Grzechy mojej siostryTekst

Autor:Olga Kruk
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla Ani

O znam, na pamięć znam i nie chcę

powtórzyć, naprzód znać nie mogę

moich postaci (…)

A trzeci z nas to jestem ja

odbity w wypłakanych łzach,

a ból mój jest jak wielka ciemność.

Krzysztof Kamil Baczyński, Spojrzenie


Nie płacz, stojąc nad moją mogiłą

Wytrwale,

Bo tam mnie nie ma, nie zmarłam wcale.

Mary Frye, Do Not Stand at My Grave and Weep (przeł. Halina Arendt)

PROLOG

Otaczające nas ciemności rozświetla twój palący się stos. Zanim języki ognia ogarnęły samochód, w którym się znajdujesz, płomień zapalniczki przez chwilę wyglądał jak radosna iskierka w twoich oczach.

Patrząc w nie, wdycham głęboko zapach lasu i zniszczenia, nie mogąc się nim nasycić. Zaglądam w te twoje piękne, brązowe tęczówki, próbuję znaleźć w nich dno.

Twoje piękne, duże oczy, które zadały tyle bólu i które tak bez wysiłku kłamały, gdy mówiłeś: kocham cię.

Nagle, bez ostrzeżenia, znów pojawia się ten ogromny, zwalający z nóg ból głowy, który wyciska łzy z moich oczu. Z całej siły zaciskam dłonie na swojej czaszce, jakbym chciała ją rozłupać na pół, byleby tylko przestało boleć.

Mój oddech przyspiesza, gdy słyszę twój głos, tak wyraźny, jak gdybyś stał koło mnie i szeptał mi do ucha:

– Pożałujesz.

Powoli otwieram oczy i patrzę na twoją ginącą w płomieniach postać, na twoje usta, które delikatnie się poruszają, powtarzając w kółko to samo słowo.

– Pożałujesz.

Noc na przemian rozświetla się i pogrąża w mroku, jak gdyby ktoś ciągle gasił i zapalał światło. Ból głowy powoli ustępuje, a ja stoję w bezruchu na skraju lasu, topiąc się w twoich oczach i czując, jak ogarnia mnie przerażenie i ogromny żal, którego źródła nie jestem w stanie określić.

Po chwili wydaje mi się, że jednak mówisz do mnie coś innego, a twoje oczy wypełnia świadomość tego, co nieuniknione. Próbujesz krzyczeć, ale ja nie mogę dłużej czekać. Muszę odejść, więc odwracam się i już na ciebie nie patrzę, bo czas opuścić miejsce zbrodni.

CZĘŚĆ I


Boże mój zmiłuj się nade mną

czemu stworzyłeś mnie na niepodobieństwo twardych kamieni

Halina Poświatowska, *** (Boże mój…)


Myślę, że niektóre kobiety nie są stworzone, aby być matkami. A niektóre kobiety nie są stworzone, aby być córkami.

Gillian Flynn, Ostre przedmioty

ROZDZIAŁ I

Jest późna noc, gdy budzi mnie głuchy łomot do frontowych drzwi znajdujących się piętro niżej. Siadam na łóżku i czuję, jak serce próbuje wyskoczyć mi z piersi. Jeśli ktoś dostał się na ganek, to oznacza, że sforsował też zamykaną na klucz furtkę. Albo że miał do niej klucze.

Czuję gwałtownie ogarniającą mnie panikę. Najchętniej zakryłabym się po uszy kołdrą, zakopała w pościeli i udawała, że nie słyszę tego okropnego, dudniącego hałasu, ale nie potrafię. Na drżących nogach wstaję z łóżka, sięgam do szuflady nocnej szafki i biorę do ręki najostrzejszy i największy nóż. To jednak nie poprawia mojego samopoczucia, bo wiem, że nie będę potrafiła się nim obronić.

Co, jeśli to on? Jeśli wrócił, żeby się zemścić? Nie dam mu rady, jest zbyt silny. Przecież tyle razy nie umiałam się przed nim obronić. Nigdy się nie poskarżyłam, bo było mi wstyd i teraz ten sam wstyd nie pozwala mi podnieść słuchawki telefonu i zadzwonić na policję. Chcę trzymać swoje życie w swoich rękach, tak jak to sobie obiecałam. Nigdy więcej nie będę ofiarą. Postanowiłam, że się podniosę i nie poddam, a żadne zastraszanie, groźby i prośby nie zachwieją moim życiem.

