Epoka Antychrysta

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Centrum świata

Od wyboru Bergamota plac Świętego Piotra, przedtem zwykle okupowany przez znudzonych turystów, na nowo stał się prawdziwym centrum miasta. Było to miejsce, do którego zmierzali wszyscy. Jeszcze niedawno służby porządkowe miały poważny problem z grupkami podnieconych swingersów, którzy z bliżej nieustalonych powodów upodobali sobie potężne kolumny Berniniego, by uprawiać tam wspólnie seks. Nie skutkowały żadne interwencje. Ani Gwardii Szwajcarskiej, ani pielgrzymów. Skutku nie przynosiły też protesty rodzin z dziećmi, stanowiących zresztą coraz rzadsze zjawisko. Nawet nieco sztuczny głos robotów był ignorowany. Nic nie wskórali bardziej pruderyjnie nastawieni turyści. Skarżyli się, że odgłosy powszechnej kopulacji przeszkadzają im kontemplować wielkość i wspaniałość architektury.

Teoretycznie bardzo łatwo można było to ukrócić. Wystarczyło wykazać się charakterem, stanowczością i odwagą. Dobrze zaprogramowane roboty były nie do powstrzymania. Strażnicy Gwardii umieli wymusić posłuch. Wydany im rozkaz ukróciłby zgorszenie. Jednak zgodnie z dyrektywą FF ingerencja służb porządkowych ograniczała się do zwrócenia uwagi na nieprzystojne zachowania i w ostateczności do usunięcia rozkapryszonych turystów z placu i spod kolumn. Tylko najbardziej rozpasani i krzykliwi mogli się liczyć z grzywną. Reszta nie miała się czego obawiać.

„Miłość jest silniejsza niż śmierć” – powtarzał przeciwnikom tego nowego zwyczaju FF. Nie pozwalał zatem na stosowanie kar i szykan. „Kim ja jestem, żeby osądzać drugich? Idźmy na peryferia, dawajmy nadzieję wszystkim i nie odbierajmy jej tym, którzy potrafili ją sami odnaleźć. To prawdziwy skandal miłosierdzia” – zwykł mawiać poprzednik Bergamota. FF uważał, że w świecie, w którym podniecenie seksualne stało się deficytem, należy wspierać każdy jego przejaw.

Zwolennicy wyuzdanej miłości nie zapomnieli odwdzięczyć się papieżowi. Kiedy umierał, sami z siebie na miesiąc zawiesili igraszki. Wrócili na plac dzień po wyborze Bergamota i, co zanotowano z ulgą, nikt ich spod kolumn nie przepędzał. Ograniczyli też w pierwszym okresie aktywność. Śmiałe porykiwania zastąpiło sapanie. Papież Bergamoto dostrzegł w tym owoc swojej polityki miłości.

„Gdybym ich próbował karać, robiliby to samo jeszcze głośniej. Teraz kopulują niemal bezgłośnie”. Poza słowami, jakie padły pierwszego wieczoru w przemówieniu, był to kolejny dowód na to, że nowy papież będzie kontynuował te wątki poprzedniego pontyfikatu, które cieszyły się największym uznaniem świata. Judasz był prawdziwym dziedzicem FF.

Ludzie wiedzieli, że na ich oczach dzieje się coś naprawdę wielkiego. Być może, mówili sobie, jest to ostatnia przełomowa rzecz, jaka wydarza się w Rzymie, a nie w laboratoriach nowego człowieczeństwa w Kalifornii czy na Księżycu.

Dzięki Judaszowi Rzym znowu jest centrum świata – entuzjazmowały się gazety.

Po kilku wiekach wróciliśmy do gry. Ponownie słucha się tego, co mówi papież – to był z kolei komentarz Centralnego Europejskiego Biura do Walki z Rasizmem, Ksenofobią i Pozostałościami Nacjonalizmu, najważniejszej instytucji kontrolującej przebieg dyskusji na świecie. Cieszyła się ogromnym autorytetem. To jej komórki zwalczały mowę nienawiści. To jej urzędnicy wyłapywali potencjalnych radykałów.

Od czasów rzymskich cesarzy i papieży średniowiecza nie było takiego zainteresowania naszą metropolią – mówił specjalny komunikat wydany przez burmistrza Paola Giovanniego Eterna. Jesteśmy wdzięczni i prosimy o więcej.

Eterno miał powody do zadowolenia. Rzym, który nieco podupadł w ostatnich dziesiątkach lat, znowu stawał się miejscem atrakcyjnym. Na spotkanie z Judaszem przybywały tłumy. Już tydzień po wyborze Bergamota biura turystyczne poinformowały, że Wieczne Miasto przyciąga więcej turystów niż konkurujące z nim Paryż czy Berlin.

