Elżbieta II. Portret królowejTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zgliszcza

Dnia 3 września 1939 ulice całego królestwa pustoszeją. Coś wisi w powietrzu.

Tak, coś się wydarzy.

Cały naród kuli się przy radioodbiornikach, słuchając Jerzego VI, który w najtrudniejszym przemówieniu w całym swoim życiu, głosem schrypłym od wypalenia niezliczonej ilości papierosów, ogłasza, że Wielka Brytania przystąpiła do wojny.

Londyn nie jest bezpiecznym miejscem. Kto ma dość pieniędzy i układów, opuszcza Anglię i wyjeżdża do Kanady. Pod koniec 1939 roku dzieci zostają ewakuowane z zagrożonych miast, ale temu, kto zasugeruje rodzinie królewskiej opuszczenie zasnutych gęstym dymem budynków stolicy, królowa, nominowana na głównego komendanta Królewskich Służb Morskich i Pomocniczej Służby Terytorialnej, odpowiada bez ogródek: „Dziewczynki nie pojadą beze mnie. Ja nie zostawię króla, a król nie wyjedzie w żadnym wypadku”.

Para królewska nie opuszcza pałacu Buckingham nawet podczas Blitz, od 7 września 1940 roku do 11 maja 1941 roku, kiedy niekończące się bombardowania niszczą miliony londyńskich budynków, od dzielnic biedoty w East Endzie aż po pałac westminsterski, katedrę Świętego Pawła czy kaplicę „drogiego starego Bucka”.

Ubrana w beże, pudrowy róż albo lawendowy błękit, nigdy na czarno, bo to kolor porażki i lęku, królowa i jej coraz mniej subtelny mąż przemierzają pokonany Londyn, przejeżdżają obok tłumów, które chronią się w wybebeszonych budynkach, przed sklepami z roztrzaskanymi witrynami i zniszczonymi domami, podpartymi drewnianymi drągami. Ich zdjęcia zrobione pośród zgliszcz pozostają na pierwszych stronach gazet przez całe tygodnie i stają się jednym z symboli oporu Anglików. Cierpią dla kraju — dzięki tym obrazom stają się popularni i bezgranicznie kochani.

Wojna wpływa na wszystkich, także na Lilibet i Małgorzatę przebywające w spokojnym zamku w Windsorze, który góruje nad doliną Tamizy w hrabstwie Berkshire, trzydzieści sześć kilometrów na zachód od Londynu.

Windsor jest teraz bardziej schronieniem niż zamkiem (klejnoty koronne zostają rozmontowane, zawinięte w gazety i ułożone w pudełku po biszkoptach ukrytym w podziemiach), ostoją, w której nie odczuwa się wojennego szaleństwa.

W Windsorze pozornie normalne życie wiodą dwie księżniczki i nianie, Allah i Bobo, oraz Crawfie, które w tych niedostępnych murach, z dala od problemów świata, organizują dni nauki języka francuskiego i historii Europy z wicehrabiną Antoinette de Bellaigue, a także zabawy z psami i końmi w ogromnym parku. Izolacja, do której jest zmuszona, nie przeszkadza Lilibet zwracać się do wszystkich dzieci, kiedy na prośbę Churchilla 13 października 1940 roku wygłasza w radiu swoją pierwszą przemowę podczas audycji Childrens hour (Godzina dla dzieci) w BBC. Wojna jest także wojną dzieci okradzionych z dzieciństwa. Mimo ukrycia w swoim bezpiecznym schronieniu, Elżbieta zwraca się do nich, ubrana w skromny szary żakiecik, po wielu godzinach skrupulatnych prób z mikrofonem.

„Tysiące z was musiały opuścić swoje domy i rozdzielić się z mamami i ojcami. Moja siostra Małgorzata Róża i ja jesteśmy blisko was, bo wiemy z doświadczenia, co to znaczy być daleko od tych, których kocha się najbardziej na świecie”32.

Przemówienie to odnosi wielki sukces. BBC nagrywa je na płytę i zaczyna sprzedawać w Stanach Zjednoczonych i krajach Wspólnoty Narodów. Elżbieta służy narodowi, jak tylko może, robi na drutach, szyje ubrania dla biednych, zbiera pieniądze na papierosy dla żołnierzy i organizuje gry i szarady dla ewakuowanych dzieci.