Moim nowym życiem, na które przecież zasługuję.

Schodzę powoli po schodach, wzdrygając się na każde ich skrzypnięcie. Nóż trzymam mocno w prawej dłoni, oddycham głośno i szybko przez usta. Nagle łomotanie w drzwi ustaje, więc i ja również zastygam, nasłuchując. Może sobie poszedł?

Zapalam światło w korytarzu, następnie wchodzę do przedsionka. Jeśli czai się gdzieś pod domem, doskonale mnie widzi przez ścianę matowego szkła. Czuję, jak serce podchodzi mi do gardła. Powoli zbliżam się do drzwi i wyciągam rękę w kierunku zamka. Nagle podskakuję, a nóż wypada mi z dłoni, gdy słyszę głośne, równomierne uderzenia w drzwi. A sekundę później słyszę głos, którego nigdy, przenigdy nie spodziewałam się usłyszeć, a już na pewno nie w tej chwili.

– Rita, jesteś tam? Widzę światło! Proszę, otwórz!

Zamykam oczy i tak naprawdę nie wiem, co czuję. Na pewno ulgę, że to nie on, ale też wstyd i złość – nie spodziewałam się jej tutaj. Teraz. Nie chciałam, żeby widziała mój upadek. Żeby widziała mnie, zanim wstanę na nogi.

Drżącą ręką przesuwam zasuwę i przekręcam klucz w zamku. Powoli otwieram drzwi i nagle staję z nią twarzą w twarz. Twarz tej, której nie widziałam od lat. Twarz należącą do niegdyś bliskiej mi osoby, która odeszła, by żyć idealnym, pozbawionym trosk życiem. Która zostawiła mnie samą, mimo że błagałam i wyciągałam ręce z prośbą o pomoc. Zostałam tutaj, w grobie mojego koszmaru, i pomimo ogromu moich starań, gdy odeszła, zaczęła się moja gwałtowna i skuteczna droga do destrukcji.

Ona jest jedną z osób, które o to obwiniam.

– Dawno cię nie widziałam – mówi cicho.

Patrzymy na siebie, nie za bardzo wiedząc, jak się zachować. Najbardziej stosowny i na miejscu byłby siostrzany uścisk, ale na to jest już za późno. Nie po tym wszystkim.

– Ja ciebie też – odpowiadam drżącym głosem. – Co cię tutaj sprowadza?

Przyglądam się jej dokładnie. Mojej kochanej, młodszej, cholernie idealnej siostrze. Jak zwykle szczupła, atrakcyjna, dobrze ubrana. Lecz moje wprawne oko dostrzega też detale, których nie zauważyłby jej kolega czy znajomy z pracy. Lila jest zdenerwowana: jej oczy są lekko podpuchnięte od niewyspania, wzrok rozbiegany, usta wykrzywione w nieprzyjemnym grymasie imitującym uśmiech. Przesuwając wzrok po jej sylwetce od góry do dołu, nagle zauważam, że u jej stóp stoi pokaźnych rozmiarów torba podróżna.

– Co tu robisz? – pytam z lekkim niepokojem.

– Nie wiedziałam, do kogo mam się zwrócić. Potrzebuję twojej pomocy.

Pierwszym moim odruchem byłby szyderczy śmiech, gdyby nie to, że moje gardło jest ściśnięte do bólu. Chce mi się płakać, mój oddech przyspiesza, ale próbuję się uspokoić.

Przez chwilę nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Jak ona śmie? Moja siostra, która zostawiła mnie w tym piekle, nawet się za siebie nie oglądając, prosi mnie o pomoc? Nie mogę uwierzyć w to, jaka jest bezczelna.

– Czy ty mówisz serio? Pojawiasz się w progu mojego domu w środku nocy, po latach milczenia, i masz czelność prosić mnie o przysługę? Gdzie do tej pory byłaś, gdy zapomniałaś o swojej rodzinie, o matce, gdy zapomniałaś o mnie? Mimo tego szamba, w którym mnie zostawiłaś, nigdy nie zniżyłabym się do tego, żeby prosić cię o pomoc, bo mam swoją dumę. Dawałam sobie radę sama, bez ciebie. No ale ty nie masz takich skrupułów, prawda? Bo przecież to tobie wszyscy powinni usługiwać, bo taki jest ich sens życia, nieprawdaż, księżniczko? – Z kącików moich ust spływa jad.

