Polska PiastówTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Polska Piastów
Polska Piastów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,50  54,80 
Polska Piastów
Audio
Polska Piastów
Audiobook
Czyta Zbigniew Wróbel
34,90  26,52 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński

3 maja 2007 r. w uznaniu zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej

odznaczył pośmiertnie Pawła Jasienicę

Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski

W 2007 roku Paweł Jasienica

został laureatem – przyznanej po raz pierwszy pośmiertnie

– Nagrody Kustosz Pamięci Narodowej

ustanowionej przez Prezesa IPN

Copyright © Ewa Beynar Czeczott, 2007

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz

Ilustracja na okładce

© macrovector/iStockphoto.com

Indeks

Tadeusz Nowakowski

Redakcja

Maria Domańska

Korekta

Mariola Będkowska

ISBN 978-83-8169-535-0

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa ul. Gintrowskiego 28

www.proszynski.pl

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

PRZEDMOWA

Nie jest łatwo pisać przedmowę do książki ojca! Polska Piastów powstała między majem 1957 a lutym 1958 roku. Mieszkaliśmy wtedy we czworo: ojciec, mama, ciotka Stanisława (siostra mamy) i ja na ulicy Dąbrowskiego w Warszawie. W dwóch pokojach z kuchnią. Niby byłam świadkiem powstawania tej książki, ale szczegóły dawno wyleciały mi z głowy. Pamiętam tylko stukot maszyny do pisania od godziny 9 do 14, potem obiad i rozmowy rodziców o tym, co się udało napisać, z czym są kłopoty; do jakiej pójść biblioteki, aby posprawdzać szczegóły. Wreszcie zakończenie, oddanie dzieła do wydawnictwa Ossolineum i oczekiwanie na werdykt cenzury. W liście z 1960 roku z życzeniami wielkanocnymi do przyjaciół, państwa Jasieńskich, znajduję zdanie: „«Piastów» nareszcie cenzura puściła, może wyjdą na 3 maja. Teraz w robocie są «Jagiellonowie»”. „Piastowie” rzeczywiście ukazali się dwa lata po napisaniu, i to w nakładzie 17 800 egzemplarzy, a w roku następnym dodrukowano kolejne 30 000. Książka znikała z księgarń w ciągu paru dni, do czego niewątpliwie przyczyniały się recenzje poprawnych politycznie znawców historii, zarzucających autorowi „personalistyczne pojmowanie dziejów” i inne grzechy niezgodne z obowiązującą filozofią. A autor po prostu pisał tak, jak sam widział i odczuwał to, co się kiedyś na ziemiach polskich działo. O wielkich i małych ludziach tych czasów, o zwyczajach, twórcach, kronikarzach. Nie brakło refleksji nad przywarami i zaletami narodu. Tak podanej historii brak było na rynku w latach sześćdziesiątych. Dzieje Polski Jasienicy miały przeróżnych czytelników. Wiele osób mówi mi dziś, że historię przyswajało się właśnie z książek ojca. Zresztą oficjalnie obowiązujące szkolne podręczniki nie stanowiły specjalnej konkurencji. Jeśli chodzi natomiast o ukazujące się w prasie recenzje z książek Jasienicy, mogą one stanowić odrębne studium postaw ludzi w tamtych latach – szczególnie nagonka na autora, jaka rozpętała się po wydaniu „Jagiellonów”.

Ojciec miał zamiar relacjonować dzieje Polski mniej więcej do czasów, które mógł uczciwie opisać, umiejętnie poczynając sobie z cenzurą. Czasy późniejsze, kiedy budziła się w narodzie „socjalistyczna” świadomość, nie nadawały się do oficjalnego obiegu nawet dla takiego specjalisty od pisania między wierszami, jakim był ojciec. A podziemie wydawnicze jeszcze za jego życia nie istniało. Niestety, epoka rozbiorów oraz refleksje nad powstaniem styczniowym to ostatni okres dziejów, jaki został w jego dziełach zawarty.