Jednak w Windsorze Elżbieta jest także aktorką.

Nikt nic o tym nie wiedział, dopóki sześćdziesiąt lat później na aukcję Dominica Wintera nie trafiło archiwum fotograficzne z niektórymi, nigdy niepublikowanymi, zdjęciami Lisy Sheridan oraz notatki i scenografie należące do Huberta Tannara, dziekana Royal School, i Cyrila Woodsa, przyjaciela nastoletniej królowej.

Po zdjęciach Marcusa Adamsa inne fotografie — zaginione, a potem odnalezione — stanowią kolejny element ikonograficznych memoirów Elżbiety, są to fragmenty jej biografii wizualnej, które po latach okazują się bardzo cenne.

Podczas wojny fotografie Sheridan nadal są pożądane przez coraz bardziej spragnione zdjęć rodziny królewskiej gazety. Lisa spędza całe dnie w Windsorze, gdzie fotografuje Lilibet, która rysuje, maluje, uczy się geografii przed wielkim globusem, układa puzzle w otoczeniu wiernych corgi. Lecz zdjęcia wystawione na aukcję pokazują Elżbietę inną, nieznaną. Pozuje do nich w białej peruce i kostiumach z epoki, uszytych przez nią samą do spektakli wystawianych przed rodziną królewską i niektórymi przyjaciółmi w Waterloo Chamber. Dochód z tych spektakli jest przeznaczony na potrzeby fundacji Royal Household Wool, która dostarcza wełniane ubrania żołnierzom na froncie.

Spektakle zapowiedziane na 30 grudnia 1941 roku to: Aladyn, Piękna i Bestia, Kopciuszek. To „zwykłe” bajki, ale kiedy gra w nich przyszła królowa, i to w męskich ubraniach, nawet najbardziej ziarniste zdjęcia stają się prawdziwym skarbem.

ŻONA I MATKA (1940–1951)

ŻONA I MATKA

(1940–1951)


Księżniczka Elżbieta w Royal Lodge w parku Windsor, 4 kwietnia 1942 roku (fot. Lisa Sheridan/Studio Lisa/Getty Images).

Po drugiej stronie oceanu

Tego właśnie dnia, 30 grudnia 1941 roku, Winston Churchill jest w Ottawie i przemawia w parlamencie kanadyjskim. W małym pokoiku za kulisami czeka młody fotograf, Yousuf Karsh. Już od samego rana jest pełen niepokoju, mimo że powoli się przyzwyczaja do polityków tej rangi. W jego mikroskopijnym studiu urządzonym z wykorzystaniem używanych mebli i skrzynek po owocach okrytych małpimi skórami, byli już tacy wielcy, jak amerykański prezydent, Franklin Delano Roosevelt, lokalni politycy i zagraniczni dyplomaci, ale spotkanie z Churchillem, który jest znany z niezbyt uprzejmego charakteru, napawa go przerażeniem.

W swoim krótkim życiu młody Karsh doświadczył wiele cierpienia. Do tej chwili, która okaże się najważniejsza w jego karierze, doszedł, uciekając od potworności ludobójstwa Ormian, nie znał ani słowa po francusku, jeszcze mniej po angielsku. Był rok 1923 i jego wuj Nakash, zamożny kawaler i fotograf, czekał na niego na mrozie w Halifaksie (Nowa Szkocja), zatrudnił go u siebie, mimo że chłopiec marzył o tym, żeby zostać lekarzem. Zamiast tego stoi za ladą, a w czasie weekendów krąży po ulicach Sherbrooke, uzbrojony w maleńki aparat. Fotografia ostatecznie podbija jego serce.

