Most Ikara

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ajć – syknął. – Ha, ha, no mój drogi, widzę, że ktoś tu lubi ostre zabawy. – Uśmiechnął się do mnie.

– Nie, nie, ja przepraszam, ja po prostu nie mam wprawy – odpowiedziałem kompletnie zawstydzony, miałem też wrażenie, że moje policzki przybierają kolor koszuli Marka.

– Zatem czas cię podszkolić, nic nie rób, poddaj się mnie.

Gwałtownie przywarł do mnie jeszcze mocniej, namiętnie penetrując moje usta. Poddałem się jego ruchom, a on nie przestawał odrywać ust, tylko delikatnie poruszał nimi we wszystkie kierunki świata, będąc najlepszym nauczycielem pocałunków, o jakim mogłem marzyć.

Spojrzał ponownie na mnie i powiedział:

– Nie wiem, czy to tiramisu, ale ty rzeczywiście jesteś słodki! A teraz naprawdę musimy wracać, bo więcej się ze mną nie umówisz.

W drodze powrotnej niewiele rozmawialiśmy. Dla Marka był to miły wieczór i fakt rozpoczęcia ciekawej znajomości, dla mnie kolejny przełom w moim życiu. Droga, którą rozpocząłem, aby odkryć samego siebie. Byłem pewny, że chcę iść nią dalej. Marek do końca trzymał mnie za rękę. Pożegnał się ze mną słowami:

– Do szybkiego zobaczenia, słodziaku. Bądź grzeczny wieczorem. Pamiętaj, że też mam Grindra, zobaczę, ile tam siedzisz. Słodkich snów. – Po czym odjechał.

Wszedłem do domu i oparłem się o drzwi, delektowałem się dzisiejszym wieczorem. Nie pamiętałem, kiedy czułem się równie spokojny. Wiedziałem, że chcę to powtórzyć, zobaczyć się z nim jak najszybciej. Może powinienem napisać, może zaproponować, żeby wszedł, ale gdzie, przecież to niedorzeczne… Moje myśli przerwała matka:

– Gdzie byłeś?! – jej głos wyrwał mnie z nostalgii. – Umierałam z nerwów, dzwonię do ciebie, nie odbierasz telefonu, myślałam, że coś się stało, chciałam już zawiadomić policję.

Spojrzałem na moją mamę, pomimo godziny pierwszej w nocy była w pełni ubrana, miała rozmazany makijaż, wywnioskowałem, że był wynikiem płaczu.

– Pytam cię, gdzie byłeś i z kim, kto cię przywiózł? – powtórzyła zdenerwowana.

– Mamo, spokojnie, nic mi nie jest, byłem ze znajomymi.

– Ze znajomymi… Nie wiem, czy powinieneś mieć takich znajomych.

– O czym ty mówisz? Mamo, ja mam dwadzieścia dwa lata, jestem dorosły! Mam prawo wychodzić z domu.

W świetle przygaszonych lamp przyjrzałem się matce, ta drobna kobieta była szczerze przerażona, ręce jej się trzęsły, a rozmyty makijaż sprawiał wrażenie, jakby była udręczona życiem i nie potrafiła sobie poradzić z otaczającą rzeczywistością.

– Dlaczego ty mi to robisz, dlaczego? Czym ja zawiniłam? – wyszeptała, łkając.

– Mamo, naprawdę nie wiem, o co ci chodzi, byłem ze znajomymi, naprawdę nic mi się nie stało, nie masz powodu do zmartwień.

Spojrzała na mnie ponownie, zatrzymując wzrok na moich oczach, po czym dodała:

– Idź już spać, masz szczęście, że ojciec śpi. Tylko nic mu nie mów, rozumiesz? Nic mu nie mów! Idź już spać, proszę.

– Czego mam mu nie mówić? – krzyknąłem za nią.

Jednak już nie reagowała. Nadal szlochając, weszła po schodach na piętro, gdzie znajdowała się sypialnia rodziców. Zostawiła mnie w poczuciu osłupienia i przerażenia – czyżby moje największe obawy odnośnie do „zakazanej znajomości” mogły się spełnić? Czy to dziwne zachowanie matki to dowód, że ona wie?

Rozdział V

– Ona wie, nie patrz tak na mnie, myślę, że na pewno zdaje sobie z tego sprawę. Mamy zawsze wiedzą takie rzeczy, po prostu to czują. Myślę, że wie to od dawna.

– I mówisz to tak spokojnie?

Siedziałem z Kaśką przy cotygodniowej kawie, zdradzałem jej szczegóły spotkania i zwierzałem się z moich obaw, wynikających z dziwnego zachowania mojej matki.