Pomimo ogromnego zapotrzebowania na książki Jasienicy w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pojawiały się znaczące przerwy między kolejnymi edycjami spowodowane „nagannym” zachowaniem autora. Jego działalność w Klubie Krzywego Koła, wypowiedzi podczas oficjalnych prelekcji, podpisanie słynnego Listu 34, a przede wszystkim wystąpienia w obronie represjonowanych studentów, protestujących przeciwko zakazowi wystawienia Dziadów w Teatrze Narodowym, oraz przeciwstawienie się antysemickiej nagonce w 1968 roku pociągnęły za sobą całkowity „zapis” urzędu cenzury nie tylko na książki, ale też na samo wymienianie w prasie czy radiu nazwiska Jasienicy.

Przy okazji ówczesny wódz narodu – I sekretarz PZPR Władysław Gomułka – odnosząc się do tych wydarzeń podczas przemówienia na zjeździe swojej partii, wytknął Jasienicy jego powojenną, rzekomo zbrodniczą, działalność w AK-owskim podziemiu. W ślad za tym ruszyła ostra kampania prasowa z serią niewybrednych artykułów, donoszących o szczegółach owej działalności. W wielu zakładach pracy odbyły się „spontaniczne” wiece, podczas których domagano się usunięcia Jasienicy i innych niepokornych pisarzy ze Związku Literatów Polskich. Oczywiście służba bezpieczeństwa w osobach różnych tajnych wywiadowców zadbała skutecznie o to, by każdy krok ojca i jego bliskich znajomych był znany, a każda rozmowa zanotowana. Ojciec dość ciężko przeżył nagonkę rozpętaną przez Gomułkę. O skali inwigilacji prawdopodobnie nie miał pojęcia, gdyż nielojalność ze strony osób niekiedy bardzo mu bliskich dotknęłaby go niewątpliwie mocniej niż słowa towarzysza „Wiesława”. Zmarł w 1970 roku, nie mając możliwości odpowiedzenia na czynione mu zarzuty, chociaż prawdziwą wersję swojej powojennej działalności rozesłał do wielu instytucji i redakcji z prośbą o upublicznienie. Wiele lat musiało upłynąć, zanim jego książki, na które zapotrzebowanie nie zmalało, zaczęły się znowu ukazywać, i to w znacznych nakładach.

Niestety i po 1989 roku na proces wydawniczy nadal padał cień służb bezpieczeństwa z epoki PRL, odbierając mi wyłączność na rozporządzanie spuścizną po moim ojcu. Z tym stanem rzeczy nie mogłam się pogodzić i byłam przekonana, że ojciec też takich układów by nie akceptował. Dopiero więc po uzyskaniu prawomocnego orzeczenia sądowego, zgodnie z którym tylko ja mam prawo podejmować decyzje dotyczące wydawania dzieł Pawła Jasienicy, zgodziłam się na opublikowanie jego dorobku w wydawnictwie Prószyński i S-ka.


WSTĘP

Polska Piastów, pierwsza z cyklu opowieści Pawła Jasienicy o dziejach Polski przedrozbiorowej, powstała niemal pół wieku temu i od razu stała się wydarzeniem wydawniczym. Takich książek od dawna w Polsce brakowało. Zbliżała się tysięczna rocznica chrztu Polski, wzrastało zainteresowanie jej przeszłością. Pojawiały się poważne prace naukowe historyków i archeologów, znane też były powieści historyczne. Nie było natomiast książek przedstawiających dzieje Polski w sposób przystępny, a zarazem zgodny z ustaleniami badaczy. Tę lukę wypełnił właśnie Paweł Jasienica.

Polska Piastów oparta została na solidnej wiedzy. Jej autor ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, znał prace licznych badaczy tej dziedziny nauki. Chcąc zaś ukazać czasy, których nie oświetlają przekazy pisane, wykorzystał też zdobycze badań archeologicznych. Wyniki badań archeologów stały się podstawowym materiałem przy omawianiu pradziejów Słowian oraz przedchrześcijańskich początków państwa polskiego.