Przenosi się do Bostonu do znajomego wujka, najlepszego portrecisty tamtych czasów, Johna H. Garo, także Ormianina, który nie tylko nauczy go platynotypii33 i wyjaśni mu tajemnice portretowania, ale popchnie go, sam będąc malarzem, w kierunku mistrzów malarstwa, takich jak Rembrandt czy Velázquez, w których młody Karsh zakocha się bez pamięci. W 1931 roku zostawia Boston dla Ottawy, gdzie spotkanie z premierem Mackenziem Kingiem zmienia bieg jego kariery — ten zatrudnia go bowiem do sportretowania Churchilla, mimo że nie ma na to jego zgody. Kiedy widzi Karsha, King pozwala mu na „dwie minuty, w czasie których mam umieścić na kliszy człowieka, który już napisał i zainspirował całe biblioteki książek, kpił sobie z biografów, napełnił świat swoją sławą, a mnie przerażeniem”34.

Czekając, Churchill zapala cygaro. Karsh nieśmiało podsuwa mu popielnicę, którą polityk ignoruje, ale to cygaro tworzy mało estetyczny cień na jego twarzy, toteż młody fotograf mruczy grzeczne „Pan mi wybaczy, sir”, wyjmuje mu cygaro z ust, po czym wraca do aparatu i rejestruje na płycie wściekłe spojrzenie Churchilla.

„Life” kupuje fotografię za sto dolarów. Ten nieostrożny gest, który stworzy najczęściej powielane zdjęcie w historii fotografii, zmienia życie Karsha. Doprowadzi go do spotkania z błękitnymi oczami księżniczki Elżbiety, albowiem na rozkaz Mackenziego Kinga, aby pokazać światu zaangażowanie Kanady w wojnie, jedzie do Anglii, by fotografować wielkich bohaterów, w tym rodzinę królewską.

Karsh wspomina: „W 1943 roku odbyłem pierwszą z niezliczonych odysei fotograficznych. Po podróży na pokładzie norweskiej fregaty, która — jak się okazało — była nafaszerowana materiałami wybuchowymi, znalazłem się w Hotelu Savoy w Londynie, gdzie czekał na mnie Tom Blau, założyciel Camera Press, największej brytyjskiej agencji fotograficznej, który (co będzie robił przez następne dziesięciolecia) poumawiał już sesje z różnymi osobistościami i zorganizował studio oraz dał mi ogromne i konieczne wsparcie duchowe. Kiedy spadały bomby, Tom i ja schodziliśmy do piwnicy, by tam kontynuować pracę”35. W podziemiach oświetlonych wolframowym światłem, z jeszcze widocznym echem sławnych mistrzów, Rembrandta i Velázqueza, Karsh spotyka najważniejsze osobistości Anglii, od George’a Bernarda Shawa po arcybiskupa Canterbury. Zdjęcia Karsha są zupełnie inne niż dokumentalistyczne prace Sheridan czy frywolne obrazy Beatona, bo odwołują się do estetyki tych trudnych czasów.

Biel i czerń to jego znak firmowy.

Biel i czerń opisują historię fotografa malującego światłem. Dnia 1 grudnia 1943 roku oświetli twarz pięknej księżniczki na zdjęciu celowo bardzo surowym, ubranej w skromny szary kostium, ze sznurem pereł na szyi. Elżbieta kieruje w obiektyw swoje niewinne i ufne spojrzenie, które chce ofiarować swojemu ludowi. To pierwszy taki „intymny” moment Karsha i przyszłej królowej Anglii. Podobne chwile będą ze sobą dzielić przez następne czterdzieści pięć lat za pośrednictwem zdjęć, które przejdą do historii.

 

Gość specjalny

Jakby przeczuwała godzinę jego przybycia, Elżbieta gotowa jest już od wczesnego popołudnia. „Myślisz, że przyjedzie, żeby zobaczyć, jak recytujemy, Crawfie? — pyta podekscytowana «w sposób, jakiego wcześniej u niej nie widziano»”36. W czwartek 23 grudnia 1943 roku w zamku w Windsorze wystawiany jest Aladyn. Elżbieta wymyśliła kostiumy, przez tygodnie przymierzała całe stosy żakietów i starych ubrań matki, tuniką i jedwabnymi pantalonami chce oczarować „swojego” gościa, Filipa Mountbattena. To będą „cudne” dni dla księżniczki, która, pośród poszeptywania i niedomówień, zaczyna spotykać się z młodym chudzielcem o błękitnych oczach. W rodzinnych balach i obiadach Filip uczestniczy ze swobodą, mimo że ma dziurawe buty i niewiele ubrań na zmianę, dostarczonych przez babcię markizę Milford Haven i wuja Louisa Mountbattena. Wuj widzi, jak powoli rozwija się to, co rozpoczęło się cztery lata wcześniej w czasie wizyty w Dartmouth. Tyle że ówczesna nastolatka jest teraz młodą, dojrzewającą kobietą o licznych wdziękach, szczupłej talii i rozkwitających piersiach.