– Przecież ona nie może wiedzieć, ty zdajesz sobie w ogóle sprawę, co to by oznaczało? Gdyby mój ojciec się dowiedział… A znając nieporadny charakter mojej matki, nie wytrzyma nerwowo i na pewno mu powie. Boże, mój świat zawaliłby się! Ojciec wyrzuciłby mnie z domu!

– Antek! Uspokój się. Po pierwsze, być może twoja mama jest dość paranoiczną osobą ze swoją odwieczną obsesją „co ludzie powiedzą”, ale to tylko sprawi, że tym bardziej nie powie o tym nikomu. Po drugie, może to dobrze, że coś wie, ale bardziej na podstawie domysłów niż bezpośredniego wydarzenia, które utwierdziłoby ją w tym przekonaniu, popatrz na to w taki sposób… Ma czas, żeby się z tym oswoić w swoim tempie. Twoja mama jest bardzo ciepłą osobą, w życiu nie chciałaby stracić swojego ukochanego synka. Spójrz na moją matkę, zawsze uważałam, że ciężko zniesie moją wyprowadzkę z domu, a tymczasem dzięki temu, że wiedziała o tym wcześniej, zdążyła się odpowiednio przygotować do tego wydarzenia.

– Twoja matka sama kupiła ci mieszkanie, do którego miałaś się wyprowadzić…

– No tak… – potwierdziła zawstydzona Kaśka. – Ok, może to nie najlepszy przykład, ale naprawdę więcej wiary, będzie dobrze, zobaczysz, czuję to!

Spojrzałem na jej ożywioną twarz, jednak nie podzielałem jej niezwykle entuzjastycznego podejścia.

– No nie wiem…

– Oj Antek, daj już spokój. Lepiej opowiadaj, jak tam ten Marek. Kto by pomyślał, że będę matką chrzestną twojego związku.

– Nie rozpędzaj się tak – odpowiedziałem, nie kryjąc radości. – Chyba przesadzasz, trudno tu mówić o związku, ale niewątpliwie masz w tym spory udział, to był jeden z najlepszych wieczorów w moim życiu.

– Słuchaj, Antek, może ja pogadam z Darkiem na jego temat, znają się dobrze. Może dowiem się czegoś ciekawego.

– Nie! Nie chcę. Wolałbym, aby to rozwijało się samo, chcę sam go poznawać i nie zamierzam nikomu o tym mówić. Chcę zachować dyskrecję, nie szukam gejowskich przyjaciół, tylko faceta.

– Ok, jak chcesz, chociaż ja umiem być dyskretna.

– I ciekawska – rzuciłem w jej stronę, po czym wymieniliśmy uśmiechy. – Proszę, zostaw to mnie, chcę sam rozwijać tę znajomość bez wsparcia osób trzecich.

– Rozumiem. – Przyjęła tę wiadomość z wiarygodnym entuzjazmem. – chyba masz rację – dodała.

Nie chciałem, aby ktokolwiek wiedział o mojej znajomości z Markiem, czułem, że on też tego nie chce. Wskazywał na to chociażby fakt wybrania knajpy w sporej odległości od centrum miasta. Uznałem, że powinienem to uszanować. Poza tym nie zamierzałem ulegać żadnym wpływom, chciałem sam rozwijać tę znajomość, poznawać Marka, odkrywać te karty, o których mówiła Kaśka.

Mama ani następnego dnia, ani później nie wspominała o naszej dziwnej rozmowie tego pamiętnego wieczoru. Ja również nie poruszałem tego tematu, oboje zachowywaliśmy się naturalnie, co potwierdzało jej charakter, działający w imię zasady „co ludzie powiedzą”. W zamian za to wolała udawać, że nic się nie wydarzyło, a nasza rozmowa była tylko chwilową, nic nieznaczącą wymianą zdań.

Przez kilka kolejnych dni z Markiem kontaktowałem się tylko telefonicznie. Mimo iż powtarzał w SMS-ach, że wyczekuje kolejnego spotkania, to stale pisał, że to niesprzyjający czas z racji dużej ilości pracy, z jaką aktualnie musi się mierzyć. Po około dwóch tygodniach od naszego pierwszego spotkania napisał jednak nową wiadomość:

Cześć, Słodziaku, wybacz, że ostatnio Cię zaniedbywałem, ale miałem naprawdę dużo pracy. Co powiesz na drugą randkę?

Randkę? Czyli już oficjalnie możemy tak nazwać nasze spotkanie? Chyba nie dam się długo namawiać.

W takim razie wykorzystam tę sytuację i zaproszę Cię do kina, to chyba jedna z twoich pasji?

Zdecydowanie, to jedno z miejsc, w których nigdy nie odmawiam spotkań.

Świetnie, w takim razie w czwartek o 20:00 idziemy na film Dalida – Skazana na miłość, wiem, że to nie Twoje czasy muzyczne, zresztą moje też nie do końca, ale mam nadzieję, że lubisz kino biograficzne.