Historia, zwłaszcza ta wcześniejsza, zmusza badaczy do stawiania licznych hipotez. Jest to konieczne, gdyż wiadomości przekazywane przez rozmaite nieliczne źródła są bardzo fragmentaryczne, nie oświetlają całego przebiegu dziejów. Również wykopaliska archeologiczne nie pozwalają wyjaśnić wszystkich problemów. Siłą rzeczy opisy dawnych epok zawierają więc wiele hipotez, te zaś, stawiane przez różnych historyków, niejednokrotnie różnią się między sobą. W tej sytuacji, zarówno badacz tworzący syntetyczny obraz dziejów, jak i pisarz, jakim był Jasienica, muszą dokonywać wyborów, z bogatego materiału dostarczonego przez naukę wybierają zatem te rozwiązania, które budują logiczny ciąg wydarzeń i wyjaśniają ich przyczyny. Książka Jasienicy w taki właśnie logiczny sposób przedstawia powstanie i rozwój państwa polskiego w średniowieczu.

Autor zakreślił szerokie ramy chronologiczne, ukazując, jak plemiona żyjące na ziemiach między Bugiem a Odrą zjednoczyły się i jak pod rządami pierwszych Piastów weszły do chrześcijańskiego świata Europy. Na dalszych stronach książki możemy śledzić losy państwa piastowskiego aż po świetne czasy Kazimierza Wielkiego. Dzieje Polski zostały tu opisane poprzez działania ludzi, przede wszystkim władców, potomków Mieszka I. To oni rządzili Polską, nadawali bieg jej historii. Gdy tylko, dzięki większemu bogactwu źródeł, stało się to już możliwe, na kartach Polski Piastów pojawiają się również wybitni przedstawiciele społeczeństwa, którzy przecież także wpływali na losy państwa. Tak ujęta historia jest atrakcyjna dla czytelników, atrakcyjna również dlatego, że Jasienica nie krył swych poglądów, sympatii czy antypatii. Jednych spośród opisywanych ludzi podziwiał, innych ostro krytykował. Do pozytywnych postaci jego książki należą więc dwaj pierwsi chrześcijańscy Piastowie, Mieszko I i Bolesław Chrobry, z wielkim uznaniem wypowiada się na temat Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego. Pod ich rządami Polska wzrastała, zyskiwała międzynarodowe znaczenie. O takich natomiast władcach, jak Władysław Herman czy zwłaszcza Bolesław Rogatka, wyraża się zdecydowanie nieprzychylnie. Czujemy, że ich nie lubił. Ale też ich nieudolne rządy czy też szkodliwe dla Polski decyzje powodują, że takie oceny są uzasadnione.

 

Opisując kolejne okresy dziejów Polski piastowskiej, autor zwraca baczną uwagę na dążenie poszczególnych władców do utrzymania lub – gdy wymagała tego sytuacja – do odzyskania pełnej suwerenności przez pozostające pod ich władzą państwo. Temu służyły wojny Bolesława Chrobrego z Niemcami, do suwerenności dążył i osiągnął ją Bolesław Śmiały. Nie wszyscy jednak władcy, którzy uznawali zwierzchność niemiecką, zostali za to przez autora skrytykowani. Tak więc doceniał wielkość Kazimierza Odnowiciela, który nie mógł sobie pozwolić na konflikty z Niemcami, gdyż jego zadaniem była odbudowa państwa po kryzysie lat trzydziestych XI wieku. Jasienica ukazał też Polskę w kręgu kultury zachodnioeuropejskiej; weszła w ten krąg wraz z przyjęciem chrztu i pozostaje w nim do dziś. Inną rzeczą, którą podkreśla, był patriotyzm średniowiecznych Polaków – dostrzegł go już we wczesnych okresach historii, i to nawet wśród chłopów.

