Zdrowie emocjonalne

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

CZĘŚĆ I

Zrozumienie natury emocji

CZĘŚĆ II

Emocjonalny dobrostan: odzyskiwanie wewnętrznej harmonii

CZĘŚĆ III

Uważność – klucz do transformacji

Medytacje oraz ćwiczenia transformujące

O AUTORZE

MIĘDZYNARODOWY OŚRODEK MEDYTACJI OSHO

Przypisy końcowe

Tytuł oryginału

Emotional Wellness

Redakcja

Krystyna Podhajska

Korekta

Małgorzata Denys

Projekt okładki

Sławomir Kawka, Marcin Labus

Copyright © 2007 by Osho International Foundation, Switzerland

This translation published by arrangement with Harmony Books, An imprint of the Crown Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2018

Materiał zawarty w tej książce pochodzi z różnych wystąpień publicznych Osho. Wszystkie wykłady Osho zostały wydane w całości w formie książkowej i są również dostępne w postaci oryginalnych nagrań. Nagrania dźwiękowe i pełny zbiór tekstów można znaleźć w internecie: OSHO Library, www.osho.com

OSHO jest zarejestrowanym znakiem handlowym, którego używanie wymaga zgody lub licencji.

Wydanie IV

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

ISBN 978-83-8143-174-3


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

CZĘŚĆ I
Zrozumienie natury emocji

Emocje (ang. emotion) nie mogą być trwałe. Słowo to pochodzi od słowa motion – ruch. Emocje poruszają się, ciągle zmieniają. W jednym momencie jesteś smutny, w następnym szczęśliwy, potem zły lub współczujący. Teraz kochasz, za chwilę odczuwasz nienawiść. Ranek był piękny, natomiast wieczór jest okropny. I tak ciągle.

Nie może to stanowić twojej natury. Poza tymi wszystkimi zmianami musi istnieć coś, co łączy poszczególne emocje.

W wianku dostrzegasz pojedyncze kwiaty, lecz nie widzisz łączącej je nici. Emocje są kwiatami. Czasem rozkwita złość, czasem smutek, czasem szczęście, czasem ból, czasem niepokój… Natomiast twoje życie jest wiankiem.

Musi istnieć jakaś nić, w przeciwnym wypadku dawno byś się rozpadł. Nadal istniejesz jako całość. Czym jest ta spajająca nić, czym jest owa gwiazda przewodnia? Co jest w tobie trwałe?

NAJPIERW RZECZY NAJWAŻNIEJSZE: Zasady działania umysłu

Wszystkie emocje, uczucia, myśli – wszystkie przejawy aktywności umysłu – znajdują się pod wpływem świata zewnętrznego. Potwierdza to współczesna nauka. Mistycy wypowiadali tę prawdę już tysiące lat temu: wszystkie rzeczy wypełniające twój umysł nie są tobą. Jesteś poza nimi. Natomiast problem tkwi w tym, że identyfikujesz się ze zjawiskami zachodzącymi w twoim umyśle.

Na przykład ktoś cię obraził i stałeś się zły. Myślisz, że stałeś się zły. Posługując się językiem nauki, można powiedzieć, że obrażające cię zachowanie drugiej osoby działa jak kontrola zewnętrzna. Osoba, która cię obraziła, kontroluje twoje zachowanie, trzyma w swoich dłoniach twoją złość. Ty zaś zachowujesz się jak marionetka.

Obecnie naukowcy są w stanie wprowadzić elektrody w wybrane obszary mózgu. Wiedzą, że w mózgu istnieją setki ośrodków, odpowiedzialnych za zachowanie człowieka. Elektroda może zostać umieszczona w ośrodku gniewu. Nikt cię nie obraża, nie poniża, nikt do ciebie nie mówi. Natomiast ktoś naciska guzik na pulpicie sterowniczym, a ty stajesz się zły! Jest to bardzo dziwne uczucie, ponieważ nie znajdujesz żadnych powodów swojej złości. Być może będziesz chciał jakoś to zracjonalizować. Widzisz jakiegoś mężczyznę, który idzie korytarzem. Przypominasz sobie, że on cię obraził… Budujesz racjonalizację, by uspokoić siebie, że nie oszalałeś.