Jasne, i tu Cię zaskoczę, znam tę postać, dużo o niej czytałem, myślę, że mój ojciec ma nawet gdzieś jej starą płytę, chętnie dowiem się, jaka jest jej historia.

I znowu mnie zaskakujesz, do zobaczenia w czwartek, będę po Ciebie przed dwudziestą. Nie mogę się już doczekać. P.S. Tęsknię!

Oczekiwałem tego dnia, nie do końca nawet rozumiejąc, skąd bierze się ta dziwna ekscytacja, trochę jak u małego chłopca, który czeka na wypad do wesołego miasteczka albo na wizytę w McDonaldzie z okazji dnia dziecka. W dniu planowanego spotkania założyłem zwykły biały T-shirt, dżinsy z dziurami i ulubione białe airmaxy. Później pomyślałem, że może lepiej byłoby, gdybym jednak założył inne buty, żeby nie wyjść na jakieś modowe bezguście, które chodzi ciągle w tym samym. Z drugiej strony, to jednak dzięki nim poznałem Marka.

– Gdzieś wychodzisz? – zapytała z progu drzwi moja matka.

– EEEE… tak, mamo, idę do kina z Kaśką, wrócę pewnie późno, nie czekaj na mnie, połóż się spać wcześniej.

– Ojciec dziś nie wróci na noc, wziął dodatkowe zlecenie poza miastem i musi zostać na cały weekend, zdajesz sobie sprawę, ile on dla nas robi, prawda?

Spojrzałem na mamę zaskoczony tą wypowiedzią, wiedziałem, że nie mówi tego przypadkowo, tylko daje mi jasno do zrozumienia, że jest przeciwna mojemu dzisiejszemu wyjściu.

– Mamo, czy nie chcesz, żebym dziś wychodził?

– Jesteś dorosły, masz prawo przecież wychodzić z Kaśką, zastanawia mnie tylko, dlaczego nie możecie posiedzieć w domu. Jest zimno, kto chodzi do kina w taką pogodę? Poza tym liczyłam, że pójdziesz ze mną dziś do kościoła.

– A co to jest dziś jakieś święto? – Spojrzałem na zegarek, Marek miał być za 5 minut. – Poza tym do kina chodzi się właśnie wtedy, gdy jest brzydka pogoda.

– Tak, tak, jasne… – powiedziała zrezygnowana.

W tej dokładnie chwili zawibrował mi telefon, a na ekranie pojawiła się wiadomość.

Jestem już pod Twoim domem, możesz schodzić.

 

– Mamo, muszę iść, Kaśka już na mnie czeka.

– Dobrze, rozumiem, ale czy mógłbyś mi jeszcze rozpalić w piecu? Wiem, że się spieszysz, ale jeśli wrócisz późno, to zdąży się wyziębić, a chcę się położyć spać, zanim wrócisz.

Spojrzałem niechętnie na mamę, nie mogłem jej odmówić. Marek może poczekać, a wykonanie tego, o co mnie prosi mama, pozwoliłoby mi na zaoszczędzenie sporej ilości czasu i późniejszych wyrzutów sumienia.

– Dobrze, tylko jej odpiszę, że muszę to zrobić.

– Przecież może wejść do środka.

– Nie, powiedziała, że woli poczekać, nie będzie wchodzić.

Wsadziłem telefon do kieszeni i rozdrażniony zszedłem do piwnicy, gdzie znajdowała się kotłownia. Nienawidziłem tego zajęcia, ojciec ma wszystko poukładane po swojemu tak, że nie można niczego znaleźć. Poszukiwanie opału, którym należało wypełnić piec, zajęło mi ponad piętnaście minut. Z kotłowni napisałem do Marka, który momentalnie odpowiedział:

Usycham z tęsknoty za Tobą, ale skoro tak dobrze idzie Ci rozpalanie, to myślę, że zniosę to cierpienie, licząc na nadejście nagrody.

Uśmiechnąłem się pod nosem i odruchowo chwyciłem za kieszeń spodni. FUCK! – brudne ręce od opału odbiły znaczący ślad na moich dżinsach. Skończyłem swoje zadanie i pobiegłem do pokoju, aby ubrać jakiekolwiek inne spodnie. Byłem już mocno zdenerwowany na ponaddwudziestominutowe spóźnienie, więc szybko rzuciłem ubrudzone spodnie w kąt pokoju i wybiegłem z domu, nie odzywając się już ani jednym słowem.

– Widzę, że ktoś tu wystawia na próbę moją cierpliwość – powitał mnie z uśmiechem Marek.

