Drugi koniec smyczyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: The other end of the leash

Copyright © 2002 by Patricia B. McConnell, Ph.D.

A Ballantine Book. Originally published by The Random House Publishing Group.

All rights reserved.

ISBN wydania oryginalnego: 0-34544678-X

© for the Polish edition: Galaktyka Sp. z o.o., Łódź 2008

90-562 Łódź, ul. Łąkowa 3/5

tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel/fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

www.galaktyka.com.pl

ISBN: 978-83-7579-042-9

ISBN (epub): 978-83-7579-373-4

ISBN (mobi): 978-83-7579-374-1

Redakcja: Iwona Cłapińska

Korekta: Małgorzata Gołąb

Redaktor prowadzący: Marek Janiak

Zdjęcie okładkowe: Elliot Erwitt/ Magnum Photos

Projekt okładki: Artur Marcinkowski

Konwersja do formatu EPUB/MOBI: InkPad.pl

Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

www.galaktyka.com.pl

info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani częściowo, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.

Moim rodzicom

SPIS TREŚCI

OD AUTORKI

PODZIĘKOWANIA

WPROWADZENIE

1. MAŁPA WIDZI, MAŁPA ROBI

2. ILE JEST MAŁPY W PSIE

3. JAK SIĘ POROZUMIEĆ

4. ŚWIAT ZAPACHÓW

5. ZABAWY

6. WSPÓŁTOWARZYSZE

7. CAŁA PRAWDA O DOMINACJI

8. CIERPLIWE PSY I MĄDRZY LUDZIE

9. CHARAKTERKI

10. MIŁOŚĆ I BÓL

POSŁOWIE

Od autorki

Wszystkie osoby i psy opisane w tej książce mają swoje odpowiedniki w świecie realnym. Jednak ponieważ problemy rodzinne należą do sfery życia prywatnego – niezależnie od tego, czy dotyczą ludzi, czy psów – w celu ochrony prywatności zmieniłam w książce imiona wszystkich psów (z wyjątkiem moich własnych) oraz osób, o których piszę. Czasami zmieniałam też rasę psa albo płeć właściciela. Wielu moich klientów odnajdzie siebie i swoje problemy w opisywanych sytuacjach, a to dlatego, że sporo problemów powtarza się do znudzenia, setki, tysiące razy; dotykają one w podobny sposób wielu właścicieli psów. Jeśli odniesiesz wrażenie, że opisana sytuacja przypomina twoją własną, być może pocieszy cię fakt, że swój los dzielisz z setkami innych ludzi. W swojej praktyce spotkałam wiele psów z takimi samymi problemami. Zanim odetchniesz z ulgą, że to nie jest książka o tobie, zastanów się przez chwilę, czy na pewno nie jesteś jednym z jej bohaterów.

Posłuchaj też ostrzeżenia, a zarazem dobrej rady – jeśli masz jakiekolwiek problemy behawioralne ze swoim psem, nie zwlekaj z zasięgnięciem porady u specjalisty. W prowadzeniu i szkoleniu psa lepiej opierać się na wiedzy niż na intuicji, zwłaszcza wtedy, gdy problemy są naprawdę trudne i poważne. W takich wypadkach tylko fachowa pomoc przyniesie pozytywne efekty. Nie będziesz przecież uczył się gry w kosza, ograniczając się do czytania książek o koszykówce. Potrzebna ci praktyka i dobry, doświadczony trener. Twojemu psu także. Nie wstydź się, tak jak wielu moich klientów, dlatego że potrzebujesz pomocy dla swojego pupila. Dlaczego miałbyś czuć się zażenowany? Czy ktoś, kto właśnie oddał samochód do naprawy, odczuwa z tego powodu zakłopotanie? Pamiętaj jednak, że zarówno wśród mechaników samochodowych, jak i specjalistów od psiej duszy są świetni fachowcy i wyjątkowi partacze. Wybieraj tych dobrych. Nie wahaj się rozmawiać z weterynarzem o kłopotach zdrowotnych swojego psa. Czasami problemy duszy wynikają z choroby ciała.

Podziękowania

W książce tej znalazły ujście moja miłość do psów, którą odziedziczyłam po matce, i miłość do literatury, którą zaszczepił we mnie ojciec. Jest we mnie wszystko to, co najlepszego przekazał mi mój ojciec, G. Clarke Bean, i co tak starannie pielęgnowała we mnie matka, Pamela Bean.

