Podręcznik Wojownika Światła

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


[bad img format]


Wydawca dedykuje tę książkę tym,

którzy starają się dojrzeć promyk światła tam,

gdzie inni widzą tylko ciemności

[bad img format]

Drzewo Babel

Litewska 10/11 • 00-581 Warszawa

www.drzewobabel.pl

listy@drzewobabel.pl

[bad img format]


[bad img format]

tytuł oryginału

Manuel do Guerreiro da Luz

koncepcja graficzna, zdjęcia

Michał Batory

choreografia typograficzna

Valeria Apicella

przygotowanie

PressEnter

redakcja i korekta

Zyta Oryszyn

© 1997 by Paulo Coelho

© for the Polish edition by Drzewo Babel, Warszawa 2000

This edition was published by arrangements with Sant Jordi Asociados, Barcelona, Spain. All right reserved.

ISBN 978-83-89933-04-1

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

[bad img format]



[bad img format]

Za wyjątkiem prologu i epilogu, wszystkie teksty zawarte w tej książce były publikowane w latach 1993-1996 w rubryce „Maktub” w dzienniku A Folha de Săo Paulo oraz w wielu innych gazetach brazylijskich.


[bad img format]

O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami,

którzy się do Ciebie uciekamy.

Amen.

Rio de Janeiro, sobota 31 sierpnia 1996 roku

[bad img format]


Dla S.I.L.

Edouarda Rangela i Anne Carriere,

mistrzów rygoru i współczucia


[bad img format]

Uczeń nie przewyższa nauczyciela.

Lecz każdy, dobrze wyuczony,

będzie jak jego nauczyciel.

Łukasz, 6;40

[bad img format]



– Z plaży, we wschodniej części wioski, dojrzeć można wyspę, na której wznosi się gigantyczna świątynia, z niezliczoną ilością dzwonów – powiedziała kobieta.

Mały chłopiec po raz pierwszy widział ją w tych okolicach. Zwrócił uwagę na osobliwy strój i welon, okrywający jej włosy.

– Czy znasz tę świątynię? – spytała. – Pójdź ją obejrzeć i powiedz mi, czy ci się podoba.

Dzieciak urzeczony urodą nieznajomej, udał się we wskazane miejsce. Usiadł na piasku i zaczął bacznie wpatrywać się w horyzont, ale zobaczył tylko to, co zwykle: błękitne niebo, zlewające się z taflą oceanu.

Rozczarowany, powędrował do sąsiedniej osady i spytał napotkanych rybaków, czy słyszeli cokolwiek o jakiejś wyspie albo świątyni.

– O tak! To było bardzo dawno temu, w czasach, kiedy żyli tu moi pradziadowie – odezwał się stary rybak. – Trzęsienie ziemi pochłonęło wyspę. Choć nie można jej już zobaczyć, zdarza się czasem, że w morskich głębinach słychać bicie świątynnych dzwonów.

Chłopiec powrócił na plażę i wytężył słuch, ale do jego uszu dobiegał jedynie szum morskich fal i krzyk mew.

[bad img format]

Kiedy zapadła noc, przyszli po niego rodzice. Lecz już następnego ranka, skoro świt, znów wrócił na plażę. Obraz nieznajomej nie dawał chłopcu spokoju. Wydawało mu się nie do pomyślenia, aby osoba tak piękna mogła kłamać. Jeśli ona któregoś dnia powróci, chciałby móc jej powiedzieć, że choć nie dojrzał wyspy, to słyszał dzwony świątyni puszczone w ruch przez fale.

Mijały miesiące. Z czasem chłopiec zapomniał o tajemniczej kobiecie, lecz pamiętał o skrywającej skarby podwodnej świątyni. Gdyby posłyszał dźwięki dzwonów, miałby przynajmniej pewność, że rybacy mówili prawdę. A gdy dorośnie mógłby zgromadzić dość pieniędzy, by zorganizować wyprawę w poszukiwaniu zatopionych skarbów.

Nie interesowała go już szkoła ani zabawy z kolegami. Stał się ulubionym celem kpin innych dzieci, które powtarzały w kółko: „On nie jest taki jak my. Woli przesiadywać nad brzegiem morza, niż bawić się z nami, bo lęka się przegranej”. I śmiały się głośno na widok chłopca siedzącego na plaży.

