Most IkaraTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ja sam tkwiłem w tym zawieszeniu dobrych kilka lat, czasem nie mogłem uwierzyć, że byłem w stanie to przetrwać, mimo że tak silnie podświadomie domagałem się dotyku i miłości mężczyzny. Z jednej strony marzyłem o tym, wyobrażałem sobie fizyczną bliskość, jednocześnie nigdy nie chciałem do niej dążyć. Bałem się, że jeśli już spróbuję, to ten zakazany owoc będzie tak cudowny i wymarzony, że zburzy mój świat, w którym jakoś sobie radziłem i który zacząłem akceptować. Miałem wrażenie, że w tej wykreowanej rzeczywistości nauczyli się żyć nie tylko moi rodzice, ale i Kaśka, która z jednej strony nie popierała mojej drogi, z drugiej w pełni ją szanowała. Aż do któregoś spotkania…

– W piątek idziesz ze mną na imprezę – rzuciła niespodziewanie.

– Kaśka, wiesz, że jestem zupełnie nieimprezowy, nie lubię takich rzeczy, zresztą gdzie ty chcesz iść?

– Pójdziesz do moich znajomych, mam zaproszenie z osobą towarzyszącą i nie mam zamiaru iść sama. Mój przyjaciel z firmy urządza przyjęcie-niespodziankę dla swojej drugiej połówki, zobaczysz, spodoba ci się. Zresztą, z całym szacunkiem, ale powinieneś poznawać więcej ludzi niż tylko mnie.

– Naprawdę nie możesz iść z kimś innym? Kiepski ze mnie imprezowicz.

– Boże, ty dzieciaku, powiedziałam, że idziesz ze mną. Ja ci nigdy nie odmówiłam, chcę, żebyś to zrobił dla mnie.

– Okay, okay! – przerwałem jej nadciągające wyrzuty. – Pójdę, ale robię to tylko dla Ciebie! – odpowiedziałem zrezygnowany.

Wcale nie rwałem się do tego, Kaśka ma towarzystwo zupełnie inne niż ja. Zwykle to ludzie majętni, na wysokich stanowiskach, dobrze ubrani i zupełnie poza moim kręgiem towarzyskim. Zawsze uważałem, że najgorsze uczucie na świecie to wewnętrzne przekonanie, że jest się gorszym. Unikałem tego, dlatego pomysł imprezy w tym towarzystwie z góry skazany był na porażkę. Z drugiej strony Kaśka nigdy nie odmówiła mi niczego, kiedy potrzebowałem jej pomocy, więc musiałem się zgodzić.

Ubrałem się w najlepszą białą koszulę, ulubione jeansy z dziurami i starą skórzaną kurtkę. Choć jej lata świetności już minęły, to ma w sobie coś, co dodaje jej ponadczasowego szyku i elegancji.

– No widzisz, jak chcesz, to potrafisz się ubrać jak człowiek. Gdybyś był trochę starszy i zacząłby ci rosnąć zarost, bzyknęłabym cię – powiedziała Kaśka i puściła do mnie oko.

– Wybacz, moja droga, ale jesteś dla mnie zbyt męska – odpowiedziałem na tę uwagę i wyszczerzyłem do niej zęby. – Ale na marginesie, dziś wyglądasz wyjątkowo kobieco.

Kaśka miała na sobie małą czarną i wysokie, czerwone szpilki. Prawdę mówiąc, gdyby nie jej bezpardonowy charakter, mogłaby uchodzić za ideał kobiety. Jej długie włosy były ułożone w hollywoodzkie fale, a na ramiona zarzuciła czarną ramoneskę, która nadawała jej rockowego charakteru, a wysokie szpilki wydłużały i tak nienaturalnie długie nogi.

Znajomi Kaśki mieszkali w dużym apartamencie, tak jak przypuszczałem, w najdroższej dzielnicy miasta. Już stojąc przed domofonem, poczułem dziwny uścisk w okolicy pępka, gdy spojrzałem na buty Kaśki i na swoje białe stare airmaxy, które kupiłem za pierwsze zarobione pieniądze. Wtedy też stały się moimi ulubionymi butami na każdą okazję. Teraz pomyślałem, że założenie ich to był naprawdę kiepski pomysł.