Ogromnym wsparciem i natchnieniem byli dla mnie i są po dziś dzień moi uniwersyteccy opiekunowie, Jeffrey Baylis i Charles Snowdon. Nie tylko przekazali mi swoją ogromną wiedzę, ale też nauczyli patrzeć na zwierzęta krytycznym okiem naukowca i gorącym sercem ich miłośnika. Jestem także bardzo wdzięczna wydziałowi zoologii Uniwersytetu Wisconsin Madison za wsparcie udzielone mi podczas studiów doktoranckich oraz za umożliwienie prowadzenia cyklu wykładów, który nazwałam Biologia i filozofia stosunków między ludźmi i zwierzętami.

Nie zasługuję na agentkę, o jakiej marzą wszyscy autorzy, a jaką jest Jennifer Gates z Zachary, Shuster i Harmsworth. Nie potrafię wyrazić, jak wiele jej zawdzięczam. Jestem również bardzo wdzięczna mojemu wydawcy. Leslie Meredith od samego początku wiązała wielkie nadzieje z moją książką; nieraz zresztą pojawia się na jej stronicach. Gorący całus dla jej psa Dylana, z obietnicą przepysznych smakołyków, które bez wątpienia dostanie, kiedy będzie się tego najmniej spodziewał. Wielkie dzięki dla Maureen O’Neal i całego zespołu Ballantine za ich ciężką pracę i wsparcie.

Bez pomocy pracowników Dog’s Best Friend Ltd. ta książka nigdy by nie powstała. Swoim zaangażowaniem i profesjonalizmem wspierali mnie Jackie Boland, Karen London, Aimee Moore i Denise Swedlund, dzięki nim mogłam także bez problemu wychodzić wcześniej z pracy, by pisać w zaciszu własnego domowego gabinetu. Jestem też niezwykle zobowiązana szkoleniowcom z Dog’s Best Friend, dzięki którym mogłam tygodniami obserwować szkolenie osobników na obu końcach smyczy.

Książka wiele zyskała dzięki uwagom i komentarzom moich drogich przyjaciół: Jeffreya Baylisa, Jackie Boland, Ann Lindsley, Karen London, Beth Miller, Aimee Moore, Denise Swedlund i Charlesa Snowdona, którzy wnieśli ogromny wkład. Jestem niesłychanie wdzięczna Fransowi de Waal za wzbogacenie moich wiadomości o zachowaniach szympansów i bonobo, a Stevenowi Suomiemu za niekończące się rozmowy o osobowości naczelnych. Miałam szczęście uzyskać wsparcie pracowników Vilas County Zoo w Madison. Szczególnie dziękuję Mary Schmidt i Jimowi Hubingowi za stworzenie mi możliwości obcowania z szympansami, nad którymi sprawują opiekę.

Na pewno nie ukończyłabym tej książki na czas, gdyby przyjaciele nie pomogli mi w opiece nad moim psem. Luke zmagał się w tym okresie w nierównej walce z chłoniakiem. To Dimitri Bilgere, Jackie Boland, Harriet Irwin, Patrick Mommaerts i Renee Revetta dbali o to, aby na czas dojechał do Kliniki Uniwersyteckiej dla Zwierząt w Madison na niezbędną radioterapię. Jestem też bardzo wdzięczna lekarzom weterynarii: Johnowi Dally’emu z kliniki weterynaryjnej River Valley, Christine Burgess z kliniki uniwersyteckiej, Kim Conley z kliniki Silver Springs i specjaliście medycyny chińskiej dla zwierząt Chrisowi Bessentowi za wspieranie mnie w tych trudnych chwilach.

Moi przyjaciele z Vermont Valley nie wiedzą nawet, jak ogromne znaczenie mają dla mnie nasze comiesięczne spotkania na wsi, w sielskiej atmosferze, gdzie mogę ogrzać się w ciepłych promieniach szczerej przyjaźni. Każda z tych bliskich mi osób – Dave i Julie Eggerowie, Dimitri Bilgere, Karen Bloom, Karen Lasker, Beth Miller i Patrick Mommaerts – jest dla mnie ważna. Jestem naprawdę szczęśliwą kobietą, skoro otaczają mnie tacy przyjaciele. Mam też wielkie szczęście, że posiadam dwie tak wspaniałe siostry, jak Wendy Barker i Lia Piatt, które choć mieszkają daleko, są stale w moim sercu.