„Można się tu pieprzyć równie dobrze jak gdzie indziej, ale tu jest on, i to daje różnicę” – mówił w jednym z reportaży John z Kansas City.

„W Rzymie wszystko mnie ekscytuje” – wyznawała Rebeka z Salt Lake City. „Dawniej wolałam jeździć do klubów sado-maso w Paryżu. Rzymskie nie są gorsze. A potem można iść na plac i posłuchać jego. Ale odjazd”. Widać było, jak Rebeka potrząsa rudymi, czerwonymi niemal włosami, przykłada dłoń do ust i śle widzom pocałunek.

„Mieszkam na stałe w kolonii robotów na Księżycu. Raz do roku mamy prawo do dwutygodniowego pobytu na Ziemi” – informowała ACX-34. „Jest ogromna konkurencja. Ale zdecydowałam się na Rzym, bo słyszałam, że jest tam jakiś odjechany koleś. Nie wiem, co to znaczy, że jest papieżem, ale ponoć daje czadu i kreuje mocny przekaz. Mnie to wystarcza”. Takich głosów można by przytoczyć znacznie więcej.

Widząc, co się dzieje, władze miasta wzięły wielki kredyt i przystąpiły do masowych renowacji zabytków. Zainwestowały w odnowienie Schodów Hiszpańskich i fontanny di Trevi. Ogromne pieniądze poszły na przywrócenie do stanu używalności starych kamieniczek na Zatybrzu. Przed wyborem Judasza miasto wyraźnie podupadało. Z ponad trzystu zabytkowych rzymskich kościołów wiele zostało rozebranych lub sprzedanych nowym właścicielom, w użytku dla celów religijnych pozostało około setki. Te, których nie zburzono ze względu na wyjątkową wartość historyczną, były wykorzystywane jako restauracje, centra masażu tajskiego oraz – wyjątkowo chętnie – kluby nocne. Były one nad miarę drogie. Oferowały najbardziej wyuzdane formy współżycia seksualnego. Ochrona dbała o anonimowość i bezpieczeństwo klientów. Od razu przy wejściu badano zdrowie i nakładano uczestnikom zabaw maski na twarze. Mimo powolnego wzrostu jakości usług wielu znawców żaliło się na rzymskie atrakcje. Przegrywały w porównaniu z miejscami uciech w Paryżu, Berlinie czy Londynie.

Teraz wszystko to zaczęło się zmieniać. Wszędzie zaczęto remontować fasady, odnawiać wnętrza, rozbudowywać podziemia. Poziom rozrywek zdecydowanie się podniósł. Rzymscy właściciele klubów nie chcieli być gorsi od berlińskich czy paryskich. Korzystali ze swoich pięciu minut. Całym sercem popierali Judasza. Czuli, że to jemu zawdzięczają sukces. Błogosławił wszystko, co zaproponowali.

Znak ekologicznych trampek

Rewolucja Judasza nie skończyła się na przyjęciu przez papieża nowego imienia i śmiałym przemówieniu. Zaraz po deklaracjach nastąpiły działania. Papież Judasz następnego dnia po wyborze ogłosił, że wbrew dotychczasowej tradycji nie zamierza odprawić publicznej mszy. Nie chciał tego zrobić ani na placu Świętego Piotra, ani we wnętrzu bazyliki.

Byłoby to – głosił oficjalny komunikat Watykanu – pogwałceniem zasady neutralności przestrzeni świeckiej. Każdy gest wskazujący na istnienie w przestrzeni i czasie istot innych niż ludzie jest jaskrawym pogwałceniem wolności sumienia. Tym bardziej że owe bliżej niezidentyfikowane osoby mają, jak mówi odziedziczony język, prawo nakazywać i osądzać. Nie wyklucza się, że Ojciec Święty odprawi specjalne nabożeństwo w zaciszu swojego pokoju, ale o fakcie tym nikogo nie będzie się informować. Zgodnie z linią obecnego pontyfikatu należy ściśle przestrzegać zasady świeckości państwa, tak żeby w żadnym razie nie kwestionować ludzkiej niezależności.

Wspaniale – pisał chwilę później Jean Claude van Damulka – to prawdziwie odjazdowe rozumienie wolności sumienia. Koniec z hipokryzją dwóch światów, z udawaniem, że istnieje coś niewidzialnego, koniec z presją duchów.

Damulka stał na czele stowarzyszenia włoskich wolnomyślicieli. Od dawna prowadził kampanię na rzecz radykalnego ograniczenia swobody kultu religijnego w przestrzeni publicznej.