– To nie ja wystawiam twoją cierpliwość na próbę, tylko moja matka, zawsze to robi, kiedy…

– Ciiiii… – Zatrzymał mój słowotok, zbliżając ku mnie swoją twarz. Po chwili kolejny raz poczułem jego usta, które przywarły do moich, paraliżując moje ciało. – Chyba zapomniałeś się przywitać. Już lepiej?

– Ech, chyba tak – odpowiedziałem na wstrzymanym oddechu.

– Świetnie, to możemy jechać.

Marek działał na mnie niezwykle uspokajająco. Trzeba przyznać, że mimo ciepłych uczuć do mojej matki to właśnie ona jest jedyną osobą na świecie, która potrafi wyprowadzić mnie z równowagi w ciągu kilku sekund. W mgnieniu oka doprowadzała mnie do wyrzutów sumienia i równie szybko wzbudzała lawinę ciepłych uczuć, które do niej żywię. Marek wprowadzał nastrój uspokojenia, bezpieczeństwa, które okryło mnie niczym peleryna, którą zakłada się w pochmurne dni, aby ustrzec się przed deszczem.

Byłem pewny, że jedziemy do któregoś z dużych multipleksów, tymczasem kolejny raz Marek mnie zaskoczył, wybierając małe studyjne kino, o którego istnieniu nawet nie wiedziałem.

– Pewnie jesteś zaskoczony, że znów wybrałem jakieś miejsce dla odludków – powiedział, gdy wysiadaliśmy z auta.

– Może nie zaskoczony, ale tak zaczynają się wszystkie dobrze zrobione horrory. Na początku oprawca wzbudza zaufanie, po czym atakuje w miejscu, gdzie nie spodziewa się pojawienia świadków – odpowiedziałem, wysilając się, aby to zabrzmiało zabawnie.

– Miałem taką myśl, ale ostatecznie chyba wolę cię żywego – odpowiedział z przekąsem. – Tak naprawdę to chcę mieć cię tylko dla siebie, nie potrzebuję innego towarzystwa, chcę skupić całą swoją uwagę tylko na tobie.

Jeśli kiedyś przyznawano by nagrodę w kategorii mistrza atmosfery, Marek prawdopodobnie miałby szansę zgarnąć większość statuetek. W przeciągu kilku sekund potrafił sprawić, że naprawdę poczułem się niezwykle doceniony. Tak jakby czytał w moich myślach i odgadywał słowa, które chciałbym usłyszeć. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, czy to jego taktyka zawrócenia w głowie młodym chłopakom, czy być może lata praktyki w świecie gejowskim.

W kinie poza naszą dwójką było nie więcej jak dziesięć osób. Marek wybrał miejsca w ostatnim rzędzie z dala od pozostałych członków widowni. Wybór Dalidy okazał się ciekawym doświadczeniem. Jej tragiczny żywot z jednej strony napawał głębokim stanem egzystencjonalnego niepokoju, z drugiej zrozumieniem dla nieustannej chęci poszukiwania miłości. Jej życie było rzeczywistym odzwierciedleniem emocji, które towarzyszyły mi od czasu, kiedy chciałem kogoś poznać. Nic jednak nie poruszało tak bardzo, jak słowa jej piosenek, które były niczym książka ukazująca historię jej życia. To właśnie one, te wyjątkowe utwory, stały się inspiracją dla scenarzystów filmu.

Od czasu do czasu patrzyłem na Marka i zwykle łapałem jego wzrok, który zatrzymywał się nie na tym, co dzieje się na ekranie, ale na mnie samym. W którymś momencie zwróciłem się do niego, mówiąc:

– Nie podoba ci się film, czy po prostu mam coś na twarzy?

– Ha, ha, wszystko w porządku, jesteś śliczny, uwielbiam na ciebie patrzeć. Co tam Dalida, kiedy ja mam takie cudo obok siebie – szepnął, kolejny raz doprowadzając mnie do zawstydzenia.

– Nie wiem, nie jestem w swoim typie – odpowiedziałem zakłopotany.

– A kto w nim jest? – dopytywał Marek.

– Hmm, tak się składa, że TY – odważyłem się to powiedzieć, licząc, że nie zauważył mojego zmieszania. Uśmiechnąłem się.

On odwzajemnił uśmiech, po czym objął mnie ramieniem, nie ściągając ręki już do końca seansu. Spojrzałem na niego, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe. I wtedy spostrzegłem coś, co kompletnie wytrąciło mnie z równowagi. Marek płakał, a łzy wielkości ziarenek ryżu skapywały mu po twarzy, ginąc w gęstym zaroście.

– Marek, ty płaczesz… – W moim głosie wyraźnie wyczuwalne było zaskoczenie.

