Rozum i nieświadomeTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Reality show: pokaz rzeczywistości. Rzeczywistość, która wprawdzie istnieje realnie, ale wszystko, co ma w niej miejsce, jest na pokaz. Istnieje, rozkoszuje się sobą jedynie o tyle, o ile może być oglądane przez innych po drugiej stronie ekranu. Ale też ci inni liczą się jedynie o tyle, o ile znajdują „rozkosz” w oglądaniu tych pierwszych. „Rozkosz” ekshibicjonizmu oglądanych splata się tu z „rozkoszą” wojeryzmu oglądających. Razem tworzą zamknięty krąg „rozkoszy” rozpostarty niczym pętla wokół tego, co widzialne.

Tego typu eksperymenty wizualne korespondują ze sztuką performance’u, w której o randze przedstawienia stanowi zazwyczaj szokujący opinię publiczną pomysł artysty dotyczący sfery tego, co widzialne. Wymownym tego przykładem są performance’y w wykonaniu Mariny Abramović. Niezwykła popularność przedstawień tej artystki opartych na ekspozycji siebie, własnego ciała wyrasta na podłożu dominującej w naszej kulturze zasady wizualnej „rozkoszy”. Potwierdzeniem tego były ustawiające się w nocy w długiej kolejce do muzeum w Nowym Jorku tłumy młodych ludzi tylko po to, aby doświadczyć na moment bezpośredniej konfrontacji ze wzrokiem artystki, zastygłym jak spojrzenie mumii. Albo też aby móc rozkoszować się oglądaniem tej konfrontacji. W ten sposób narodził się współczesny mit artysty jako herosa, który ma moc władania tym, co widzialne, i ześrodkowywania na sobie całej płynącej stąd „rozkoszy”. W tym micie widać jak na dłoni całą perwersyjność świata, w którym żyjemy. Perwersyjność rozkoszowania się tym, co widzialne, w którym rozkosz wystawiania siebie na ogląd innych splata się z rozkoszą oglądania innych. I nic się poza tym nie liczy.

14. Uwiedzeni przez wirtualne światy Paninterny

Wraz z rozwojem technologii komputerowych pojawiły się nowe, praktycznie nieograniczone możliwości graficznej modyfikacji obrazu, który można dowolnie kształtować zgodnie z własnymi pomysłami lub oczekiwaniami zamawiającego. Powstają nowego typu fotografie i gatunki filmowe, w których wyobrażeniowa fikcja stapia się z „tradycyjnymi”, możliwie wiernymi obrazami świata realnego. Wynikiem tego jest pewien paradoks, jeśli chodzi o stosunek masowego odbiorcy do tego, co ukazuje mu się na ekranie komputera i w telewizji. Z jednej strony media te, jak nigdy dotąd, mają możliwość zilustrowania przekazywanych informacji zdjęciami lub filmami z miejsc zdarzeń, niekiedy zaś potrafią je wręcz godzinami filmować. Dzięki temu odbiorca uzyskuje nie tylko informację o zdarzeniu, ogląda filmową relację z miejsca, w którym ma ono miejsce, ale może wręcz na żywo śledzić jego przebieg. Z drugiej strony nieustanny kontakt odbiorcy z różnymi postaciami wirtualnych światów, które oferuje mu Internet, jak też zalew filmów i zdjęć z różnych zdarzeń na świecie sprawiają, że traktuje je trochę jak fikcję, coś, co dzieje się niby „realnie”, ale tak naprawdę ma miejsce tylko na ekranie, w jakimś świecie, który go bezpośrednio nie dotyczy.