Jasienica skoncentrował się na historii politycznej, nie znajdziemy więc w jego książce omówienia rozwoju gospodarczego i przekształceń społecznych, jakie następowały w ciągu niemal pięciuset lat opisywanych dziejów. Oceniając przebieg wydarzeń z punktu widzenia działań politycznych, mógł uznać czasy rozbicia dzielnicowego za szczególnie mroczny okres historii państwa Piastów. Istotnie w XIII wieku doszło do załamania sił Polski i strat terytorialnych. Należy jednak dodać, że w tym trudnym okresie przeprowadzone zostały jedne z najbardziej radykalnych reform gospodarczych, które ukształtowały Polskę na wiele stuleci. Dały one podstawy odrodzenia królestwa za Łokietka i umożliwiły zajęcie ważnej pozycji na arenie międzynarodowej za Kazimierza Wielkiego.

Można oczywiście nie zgadzać się z wieloma twierdzeniami Pawła Jasienicy. Nie podzielam na przykład jego krytycznej oceny wieku XIII, nie zawsze też uważam za trafne charakterystyki poszczególnych postaci. Tak więc nie sądzę, by Władysław Herman był złym władcą, nie cenię tak, jak Jasienica, Przemysła II wielkopolskiego, który w 1295 roku koronował się na króla Polski. Jednak jest to moje zdanie. Jasienica, jak każdy historyk, mógł mieć własne, nie wszystkie problemy można też jednoznacznie wyjaśnić.

Trzeba jednak wspomnieć o zmianie poglądów naukowych, jaka nastąpiła w wyniku postępu badań i nowych odkryć archeologicznych w ostatnim ćwierćwieczu, czyli długo po śmierci autora Polski Piastów.

Zgodnie z poglądami z połowy XX wieku Słowianie żyli na naszych ziemiach od bardzo dawnych czasów. Archeolodzy, językoznawcy, a wraz z nimi także historycy dowodzili, że Słowianie stanowili ludność autochtoniczną na tych terenach. Tak też tę sprawę przedstawił Jasienica. Dlatego uważał odkryty w Biskupinie gród sprzed ponad dwóch i pół tysięcy lat za dzieło naszych przodków. Dzisiaj badacze nie są już tacy pewni, skąd się wzięli Słowianie; od lat toczy się dyskusja, kiedy pojawili się na ziemiach obecnej Polski, i problem ten do tej pory nie został rozwiązany. Wiadomo tylko na pewno, że mieszkali tu już w V wieku po Chrystusie.

Jasienica ukazał też w Polsce Piastów stopniowy rozwój form ustrojowych, który w końcu doprowadził do powstania państwa polskiego. Uczeni w jego czasach uważali, że kształtowało się ono w sposób ewolucyjny. Małe plemiona, w jakie zorganizowali się pierwotni Słowianie, w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia po Chrystusie zaczęły się łączyć w większe struktury, a jedna z nich, pod wodzą Polan, utworzyła państwo polskie. Dla udowodnienia tej koncepcji wskazywano na stopniowy rozwój osadnictwa i stopniową budowę grodów. Sądzono na przykład, że w Gnieźnie pierwsze obwarowania istniejącej tam w VII wieku osady powstały w VIII, a może nawet pod koniec VII wieku; wraz z upływem czasu obwarowania grodu stawały się coraz większe, w końcu przekształcono je w potężne wały obronne odkryte przez archeologów. Podobny rozwój dostrzegano w Poznaniu i innych ważnych grodach.