– No cóż, ja też czasem się wzruszam, a to naprawdę tragiczna historia. – Spojrzał mi głęboko w oczy. – Cieszę się, że jestem tutaj z tobą i chcę być nadal, jeszcze bliżej. Chcę cię poznawać, przytulać, całować, chłonąć cię. Wbrew pozorom potrzebuję cię bardziej niż ty mnie, ale związek ze mną będzie bardzo trudny. Ostrzegam cię, tak że możesz się jeszcze wycofać. Ja obiecuję, że dołożę starań, aby cię nie skrzywdzić. Ale nie wiem, czy wiesz, w co się pakujesz.

Patrzyłem w te jego duże kasztanowe oczy, łaknąc jego słowa. Ten silny facet o umięśnionych ramionach i szerokich plecach nagle wydał mi się delikatny i wrażliwy, i zrozumiałem, że to, co chce mi powiedzieć, jest nie tylko prawdziwe i szczere, ale też niezwykle mi potrzebne.

– Marek, dzięki tobie poznałem świat i możliwości, które dotychczas funkcjonowały tylko w mojej wyobraźni. Nie wiesz nawet, ile znaczy dla mnie to wszystko, co mówisz. Ile radości daje mi sam twój głos. Nie wiesz też, co dzieje się z moim ciałem, kiedy mnie dotykasz. Chcę w to wejść, chcę dalej próbować. Nie chcę poznawać nikogo innego w chwili, kiedy wiem, że teraz potrzebuję ciebie.

– Mój ty słodziaku, jesteś za dobry, a dobre chłopaki zawsze mają pod górkę. Chodź, odwiozę cię do domu, zanim ktoś znów zainteresuje się twoją nieobecnością.

Tego wieczoru noc była wyjątkowo zimna, ale ja nie czułem chłodu. Byłem szczerze szczęśliwy, nawet nie zauważyłem, kiedy zaczęliśmy się zbliżać do miejsca, gdzie mieliśmy się pożegnać. Nagle Marek skręcił w boczną przecznicę. W okolicy nie było żadnych domów ani świateł, tylko blask reflektorów oświetlających ścianę pomalowaną graffiti znajdującą się przed nami.

– Dlaczego tutaj skręciłeś? – zapytałem zaciekawiony.

– Bo nie chcę się jeszcze z tobą rozstawać, chciałbym, żebyś ze mną został.

– Ech, wierz mi, że nie mogę. Bardzo bym chciał, ale moja mama jest sama, muszę do niej wracać.

– Chłopaku, gdybyś wiedział, co ty ze mną robisz.

Ukrył twarz w dłoniach i odchylił się do tyłu. Przez chwilę myślałem, że płacze, ale on tylko zamknął oczy, po czym gwałtownie zerwał się i wykrztusił:

– Nie powstrzymam się dłużej!

Następnie chwycił w dłonie moją twarz i zaczął mnie namiętnie całować, łapczywie wplatając swój język we mnie. W czasie kiedy dokonywał rewolucji z moim ustami, drugą ręką chwycił mnie na wysokości krocza. Odruchowo złapałem za jego dłoń, przeczuwając, czego mogę się spodziewać. Marek spojrzał na mnie i zapytał:

– Ufasz mi? Obiecałem, że nie zrobię ci krzywdy.

Nie czekał jednak na moją odpowiedź, powoli zaczął rozpinać rozporek moich spodni. Ja zesztywniałem, nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu, a moje ciało było jak sparaliżowane i bezwładnie poddawało się mężczyźnie, który właśnie zaczął opuszczać moją bieliznę. Marek dotykał mnie delikatnie, ale zdecydowanie, nie przestając całować moich ust. Moje podniecenie dawało o sobie znać, a ciało zaczęły przeszywać dreszcze. On jednak po chwili oderwał usta od mojej twarzy i zaczął pochylać się w stronę mojego rozporka.

– Co ty chcesz zrobić? – mimowolnie krzyknąłem, nie wiedząc, jak zareagować na to, co miało nastąpić. Ale Marek tylko puścił do mnie oko i ustami zaczął zadawać mi rozkosz.

Nie wiedziałem, czy to szok, czy podniecenie, ale moje ciało zaczęło drżeć, a oddech stał się płytki. Serce waliło jak oszalałe, czułem, jak prądy podniecenia przebiegły przez moje ciało, a w głowie widziałem wszystkie kolory tęczy, przemykające z prędkością światła. Marek nie reagował na moje stłumione okrzyki, a ja wiedziałem, że nie wytrzymam, że to za dużo emocji, że właśnie przeżywam coś, czego jeszcze do tej pory nie doświadczyłem. Chwycił moją dłoń, a ja opadłem na fotel, dysząc z tętnem wysokim jak po przebiegnięciu podwójnego maratonu.

– Musiałem to zrobić, nie mogłem ci pozwolić tak po prostu wyjść, mam nadzieję, że nie będziesz mieć mi tego za złe.