Mam dług wdzięczności wobec Mary Vinson i Coulee Region Humane Society w La Crosse, w Wisconsin, za wyrażenie zgody na użycie zdjęć Cathy Acherman pochodzących z książki Susan Fox Tails from the Hart (Prosto z serca). Dziękuję też Fransowi de Waalowi za pozwolenie na wykorzystanie zdjęć z książek o szympansach jego autorstwa – Chimpanzee Politics (Szympansia polityka) i Peacemaking Among Primates (Zachowania pokojowe naczelnych). Dziękuję też Karen London za zajęcie się stroną ilustracyjną tej książki. Na wielkie podziękowania zasługuje także Zachary Sauer.

 

Specjalne podziękowania kieruję do dr Cecelii Soares, pełniącej funkcję nie tylko rodzinnego weterynarza, ale też doradcy i przyjaciółki rodziny, która wspaniałomyślnie podzieliła się prawami autorskimi do frazy „drugi koniec smyczy”, wziętej z nazwy jej firmy doradczej. Dr Soares prowadzi seminaria i konsultacje dla personelu medycznego przychodni weterynaryjnych, dotyczące raczej ludzkiej niż zwierzęcej strony relacji człowieka ze zwierzętami.

Każdy z tysięcy psów i ludzi, z którymi współpracowałam, nauczył mnie więcej, niż mogłam oczekiwać. Dziękuję więc wszystkim za to, iż dzięki nim mogłam rozwijać się zawodowo. Lista szkoleniowców i specjalistów w dziedzinie behawioru zwierzęcego, których spotkałam na swojej drodze, jest bardzo długa, wymienię więc tylko niektórych, od lat będących dla mnie inspiracją: Carol Benjamin, Sheila Booth, William Campbell, Jean Donaldson, Donna Duford, Job Michael Evans, Ian Dunbar, Trish King, Karen Pryor, Pam Reid, Terry Ryan, Pia Silvani, Sue Sternberg, Barbara Wodehouse. Spisując tę listę, nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż jest ona niepełna. Dziękuję więc wszystkim i przepraszam, jeśli kogoś pominęłam. Chciałabym także podziękować moim długoletnim współlokatorom, Dougowi McConnellowi i Larry’emu Meillerowi. Nie mogę nie wspomnieć o Rickym Aaronie, który, co prawda, nie miał nigdy nic wspólnego z psami, ale rozśmieszył mnie do łez żądaniem, aby jego nazwisko znalazło się w tej książce.

Moja przyjaciółka Nancy Raffetto zasłużyła na osobne podziękowania za to, iż bez wahania uwierzyła w moją wizję i założyła ze mną Dog’s Best Friend Training Ltd., i to w roku 1988, kiedy Stowarzyszenie Behawiorystów Zwierzęcych stawiało dopiero pierwsze kroki na naszym rynku. Spoglądając w przeszłość, nie mogę się nadziwić, jak dwie świeżo upieczone absolwentki uczelni, nie mając pojęcia o biznesie, z głowami pełnymi wiedzy o zachowaniach zwierząt, zdołały sobie poradzić z tak ambitnym przedsięwzięciem. Stokrotne dzięki za wspólne przecieranie szlaków; sama nigdy bym się na to nie odważyła.

Dziękuję wszystkim redakcjom, w tym szczególnie bliskiej mi redakcji czasopisma „The BARQ” za wspieranie mnie w pisaniu i doskonaleniu go w dążeniu do osiągnięcia harmonii między sztuką pisarską a wiedzą na temat motywów działania ludzi i zwierząt. Najgorętsze podziękowania kieruję do mojego najbliższego przyjaciela, Jima Billingsa, który zawsze wspierał mnie wiedzą i poradą i który przez ostatnie półtora roku mojej ciężkiej pracy był dla mnie jak ojciec i matka.

No i na koniec muszę wspomnieć o takich niezwykłych postaciach, jak Luke, Tulip, Pip i Lassie – moich psach, które swoją obecnością rozjaśniały i wzbogacały moje życie.

Wprowadzenie

Zmierzchało i trudno było dojrzeć, czym są te dwie ciemne grudy na drodze. Wracałam właśnie z prób pracy dla psów pasących i na ruchliwej autostradzie międzystanowej jechałam prawie sto dziesięć kilometrów na godzinę. Ale kiedy podjechałam bliżej, mój spokój prysł w jednej chwili – to były psy. Żywe! Przynajmniej dopóki nie potrąci ich jakieś auto. Jak żywcem wyjęte z filmów Disneya truchtały wzdłuż drogi stary golden retriever i mieszaniec owczarka, narażając się na ogromne niebezpieczeństwo. Widziałam już kiedyś, jak rozpędzony samochód uderza w psa, i bardzo starałam się usunąć ten obraz z pamięci. Cały czas jednak miałam świadomość, że taki scenariusz może się w każdej chwili powtórzyć.

