Most Ikara

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział IV

Do domu wróciłem około trzeciej nad ranem, byłem zmęczony, ale i szczęśliwy. Ściągnąłem koszulkę i jeszcze w butach rzuciłem się na łóżko. Leżałem tak blisko pół godziny, myśląc, ile dowiedziałem się o sobie w ciągu jednego wieczora.

– To możliwe. Oni naprawdę są szczęśliwi i ci wszyscy ludzie szczęśliwi są razem z nimi – powiedziałem do siebie.

Darek i Andrzej byli właśnie tą enigmatyczną postacią związku, od której uciekałem, ale w głębi serca zawsze chciałem ją sobie wyobrażać i pożądać. Było to jednak jak zakazany owoc, po który przecież nie wolno mi sięgać.

Nie wolno, dlaczego nie wolno? – pytałem siebie w myślach. – Przecież nikt nie robi niczego złego, JA NIE ROBIĘ NICZEGO ZŁEGO! CHCĘ TYLKO KOCHAĆ! A rodzina? Ojciec mnie znienawidzi, matka się załamie. Przez kolejne pół godziny nie mogłem zasnąć, przez moment pragnąłem zmiany i wolności, by chwilę później obarczyć się poczuciem winy i wyrzutów sumienia.

Nagle chwyciłem telefon, była prawie czwarta trzydzieści. Kaśka zapewne od dawna śpi. Już w taksówce leżała ledwie przytomna na moim ramieniu. Pamiętam jej ostatnie słowa, zanim zasnęła na dobre:

– Miło cię było widzieć takiego szczęśliwego, powinieneś częściej tak wyglądać. – Po czym spuściła głowę i zapadła w borsuczy sen.

Chwyciłem za telefon, uruchomiłem wyszukiwarkę aplikacji i wystukałem na klawiaturze: „Grindr”. Wiedziałem, co to za aplikacja, nie raz o niej słyszałem. Był to portal dla gejów, gdzie można sprawdzić, kto jest w twoim zasięgu w promieniu najbliższych kilku kilometrów.

Nie wiedząc, czy tego naprawdę chcę, wcisnąłem „zainstaluj”. Sam nie wiem, co wtedy czułem. Z jednej strony narastające podniecenie, z drugiej przerażenie, jakbym włamywał się do sklepu z cukierkami, pełnego ulubionych słodyczy.

Witaj w Grindr, najlepszej aplikacji dla gejów w twoim mieście. Podaj swój nick obwieścił komunikat, który pojawił się na ekranie. „Antek” – Login jest zajęty, eee, „nowytutaj”. Nie, to brzmi żałośnie – pomyślałem. Przymknąłem oczy i przez moment zastanawiałem się, kim właściwie jestem. Nie jestem typem gwiazdy, nie jestem też typem imprezowicza, mam swoje hobby i pasje, jestem całkiem dobry na studiach. Jestem chłopakiem, po prostu zwyczajnym chłopakiem. Wstukałem „zwyczajnychlopak”.

Świetnie! Twój nick został zaakceptowany, możesz teraz dodać zdjęcia i opis. Przeglądaj profile i szukaj gejów w twojej okolicy oznajmił kolejny komunikat.

Wcisnąłem „OK” i nagle ekran telefonu zapełnił się kilkunastoma okienkami z wizerunkiem różnych mężczyzn. WOW – pomyślałem. – To niesamowite. Oczywiście większość użytkowników znajdowała się ponad dwadzieścia kilometrów ode mnie, co było zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że mieszkałem w niewielkiej mieścinie. Natomiast wyraźnie zaskoczyła mnie świadomość, że w promieniu pięciu kilometrów znajdowało się jakichś dziesięciu różnych użytkowników.

A zatem nie jestem sam w tym mieście, takich jak ja jest znacznie więcej! – Ta myśl spowodowała, że poczułem jeszcze większą ekscytację.

Odkrywanie kolejnych kont użytkowników było na swój sposób fascynujące i wciągające. Zdjęcia były naprawdę przeróżne, począwszy od młodych chłopaków, przez brodaczy, skończywszy na pięknie umięśnionych facetach, na których zawsze bałem się spojrzeć, obawiając się, że oberwę, a w najgorszym razie usłyszę: „CO SIĘ, KURWA, GAPISZ?”.