Nadal próbując wyrównać tętno, spojrzałem na niego i powiedziałem:

– To było niesamowite, nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.

– Jeszcze wiele przed tobą, a ja dużo mogę ci pokazać, słodziaku.

Spojrzałem na niego, czułem, że powinienem zrobić to samo, że on czeka na ten krok. Pochyliłem się w jego stronę, tym razem to ja go pocałowałem, po czym schyliłem głowę niżej, zmierzając w stronę jego krocza.

– Ej, młody, co robisz? – odpowiedział rozbawiony.

– Teraz moja kolej, chyba powinienem ci się odwdzięczyć.

– Niczym nie musisz mi się odwdzięczać! Na wszystko przyjdzie czas, a tobie wystarczy emocji na dziś.

Spojrzałem na niego zaskoczony tą reakcją.

– Zrobiłem coś nie tak?

– Nie, głuptasie, po prostu nie jesteś mi nic dłużny, jeszcze się upomnę. Właściwie zrobiłem coś, nie pytając cię o zdanie, ale to musisz mi wybaczyć. Odwdzięczysz mi się innym razem, gwarantuję ci, że będziesz mieć okazję. Jedziemy do domu!

Gdy opuszczałem samochód, Marek rzucił na pożegnanie:

– Bądź grzeczny, mały, widzimy się wkrótce. Kolorowych snów.

– Do zobaczenia, śpij dobrze – odpowiedziałem, po czym auto odjechało.

Otworzyłem drzwi i powoli zmierzałem do swojego pokoju, nie potrafiłem wymazać z głowy tego wieczoru. To było takie dziwne, że na samą myśl o Marku zaczynałem przyjemnie drżeć. W tej chwili zaczynałem rozumieć, że być może tak właśnie wygląda zakochanie! To, czego przecież pragnąłem od dawna.

Zza uchylonych drzwi mojego pokoju dobiegało światło. Gdy wszedłem do wewnątrz, na łóżku zauważyłem moją mamę, trzymającą na kolanach moje brudne spodnie i zakrywającą twarz dłońmi.

– Mamo, wszystko w porządku? – zapytałem powoli. Spojrzała na mnie trzeźwym wzrokiem, choć dałbym sobie głowę uciąć, że chwilę wcześniej płakała.

– Jesteś, kochanie, nie mogłam zasnąć, jesteś głodny?

– Nie, mamo, nie jestem, dlaczego siedzisz w moim pokoju z tymi brudnymi spodniami?

– Wiesz, zauważyłam, że rzuciłeś je w kąt i chciałam je wyprać, i kiedy zaczęłam je składać, wypadł z nich twój telefon… – głos mamy wyraźnie się załamał.

Czułem niepokój, niepokój, który oznaczał, że wiem, co znaczą jej słowa. Reakcję, na którą nie byłem wówczas gotowy! Zapomniałem o telefonie, musiałem wrzucić go do kieszeni i zapomnieć przełożyć do nowych spodni. Będąc z Markiem, zupełnie tego nie zauważyłem, a przecież tam były wszystkie SMS-y od niego!

– Kim jest Marek? – zapytała spokojnie mama.

– Marek? Mamo, to kolega, lubię go bardzo, ale to tylko kolega, nic nas nie łączy – zacząłem się nerwowo tłumaczyć.

– Nie pytałam cię, czy coś cię z nim łączy.

Spojrzałem jej w oczy, wiedziała, że kłamię, zawsze umiała to wyczuć, zauważyłem też, jak łzy napływają jej do oczu.

– Mamo, to nie jest tak, jak myślisz.

I wtedy wydarzyło się dokładnie to, czego obawiałem się najbardziej. Telefon w ręku mamy zaczął wibrować, obwieszczając przyjście wiadomości od Marka.

Słodziaku, nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem się tak jak dzisiaj, jesteś moim natchnieniem na kolejne dni. Nie wiesz nawet, ile radości daje mi Twoja osoba, mógłbym Cię tak całować o każdej porze dnia i nocy, każdy zakamarek Twojego ciała. Nie mogę się doczekać, kiedy znów Cię zobaczę. Śnij o mnie!

 

P.S. jesteś cały słodki ;P

Wszystko, co działo się dalej, odbyło się jakby w zwolnionym tempie. Chociaż trwało to może pięć minut, ja miałem wrażenie, że to wieczność. Mama wybuchła spazmatycznym płaczem, krzycząc:

– Jak mogłeś, jak mogłeś mi to zrobić?! Czym zawiniłam? Chroniłam cię, opiekowałam się tobą, wszystko ci poświęciłam. Jak mogłeś mi to zrobić? Wszystko, tylko nie to! Czułam, czułam, że tak jest, ale tak bardzo chciałam się łudzić, że to tylko błędne wrażenie, że ciągle szukasz, że ci się odmieni.