Kiedy są razem, Elżbieta traci swoją nieśmiałość i ożywia się. Po kilku dniach spędzonych w pałacu, już owładnięty dyskretnym urokiem siedemnastoletniej Lilibet, Filip wyjeżdża na Pacyfik jako porucznik marynarki brytyjskiej na kontrtorpedowcu „Whelp”, zabierając ze sobą portret księżniczki w starej skórzanej ramce.

Dla Elżbiety teraz to już tylko kwestia czasu.

Zima w Windsorze zapowiada się długa i surowa, ale dni Lilibet oświetla nowe światło. Zubożały grecki książę i przyszła spadkobierczyni tronu Anglii zaczynają ze sobą korespondować. Ich długie listy i liściki okraszają im cały okres wojny. Elżbieta przechowuje jego zdjęcie na toaletce w Windsorze.

„Wydaje ci się, że to jest mądre? Zaczną o tobie plotkować”, beształa ją Crawfie.

Elżbieta bezczelnie „zastępuje je innym zdjęciem Filipa z jasnym meszkiem na brodzie i nad ustami”. „Teraz założę się, że nikt go nie rozpozna!”, mówi triumfująco37.

Myli się.

Na temat pary zaczynają krążyć plotki, a młody Mountbatten przyciąga uwagę prasy.

Babcia, królowa Maria, dostrzega uczucia wnuczki, wie, że chłopak jej się podoba, ale obawia się reakcji angielskiego ludu na tego cudzoziemca, który ma zdecydowanie „niezwykłe” pochodzenie. Zaniepokojona, pisze do syna. „Biedaczka, brakuje jej rozrywki”, stwierdza król. Zdaje sobie sprawę, że odkąd księżniczki ukryły się w Windsorze, nie widują praktycznie nikogo, za to jego żona (która prywatnie nazywa Filipa „Hunem”) robi wszystko, żeby rozerwać Elżbietę, przedstawiając jej „alternatywnych” kandydatów, wybranych pośród najlepszych partii z angielskiej arystokracji. Pierwszym na liście dobrze urodzonych — i jej ulubieńcem — jest Hugh Euston, spadkobierca księstwa Grafton, siedem lat starszy od Elżbiety. Mężczyzna odwiedza Elżbietę w Windsorze, lecz zagadnięty przez wścibskich dziennikarzy, zaprzecza, jakoby był zainteresowany księżniczką. W następnej kolejności są: Johnny Dalkeith, spadkobierca księstwa Buccleuch, Charles Manners, przyszły książę Rutland, Sonny Belford, spadkobierca księstwa Marlborough-Blenheim, Simon Phipps, przyszły biskup Lincoln, lord Brabourne i lord Wyfold, jeden z oficerów, którzy w wieczór zakończenia wojny będą eskortować Elżbietę ulicami Londynu. Księżniczka spotyka się z nimi w lokalach takich jak 400 Club na Leicester Square albo w pobliskiej Café de Paris. Z powodu swojej nieśmiałości podczas tych spotkań czuje się jak zbędny dodatek. Woli imprezy organizowane w rezydencjach królewskich, gdzie może rozmawiać z chłopakami z dala od prasy, choć nie wydaje się interesować tym rodzajem „rozrywki”, który zafundował jej ojciec.

Znając stosunek rodziny do Filipa, Elżbieta nie przestaje dążyć do celu, który w tajemnicy sama sobie wyznaczyła.

Jej oczekiwanie na Filipa jest ucieleśnioną nadzieją.

Albo modlitwą.

Numer N.230873

Wojna.