Wciąż nie udawało mu się posłyszeć starych dzwonów, lecz każdego ranka uczył się czegoś nowego. Na początku odkrył, że kiedy wsłuchuje się w szum morza, fale nie rozpraszają już jego uwagi. Trochę później przywykł do krzyku mew, do brzęczenia pszczół, do szelestu wiatru w palmowych liściach. W bez mała pół roku po pierwszym spotkaniu z tajemniczą kobietą, żaden hałas nie był już w stanie go rozproszyć, lecz i tak nie potrafił dosłyszeć bicia dzwonów zatopionej świątyni.

Czasami przychodzili do niego rybacy. „My je słyszymy” – mówili z przekonaniem. Chłopcu to się ciągle nie udawało. Z czasem słowa rybaków stały się inne: „Jesteś zbyt przejęty tymi dźwiękami dzwonów. Daj temu spokój i wracaj do zabaw z kolegami. Pewnie tylko rybacy mogą je usłyszeć”.

Po roku dał za wygraną. „A jeśli ci ludzie mają rację? Lepiej będzie jak urosnę i zostanę rybakiem. Wtedy każdego ranka będę wracał na brzeg i kiedyś na pewno usłyszę dzwony. A zresztą, może to tylko legenda? Może podczas trzęsienia ziemi roztrzaskały się wszystkie dzwony i nigdy już nie zagrają?” – myślał w duchu.

Tego popołudnia postanowił wrócić do domu i dać sobie spokój z zatopioną wyspą. Zbliżył się do oceanu, by go pożegnać i raz jeszcze ogarnął wzrokiem jego bezmiar. A ponieważ nie zaprzątał już sobie głowy dzwonami, mógł radować się po prostu śpiewem mew, szumem fal i szelestem wiatru w palmowych liściach. W oddali posłyszał rozbawione głosy dzieci i poczuł się szczęśliwy, że znów powróci do zabaw z rówieśnikami. Pewnie na początku jego koledzy będą się z niego naśmiewać, ale szybko zapomną o tym co się zdarzyło i, jak dawniej, znów przyjmą go do swego grona. Rozpierała go radość i tak jak może to uczynić tylko dziecko – podziękował za dar życia. Był pewien, że nie stracił czasu na marne, bo nauczył się obcować z przyrodą i szanować ją. I nagle, niespodziewanie, kiedy słuchał morza, mew, szelestu palm i głosów swoich przyjaciół w oddali, dobiegł go pierwszy dźwięk dzwonu.

I następny.

A potem jeszcze następny, aż w końcu odezwały się wszystkie dzwony zatopionej świątyni, wypełniając radością jego serce.

Wiele lat później, kiedy był już dorosłym mężczyzną, powrócił do swojej rodzinnej wioski. Nie zamierzał już wydobywać z głębin morza zatopionych skarbów. Pewnie cała ta historia była jedynie wytworem jego dziecięcej wyobraźni. Może nigdy nie słyszał bicia zatopionych dzwonów? Ale poszedł na plażę, by posłuchać szumu fal i śpiewu mew.

Jakież było jego zdziwienie, kiedy na piasku ujrzał siedzącą kobietę, tę samą, która kiedyś opowiedziała mu o wyspie i o świątyni.

– Co tu robisz? – spytał.

– Czekam na ciebie.

Chociaż od ich spotkania upłynęło wiele lat, była tak samo piękna jak dawniej. Ten sam, wcale nie spłowiały welon okrywał jej włosy. Podała mu zeszyt w błękitnej okładce.

– Pisz. Kiedy wojownik światła pragnie dowiedzieć się, czy jakaś osoba jest godna zaufania, wtedy spogląda na nią oczami dziecka, bowiem dzieci potrafią patrzeć na świat bez goryczy.

– A kim jest wojownik światła?

– Człowiekiem, który umie docenić, jakim cudem jest życie; który do samego końca walczy o to, w co wierzy i potrafi usłyszeć bicie dzwonów kołysanych w głębinach oceanu.

Mężczyzna nigdy dotąd nie sądził, że jest wojownikiem światła. Nieznajoma zdawała się czytać w jego myślach:

– Wszyscy to potrafią. Ale nikt nawet nie podejrzewa, że jest wojownikiem światła. Każdy człowiek może nim być.

Spojrzał na białe, niezapisane kartki zeszytu. Kobieta znów się uśmiechnęła:

– Pisz.