W ten sam sposób zdalne sterowanie może spowodować, że poczujesz się szczęśliwy. Siedząc na krześle, zaczniesz chichotać i rozglądać się dokoła. Jeżeli ktoś by cię obserwował, mógłby pomyśleć, że zwariowałeś! Nikt nie powiedział ani słowa, nic się nie wydarzyło, nikt nie pośliznął się na skórce od banana. Dlaczego więc chichoczesz? Możesz zracjonalizować także i to zachowanie, poszukać racjonalnego powodu swego chichotu. Najdziwniejsze jednak jest to, że gdy guzik znowu zostanie naciśnięty i ponownie zaczniesz chichotać, przypomnisz sobie to samo racjonalne wyjaśnienie. Ono nie musi być twoje, ale jest jak zapis na taśmie magnetofonu.

Czytając o tych naukowych badaniach nad mózgiem, przypomniałem sobie czasy studiów. Brałem wówczas udział w debacie, w której uczestniczyli przedstawiciele uniwersytetów z całego kraju, wśród nich osoby z sanskryckiego uniwersytetu w Waranasi. Studenci tej uczelni czuli się nieco gorsi. Znali starożytne pisma, sanskrycką poezję, sanskrycki dramat. Nie byli jednak obeznani ze współczesną sztuką, literaturą, filozofią czy logiką. Kompleks niższości przejawiał się bardzo dziwnie…

Po mnie występował przedstawiciel tego uniwersytetu. Chciał zrobić wrażenie na publiczności i ukryć swoje kompleksy. Zaczął więc przemowę od cytatu z Bertranda Russella, którego wyuczył się na pamięć. Osoby studiujące sanskryt umieją, lepiej niż ktokolwiek inny, zapamiętywać teksty. Zjadała go jednak trema. Niczego nie wiedział o Bertrandzie Russellu. Nie rozumiał też słów, które powtarzał. Lepiej by zrobił, gdyby zacytował coś z tekstów sanskryckich. Czułby się wtedy swobodniej.

Zatrzymał się w środku przemowy, w połowie zdania. Zapadła cisza, a on aż się spocił. Chciałem mu pomóc i powiedziałem: „Zacznij od początku. Może sobie przypomnisz”.

Zaczął od początku: „Bracia i siostry…”. Utknął dokładnie w tym samym miejscu. Teraz przybrało to formę zabawy. Cała sala krzyczała: „Od początku!”. Student nie potrafił kontynuować, nie mógł też milczeć. Ale zaczął jeszcze raz: „Bracia i siostry…”. Przez piętnaście minut powtarzał to samo. Kiedy jego czas dobiegł końca, usiadł obok mnie. – Wszystko zepsułeś! – powiedział. – Próbowałem ci pomóc – ja na to. – I to jest pomoc? – oburzył się. – Przynajmniej każdy, kto cię słuchał, miał dobrą zabawę. Możesz się cieszyć, że przysporzyłeś ludziom radości! Dlaczego wybrałeś ten właśnie cytat? Kiedy mówiłem: „Zacznij od początku”, mogłeś zrezygnować z cytowania Russella.

Dzięki lekturze naukowych opracowań wiedziałem, że ośrodek mowy działa prawie jak gramofon. Jest jedna różnica. Z płyty możemy w dowolnym momencie zdjąć igłę. Kiedy po przerwie ponownie położymy igłę na płycie, gramofon zacznie odtwarzać nagranie właśnie od tego miejsca. Natomiast jeżeli „igła” zostanie najpierw zdjęta, a potem położona w ośrodku mowy, zacznie on odtwarzać „nagranie” nie od tego miejsca, lecz od początku.

