Polska Jagiellonów

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Polska Jagiellonów
Polska Jagiellonów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 75,90  60,72 
Polska Jagiellonów
Audio
Polska Jagiellonów
Audiobook
Czyta Zbigniew Wróbel
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jagiełło objął rządy nad państwem, składającym się z dwu zupełnie różnych części, musiał więc dążyć do wyrównania istniejących w nich stosunków. Nie mógł i nigdy nie chciał pozbawiać Polaków tego, co już mieli, ściągać ich w dół, obniżać poziomu ich życia. Jedno mu więc pozostawało – pracować nad podniesieniem Litwy. Od razu zaczął urzeczywistniać ten program, który stanowił godną największego szacunku treść dziejów kilku późniejszych stuleci.

Kto inny może by próbował odgrodzić Litwę od wpływu Polski, w tej ostatniej zaś zaprowadzić rządy despotyczne. Taki zamiar zupełnie nie pasował do charakteru Władysława Jagiełły. Osobowość człowieka obdarzonego w roku 1386 koroną polską odegrała dużą rolę.

Wiadomości o nim czerpiemy przede wszystkim z dzieła Jana Długosza, który go nie lubił i nieraz dawał upust swej niechęci, popełniając rażące niesprawiedliwości. Nie odmówił sobie satysfakcji i dokładnie opisał zabobony Litwina. Miał więc Jagiełło przed przekroczeniem każdego progu łamać słomkę na trzy części lub trzykrotnie obracać się na pięcie. Figurze diabła, zrzuconej na posadzkę kościoła podczas wielkopostnych misteriów, kazał postawić dwa ogarki, mimo woli wzbogacając polszczyznę o słynne przysłowie. Nie ma podstaw do przeczenia tym opisom Długosza, nacechowanym złośliwą uciechą.

Jeszcze ważniejsze i bardziej wiarogodne są inne informacje. Jagiełło – tak samo jak Witold – nigdy nie brał do ust wina, piwa ani miodu, pijał tylko czystą wodę, którą najtrudniej zatruć. Nikt, z wyjątkiem raz na zawsze wyznaczonego dworzanina, nie miał prawa dotykać szat, naczyń stołowych, a zwłaszcza noży królewskich.

Jagiełło wzrósł w atmosferze kulturalnego prymitywu i okrucieństwa. Ojciec i dziad jego matki, Julianny twerskiej, zginęli na dworze chanów zamordowani z powodów politycznych. Jak świadczą fakty, Jagiełło aż do końca swego długiego żywota nie wyrzekł się osobistych ostrożności. Jednakże w nowym otoczeniu rozkwitły inne cechy jego charakteru, przede wszystkim wrodzona dobroć, życzliwość wobec ludzi.

Kraj, do którego przybył, osiągnął już rzeczy szacowne i stał na samym przedprożu dużego rozkwitu kulturalnego. Posiadał tradycję uniwersytecką, szkoły oraz spisane prawo. Istniała w Polsce – i to od dawna – opinia publiczna, nawykła do sądzenia samych monarchów i do głośnego wypowiadania wyroków. Taki charakter nosiła kronika Kadłubka, ukończona w XIII wieku, i tradycja musiała trwać, rozwijać się nieprzerwanie, skoro żyjący w XV stuleciu Długosz poczyna sobie, jako pisarz, najzupełniej swobodnie. Książka jego mieści nie tylko krytykę nielubianego przez autora króla i jego synów, czerpiemy z niej ponadto takie wiadomości o poczynaniach papieży, książąt Kościoła oraz biskupów, że współczesny nam pisarz katolicki wolałby pewnie schować je pod sukno. Kanonik krakowski i arcybiskup nominat lwowski głośno opowiada i utrwala piórem, że włoski dominikanin otruł cesarza, udzielając mu komunii, a pewien metropolita gnieźnieński był oskarżany o namawianie królowej do zdrady małżeńskiej. Taka bezceremonialna prawdomówność świadczy o panującej w królestwie atmosferze wolności, charakterystycznej zresztą dla średniowiecznej Europy.

Długosz stał wysoko w hierarchii społecznej i politycznej. Ale współczesny mu lud śpiewał pieśni i urządzał widowiska piętnujące Przemysła II za żonobójstwo. A więc dopuszczalna była w Polsce XV wieku publiczna krytyka monarchy, który wprawdzie od dawna już nie żył, nie przestawał jednak zaliczać się do przodków Jadwigi. Z takiego stanu rzeczy musiało wynikać powszechne przekonanie, że król także podlega osądowi moralnemu, a trybunałem jest ogół.