Kiedy więc widz ogląda przerażające sceny z obozów uchodźców w Syrii, sfilmowane egzekucje, rozbijający się samolot na lotnisku, tragiczny wypadek samochodowy, wszystko to przyciąga naturalnie jego uwagę i go szokuje, ale trwa to krótko. Już w następnym dniu, za dwa, trzy dni inne zdarzenia wysuną się na czoło serwisów informacyjnych. Typowa reakcja odbiorcy przebiega zatem trochę tak, jak ma to miejsce w trakcie oglądania przez niego filmu horroru czy jego udziału w grze komputerowej, w której zabija dziesiątki potworów ludzkich czy zwierzęcych. Pyk – i zabity. Niby wie, że wszystko to się dzieje gdzieś „realnie”, to jednak jest w jego oczach częścią wirtualnego świata ekranu, w którym nie istnieje coś takiego jak „realny” ból i śmierć. To szybkie obojętnienie odbiorcy na przekazywane mu informacje i filmy, które ogląda, jest wynikiem wspomnianego nastawienia internetowych mediów na produkowanie „efektu szoku”. Na podobnej zasadzie działają reklamy oraz drastyczne ujęcia zdjęciowe i filmy horrory. Te pierwsze prezentują idylliczno-niebiański obraz świata ze szczęśliwymi ludźmi, drugie nastawione są na wzbudzenie przerażenia drastycznymi scenami.

Z tym, że wspomniany „efekt szoku” jest z założenia krótkotrwały, wiąże się kolejna cecha wirtualnego świata Paninterny. Odbiorca musi być nieustannie zaskakiwany prezentowanymi mu obrazami. Festiwal szoku ma trwać bez przerwy. W odbiorcy ma zostać utrwalone oczekiwanie na ciągłe otrzymywanie sensacyjnych wiadomości, zdjęć i filmów. Ostatnio portale internetowe wyspecjalizowały się w formułowaniu różnego typu „zagadkowych” tytułów na okienkach tworzących je stron: „Koniec przyjaźni? Gowin mówi, co usłyszał od prezesa”; „Wyszło na jaw, jak Angelina Jolie uwiodła Brada Pitta. Była kompletnie naga”. Gra w końcu toczy się o to, aby odbiorca otworzył te okienka, a przy okazji obejrzał kilka reklam.

Paninterna musi nieustannie uwodzić odbiorcę. Przebywanie w jej światach ma stać się jego nałogiem, czymś, bez czego nie jest w stanie żyć. Ma się w niej pogrążyć, „rozkoszując” się zarówno jej idylliczno-niebiańskimi światami reklam, jak i scenami pełnymi horroru. Musi dać się w niej „zarazić” praktycznie wszystkim, co mu się ukazuje na ekranie. Wymowną ilustracją podobnie uwodzicielskiej strategii Paninterny są obrazy młodych ludzi, którzy jak lunatycy idą ulicami wpatrzeni w ekran smartfona, nie zwracając uwagi na wszystko, co dzieje się wokół. Idą, nie patrząc przed siebie, jak ślepcy, potrącając innych, niekiedy wpadają pod samochody, autobusy, tramwaje. To ludzie-monady zarażeni zwodliwą jouissance świata wirtualnej fikcji, otorbieni niekończącymi się rozmowami smartfonowymi z innymi, które wciągają ich w swoje zaklęte kręgi. Zniosą oni wszystko: polityczną dewastację publicznego dyskursu, niszczenie instytucji prawa, prześladowanie i wtrącanie walczących z reżimami do więzień, wszelkie draństwo, które dzieje się wokół. Zbuntują się dopiero, kiedy odebrana im zostanie wolność „rozkoszowania się” (za darmo) wirtualnymi światami Internetu. Dopiero wtedy wyjdą na ulice i będą ostro protestować, bo to jedyna wolność, która ma dla nich znaczenie. Tylko ona daje im prawdziwą „rozkosz” istnienia. „Rozkosz” istnienia w wirtualnych światach Paninterny.