Wojownik światła nigdy nie zapomina, co to wdzięczność. Anioły dopomogły mu podczas bitwy, siły niebiańskie ustawiły każdą rzecz na odpowiednim miejscu i sprawiły, że wojownik mógł dać z siebie wszystko. Jego znajomi mówią: „Ależ on ma fart!”, bo wojownik otrzymuje czasem od życia o wiele więcej, niż oczekuje. Dlatego kiedy zachodzi słońce, klęka i dziękuje Opiekuńczemu Płaszczowi, który go otula. Jednak jego wdzięczność, nie ogranicza się tylko do świata duchowego: nie zapomina nigdy o przyjaciołach, bowiem na polu bitwy ich krew zmieszała się z jego własną. Wojownikowi nie trzeba przypominać o pomocy, której udzielili mu inni – sam o tym pamięta i dzieli się z nimi nagrodą.

 

Wszystkie drogi świata prowadzą do serca wojownika. Zanurza się on bez wahania w rzece namiętności, która przepływa przez jego życie. Wojownik wie, że wolno mu wybrać to, czego pragnie. Podejmuje więc decyzje z odwagą, bezinteresownością, a czasem – z odrobiną szaleństwa. Akceptuje swoje pasje i raduje się nimi z całego serca. Przekonał się, że wcale nie trzeba wyrzekać się podbojów – stanowią one nieodzowną część życia i napawają radością tych, którzy biorą w nich udział. Jednak nigdy nie traci z oczu rzeczy nieprzemijalnych ani silnych więzi z ludźmi, zacieśniających się z biegiem czasu . Wojownik potrafi odróżnić to, co ulotne od tego, co wieczne.


Wojownik światła nie polega tylko na własnych siłach – korzysta także z energii swojego przeciwnika. Kiedy rozpoczyna się bitwa, jedyne co posiada, to zapał i sztuka fechtunku, której nauczył się podczas ćwiczeń. Ale podczas walki odkrywa, że zapał i ćwiczenia nie wystarczają do zwycięstwa – nieodzowne jest doświadczenie. Wtedy otwiera serce na Wszechświat i prosi Boga o natchnienie, tak aby każdy cios wroga stał się dla niego lekcją obrony. Jego towarzysze mówią: „Jakiż on zabobonny! Przerwał walkę by się pomodlić i szanuje podstępność wroga!” Wojownik światła nie odpowiada na te zaczepki. Wie, że bez natchnienia i bez doświadczenia na nic się zdadzą zapał i treningi.


Wojownik światła nigdy nie oszukuje; umie jednak zmylić przeciwnika. Żeby nie wiadomo jak się niepokoił, potrafi zastosować w walce odpowiedni wybieg, by zwyciężyć. Kiedy czuje, że jest u kresu sił, sprawia, że przeciwnik ma wrażenie, iż mu się wcale nie spieszy. Kiedy powinien atakować z prawej, przemieszcza swe oddziały na lewą flankę. Jeśli ma zamiar ruszyć natychmiast do boju, udaje, że jest zmęczony i właśnie szykuje się do snu. Jego przyjaciele mówią: „Popatrzcie, gdzieś ulotnił się cały jego zapał!”. Ale on nie przejmuje się tymi uwagami, bowiem przyjaciele nie mają pojęcia o jego taktyce. Wojownik światła wie, czego chce i nie musi niczego objaśniać.


Pewien chiński mędrzec tak opisuje taktykę wojownika światła: „Pozwól, aby wróg uwierzył, że nie odniesiesz wielkich korzyści z decyzji o ataku – w ten sposób osłabisz jego zapał. Nie wstydź się wycofać na chwilę z bitwy, jeśli czujesz, że wróg jest silniejszy – liczy się bowiem koniec wojny, nie zaś pojedyncze utarczki. Jeśli masz dość sił, nie wstydź się okazać słabości – to uśpi czujność przeciwnika i popchnie go do ataku przed czasem. Podczas wojny zdolność zaskoczenia wroga jest kluczem do zwycięstwa”.


„To dziwne – myśli wojownik światła. – Spotkałem w życiu wielu ludzi, którzy przy pierwszej nadarzającej się okazji, starają się pokazać to, co w nich najgorsze. Zasłaniają swoją wewnętrzną siłę agresją, a lęk przed samotnością kryją pod maską niezależności. Nie wierzą we własną siłę i możliwości, ale bez ustanku przechwalają się nimi na cztery strony świata”. Wojownik dostrzega tę cechę u wielu mężczyzn i kobiet. Nigdy nie daje się jednak zwieść pozorom i milczy, gdy ktoś usiłuje zwrócić na siebie uwagę. Ale wykorzystuje najmniejszą nawet sposobność, by przezwyciężyć własne wady, bowiem inni ludzie bywają wspaniałym zwierciadłem dla nas samych. Wojownik korzysta z każdej okazji, by stać się swoim własnym mistrzem.