Przenosząc się do Polski, przekroczył Jagiełło granicę dwóch kultur. Z nim było zupełnie inaczej niż z Piastami, którzy przyjmując chrzest, zetknęli się ze światem równie okrutnym jak ówczesna Polska i stojącym na tym samym mniej więcej poziomie cywilizacyjnym. Litwin znalazł się w otoczeniu zupełnie dla siebie nowym. Nie wyrzekł się wielu dawnych obyczajów ani ostrożności. Katolickie kościoły kazał zdobić malowidłami bizantyńskimi, które lubił. Drażliwy i żądny sławy, grubo przekroczył granice rozsądnej hojności, poważnie uszczuplając skarb państwa.

Nierozważną szczodrotą i rozrzutnością więcej krajowi uczynił uszczerbku niż inni chciwością i łakomstwem

– napisał Długosz, tym razem sprawiedliwie, bez przesady. Założyciel nowej dynastii zapoczątkował w Polsce nowy styl rządzenia, zupełnie różny od piastowskiego – aż nazbyt ustępliwy i łagodny wobec magnatów i szlachty.

W dwadzieścia kilka lat po unii wystawił Jagiełło wielki dokument swobód dla szlachty litewskiej, w którym kazał napisać:

jako zawżdy troskliwie staraliśmy się o dobro ziem litewskich i mieszkańców ich Litwinów, naszemu panowaniu podległych, dla których nieraz otwieraliśmy radzi rękę naszej szczodrobliwości, tak i teraz [...] zdejmując z ich karków jarzmo niewoli, którym dotychczas byli uciskani...

W następnym rozdziale będzie się szerzej mówiło o tym akcie, wydanym w Horodle w roku 1413. Obecnie trzeba tylko wymienić pewne jego szczegółowe postanowienia, by dowieść, że słowa o „jarzmie niewoli” nie były przenośnią czy deklamacją, i scharakteryzować ogólne położenie wewnątrz połączonego państwa. Mówił więc Jagiełło o prawach, które właśnie nadawał Litwinom-katolikom:

rzeczeni panowie i szlachta mogą dziedziczyć dobra swe ojczyste, podobnie jak panowie i szlachta w królestwie polskim [...] Toż i po śmierci rodziców dzieci nie mogą być pozbawiane swoich dóbr dziedzicznych, ale posiadać je mają i dziedziczyć wraz ze swymi potomkami, tak jak je panowie i szlachta królestwa polskiego posiadają i według woli na swój obracają użytek. Podobnież żonom posagi na dobrach i wsiach, które dziedzictwem po ojcach lub z nadania naszego posiadają lub posiadać mogą, wolno im będzie zapisywać, tak jak je w królestwie polskim zapisują. Córki zaś, siostry, krewne i powinowate rzeczeni panowie i szlachta ziemi litewskiej będą mogli wydawać jedynie za katolików, lecz małżeństwa te kojarzyć mogą według swej woli, zwyczajem w królestwie polskim od dawna zachowywanym.

W XII wieku książęta polscy zrzekli się prawa do „łupu” po zmarłych biskupach, bo w stosunku do świeckich wielmożów w ogóle takiego prawa nie mieli. Statuty Kazimierza Wielkiego zabroniły dziedzicom zagarniać mienie bezpotomnie zmarłych c h ł o p ó w, przeznaczając je najbliższym krewnym. Dopiero w XV wieku czterdzieści osiem dokładnie wymienionych rodów litewskich – wśród nich Radziwiłłowie – otrzymuje prawo sporządzania testamentów oraz decydowania o małżeństwach własnych córek.

Swym poddanym ze wschodu musiał Jagiełło nadawać podstawowe uprawnienia obywatelskie i ludzkie, w dosłownym sensie wyzwalać ich z jarzma niewoli. W tym samym czasie musiał utrzymywać w karbach magnatów Korony, którzy jego samego – Władysława II – wynieśli na tron polski i potrafili lekceważyć, a za Andegawenów przywykli targować się z władzą, stawiać warunki. Zakłócenia równowagi można było uniknąć chyba tylko cudem.

Takich zadań, podobnych do kwadratury koła, unia stworzyła wiele.

Od razu po jej zawarciu zachodnioeuropejski dorobek kulturalny i cywilizacyjny niepowstrzymanie popłynął na wschód, i to zasadnicze zjawisko ważne jest przy każdej ocenie, roszczącej sobie pretensje do sprawiedliwości.