Lila patrzy na mnie w sposób, który utrudnia mi oddychanie. Chyba nie tego się spodziewała. Biedna, naiwna Lila, która nigdy nie widziała nic poza czubkiem własnego nosa. Pewna część mnie odczuwa satysfakcję, że jej odmawiam, bo przecież na to zasłużyła. Latami czekałam na to, aby się na niej odegrać. Ale zarazem czuję, jak coś ściska mi serce, bo patrzę w te niegdyś bliskie mi oczy i mam ochotę przytulić chude ramionka, które dawno temu tak często tonęły w moim uścisku, pogłaskać śliskie włosy, które starannie rozczesywałam tysiące razy, i powąchać czubek jej głowy, który pomimo upływu czasu zawsze pachniał niemowlęciem.

Kiedyś, wieki temu, w innym życiu obiecałam, że będę się nią opiekować.

– Rita, przepraszam – odzywa się po chwili Lila, a w tonie jej głosu słyszę walkę z napływającymi do oczu łzami. – Wierz mi, że nie byłoby mnie tu, gdyby to nie była poważna sprawa. Nie mam do kogo iść, jestem kompletnie sama. Potrzebuję twojej pomocy.

– A twój fantastyczny mąż? Książę z bajki, przez którego zapomniałaś, skąd pochodzisz i o ludziach, którzy cię kochali?

Lila spuszcza wzrok, dysząc ciężko. Zaciska drżące dłonie. Nie jestem pewna, czy to efekt poczucia tej dawnej, zapomnianej siostrzanej więzi, ale nagle czuję, że coś jest bardzo nie w porządku. Moja złość przyćmiła powagę tej sytuacji. Ogarnia mnie dziwny niepokój, którego źródła nie jestem w stanie określić.

Od dnia swojego ślubu Lila nie zamieniła ze mną ani słowa. Kilka razy próbowałam się z nią skontaktować, telefonicznie, listownie – bez skutku. Po jakimś czasie zrozumiałam, że nie mogę już na nią liczyć, że po raz kolejny zostałam sama, chociaż niczym sobie na to nie zasłużyłam. Moja siostra wykreśliła mnie ze swojego życia. Kilka lat później odbył się mój ślub. Lila nie została na niego zaproszona.

– Czy mogę się u ciebie zatrzymać? – pyta cicho moja siostra, a ja nie jestem pewna, co jej odpowiedzieć. Z jednej strony chcę złapać jej torbę i z rozmachem zrzucić ją z betonowych schodów, a następnie kazać jej się stąd wynosić. Z drugiej jednak czuję rozlewające się powoli ciepło w tej części serca, które od lat było skute lodem.

 

Patrzę na moją siostrę, dorosłą już kobietę i nagle przypominają mi się stare czasy, gdy razem bawiłyśmy się lalkami, kiedy ciastko z kremem to był szczyt naszych marzeń, zebranie jednogroszówek na batonika zwycięstwem, kiedy nie potrzebowałyśmy słów, bo nasze spojrzenia znaczyły dla nas więcej niż trwająca godzinami rozmowa. Jak kochałyśmy się bezwarunkowo. Jak dzieliłyśmy między siebie ten strach i upokorzenie oraz inność, która towarzyszyła nam od małego.

– Tak. Możesz u mnie przenocować. Pod warunkiem, że powiesz mi teraz, co tak naprawdę się stało.

Lila oddycha z ulgą. Wyciąga z kieszeni paczkę papierosów.

– Może usiądziemy na schodach i zapalimy?

Wieczór jest ciepły, a betonowe schody nagrzane. Siadamy razem koło siebie, odpalamy po kolei papierosa i patrzymy w niebo. Jest piękne – jasne i pełne gwiazd, odległych od nas o lata świetlne, kończących swój żywot tam, gdzie chciałyśmy z Lilą kiedyś dotrzeć. Razem.

Nagle moja siostra uśmiecha się, mimo spływających po jej twarzy łez.

– Pamiętasz, jak często tu siadałyśmy, kiedy byłyśmy małe? Babcia śpiewała nam piosenki. Pamiętam, że czułam się tak bezpieczna jak nigdy, jakbym była jakąś postacią z bajki, otoczona magiczną bańką. Jakby nikt nie mógł mnie skrzywdzić i jakby moje życie nie było naprawdę przegrane.