Wojownik światła walczy czasem z tymi, których kocha. Człowieka, który ma przyjaciół, nigdy nie złamią wichry losu. Ma on w sobie dość sił, by pokonać trudności i iść dalej naprzód. Jednak bardzo często ci, których wtajemnicza w arkana walki okazują mu nieufność i prowokują do pojedynku. Wtedy wojownik pokazuje na co go stać – kilkoma ruchami wytrąca broń z rąk uczniów, a wtedy znowu powraca harmonia i zaufanie. „Czemu to czynisz, skoro masz tak wielką nad nimi przewagę?” – spytał go pewien wędrowiec. „Ponieważ, kiedy rzucają mi wyzwanie, w istocie chcą ze mną rozmawiać. W ten sposób podtrzymuję z nimi dialog” – odparł wojownik.


Przed rozpoczęciem ważnej bitwy wojownik światła pyta siebie: „Do jakiego stopnia rozwinąłem swoją sprawność?”. Wie, że wszystkie bitwy, które kiedyś stoczył, zawsze go czegoś uczyły, ale te nauki zazwyczaj wiele go kosztowały. Nieraz tracił czas, walcząc w imię kłamstwa, bądź cierpiał przez ludzi, którzy nie byli warci jego miłości. Zwycięzcy nie powtarzają w nieskończoność tych samych błędów. Dlatego właśnie wojownik światła wystawia swoje serce na ryzyko jedynie dla sprawy, która jest tego warta.


Wojownik światła szanuje główną naukę Księgi I Ching: „Wytrwałość przynosi pomyślny los”. Wie, że wytrwałość nie ma nic wspólnego z uporem. Bywa, że bitwy trwają dłużej niż to konieczne, wyczerpując siły i osłabiając entuzjazm. W takich chwilach wojownik myśli: „Wojna przeciągająca się w nieskończoność niszczy również kraj zwycięzcy”. Wtedy wycofuje swoje oddziały z pola bitwy i zawiesza broń. Jego wola walki jest niezłomna, lecz potrafi zaczekać na dogodniejszy moment do ponownego ataku. Wojownik zawsze podejmuje na nowo walkę. Czyni tak, kiedy stwierdza, że sytuacja się zmieniła, nigdy zaś ze strachu.


Wojownik światła zauważa, że niektóre sytuacje w życiu powtarzają się. Często staje przed problemami, z jakimi już kiedyś się zetknął. Wtedy wpada w rozpacz. Wydaje mu się, że nie uda mu się zrobić kolejnego kroku naprzód, ponieważ trudności i kłopoty znowu powracają. „Przecież już kiedyś przeszedłem przez to samo” – skarży się w duchu. „Co prawda, już kiedyś to przeżyłeś – odpowiada jego serce – ale nigdy tego nie pokonałeś”. Dopiero wtedy wojownik pojmuje, że doświadczenia, które powtarzają się wielokrotnie, mają jeden jedyny cel: nauczyć go tego, czego jeszcze nie potrafi.


Wojownik światła często robi rzeczy odbiegające od przeciętności. Może tańczyć na ulicy, idąc rano do pracy. Patrzeć nieznajomym prosto w oczy i mówić o miłości od pierwszego wejrzenia. Bronić poglądów, które innym mogą wydawać się śmieszne. Wojownik światła pozwala sobie na takie dziwactwa. Nie lęka się opłakiwać starych smutków ani radować nowymi odkryciami. Kiedy czuje, że nadeszła pora, porzuca wszystko i wyrusza na poszukiwanie przygód, o których marzył. Kiedy odkrywa, że jest u kresu sił, bez poczucia winy porzuca walkę dla jednego czy dwóch szaleństw. Wojownik nie trwoni czasu, by odgrywać role, które chcą mu narzucić inni.


Wojownicy światła mają w oczach osobliwy blask. Żyją i stanowią część życia innych ludzi. Rozpoczęli swoją ziemską podróż bez tobołków i bez sandałów. Często bywają tchórzliwi i nie zawsze postępują tak jak trzeba. Cierpią z powodu błahych spraw, bywają małoduszni, czasami uważają, że nigdy nie uda im się dorosnąć, albo sądzą, że nie są godni błogosławieństwa czy cudu. Nie zawsze wiedzą, co właściwie robią na świecie i często spędzają bezsenne noce, myśląc, że ich życie nie ma sensu. Dlatego właśnie są wojownikami światła. Ponieważ się mylą. Ponieważ zadają sobie pytania. Ponieważ poszukują sensu i – z całą pewnością – kiedyś go odnajdą.