Zjechałam z drogi i zaparkowałam za stojącą tam półciężarówką. Znajomi, wracający z tych samych prób, którzy wyjechali przede mną, także zauważyli psy. Wymieniliśmy przerażone spojrzenia i poboczem autostrady ruszyliśmy w ich kierunku. Ruch był spory, wszystkie cztery pasy stawały się coraz bardziej zatłoczone, jak rzeka wzbierająca powodzią. Psy wyglądały łagodnie, nawet przyjacielsko, sprawiały wręcz wrażenie ucieszonych widokiem czegoś na nogach zamiast na kołach. Widoczność była kiepska, a przejeżdżające ciężarówki robiły taki hałas, że szanse na to, że psy nas usłyszą, były bliskie zera. W najgorszym możliwym momencie psy postanowiły przejść na naszą stronę drogi. Rozpościerając ramiona, rzuciliśmy się w ich kierunku. Musieliśmy je zatrzymać. Stanęły, a wielka ciężarówka z browaru Millera minęła je ledwie o włos. Na moment skamienieliśmy. Przytłaczała nas odpowiedzialność. Przecież chcieliśmy uratować im życie, a nie doprowadzić do śmierci pod kołami samochodów. Musieliśmy zadziałać prawidłowo.

Zaczęliśmy „przemawiać” do psów w przerwach między samochodami. Wykorzystywaliśmy gesty zapraszające do zabawy, mające zachęcić zwierzęta do przejścia na naszą stronę w chwili, gdy ruch samochodów się zmniejszał i umożliwiał bezpieczne przejście przez drogę. Wymachiwaliśmy rękami, aby zatrzymać psy, gdy auta wynurzające się zza pagórka na następnym pasie były zbyt blisko. Byłam niemal pewna, że się nie uda i psy zginą. Ten milczący taniec życia i śmierci trwał w nieskończoność, nasze ciała gięły się w tę i w tamtą stronę, dając znaki, które miały się przedrzeć przez hałas ruchu drogowego.

Mieliśmy ogromne szczęście. Udawało nam się unoszeniem rąk zatrzymywać psy w odpowiednim momencie i w odpowiednim momencie przywoływać do nas. Nie było ani smyczy, ani obroży, tylko wyrazista mowa ciała, wyrażająca dwa słowa „stój” i „chodź”. Właściwie do dziś nie rozumiem, jak nam się to udało. Ale udało się! Użyliśmy właściwych sygnałów, a psy je zrozumiały.

Psy są mistrzami w wyłapywaniu i zauważaniu najmniejszego ruchu człowieka, a każdy ruch ma znaczenie, czasami oczywiste, czasami głęboko ukryte. Jeśli się zastanowić, to ludzie reagują podobnie. Przypomnij sobie na przykład ledwo zauważalne ruchy głową, które tak cię fascynowały podczas pierwszej randki. Pomyśl, jak niewiele trzeba, aby uśmiech na wargach zmienił się w grymas. O ile brew musi się unieść, żeby zmienić komunikat, jaki odczytujemy z cudzej twarzy? Milimetr? A może mniej?

Myślisz pewnie, że ta nieobca nam przecież wiedza pomaga nam w komunikowaniu się z psami? Niestety tak nie jest. W obecności naszych psów zachowujemy się często niedbale, wręcz bezmyślnie. Ten brak świadomego panowania nad własnym ciałem wydaje się taki ludzki! Wysyłamy na prawo i lewo sprzeczne sygnały, jak jakiś oszalały semafor, a nasz pies przygląda się temu z coraz większą dezorientacją, w końcu jego oczy zaczynają wirować jak u zwierzaków z kreskówek.

Sygnały wizualne, jak zresztą wszystkie nasze zachowania, mają ogromny wpływ na zachowanie naszych psów. Osobowość i zachowanie każdego psa w dużej mierze zależy bowiem od osobowości i zachowania właściciela. Psy domowe z założenia dzielą życie z przedstawicielami innego gatunku – z nami. Ta książka przeznaczona jest dla miłośników psów, ale opowiada nie tylko o psach. Ta książka jest także o ludziach. Opisuje podobieństwa między oboma gatunkami, podkreślając zarazem różnice.

