Sztuka życia i umierania

Tekst
Autor:OSHO
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

USUWANIE OSTATNIEGO TABU

1. W poszukiwaniu nieśmiertelnego

2. Sprzeciw: problem przekonania

3. Różne oblicza śmierci

4. Wschód i Zachód, śmierć i seks

5. Niedokończone sprawy

6. Odpowiedzi na pytania

PODRÓŻ W NIEZNANE: ROZUMIENIE LĘKÓW I STAWIANIE IM CZOŁA

1. W poszukiwaniu nieśmiertelności

2. Nie wróg, lecz przyjaciel

3. Odwaga życia

4. Odpowiedzi na pytania

KROKI MILOWE NA DRODZE

1. Zatopienie w pustce

2. Wykorzystanie bólu jako medytacji

3. Odpowiedzi na pytania

4. Metody radzenia sobie z bólem

5. Klucze do akceptacji i przekształcenia

CZAS SIĘ POŻEGNAĆ: UWAGI DLA OPIEKUNÓW I NAJBLIŻSZYCH ZMARŁEGO

1. Wielkie objawienie

2. Bycie

3. Odpowiedzi na pytania

POSŁOWIE

OSHO

Tytuł oryginału

THE ART OF LIVING AND DYING

Redakcja

Igor Mazur

Korekta

Paweł Doliński

Projekt okładki

Pola & Daniel Rusiłowicz JCR Solutions

Redaktor prowadzący

Anna Brzezińska

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniej zgody właściciela praw.

Copyright © 2000, 2012 Osho International Foundation, Switzerland. www.osho.com/copyrights

Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2017 Copyright © for Polish translation by Henryk Smagacz, 2017 Książkę opublikowało w 2009 roku wydawnictwo Garmond pt. Podróż w nieznane. O życiu i umieraniu

Materiał zawarty w tej książce pochodzi z różnych wystąpień publicznych Osho. Wszystkie wykłady Osho zostały wydane w całości w formie książkowej i są również dostępne w postaci oryginalnych nagrań. Nagrania dźwiękowe i pełny zbiór tekstów można znaleźć w internecie: OSHO Library, www.osho.com

OSHO jest zarejestrowanym znakiem handlowym Osho International Foundation, www.osho.com/trademarks

Wydanie I

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

ISBN 978-83-8015-710-1


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Wstęp

Życie ciągnie się długi czas – siedemdziesiąt, sto lat. Śmierć jest intensywna, bo nie jest rozciągnięta – następuje w jednej chwili. Życie musi przejść sto lub siedemdziesiąt lat, nie może być tak intensywne. Śmierć przychodzi w jednej chwili; przychodzi w całości, nie we fragmentach. Będzie intensywniejsza od wszystkiego, co znasz. Ale jeśli się boisz, jeśli przed nadejściem śmierci uciekłeś, jeśli z lęku straciłeś świadomość, umknęła ci doskonała okazja, złota brama. Jeśli przez całe życie miałeś postawę akceptującą, kiedy przyjdzie śmierć, zaakceptujesz ją, cierpliwie i pasywnie wejdziesz w nią, nie próbując uciekać. Jeśli potrafisz wejść w śmierć pasywnie, cicho i bez wysiłku – śmierć znika.

W upaniszadach jest stara opowieść, która zawsze mi się bardzo podobała. Wielki król o imieniu Jajati dożył stu lat. To już było dosyć; żył wspaniale. Zaznał wszystkiego, co życie może dać. Był jednym z największych władców swego czasu. To piękna opowieść…

Przyszła Śmierć i powiedziała do niego:

– Przygotuj się. Nadeszła twoja chwila i przyszłam cię zabrać.

Jajati był wielkim wojownikiem, wygrał wiele wojen, ale na widok Śmierci zaczął drżeć i rzekł:

– Ale to za wcześnie.

Śmierć odpowiedziała:

– Za wcześnie?! Żyłeś sto lat. Nawet twoje dzieci się postarzały. Najstarszy syn ma osiemdziesiąt lat. Czego jeszcze chcesz?

Jajati miał stu synów, albowiem miał sto żon.

Zapytał Śmierć:

– Czy możesz wyświadczyć mi przysługę? Wiem, że musisz kogoś zabrać. Jeśli zdołam przekonać któregoś syna, czy możesz zostawić mnie jeszcze na sto lat i zabrać jednego z nich?