WŁADYSŁAW JAGIEŁŁO


I

Wielki mistrz Konrad Zoellner von Rottenstein nie przyjechał na chrzest Jagiełły, ale w sprawach polsko-litewskich na inny sposób gorliwie uczestniczył. Jeszcze kiedy tamci układali się w Krewie, powiódł przeciwko Litwie wielką wyprawę i dotarł aż za Wilno, do Oszmiany. Uroczystościom krakowskim z lutego 1386 roku towarzyszyły w czasie groźne wypadki na północnym wschodzie. Najstarszy z Olgierdowiczów, Andrzej Garbaty – główny wróg Jagiełły – uznał się nieco wcześniej za lennika Zakonu i poddał mu swoje księstwo połockie. Wytworzyła się sytuacja nadzwyczaj niebezpieczna – powstawała zwarta koalicja, gdyż ziemie Kawalerów Mieczowych w Inflantach stykały się z dziedzinami Andrzeja, a te znów leżały blisko granic Moskwy, z którą książę już od dawna utrzymywał przyjazne stosunki i współdziałał przeciwko Jagielle.

Kiedy Władysław koronował się w Krakowie, mistrz inflancki, Robin von Else, dotarł do Wilna, jednocześnie uderzyli też Andrzej i władca Smoleńska. Na gwałt śpieszyli przeciwko nim bracia Jagiełły, ci sami, którzy mieli zostać nad Wisłą jako zakładnicy. Wiedli ze sobą posiłki polskie. W kwietniu kampania była rozegrana na korzyść Litwy. Smoleńsk ukorzył się, w Połocku osiadł Skirgiełło. Wzięty do niewoli Andrzej Garbaty wysłany został do Polski, gdzie na zamku w Chęcinach przesiedział w więzieniu lat dziewięć.

Uderzenia krzyżackie, dokonane w samej dobie zawierania unii, to jakby przygrywka do wypraw trwających nieprzerwanie aż po rok 1394. Zmarłego Rottensteina zastąpił na stanowisku wielkiego mistrza Konrad Wallenrod i robił to samo co poprzednik. Rozumiejąc, jak bardzo zmienia się położenie ogólne, z niebywałym uporem szturmował Zakon mocno nadwerężoną twierdzę litewską, którą wzmocniły już jednak nowe podpory. Okrążający dotychczas Litwę pierścień wrogów dzięki unii nie tylko na dobre pękł, ale od południowego zachodu od razu ruszyła pomoc zbrojna. Sytuacja wyglądała dziwnie – sama Polska jeszcze zachowywała pokój z Zakonem, ale Polacy zażarcie wojowali przeciwko Krzyżakom na Litwie. Kraków i Malbork wolały nadal odraczać starcie bezpośrednie, gdyż zapowiadało się ono jako ostateczne...

Ruś Czerwoną, o którą tak bardzo chodziło stronie polskiej, Jadwiga zajęła w dwóch wyprawach w roku 1387, usuwając urzędników węgierskich. Operacja nie była trudna, bo królowa, jako prawa dziedziczka Ludwika, miała mocną pozycję, a od strony Litwy nie stawiano przeszkód, nawet udzielono wsparcia. We wrześniu tegoż roku hospodar mołdawski Piotr złożył we Lwowie hołd Polsce, uznając się za jej lennika.

 

Sprawa Rusi Czerwonej nie mogła wywołać zbytnich komplikacji, bo i pod względem terytorialnym była ograniczona do niezbyt wielkich obszarów, i stanowiła przedmiot sporu między Polską a Węgrami. (Państwo to przeżywało akurat ciężkie chwile. Podczas zamieszek wewnętrznych w roku 1387 straciła życie matka Jadwigi, Elżbieta Bośniaczka. Została zaduszona na oczach starszej córki, Marii, również uwięzionej. Martwe ciało mordercy powiesili na wieży zamku, obleganego przez śpieszącego z pomocą Zygmunta Luksemburczyka).

Wcale nie tak gładko jak z Rusią Czerwoną szło z dziedzicznymi problemami Litwy. Tutaj w dalszym ciągu dawał o sobie znać fakt istnienia dwóch głównych wrogów i brak porządku w stosunkach wewnętrznych. Unia z Polską ułatwiła położenie, lecz zmienić go całkowicie jednak nie mogła.

25 kwietnia 1389 roku brat Jagiełły Lingwen wystawił w Sandomierzu tajny dokument o zastanawiającej treści:

Ponieważ przez Najjaśniejszego króla Władysława zostaliśmy ustanowieni i naznaczeni ludowi Wielkiego Nowogrodu na opiekuna i rządcę, przeto temuż Najjaśniejszemu królowi, królowej Jadwidze, ich dzieciom i dziedzicom, jako też Koronie Królestwa Polski przyrzekliśmy i niniejszym ponownie jak najusilniej przyrzekamy wraz z całym ludem nowogrodzkim pieczy naszej poddanym, że tak do nich, jako też do Królestwa Polskiego odnosić się będziemy zawsze bez zdrady jakiejkolwiek i służyć im zawsze pomocą i radą według wszystkich sił naszych, nie opuszczając ich nigdy ani też nigdy im się w niczym nie przeciwstawiając.