15. Pandemia i zasada rzeczywistości Freuda

Tyle że tak było do wczoraj. Ściśle biorąc, było tak do momentu, kiedy koronawirusowa zaraza, która wybuchła w grudniu w Chinach i w lutym przeniosła się do Europy, zaczęła zbierać obfite żniwo we Włoszech. Dzisiaj zaczynamy żyć już w zupełnie innym świecie i czasie. Wprawdzie nie przestał oddziaływać na nas swoimi obietnicami wizualnych „rozkoszy” świat wirtualnych fikcji. W końcu internetowe portale nadal działają. Ba, nawet ostatnio można było przeczytać, że WHO – o ironio – zaleca celem relaksu oglądanie Internetu i granie w gry komputerowe. Ale coś chyba zmieniło się radykalnie w naszym podejściu do świata Internetu. Wraz z rozlaniem się koronawirusowej zarazy na wszystkie kontynenty dała o sobie znać wspomniana Freudowska zasada rzeczywistości. Można by w tym widzieć wyjątkowe wydarzenie, które zmienia losy świata. Ale nie to, co Derrida nazywa l’événement, „zdarzeniem”, aktem mowy, który otwiera przyszłość, umożliwiając nadejście czegoś nowego, na co czekało się z nadzieją i utęsknieniem13. Przeciwnie, wyjątkowość tego wydarzenia polega na tym, że opatruje ono znakiem zapytania przeszłość – to, co ludzkie społeczności z takim mozołem przez lata budowały. Nieprzypadkowo, kiedy mówimy o tym wydarzeniu, naszą pierwszą refleksją jest powtarzanie niczym mantra: „Nic już nie będzie takie, jak było”. To wydarzenie, które – niczym wojna – przede wszystkim pustoszy i niszczy, zostawiając społeczności w obliczu mgły nadchodzącego jutra, niepewności i lęków. Naturalnie są tacy, którzy zapomniawszy o sokratejskiej zasadzie mądrości, już dzisiaj wiedzą, jak będzie, i z wyżyn swoich leśnych willi wieszczą nadchodzący powszechny armagedon. I wierzą, że ich zapewne na odludziu nie dotknie (?). Być może tak będzie, równie dobrze może być całkiem inaczej. Jak, tego dzisiaj nikt nie wie.

Zamiast jednak wdawać się w tego typu dywagacje, chciałbym zastanowić się nad tym, co właściwie się zmieniło – i ciągle zmienia – w ciągu ostatnich tygodni. Jaki jest sens tych zmian i jakie mogą mieć one konsekwencje w najbliższej przyszłości? Powyżej starałem się wskazać na pewien aspekt tych przemian związany ze wstrząsem, jakim dla sposobu postrzegania świata przez odbiorcę internetowych mediów jest obecna pandemia. Ten wstrząs można potraktować jako rodzaj brutalnego przypomnienia, że żyjemy nadal w świecie, w którym czyhają na nas niebezpieczeństwa związane z uwarunkowaniami przyrodniczego bytu. Te zagrożenia nie zanikły w wyniku trwającego od kilku setek lat naukowego i technologicznego postępu, którego efekty zmieniły sposób życia dzisiejszych społeczeństw. Taki pogląd wygłosiła niedawno Olga Tokarczuk w udzielonym „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wywiadzie:

Czy aby nie jest tak, że wróciliśmy do normalnego rytmu życia? Że to nie wirus jest zaburzeniem normy, ale właśnie odwrotnie – tamten hektyczny świat przed wirusem był nienormalny? Wirus przypomniał nam przecież to, co tak namiętnie wypieraliśmy – że jesteśmy kruchymi istotami, zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni.

(…) Na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas.

Nadchodzą nowe czasy14.

Ale koronawirus przypomniał nam nie tylko o naszej śmiertelności, ukazując wszystkim, maluczkim i władcom, że nic sobie nie robi z ich potęgi i wszelkich kpin, przekleństw i zaklęć. Wykonuje on swoją robotę w milczeniu, bo takie jest jego zadanie zapisane w księgach przyrody. Nie uderzył też tylko w nasze poczucie władztwa nad przyrodą, które miały nam zagwarantować nauka i postęp techniczny. Koronawirus uderzył przede wszystkim w obecną postać naszej cywilizacji, w której króluje Paninterna wraz z jej zasadą wizualnej „rozkoszy”. Postać ta ukształtowała się na podłożu wyhodowanej w cieniu globalizacji ery konsumeryzmu, w której społeczności najbogatszych krajów zaczęły łapczywie korzystać z wszystkiego, co oferują im najnowsze zdobycze techniki. Ubocznym, ale też i nieuchronnym efektem tej zmiany była swoista estetyzacja stosunku ludzkiego podmiotu do siebie, do innych i do świata. Według Baumana ten podmiot, stając się jako konsument turystą i włóczęgą:

 

jest kolekcjonerem przeżyć i zbieraczem wrażeń; ze światem łączą go przede wszystkim związki natury estetycznej: odbiera świat jako pożywkę dla własnej wrażliwości, matrycę do doświadczeń (w znaczeniu Erlebnisse, stanu przeżywania, a nie Erfahrungen, czyli zdarzeń, które człowieka spotykają), według których tworzy on mapę świata15.