Nasze gatunki łączy bardzo wiele. Gdy popatrzymy na bogaty świat zwierząt, od drobnych żuków po ogromne niedźwiedzie, od razu rzuci nam się w oczy to, że człowieka i psa znacznie więcej łączy niż dzieli. Tak samo jak psy karmimy mlekiem swoje młode i wychowujemy je w grupach, a nasze dzieci muszą się wiele nauczyć, zanim dorosną i staną się samodzielne. Polujemy w grupach, nawet jako dorośli mamy skłonność do głupawych zabaw, chrapiemy, drapiemy się, ziewamy i mrugamy oczami w leniwe słoneczne popołudnia. Oto, co nowozelandzka poetka, Pam Brown napisała o relacjach między psem a człowiekiem w swojej książce Bond for Life (Na całe życie).

„Ludzi zawsze najbardziej pociągało w psach to, że są tak do nas podobne – uczuciowe, łatwo popadają w zmieszanie, obrażają się, uwielbiają wszelkie rozrywki i z wdzięcznością przyjmują naszą opiekę, troskę oraz każdy przejaw uwagi”.

Te podobieństwa pozwalają przedstawicielom obu gatunków prowadzić wspólne życie, cieszyć się bliskością, dzielić pożywieniem, wynajdować wspólne rozrywki, a nawet wspólnie odbywać porody[1]. Wiele zwierząt żyje w dużej zażyłości z innymi gatunkami, ale więź, jaka powstała pomiędzy człowiekiem a psem, jest czymś wyjątkowym. Większość z nas spaceruje z psami, je w tym samym czasie co psy (często nawet to samo pożywienie) i śpi z psami. Ludzie do dziś polegają na psie w pracy. Hodowcy owiec w Wyoming czy farmerzy hodujący mleczne krowy w Wisconsin na co dzień potrzebują psów tak samo jak nowoczesnych skomplikowanych maszyn, a nawet bardziej. Wiadomo, że psy wzbogacają życie wielu z nas, dając nam radość i poczucie bezpieczeństwa. Są nawet dowody na to, iż posiadanie psa zdecydowanie zmniejsza ryzyko zawału serca. Ale w końcu nie możemy znosić tego nieustannego szczekania, gubienia sierści i konieczności sprzątania po psie na spacerach tak zupełnie za darmo.

Popatrzmy tylko, ile zrobiliśmy dla psów. Canis lupus familiaris, czyli pies domowy, jest obecnie gatunkiem, który odniósł bodaj największy sukces w historii Ziemi tylko dzięki temu, że złączył swój los z naszym. Obliczono, że obecnie żyje na świecie około czterystu milionów psów. Wiele amerykańskich psów jada naturalne pożywienie, uczęszcza do kręgarzy i terapeutów, spędza czas w psich centrach całodziennej opieki i przeżuwa zabawki wartości milionów dolarów rocznie. To się dopiero nazywa sukces.

Oczywiście są też między nami różnice. My, ludzie, nie tarzamy się z upodobaniem w krowich plackach. Nie mamy także zwyczaju zjadać łożysk naszych nowo narodzonych młodych. Nie witamy się też, dzięki Bogu, ze znajomymi, obwąchując ich od strony zadka. Nasz węch nie jest tak doskonały jak u psów, które żyją w świecie zapachów. To właśnie po części z powodu różnic w komunikowaniu się psów i ludzi często dochodzi do rozmaitych nieporozumień, od drobnych po naprawdę groźne. Wiele konfliktów bierze się stąd, że właściciele zupełnie nie rozumieją zachowań psów oraz ich sposobu uczenia się i pojmowania świata, dlatego zachęcam miłośników psów do czytania książek poświęconych szkoleniu tych zwierząt. Szkolenie psów nie może być jedynie procesem intuicyjnym, większa wiedza na ten temat ułatwi zadanie i człowiekowi, i zwierzęciu oraz dostarczy rozrywki.

Czasami nieporozumienia wynikają nie tyle z niewiedzy o podstawach zachowania psów, ile z fundamentalnych różnic w zachowaniu między oboma gatunkami. W tym związku psy nie są jedynymi zwierzętami. Na drugim końcu smyczy tkwią ludzie, którzy też należą do królestwa zwierząt i którzy w procesie ewolucji odziedziczyli po przodkach biologiczny bagaż zachowań. Wchodząc w relacje z psami, nie jesteśmy czystą, niezapisaną kartką, podobnie jak one. Zarówno psy, jak i ich miłośnicy, przez wieki podlegali wpływowi swojego ewolucyjnego dziedzictwa, co uwidacznia się w ich wzajemnych relacjach już na początku ich kształtowania się. Mimo iż podobieństwa między ludźmi i psami ułatwiają stworzenie wyjątkowo silnej więzi, to jednak każda ze stron mówi własnym językiem, którego niuanse ulegają zafałszowaniu przy próbach tłumaczenia.