Wojownik światła nie boi się uchodzić za szaleńca. Rozmawia sam ze sobą, gdy nie ma nikogo obok. Ktoś powiedział mu kiedyś, że to najlepszy sposób, żeby porozumieć się z aniołami, a on poszukuje tego kontaktu. Z początku uważa, że to trudne zadanie. Wydaje mu się, że nie ma nic do powiedzenia, że w kółko powtarza to samo. Ale nie poddaje się. Każdego dnia rozmawia ze swoim sercem. Mówi rzeczy, których nie myśli naprawdę, mówi głupstwa. Pewnego dnia zauważa jednak jakąś zmianę w swoim głosie. Wtedy pojmuje, że przepływa przez niego najwyższa mądrość. Wojownik zdaje się szalony, ale to tylko maska.


Pewien poeta powiedział kiedyś: „Wojownik światła wybiera sobie wrogów”. Wojownik wie, do czego jest zdolny. Nie musi więc pysznić się swoimi zaletami. Jednak zawsze pojawia się ktoś, kto pragnie udowodnić, że jest lepszy od niego. Wojownik wie, że nie istnieje ani „lepszy” ani „gorszy”, bowiem każdy otrzymał w darze talenty potrzebne mu, by iść własną drogą. Niektórzy jednak nie dają za wygraną. Judzą, obrażają, robią wszystko, żeby go rozsierdzić. W takiej chwili serce wojownika mówi: „Nie słuchaj tych obelg, one nie rozwiną twoich umiejętności. Zmęczysz się tylko na próżno”. Wojownik światła nie traci czasu na prowokacje – on musi wypełniać swoją powinność.


Wojownik światła ma zawsze w pamięci słowa Johna Bunyana: „Choć przeżyłem to wszystko, co przeżyłem, wcale nie żałuję tarapatów, w jakie popadałem, ponieważ to właśnie one przywiodły mnie tam, dokąd zawsze pragnąłem dotrzeć. Teraz, u progu śmierci, jedyne co posiadam to miecz i przekazuję go temu, kto pragnie odbyć swoją pielgrzymkę. Zabieram ze sobą blizny i rany bitewne – one są świadectwem tego, czego doświadczyłem i nagrodą za to, co osiągnąłem. Te drogie memu sercu blizny i rany otworzą przede mną bramy Raju. Był czas, kiedy całymi dniami słuchałem opowieści o brawurowych wyczynach. Był czas, kiedy żyłem tylko dlatego, że musiałem żyć. Lecz teraz żyję, ponieważ jestem wojownikiem i pragnę powrócić przed oblicze Tego, w imię Którego zawsze walczyłem.”


Wojownik światła odkrywa swoją Drogę w chwili, gdy stawia pierwszy krok. Wita go każdy kamień, każdy zakręt. Rozpoznaje się w mijanych pagórkach i potokach. Widzi cząstkę swojej duszy w roślinach, zwierzętach i dzikich ptakach. I wtedy, z pomocą Boga i Boskich Znaków pozwala, by jego Własna Legenda wiodła go ku zadaniom, które na niego czekają. Bywają noce, kiedy nie ma gdzie spać, bywają takie, kiedy nie może zmrużyć oka. „Sam postanowiłem pójść tą drogą – myśli wojownik. – A to cena, którą muszę za to zapłacić”. W takim sposobie myślenia tkwi cała jego moc. To on wybrał ścieżkę, którą teraz podąża i na nic zdadzą się skargi.

 

Od tej chwili – i przez kilka najbliższych stuleci – Wszechświat będzie wspierał wojowników światła i bojkotował tych, którzy myślą stereotypami. Energia Ziemi łaknie odnowy. Nowe myśli potrzebują przestrzeni. Ciało i dusza pragną nowych wyzwań. Przyszłość stała się teraźniejszością i wszystkie marzenia – prócz tych, które są wyrazem nietolerancji – będą mogły się spełnić. Rzeczy istotne przetrwają, niepotrzebne przepadną bez śladu. Lecz wojownik wie, że nie jest powołany do tego, by osądzać marzenia bliźnich i nie traci czasu, by potępiać ich decyzje. By wierzyć we własną drogę, wcale nie musi udowadniać, że droga innego człowieka jest zła.