Nie może być tak, że mówi się otwarcie o wolności sumienia i przyznaje się każdemu człowiekowi niezbywalne prawo wyboru, a jednocześnie ocenia się te wybory, potępia się je, grozi się za zły wybór konsekwencjami. Albo-albo. Brawo dla Ojca Świętego. Judasz jest the best.

Damulka wzywał wcześniej FF do rezygnacji z publicznych obrzędów religijnych. Bezskutecznie. Słyszał, że „w jakiejś formie muszą one [obrzędy] przetrwać”.

To oczywista dyskryminacja – wskazywał lider wolnomyślicieli. Z jednej strony wyciąga się do mnie rękę, z drugiej się mnie i moje uczucia lekceważy.

Wszelkie apele okazywały się jednak daremne.

Z tego też powodu, aby nie narazić się na zarzut promowania jednego wyznania kosztem innych, Ojciec Święty zrezygnował z noszenia jakichkolwiek emblematów religijnych. Jedynym znakiem wyróżniającym jego urząd miały być od tej pory białe, ekologiczne trampki z delikatnym, tęczowym trójkątem z boku.

„To się nazywa świadomość brandu papiestwa” – chwalił decyzję Ojca Świętego król mody Anaustaua Al-Kutasiński, prawdziwy, jako go nazywano, dyktator smaku. W ostatnich latach urzędowania FF liczba wiernych uczestniczących w rozmaitych uroczystościach systematycznie spadała. Nawet w Wielkanoc czy Boże Narodzenie – zresztą oficjalne nazwy świąt obowiązywały już tylko w Watykanie, poza tym mówiło się o święcie wiosennym i zimowym – przybywały na plac Świętego Piotra nieliczne grupki pielgrzymów. Rzymscy biznesmeni liczyli, że nowy papież, i to jeszcze nazywający siebie Judaszem, może znowu pobudzić zainteresowanie opinii publicznej.

„Świetny ruch z tymi białymi trampkami. Wchodzę w to” – mówił spotkany przez ekipę telewizji międzyplanetarnej słynny rockman Dzihaditsu. „Uwielbiam każdy przejaw transgresji. Tym bardziej że teraz to jest naprawdę trudne. Wszystko już spowszedniało. Księża geje, siostry zakonne lesbijki, kobiety z penisami, mężczyźni z waginami, starcy po operacjach plastycznych z młodą skórą, młodzi przyprawiający sobie siwiznę. Od dawna nie było tak żywej i ciekawej instalacji, tak fantastycznej odmiany, jaką zaskoczył nas Judasz. Chapeaux bas”.

 

Judasz kilka dni później udzielił wywiadu kilku znanym blogerom i blogerkom. Pokazał, że lubi trendsetterów myśli. Szczególnie ważne były jego słowa skierowane do Emilia Leninisty, lidera Światowego Związku Ateistów, Komunistów i Wolnomyślicieli. Leninista miał jeszcze większe wpływy niż Damulka. Mówiło się, że to właśnie on stoi za najbardziej kontrowersyjnym dokumentem Watykanu ostatnich lat „Unus genus”. FF nawiązał w nim do twórczości słynnego jezuity Teilharda de Chardin i ogłosił, że prawdziwymi bliźnimi człowieka są inne ssaki. Mimo buntu związku katolików-rzeźników FF pozostał nieugięty.

„Moi drodzy, skoro już koniecznie musicie jeść mięso, niech to będą tylko robaki” – nauczał. Ponoć ostateczny tekst encykliki został zredagowany przez Leninistę. On też stał za ideologicznym zbliżeniem ateistów i ekologów. To Leninista doprowadził do tego, że oficjalnym symbolem Zjednoczonych Stanów Europy stał się zielony sierp i młot. Leninista został też wybrany pierwszym uniwersalnym doktorem honoris causa przez największą, najstarszą i najbardziej szacowną, istniejącą jeszcze i aktywną organizację wyznaniową w zachodniej Europie, a mianowicie przez Centralny Komitet Katolików Niemieckich. Wprawdzie niektórzy żartowali, że w tym komitecie nie ma ani centrum, ani tym bardziej katolików, ale światowe media uznały to wyróżnienie za otwarcie nowego rozdziału we wzajemnych relacjach wierzących i niewierzących. Komitet już wcześniej pokazał, że nic nie dorówna mu w dążeniu do pojednania ze światem. Jego szefowie zawsze szczycili się tym, że o kilka długości wyprzedzają wszystkich pozostałych. Jednak w osobie papieża Judasza pojawił się dla nich poważny konkurent. „W porównaniu z nim – zachwycał się Leninista – nawet Komitet robi wrażenie zgromadzenia reakcjonistów.