– Oczywiście, że pamiętam, Lila. Przecież ja zostałam tutaj sama, właśnie z tym przegranym życiem. Tym, w którym mnie zostawiłaś.

– Rita, dobrze wiesz, dlaczego stąd uciekłam. Nie powinnaś mnie za to winić.

– Masz rację, wiem. Natomiast tego, czego nigdy nie zrozumiem, mimo wielu usilnych prób, to dlaczego ani razu się nie obejrzałaś. Bo ja tu zostałam i czekałam, aż chociaż ten ostatni raz na mnie spojrzysz.

Lila chowa twarz w dłoniach, łzy zaczynają wymykać się spod jej powiek, ja jednak nie jestem pewna, czy są prawdziwe. Moja siostra zawsze potrafiła wykorzystywać uczucia innych i była zręczną manipulantką.

– Nie będę się usprawiedliwiać – odzywa się po chwili, przecierając oczy wierzchem dłoni. – Chciałam uciec z piekła. Proszę, nie obwiniaj mnie, że to zrobiłam. To nie moja wina, że ty nie miałaś odwagi ruszyć się z miejsca.

Nie panuję nad tym: z moich płuc wydobywa się głośny, gorzki śmiech. Tak, obwiniaj mnie! To moja wina. To wszystko moja wina! Ja, głupia, ohydna Rita, przekleństwo łona mojej matki, jej w duszy martwe, a w ciele żywe przekleństwo, brzemię ukąszone przez żmiję, tocząca żyłami i tętnicami śmiertelny jad Rita.

Ale to nie ja, to ty, moja siostro, złamałaś wiążącą dwa byty obietnicę, bo przecież miałyśmy być na zawsze razem. Obiecałyśmy sobie, że będziemy wspólnie stawiać czoło przeciwnościom losu. A ty mnie tak po prostu, tak łatwo zostawiłaś. Nie mogę ci tego wybaczyć i nigdy tego nie zrobię.

– Czy możesz mi w końcu powiedzieć, co tu robisz? – pytam ostro. – Co takiego się stało, że jesteś na tyle zdesperowana, że zwracasz się do mnie o pomoc?

Moja siostra milczy, oddychając miarowo; wpatruje się w usiany światełkami atłas rozciągnięty nad naszymi głowami. Liczy gwiazdy, skupiając się na tym, aby nie policzyć żadnej podwójnie. To jeden ze sposobów, które kiedyś wymyśliła, by się uspokoić i oderwać od rzeczywistości. Zawsze zastanawiałam się, do którego numeru liczy. Nigdy jej o to nie zapytałam.

– Chcę cię o coś poprosić. – Jej szept przerywa ciszę. – Wiem, że tylko ty możesz mi pomóc. Do nikogo innego nie mogłabym się zwrócić. Przejechałam szmat drogi, wiedząc, że jesteś jedyną osobą na świecie, która mnie zrozumie. Kocham cię, Rita, i wiem, że ty kochasz mnie. Dlatego tu dziś jestem. Obiecałyśmy to sobie, gdy byłyśmy małe, gdy razem chowałyśmy się pod łóżkiem, pamiętasz? Pamiętasz, ile wtedy obietnic złożyłyśmy? Jak razem przewidziałyśmy to, co nas spotka?

– Tak, pamiętam. Pamiętam też, że złamałaś tę obietnicę i mnie zostawiłaś. A teraz nagle po tylu latach pojawiasz się na progu mojego domu, w środku nocy z torbą ciuchów i oczekujesz, że po tym wszystkim pomogę ci ot tak, po prostu, jak gdyby nic się nie stało! Czemu przez ten czas nawet do mnie nie zadzwoniłaś? Czemu nie napisałaś zwykłego listu?

– Rita, proszę cię, zrozum, nie chciałam tego! Nie chciałam tego życia i tego piętna. Każde wspomnienie i spojrzenie w przeszłość mnie bolało i niszczyło. Wiesz, jak wspaniale czułam się po ślubie? Gdy opadły kajdany, gdy przestałam się budzić każdego ranka z myślą, że nie jestem złamana i skażona? To było jak inny świat i inne życie, wymarzone życie, o którym przez lata śniłam!

– Och, przepraszam, że byłam dla ciebie tylko ciężkim wspomnieniem. Podczas gdy ty żyłaś w swojej bajce, ja zostałam tu i walczyłam! Walczyłam tak, jak potrafię, i wiesz co? Wreszcie wygrywam! I zapewne podzieliłabym się tą świetną, szokującą wiadomością z moją kochaną siostrą, gdyby ta po prostu nie przestała mnie kochać.