Wojownik światła starannie przygotowuje się do tego, co chce osiągnąć. I jakkolwiek niedostępny byłby jego cel, wie, że zawsze istnieje sposób, by pokonać przeszkody. Bada wszystkie możliwe ścieżki, które tam wiodą, ostrzy klingę szpady i stara się wypełnić serce wytrwałością, konieczną, by stawić czoła wyzwaniu. Jednak w miarę posuwania się naprzód, zdaje sobie sprawę, że istnieją trudności, których nie przewidział, lecz gdyby czekał na odpowiedni moment, nigdy nie ruszyłby z miejsca. Czasem potrzeba odrobiny szaleństwa, by postawić kolejny krok. Wojownik korzysta z tej odrobiny szaleństwa, bowiem ani na wojnie ani w miłości nie sposób wszystko przewidzieć.


Wojownik światła zna własne wady. Zna również swoje zalety. Niektórzy jego kompani skarżą się bez przerwy: „Inni mają więcej szczęścia niż my”. Być może mają oni rację, ale wojownik nie daje się zarazić takim myśleniem i próbuje jak najlepiej poznać i wykorzystać wszystkie swoje atuty. Wie, że siła gazeli polega na szybkości jej biegu, siła mewy – na precyzji z jaką namierzy rybę. Odkrył, że tygrys nie boi się hieny, bo jest świadom własnej siły. Wojownik stara się rzetelnie ocenić, na co go stać. Zawsze sprawdza swój podręczny bagaż, w którym mieszczą się: wiara, miłość i nadzieja. Jeśli znajduje te trzy, nie waha się iść naprzód.


Wojownik światła wie, że nikt nie jest głupcem, i że każdy może nauczyć się wiele od życia – nawet jeśli wymaga to czasu. Daje z siebie zawsze to, co najlepsze, ale też najlepszego oczekuje od innych. Stara się wydobyć na światło dzienne zalety i umiejętności każdego człowieka. Niektórzy znajomi mówią mu: „Świat pełen jest niewdzięczników!”. Wojownik nie daje się zbić z tropu i nie przestaje dodawać otuchy innym, bowiem to najlepszy sposób, by pobudzać do działania samego siebie.


Każdy wojownik światła bał się kiedyś podjąć walkę.

Każdy wojownik światła zdradził i skłamał w przeszłości.

Każdy wojownik światła utracił choć raz wiarę w przyszłość.

Każdy wojownik światła cierpiał z powodu spraw, które nie były tego warte.

Każdy wojownik światła wątpił w to, że jest wojownikiem światła.

Każdy wojownik światła zaniedbywał swoje duchowe zobowiązania.

Każdy wojownik światła mówił „tak”, kiedy chciał powiedzieć „nie”.

Każdy wojownik światła zranił kogoś, kogo kochał.

I dlatego jest wojownikiem światła.

Bowiem doświadczył tego wszystkiego i nie utracił nadziei, że stanie się lepszym człowiekiem.


Wojownik chętnie słucha słów dawnych myślicieli, jak choćby tych T. H. Huxleya: „Owoce naszego działania są postrachem dla tchórzy, a promykami światła dla mędrców. Świat jest wielką szachownicą, na której figurami są nasze codzienne uczynki, zaś regułami gry to, co zwie się prawami natury. Nie możemy dojrzeć Gracza, który stoi po drugiej stronie szachownicy, lecz wiemy, że jest on dobry, prawy i cierpliwy”. Wojownik podejmuje wyzwanie. On dobrze wie, że Bóg nie wybacza ani jednej pomyłki tym, których kocha i nie godzi się na to, by jego wybrańcy udawali, że nie znają zasad gry.


Wojownik światła nie ucieka przed podjęciem decyzji. Głęboko namyśla się nim zacznie działać, dokładnie ocenia swoją gotowość do walki, odpowiedzialność i powinności wobec mistrza. Nie traci pogody ducha, ale rozważa każdy swój krok, jakby od niego zależało wszystko. Kiedy jednak podejmie już decyzję, rusza naprzód i nie podaje w wątpliwość swojego wyboru ani nie zbacza z obranej drogi, kiedy okoliczności okazują się odmienne od tych, na które liczył. Jeśli jego decyzja była słuszna, to wygra bitwę, nawet jeśli potrwa ona dłużej niż przewidywał. Jeśli natomiast jego decyzja była zła, to przegra i będzie musiał zacząć wszystko od nowa – za to z większą mądrością. Kiedy wojownik światła coś rozpoczyna, to konsekwentnie kończy swoje dzieło.