Spojrzałem na swój profil – zastanawiałem się, co właściwie chciałbym tutaj napisać i czy powinienem dodawać zdjęcie. Długo myślałem, co będzie najlepsze, jak zaprezentować się, aby mój profil był na tyle ciekawy, że zachęci do kontaktu. Stwierdziłem, że może na razie zostanę tylko przy opisie, nie chciałem pokazywać swojej twarzy, a może po prostu się bałem. Uznałem jednak, że w końcu najważniejsze jest to, co chce się przekazać w treści, co będzie szczere i prawdziwe oraz przedstawi w kilku zdaniach, jaki jestem. Nakreśliłem kilka zdań na temat tego, co tu robię i kogo szukam, a także czym się interesuję. Dopiero wówczas nowy komunikat poinformował mnie o ograniczonej liczbie znaków. Chyba nie jest najgorzej – pomyślałem, po czym spojrzałem na zegar, było dobrze po piątej. Wygasiłem ekran telefonu i stwierdziłem, że na dziś wystarczy już tych wrażeń.

Rano obudziłem się wyjątkowo wcześnie, jak na zerwaną noc. Mimochodem, od razu po przebudzeniu, chwyciłem za telefon. I znowu poczułem tę dziwną, zupełnie nieznaną dotychczas ekscytację. Nie masz żadnych nowych wiadomości obwieścił komunikat na ekranie. Zaskoczony, ale i lekko rozczarowany przez pięć minut gapiłem się w ekran do czasu, kiedy matka nie zawołała mnie na śniadanie. Niechętnie zwlokłem się z łóżka, licząc, że być może więcej osób miało tak długą imprezę jak ja wczoraj.

Do końca dnia nie wydarzyło się jednak nic wartego zapamiętania, a ja, nie wiedząc czemu, ze zdecydowanie zwiększoną częstotliwością sięgałem po mój telefon, by sprawdzić nowo zainstalowaną aplikację, która tak mnie zafascynowała nad ranem. Kilkakrotnie pomyślałem, że być może byłoby dobrze, gdybym sam do kogoś napisał, w końcu atrakcyjnych profili nie brakowało i to w całkiem bliskim zasięgu, ale za każdym razem po prostu brakowało mi odwagi i nie wiedziałem, jak zacząć rozmowę.

Po trzech dniach użytkowania Grindr miałem już poważny kryzys. Być może to jakiś znak, że ten świat nie jest dla mnie. Wokół mnie nieraz pojawiała się ogromna ilość przystojnych facetów, czasem zaledwie kilkanaście metrów dalej, a jednak moja skrzynka odbiorcza ciągle pokazywała gigantyczne ZERO. Przeszło mi przez myśl, że może lepiej będzie zupełnie odinstalować tę aplikację i zapomnieć o całej sytuacji.

– Pokaż mi to swoje konto – powiedziała Kaśka podczas naszego spotkania.

– No dobra, ale masz za bardzo nie komentować – skierowałem ekran telefonu w jej stronę.

– Zapomnij – odpowiedziała, wyrywając mi telefon z ręki. – Zwyczajnychlopak? ZWYCZAJNYCHLOPAK?! – wykrzyczała zaskoczona.

– No co? Pomyślałem, że to będzie takie… normalne.

– A czy ty byś chciał się ze mną przyjaźnić, gdybym była zwyczajna? Może od razu napisz „chrześcijański desperat”! Kiedy myślę, że już nigdy mnie niczym nie zaskoczysz, to ty nigdy mnie nie zawiedziesz – wykrzyczała poruszona. – Chodzi o to, Antek, że ty nie jesteś zwyczajny, a ten portal to nic innego jak marketing, rozumiesz? Musisz się czymś wyróżnić, zwrócić na siebie uwagę, spójrz na konta poniżej, chcesz do nich napisać? Dlaczego? Bo ci się podobają, bo widzisz zdjęcie i ono przykuwa twoją uwagę… Wiem, to brutalne i próżne, bo wygląda to tak, jakby liczył się tylko wygląd, ale tak to zapewne działa, przyciągnij zdjęciem, zatrzymaj charakterem.

– Ja czytam opisy! – odpowiedziałem oburzony.

– To bardzo szlachetne z twojej strony, ale tak się składa, że ja nie mam na to czasu… Zresztą pokaż ten swój opis.

Cześć, jestem Antek i mam 22 lata, jestem wesołym uśmiechniętym chłopakiem, który chciałby tu znaleźć swoją drugą połówkę. Nie musisz być piękny, ważne, abyś miał to coś, co da nam wspólną nić porozumienia. Studiuję prawo, lubię kino i teatr, chciałbym zacząć ćwiczyć na siłowni i więcej podróżować po świecie. Może poznam tu kogoś, z kim można by się gdzieś wybrać. Jeśli mój opis ci się spodobał, napisz, zawsze odpiszę. Pozdrawiam, Antek.

Kaśka skończyła czytać, po czym spojrzała na mnie, przez chwilę nie mogłem odczytać jej reakcji. Wyglądała, jakby połknęła gigantyczną rybę, która stanęła jej w gardle i nadal rozpaczliwie macha ogonem.