Estetyzacja podejścia do świata polega w tym wypadku na tym, że w sposób niezauważalny „rozkosz” nabywania i używania różnych „cudów techniki”, markowej odzieży stała się niejako celem samym w sobie. Posiadanie najnowszego modelu samochodu, roweru, telewizora, smartfona, markowej sukienki, butów stało się równocześnie rozkoszowaniem się z samego posiadania. To konsumerskie podejście, narzucone przez świat reklam, ogarnęło praktycznie wszystkie dziedziny społecznego życia. W podobny sposób biura turystyczne reklamują dzisiaj wyprawy do południowych czy egzotycznych krajów. Wyjazd do Grecji, Hiszpanii, Włoch, gdziekolwiek bądź, ma wszak polegać nie tylko na pobycie w tych krajach, ale zarazem na rozkoszowaniu się samym wyjazdem do nich i w nich byciem. Ten estetyczny „dodatek” ma w reklamowej kampanii kluczowe znaczenie. Bez niego straty sięgałyby milionów.

Jednak w porównaniu z tymi powszechnymi formami rozkoszowania się, w których zawsze w jakimś stopniu obecny jest element praktycznej użyteczności, rozkoszowanie się wirtualnymi światami Internetu zawiera potencjał rozkoszy czysto estetycznej. Takiej rozkoszy, która rozkoszuje się już tylko samą sobą. To rozkosz widzialności, która – na pierwszy rzut oka – nastawiona jest wyłącznie na siebie. Wirtualne światy Internetu to światy, które, podobnie jak światy dzieł sztuki, chcą uzasadnić same siebie. Z jedną wszelako różnicą. Polega ona na tym, że ich samouzasadniający się charakter jest iluzją, gdyż chodzi w nim tylko o pobudzenie emocji odbiorców. Inaczej, niż ma to miejsce w podniosłej bezinteresowności przedstawień wielkich dzieł sztuki, w świecie Paninterny sfera widzialności została już z góry zmanipulowana, by służyć jako taka zewnętrznym wobec niej interesom finansowym, ideowym, religijnym i politycznym.

Wraz ze spustoszeniem, jakie sieje koronawirus we wszystkich dziedzinach społecznego życia, zmienił się właściwy cywilizacji Paninterny sposób postrzegania świata przez jego odbiorców. Zmieniła się relacja między wirtualnymi światami Internetu a rzeczywistym światem codziennych wymogów, determinacji i ograniczeń, którym podlega człowiek. Zmiana polega na tym, że wraz z pandemicznym uderzeniem w zasadę wizualnej „rozkoszy” z całą siłą ujawniło się to, że żywi się ona tylko zewnętrzną powłoką bytu, na którą składają się wyprodukowane przez Internet iluzje i mity. Nic dziwnego, że świat reklam napierający na nas z komputerowych ekranów i telewizora zaczyna wyglądać dzisiaj groteskowo. Nie do zniesienia stają się wręcz serwowane przez portale „sensacyjne” wiadomości z życia celebrytów i sportowych gwiazd.

Wszystkie te marketingowe zabiegi jakby zatraciły swą „magiczną” siłę oddziaływania. Zamiast tego, kiedy oglądam fragment byle jakiego filmu w telewizji, z niekłamaną zazdrością patrzę na świat, w którym żyją jego bohaterowie, swobodnie chodząc po ulicach, spotykając się w kawiarniach itp. Jeśli jednak czas obecnej pandemii jest czasem bolesnego otrzeźwienia, to zarazem nakłania nas do refleksji. W tym okresie ze szczególną ostrością możemy bowiem dostrzec toczące naszą paninternetową cywilizację od wewnątrz „zarazy”. Są one pochodną wspomnianej powyżej, promowanej przez wirtualne światy Internetu zasady wizualnej „rozkoszy”, która kazała człowiekowi czasu Paninterny ignorować surowe wymogi zasady rzeczywistości.