Śmierć odparła:

– Jeśli ktoś inny jest gotowy pójść, to w porządku. Ale nie sądzę… Skoro nie jesteś gotowy – a jesteś ojcem i żyłeś dłużej, zaznałeś wszystkiego – dlaczego twój syn ma być gotowy?

Jajati wezwał swoich stu synów. Starsi synowie milczeli. Panowała wielka cisza, nikt nic nie powiedział. Tylko najmłodszy, ledwie szesnastoletni syn wstał i rzekł:

– Jestem gotowy.

Nawet Śmierci było żal chłopca, powiedziała więc:

– Może nie zdajesz sobie sprawy, co robisz? Czy nie widzisz, że twoich dziewięćdziesięciu dziewięciu braci zachowuje całkowite milczenie? Jeden ma osiemdziesiąt, inni mają siedemdziesiąt pięć, siedemdziesiąt osiem, siedemdziesiąt, sześćdziesiąt lat. Oni żyją długo, ale wciąż chcą żyć. A ty nie żyłeś wcale. Zastanów się.

Chłopiec odpowiedział:

– Nie. Nie mam żadnych wątpliwości. Niech ci nie będzie żal ani przykro, idę zupełnie świadomie. Jeśli mój ojciec nie jest zadowolony ze stu lat, to jaki sens ma pozostawanie tutaj? Jak miałbym być zadowolony? Widzę moich dziewięćdziesięciu dziewięciu braci; żaden z nich nie jest zadowolony. Po co więc tracić czas? Przynajmniej mogę zrobić ojcu tę przysługę. Niech na starość cieszy się przez następne sto lat. Ale ja jestem skończony. Kiedy widzę, że nikt nie jest zadowolony, jedno jest dla mnie całkiem jasne – jeślibym nawet żył sto lat, też nie byłbym zadowolony. Nie ma znaczenia, czy pójdę teraz, czy za dziewięćdziesiąt lat. Zabierz mnie.

Śmierć zabrała chłopca. Kiedy po stu latach wróciła, Jajati znajdował się w takim samym położeniu. Powiedział:

– Te sto lat tak szybko przeminęło. Umarli wszyscy moi starzy synowie, ale mam nowych. Mogę ci dać któregoś z nich. Zlituj się nade mną.

I tak to trwało. Historia powtarzała się przez – powiedzmy – tysiąc lat. Śmierć przychodziła dziesięć razy. I dziewięć razy zabierała któregoś syna, a Jajati żył następne sto lat. Za dziesiątym razem Jajati powiedział:

 

– Mimo że wciąż jestem tak samo niezadowolony, jak byłem wtedy, gdy przyszłaś po raz pierwszy, teraz – chociaż niechętnie, z oporem – pójdę, ponieważ nie mogę wciąż prosić o przysługę. To już za wiele. Jedna rzecz stała się dla mnie oczywista: jeśli tysiąc lat nie mogło mi dać zadowolenia, to nawet dziesięć tysięcy go nie da.

Na tym właśnie polega przywiązanie. Możesz żyć długo, ale kiedy najdzie cię myśl o śmierci, zaczniesz drżeć. Jeśli zaś nie jesteś do niczego przywiązany, będziesz przychylnie nastawiony do śmierci, choćby przyszła nagle. Będziesz gotowy pójść. W obliczu takiego człowieka śmierć jest pokonana. Śmierć pokonać mogą tylko ci, którzy są gotowi umrzeć w każdej chwili, bez niechęci. Oni stają się nieśmiertelni, stają się buddami.

Ta wolność jest celem wszystkich religijnych poszukiwań. Wolność od przywiązania jest wolnością od śmierci. Wolność od przywiązania jest wolnością od koła narodzin i śmierci. Wolność od przywiązania pozwala ci wejść w uniwersalne światło i połączyć się z nim. To największe błogosławieństwo, ostateczna ekstaza, poza którą nie istnieje nic. Wróciłeś do domu.

CZĘŚĆ PIERWSZA

USUWANIE OSTATNIEGO TABU

Nie można zaprzeczyć śmierci przez powtarzanie, że śmierć nie istnieje.

Będziesz musiał poznać śmierć, spotkać się z nią, przeżyć ją.

Będziesz musiał się z nią zaznajomić.