Cały świat z zapartym tchem oczekiwał zatem na dyskusję.

„Będzie to uczta dla ducha” – przewidywał kardynał Ligiduppa. „Dwie wielkie tradycje spotkają się w służbie ludzkości”.

„Żyjemy w świecie radykalnie niewierzącym” – tłumaczył Leniniście Judasz w wywiadzie. „Dziś prawdziwym chrześcijaninem może być tylko ktoś, kto jasno i niedwuznacznie żyje tak, jakby Boga nie było. Każda próba odwoływania się do Boga, traktowania tego pojęcia, jakby coś lub ktoś się za nim skrywał, jest popadaniem w skrajną niedojrzałość. Nawiązuję w ten sposób jedynie do wielkich pontyfikatów franciszkańskich, moja innowacyjność to tylko radykalizacja niektórych wątków. Wiara w Boga, który ma wpływ na historię, to skaza na ciele ludzkości. Tylko odrzucając samą możliwość istnienia Boga – jakkolwiek rozumianej istoty wyższej – człowiek może zostać w pełni dowartościowany. Człowiek musi wszystko – to, kim i czym jest – zawdzięczać wyłącznie sobie. Dzieje świata są dziejami ludzkiego ducha, który krok po kroku dążył do odkrycia niezbywalnej i absolutnej godności człowieka po to, by potem przekroczyć i tę granicę. Bóg jest niczym kotwica lub pętające nas kajdany. Jeśli się Go nie pozbędziemy, nigdy nie wydobędziemy się ze stanu niewolnictwa – a przecież Ewangelia wyraźnie uczy nas, że mamy być wolni. »Do wolności wyzwolił nas Chrystus«. Co to znaczy? Dawniej sądzono, że chodzi o jakąś wolność ducha, o posłuszeństwo zewnętrznemu Objawieniu. Nasi poprzednicy już w dwudziestym wieku pokazali, że to nieprawda. »Odczuwać własne człowieczeństwo – to jest ta nowa wolność« – mówili. Każda próba jej określenia, nazwania, zamknięcia w wyraźnych, mocnych formułach stanowi zafałszowanie. Jezus Chrystus był pierwszym, który to zrozumiał, pierwszym, który zamknął w sobie Boga i który jasno ogłosił, że nie ma innego Boga poza Nim, człowiekiem, i to człowiekiem cierpiącym. Szukać jakiegoś Boga poza człowiekiem to zdradzać Ewangelię. Tego wyraźnie nauczali ostatni papieże. Chrystus zjednoczył się z każdym konkretnym człowiekiem, stał się każdym z nas nieodwołalnie. To zaś oznacza, że nie ma żadnego Chrystusa poza konkretnym człowiekiem, że każda próba hipostazowania Chrystusa, robienia z Niego jakiegoś osobnego bytu poza- czy nadludzkiego jest przekreśleniem chrześcijaństwa. Wszelkie zewnętrzne obrzędy, wszelkie próby szukania i kultywowania Boga, jakby można Go było znaleźć poza człowiekiem, to efekt niedojrzałości”.

„Fuck. Na takiego papieża czekałem. Zajebisty jest koleś” – Leninista był wyraźnie pod wrażeniem nowej nauki Judasza. „Kościół przez wieki mordował miliony ateistów. Te czarne, tłuste kapłony nabijały sobie kasę ludzką nędzą. Instytucja nie komunikowała się ze zwykłymi ludźmi. Początkowo sądziłem, że może to być kolejna zagrywka piarowska, że Judasz, tak jak Franciszek Szósty lub FF, tylko udaje, że w nic nie wierzy, ale tym razem to nie ściema. Ten poprzedni napisał wprawdzie swoją »Unus genus« i pozwolił mi pracować nad jej redakcją, ale potem, jak przyszło co do czego, został przyłapany przez media na tym, że zażerał potajemnie kacze udka, zamiast zjadać muchy. Obrzydliwe. Wstydziłem się za niego. Ten akt hipokryzji mógł zachwiać moją wiarygodność. Nowy papież jest naprawdę inny”. Leninista piał wręcz z zachwytu. Po rozmowie z Judaszem zgłosił wniosek, by w herbie Unii młot był koloru żółtego.

„Całkowicie popieram tę inicjatywę” – ogłosił sprawujący wówczas stanowisko szefa komisji do spraw symboli Damulka. „To prawdziwy znak nowej ewangelizacji”.