Jednym z efektów działania tej zasady jest dzisiaj z jednej strony szerzenie się w Internecie różnych form agresji. Umożliwia to już sama struktura internetowych portali, promowane w nich formy komunikacji z innymi oraz rubryki typu „opinie”, umieszczane pod informacjami, artykułami, relacjami filmowymi. Może je przeczytać każdy, zarazem każdy, kto umieszcza w nich swoje komentarze, może zachować anonimowość. Sprawia to, że dla wielu stały się one dogodnym miejscem do odreagowywania własnych frustracji, formułowania pod adresem innych kłamliwych oskarżeń. Nie mówiąc już o celowych, zorganizowanych instytucjonalnie formach uprawiania hejtu, którego obiektem są wybrane osoby, z różnych względów niewygodne16.

Z drugiej strony portale internetowe stosują rozmaite formy „interpelacji” nastawione na hołubienie narcyzmowi odbiorców. Widać to szczególnie wyraźnie w zamieszczanych w nich różnego typu reklamach, w portalach społecznościowych typu Facebook, w których każdy użytkownik może stworzyć „pozytywny” obraz siebie poprzez zamieszczanie zdjęć, filmów, wypowiedzi itd. W tym świecie zachęca się też do brania pożyczek, kredytów, informuje o atrakcyjnych upustach cen, stwarzając wrażenie, że zakup danego produktu jest na wyciągnięcie ręki. Produkt ten przy tym reklamuje się jako coś niezbędnego, czego posiadanie podnosi indywidualną „wartość” kupującego. W ten sposób wyrabia się w odbiorcy przekonanie, że wszystko, czego zapragnie, może zrealizować prosto, szybko i z korzyścią dla siebie. Wystarczy tylko kliknąć na „do koszyka”, wypełnić formularz i dostawa będzie już jutro. No, za dwa, trzy dni.

Na podłożu tych wszechobecnych w świecie Internetu różnych form schlebiania odbiorcom, wmawiania im, że wszystko, czego zapragną, mogą łatwo osiągnąć, w społeczeństwie szerzą się postawy roszczeniowe. Coraz więcej jest osób, które nie są w stanie niczego wykonać solidnie, nie dotrzymują zobowiązań, nawet jeśli idą za tym konsekwencje prawne. Te postawy dają się szczególnie zauważyć w młodym pokoleniu odbiorców Internetu, tzw. milenialsów, dla których smartfon stał się podstawowym medium komunikacji i czerpania wiedzy o świecie. Kontakt tych młodych ludzi ze światem „na zewnątrz” zapośredniczony jest w całości przez wirtualny świat Internetu. W ich oczach cały otaczający ich świat jest po to, aby spełniać ich oczekiwania. Możemy krytykować tego typu postawy, tyle że pokolenie milenialsów nie wzięło się znikąd. Stanowi ono produkt cywilizacji Paninterny, w której zasada wizualnej „rozkoszy” zyskała dominację nad zasadą rzeczywistości.

16. Koronawirus – Anioł Zagłady?

Koronawirus, niezależnie od tego, ile jeszcze zabierze istnień ludzkich i jak bolesne będą skutki obecnej pandemii dla tych, którzy przeżyją, daje nam dzisiaj dwie podstawowe nauki. Pierwsza nauka brzmi: szybkimi krokami zbliżają się jeszcze większe katastrofy niż ta, którą ja Wam zgotowałem. Jeśli będziecie nadal ignorować prognozy dotyczące tego, co stanie się ze światem, kiedy globalne ocieplenie przekroczy punkt graniczny, zapłacicie za to nieporównanie większą cenę. Jutro może być za późno.

Druga nauka brzmi: musicie zdać sobie sprawę z tego, że wspaniały rozwój Waszej nauki i wszelkiego rodzaju technologii nie oznacza, że możecie ignorować podstawowe wymogi zasady rzeczywistości. Możecie się naturalnie spierać na temat sposobu funkcjonowania gospodarki, tego, jak mają być rozdzielane społecznie wyprodukowane w niej dobra, co zrobić, aby nie pogłębiały się podziały w zamożności poszczególnych grup społecznych itd. Niezależnie jednak od tego, jak rozstrzygniecie ten spór, zapamiętajcie, że już za dwa, trzy miesiące życiową kwestią stanie się dla milionów samo przeżycie, a nie życie na takim czy innym poziomie.