Po blisko trzech minutach niezręcznej ciszy pomyślałem, że najwyższy czas coś powiedzieć.

– No może trochę brzmi to… dziwnie.

– Dziwnie? To brzmi, wybacz, kocham cię, ale wręcz kretyńsko! Antek, czyś ty upadł na głowę? Desperacja, rozpaczliwa chęć szukania faceta dudni z tego na kilometr. Gorzej, to brzmi, jakbyś był jakąś piętnastoletnią dziewczyną, która zakochała się w starszym bracie swojej przyjaciółki i rozpaczliwie chciała na siebie zwrócić uwagę!

Wyrwałem jej telefon z ręki i spojrzałem na opisy pozostałych facetów, faktycznie większość ograniczała się do kilku zdań lub w ogóle krótkiego komunikatu w stylu „cześć”. Niewątpliwie mój elaborat wyróżniał się na tle pozostałych kont.

– Ok, dzięki, może to zmienię – odpowiedziałem oburzony.

– No akurat! Nie zostawię cię z tym, bo jeszcze zaczniesz pisać, że najchętniej to szukasz kogoś, kto pójdzie z tobą w niedzielę do kościoła albo zabierze cię w podróż dookoła świata. Dawaj ten telefon!

Kaśka zmarszczyła brwi, po czym przymknęła oczy, wyglądała tak, jakby próbowała się skupić lub przypomnieć sobie jakąś wyjątkowo długą sekwencję. Oblizała wargi i zaczęła szybko stukać palcami po ekranie komórki. Spojrzała na całość, przeczytała szybko i wręczyła mi tryumfalnie telefon do ręki, mówiąc z uśmiechem:

– Tak będzie idealnie!

Jestem Antek… nie lubię się chwalić :P Nie bądź nudny, zaskocz mnie!

Przeczytałem te dwa krótkie zdania trzy razy, po czym spojrzałem zaskoczony na Kaśkę.

– I to tyle? – wydukałem.

– Tyle wystarczy – odpowiedziała z miną Sherlocka Holmesa.

– Zaskocz mnie… czym? Przecież ja tak nie mówię, nie lubię być zaskakiwany.

– To zaczniesz lubić! Masz być tajemniczy, odkrywać powoli swoje karty. Intrygować, podsycać zainteresowanie. Boże, nie wierzę, że muszę cię uczyć takich rzeczy. A, i to nie wszystko, musisz mieć przecież zdjęcie.

– Zdjęcie? NIE! Nie chcę, co będzie, jak ktoś je odkryje?

– Przecież szukamy ci faceta, dawaj tę galerię.

Kaśka przeglądała mój telefon z wypiekami na twarzy, jej mina wyglądała tak, jakby odkrywała co najmniej nowy kontynent, a zaangażowanie, jakie w to wkładała, powoli zaczynało mnie bawić. Po dziesięciu minutach wypowiedziała te same słowa, gdy napisała te wybitne dwa zdania…

 

– To będzie idealne!

Kaśka wybrała fotografię z zeszłorocznych wakacji nad jeziorem, miałem na sobie krótkie szorty i koszulę rozpiętą w taki sposób, że odsłaniała szeroki pas torsu i brzucha. Na zdjęciu patrzyłem w stronę zachodzącego słońca, siedząc w rozkroku przy trawiastym bulwarze.

– Mam dodać TO zdjęcie?

– Tak, jest idealne, jesteś chudy, słońce dobrze cię oświetla, wydajesz się większy – odpowiedziała, uśmiechając się szeroko.

Spojrzałem ponownie na telefon, faktycznie zdjęcie było nad wyraz udane. Jak na moją zazwyczaj zgarbioną postawę, wyszedłem wyjątkowo pewny siebie. Opalony, z bocznej perspektywy wyglądałem zarówno na wyższego, jak i znacznie lepiej zbudowanego, niż jestem.

– Okay, niech będzie – odrzekłem wyraźnie zrezygnowany.

Nie minęło jednak kilka sekund, kiedy w skrzynce odbiorczej aplikacji pojawiła się charakterystyczna niebieska koperta. A w chwilę później kolejne dwie wiadomości. Spojrzałem zaskoczony na Kaśkę.

– No cóż, żyjemy w kulturze wizualnej – powiedziała Kaśka, robiąc minę niewiniątka. – Otwórz!

Cześć, kogo szukasz?

– Eee, co mam odpisać?

– O nie, mój drogi, mogę ci stworzyć konto, ale już randkować to musisz sam się nauczyć.

Kogoś, kogo warto poznać?

Odpisałem z narastającą ekscytacją co do rozwoju tej konwersacji. Po kilku sekundach przyszła odpowiedź:

Sex?