Zamiar opanowania Wielkiego Nowogrodu wynikał z szerszego planu. Chodziło o okrążenie Moskwy i zadanie jej ciosu śmiertelnego. Lingwen przyrzekał ponadto wierność jako władca ziem, które zdobędzie po zajęciu Nowogrodu. Miał na myśli Psków. Jagiełło doskonale rozumiał, że te dwie wielkie, niesłychanie bogate republiki kupieckie stanowią szczebel do ostatecznego zwycięstwa na wschodzie. Kto nimi zawładnie, ten stanie się panem położenia. Posiadłości Wielkiego Nowogrodu sięgały po Ural, oskrzydlały od północy obszar Wielkiego Księstwa Moskiewskiego.

Nie trzeba udowadniać, że Lingwen nie zasięgał rady Nowogrodzian i nie miał prawa powoływania się na ich wolę. Akt sandomierski był przejawem tradycyjnej polityki litewskiej, do której Jagiełło wciągał teraz i Polskę, jako jej król. Decydował oczywiście on, a nie piętnastoletnia Jadwiga.

Tajna umowa sandomierska zasługuje na zapamiętanie i na uważne porównanie z wcześniejszymi o dwa lata działaniami Polski na Rusi Czerwonej. To zestawienie doskonale bowiem pokazuje, na czym polegała zmiana kursu polityki polskiej po unii z Litwą. Przyłączenie Rusi Czerwonej można oceniać ujemnie lub dodatnio, nikt jednak nie zaprzeczy, że chodziło o szmat kraju niezbyt wielki i przylegający do stołecznej dzielnicy Polski. Tutaj toczyła się gra o jej bezpośrednie interesy. Wpuszczenie innego mocarstwa na Ruś Czerwoną było z nimi sprzeczne.

Ale Wielki Nowogród i Psków polityki polskiej nie interesowały dotychczas wcale. Królestwo przychodziło tu z pomocą polityce litewskiej, skierowanej w te odległe strony od czasów bardzo dawnych. Jak pamiętamy, już w XII wieku, w epoce zwykłych wypraw łupieskich, niezasługujących właściwie na miano polityki, Litwa niepokoiła zarówno Nowogród, jak Psków. Umowa sandomierska uzmysławia, jaki spadek i jakie obciążenie w stosunkach międzynarodowych wzięła na siebie Polska, zawierając unię.

Skirgiełło rządził w Połocku od trzech lat, więc podstawa do działań mających na celu zhołdowanie Wielkiego Nowogrodu była gotowa. Ale w ostatniej chwili wybuchł na Litwie bunt potomków Kiejstuta, kierowany przez Witolda, który znowu porozumiał się z Krzyżakami, przeszedł na ich stronę, potwierdził swe dawniejsze ustępstwa na rzecz Zakonu i wydał mu Grodno. Tak dała o sobie znać charakterystyczna cecha dotychczasowych dziejów Litwy, odtąd stale już towarzysząca losom połączonego państwa. Mnogość frontów nie dopuszczała do zwycięstwa na którymkolwiek z nich.

Za Witoldem podążyła do Krzyżaków cała jego rodzina. Wobec tego do Malborka, a nie gdzie indziej, musiało się udać poselstwo księcia Moskwy, Wasyla, po obiecaną mu córkę Litwina, Zofię. Narzeczona wyjechała z Gdańska drogą morską, po czym przez Inflanty i Psków dotarła na Kreml.

Powodem buntu było oczywiście niezadowolenie Witolda z przewagi Skirgiełły na Litwie, a także z odmowy oddania przyrzeczonych poprzednio ziem. Podobno niektórzy komesowie małopolscy usilnie i zawczasu namawiali króla do ustępstw na rzecz Witolda.

4 września 1390 roku potężna armia obległa Wilno. Oprócz Krzyżaków i wojsk Witolda byli w niej liczni „goście rycerscy” z Francji, Niemiec i Anglii, skąd przybył nawet wnuk królewski. Jeden z dolnych zamków padł wkrótce, a dowodzący nim brat Jagiełły, Korygiełło, dostał się do niewoli i został zamordowany na miejscu. Drugi zamek obronił kniaź Teodor Ostrogski. Utrzymała się również główna twierdza, zamek górny wileński, obsadzona przez polską załogę pod Klemensem z Moskorzowa. Zaciekłość i okrucieństwo walk były wyjątkowe. Witold, który od polskiej kuli działowej utracił brata, Towtiwiłła, kazał wziętego do niewoli własnego szwagra powiesić na drzewie za nogi i ubić z łuków. Cofając się 1 października, Krzyżacy wbijali na pale dzieci mieszczan wileńskich.