Czy w związku z tym można powiedzieć, że człowiek panuje nad tym, co wypowiada? Że panuje nad tym, co odczuwa? Nie ma wszczepionych na stałe elektrod, lecz z powodów neurofizjologicznych działa tak, jakby je miał.

 

Widzisz pewien typ kobiety i natychmiast twój umysł reaguje: „Jaka piękna”. Oto przykład zdalnego sterowania. Ta kobieta funkcjonuje jak mechanizm zdalnego sterowania, połączony z elektrodą w twoim mózgu. Ośrodek mowy odtwarza nagranie: „Jaka piękna”.

Umysł działa w sposób mechaniczny. Umysł nie jest tobą. Najpierw zostają w nim zapisane bodźce przychodzące z zewnątrz. A potem umysł reaguje zgodnie z wcześniejszymi zapisami. Jedyna różnica między wyznawcą hinduizmu, muzułmaninem, chrześcijaninem i żydem polega na tym, że dysponują oni innymi płytami gramofonowymi. Ich ludzka natura jest taka sama. Płyty mogą zawierać nagrania w języku hebrajskim, arabskim albo w sanskrycie. Są jednak odtwarzane przez to samo urządzenie, któremu język nagrania jest obojętny.

Wszystkie pojęcia religijne, idee polityczne, postawy wynikające z uwarunkowań kulturowych to po prostu nagrania, uaktywniane w określonych okolicznościach.

Radża Dhoj był jednym z najmędrszych władców w dziejach Indii, zakochanym w mądrości. Przeznaczał wszystkie bogactwa na gromadzenie wokół siebie najmądrzejszych ludzi z krainy, którą władał. Zebrał ich trzydziestu. Jego dwór przewyższał wszystkie dwory w Indiach. Do dworu radży należał też Kalidas – jeden z największych poetów świata. Pewnego dnia przed władcą pojawił się człowiek, który powiedział, że potrafi mówić trzydziestoma językami z taką samą biegłością – doskonale i bez cienia akcentu. „Słyszałem, że masz na swym dworze trzydziestu najmądrzejszych ludzi z całej krainy. Oto tysiąc kawałków złota. Osoba, która potrafi powiedzieć, który język jest moim ojczystym, otrzyma ten skarb. Natomiast każdy, komu się to nie uda, będzie musiał tysiąc kawałków złota dać mnie” – zwrócił się do radży.

Każdy z trzydziestu przebywających na dworze uczonych wiedział, że człowiek potrafi posługiwać się w sposób doskonały tylko językiem ojczystym. Opanowanie go jest spontaniczne, wiąże się z sytuacją społeczną. Dlatego podjęli wyzwanie. Przybyły mówił zatem do nich w trzydziestu językach. Rzeczywiście, każdym posługiwał się z taką samą biegłością. Zawody trwały trzydzieści dni. Uczeni po kolei stawali w szranki i przegrywali. Przez cały ten czas radża namawiał Kalidasa, żeby podjął wyzwanie. „Jako poeta znasz przecież języki najlepiej” – nalegał. Kalidas jednak czekał. Przez trzydzieści dni uważnie słuchał poligloty. Na nic się to nie zdało. Ten człowiek mówił wszystkimi językami dokładnie w taki sam, doskonały sposób.

Wreszcie trzydziestego pierwszego dnia Kalidas poprosił, by król i wszyscy mędrcy ustawili się na wysokich schodach prowadzących do pałacu. Po tych schodach wstępował mistrz języków. Kiedy wspiął się na ostatni stopień, Kalidas niespodziewanie go zepchnął. Spadający mistrz wydał okrzyk przerażenia. „To jest twój ojczysty język” – powiedział wtedy Kalidas.