Przez chwilę patrzyłem na ekran telefonu, po czym odwróciłem go w stronę Kaśki.

– No cóż – odpowiedziała – kretynów na tym świecie również nie brakuje.

Myślę, że jednak czegoś więcej.

Chwilę po tym, jak odpisałem temu facetowi, w aplikacji wyświetlił się komunikat:

Użytkownik właśnie cię zablokował, nie możesz odpowiedzieć na tę wiadomość. A zaraz później:

Masz dwie nowe wiadomości.

Pierwsza:

Jesteś A czy P?

i druga znowu:

Kogo szukasz?

– Co znaczy „jesteś A czy P”? – zapytałem zaskoczony, patrząc na Kaśkę.

– Nie wiem, może to jakiś wasz gejowski slogan, mogę zapytać Darka.

– Nie, dzięki! – szybko przerwałem. – Już wystarczy, że ty jedna masz mnie za idiotę.

Spojrzałem na telefon i wystukałem, będąc przekonanym, że to pytanie o moje imię:

Jestem A jak Antek

Po kilku minutach przyszła odpowiedź.

Szkoda, ja też A, fajny jesteś, narka

Po chwili pojawił się znów znany mi komunikat: Użytkownik właśnie cię zablokował, nie możesz odpowiedzieć na tę wiadomość. Kaśka patrzyła na mnie z miną pełną rozbawienia. Kątem oka zauważyłem, że gdy nasze spojrzenia się spotkały, wyglądała na zakłopotaną. Byłem pewien, że gryzą ją wyrzuty sumienia.

– Wiesz, z gejami się chyba trudniej randkuje niż w związkach hetero – skwitowała krótko.

Fakt, miała rację. Randkowanie w świecie gejowskim okazało się trudniejsze, niż przypuszczałem. Po tygodniu od zainstalowania aplikacji wzbudzałem zainteresowanie wśród odbiorców, ale jednak poszukiwanie kogoś, kogo warto byłoby poznać, okazało się z jednej strony zajęciem destrukcyjnym, z drugiej niezwykle uzależniającym.

Ulubionym pytaniem na portalu była wiadomość „Kogo szukasz?”. Po dwóch tygodniach już wiedziałem, że właściwie jest to pytanie retoryczne, a zwrot Right now oznacza, że za kilka chwil powinieneś wskoczyć do łóżka swojego rozmówcy, chociaż, jak później się okazywało, łóżko specjalnie nie było nikomu potrzebne. Dowiedziałem się również, że pytanie „Jesteś A czy P?”, raczej nie dotyczyło próby poznania czyjegoś imienia, a bez fotek XXX właściwie nie istniejesz na tym portalu.

Kilkakrotnie udało mi się nawet nawiązać z kimś rozmowę, która, jak tylko chciałem doprowadzić do spotkania, okazywała się wyjątkowo problematyczna. Dodatkowo odległość, którą pokonywałem każdego dnia, jeżdżąc na uczelnię, dla większości użytkowników była wielkością równą co najmniej odległości z Polski do Australii.

W całym tym „poznawaniu” najbardziej demotywujące było powszechne blokowanie rozmówcy. W świecie gejowskim nikt nie pokonuje przeszkód, po prostu je usuwa, a blokowanie bez wyjaśnienia stało się równoznaczne z zakończeniem rozmowy. Ja w tym nowym środowisku zupełnie nie potrafiłem się odnaleźć. Z jednej strony z każdą kolejną nieudaną znajomością czułem się beznadziejnie i coraz bardziej niechętnie szukałem kogoś wartego uwagi, z drugiej użytkowanie portalu stało się uzależniające, ponieważ podnosiło pewność siebie, którą gdzieś po drodze zdążyłem zagubić.

Mimo, że większość rozmów, nawet jeśli zaczynała się niewinnie, sprowadzała się prędzej czy później do tematu seksu, było to na swój sposób pociągające. Pierwszy raz poczułem, że naprawdę jestem atrakcyjny dla innych mężczyzn. Któregoś wieczoru, kładąc się do łóżka, odczytałem wiadomość od wyjątkowo przystojnego faceta, wyglądającego niczym grecki bóg.

Cześć

ruchasz się czy trzeba z tobą chodzić.

Z tobą mogę się ruchać.

Wcale nie zamierzałem tego zrobić, właściwie nie wiedziałem, czego oczekuję po rozmowie z kimś, kogo nawet nie zdążyłem zapytać o imię. Jednak w tym momencie byłem wyraźnie ciekaw rozwoju tej kuriozalnej konwersacji.

Spoko, za ile możesz być?

A może najpierw się przedstawisz?