Następny rok zapowiadał się bardzo groźnie. Rycerstwo polskie nadal musiało strzec Wilna. Po Moskorzowskim objął dowództwo sędzia krakowski, Jaśko z Oleśnicy, ojciec słynnego później kardynała. Do oblężenia stolicy tym razem jednak nie przyszło, bo Konrad Wallenrod musiał wrócić do Prus. Doszły go wiadomości o wkroczeniu wojsk koronnych do ziemi dobrzyńskiej. Władysław Opolczyk otrzymał był swego czasu kraj ten w lenno od Ludwika Węgierskiego, a teraz zastawił go Krzyżakom za pieniądze.

Pomimo pomocy ze strony polskiej Witold opanowywał na Litwie coraz większe obszary. Żmudź uznawała jego zwierzchnictwo. Lingwen oczywiście ustąpił z Wielkiego Nowogrodu, gdzie w danych warunkach nie mógł się ostać wobec politycznego nacisku Moskwy.

Rok 1392 przyniósł odmianę. Jagiełło znowu tajnie porozumiał się z Witoldem. Za pośrednika służył książę mazowiecki Henryk, biskup płocki, którego narodziny (opisywane w pierwszym tomie) spowodowały tyle tragicznych wypadków, a małżeństwo z Ryngałłą upamiętniło się na zawsze. Latem, wyprawiwszy przed sobą rodzinę, Witold podpalił trzy zamki krzyżackie i przeszedł na stronę króla. Otrzymał swą ojcowiznę, Troki, a prócz tego zarząd całej Litwy z ramienia Jagiełły, jako monarchy. Skirgiełło poszedł do Kijowa.

W ten sposób w sześć lat po unii stworzone przez nią warunki uległy poważnej modyfikacji. O ile przedtem każdy z książąt litewskich z osobna podlegał Władysławowi II, o tyle teraz Wielkie Księstwo znowu zaczęło stanowić pewną odrębną całość. Jak widzimy, Jagiełło istotnie interpretował swoje słynne applicare zależnie od okoliczności. Zresztą sama logika każe stwierdzić, że zwyczajne włączenie Litwy do Korony, przekreślenie odrębnego bytu Wielkiego Księstwa, byłoby zamiarem natury czysto teoretycznej. Takie rzeczy nie dają się przeprowadzić w praktyce, zwłaszcza że w polityce zagranicznej zjednoczonej monarchii na plan pierwszy wysuwały się sprawy i interesy litewskie, a nie polskie.

Ponowne faktyczne wyodrębnienie Wielkiego Księstwa nie mogło być sprzeczne z wolą samego Jagiełły, który musiał coraz bardziej niepokoić się o przyszłość. Osiemnastoletnia już Jadwiga dotychczas nie zaszła w ciążę. Na horyzoncie rysował się zatem nowy kryzys dynastyczny, a przezorność nakazywała dbać o spójność Litwy. Wolno było przewidywać, że młodsza o dwadzieścia przeszło lat królowa przeżyje męża i znowu będzie rozporządzać swą ręką oraz tronem.

Porozumienie Jagiełły z Witoldem nastąpiło 4 sierpnia 1392 roku w Ostrowie i dlatego akt ten nosi nazwę ugody ostrowskiej.

Kronika ruska pisze o Witoldzie:

i poszedł na Litwę i osiadł w Wilnie, na Litwie, na Wielkim Księstwie Litewskim, na tronie stryja swojego Wielkiego Księcia Olgierda i ojca swojego, Wielkiego Księcia Kiejstuta, i rada mu była cała ziemia litewska i ruska.

Zaraz też odczuła skutki ścisłej współpracy trzech polityków, króla, Witolda oraz Skirgiełły. Ich połączone działania w krótkim czasie doprowadziły do prawdziwego zjednoczenia Litwy. Udzielni książęta zlatywali z tronów jeden po drugim. Smutny los nie ominął nawet rodzonego brata królewskiego, Świdrygiełły. Siłą usunięty z Witebska musiał powędrować do Krakowa, skąd uszedł na Węgry.

W 1397 roku zeszedł ze świata Skirgiełło. Ten w odróżnieniu od braci lubił pić, a podchmielony stawał się wprost straszny dla otoczenia – dobywał miecza i rąbał. Otrzeźwiawszy, własnoręcznie opatrywał pokaleczonych, bo biegły był w sztuce lekarskiej. Doczekał się trutki.