Nie wiem, czemu to powiedziałem, ale to była pierwsza reakcja, która przyszła mi do głowy.

– Mamo, to tylko takie żarty, Marek to kolega, czasem tak sobie piszemy. Przecież nie jestem gejem.

– Gejem! Nie waż się używać takich słów, jak ci nie wstyd przed Bogiem?!

Wpadła w niewyobrażalną histerię, zaczęła rzucać moim spodniami, telefonem i wszystkim, co znajdowało się na łóżku.

– Mamo, błagam cię, uspokój się, proszę!

– Nie dotykaj mnie, nie wiem, kogo dotykałeś wcześniej, trzymaj te łapy z daleka ode mnie!

– Mamo, błagam. – Wówczas to moje oczy zaczęły się pocić.

Ona jednak w amoku zaczęła się ze mną szarpać. Nagle zamachnęła się i uderzyła mnie otwartą ręką prosto w policzek. Krzyknąłem z bólu, chwytając się za twarz, a ona w szoku zasłoniła usta ręką. Wybiegła z pokoju, zostawiając mnie samego z piekącym policzkiem i oczami pełnymi łez.

Wiedziałem, że jeśli moja matka dowie się o wszystkim, nie obejdzie się bez ciężkiej rozmowy, ale nigdy nie przypuszczałem, że będzie mieć miejsce to, co wydarzyło się tutaj. Jak to możliwe, że w jednej chwili wydaje ci się, że dzieje się coś, co sprawia, że możesz góry przenosić, by zaraz później świat ci się zawalił?

Rzuciłem się na łóżko, wtulając głowę w poduszkę, próbując tłumić płacz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak płakałem, wiedziałem, że to nie koniec. Że będziemy musieli wrócić do tej rozmowy. Najbardziej jednak bałem się ojca. Byłem przekonany, że mama nie chciała mnie uderzyć, widziałem to przerażenie w jej oczach, kiedy to zrobiła. Ale ojciec nie panował nad emocjami, a fakt bycia gejem był najgorszą z rzeczy, która mogła się przytrafić w jego otoczeniu.

Spojrzałem na telefon, który nadal leżał na podłodze. Przez pękniętą szybkę widziałem, że przyszła kolejna wiadomość od Marka.

Ej Słodziaku, wszystko ok? Zdziwiło mnie, że nie odpisałeś, ale może poszedłeś już spać, napisz do mnie rano. Buziak.

Przeczytałem jeszcze ze dwa razy tę wiadomość.

Tak bardzo chciałbym, żebyś tutaj ze mną był – pomyślałem.

*

Rano wyszedłem z domu, zanim mama zdążyła się obudzić. W drodze na uczelnię napisałem do Marka wiadomość, pokrótce wyjaśniając, co stało się w nocy.

Mały, tak mi przykro, już teraz mam wyrzuty sumienia, że nie mogę być z Tobą. Najgorsze jest to, że wyjeżdżam na weekend służbowo, i nie mogę Ci pomóc, przytulić. Wiem, jestem okrutny, że zostawiam Cię z tym samego, ale myślami będę z Tobą. Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć, nie dam Cię skrzywdzić. W przyszłym tygodniu chcę, żebyś został ze mną na weekend, u mnie. Nie wiem, jak to zrobimy. Ale chcę Ci wynagrodzić moją nieobecność. Całuję Cię i bądź silny.

Zostać z Markiem na weekend? Ta myśl od razu poprawiała mi nastrój, aczkolwiek za cholerę nie wiedziałem, jak tego dokonać. Byłem pewny, że teraz opuszczenie domu na dłużej niż kilka godzin będzie praktycznie niemożliwe. Mama na pewno dołoży starań, aby ukrócić jakikolwiek kontakt z Markiem.

O wszystkim też poinformowałem Kaśkę, urwałem się z ostatnich zajęć i poprosiłem ją o szybkie spotkanie. W Kaśce jest jedna wyjątkowa rzecz – nieważne, co robi i gdzie ja jestem, ona w ciągu pół godziny potrafi rzucić wszystko i przybyć na miejsce, w którym będę mógł jej się z czegoś zwierzyć.

– Trudno, mleko się rozlało – powiedziała zdecydowanym tonem. – Teraz już tylko możemy je próbować jakoś posprzątać. Musisz stawić temu czoła. Nie kłam, za późno na to. Musicie na nowo nauczyć się żyć, a ty musisz zacząć walczyć o siebie. Tak, wiem, że to nie będzie łatwe. Dlatego powiesz słowo, a ja będę zawsze, kiedykolwiek będziesz mnie potrzebował, każdego dnia i każdej nocy. Ale czas, Antek, na coming out. Tylko tym możesz zwyciężyć.