Miał rację. Pod wpływem silnych emocji tracimy kontrolę. Przestraszony mistrz wołał o pomoc w ojczystym języku. Na najgłębszym poziomie jego umysłu istniał zapis tego właśnie języka.

Jeden z profesorów, u których pobierałem nauki, wykładał niemal na całym świecie. Zwykł był mawiać: „Tylko dwa rodzaje sytuacji przysparzały mi kłopotów podczas pobytu za granicą. Były one związane z walką lub z miłością. Potrzebujemy wtedy ojczystej mowy. Miłość w obcym języku możesz wyrażać pięknie, lecz tylko powierzchownie. A kiedy walcząc, nie przemawiasz w rodzimej mowie, nie osiągasz satysfakcji… Nierzadko obie te sytuacje dotyczą jednej osoby. Często walczysz z kimś, kogo jednocześnie kochasz”.

Profesor miał rację, kiedy mówił, że porozumiewanie się w obcym języku pozostaje powierzchowne. Nie możesz śpiewać w obcym języku pięknych piosenek, nie możesz przeklinać. Twoja ekspresja wypada wówczas blado.

Umysł z całą pewnością jest urządzeniem, które utrwala doświadczenia pochodzące z zewnątrz, a następnie reaguje zgodnie z tymi zapisami. Umysł nie jest prawdziwym tobą. Niestety, psycholodzy uważają, że umysł jest wszystkim, że poza nim nic nie istnieje.

Oznacza to, że jesteś tylko zbiorem wrażeń pochodzących z otoczenia. Nie masz własnej duszy. Nawet idea duszy pochodzi z zewnątrz.

W tym właśnie punkcie mistycy są innego zdania. Zgadzają się co prawda w pełni z wynikami współczesnych badań nad umysłem. Twierdzą jednak, że nie mówią one o całej ludzkiej istocie. Poza umysłem istnieje świadomość, która nie pochodzi z otoczenia. Świadomość nie jest też ideą. Jak dotąd nie znaleziono w mózgu ośrodka, który byłby odpowiedzialny za istnienie świadomości.

Sens medytacji polega na tym, abyś najpierw uświadomił sobie, czym jest umysł, a następnie był w stanie przestać się z nim utożsamiać. Kiedy umysł jest zły, możesz zrozumieć, że to po prostu nagranie na płycie gramofonowej. A gdy jest smutny, to też tylko nagranie. Pewna sytuacja uruchamia zdalne sterowanie i czujesz się wtedy smutny, zły lub sfrustrowany, zaniepokojony lub napięty. Wszystkie bodźce pochodzą z zewnątrz, a umysł na nie odpowiada. Ty jednak jesteś obserwatorem, a nie aktorem. Nie jest to twoja reakcja. Cała sztuka medytacji zawiera się w rozwijaniu świadomej, czujnej i przytomnej postawy.

Kiedy odczuwasz gniew, nie odpychaj go. Stań się po prostu świadomy. Postrzegaj gniew tak, jakby był przedmiotem na zewnątrz ciebie. Stopniowo odcinaj się od identyfikacji ze swym umysłem. Wówczas możesz odnaleźć swą prawdziwą indywidualność, swoją istotę, swoją duszę.

Osiągnięcie tej świadomości jest równoznaczne z oświeceniem – stajesz się oświecony. Nie przebywasz dłużej w ciemności. Nie jesteś już marionetką, którą steruje umysł. Stajesz się mistrzem, a nie służącym. Teraz twój umysł nie może reagować automatycznie, autonomicznie, jak to bywało wcześniej. Potrzebuje twojej zgody. Jeżeli ktoś cię obraża, a ty nie chcesz stać się zły, wtedy po prostu nie stajesz się zły.