Zachodnie Podole otrzymało (w 1395 roku) nowego zwierzchnika, oczywiście podporządkowanego Witoldowi. Został nim wojewoda krakowski Spytko z Melsztyna herbu Leliwa, jeden z najwytrwalszych stronników Jadwigi i unii. Przed kilku laty Ziemowit IV przez zemstę spalił mu jego dziedziczny Książ, teraz przychodziła nagroda za wierną służbę. Mianowanie Polaka panem lennym części Podola zdaje się niemiłosiernie i bez reszty wyjaśniać motywy unii, mianowicie żądzę zaborów na wschodzie. Zaraz zobaczymy, jaki sens miała ta nominacja z punktu widzenia kierowników wielkiej polityki.

Tymczasem zakon krzyżacki starał się odpłacić za ponowne odstępstwo Witolda, uderzał na Litwę raz za razem. Po Konradzie Wallenrodzie czynił to jego następca, Konrad von Jungingen. Jedna z wypraw, prowadzona przez wielkiego marszałka Wernera von Tettingen, pobiła wszystkie dawniejsze rekordy, dochodząc aż do Lidy. Pomimo to od roku 1394 osłabł nacisk na Litwę górną – Auksztotę – gdzie leży Wilno. Stało się jasne, że tej połaci kraju Zakon już nie zdobędzie. Pozostawały mu widoki na Żmudź, której losy przedstawiały się niepewnie, a nawet zupełnie źle.

Wzgląd na chronologię każe powrócić na chwilę do roku 1392, tak pomyślnego dla Litwy. U Konrada Wallenroda zjawił się wtedy Władysław Opolczyk, przywożąc plan godny najpilniejszego zapamiętania. Zaproponował mianowicie rozbiór Polski pomiędzy cesarza, Brandenburgię, Węgry i książąt śląskich (o Litwie nie było mowy). Krzyżak bardzo zręcznie wykręcił się i nie przyjął propozycji. Powody takiego postępowania wydają się jasne. Umocniony nad Bałtykiem Zakon zamierzał w przyszłości zagarnąć całe dorzecze Wisły, a więc wpuszczanie tam innych państw nie mogło być zgodne z jego dalszymi planami.

Tak więc rok 1392 przyniósł najwcześniejszy projekt rozbioru Polski. Było to zaledwie w sześć lat po unii, która tak bardzo podniosła autorytet Krakowa i otwarła przed nim widoki naprawdę mocarstwowe. Wolno przypuszczać, że właśnie ten nagły awans zaniepokoił sąsiadów Polski i zaczął ich skłaniać do pomysłów całkiem bezwzględnych. Teorie równowagi politycznej zaczęto spisywać dosyć późno, lecz w praktyce znano je od niepamiętnych czasów. Kto zbyt szybko rósł w potęgę, ten poniekąd automatycznie narażał się na solidarną wrogość sąsiadów. Obszar monarchii jagiellońskiej był ogromny, zasoby materialne również, można więc było spodziewać się wyrośnięcia imperium, które by siłą faktu politycznie zdegradowało państwa przyległe. Z takich prawdopodobnie rozważań zrodził się projekt przedstawiony Wallenrodowi w Toruniu.

Pomysły Opolczyka zostały jednak odrzucone, a jemu samemu Polacy wkrótce odebrali lenna na pograniczu śląskim oraz na Kujawach, nadane ongi przez Andegawenów. Jedynie ziemi dobrzyńskiej nie udało się w całości odzyskać i Zakon nadal dzierżył jej część jako zastaw za pożyczone Opolczykowi sumy.

W roku 1398, po wojnie trwającej od lat ośmiu, nastał nareszcie pokój pomiędzy Litwą a Krzyżakami. Rozmowy wstępne odbywały się w Grodnie, na wiosnę, ostateczny układ podpisano 12 października na wyspie niemeńskiej Salin. Przyjęte przez króla i Witolda warunki okazały się nadzwyczaj ciężkie dla Litwy. Miała ona wydać Zakonowi Żmudź, a nawet pomóc w jej podboju i we wzniesieniu tam trzech twierdz. Ponadto jeszcze Wielkie Księstwo zobowiązywało się ułatwić Krzyżakom opanowanie Pskowa, samo zaś miało otrzymać od nich sukurs w dziele zhołdowania Wielkiego Nowogrodu.

Powody tak wielkich i grożących najgorszymi skutkami ustępstw sięgały głęboko. Niedługo przed zjazdem salińskim doszło do wyraźnego napięcia w stosunkach polsko-litewskich. Z namowy panów koronnych Jadwiga zażądała od Litwy danin pieniężnych na rzecz Polski. Król i Witold odpowiedzieli na to śmiałym posunięciem – odwołali się do opinii magnatów oraz szlachty litewskiej, którzy postulaty polskie kategorycznie odrzucili. W nieokreślonym dokładnie czasie i miejscu, w każdym razie w roku 1398 i za zgodą Jagiełły, bojarstwo okrzyknęło Witolda królem Litwy.