Leninista zadeklarował też, że na jednej rozmowie jego współpraca z papieżem się nie skończy.

„Przyjdzie do nas za miesiąc i będzie miał wykład »O szkodliwości idei Boga w dziejach«. Rozmawiałem z nim. Był bardzo wzruszony i obiecał, że się pojawi. Po prostu jest cool i super, i mega. Judasz wymiata. Tnie czarnych równo z trawą. Łebski koleś. Prawdziwy rewolucjonista. Musimy go przyjąć serdecznie i gorąco”. Po tych słowach Leninisty światowe media, od początku pozytywnie nastawione, oszalały. Nic dziwnego, że wkrótce potem czcigodny szef Światowego Związku Ateistów postanowił wydać rozmowę w formie książkowej. Tu i ówdzie pojawiły się głosy krytyki, znaleźli się kardynałowie, którzy podważali autentyczność papieskich wypowiedzi, ale Leninista obstawał przy swoim. A zapytany w jednej z telewizji Judasz nie pozostawił wątpliwości co do swego przesłania:

„Wszystko, co miałem do przekazania, powiedziałem Leniniście. Jego słuchajcie”.

Niemal codziennie publikowano zdjęcia nowego Ojca Świętego z wczesnej młodości, ze szkoły, ze studiów. Fotoreporterzy prześcigali się w pogoni za odpowiednio słodkimi i przyjaznymi ujęciami. Najbardziej znane, które obiegło cały świat, pokazywało Judasza w niezwykłej doprawdy pozie: na jednej ręce trzymał malutkiego chłopczyka, drugą przyciskał do policzka uśmiechniętą promiennie Murzynkę, a na jego głowie w tym czasie kopulowały dwa gołębie. „Oto człowiek” – entuzjazmował się Leninista. Plotki głosiły, że słynne zdjęcie było fotomontażem przygotowanym zgodnie z jego projektem. Ta publikacja ściągnęła na niego zresztą surową krytykę grupy Radykalnie Radykalnych Radykałów. Zarzucili mu, że niedostatecznie zadbał o obecność przedstawicieli ruchu queer. „Dlaczego jest tam gołąb i gołębica? Nie można było znaleźć dwóch synogarlic?” – atakował Leninistę jeden z młodych szefów struktur poziomych. Wtedy w jego obronie wystąpił Judasz i napisał, że przeprasza za niedopatrzenie.

Nowy Ojciec Święty już podczas pierwszych tygodni urzędowania zmienił nazwy i przeznaczenie najważniejszych watykańskich urzędów. I tak Kongregacja Nauki Wiary stała się Kongregacją do spraw Walki z Fundamentalizmem, Kongregacja Kultu Bożego zastąpiona została przez Ministerstwo do spraw Picia Czystej Wody, a Papieska Rada do spraw Jedności Chrześcijan przekształciła się w Dzieło Wspierania Wymierających Gatunków Ssaków.

Bank embrionów

Trudno się dziwić, że już kilka dni po wyborze pojawił się ogromny popyt na bliższe informacje biograficzne. Niczym grzyby po deszczu zaczęły się mnożyć broszury, artykuły, filmiki. Dziennikarze rzucili się na poszukiwanie korzeni Judasza. Każdy chciał wiedzieć, kim jest Juan Pablo Bergamoto, z jakiej rodziny pochodzi, jak zdobył wykształcenie. Jak zwykle w takich przypadkach, pojawiło się wiele plotek i niejasności. Sam Bergamoto nie ułatwiał zadania dociekliwym nad miarę biografom. Pewne było tylko, że przyszedł na świat w roku 2166, czyli że obejmując urząd Piotrowy, liczył sobie lat pięćdziesiąt dwa. Według jego własnej ankiety personalnej, udostępnionej wkrótce przez urząd weryfikacji danych, począł się nie wskutek naturalnego zapłodnienia, ale dzięki sztucznej metodzie in vitro super plus global. W przeciwieństwie do wcześniejszych metod wytwarzania człowieka, które nie dawały całkowitej pewności, jaki typ sapiensa udało się wytworzyć, nowy sposób gwarantował doskonałą jakość zarodków. Z dużym prawdopodobieństwem można było przewidywać, że nowe egzemplarze będą miały wyższy iloraz inteligencji, większą odporność na choroby i dłuższy przeciętny czas życia.