W domofonie nikt się nie odezwał, zostaliśmy wpuszczeni na osiedle niewysokich apartamentowców z eleganckim patio, na którym w centralnym punkcie znajdowała się widowiskowa fontanna.

Kaśka szła przede mną, pewna siebie niczym kobieta sukcesu. Ja wlokłem się jak zbity pies, który na dodatek nie jadł od tygodnia i brakuje mu siły na wykonanie kolejnego kroku.

– Jeśli zaraz nie zmienisz tego cierpiętniczego wyrazu twarzy, dostaniesz ode mnie kopa w tyłek!

– O Jezu, mówiłem ci, że to zły pomysł, przecież idę, czego ty jeszcze ode mnie wymagasz? – odpowiedziałem rozdrażniony.

Kaśka raptownie zatrzymała się przed windą, patrząc na mnie ze srogą miną.

– Zastanawiasz się, czy jestem wymagająca? To spójrz na obcas moich szpilek, idziemy! – powiedziała, wchodząc pewnym krokiem do windy, nie zważając na moją minę męczennika.

Stanęliśmy przed dużymi dębowymi drzwiami z numerem sto siedemdziesiątym szóstym. Z wewnątrz dobiegały śmiechy i mnogość głosów, Kaśka wcisnęła dzwonek, a ja miałem wrażenie, że moja twarz przybiera postać zgniłozielonej galarety, co nie umknęło jej uwadze. Wówczas pierwszy raz spojrzała na mnie z wyraźnym niepokojem.

– Halo, królowo, wreszcie się pojawiłaś, ileż można na ciebie czekać?!

– O, cześć, Andy, kim dzisiaj jesteś? – zapytała, szczerze zaskoczona ekscentrycznym osobnikiem.

Drzwi otworzył nam uśmiechnięty facet około pięćdziesiątki. Widać było, że jest w wyjątkowo dobrym humorze, najbardziej jednak zadziwiające było to, co miał na sobie. Ubrany był w coś, co przypominało wyglądem starą firankę z wyjątkowo zdobnym ornamentem. Na ramionach miał zarzuconą czerwono-purpurową zasłonę i gigantyczny, bardzo strojny naszyjnik, który wyglądał jak zakupiony na odpuście. Na głowie zaś miał starą świecącą perukę ze sreberka w kolorze brudnego złota, w ręce trzymał szpikulec do nakłuwania mięsa, niebezpiecznie wymachując nim we wszystkie strony.

– Ja jestem księżniczką egipską, patrz, jakie mam berło. W coś ty się ubrała, zaraz ktoś zapuści ci nura pod tę kieckę! Pamiętaj, co cały czas ci powtarzam, nie bądź łatwa. – Następnie przysunął się do niej bliżej. – Ale czy można być bardziej? – dodał, kończąc swoją wypowiedź szerokim uśmiechem.

Kaśka zareagowała gromkim rechotem, widać było, że specyficzne poczucie humoru Andy’ego nie jest jej obce. W sumie mężczyzna wydawał się wyjątkowo pozytywną osobą, jego stylizacja, jak również bezpośredniość, była czymś, co sprawiło, że zapomniałem o swoim stresie.

– O Boże, pokaż tę ślicznotę, którą zabrałaś ze sobą, wszyscy na niego czekają.

– A właśnie, to jest Antek. Antek to jest…

– Elizabeth Taylor, dla przyjaciół Andy Ratzinger – wypalił, wyrywając tak gwałtownie rękę w moją stronę, że prawie trafił w oko stojącej z boku Kaśki.

– Ech… miło mi poznać – odpowiedziałem. – Jestem Antek.

– Wiem, czekałem na ciebie – powiedział Andy. Po czym chwycił mnie w pasie i wepchnął z impetem do środka, nie zważając na rozbawioną Kaśkę i kompletnie zapominając o jej obecności.