Tymczasem w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, w wyniku zastosowania nowych metod badawczych, doszło do całkowitej zmiany tego obrazu. Dziś wiemy, że potężny gród w Gnieźnie powstał około 940 roku – i to w miejscu, gdzie przedtem nie było żadnych obwarowań ani osadnictwa; zapewne istniało tam wcześniej pogańskie sanktuarium. Również inne wielkie grody w Wielkopolsce powstawały w latach 920–970; przed nimi budowano tylko małe gródki plemienne. Wzniesienie w tak krótkim czasie wielu ogromnych grodów na ziemiach pomiędzy Gnieznem i Poznaniem wskazuje na przełom, jaki wtedy nastąpił. W pierwszej połowie X wieku musiało powstać tam państwo, możemy powiedzieć, że było to już państwo piastowskie. Zaskakujące, że nie widać śladów stopniowego jego budowania, nic nie wskazuje na to, że wcześniej istniało tam jakieś polańskie państwo wielkoplemienne.

Zmiana koncepcji na temat początków państwa polskiego nie zmienia jednak wymowy książki Jasienicy. Autor Polski Piastów kładł duży nacisk na rolę jednostki w historii, podkreślał zasługi, ale też i błędy książąt. Wyniki ostatnich badań archeologicznych zdają się potwierdzać taki pogląd, wskazując, że istotnie poprzednicy Mieszka I, którzy najprawdopodobniej byli jego przodkami, stworzyli to państwo.

Nowe odkrycia naukowe zmieniły nieco poglądy historyków. Niewątpliwie w przyszłości ulegną one dalszym ewolucjom, gdyż ludzi interesować będą wtedy inne problemy, być może pojawią się nieznane dziś jeszcze źródła. Mimo to wartość dzieła Pawła Jasienicy się nie zmieni. Jak w połowie XX wieku, tak i w przyszłości będzie on inspirować swoich czytelników, niejednego zachęcając do dalszego studiowania historii i do zastanowienia się nad dziejami Polski. Nie tylko tymi, o których pisał. Do zastanowienia się nawet nad losem Polski współczesnej.


Mojej żonie, Władysławie

POCZĄTKI PAŃSTWA POLSKIEGO


I

Od bardzo dawnych czasów postać naszego kraju zmieniała się już niewiele. Urocze wzgórza Mazur, Suwalszczyzny i Pomorza usypał i porzeźbił lodowiec, który grubym płaszczem spełzającym ze Skandynawii pokrywał ongi Polskę i jakieś dziesięć tysięcy lat temu cofnął się ostatecznie. Nieco – to znaczy około dwóch tysięcy zim – później Bałtyk, będący przez czas pewien ogromnym jeziorem śródlądowym o wodzie słodkiej, odzyskał połączenie z Atlantykiem i znowu stał się morzem.

Dawniej więcej było bagien, mokradeł i lasów, chociaż już tysiące lat temu człowiek zaczął uprawiać urodzajne pola dzisiejszej Wielkopolski i Kujaw, Małopolski, Śląska, Pomorza, Lubelszczyzny i ziemi sandomierskiej. Rzeki bardzo zmieniały koryta, wody rzeźbiły powierzchnię ziemi, żłobiąc wąwozy i jary. Wiecznie bura od piachu Wisła ukształtowała z niego całą, własną deltę. Południowe wybrzeże Bałtyku wznosiło się kiedyś wyżej i sięgało dalej na północ niż obecnie.

Przemiany te, pozornie uderzające, mało jednak znaczą w porównaniu z tamtymi wstrząsami w dziejach globu, które wydźwignęły Karpaty i Góry Świętokrzyskie.

Dla badaczy i miłośników przeszłości narodu najważniejsze są jednak inne zmiany na licu ziemi – zmiany drobne, gołym okiem niemal niedostrzegalne, lecz dziejące się ciągle. One właśnie zrodziły zjawisko, którego przez setki lat nie umiały rozwikłać najtęższe umysły ludzkie.