1. W poszukiwaniu nieśmiertelnego

Prawdziwym przedmiotem poszukiwań religijnych jest nie Bóg, lecz śmierć. Bez śmierci nie byłoby religii. To śmierć zmusza człowieka do poszukiwania tamtego świata, nieśmiertelności.

Śmierć otacza nas jak ocean małą wyspę. Wyspa może zostać w każdej chwili zatopiona. Następna chwila może nie nadejść, jutra może nie być. Zwierzęta nie są religijne z tego prostego powodu, że nie są świadome śmierci. Nie mogą sobie wyobrazić, że same umrą, chociaż widzą, jak umierają inne zwierzęta. Od widoku czyjejś śmierci do stwierdzenia „ja też umrę” jest długa droga. Zwierzęta nie są na tyle przytomne, świadome, by dojść do takiego wniosku.

Większość ludzi to jednocześnie podludzie. Człowiek jest naprawdę dojrzały wtedy, kiedy doszedł do następującej konkluzji: „Jeśli wszyscy inni umierają, nie mogę być wyjątkiem”. Kiedy ta konkluzja zapadnie ci głęboko w serce, życie nie będzie już takie samo. Nie możesz pozostać przywiązany do życia tak jak dawniej. Jeśli życie ma być odebrane, po co być tak zaborczym? Jeśli w pewnej chwili zniknie, dlaczego trzymać się go i cierpieć? Jeśli nie będzie trwało wiecznie, po co się tak dręczyć, niepokoić, martwić? Jeśli ma przeminąć, przeminie – nie ma znaczenia kiedy. Czas nie jest wtedy taki ważny: dziś, jutro, pojutrze – życie wyśliźnie się z twoich rąk.

Staniesz się świadomy tego, że umrzesz, że twoja śmierć jest rzeczą całkowicie pewną… tak naprawdę jedyną pewną rzeczą w życiu jest śmierć. Nic innego nie jest tak całkowicie pewne. Ale jakoś unikamy tej kwestii, kwestii śmierci. Wciąż zajmujemy się innymi sprawami. Czasem mówimy o wielkich rzeczach – o Bogu, niebie, piekle – byle tylko uniknąć prawdziwego problemu. Prawdziwym problemem nie jest Bóg, nie może nim być, bo jak dobrze znasz Boga? Co o nim wiesz? Jak możesz badać coś, czego w ogóle nie znasz? Będzie to jałowe badanie. Co najwyżej będzie to ciekawość – szczeniacka, dziecinna, głupia.

Głupi ludzie pytają o Boga, inteligentni pytają o śmierć. Ludzie, którzy wciąż pytają o Boga, nigdy go nie znajdują, a ktoś, kto pyta o śmierć, znajdzie Boga na pewno, ponieważ to śmierć cię przekształca, zmienia twoje widzenie. Twoja świadomość jest wyostrzona, ponieważ podniosłeś prawdziwy, autentyczny problem, najważniejszy w życiu. Podjąłeś tak wielkie wyzwanie, że nie możesz pozostawać przez długi czas we śnie; będziesz musiał być obudzony, będziesz musiał być wystarczająco czujny, by zmierzyć się z rzeczywistością śmierci.

Oto jak zaczęło się dociekanie Gautamy Buddy:

W dniu, w którym urodził się Budda… Budda był jedynym synem wielkiego króla, urodził się, gdy król był już bardzo stary; dlatego w królestwie zapanowała wielka radość. Naród długo czekał. Ludzie bardzo kochali swego króla; służył im, był dobry i współczujący, bardzo oddany i szczodry. Uczynił królestwo jednym z najbogatszych, najpiękniejszych w tamtym czasie.

Ludzie modlili się o syna dla króla, bo nie było dziedzica. I wtem, gdy król był już w podeszłym wieku, urodził się Budda. Jego narodziny były zaskoczeniem. Wielkie święto, wielka radość! Wszyscy astrolodzy królestwa zebrali się, żeby przepowiedzieć przyszłość Buddy. Na imię miał Siddhartha – nadano mu to imię, ponieważ oznacza spełnienie. Król był człowiekiem spełnionym, jego pragnienie było spełnione, jego najgłębsza tęsknota była spełniona – przez całe życie pragnął syna; stąd imię Siddhartha. Oznacza ono po prostu spełnienie najgłębszego pragnienia.