Budda Gautama zwykł mawiać do swych uczniów: „Wpadanie w złość jest tak głupie, że trudno zrozumieć, w jaki sposób inteligentna ludzka istota może to uczynić. Ktoś coś robi, a ty stajesz się zły? Ta osoba może robić coś niewłaściwego, może mówić coś złego, może próbować poniżyć cię czy obrazić. To jej wybór. Jeżeli zareagujesz, staniesz się niewolnikiem. Jeżeli natomiast powiesz: »Sprawia ci radość to, że mnie obrażasz. Mnie sprawia radość, że nie staję się zły«, zachowasz się niczym mistrz”.

Jeżeli nie wykrystalizuje się w tobie taki mistrz, można powiedzieć, że jesteś pozbawiony duszy. Jesteś po prostu płytą gramofonową. W miarę upływu lat wzrasta liczba nagrań. Masz coraz więcej wiedzy, ludzie myślą, że stałeś się mądrzejszy. A ty stałeś się osłem obładowanym książkami. Mądrość to tylko poznanie świadomości i zdobycie umiejętności odróżniania jej od umysłu.

Przypatrz się codzienności. Ludzie każdego dnia postępują tak samo. Decydują się coś zrobić, a potem żałują. Staje się to rutyną, której nikt nie potrafi zmienić. Twoje działania przyniosły ci cierpienie, smutek, zmartwienia i rany. Nie chcesz tego, jednak w mechaniczny sposób kontynuujesz swoje postępowanie. Zachowujesz się tak, jakbyś był bezradny. I pozostaniesz bezradny, dopóki nie nauczysz się oddzielać umysłu od świadomości.

Dokonanie tego dzieła jest największą rewolucją, która może zajść w istocie ludzkiej. Od tej chwili twoje życie staje się prawdziwą celebracją, ponieważ nie czynisz już niczego, co ci może szkodzić czy cię unieszczęśliwiać. Twoje działania przynoszą więcej radości, poczucie spełnienia, zadowolenie. Życie staje się dziełem sztuki, jest piękne.

Musi jednak zostać przebudzony twój wewnętrzny mistrz. Na razie mistrz śpi głębokim snem, jego rolę odgrywa sługa. Ten sługa nie jest nawet twoim sługą, ponieważ został stworzony przez otoczenie. Należy do otoczenia i kieruje się prawami świata zewnętrznego.

Oto tragedia ludzkiego życia. Śpisz, a w tym czasie świat zewnętrzny umacnia swą dominację nad tobą, kreuje twój umysł zgodnie ze swoimi potrzebami. Umysł staje się marionetką.

W chwili gdy twoja świadomość wybucha niczym płomień, spalone zostają wszelkie więzy, które stworzył umysł. Nie istnieje większa błogość niż błogość wolności, niż bycie mistrzem własnego przeznaczenia.

Umysł nie jest twym przyjacielem. Będzie rościć sobie prawo do bycia mistrzem lub musi zostać umieszczony na pozycji sługi. W żadnym z tych przypadków nie jest jednak twoim przyjacielem. Walki o wolność, doświadczenie błogości, prawdę nie toczysz ze światem zewnętrznym. Toczysz ją z umysłem, który funkcjonuje jak marionetka.

Khalil Gibran opowiedział piękną historię. Pewien wieśniak zrobił stracha na wróble, by ten strzegł jego zbiorów. Strach na wróble to dwa skrzyżowane patyki, pokryte gałganami, i garnek na miejscu głowy. Szmaciany ubiór i patyki wyciągnięte jak ręce wystarczają, by ptaki i zwierzęta myślały, że ktoś pilnuje pola. Omijają je wówczas z daleka. Gibran mówi, że pewnego razu zwrócił się do stracha na wróble: „Mogę zrozumieć, że potrzebuje cię farmer. Dlatego cię zrobił. Mogę zrozumieć zwierzęta. Nie są zbyt inteligentne i nie wiedzą, że nie jesteś prawdziwy. Po co jednak stoisz tu zarówno w letnim upale, jak i w zimowym chłodzie?”. Strach na wróble odpowiedział: „Nie znasz mojej radości. Wielką radością napełnia mnie to, że boją się mnie zwierzęta. Mogę przetrwać deszcze, słoty, upały, mrozy. Mogę znieść to wszystko. Boją się mnie tysiące zwierząt! Wiem, że nie jestem prawdziwy. Niczego nie ma w środku, ale mnie to nie obchodzi. Satysfakcji dostarcza mi straszenie innych”.