– Czego się napijesz? To są wszyscy, wszyscy – to jest Antek. Pamiętaj, jak poznasz Andy’ego, to nikt inny nie będzie bardziej pomylony ode mnie – paplał, wpychając mnie przed siebie. Nagle z drugiego pokoju wyszedł przystojny facet około trzydziestki z ciemnym zarostem i idealnie ułożonym przedziałkiem na krótko ostrzyżonych włosach.

– Wariatko, zostaw tego biednego chłopaka. Cześć, jestem Darek i w sumie to moje mieszkanie, więc wybacz, że otwiera ci ta upadła Elizabeth Taylor. Ty pewnie jesteś Antek, miło mi cię poznać, dużo o tobie słyszałem. Czego się napijesz? Zaraz będzie moje kochanie, mam nadzieję, że Kaśka ci przekazywała, że to przyjęcie-niespodzianka?

– Tak, mówiłam mu. – Uśmiechnięta dziewczyna podbiegła i pocałowała Darka w policzek. – Przyznam szczerze, że Andy na wejście to dość szokowa terapia, jaką mogłam ci zapewnić – dodała, zwracając się do mnie.

Wtedy zacząłem podejrzewać, co miała na myśli. Rozejrzałem się po całym zebranym towarzystwie. Znajdowaliśmy się w dużym salonie, z wysokim sufitem i ogromną ilością halogenów. W centralnym miejscu znajdowała się ogromna skórzana sofa z błyszczącej białej skóry, ściany pokrywały eleganckie zdobienia i obrazy, sprawiające wrażenie bardzo drogich. W rogu stał ogromny stół z przygotowanym cateringiem, na którym z daleka dostrzegłem owoce morza i gigantyczny tort z napisem: 6 lat razem. Tak jak przeczuwałem, wyróżniałem się na tle zebranego towarzystwa, już pominę fakt, że byłem prawdopodobnie najmłodszym z zebranych. Każdy tu wyglądał… drogo.

W salonie przebywało około piętnastu osób, a większość stanowili mężczyźni… bardzo przystojni mężczyźni. Dobrze ubrani i z uśmiechem na twarzy. Nieliczne kobiety były kopią Kaśki w różnych kolorach włosów i sukienek, czuć było od nich pewność siebie i przebojowość. Przy dużym eklektycznym kominku, podwieszonym do sufitu, stał wysoki mężczyzna z gładko zaczesanymi włosami w kucyk oraz idealnie ostrzyżoną krótką brodą. Miał niezwykle szlachetne rysy twarzy, dodające mu z jednej strony powagi, z drugiej nieziemskiego seksapilu. Ubrany był w elegancką granatową marynarkę i biały T-shirt z dużym logo. Na stopach miał białe airmaxy, jego model był jednak zdecydowanie nowszy od mojego i na pewno nie zakładał ich na każdą okazję.

Nie wiem, czy to było tylko moje złudzenie, czy istotnie kiedy mnie zauważył, zatrzymał na mnie wzrok, puszczając oko. Ci wszyscy ludzie, choć zupełnie inni niż ja i tacy, których zazwyczaj unikałem, okazali się niezwykle mili i sympatyczni. Wokół zebranego towarzystwa biegał ucieszony Andy, klepiąc kobiety po pośladkach i rozlewając drinki każdemu, kogo napotkał na swojej drodze.

– Cicho, Andy! Wszyscy na miejsca – krzyknął Darek, gasząc światło. – Moje kochanie właśnie wraca i jest już w windzie, dostałem cynk od portiera.

Całe towarzystwo skupiło się na dużym tarasie. Patrząc na pozostałych zebranych, byłem pewny, że jubilatka to ktoś pokroju gwiazdy filmowej, na co wskazywałaby cała oprawa wydarzenia. Usłyszałem trzask zamka drzwi, nagle zapaliło się światło.

– NIESPODZIANKA! – Ogłuszający okrzyk zebranych zaskoczył wchodzącą do własnego mieszkania osobę.

W drzwiach stanął łysy mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze i okrągłych okularach. Druga połówka Darka okazała się facetem! Gdy spojrzałem na niego, przypomniałem sobie, że jakiś czas temu zdążyłem go już poznać. Kiedy przyszedłem po Kaśkę do pracy. Żegnali się czule i byłem pewny, że spotyka się z tym gościem. Nigdy bym nie pomyślał, że on może być GEJEM!