Dzięki synowi życie króla nabrało znaczenia. Astrolodzy, wielcy astrolodzy, przepowiadali – wszyscy byli zgodni, z wyjątkiem jednego młodego astrologa o imieniu Kodanna. Król zapytał:

– Co wydarzy się w życiu mojego syna?

I wszyscy astrolodzy podnieśli dwa palce, z wyjątkiem Kodanny, który podniósł tylko jeden palec.

Król rzekł:

– Nie mówcie symbolami, proszę. Jestem prostym człowiekiem, nic nie wiem o astrologii. Powiedzcie mi, co oznaczają dwa palce.

Wszyscy odpowiedzieli:

– Albo będzie czakrawartinem – władcą świata – albo wyrzeknie się świata i zostanie buddą, oświeconym. Są dwie możliwości, dlatego podnosimy dwa palce.

Król martwił się tą drugą możliwością: że syn wyrzeknie się świata. A więc, myślał król, wrócił problem: jeśli Siddhartha wyrzeknie się świata, kto odziedziczy moje królestwo? I wtedy zapytał Kodanny:

– Dlaczego podniosłeś jeden palec?

Kodanna rzekł:

– Jestem całkowicie pewny, że wyrzeknie się świata – stanie się buddą, oświeconym, przebudzonym.

Król nie był zadowolony z tych słów. Bardzo trudno zaakceptować prawdę. Zignorował Kodannę, w ogóle mu nie zapłacił – na tym świecie prawda nie jest nagradzana. Wprost przeciwnie, za prawdę jest się karanym na niezliczone sposoby. I rzeczywiście, prestiż Kodanny upadł. Ponieważ król mu nie zapłacił, rozeszły się plotki, że Kodanna jest głupcem. Wszyscy astrolodzy byli zgodni, a on jeden się z nimi nie zgadzał.

Król zapytał pozostałych astrologów:

– Co radzicie? Co powinienem zrobić, żeby mój syn nie wyrzekł się świata? Nie chciałbym, żeby był żebrakiem, nie chciałbym go widzieć jako sannjasina. Chciałbym, żeby został czakrawartinem władcą wszystkich sześciu kontynentów.

Tego pragną wszyscy rodzice. Któż by chciał, żeby jego syn czy córka wyrzekli się świata i poszli w góry badać swoje wnętrze, szukać prawdziwego siebie?

Nasze pragnienia są skierowane na świat zewnętrzny. Król był zwykłym człowiekiem, jak każdy inny – miał takie same pragnienia i takie same ambicje.

Astrolodzy powiedzieli mu:

– Można to zaaranżować: daj mu maksimum przyjemności, zapewnij maksymalny komfort i luksus. Nie pozwól, by dowiedział się o chorobach, starości, a szczególnie o śmierci. Nie pozwól, by dowiedział się o śmierci, a nigdy nie wyrzeknie się świata.

W pewnym sensie mieli rację, ponieważ śmierć to fundamentalny problem. Kiedy ten problem wniknie do twojego serca, życie będzie się musiało zmienić. Nie możesz już żyć w dawny, głupi sposób. Jeśli to życie ma się skończyć śmiercią, nie może być prawdziwym życiem, musi być złudzeniem. Prawda musi być wieczna, jeśli jest prawdziwa; tylko kłamstwa są chwilowe. Jeśli życie jest chwilowe, musi być złudzeniem, kłamstwem, błędnym wyobrażeniem, nieporozumieniem; musi być zakorzenione w ignorancji. Musimy przeżywać je w taki sposób, że dobiega końca.

Możemy żyć w inny sposób, tak byśmy mogli się stać częścią wiecznego strumienia egzystencji. Tylko śmierć może przynieść tę radykalną zmianę.

Astrolodzy powiedzieli:

– Pilnuj, żeby nic nie wiedział o śmierci.

A więc król wszystko zaaranżował. Wybudował dla Siddharthy w różnych miejscach trzy pałace na różne pory roku, żeby syn nigdy nie zaznał związanych z nimi niewygód. Na upały Siddhartha miał pałac w górach, gdzie zawsze panował chłód. Kiedy było zbyt zimno, miał inny pałac, na brzegu rzeki, gdzie zawsze było ciepło. Król zrobił wszystko, żeby syn nigdy nie zaznał dyskomfortu.