Sławny historyk polski Jan Długosz, piszący w wieku XV, na początku swojego dzieła umieścił krótki rozdział: „Dwie rzeczy osobliwe w Polsce”. Trzeba go przytoczyć w całości:

Dwie zaś rzeczy ma Polska cudowne i podziwienia godne, o których nie pojmuję, dlaczego milczy Solinus, opisujący bardzo starannie inne ciekawości świata, ile że są prawdziwe i zasługują na wzmiankę, jako dzieła twórczej potęgi przyrodzenia, nie pośledniejsze bynajmniej od tych, które rzeczony Solin wymienia. Naprzód, iż na polach wsi Nochowa, blisko miasteczka Szremu, w diecezji poznańskiej, tudzież we wsi Kozielsko, w obwodzie Pałuk, niedaleko miasteczka Łekna, rosną garnki wszelkiego rodzaju, same przez się, sztuką wyłączną przyrody i bez wszelkiej pomocy ludzkiej, kształtów rozmaitych, podobne do tych, jakie ludziom służą do domowego użycia; słabe wprawdzie i miękkie, dopóki spoczywają w ziemi i w swoich jamach rodzinnych, ale gdy z nich wydobyte, na wietrze albo słońcu stwardnieją, dosyć mocne. Są one rozmaitej postaci i objętości, niemal jakby sztuką garncarską wyrabiane; a co mi jeszcze dziwniejszym się wydaje, że płodność ich przyrodzona, jak uważano, nigdy się nie zmniejsza, chociaż ziemia nie była otwierana. Po wtóre, że w lasach, polach i borach miasteczka Potylicz tudzież wsi Hrabienie i Prośnie, w okolicy bełskiej, diecezji chełmskiej, drzewa sosnowe taką własność mają i przyrodę, że jeśli się z nich część jaką, np. gałąź lub prątek, utnie albo odłamie, bądź całe drzewo spuści, po kilku latach to, co było drzewem z życiem roślinnym, przybiera postać i własności krzemienia i jak krzemień rodzimy za uderzeniem ogień wydaje, zachowując objętość i kształt, w jakim było ucięte, przyrodę zaś głazu i krzemieńca.

Zostawmy przyrodnikom tajemnice chełmskich sosen, zajmijmy się za to ową niezwykłą właściwością gleb polskich, które oprócz pszenicy i żyta od niepamiętnych czasów „rodzą” także gliniane naczynia.

Co zima butwieją miliardy i miliardy szczątków roślinnych. Warstwa życiodajnej próchnicy pokrywającej pola rośnie w sposób niedostrzegalny, lecz niepowstrzymany i stały. Wiatry przynoszą pył, dna wód podnoszą się ciągle od mułu i obumarłych resztek ziela. We Wrocławiu podnóże wału wzniesionego blisko tysiąc lat temu pokrywa dziś Odra na chłopa głęboka. W Biskupinie skrawek ziemi, który był ongi wyspą, od dawna przyrósł do stałego lądu, a lustro jeziora podniosło się bardzo znacznie.

Grubiejący ciągle zewnętrzny płaszcz ziemi wchłania i kryje ślady prastarej działalności człowieka. Potrafią się w nim znakomicie przechować rzeczy znacznie bardziej wiotkie od wypalonych w ogniu i bądź co bądź twardych garnków.

Piszący te słowa przyglądał się kiedyś w Wielkopolsce, jak specjaliści badali jamę, która kilkaset lat temu służyła ludziom za wędzarnię ryb. Wykop poprowadzono tak, aby jego pionowa ściana przecięła ową jamę wzdłuż osi i ukazała cały jej przekrój. Podobny był do dużego i szerokiego worka, od dawna rzecz jasna szczelnie wypełnionego ziemią, znacznie ciemniejszą od otaczającej żółtawej gleby. Od brzegu do brzegu dawnej wędzarni – poziomo – w nieregularnych odstępach widniały delikatne, liczne i niemal czarne prążki – całkiem, jakby ją kto naumyślnie w poprzek pokreślił połyskującymi pasemkami. Były to ślady wielkich deszczów spadłych przed wiekami, gwałtownych ulew, po których w miejscach zaklęśniętych zostają kałuże, a potem warstewki wyschłego błota. Pył i kurz grubo pokryją taką czarną skorupkę, przechowają ją w łonie ziemi. Później zdarzy się inna wielka burza, w płytszej już jamie zostanie po niej znowu tafelka szkliwa i jeszcze... i jeszcze jedna... Aż kopiąc dół, człowiek przetnie je wszystkie i pokaże widok boczny.