 

– Wszystkiego najlepszego, Kocur! – zawołał uradowany Darek, podchodząc do niego z tortem i całując go na oczach całego towarzystwa.

– Boże, jak można być tak pomylonym, żeby wytrzymać z Darkiem aż sześć lat! – krzyknął Andy.

Andrzej, bo tak nazywał się nowo przybyły, stał na środku salonu szczerze wzruszony i szczęśliwy. Chociaż jego ubiór wskazywał na silnego, zdecydowanego faceta, teraz w oczach miał łzy. Spojrzał z czułością na Darka, zmierzwił mu włosy i powiedział:

– Nie wiem, po prostu bardzo go kocham! Dziękuję wam wszystkim i przede wszystkim tobie. Dziękuję ci, że każdego dnia sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem.

Po chwili znowu zaczął go całować, ku uciesze zebranych. Kiedy szum ucichł, towarzystwo zaczęło podchodzić do jubilatów, składali im gratulacje i wymieniali uściski. Ja wówczas stałem jak zahipnotyzowany i nie byłem w stanie wydusić z siebie ani słowa. To było niezwykłe, takie szczere, takie normalne. Nikt nie mówił o wiecznym potępieniu, nikt nikogo nie obrażał. Ci wszyscy ludzie szczerze kibicowali tej „dziwnej” parze.

Nagle, jakby przez sen, usłyszałem cichy głos Kaśki.

– Widzisz, oni naprawdę są szczęśliwi. Oni mogą być szczęśliwi! Ty też możesz!

Spojrzałem na jej bystre oczy, byłem pewny, że dostrzegam w jej wzroku ten znajomy błysk satysfakcji.

–TAK, Kasia! Ja też mogę być szczęśliwy! I BĘDĘ!

Rozdział III – Kaśka

Wiedziałam, wiedziałam to od pierwszego dnia, kiedy go poznałam. Antka czyta się jak z kartki, jakby wzrokiem mógł powiedzieć wszystko to, co ma w sercu, zanim zdąży wypowiedzieć choćby jedno słowo. Rozumiałam też, jak będzie mu ciężko przyznać się… nie przede mną, lecz przed samym sobą, że jest tym, który kocha „inaczej”.

Po latach nieraz zastanawiałam się, co sprawiło, że stał mi się tak bardzo bliski, być może to ja potrzebowałam go bardziej niż on mnie, choć zawsze zakładał, że jest inaczej. Antek był tą namiastką świata, którego ja nie miałam, brakującym ogniwem w moim, jak mi się wydawało, „idealnym” życiu.

Ja miałam kochających rodziców, którzy nigdy nie mieli dla mnie czasu, on despotycznego ojca i nadopiekuńczą matkę. Moje dzieciństwo można porównać do samotnej wycieczki do wesołego miasteczka. Niby masz wszystko, a nikt nie widzi twojego uśmiechu, ostatecznie musisz sobie zrobić selfie, aby na dłużej zatrzymać swoją radość.

W moim domu nigdy niczego nie brakowało, jako dziecko miałam najlepsze zabawki, będąc dorosłą osobą, stać mnie było na większość kosmetyków i ubrań, których zazdrościły mi koleżanki. Moje życie też było z góry ustawione. Zanim poszłam do liceum, wiedziałam, jakie muszę ukończyć studia. Zanim skończyłam studia, wiedziałam już, jaką będę mieć pracę. I chciałam tego… a przynajmniej tak mi się wydawało.

Nieraz zastanawiałam się, dlaczego nie stałam się cholerną egoistką, w końcu powinnam nią być. Byłam tego uczona od małego dziecka. Jako zaledwie kilkuletnia dziewczynka chodziłam na balet, angielski, francuski i zajęcia logopedyczne – nienawidziłam ich. Wbrew pozorom z tego okresu najbardziej pamiętam moją matkę.

– Kcem się bawić tymi lalkami – zakomunikowałam.