To mówi nam dzisiaj Koronawirus, w którym wielu widzi jedynie Anioła Zagłady pustoszącego ludzką cywilizację. Jest on jednak tylko Zwiastunem tego, co całkiem niedługo w niej może nastąpić. I to już bez jego udziału. Zagłada, którą zgotujemy sobie sami.

Wszystko zależy od tego, czy otrzeźwienie, którego doświadczamy dzisiaj, zostanie z nami na długo. I jakie wyciągniemy z niego wnioski. Czy w ciężkich, duszących oddechach milionów umierających, w bankructwie firm, w masowym bezrobociu, w utracie miliardowych fortun, w widmie powszechnego ubóstwa i głodu dorośniemy do przesłania, które wypowiada w okrutnym milczeniu ten Anioł.

1 Słownik języka polskiego PWN, https://sjp.pwn.pl/sjp/zaraza;2543798.html (13.08.2020).

2 S. Freud, Poza zasadą rozkoszy, w: tenże, Psychologia nieświadomości, przeł. R. Reszke, Warszawa 2009, s. 192.

3 Tamże.

4 Patrz: J. Derrida, Farmakon, przeł. K. Matuszewski, w: J. Derrida, Pismo filozofii, wybór i przedm. B. Banasiak, Kraków 1992, s. 39–61.

5 Tamże, s. 43.

6 Patrz: Z. Bauman, Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika, przeł. E. Klekot, Warszawa 2000.

7 Pojęcie „obiekt małe a” zostało wprowadzone przez Jacques’a Lacana i oznacza fikcyjny wyobrażeniowy obiekt, z którym podmiot skojarzył doświadczenie najbardziej upragnionej życiowej rozkoszy. Siła uwodzenia wyobraźni podmiotu przez ten obiekt bierze się paradoksalnie stąd, że jako niemożliwy do osiągnięcia ukierunkowuje on trwale pragnienie tego podmiotu, pozstawiając je w stanie ciągłego niespełnienia.

8 J. Laplanche, J.-P. Pontalis, Słownik psychoanalizy, kier. D. Lagache, przeł. E. Modzelewska, E. Wojciechowska, Warszawa 1996, s. 380.

9 Pojawiły się już u nas pierwsze prace na ten temat. Por. A. Kurowicka, Politics of Asexuality. A Critical Analysis of Discourses on Asexualities, rozprawa doktorska pod kierunkiem prof. P. Dybla, Wydział Polonistyki UW 2017; A. Niemczyk, Aseksualność. Czwarta orientacja, Gdynia 2020.

10 Patrz: J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, przeł. S. Królak, Warszawa 2005.

11 Na temat zwrotu ikonicznego pisali u nas m.in. A. Zeidler-Janiszewska, Visual Culture Studies czy antropologicznie zorientowana Bildwissenschaft? O kierunkach zwrotu ikonicznego w naukach o kulturze, „Teksty Drugie” 2006, nr 4, s. 9–30; E. Kwiatkowska, O badaniu mitu w kontekście zwrotu ikonicznego, „Studia Religiologica” 2012, nr 4, s. 267–281.

12 H.-G. Gadamer, Problem dziejów w nowszej filozofii niemieckiej, przeł. K. Michal-ski, w: H.-G. Gadamer, Rozum, słowo, dzieje. Szkice wybrane, wybór, oprac. i wstęp K. Michalski, przeł. M. Łukasiewicz, K. Michalski, Warszawa 1979, s. 31.

13 Por. J. Derrida, Psyche. Odkrywanie innego, w: Postmodernizm. Antologia przekładów, wybór, oprac. i przedm. R. Nycz, Kraków 1996, s. 83–85.

14 O. Tokarczuk, Jetzt kommen neue Zeiten, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 1.04.2020, https://www.faz.net/aktuell/feuilleton/buecher/autoren/reihe-mein-fenster-zur-welt-jetzt-kommen-neue-zeiten-16703455.html (Felieton Olgi Tokarczuk dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 2.04.2020, Wyborcza.pl, Wrocław – 13.08.2020).

15 Z. Bauman, Globalizacja, dz. cyt., s. 112.

16 O zjawisku internetowego hejtu piszę szerzej w następnym rozdziale tej książki pt. Internet, który zabija.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?