„Ziemia gromadzi prochy” i strzec ich potrafi zadziwiająco wiernie.

Kto zwiedzał stare kościoły Krakowa, ten wie, że schody wejściowe wiodą w nich nie w górę, lecz w dół. Tak jest w kościele Mariackim, podobnie u Dominikanów, Franciszkanów, u św. Wojciecha i w tylu innych świątyniach całej Polski. Bo powierzchnie, na których je ongi budowano, znikły już dawno pod kolejno nakładającymi się na siebie słojami bruków, gruzów, zgliszcz, popiołów i nowo zakładanych podwalin. Podłoga kościoła stanowi więc jak gdyby wysepkę dawności, zapadłą w głąb gruntu i ogrodzoną zewnętrznymi murami. Lecz zdarza się często, że pod tą posadzką leżą przez wszystkich już zapomniane odziomki ścian i kolumn jeszcze bardziej sędziwych gmachów. Tak było zwłaszcza w Poznaniu.

Jeszcze dwieście lat temu powszechnie mniemano za Długoszem, że ziemia sama, „sztuką wyłączną przyrody”, rodzi gliniane garnki oraz inne dziwa. Dopiero współczesny Adamowi Mickiewiczowi Adam Czarnocki, używający pseudonimu Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, pierwszy u nas jął się systematycznego, naukowego badania przechowywanych przez nią „prochów”.

Zabezpieczmy przypadkowe, dość częste odkrycia z ziemi, te różne małe posągi, obrazki, narzędzia kruszcowe, naczynia, garnki z popiołami – pisał. – Zliczmy i poznajmy wymiarem dokładnym wszystkie potężne mogiły... zdejmijmy plany położeń z miejsc zaleconych znakomitością starodawną dla objaśnienia starego sta1, nie dozwalając żadnemu uroczysku pójść w zapomnienie.

Zorian Dołęga Chodakowski był najpierwszym polskim archeologiem, czyli badaczem, który odtwarza historię, wieści o niej czerpiąc nie z pisanych dokumentów, roczników i kronik, lecz z rzeczy materialnych, z samych zabytków przeszłości.

 

Dzięki archeologii wiedza nasza sięgnęła w czasy zupełnie zamierzchłe. Odżyły w niej społeczeństwa wymarłe przed setkami stuleci, zapomniane i bezimienne. Nie dotarło do nas ani jedno ich słowo, nie zachowała się żadna wiadomość o jakiejkolwiek dziejowej postaci. Nazwy nadawane dziś tym prastarym plemionom są umowne, uczeni sami je tworzą, biorąc pod uwagę najbardziej charakterystyczne cechy znalezisk lub miejscowości, gdzie je wykryto.

Wiedza dostarczona nam przez archeologię jest ogromna i bezcenna, lecz jakby niema. Ukazuje wcale szczegółowe obrazy epok dawno minionych, zaznajamia z zasadniczymi liniami przemian, z zadziwiającą wyrazistością odsłania działanie samych motorów postępu. Dzięki archeologii na przykład możemy się przekonać, jak ogromną rolę dziejową odegrała zwykła motyka, jak bardzo podniosło się i udoskonaliło życie szczepów uprawiających rolę.

Jednakże nauka sięgająca w epoki, które jeszcze nie znały pisma, nie może dostarczyć nam wiadomości o poszczególnych ludziach i stwarzanych przez nich faktach. Głucho w niej o głównej sile dziejotwórczej – o żywej osobie człowieka.

Pomimo to archeologia, interesująca się zabytkami, mówi nam nie o nich tylko, lecz o historii ludzkości. Wprowadza nas w tajemnice jej dziejowego rozwoju, trwającego już kilkaset tysięcy lat.

1 Czyli dawnych wspólnot terytorialnych.