Psy należą do psowatych, rodziny obejmującej także wilki, lisy, szakale i kojoty. Genetycznie psy i wilki są niemal tożsame – ich DNA różni się w stopniu tak niewielkim, że niemal uniemożliwia rozróżnienie obu gatunków drogą badań genetycznych. Psy i wilki krzyżują się między sobą, a ich potomstwo jest tak samo płodne jak rodzice[2]. Obserwacje dzikich wilków dostarczyły nam wielu informacji o tym, co oznacza, kiedy pies tuli uszy czy liże nas po twarzy. Psy, tak samo jak wilki, komunikują się z członkami swojej sfory za pomocą całej gamy postaw ciała, które wyrażają podporządkowanie, pewność siebie bądź groźbę. Widząc psa lub wilka stojącego nieruchomo, z ciałem napiętym, warczącego i patrzącego twardo w twoje oczy, bez ryzyka popełnienia błędu możesz jednakowo interpretować komunikat, jaki chcą ci przekazać. Tak więc w pewnym sensie psy są wilkami i poprzez obserwację wilczych stad możemy się bardzo wiele dowiedzieć o psach domowych.

Z drugiej jednak strony, co bardzo istotne, psy absolutnie nie są wilkami. Udomowione psy nie są tak ostrożne jak dzikie wilki, są znacznie mniej agresywne, mają o wiele mniejszą skłonność do włóczęgostwa, są dużo bardziej podatne na układanie. Przy pasieniu stada owiec nie widuje się ludzi używających do pomocy mieszańców psa i wilka. Jako biolog z wykształcenia i hodowca owiec zapewniam, że nie byłby to miły widok. Psy, nawet dorosłe, zachowują się w dużej mierze jak wilcze szczenięta – to taki wilczy Piotruś Pan, który nigdy nie dorośnie; więcej informacji na temat przyczyn tego zjawiska znajduje się w rozdziale 5. Przez ostatnie dwie dekady wiele szkody spowodowały koncepcje kładące nacisk na podobieństwa między psami i wilkami. Być może to właśnie zachęciło Lornę i Raymonda Coppingerów do napisania książki Dogs (Psy), która poświęcona jest głównie różnicom pomiędzy oboma gatunkami. We wstępie piszą: „Psy mogą być blisko spokrewnione z wilkami, ale to wcale nie znaczy, że zachowują się jak wilki. Ludzie są blisko spokrewnieni z szympansami, ale ani nie zachowują się jak szympansy, ani nikt nie traktuje ich jak podgatunku szympansów”.

 

Natychmiast staje mi przed oczami szklanka, która jest albo do połowy pełna, albo do połowy pusta. Obie obserwacje są zgodne z rzeczywistością, wyrażają tylko inny punkt widzenia. Według mnie obydwie są równie istotne, toteż będę się upierać, że pełnię zrozumienia można osiągnąć jedynie rozpatrując zarówno to, co łączy, jak i to, co dzieli oba gatunki – wilka i psa. W takim samym stopniu dotyczy to także nas samych. W pewnych sytuacjach zachowujemy się jak szympansy, ale bardzo często zasadniczo różnimy się od nich w zachowaniach.

Przez wiele lat naukowcy dochodzili do tego, jak istotne znaczenie mają „podobieństwa i różnice” w badaniach nad behawiorem człowieka i naczelnych.

Poczynając od popularnych książek, jak Naga małpa czy Trzeci szympans, po uczone wywody akademickie, jak Narzędzia, język i świadomość w ewolucji człowieka, naukowcy przez dziesięciolecia rozpatrywali działania i historię człowieka w kontekście jego przynależności do naczelnych. Założenie to legło u podstaw antropologii strukturalnej i kulturowej, etologii oraz psychologii porównawczej. I nie jest to jedynie pogląd akademicki. Oubi, plemię zamieszkujące Wybrzeże Kości Słoniowej, uważają ludzi i szympansy za potomków dwóch braci, uznając małpy za swoich kuzynów. Cóż, należy pamiętać, iż podobieństwo między nami a szympansami jest nie tylko powierzchowne, dzielimy bowiem z nimi aż dziewięćdziesiąt osiem procent DNA. Choć zakrawa to na ironię, Oubi uważają, że „przystojniejszy” z braci stał się założycielem rodu ludzkiego, podczas gdy „bystrzejszy” jest praojcem małp.