Początkowo zresztą metoda ivspg budziła pewne etyczne wątpliwości. Jednak od kiedy na jej temat pozytywnie wypowiedziała się Trzydziesta Szósta Konferencja Etyków Chińskich, a następnie podobne stanowisko przyjęło Stowarzyszenie Psychologów Europejskich, sprawa została przesądzona. „Cieszę się, że ludzkość zrobiła kolejny wielki krok na drodze ku przyszłości. Z serca błogosławię wszystkim, którzy prowadzą tak pożyteczną działalność” – jako ostatni swoje poparcie wyraził Franciszek V. Dzięki ivspg można było wytwarzać dowolnie wiele doskonale wyposażonych ludzkich zarodków, a następnie wszczepiać je wyselekcjonowanej grupie kobiet. Nie było mowy o żadnym przypadku. Tak zarodki, jak i ich nosicielki precyzyjnie dobierano.

Nie było też wątpliwości, że przyniosło to oczekiwane efekty. Różne testy pokazywały, że „embrionowcy”, jak nieco żartobliwie nazywano rosnącą grupę dzieci z laboratoriów, pod każdym niemal względem przewyższali niezmodyfikowanych ludzi, nazywanych przez naukowców pieszczotliwie sapiensami. Nie było wcale łatwo zostać nosicielką takiego zarodka. Pani Bergamoto, zanim wszczepiono jej embrion, musiała przejść wiele testów. Na końcu, tak jak wszystkie pozostałe kobiety, musiała wyrazić zgodę na to, że noszony przez nią i odżywiany w jej organizmie płód nie będzie należał do niej, ale do całego społeczeństwa. W każdej chwili musiała być gotowa na to, że opiekę nad nim przejmie państwo.

Kobiety powszechnie aprobowały takie rozwiązanie, miało ono bowiem wiele zalet. Po pierwsze, nie groziło im już, że dziecko odziedziczy wady przypadkowego, nie do końca zbadanego partnera. Po drugie, otoczone one były lepszą i bardziej profesjonalną opieką niż te osobniczki, które zdecydowały się na naturalne zapłodnienie. Po trzecie wreszcie, miały poczucie kontroli nad sytuacją. Nie musiały się o nic martwić, zastanawiać i wykazywać cierpliwością. Przede wszystkim nie były uzależnione od frustrującego oczekiwania na to, czy partner stanie na wysokości zadania. W związku z kryzysem produkcji spermy przez mężczyzn, który nasilał się z dziesięciolecia na dziesięciolecie, była to wielka zaleta. Istniał jeszcze czynnik czwarty, dzięki któremu metoda ta była szczególnie popularna wśród lesbijek – pozwalała kobietom zaspokajać potrzebę posiadania potomstwa niezależnie od obecności samców. Nic jednak nie wiadomo na temat lesbijskiej orientacji pani Bergamoto, dlatego wydaje się, że przeważyły inne wymienione względy.

Brak biologicznych rodziców wywołał masę spekulacji na temat dokładnego pochodzenia papieża. Tutaj jedyne, co nie ulegało wątpliwości, to fakt, że nosicielka wyrzuciła go na świat w Paryżu. Tam właśnie wraz z mężem nadała mu imiona Juan Pablo. Sam Bergamoto w jednym z wywiadów, już po swoim wyborze, twierdził, że imiona te nawiązywały do dwóch papieży, od których w XX wieku zaczął się przełom, jaki doprowadził do rewolucji w Kościele. Bardzo to jednak wątpliwe. Trzeba by zakładać rozwiniętą świadomość religijną rodziców Bergamota, ich katolicyzm. Oczywiście, nie można tego wykluczyć. Jednak, jak pokazały badania grupy historyków pod przewodnictwem Utkusura Jekatasa z Uniwersytetu Gaudienza w Madrycie, nie istnieją żadne dowody, które wskazywałyby na religijną motywację matki papieża. Raczej wydaje się, że to on sam, po tym gdy już zasiadł na tronie papieskim, nadał takie znaczenie swoim imionom. Że, krótko mówiąc, Judasz włożył swoim rodzicom w usta zmyśloną opowieść. Może po prostu wybrali te dwa imiona ze względów czysto estetycznych? A może krył się za tym zamysł głębszy, dziś już niemożliwy do ustalenia? Jeden z reporterów śledczych dotarł do informacji, że ojciec pani Bergamoto, z domu Luxemburg, miał na imię Pablo, brat pana Bergamota zaś nosił imię Juan. Nie sposób jednak stwierdzić niczego z pewnością. Oboje w chwili wyboru Bergamota na tron papieski już nie żyli. Zginęli w tragicznym wypadku samochodowym wiele lat wcześniej. Był to jeden z ostatnich takich przypadków. Kilka lat po ich śmierci zlikwidowano indywidualne prowadzenie samochodów na rzecz komputerów sterujących.