– Kasiu, uczyłyśmy się już tego – powtarzała pani doktor. – Nie mówi się „kcę”, powtarzaj za mną: Chciałabym pobawić się tymi lalkami.

– Kcem się pobawić…

– Jak tam moja mała królewna – przeszkodziła nam mama – umie już wszystkie słówka?

– Mamo, pobaw się ze mną, nie kcem tych lekcji – odpowiadała mała Kasia, energicznie przecząc głową.

– Kochanie, pamiętaj, że musisz być mądrą dziewczynką, mamusia nie ma teraz czasu, ma bardzo dużo pracy. Ale jak będziesz grzeczna i mądra, to mamusia w weekend zabierze cię na zakupy.

Nie lubiłam zakupów, miałam wrażenie, że nie potrafię spędzać czasu ze swoją matką. Wiedziałam, że mogę dostać wszystko, być może dlatego nie potrafiłam się cieszyć materialnymi rzeczami. Paradoksalnie, im byłam starsza, tym bardziej stałam się zaradna, zdecydowana i samodzielna. I zapewne to wszystko miało wpływ na późniejszy brak jakichkolwiek oporów przed nawiązywaniem nowych kontaktów. Pewności siebie nauczył mnie fakt, iż wiedziałam, że sama dam sobie radę.

Sama, sama, sama… Czy ta pewność siebie nie odstraszała moich partnerów? Choć nie raz mi pomogła, to pogrążyła moje życie emocjonalne od samego początku. Zawsze byłam słaba w związkach, miałam wrażenie, że mężczyźni się mnie boją, uciekają ode mnie. A ja sama jestem silniejsza niż niejeden z nich. Zawsze wymagałam od nich, aby potrafili mnie zaskoczyć, przewidzieć mnie, moje potrzeby i pragnienia. Tymczasem to zawsze ja byłam o kilka kroków przed nimi. Jak dziś pamiętam mój pierwszy, jak mi się wydawało, poważny związek i naszą ostatnią wspólną kolację z Bartkiem.

– Wiesz, jesteś naprawdę piękną kobietą.

– Dziękuję ci, Bartku, to miłe, choć wolałabym, abyś doceniał coś więcej niż moją urodę.

– Doceniam! – zareagował oburzony. – Jesteś mądra, inteligentna, bardzo podoba mi się to, jak jasno zmierzasz do celu, który sobie wyznaczasz.

– Hmm, to może zatem powinieneś brać ze mnie przykład?

– O co ci chodzi?!

– O to, że masz dwadzieścia dziewięć lat i jesteś ode mnie starszy o ponad sześć. Nie wydaje ci się, że w twoim wieku powinieneś wiedzieć już, co chciałbyś robić w życiu? – zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.

– Jestem sportowcem. Stawiam na karierę, muszę dużo trenować! – odpowiedział podniesionym głosem Bartek.

– Ha ha ha, sportowcem, mówisz. Za pięć lat też będziesz sportowcem? A co będzie za lat dziesięć, a co wówczas, kiedy będziemy mieli dziecko? Też będziesz, jak to mówisz, sportowcem, który musi trenować? DOROŚNIJ!

– Co cię ugryzło?

– Jesteś dzieciakiem, małym chłopcem, który myśli, że całe życie będzie grać w piłeczkę. Gdybyś chociaż grał w jakimś porządnym klubie.

Przeraziło mnie to, ponieważ wiedziałam, że przegięłam. Po raz kolejny mój niewyparzony język dał o sobie znać szybciej niż moje uczucia, które mogłyby zablokować te słowa. Odruchowo zasłoniłam usta, patrząc na Bartka przerażonym wzrokiem.

– Nie chciałam tego powiedzieć.

Ten jednak patrzył na mnie spojrzeniem pełnym żalu, wyrzutu i ogromnego rozczarowania.

– Chciałaś, dlatego właśnie to zrobiłaś. – Z piskiem odsunął krzesło, wstał i już miał kierować się do wyjścia, odwrócił się jednak, spojrzał na mnie tym zimny wzrokiem, który później widziałam jeszcze wielokrotnie, po czym dodał: – Nigdy nie będę ciebie wystarczająco godzien, nikt nie będzie. – Następnie szybko skierował się do wyjścia.