Zdjęcia kobiet w mundurach, kucharek, magazynierek, sekretarek, telefonistek, operatorek radarów, pomocników na terenach objętych walkami publikowane są w gazetach regularnie. Elżbieta nie unika agitacji. Dla swojego kraju pozuje do okładek „Life” i „Times”, pozwala się fotografować podczas inspekcji jednostek wojskowych, których dokonuje w charakterze członka rady państwa. Jednak to nie wystarcza. Chce osobiście uczestniczyć w zmaganiach wojennych. Ojciec zamierza ją od tego odwieść, ale ona jest uparta. Tak więc w 1945 roku Elżbieta przyłącza się do ATS (Auxiliary Territorial Service) ze stopniem podporucznika i numerem matrykuły 230873.

Pierwsza kobieta z rodziny królewskiej, która służyła własnemu krajowi jako żołnierz, i pierwsza księżniczka, która włożyła wojskowy mundur od czasów celtyckiej królowej Boudiki (33–61 r.).

Elżbieta nic nie wie na temat silników, ale po trwającym dziesięć tygodni kursie zostaje mechanikiem, ma uprawnienia do prowadzenia pojazdów, uczy się czytać mapy i zostaje awansowana na stopień kapitana. Niedługo nosi mundur. Dnia 30 kwietnia wojska sprzymierzone zajmują Reichstag i sześć dni potem Niemcy poddają się.

Jest 7 maja 1945 roku, godzina dziewiętnasta czterdzieści.

BBC przerywa koncert fortepianowy, aby zawiadomić, że dzień 8 maja będzie dniem wolnym od pracy — słodkie słowa oznaczające, że zakończył się ostatni akt wojny. V-E Day (Victory in Europe Day) zostaje potwierdzony przez Winstona Churchilla o godzinie piętnastej dnia 8 maja. Zasłona, która pogrążyła świat w ciemnościach, zostaje zniszczona jego grzmiącymi słowami. Nie widziano takiej radości od dnia koronacji Jerzego VI, cały Londyn wychodzi na ulice, niezatrzymana fala dzwonów bijących jeden po drugim, klaksony autobusów i samochodów, odgłosy łyżek tłukących o garnki, hałas wzmaga się z minuty na minutę.

Aż staje się muzyką.

O godzinie osiemnastej Jerzy VI przemawia do narodu. Zaraz potem rodzina królewska wraz z premierem pojawia się na balkonie pałacu Buckingham. Elżbieta, ubrana w mundur służb pomocniczych, staje się symbolem młodych Brytyjek, które mogły otrząsnąć się z wojny.

„Wychodziłyśmy na balkon co godzinę sześć razy, a potem, w chwili zapalenia się reflektorów, ja i siostra zdałyśmy sobie sprawę, że nie byłyśmy w stanie dokładnie zobaczyć tego, co przeżywają tłumy”38.

Księżniczkom pozwolono wyjść z pałacu w towarzystwie sześciu osób, pośród nich był lord Porchester (który zostanie koniuszym przy koniach wyścigowych rodziny królewskiej) i młody pilot RAF-u, Peter Townsend, by mogły incognito dołączyć do tłumów. Podekscytowana tą pierwszą — i jedyną — ucieczką z pałacu, księżniczka obawia się, że zostanie rozpoznana, nakłada więc czapkę ATS i mocno naciąga ją na twarz.

„Pamiętam tłumy obcych sobie ludzi, którzy biorą się pod ręce i maszerują w kierunku Whitehall, wszyscy razem, podekscytowani szczęściem i uczuciem ulgi”.

Potajemna przechadzka trwa wiele godzin. Nie ma w niej nic zaplanowanego, żadnych parad, ceremonii, tylko spontaniczne uroczystości, w trakcie których wszyscy się ściskają i śmieją.

Ludzie śpiewają, biegają, tańczą na każdym rogu ulicy.

To światło, które rozpala się po ciemnościach wojny.

Noc, która należy do ludzi.

I do historii.

Elżbieta i Małgorzata wracają do pałacu, ryczące tłumy domagają się pojawienia się na balkonie pary królewskiej, ostatniego tej nocy — według słów Elżbiety — „która pozostanie jedną z najbardziej pamiętnych nocy mojego życia”.

Filip jest na pokładzie „Whelp” w Zatoce Tokijskiej, po drugiej stronie globu, i nawet w najśmielszych snach nie wyobraża sobie, aby życie uczuciowe jego przyszłej żony kilka miesięcy później mogło się diametralnie zmienić.