Wojownik światła wie, że najlepszymi nauczycielami są jego towarzysze z pola bitwy. Prosić o radę, to sprawa niebezpieczna. Jeszcze ryzykowniej jest jej udzielać. Kiedy wojownik potrzebuje pomocy, stara się przyjrzeć, w jaki sposób jego przyjaciele rozwiązują – lub nie – swoje problemy. Kiedy potrzebuje natchnienia, czyta z ust swego sąsiada słowa, które pragnie mu przekazać jego anioł stróż. Kiedy czuje się zmęczony lub samotny, nie śni o kobietach i mężczyznach, którzy są daleko, tylko rusza na spotkanie tych, co są blisko. Z nimi dzieli swoje troski i zaspakaja potrzebę czułości – z radością i bez poczucia winy. Wojownik wie, że nawet najbardziej odległa we Wszechświecie gwiazda, ma wpływ na wszystko, co go otacza.


Wojownik światła dzieli się całym swoim światem z ludźmi, których kocha. Kiedy brak im odwagi, zachęca ich, by spełniali swoje marzenia. W takich chwilach pojawia się wróg z dwoma tabliczkami w dłoniach. Na pierwszej wyryte są słowa: „Myśl więcej o sobie. Zachowaj dla siebie swoje dobrodziejstwa, inaczej wszystko stracisz”. Na drugiej czyta: „Kim jesteś, by dawać rady innym? A może nie potrafisz dojrzeć swoich własnych wad?” Wojownik wie, że ma wady. Ale wie również, że nie sposób rozwinąć się w samotności, z dala od przyjaciół. Rzuca więc na ziemię obie tabliczki, nawet jeśli myśli, że zawierają one ziarenko prawdy. Zamieniają się w pył, a wojownik nadal przychodzi z pomocą bliźniemu.


Mędrzec Lao-Tsy tak oto opisuje podróż wojownika światła: „W Drodze zawiera się szacunek do wszystkiego, co małe i kruche… Zawsze powinieneś rozpoznać, kiedy nadchodzi pora, by przyjąć adekwatną do sytuacji postawę… Nawet jeśli strzelałeś z łuku wiele razy, to ciągle uważnie zakładaj strzałę i z dbałością napinaj cięciwę… Gdy początkujący wie czego chce, staje się mądrzejszy od roztargnionego mędrca… Gromadzić w sobie miłość oznacza szczęście, gromadzić nienawiść to klęska… Ten kto nie widzi małych problemów zostawia otwarte drzwi, przez które wdzierają się wielkie tragedie… Walka nie ma nic wspólnego z kłótnią”.


Wojownik światła medytuje. Siada spokojnie w swoim namiocie i z ufnością powierza się Boskiemu światłu. Nie myśli o niczym, odrywa się od pogoni za przyjemnościami, wyzwaniami, objawieniami i pozwala, by ukazały mu się w całej krasie jego talenty i umiejętności. Nawet jeśli nie dostrzega ich od razu, owe talenty i umiejętności rządzą jego losem i wpływają na dzień powszedni. Kiedy medytuje, nie jest już jedynie sobą, lecz nikłą jak iskierka cząstką Duszy Świata. Te chwile pozwalają mu pojąć, za co jest odpowiedzialny i działać w zgodzie z tą wiedzą. Wojownik światła wie, że w zaciszu jego serca istnieje pewien ład, który wskazuje mu drogę.


„Gdy mój łuk jest napięty – powiedział Herrigel do swojego mistrza zen – nadchodzi taka chwila, że jeśli natychmiast nie puszczę cięciwy, to zapiera mi dech”. „Dopóki próbował będziesz wymusić moment wypuszczenia strzały, dopóty nie zgłębisz tajników łuczniczego rzemiosła – rzekł mu na to mistrz. – Ręka, która napina cięciwę musi otworzyć się tak, jak otwiera się ręka dziecka. Precyzję strzału zakłóca najczęściej zbyt silna wola łucznika”. Wojownik światła myśli czasami: „To, czego nie zrobię, po prostu nie będzie zrobione”. Ale nie ma racji: musi działać, lecz w stosownej chwili powinien pozwolić, by zadziałał też Wszechświat.


Kiedy wojownikowi dzieje się krzywda, to zazwyczaj stroni od ludzi, by nie obarczać ich swoim cierpieniem. Jest to postępowanie dobre i złe zarazem. Pozwolić, aby w sercu powoli goiły się rany – to jedno. Natomiast na całe dnie pogrążać się w smutku, z obawy, by nie obnażyć własnej słabości – to całkiem inna sprawa. W każdym z nas istnieje i anioł i diabeł, a ich głosy są bardzo do siebie podobne. Wobec trudności diabeł przekonuje, że łatwo nas zranić, a anioł prosi, byśmy zastanowili się nad sobą, i czasami musi włożyć swoje słowa w usta obcych ludzi. Wojownik utrzymuje równowagę pomiędzy samotnością i uzależnieniem od innych.