W sumie jesteś bardzo daleko, szukam na teraz, nara

Przeczytałem tę wiadomość kilkakrotnie, po czym zrezygnowany opadłem na łóżko, rzucając telefon w kąt pokoju. Rozczarowany patrzyłem w sufit, zamknąłem oczy i myślami sięgnąłem do imprezy sprzed kilku tygodni, na której poznałem Darka i Andrzeja. Mimowolnie zaczęły mi płynąć łzy.

Jak to jest możliwe, że tych dwoje ludzi zbudowało taki cudowny związek i relację opartą na szczerej miłości? – pomyślałem. Byli ze sobą już sześć lat, kiedy ja nawet nie mogę rozpocząć z kimś normalnej rozmowy. Pomyślałem, że nigdy wcześniej nie czułem się bardziej samotny niż w tym aplikacyjnym świecie, do którego sam chciałem się przyłączyć. Przecież na pewno są gdzieś tacy ludzie jak ja, którzy szczerze szukają kogoś, z kim mogliby zbudować normalną relację.

Świat seksu, który gdzieś funkcjonował nieodłącznie w przestrzeni aplikacji, był kuszący i fascynujący, ale nie wiem, czy byłem gotowy, aby tak rozpoczynać swoją drogę. Nagle pomyślałem sobie, że mam dość, że nie ma sensu tego dłużej ciągnąć, że tutaj z pewnością nie uda mi się odnaleźć tego, czego szukam. Chwyciłem więc za telefon z przekonaniem, że właśnie teraz usunę swój profil na Grindr. Gdy odblokowałem ekran, zauważyłem w rogu niebieską kopertę.

Hej, chętnie bym cię zaskoczył i chyba mam pomysł, jak to zrobić.

Z niedowierzaniem spojrzałem na adresata, zdjęcie profilowe przedstawiało umięśnionego mężczyznę na desce surfingowej w ciemnych okularach i słomkowym kapeluszu. Uśmiechał się szeroko, niczym model z okładek magazynów. W opisie miał tylko jedno zdanie:

„Kogo szukam? Jeśli mnie pytasz, to raczej nie ciebie, niczego nie zgubiłem”

Po trzech tygodniach od założenia tego profilu raczej trudno mnie zaskoczyć

Może będzie trudno, ale podejmę wyzwanie

Próbuj, to może być ciekawe doświadczenie :P

A jeśli powiem ci, że my się już znamy, to będziesz zaskoczony? :)

W myślach przypominałem sobie wszystkie tutejsze rozmowy, które wykonałem od czasu zainstalowania aplikacji, na pewno nie pisałem z TYM facetem. Spojrzałem ponownie na zdjęcie profilowe, ale nic nie wskazywało, abym skojarzył tego, kto ewidentnie zaczyna ze mną flirtować.

Raczej będę

Ale lubię być zaskakiwany :P

Ładne zdjęcie, ale na żywo jesteś znacznie bardziej słodki, a ja lubię słodycze i białe airmaxy

Białe airmaxy? O co tu chodzi? Faktycznie je lubię, ale na studiach ma je co drugi chłopak, a mój rozmówca na pewno nie wyglądał na kogoś, kto jest aktywnym studentem, przynajmniej nie w moim wieku. I nagle mnie olśniło: kominek, białe airmaxy, związany kucyk i ten moment, kiedy zauważyłem puszczane do mnie oko.

Ale twoje były znacznie fajniejsze, á propos airmaxów, choć nie tylko buty masz fajne…

Więc jednak mnie poznałeś, no i nici z niespodzianki, a już zapowiadało się tak dobrze.

Ha, ha, element zaskoczenia został spełniony, na niespodzianki mogę poczekać.

Ja potrafię robić ładne niespodzianki, chociaż wolę je robić na żywo, a nie przez gejowskie portale, jestem Marek. I już wiem, że masz na imię Antek. Więc element zaskoczenia mamy 1:0 dla mnie.

Jak mnie tutaj znalazłeś? Raczej nie mieszkasz w okolicy.

Wracałem z wyjazdu służbowego, musiałeś gdzieś mi śmignąć po drodze. A jak to mówią, nie przeoczyłbym takiego ładnego chłopaka, w końcu wypatrzyłem cię już na imprezie, ale byłeś tak oblegany, że nie miałem możliwości dłużej z tobą porozmawiać.

Sięgnąłem pamięcią do wspomnianego wydarzenia, faktycznie zauważyłem wówczas wzrok tego faceta, natomiast Kaśka stale starała się mi zapewnić towarzystwo, a najwidoczniej akurat oni dwoje się nie znali.

Wiesz, nie ma takich rozmów, których nie można by nadrobić, zawsze możemy się spotkać.

Fuck! pomyślałem. – Przecież miałem nie być nachalny, a ledwo rozpocząłem rozmowę i już proponuję spotkanie, czyli pozamiatane.