Kaśka miała pełną rację. Czas dorosnąć i stawić czoła wyzwaniom. Zawsze wiedziałem, że kiedyś powiem rodzicom o tym, kim jestem. Chciałem to zrobić, kiedy będę samodzielny i zaradny. Niestety, to, co się wydarzyło, było najgorszym z możliwych scenariuszy na przeprowadzenie rozmowy z najbliższymi.

Droga do domu była najdłuższą podróżą, jaką odbyłem dotychczas. Otworzyłem drzwi i niepewnym krokiem ruszyłem do kuchni. Mama przygotowywała kolację, wiedziałem, że płakała, ale jak na wczorajsze wydarzenie zachowywała się całkiem spokojnie.

– Usiądź, Antuś.

– Mamo, nie mów do mnie jak do małego chłopca, musimy porozmawiać.

– Tak, wiem, że musimy. – Wzięła głęboki oddech. – Przepraszam cię za wczoraj, nic mnie nie usprawiedliwia, nie powinnam była cię uderzyć, jest mi strasznie wstyd za to, co zrobiłam.

– Mamo, w porządku, nie chowam urazy, wiem, że poniosły nas emocje, ale musimy teraz…

– Teraz musimy się zastanowić, jak sobie z tym poradzić i jak to naprawić.

– Naprawić? Mamo, co ty chcesz naprawiać, teraz, kiedy już wszystko wiesz…

– Ja czytałam, że to się da wyleczyć – przerwała mi mama. – To znaczy są terapie, gdzie leczy się takie zbocze… takie choroby jak twoja. Możemy pójść razem, przejdziemy przez to wspólnie, jest taki kościół, który prowadzi takie tera…

– Co? Mamo, chcesz zrobić ze mnie czubka! – przerwałem, wykrzykując. Gdy wstawałem, przewróciłem krzesło za mną.

Mama zamknęła oczy, widać było, że każde słowo sprawia jej ogromny wysiłek.

– Pozwól mi skończyć, są takie terapie, które uwolnią cię z tego. Ja mam tu taką książkę, którą znalazłam w księgarni, nie była tania, ale co tam. – Mama sięgnęła po książkę z niebieską okładką, na której młody chłopak wyciąga ręce do promieni wychodzących z nieba. Pod obrazkiem znajdował się tytuł: Chcę być wolny! Jak z pomocą Boga wyleczyć homoseksualizm.

– Mamo, czyś ty zwariowała do reszty? Jestem gejem, rozumiesz? Gejem! Musisz się z tym pogodzić. Wiem to od dawna, próbowałem z tym walczyć, ale nie mogę i teraz, kiedy już wiesz, nie mam zamiaru dłużej tego robić. Mamo, jestem szczęśliwy! Rozumiesz? Nareszcie czuję się szczęśliwy z samym sobą. Nie zrezygnuję z tego, NIGDY!

– Nie waż się do mnie mówić takim tonem i zabraniam ci krzyczeć, jeszcze ktoś cię usłyszy. W tym domu nie ma gej… – Zawahała się, najwyraźniej słowo „gej” nie było w stanie przejść jej przez usta. – W tym domu nie ma takich ludzi i nigdy nie będzie. Mój syn nie będzie jednym z tych zboczeńców. Jako matka zrobię, co w mojej mocy, aby cię przed tym uchronić.

– Ale zrozum, twój syn jest gejem, homoseksualistą, pedałem, takim zboczeńcem, nazywaj go, jak chcesz, nie zmienię się. Kocham siebie takiego i nienawidzę tego, kim byłem wcześniej! – krzyczałem, trzęsąc się cały.

– Ale ja nie chce takiego syna! – Tym razem krzyknęła mama, po czym znów zasłoniła usta rękami.

– To będziesz musiała takiego mieć, mimo tego, że nie chcesz. – Teraz nie tylko się trząsłem, ale łzy ponownie zaczęły mi ciec po twarzy. – Nigdy nie sprawiałem problemów, robiłem wszystko, co chcieliście, zrezygnowałem z przyjaciół i z miłości dla was. Ale już nie chcę. Teraz chcę być szczęśliwy! To jest moje życie i mam prawo decydować o tym, kim jestem.

– To nie jest twoje życie! Jesteś moim synem i mam prawo wybierać, jak będzie ono wyglądać!

– O co ty masz pretensje? Nie palę, nie piję, nie ćpam, nigdy nie miałem problemów w szkole, po prostu wolę facetów! – krzyczałem przez łzy, które zaczęły kapać mi już na koszulkę i tak mokrą od potu.

– Wolałabym, żebyś ćpał i pił, niż był gejem! Nie mogłeś wyrządzić nam większej krzywdy. Gdybym wiedziała, że będziesz gejem, wolałabym w ogóle nie mieć dziecka!