstania Warszawskiego. Chodzi oczywiście o pamięć o Grudniu ‘70, która niezależnie od kojącego rany gierkowskiego liberalizmu przypominała doświadczenie będące udziałem rodziców Kaczyńskiego: świadomość, że komuniści to ludzie, którzy dla zachowania swojej dyktatury są w pełni gotowi do strzelania i mordowania.