Po latach zrozumiałam, że miał rację. To ja sama wyznaczyłam sobie nieosiągalne standardy mężczyzny, którego pomnikiem za życia stał się mój ojciec. Byłam córeczką tatusia, byłam i chciałam nią być. Jeśli ktoś nazwałby mnie rozpieszczoną księżniczką, to właśnie za jego sprawą i zawsze w jego obecności. Byłam kapryśna i marudna, a on to uwielbiał, zawsze powtarzał:

– Moje ty „sto tysięcy”, jak mógłbym ci czegokolwiek odmówić?

Nie mógł, a ja o tym wiedziałam. Rozumiałam, że to ja mam władzę nad nim, a nie on nade mną. Tata budził mój podziw i szacunek, ale to ja byłam jego wyrocznią w działaniach, które prowadził. Był wysoki, przystojny i piekielnie inteligentny. Nawet wówczas, kiedy nie miał dla mnie czasu, to pozwalał mi siedzieć w swoim gabinecie, gdy pracował, a ja z zachwytem przyglądałam się jego skupieniu oraz zaangażowaniu w prowadzone rozmowy.

– Laleczko, wiem, że obiecałem ci dziś kino, ale będziesz musiała jeszcze chwilę poczekać, ponieważ tatuś musi dużo pracować, żeby tobie, księżniczko, niczego nie brakowało.

– Lubię patrzeć, jak pracujesz.

– Wiem, mądralo – odpowiedział pieszczotliwie, wracając do pracy przy komputerze.

– Kiedyś będę taka jak ty! – powiedziałam dziwnie pewna siebie.

Tata spojrzał na mnie dumnym wzrokiem:

– Wiem, jestem tego pewien.

Finalnie stałam się taka jak on, tylko nie wiem, czy jest to dla mnie dobre…

*

Kiedy poznałam Antka, miałam dziewiętnaście lat, on był przestraszonym chłopcem, szykanowanym za swoją „inność”. Kim był dla mnie? Był kimś, kogo potrzebowałam, kimś słabszym ode mnie, kimś, kto mnie potrzebuje, kto ma dla mnie czas. Stał się moim powiernikiem, moim kompanem, moim bratem, którego nigdy nie miałam. Czułam się dumna, że jestem starsza, że mam prawo być mądrzejsza, że mogę go uczyć, jak ma być silniejszy wobec świata, który wiedziałam, że nie będzie mu przychylny.

Nie miało dla mnie znaczenia, czy jest gejem, nawet chciałam, aby nim był. Wiedziałam, że gdyby był heteroseksualny, zaczęłabym od niego wymagać, od niego zaś oczekiwano już i tak wystarczająco dużo, czyli zmiany tego, na co nie miał wpływu. Miałam wrażenie, że z Antkiem łączy nas pewne podobieństwo. On też miał określony plan na to, kim ma być i jak powinien się zachowywać. Od niego jednak wymagano znacznie więcej niż ode mnie, żądano, aby był „taki jak wszyscy”.

– Ha ha ha, uwielbiam cię za twój cierpki humor – powiedział mi przy którejś z naszych rozmów. – Wiesz, Kasiu, czasem się zastanawiam, czy w naszej szkole nie zabraknie niedługo facetów, których mogłabyś pogonić.

– He he he, nie martw się, w najgorszym wypadku zostaniesz mi ty – odpowiedziałam pyskato.

– Daj spokój – powiedział, czerwieniąc się – ugania się za tobą pół szkoły, a ty mówisz o mnie, sama spójrz, skóra i kości.

– Może i lata, ale ty jesteś wyjątkowy, pamiętaj o tym!

Nie wiedząc czemu, Antek dziwnie zmarkotniał, opuścił wzrok i zamyślił się na moment.