Do pałaców, w których mieszkał, nie mieli wstępu starzy mężczyźni ani stare kobiety – tylko młodzi ludzie. Król zgromadził wokół Siddharthy wszystkie piękne kobiety z królestwa, żeby wciąż był kuszony, oczarowany, żeby wciąż był pogrążony w marzeniach i pragnieniach. Stworzono dla niego słodką krainę marzeń. Ogrodnikom kazano nocą usuwać suche liście i zwiędłe, usychające kwiaty, ponieważ – kto wie? – widząc martwy liść, Siddhartha mógłby zacząć pytać, co się z tym liściem stało; mógłby spytać: „Co się stało z tą różą?”. I mógłby zacząć rozmyślać, zastanawiać się nad śmiercią.

Przez dwadzieścia dziewięć lat trzymano go w całkowitej nieświadomości śmierci. Ale jak długo można jej unikać? Śmierć jest tak ważnym zjawiskiem – jak długo można kogoś zwodzić? Wcześniej czy później musiał wejść w świat. Teraz król był jeszcze starszy i syn musiał poznać świat – bardzo powoli pozwalano na to. Lecz kiedy tylko Siddhartha przechodził przez jakąś ulicę w stolicy, usuwano starych mężczyzn i stare kobiety, usuwano też żebraków. Kiedy szedł, nie pozwalano przechodzić tamtędy żadnemu sannjasinowi, żadnemu mnichowi; widząc bowiem sannjasina, Siddhartha mógłby zapytać: „Co to za człowiek? Dlaczego ubrany jest w pomarańczowe szaty? Co się z nim stało? Dlaczego wygląda inaczej, obojętny, nieobecny? Ma inne oczy, inaczej pachnie, jego obecność ma w sobie inną jakość. Co się stało z tym człowiekiem?”. A wtedy pojawi się kwestia wyrzeczenia, przede wszystkim zaś problem śmierci… Ale pewnego dnia to musiało się stać. Nie można tego uniknąć.

My robimy tak samo. Jeśli ktoś umiera i przechodzi orszak pogrzebowy, matka wciąga dziecko do domu i zamyka drzwi.

Ta historia jest bardzo znacząca, symboliczna, typowa. Rodzice nie chcą, żeby dzieci dowiedziały się o śmierci, bo natychmiast zaczną zadawać trudne pytania. Dlatego zakładamy cmentarze poza miastem, żeby nikt nie musiał tamtędy przechodzić. Śmierć jest sprawą kluczową; cmentarz powinien się znajdować w samym środku miasta, by wszyscy musieli wielokrotnie mijać go w ciągu dnia. Idąc do biura, wracając do domu, idąc do szkoły, na uczelnię, wracając do domu, idąc do fabryki… żeby stale przypominać sobie o śmierci. Ale my zakładamy cmentarze daleko i upiększamy je kwiatami i drzewami. Próbujemy ukryć śmierć – szczególnie na Zachodzie śmierć jest tabu. Tak jak kiedyś seks był tabu, teraz jest nim śmierć.

Śmierć jest ostatnim tabu.

Potrzebny jest ktoś taki jak Zygmunt Freud – Zygmunt Freud, który może przywrócić światu śmierć, który może zapoznać ludzi ze zjawiskiem śmierci.

Kiedy na Zachodzie ktoś umiera, jego ciało jest dekorowane, kąpane, perfumowane, malowane. Teraz są fachowcy, którzy wykonują tę całą robotę. Jeśli zobaczycie zmarłego mężczyznę czy zmarłą kobietę, będziecie zaskoczeni – wydają się o wiele żywsi niż za życia! Ich pomalowane policzki są zaróżowione, twarz wygląda na rozpromienioną; jakby mocno spali w ciszy i spokoju.

Oszukujemy siebie! Nie oszukujemy ich, bo ich już tu nie ma. Nie ma nikogo, tylko martwe ciało, zwłoki. Ale oszukujemy siebie, malując ich twarze, dekorując ciała, nakładając na nie piękne ubrania, wioząc je w drogich pojazdach, idąc w długich procesjach, z wielkim poszanowaniem dla osoby, która zmarła. Kiedy żyła, nigdy nie była doceniana; ale teraz nikt jej nie krytykuje, wszyscy ją chwalą.