 

Jakie przyczyny skłoniły każdą ze stron do tak drastycznych posunięć? Szukać ich chyba trzeba w całkiem konkretnych faktach. Po dwunastu latach monarszego małżeństwa dziecka nadal nie było, a Jagiełło i Witold dobiegali już pięćdziesiątki, co podówczas znaczyło więcej niż dziś. Żaden z nich nie miał dziedzica. Pobyt dynastii litewskiej na krakowskim tronie zapowiadał się jako krótki epizod, więc polska rada koronna usiłowała zaznaczyć podległość Wielkiego Księstwa, wynikającą z litery zawartych w Krewie i Lublinie umów. Już wtedy kształtowała się pewnie teoria, której rzecznikiem stał się później Jan Długosz, iż związek dwóch państw obowiązuje bez względu na to, kto zasiada na tronie. Czas płynął, plany i oceny musiały już wyglądać inaczej niż w roku 1386.

Ustępliwość Litwy wobec Krzyżaków wynikała jednak i z innych powodów. Jak już wiele razy przedtem bywało, pokój na zachodzie stawał się koniecznością, bo nadchodził czas ponownej próby na wschodzie. Dokonała się ona w roku 1399, który potomność dobrze zapamiętała nie tylko ze względu na łatwość daty.

Zaraz w pierwszych miesiącach tego roku do papieża Bonifacego IX i do wielu monarchów chrześcijańskich poszły radosne pisma Jagiełły. Jadwiga była przy nadziei. Król zawczasu zapraszał na chrzciny. Przyszłość połączonego państwa zaczynała się przedstawiać mniej mrocznie, zeszłoroczna demonstracja bojarstwa litewskiego traciła na znaczeniu.

Latem z wyznaczonego na punkt zborny Kijowa ruszyła na południowy wschód wielka wyprawa litewsko-tatarska, wspomagana przez czterysta kopii rycerskich z Polski tudzież sto krzyżackich. Tabor dobrze okutych żelazem i pospinanych łańcuchami wozów mieścił liczne „piszczele, puszki, samostrzały”.

W latach poprzedzających Witold dwukrotnie chadzał w stepy wzdłuż Dniepru i za Don. Pochwycił tam wielu brańców, od których wywodzi się ludność tatarska na Litwie. Tym razem – w 1399 roku – znowu godził bezpośrednio w część Tatarów, a w gruncie rzeczy miał na oku stolicę położoną o wiele bardziej ku północy.

Chan Tochtamysz, który przed siedemnastu laty spalił był Moskwę, wygnany teraz przez słynnego zdobywcę Azji Tamerlana, schronił się wraz z rodziną i częścią ordy u Witolda i w zamian za pomoc obiecywał mu wielkie rzeczy. Ruski latopisiec zanotował słowa Litwina, streszczające jego plany: pójdziemy i pobijemy Timur Kutłuka (władającego wtedy Złotą Ordą), zabierzemy jego carstwo i posadzimy na nim Tochtamysza, „a sam siadu na Moskwie, na wielikom kniażenii, na wsiej russkoj ziemli”.

Zwierzchnictwo Tatarów nad Moskwą trwało i Tochtamysz, pomimo wygnania, uważał się za władnego rozporządzać jej tronem. Naturalnie przyrzekał też Witoldowi pomoc orężną przeciwko Kremlowi, lecz dopiero po zwycięstwie nad współzawodnikami w ordzie.

Jak pisze Długosz, Jagiełło, a zwłaszcza Jadwiga, byli stanowczo przeciwni wojnie, więc pewnie z tego powodu Polska dostarczyła umiarkowanej pomocy. Nie mógł się jednak uchylić wojewoda krakowski Spytko z Melsztyna, od niedawna pan lenny zachodniego Podola. Jego udział w przedsięwzięciu Witolda to fakt stanowiący niezbity dowód, jaki sens polityczny miało obdarzanie Polaków włościami na wschodzie.