– Ech, a ja chciałbym być taki jak wszyscy…

Wiedziałam, że pogodzenie się z własną orientacją nie przyjdzie mu łatwo. W domu przeszedł niejedno pranie mózgu, rodzice nie raz opowiadali mu o sodomitach i kotle Lucyfera, w którym lądują tacy jak on. Nie chciałam naciskać, ponieważ uważałam, że sam musi dojrzeć do tej świadomości. Choć muszę przyznać, że czasem go prowokowałam, sugerując mu, kto mi się podoba lub na co zwracamy oboje uwagę u innych facetów. Byłam pewna, że znam go na wylot i nie będzie on w stanie mnie zaskoczyć, jednak jego świadomość orientacji wytrąciła mnie z równowagi.

Kiedy powiedział mi, że jest „pedałem”, byłam pewna, że jego droga do samoakceptacji będzie znacznie trudniejsza, niż mogłam przypuszczać, a nierówna walka między pragnieniem a dekalogiem zawsze będzie na korzyść tego drugiego. Najbardziej jednak przeraziły mnie nie jego słowa, ale panika. Miałam wrażenie, że on boi się samego siebie i tego, kim jest. Gdyby była to kwestia tylko ideologiczna, walczyłabym z nią, tymczasem byłam pewna, że to nie czas na coming out przed samym sobą.

Im więcej wiedziałam o Antku, tym on był bliżej mnie. Tak jakby się bał, że tajemnica, którą się ze mną podzielił, mogłaby wyjść poza naszą relację. On nigdy niczego nie oczekiwał, to ja chciałam mu dać więcej, choć sam o to nie prosił. Z drugiej strony on zawsze był. Wspierał mnie, kiedy rozstałam się z Bartkiem, choć wcale nie prosiłam o jego obecność. Potrafił w ciągu godziny pojawić się pod moim domem, mówiąc:

– Jestem tu na wypadek, gdybyś potrzebowała jeszcze trochę nawrzucać płci męskiej.

Był też zawsze wtedy, kiedy oszukiwałam na studiach. Już wówczas pracowałam w firmie taty, a Antek przepisywał mi notatki z książek na miniaturowe ściągi, które na dzień przed egzaminem czekały u mnie na mailu, w formacie gotowym do wydruku.

I chociaż zachęcałam go do tego, aby otworzył się na miłość, on unikał tego tematu, szybko zmieniając go, byle tylko nie powiedzieć czegoś, czego nie mógłby cofnąć. Wiedziałam jednak, że jego natura domaga się jego pragnień niczym zwinięty wąż, który stawia swój łeb gotowy do ataku.

– Fajny jest, nie? – Byliśmy właśnie na cappuccino podczas jednego z naszych coweekendowych spotkań, w ulubionej kawiarni.

– Kto? – zapytał, choć byłam pewna, że wie doskonale, o kim mówię.

– No ten przy kasie… Mmmm, zobacz, jaki ma tyłeczek.

– Ha ha, Kasia, to bierz się za niego – odpowiedział i wyszczerzył do mnie zęby. – Tylko przypadkiem nie pytaj go o to, czy jest już dyrektorem w swojej firmie, którą zarządza od kilku lat.

– Dyrektorzy mnie nie interesują, biorę tylko prezesów – odgryzłam mu się – zresztą jest gejem.

W oczach Antka zapalił się błysk, a uśpiony wąż właśnie wystawił swój język, przygotowując się do ataku.

– Jak tam magisterka? – szybko zmienił temat. – Masz już ten czwarty rozdział?

 

Spojrzałam na niego, marszcząc brwi.

– Pytałeś mnie o to półtorej godziny temu, nic od tego czasu się nie zmieniło.

Kolejny raz zmarkotniał, wpatrując się w swoje stopy, jak to miał w zwyczaju, kiedy chciał uniknąć mojego wzroku.

– Myślę, że jest gejem – powtórzyłam z naciskiem. – Pasowałby do ciebie.

– Ech, czemu to robisz?! – podniósł głos.

– Bo dotyczy to ciebie! A ja chcę, żebyś był szczęśliwy!

– To nie sprawi, że będę! Nie mogę być, wiesz o tym!

– Czemu nie możesz, do cholery? Kto powiedział, że nie wolno ci kochać i być sobą?