Wojownik światła potrzebuje miłości. Przywiązanie, przyjaźń i czułość są częścią jego natury, tak samo jak jedzenie, picie czy radość walki w imię dobrej sprawy. I jeśli o zachodzie słońca nie czuje się szczęśliwy, znaczy to, że nie jest z nim w porządku. Wtedy przerywa bitwę i rusza na poszukiwanie kogoś, kto razem z nim obejrzy zachód słońca. Jeśli trudno mu znaleźć przyjaciela, pyta sam siebie: „Czyżbym obawiał się bliskości z ludźmi? A może ktoś obdarzył mnie przyjaźnią i nawet tego nie dostrzegłem?” Wojownik światła może wybrać samotność, ale nie może paść jej ofiarą.


Wojownik światła wie, że nie da się żyć w stanie całkowitego rozprężenia. Nauczył się od łucznika, że aby daleko wypuścić strzałę, trzeba dobrze napiąć łuk. Nauczył się od gwiazd, że jedynie wewnętrzna eksplozja pozwala świecić. Zauważył, że koń napina wszystkie swoje mięśnie, kiedy skacze przez przeszkodę. Jednak wojownik nigdy nie myli napięcia ze zdenerwowaniem.


Wojownikowi światła udaje się utrzymać równowagę pomiędzy Rygorem i Miłosierdziem. Żeby spełnić swoje marzenia potrzeba mu niezłomnej woli, musi być również zdolny do niezwykłych poświęceń. I choć obrał swój cel, to jednak droga, która do niego prowadzi, nie zawsze jest taka jak ją sobie wyobrażał. I dlatego wojownik posługuje się i dyscypliną i współczuciem. Bóg nigdy nie opuszcza swoich dzieci, jednak Jego zamiary są nieprzeniknione i to On wytycza nasz szlak, w rytmie naszych kroków. Dzięki dyscyplinie i poświęceniu, wojownik nie traci zapału. Rutyna nigdy jeszcze nie przeniosła góry.


Wojownik światła bywa czasami niczym woda. Prześlizguje się pomiędzy licznymi przeszkodami, jakimi usłana jest jego droga. Czasami stawianie oporu znaczy tyle co unicestwienie, więc wojownik dostosowuje się do okoliczności. Godzi się – bez cienia skargi – by przez góry wiódł go kamienisty szlak. W tym właśnie tkwi siła wody. Żaden młot nie jest w stanie jej roztrzaskać, ani nóż zranić. Cięcie najostrzejszej szabli nie pozostawia na niej śladu. Woda w rzece dostosowuje się do rzeźby terenu, nigdy nie zapominając o celu, do którego dąży – o morzu. Nieśmiała u źródła, czerpie powoli siłę z napotkanych potoków. I w końcu nabiera potężnej mocy.


Dla wojownika światła nic nie jest czystą abstrakcją. Wszystko jest konkretne i godne szacunku. Nie obserwuje świata siedząc wygodnie w namiocie. Podejmuje każde wyzwanie, bo to okazja, by zmienić samego siebie. Jego znajomi tracą czas na krytykowanie decyzji innych albo tego, że niektórzy nie potrafią dokonać wyboru. Wojownik wprowadza w czyn swoje zamiary. Zdarza się, że nie udaje mu się osiągnąć celu, wtedy płaci za swój błąd bez słowa skargi. Innym razem zbacza z drogi i mija sporo czasu nim znów ją odnajdzie. Wojownik nigdy się nie poddaje.


Wojownik światła jest jak skalny blok. Kiedy blok leży na równinie, w harmonijnym otoczeniu – tkwi w miejscu. Ludzie mogą stawiać wokół swoje domy i najsilniejsza wichura nie sprawi, by zniszczył to, co zbudowano. Lecz kiedy znajduje się na zboczu, może ujawnić swoją moc i stoczyć się wprost na przeszkodę, która zakłóca jego spokój. Wojownik – podobnie jak blok leżący na stoku – może stać się niszczycielem, którego nic nie powstrzyma. Wojownik światła myśli jednocześnie i o wojnie i o pokoju, i potrafi działać stosownie do okoliczności.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?