Hmm w sumie to bardzo dobry pomysł… Kiedy ci pasuje?

Spojrzałem z niedowierzaniem na ostatnią wiadomość. W pierwszej chwili chciałem dzwonić do Kaśki, potem przypomniałem sobie jej często powtarzane słowa „Antek, dorośnij!”.

Jasne, będzie mi miło poznać Cię osobiście! Mam wolny wieczór w środę.

To co, kolacja? Jaką kuchnię lubisz? Gdzie się spotkamy?

*

Nigdy wcześniej nie czułem takiego wewnętrznego stresu jak podczas środowego poranka, gdzie z jednej strony czułem zażenowanie moim dziecinnym zachowaniem, z drugiej, odliczając godziny, oczekiwałem spotkania z narastającym podnieceniem.

– Bądź naturalny, taki, jaki jesteś naprawdę, nikogo nie udawaj, po prostu bądź sobą, takim, jakiego cię kocham – paplała mi od kilku dni Kaśka.

Tylko jak tu być naturalnym, kiedy nigdy wcześniej nie byłem na randce z facetem, to nie jest moje naturalne środowisko.

Wraz z nadejściem października zawitał jesienny chłód. Liście w kilka dni nabrały złoto-bordowego odcienia, a nad południowe rejony kraju zawitał gęsty smog, który, jak co roku, stał się głównym tematem w polityce, zaś dla znudzonych mieszkańców codziennością, z którą zdążyli nauczyć się żyć.

Tego wieczoru było wyjątkowo ciepło jak na jesienną aurę, pomimo że od kilku dni po siedemnastej zapadał już zmrok. Przyjeżdżając w umówione miejsce, z dala od niezliczonej liczby studentów wydziału prawa, zauważyłem mężczyznę opartego o maskę czerwonego BMW. Prawdopodobnie był to jeden z nowszych modeli, natomiast jako ignorant motoryzacyjny jedyne, co mogłem o nim powiedzieć, to fakt, że jest czerwony i ma firmowy znaczek na masce. Marek ubrany był w granatowy, idealnie skrojony płaszcz do kolan, miał na sobie bordową koszulę oraz ciemne wranglery. Włosy zaczesał dokładnie tak, jak w dniu, kiedy się poznaliśmy, spinając je w kucyk. Na twarzy pozostał trzydniowy zarost, spojrzałem ukradkiem na jego stopy, na których znów miał swoje ulubione białe airmaxy, podobnie jak ja.

Na mój widok uśmiechał się szeroko, ukazując swoje krystalicznie białe i równe zęby, po czym wyciągnął rękę.

– To jeszcze raz. Jestem Marek, miło mi cię poznać.

– Mnie również, cieszę się, że tym razem nie potrzebujemy do tego Grindra.

– O tak, jestem pewny, że on już nie będzie nam potrzebny – odpowiedział. – To co, jedziemy?

Za jego namową wsiadłem do przestronnego wnętrza samochodu i od razu poczułem przyjemny zapach skóry. Mógłbym powiedzieć, że ten zapach, pewność siebie i bezpośredniość działały jak afrodyzjak, albo coś nowego, czego pożądałem od dawna.

– To co, włoska? – Marek przerwał chwilę milczenia.

– Tak, może być włoska.

– Powinienem cię zapytać, jaka jest twoja ulubiona knajpa, ale myślę, że mam coś odpowiedniego.

– OK, to jedźmy tam. – Właściwie to nie miałem swojej ulubionej knajpy i cieszyłem się, że Marek miał już gotowy pomysł. Zresztą czułem się jak na egzaminie ustnym, a wybranie knajpy na kolację było ostatnim, na co byłem w stanie się zdobyć.

W samochodzie czułem się bardzo spięty. Marek był z kolei wyraźnie zaciekawiony moją osobą, chętnie podejmując dialog, jak również pytając mnie o różne rzeczy, sam jednak niewiele mówił o sobie. Wykazywał duże zainteresowanie i dopytywał o szczegóły moich studiów, rodzinę i Kaśkę, jednocześnie na każde pytanie w kontrze odpowiadał jednym słowem lub ograniczał się do kilku zdań.

 

– Mało mówisz o sobie – stwierdziłem po kolejnej wymianie słów.

– Być może, ale wolę słuchać, a ty ciekawie opowiadasz. Jesteśmy na miejscu, tu podają najlepszą pizzę w tym rejonie, wierz mi.

Byłem pewny, że Marek wybierze jakiś okazały lokal w centrum, tymczasem dojechaliśmy do dworkowej restauracji, gdzieś na obrzeżach miasta, poza nami były tu tylko dwa samochody. I choć restauracyjka wyglądała bardzo okazale, to sprawiała wrażenie raczej mało odwiedzanego miejsca.