Wiele możemy zyskać, kiedy spojrzymy na siebie z nieco innej perspektywy, jako na naczelne – wrażliwe, skłonne do figli i zabawy o zacięciu dramatycznym – jakimi w istocie jesteśmy. Możemy być zwierzętami niezwykłymi, o fantastycznych możliwościach intelektualnych, ale tak jak inne zwierzęta podlegamy prawom natury. Nasz gatunek, podobnie jak szympansy, goryle, bonobo[3] czy pawiany, ma te same wrodzone tendencje do określonych zachowań. Szympansy czy bonobo nie tworzą skomplikowanych projektów ani nie piszą książek o sobie, ale mimo wszystkich różnic jesteśmy do nich bardzo podobni. Zadziwiające, jak wiele gestów i postaw ciała typowych dla człowieka, na przykład pocałunki, obejmowanie się, a nawet trzymanie za ręce, jest również domeną pawianów.

Nie mam bynajmniej zamiaru poprzez powoływanie się na spuściznę po naczelnych, umniejszać wyjątkowości człowieka, bo jesteśmy jedyni w swoim rodzaju, co wyrażamy, mówiąc „ludzie i zwierzęta”, a nie „ludzie i inne zwierzęta”. Czy uznamy to za wolę bożą, czy działanie sił natury, to faktem pozostaje, że różnimy się na tyle od wszystkich innych zwierząt, iż stanowimy odrębną kategorię. Ale choć tak różni, ciągle czujemy silną więź z królestwem zwierząt. A im więcej wiemy o procesach biologicznych zachodzących w otaczającym nas świecie, tym bardziej przekonujemy się, jak silna i bliska jest to więź.

Jesteśmy na tyle blisko spokrewnieni z szympansami, bonobo czy gorylami, że systematycy zaszeregowali nas do jednej rodziny człowiekowatych. Szympansy, bonobo i ludzie, najbliżej ze sobą spokrewnione, są zwierzętami inteligentnymi, zdolnymi do stworzenia złożonych struktur społecznych, mającymi wydłużony okres dojrzewania i nauki, jako młode pozostającymi pod opieką rodziców przez bardzo długi czas i wykazującymi tendencję do określonych, powtarzalnych zachowań w określonych sytuacjach, nawet jeśli my, ludzie, nie jesteśmy tego do końca świadomi. I tak na przykład wszystkie trzy gatunki cechuje skłonność do powtórzeń w stanie podniecenia, używania głośnych dźwięków w celu wywarcia wrażenia na innych albo w gniewie i frustracji niszczenia wszystkiego, co akurat znajdzie się pod ręką. Takie zachowania nie przydają się w procesie komunikowania się z psami. Poza wąską gamą szczęknięć i warknięć porozumiewają się one przede wszystkim sygnałami wizualnymi, a wrażenie na innych wolą wywierać w ciszy, no i rzadko używają łap do innych czynności niż stanie czy poruszanie się.

Nietrudno znaleźć przykłady na to, na ile dziedzictwo w zachowaniach potrafi przysporzyć problemów w naszych stosunkach z psami. My na przykład uwielbiamy się obejmować i przytulać. Taki kontakt „brzuch w brzuch”, jak to się określa w literaturze dotyczącej naczelnych, jest także bardzo lubiany przez szympansy i bonobo. Przytulają one swoje dzieci, a dzieci także je ściskają. Dorastające szympansy obejmują się wzajemnie, tak samo jak dorosłe, zwłaszcza gdy usiłują zażegnać konflikt. Matki goryli nieustannie przytulają się ze swoimi młodymi. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie opowieść Amy Vedder[4] o tym, jak przebiegało jej pierwsze spotkanie z młodziutkim gorylem, miotającym się z przerażenia w zamkniętym pomieszczeniu. Amy, która od lat obserwowała żyjące na wolności goryle, potrafiła znakomicie naśladować odgłosy wydawane przez małpy na powitanie. Przestraszone, chore gorylątko podpełzło do niej po podłodze i dosłownie rzuciło się jej na pierś, obejmując ją mocno łapkami, zupełnie jak zagubione dziecko, które rzuca się w ramiona matki. Zarówno dla Amy, jak i dla młodego goryla, te uściski były zachowaniem jak najbardziej naturalnym. Skłonność do obejmowania i ściskania kogoś czy czegoś, co wydaje się bliskie i kochane, jest wyjątkowo silna. Spróbujcie wytłumaczyć czterolatkowi, aby nie przytulał i nie obejmował swojego psa!