– Ja muszę być taki jak wszyscy!

– Czyli jaki? Nieuczciwy i zakłamany? – zapytałam ze wzburzeniem w głosie.

– Nie wszyscy tacy są. – Speszył się, zaskoczony moją reakcją.

– Ty właśnie teraz taki jesteś? – podniosłam znowu głos.

– Jak możesz? – odpowiedział wyraźnie poddenerwowany. – Nigdy w życiu cię nie okłamałem, nie masz prawa tak mówić.

– Mnie może i nie! Okłamujesz siebie!

Zamilkł, patrzył na mnie bez mrugnięcia okiem, tak wyraźnie i głęboko, że aż mnie zaczęły piec oczy.

– Nic nie rozumiesz – powiedział markotnie. – Chciałbym, żeby było inaczej, ja też chcę kochać! Wiesz, jak to jest czuć, że tego nie wolno, że samemu musisz skazać się na to, że będziesz samotny? Wiesz, jak to jest pożądać facetów i nienawidzić siebie, że tego pragniesz? Wiesz, jak to jest czuć wyrzuty sumienia, kiedy masturbujesz się z myślą o rzeczach, których nie wolno ci zrealizować?

Patrzyłam na niego, na jego piękne błękitne oczy i słuchałam słów, których nigdy wcześniej nie wypowiedział, choć byłam pewna, że chciał to zrobić wiele razy. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu i chociaż nigdy nie płaczę, bo uważałam, że tego nie potrafię, to wówczas wiedziałam, że każde jego słowo zedrze ze mnie maskę zimnej suki.

– Antoś, wcale nie musi tak być, wierz mi, zasługujesz na szczęście, prawdopodobnie tak, jak nikt inny na świecie, jeśli mi tylko pozwolisz…

– Skończ! Proszę! To mnie boli!

Uszanowałam to, ale wówczas już wiedziałam, że sam sobie nie poradzi, że potrzebuje pomocy, aby zaakceptować siebie, zrozumieć, że nie ma nic złego w tym, kim jest i w głębi serca pragnie być.

Geje zawsze byli w moim otoczeniu, być może dlatego, że nie wymagałam od nich tak dużo, jak od potencjalnych partnerów. Mój gej-radar działał bez zarzutów, a ich obecność wyczuwałam, zanim którykolwiek z nich zdążył się odezwać. Już na studiach pracowałam, tam też poznałam Andrzeja i Darka. Chłopaki byli ze sobą blisko sześć lat. Zawsze powtarzałam, że chciałabym mieć taki związek. Potrafili się uzupełniać, szanować i wspierać, a nie tylko oczekiwać. Stali się dla mnie wzorem idealnego związku, bo zrażona swoimi niepowodzeniami zaczęłam sama siebie przekonywać, że to geje tworzą lepsze relacje niż heteroseksualni ludzie, gdyż to partnerstwo jest zawsze na pierwszym miejscu w związkach dwóch osób tej samej płci… W przyszłości okazało się, jak bardzo idealizowałam związki homoseksualistów.

Uważałam, że jeśli ktoś może Antka przekonać, że jest taki jak wszyscy, że ma prawo kochać, że ma prawo do szczęścia, to tylko oni. Wiedziałam, że on sam nigdy nie zgodzi się pójść ze mną na imprezę organizowaną przez gejowską parę, dlatego musiałam go do tego zmusić. Udało się, a ja nigdy wcześniej nie widziałam go tak szczęśliwego jak wówczas. Czuł się wolny, radosny, a przede wszystkim akceptowany, z atencją większą, niż nawet sama zakładałam.

Byłam z siebie dumna. Oto ja, pewna siebie Kasia, kolejny raz przekonałam się o swojej racji, a moja ambicja bycia najlepszą przyjaciółką została jeszcze raz zaspokojona. Czy wówczas wiedziałam, że otwierając Antka na świat gejowski, otwieram go nie tylko na akceptację, spokój ducha, radość i szczęście, ale także na cały bagaż zagrożeń, które mogły go dotknąć? Nie, nie wiedziałam… Właściwie nie chciałam wiedzieć.