Gdyby nie został sprzedany na aukcji za pięć tysięcy funtów list Elżbiety do kuzynki Diany Bowes-Lyon, nikt nigdy nie odkryłby nazwiska przystojnego oficera piechoty szkockiej, Rodericka Camerona Robertsona-Macleoda, który zwrócił uwagę dziewiętnastoletniej księżniczki i jej siostry, kiedy obie odpoczywały od wojny w Balmoral. „To młody wielkolud, pociągający w niesamowity sposób, zwany Roddym. Spowodował poruszenie w sercu mojej Małgorzaty (i w moim także, trochę)”39.

Oto dokładny portret pamięciowy dwudziestosześcioletniego szkockiego kapitana: wzrost dwa metry, włosy blond i jasne oczy. Odpowiedzialny za ochronę, nie spuszcza oka z Elżbiety i Małgorzaty. Cała trójka spędza razem czas dozwolony przez dworską etykietę, a niektóre zdjęcia przedstawiają ich, jak tańczą szkockie tańce (to wtedy u Elżbiety rodzi się pasja do Ghillies Ball), albo jak wychodzą z teatru, on — w kilcie — eskortuje Elżbietę ubraną w wieczorową suknię i futro. Pozostaje nam jedynie fragment tego listu — nigdy nie dowiemy się, czy między nimi było coś więcej niż tylko przyjaźń. W życie Elżbiety wkroczył Filip, gotów zająć miejsce, które na niego czekało.

Przyszła żona

Zamek Balmoral.

Wieczór 11 sierpnia 1946 roku, niedziela.

Elżbieta z powodu swojego wychowania i temperamentu zawsze przestrzega reguł, lecz ma także mocne poczucie niezależności. Podczas spaceru w ogrodach królewskich przystaje na propozycję poślubienia Filipa, nie pytając, co powinna była zrobić, o zgodę ojca. „Było cudownie. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go, podczas gdy on tulił mnie do siebie, a moje stopy nie dotykały ziemi”40, wyznała Bobo. Dopiero potem, podczas polowania na kuropatwy, Filip prosi króla Anglii o rękę córki. Jest całkowicie pewien, że serce Elżbiety należy do niego.

Królowa patrzy na tego rozgadanego chłopca z mieszaniną niepokoju i dezaprobaty, i wcale nie jest przekonana co do tego małżeństwa. Niemiecki akcent i to nazwisko. To może go pogrążyć, na dodatek Filip jest zdecydowanie za biedny, żeby poślubić przyszłą królową. Rzeczywiście niezbyt dobrze sobie radzi. Na koncie w banku ma sześć funtów i dziesięć pensów41, jako oficer zarabia jedenaście funtów tygodniowo, a cały jego dobytek mieści się w zaledwie dwóch walizkach.

Elżbieta nie słucha głosów rozsądku, broni go, stając przeciw wszystkim.

A przecież ledwo go zna.

Uwielbia chodzić z nim na tańce do Bagatelle w Londynie i tańczyć do muzyki People Will Say We’re in Love z musicalu Oklahoma! I gnać po ulicach miasta w swoim małym, niemiłosiernie warczącym samochodzie MG.

Mimo braku pewności, czy ten młodzieniec o pięknej i inteligentnej twarzy jest odpowiednim mężczyzną, który mógłby stać u boku jego córki, kiedy ta wstąpi na tron, Jerzy VI zgadza się na ślub. Stawia jednak jeden warunek — ogłoszenie tego faktu nastąpi po jej dwudziestych pierwszych urodzinach. Dwór dochowuje tajemnicy, ale fotografowie biegają za Filipem po całym Londynie w nadziei na gorący temat. Jednemu z nich udaje się to 26 października 1946 roku. Zrobi pierwsze wspólne zdjęcie tej pary na ślubie córki wuja Dickiego, lady Patrycji Mountbatten z Johnem Knatchbullem, baronem Brabourne, a dłoń Filipa spoczywająca zmysłowo na ramionach księżniczki wyjawia więcej niż jakikolwiek oficjalny komunikat.