Tradycja głosi, że Jadwiga przewidywała klęskę i dlatego nie usłuchała namów Witolda. Czemuż jednak sprzeciwiał się Jagiełło, któremu nikt daru proroczego nie przypisuje? Papież hamował polską parę królewską, wskazywał na Turków, jako na głównych wrogów chrześcijaństwa. Rycerstwo wielkopolskie patrzyło w stronę Bałtyku. Morze Czarne nie interesowało go wcale. Tak niewątpliwie było, lecz nie należy wykluczać jeszcze jednego względu. Wawel mógł posiadać lepsze wiadomości lub po prostu trzeźwiej oceniać położenie ogólne. Plan zorganizowania całej wschodniej Europy pod hegemonią Litwy sprawia wrażenie imponujące. Spróbowano go urzeczywistnić w chwili jak najgorzej wybranej. Tatarszczyzna doszła akurat do takiej potęgi, jakiej nie miała od czasów Czyngis-chana, i zadzieranie z nią wtedy właśnie nie zaliczało się do przedsięwzięć rozsądnych. Timur Kutłuk, którego Witold zamierzał pobić i precz wypędzić, był faworyzowanym wasalem Tamerlana, zwanego inaczej Timurem Kulawym. Azja korzyła się wówczas przed jego stołeczną Samarkandą. W trzy lata później genialny kaleka miał wygrać pod Ankarą największą bitwę kawaleryjską w dziejach świata i wsadzić sułtana Bajazyta do klatki żelaznej na dożywocie. Nie wszystkie porywające pomysły dobrze świadczą o swych autorach.

Największa nawet pomoc Polski nic by nie wskórała, bo bitwa nad Worsklą – stoczona 12 sierpnia 1399 roku – została przegrana wskutek fatalnego dowodzenia. Witold zupełnie niesłusznie uchodzi za znakomitego wodza. Nad Worsklą naiwnie dał się zwodzić Timur Kutłukowi pertraktacjami, zostawił mu trzy dni czasu do namysłu i doczekał się nadejścia głównych sił tatarskich pod wodzą strasznego Edygeja, jednego z najwybitniejszych podwładnych Tamerlana. Edygej nadciągnął nocą, w zupełnej ciszy. Tatarska sztuka wojenna w dalszym ciągu zdecydowanie górowała nad europejską. Jeśli orda przestawała być groźna, to ze względu na rozkład wewnętrzny i metody rządzenia niewytwarzające żadnej kultury politycznej.

Na polu bitwy zostało siedemdziesięciu czterech kniaziów litewskich i ruskich oraz rycerzy bliskich im rangą. Poległ Andrzej Garbaty i młodszy brat jego, Dymitr Olgierdowicz. Padł również Dymitr Koriatowicz, zwany Bobrok lub Wołyniec, wnuk Giedymina, właściwy zwycięzca na Kulikowym Polu przed dziewiętnastu laty. Zginęli niemal wszyscy Polacy, a wśród nich Spytko z Melsztyna, który bardzo sceptycznie zapatrywał się na wynik starcia, lecz walczył nadzwyczaj mężnie.

Między zabitymi Krzyżakami byli dwaj oryginalni ludzie – Tomasz i Jan Szurwiłłowie, rodowici Litwini. Pierwszy z nich piastował godność komtura Rastenburga (czyli Kętrzyna). Minęły czasy, kiedy prawo do białego płaszcza z czarnym krzyżem przysługiwało tylko rdzennym szlachcicom niemieckim. Zakon przyciągał już członków podbijanych przez się narodowości, był więc jeszcze groźniejszy niż dawniej.

Witold i Tochtamysz uratowali się z pogromu. Pomoc z Polski zdążyła obsadzić przeprawy na Dnieprze i Tatarzy nie przeniknęli na zachód.

Szeroko pomyślany plan opanowania całej Rusi przez Litwę nie powiódł się, a w ręku zakonu krzyżackiego pozostawała Żmudź, cena za pokój i niezbyt znaczną pomoc.

Jadwiga nie doczekała dnia przewidywanej przez się klęski Witolda. W lipcu wydała na świat córkę, która otrzymała imiona Elżbiety Bonifacji i żyła tylko trzy dni. Królowa już się nie podniosła po połogu. Zmarła 17 lipca 1399 roku, mając lat niespełna dwadzieścia sześć. Spoczęła w katedrze wawelskiej, przy wielkim ołtarzu, po stronie ewangelii. Dzisiaj grobowiec ten jest próżny. Szczątki królowej od lipca 1949 roku kryje biały sarkofag dłuta Madeyskiego.

Kiedy po kraju rozeszła się wiadomość o odmiennym stanie Jadwigi, „radość powszechna ogarnęła serca Polaków, cieszących się, że z jej łona królestwo otrzyma dziedzicznego następcę, mającego spełnić obecne i przyszłe jego szczęście”.

Bezpotomna śmierć króla-niewiasty ciężko zaważyła na losie kraju. Dziedziczne prawo do korony polskiej wygasło. Do stworzonego przez unię nadzwyczaj powikłanego układu rzeczy wbrew ludzkiej woli wpisał się nowy warunek – nieuchronna już odtąd obieralność władców.