Psy się nie obejmują ani nie wymieniają uściski. Spróbuj to sobie wyobrazić – dwa psy stoją na tylnych łapach, a przednie jeden drugiemu zarzuca na szyję, policzek przyciśnięty do policzka, pierś do piersi! Chyba nieczęsto widujesz takie obrazki w parku? Psy są zwierzętami społecznymi, w dodatku bardzo towarzyskimi, które wręcz usychają pozbawione licznych kontaktów z innymi. Jednak obejmowania się nie praktykują. Czasami dotykają drugiego psa łapą, czy to w intencji zainicjowania zabawy, czy zademonstrowania własnej pozycji społecznej, ale to nie ma nic wspólnego z obejmowaniem się. I rzadko kiedy reagują przyjaźnie na obejmowanie i uściski. Niektóre znoszą cierpliwie pieszczoty właściciela, ale są i takie, które warczą wtedy na każdego.

Wiele warczących w takiej sytuacji psów widywałam głównie dlatego, że pracuję jako doradca behawioralny i na co dzień udzielam porad w trudnych przypadkach zaburzeń behawioralnych. Moje wieloletnie zainteresowania oraz doświadczenia w pracy[5] zaowocowały napisaniem tej książki. Przygotowując pracę doktorską, nagrałam i przeanalizowałam dźwięki komend, za pomocą których opiekunowie zwierząt porozumiewają się ze swoimi podopiecznymi w rozmaitych kulturach. Zajmowałam się również badaniem naszego gatunku, czyli ludzi, stosując takie metody w badaniu dźwięków używanych przez człowieka w określonych sytuacjach, jakich inni badacze używają do analizowania śpiewu ptaków. Mając spore doświadczenie w prowadzeniu precyzyjnych obserwacji i opisywaniu zachowań, zrozumiałam, iż obserwacja zachowań człowieka jest tak samo ważna, jak obserwacja zachowań psów w określonych sytuacjach. Tylko w ten sposób można uzyskać pełen obraz. Wykładając biologię i filozofię stosunków między ludźmi a zwierzętami na uniwersytecie w Wisconsin Madison, i będąc jednym z gospodarzy programu o zwierzętach Calling all pets, nieustannie przekonywałam się, jak istotne są nasze wzajemne relacje i jak bardzo nasz punkt widzenia „naczelnych” potrafi je zepsuć i skomplikować.

Ale to nie wszystko; o tym, jak łatwo o nieporozumienia w stosunkach z psami nieustannie przypominało mi moje doświadczenie szkoleniowca[6], hodowcy i uczestnika konkursów pasienia z pracującymi border collie oraz, co tu kryć, zwariowanego miłośnika psów.

Niektóre z opisanych tu historii dotyczą czterech moich psów i naszego wspólnego życia na małej farmie w Wisconsin, inne odnoszą się do moich pacjentów, którymi zajmowałam się z powodu problemów, jakie sprawiali swoim właścicielom. Były to często bardzo poważne problemy, nierzadko związane z agresją. Kiedy jesteś dyplomowanym doradcą behawioralnym specjalizującym się w psich problemach, dla wielu zdesperowanych właścicieli stanowisz ostatnią deskę ratunku, toteż przez lata stykałam się z prawdziwymi dramatami i spotykałam mnóstwo psów z problemami psychicznymi. Nie potrafię zliczyć, jak wiele z nich wkraczało do mojego gabinetu, warcząc groźnie i szczerząc złowróżbnie kły. Mój najmniejszy błąd mógł wyzwolić nieobliczalny w skutkach atak ze strony pacjenta, co mogło się dla mnie źle skończyć. Myślę, że nawet dziś, po latach doświadczeń, nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że do tego przywykłam (czasami tylko przemknie mi przez głowę myśl, „Co też, do diabła, skłoniło mnie do tego, aby wieść takie życie?). Wiedziałam przecież, czego się mogę spodziewać. Każdy z nas powinien zdawać sobie sprawę z tego, że przebywanie ze zwierzętami, które mają zęby ostre jak brzytwa, może skończyć się kłopotami.

Inne książki tego autora