Chcę was zapytać, czy chcecie być tacy, jak ów nieprawdziwy człowiek – strach na wróble? Niczego nie mieć w środku, straszyć innych, uszczęśliwiać innych, poniżać innych, szanować innych? Czy wasze życie ma tylko służyć innym? Czy kiedykolwiek spojrzeliście do swego wnętrza? Czy jest tam ktoś w środku? Czy jesteście zainteresowani znalezieniem gospodarza domu, mistrza?

Mistrz tam jest. Być może śpi, lecz może się obudzić. Kiedy obudzi się wasz wewnętrzny mistrz, całe wasze życie nabierze nowych barw. Otoczy je tęcza, przyozdobią kwiaty, wypełnią muzyka i taniec. Po raz pierwszy będziecie żyć naprawdę.

Drzwi do rzeczywistości prowadzą nie przez umysł, lecz przez serce. Największym problemem człowieka współczesnego pozostaje to, że akcent kładzie się na trening umysłu. Serce zaś pozostaje całkowicie zaniedbane. Jest ono nie tylko zaniedbane. Jest także potępiane. Nie pozwala mu się czuć, uczucia są odrzucane. Człowiek, który kieruje się uczuciami, uważany jest za słabego, dziecinnego, niedojrzałego. Takiego człowieka uważa się za staroświeckiego, prymitywnego. Społeczeństwo tak zdecydowanie potępia uczucia i serce, że ludzie boją się czuć. Człowiek zaczyna się uczyć odcinania uczuć, stopniowo wyklucza serce, zaczyna się posługiwać wyłącznie głową. Serce powoli staje się organem, który pompuje krew.

Po raz pierwszy w historii gatunku ludzkiego zredukowano rolę serca do czysto fizjologicznej. A prawdziwe serce nie jest częścią ciała fizycznego, dlatego nauka nie jest w stanie go odkryć. O tym sercu możesz się uczyć z twórczości poetów, malarzy, muzyków i rzeźbiarzy. Natomiast sekretny klucz do obszaru prawdziwego serca znajdziesz u mistyków. Kiedy rozpoznasz, że istnieje wewnętrzna komnata twej istoty – zupełnie nienaruszona przez proces edukacji, przez społeczeństwo i kulturę, całkowicie wolna od religijnych identyfikacji, całkowicie wolna od zanieczyszczeń, które niesie współczesne życie, ciągle dziewicza – kiedy skontaktujesz się z tym źródłem swego bytu, życie potoczy się na innym poziomie. Jest to poziom boski. Dzięki sercu jednoczymy się z całością. To prawdziwe połączenie.

Wszystkie rodzaje medytacji, które opracowałem, zostały stworzone w jednym celu: aby przenieść cię z głowy do serca, aby wyrwać cię z bagna umysłu i wprowadzić do wolności serca, aby uświadomić ci, że nie jesteś „głową”.

Głowa to wspaniały mechanizm. Używaj jej, lecz nie bądź przez nią używany. Głowa ma służyć twym uczuciom. Kiedy myślenie służy uczuciom, następuje równowaga. Twoją istotę ogarniają głęboki pokój i ogromna radość. Nie dzieje się to pod wpływem sytuacji zewnętrznej. Te uczucia pochodzą z twego wewnętrznego źródła. Ten proces przekształca ciebie i nie tylko ciebie. Napełnia cię światło i ktokolwiek wchodzi w kontakt z tobą, styka się z czymś nieznanym.