 

Jedno na pewno zwracało uwagę: zarówno imiona, jakie mu nadali, jak i ich własne – Andriej i Maria – były tradycyjne. Nie ulegli zatem modzie na tworzenie nowych nazw lub, co jest szczególnie popularne obecnie, nadawanie imion będących zestawem abstrakcyjnych liter i cyfr. To z kolei sugerowałoby, że w słowach późniejszego papieża jest coś na rzeczy. Trzeba dodatkowo pamiętać, że kilkadziesiąt lat temu rodzice wciąż zachowywali całkiem sporo władzy nad potomstwem. Mieli samodzielne prawo nadawania imion i przekazywania swojego nazwiska progeniturze. Oczywiście, później można było to wszystko zmieniać, ale łatwo sobie wyobrazić związane z taką operacją kłopoty. Dopiero na początku naszego wieku władze zdecydowały, że prawo nadawania imion, nazwisk i innych nazw przysługuje wyłącznie państwu i jego instytucjom. W czasach, kiedy przyszedł na świat Bergamoto, panowały jeszcze zasady znacznie bardziej reakcyjne.

Nie mniej trudne pytanie brzmi następująco: jakimi rodzicami byli Bergamotowie przez tych kilkanaście lat, dopóki ich syn nie przeszedł pod kontrolę państwowych ośrodków opiekuńczych? On sam pozytywnie wspominał okres, kiedy mieszkał z nimi w Paryżu. „To oni nauczyli mnie buntu i odważnego stawiania na swoim. Byli tymi, którzy przekazali mi to, co najważniejsze” – mówił. Ile w tym prawdy, a ile mitotwórstwa? Pewne jest, że już wtedy ingerencja właściwych czynników w wychowanie była znacząca. Nie osiągnięto jeszcze takiego poziomu jak obecnie, kiedy to w ogóle udział rodziców w wychowaniu dziecka ma charakter czysto symboliczny, ale widać już było pozytywną tendencję do ograniczenia roli czynników biologicznych.

Państwo Bergamotowie dostali się od razu pod kontrolę placówki rodzinno-opiekuńczej. Było tak zresztą w przypadku wszystkich opiekunów dzieci poczętych w systemie ivspg. Dopiero niedawno udało się rozszerzyć tę kontrolę na wszystkie dzieci, niezależnie od trybu poczęcia. W placówkach pracowali wyłącznie najlepiej wykształceni pedagodzy. Był to czas, kiedy państwo systematycznie starało się doprowadzić do większej fachowości obsługi rodzicielskiej. Wychodzono ze słusznego założenia, że sam fakt wytrysku nasienia w waginie nie upoważnia jeszcze nikogo do wychowania poczętego w ten sposób osobnika.

Trudno wyobrazić sobie coś bardziej absurdalnego i barbarzyńskiego – pisał Joachim von Marcusarro, czołowy teoretyk nowego systemu wychowania, zwany powszechnie drugim Janem Jakubem Rousseau, w swoim epokowym dziele „Antyemil” – niż przekonanie, że kimś tak subtelnym, skomplikowanym, naładowanym nieskończoną niemal kombinacją genów, tym zbiorem potencjałów i kreatywnych rozwinięć mieliby kierować jacyś pierwsi lepsi ludzie, dobrani na zasadzie przypadku, niejasnej reakcji chemicznej, przyciągania przeciwnych feromonów. Tu potrzeba precyzji, kompetencji, wiedzy, profesjonalizmu. Nie neguję prostego faktu, że pocieranie penisa o wargi sromowe prowadzi do wytrysku nasienia, a to z kolei w określonych warunkach biologicznych powoduje połączenie jajeczka kobiecego z plemnikiem. Tylko co z tego niby wynika? Dlaczego przekazany w ten sposób materiał genetyczny ma dawać jego przekazicielom jakieś szczególne uprawnienia? Dość tyranii śluzu! Ludzie są jedynie kanalikami, przez które przepływa zbiór genów.

Ta książka wstrząsnęła podstawami pedagogiki i otworzyła wszystkim oczy na głęboką niesprawiedliwość starego, wielowiekowego systemu, zgodnie z którym związek biologiczny upoważniał do sprawowania władzy nad dziećmi. Był to prawdziwy przełom etyczny. Od tej pory coraz powszechniejsze stało się dążenie do, jak to zaczęto wówczas nazywać, departenalizacji stosunków międzyludzkich.

Należy oddzielić kompetencje wychowawcze od tego, co biologiczne – pisał Marcusarro, i dokładnie tak się działo.