– Ok, to chodźmy na pizzę.

– Ha, ha, Antek, nieładnie, proszę, nie stresuj się.

– Hmm, coś nie tak? U mnie wszystko w porządku – odpowiedziałem, za wszelką cenę chciałem ukryć swoje zakłopotanie.

Marek spojrzał na mnie swoimi kasztanowymi oczami, wpatrując się w moje źrenice. W tym półmroku w samochodzie wyglądał jeszcze bardziej przystojnie, nawet powiedziałbym, że seksownie. Moja wyobraźnia zaczęła wariować, a żołądek podskoczył gdzieś na wysokość gardła.

– Kiedy ostatnio pytałem cię, jaką lubisz kuchnię, napisałeś mi, że włoską, ale wolisz makarony niż pizzę. Zabrałem cię tutaj, bo po pierwsze możemy swobodnie porozmawiać, a po drugie dają tu najlepsze makarony, jakie jadłem. Przy mnie możesz być wyluzowany, nie musisz się stresować – powiedział, po czym chwycił mnie za rękę.

– Ech, może faktycznie jestem trochę spięty, ale wiesz… nie jestem częstym bywalcem gejowskich randek.

– Poważnie? To dziwne, faceci pewnie się za tobą uganiają. Jesteś śliczny.

Poczułem, jak moje policzki robią się purpurowe, poczułem też, że żołądek napiera teraz już na mój przełyk.

– Dziękuję, ale może szukam czegoś więcej niż jednorazowej randki, a to chyba niezbyt częsty standard w tym towarzystwie.

– Hmm, to akurat dobrze o tobie świadczy. Chodźmy.

Restauracja, tak jak przypuszczałem, była małym dworkiem, pełnym klimatu południowej Italii. Na ścianach wisiały wszelkiego rodzaju malowidła z różnymi włoskimi miastami, a w tle było słychać największe przeboje z tego kraju. Stolik na nas już czekał, a poza nim zajęte były tylko trzy, każdy w innym kącie pomieszczenia. Z pewnością nikt nie zakłócał nikomu rozmowy.

Marek zamówił carbonarę ze świeżo mielonym pieprzem oraz dwa kieliszki białego włoskiego wina, z kolei mnie zachęcił do czarnego tagiatelle z owocami morza.

– Pamiętam, że chyba wyjątkowo ci smakowały na naszej wspomnianej imprezie. Dlatego zaufaj mi, ten makaron to będzie świetny wybór, jestem tego pewny.

Wieczór minął nam na rozmowie, z przerwami na anegdoty z udziałem Andy’ego oraz znajomości Marka z Darkiem i Andrzejem. Chłopaki przez dłuższy czas robili wspólne interesy, ostatecznie Marek przejął wszystkie udziały chłopaków, kiedy postanowili otworzyć własną firmę, natomiast do tej pory pozostali przyjaciółmi.

Marka bardzo interesowało moje życie, to, dlaczego jestem samotny i czemu nigdy wcześniej nie chciałem szukać sobie partnera. Opowiedziałem mu o trudnych relacjach z rodzicami, moim wymagającym ojcu i katolickim wychowaniu, któremu dobrowolnie się poddałem.

– Chyba jest ci ciężko z tym narzuconym Bogiem.

– Nikt mi nikogo nie narzuca.

– Ale przecież jesteś gejem, Kościół i religia cię potępia.

– Nie jestem wierzący dla Kościoła, tylko dla Boga. Wiem, że Kościół nie toleruje mojej orientacji, ale mam głęboką nadzieję, że jeśli rzeczywiście ktoś kiedyś będzie mnie sądzić, to myślę, że na podstawie tego, jakim byłem człowiekiem, a nie mojej seksualności. Czy kiedykolwiek kogoś skrzywdziłem, czy ktoś przeze mnie płakał? Myślę, że dla Boga nie ma znaczenia to, czy jestem gejem, ale jaki jestem dla innych ludzi.

Marek spojrzał na mnie spokojnym i zaciekawionym wzrokiem. Jak gdyby chciał dostrzec we mnie coś więcej niż to, co zdołał usłyszeć. Po chwili odpowiedział:

– Jesteś niezwykłym chłopakiem, naprawdę, cieszę się, że mogłem cię poznać. Za nasze spotkanie!

Unieśliśmy kieliszki w geście toastu. Po czym przyszedł czas na deser.

– Musisz spróbować tutejszego tiramisu, jest świetne!

Miał rację, deser aż rozpływał się w ustach. Był tak pyszny, że chętnie zjadłbym dokładkę, na co Marek wybuchnął gromkim śmiechem.