Próbujemy się oszukiwać; jak tylko się da, upiększamy śmierć, żeby nie powstało pytanie. Żyjemy w złudzeniu, że to zawsze ktoś inny umiera – oczywiście nie zobaczycie własnej śmierci, zawsze będziecie widzieć, jak umierają inni. Logiczny wniosek – to inni umierają, więc po co się martwić? Wydaje się wam, że jesteście wyjątkowi, że Bóg ustanowił dla was inne zasady.

Pamiętajcie, nikt nie jest wyjątkiem. Budda mówi: Aes Dhammo Sanantano – jedno prawo rządzi wszystkim, jedno wieczne prawo. To, co zdarza się mrówce, zdarzy się także słoniowi, a cokolwiek zdarza się żebrakowi, zdarzy się też władcy. Biedny czy bogaty, ciemny czy mądry, grzesznik czy święty, prawo nie wyróżnia – prawo jest bardzo sprawiedliwe.

 

Śmierć jest komunistyczna – zrównuje ludzi. Nie zwraca uwagi na to, kim jesteś. Nigdy nie zagląda do publikacji w rodzaju Kto jest kim. Nie zawraca sobie głowy tym, czy jesteś biedakiem, czy Aleksandrem Wielkim.

Pewnego dnia Siddhartha musiał się stać świadomy. I stał się świadomy. Szedł na święto młodości, miał je zainaugurować. Oczywiście to książę musiał zainaugurować doroczne święto młodości. Był piękny wieczór; młodzież z królestwa zebrała się, żeby tańczyć, śpiewać i bawić się całą noc. Pierwszy dzień roku, całonocne świętowanie. A Siddhartha szedł, żeby je otworzyć.

Po drodze zobaczył to, czego zgodnie z wolą ojca miał nie widzieć. Najpierw ujrzał chorego człowieka – dla Siddharthy było to pierwsze zetknięcie z chorobą. Zapytał:

– Co się stało?

To bardzo piękna opowieść: mówi o tym, że woźnica miał skłamać, lecz bezcielesna dusza opanowała go i zmusiła do powiedzenia prawdy. Wbrew sobie musiał odrzec:

– Ten człowiek jest chory.

A Budda natychmiast zadał inteligentne pytanie:

– Czy to znaczy, że ja też mogę zachorować?

Woźnica znów miał skłamać, ale dusza Boga, oświecona dusza, bezcielesna, zmusiła go, żeby powiedział „tak”. Dziwił się, że chciał powiedzieć „nie”, ale z jego ust wyszło:

– Tak, ty też zachorujesz.

Później natknęli się na starego człowieka – to samo pytanie. Następnie ujrzeli zwłoki wiezione na miejsce kremacji – i to samo pytanie… a kiedy Budda ujrzał martwe ciało i zapytał: – Czy ja też pewnego dnia umrę? – woźnica odpowiedział: – Tak, panie. Nikt nie jest wyjątkiem. Przykro mi to mówić, ale nikt nie jest wyjątkiem. Nawet ty umrzesz.

Budda odparł:

– W takim razie zawróć powóz. Nie ma sensu jechać na święto młodości. Ja już zachorowałem, już się postarzałem, już jestem na skraju śmierci. Jeśli pewnego dnia umrę, jaki sens ma cały ten absurd: żyć, czekając na śmierć?! Zanim nadejdzie, chciałbym poznać coś, co nigdy nie umiera. Teraz całe życie poświęcę na poszukiwanie czegoś nieśmiertelnego. Jeśli istnieje coś nieśmiertelnego, jedyną ważną rzeczą w życiu jest poszukiwanie tego.

A kiedy to mówił, ujrzeli czwartą postać – sannjasina, mnicha odzianego w pomarańczowe szaty, który idąc, pogrążony był w medytacji. Budda rzekł:

– Co się stało z tym człowiekiem?

Woźnica odpowiedział:

– Panie, to jest to, co zamierzasz zrobić. Ten człowiek widział śmierć i wyruszył na poszukiwanie nieśmiertelnego.

Jeszcze tej nocy Budda wyrzekł się świata; opuścił dom w poszukiwaniu nieśmiertelnego, w poszukiwaniu prawdy.

Śmierć jest najważniejszą sprawą w życiu. Ci, którzy przyjmują wyzwanie śmierci, są hojnie nagradzani.