Pierwszymi państwami, które wprowadziły nowy system wychówku, jak powszechnie go nazywano, były Szwecja i Norwegia. Mimo początkowego oporu części społeczeństwa udało się ostatecznie przewalczyć zmiany i od 2144 roku każda para rodziców musiała zdać tam specjalny egzamin uprawniający do opieki nad dzieckiem. Nie był on wcale łatwy. Nie tylko zadawano szereg konkretnych pytań medycznych, ale przede wszystkim badano predyspozycje psychiczne potencjalnych wychowawców. Jakie wartości przekażą dzieciom? Czy będą umieli wychować je w duchu otwarcia, emancypacji i postępu? Czy nie będą przekazywać bakcyli reakcji? Było też sporo ćwiczeń praktycznych, kiedy to rodzice – pary heteryków lub pary gejowskie – musieli wziąć udział w skomplikowanej psychodramie. Czy będą potrafili przekazać dzieciom zdrowe podejście do seksu? Czy wychowają je bez żadnych zahamowań? Czy nie przekażą niechęci, a choćby i obojętności wobec orientacji innych niż wciąż statystycznie dominujące? Jak rodzice heterycy będą rozwijać u swoich dzieci zainteresowanie i aprobatę dla seksu jednopłciowego? Wszystko to było wtedy nowe i dla wielu trudne do zaakceptowania. Jednak dzięki przeprowadzonym na wielką skalę kampaniom medialnym efekty były zdumiewająco korzystne. Kiedy zatem pisze się teraz tyle o wielkości dokonań Bergamota jako papieża, trzeba zdobyć się na szersze spojrzenie i dostrzec zasługi tych, którzy przygotowali go do wkroczenia w dorosłość.

Początkowo nowy system testów wprowadzono jedynie dla par lesbijskich i homoseksualnych, szybko jednak dominująca w państwach skandynawskich Partia Powszechnego Postępu uznała, że jest to forma dyskryminacji. Nie miała zresztą wyboru – w roku 2150 deptała jej po piętach Partia Nieograniczonego Postępu, a w siłę rosło Ugrupowanie Postępowego Postępu. Dlatego Partia Powszechnego Postępu nie miała wyjścia. Żeby wygrać, musiała narzucić innym swoją agendę i odebrać konkurentom ważne punkty programu lewicy. „Nie ma ściany na lewicy” – ta zasada powodowała nieustanną radykalizację. Ostatecznie wszyscy rodzice, zarówno biologiczni, jak i wyznaczeni przez państwo, musieli zdawać ten sam egzamin kompetencyjny. Certyfikat opiekuńczy, bo tak się nazywał otrzymywany przez nich dokument, miał charakter czasowy i ograniczony. Raz do roku należało go aktualizować, przy czym od ósmego roku życia coraz większy wpływ na jego przedłużenie miały dzieci. System ten bardzo przypomina nasz współczesny, tyle tylko, że przesunęliśmy nieco w dół granicę wieku. Obecnie dzieci mogą wypowiadać się na temat wychowawców już od czwartego roku życia, a od ósmego roku ich zdanie staje się niemal wiążące. Jednak pozostałe elementy niemal nie uległy zmianie. Wszyscy jesteśmy dłużnikami XXII wieku.

Raz w roku przez tydzień dzieci poddawane były obserwacji przez zespół psychologów. W zależności od oceny rodzicom przedłużano lub nie prawo do prowadzenia wychówku. System ten, funkcjonujący od początku XXII wieku w państwach skandynawskich, kilkadziesiąt lat później wdrożyły wszystkie państwa Unii Stanów Europejskich i Ameryki. Został on zaaprobowany przez cały rząd światowy i gubernatorów kontynentalnych oraz regionalnych. Piętnaście lat temu stał się częścią planu ogólnego rozwoju ludzkości. Teoretycznie obowiązuje już wszędzie. Prawda jest jednak taka, że w Afryce i Azji wciąż są to raczej pozory. Egzaminy prowadzone są tam niechlujnie. Rodziców nie bada się dostatecznie profesjonalnie. Certyfikaty opiekuńcze często trafiają w niepowołane ręce. Dość powiedzieć, że aż osiemdziesiąt procent biologicznych rodziców w Chinach i dziewięćdziesiąt procent w Afryce zachowuje kontrolę nad swoim potomstwem aż do osiemnastego roku życia! Jak wiele jest do zrobienia, widać, kiedy porówna się te smutne liczby z danymi z pionierskich państw w Skandynawii: tam jedynie pięć procent rodziców zachowuje certyfikaty opiekuńcze przez pełne osiemnaście lat. W oczywisty sposób świadczy to o profesjonalizmie wychowawczym.