– Ktoś tu, widzę, jest dużym łasuchem, prawidłowo, słodki chłopak musi jeść dużo słodkich rzeczy. Tobie wolno, jak chcesz, możemy zamówić podwójną porcję.

– Nie, nie, chyba podziękuję – odpowiedziałem, po czym uśmiechnąłem się do niego. – Zresztą kto to mówi, wyglądasz rewelacyjnie.

– Ha, ha… Wiesz, w moim wieku to już zasługa wyczerpujących treningów, a nie dobrych genów.

– Super, chętnie kiedyś wybiorę się z tobą, ja od dawna chciałem zacząć ćwiczyć.

Marek uśmiechnął się wymijająco, po czym gestem poprosił o rachunek. Pomimo moich starań nie pozwolił mi zapłacić, a wszystkie moje próby skwitował stwierdzeniem:

– Ja cię zaprosiłem, ja płacę i bez dyskusji.

Uregulował płatność, zostawiając spory napiwek dla kelnera. Gdy byliśmy już w samochodzie, zwrócił się do mnie:

– Słuchaj, Antek, czy musisz już wracać do domu? Wiem, że jest późno, ale chciałbym ci pokazać jeszcze jedno wyjątkowe miejsce, skoro już udało nam się spotkać.

Spojrzałem na zegarek, była prawie dwudziesta druga. Nie wspominałem matce, że wrócę dziś tak późno, wiedziałem jednak, że ona nie jest przyzwyczajona do mojego częstego bywania poza domem, zwłaszcza o tej godzinie. Z drugiej strony tak bardzo chciałem, aby ten wieczór jeszcze się nie kończył. Zbyt długo na niego czekałem.

– Nie ma problemu, prowadź – odpowiedziałem, udając obojętny ton.

Marek ruszył dalej poza administracyjne granice miasta. Po około czterdziestu minutach jazdy dotarliśmy do ruin zamku w Ogrodzieńcu. Chociaż znałem go z lekcji historii, nigdy wcześniej nie udało mi się odwiedzić tego miejsca. Zamek był oświetlony z każdej strony, jesienna aura na dworze oraz chłodny powiew wiatru, który delikatnie mierzwił mi włosy, dodawały mu dodatkowo tajemniczości i magicznego charakteru.

– Chodź, pokażę ci, ile piękna kryje to zamczysko po zmroku – odpowiedział wyraźnie uradowany.

Co prawda przemknął mi przez głowę fakt, że przebywanie bardzo daleko od domu z obcym facetem, na skraju opuszczonego zamczyska, w środku nocy to skrajna nieodpowiedzialność, chciałem dać ponieść się tej chwili. Potrzebowałem tego, potrzebowałem złamać te wszystkie konwenanse, które zostały mi narzucone, i poczuć się wolny.

Wyszliśmy na strome zbocze, na którym wznosił się zamek, z tej perspektywy wyglądał jeszcze bardziej dziko i baśniowo.

– Bardzo lubię to miejsce, szczególnie nocą – powiedział Marek, obejmując wzrokiem panoramę dookoła nas i zatrzymując go na mnie. – Naprawdę cieszę się, że chciałeś się ze mną spotkać. To był wyjątkowy wieczór.

– Ech, drobiazg – odpowiedziałem zakłopotany, chociaż w myślach zaczęły mi się kłębić przeróżne fantazje z nim w roli głównej.

– Nie jest ci zimno? Ta kurtka chyba nie jest na tę porę roku, i te twoje odsłonięte kostki – powiedział, przewracając oczami, po czym podszedł na niebezpiecznie bliską odległość. – Chodź tu – kontynuował Marek. – Ja jestem grubszy niż ty i mam więcej tłuszczu, mogę ci dać trochę ciepła.

Nie zważając na nic, przyciągnął mnie do swojego torsu, który niebezpiecznie blisko odznaczał się na moim ciele. Doświadczałem tego, o czym marzyłem od dawna, czego tak pożądałem, dotyk i ciepło mężczyzny. Silny uścisk i to poczucie bezpieczeństwa, które chłonąłem jak gąbka. Nie wiedząc czemu i kompletnie się nie kontrolując, zdałem sobie sprawę, że mimowolnie napływa do mnie podniecenie, które wypełnia intymne obszary mojego ciała.

– Chyba tobie też jest tak dobrze – stwierdził Marek, wyczuwając to samo co ja przez moje opięte spodnie. – Jesteś taki śliczny.

Marek chwycił mnie za głowę, odchylając mnie do tyłu, a jego usta zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do moich. Poczułem jego oddech i nagle usta przywarły tak głęboko, bardzo chciałem odwzajemnić ten stan, zaangażować się w ten upragniony pocałunek i nagle… niechcący przygryzłem jego wargę.