Łzy cisną mi się do oczu, chowam twarz w dłoniach i staram się nie zawyć z wściekłości i upokorzenia. Boże, jak ja jej nienawidzę, tej cholernej, ślicznej, szczęśliwej księżniczki! Mam dość tej rozmowy, powrotu do wspomnień, bolesnego dotykania moich ran, tak żywych i cuchnących.

Lila musi się wynieść. Teraz. Niech szuka pomocy u kogoś innego – kogoś, komu nie wbiła noża w plecy.

– Mój mąż mnie bije. – To zdanie przecina ciszę i mrozi mi krew w żyłach.

Gwałtownie odwracam głowę w jej kierunku. Nie patrzy na mnie, ale widzę bardzo wyraźnie spływające po jej pliczkach łzy. Te chyba są prawdziwe.

Jestem w szoku, przestaję na chwilę oddychać, bo czuję, jakby ktoś położył na mojej klatce piersiowej ogromny ciężar. Przecież to bzdura, to niemożliwe, żeby moja piękna, młodsza siostra, tak szczęśliwa ze swoim mężem – księciem z jej snów – była bita… Ona nie wpasowuje się w ten stereotyp. Nikt nigdy nie pomyślałby, że fantastyczna Lila jest ofiarą przemocy. W przeciwieństwie do mnie.

– To się zaczęło dwa lata temu – mówi cicho, nie czekając na moją reakcję. – Nie spodziewałam się tego, naprawdę. Nigdy w życiu nie podejrzewałabym go o to, że jest w stanie podnieść na mnie rękę. Kiedyś późno wrócił do domu, bardzo pijany. Byłam nieziemsko zła, bo zawsze pisze do mnie albo dzwoni, jeśli wychodzi gdzieś na dłużej z kolegami. Ale tym razem się nie odezwał. Więc jak tylko wtoczył się do domu, naskoczyłam na niego. Zaczęłam wrzeszczeć, może faktycznie przesadziłam, ale nie spodziewałam się, że… Znienacka zdzielił mnie w twarz, tak mocno, że się przewróciłam. Uderzyłam głową o posadzkę, razem z krwią wyplułam kawałek zęba. I wiesz co? Ten cholerny sukinsyn nawet nie powiedział „przepraszam”, nie poczekał, aż się podniosę. Po prostu odwrócił się i poszedł spać.

Wszystko wygląda tak samo, jak kilka minut temu: gwieździste niebo, świecący łuną księżyc, świerszcz gra swój koncert, a nas ogarnia przyjemny, letni chłód. Lecz mimo tej stałości dla mnie chwilę temu zmienił się cały świat.

Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. To nie są wspomnienia mojej siostry. To moje wspomnienia.

– Czy to się powtórzyło? – pytam cicho, patrząc w swoje splecione dłonie i nie podnosząc na nią wzroku, bo bardzo boję się odpowiedzi. Już ją znam.

– Tak – szepcze. – Na początku myślałam, że to po prostu jeden raz, że tak się zdarzyło i nie ma co się nad tym rozckliwiać. Ale właśnie ten pierwszy raz otworzył puszkę Pandory, wtedy zaczął się koszmar. Bił mnie coraz częściej i nie tylko po alkoholu. Zaczął łykać psychotropy – w dzień był bardzo pobudzony, a w nocy spał jak zabity, bo mieszał pigułki na bezsenność z alkoholem. Mogłam robić wszystko idealnie, a on zawsze znajdował coś, co stanowiło powód do zadania ciosu. Czasem był to tylko policzek, popchnięcie, a czasem uderzenie pięścią w żebra. Tłumaczyłam sobie, że może to problemy w biurze, przecież on ma taką stresującą pracę, a do tego nie może spać. Czekałam i czekałam, ale on nie przestawał.

– Powiedziałaś mu, że chcesz się rozwieść? To mogłoby go przestraszyć.

Lila śmieje się gorzko na głos i patrzy na mnie z pobłażaniem.

– Oczywiście, że powiedziałam, że chcę się rozwieść. Raz. Tylko raz. Po tym jedynym razie skończyłam na pogotowiu z pękniętą czaszką i pogruchotanymi żebrami.

Znów zapada mrożąca krew w żyłach cisza, przerywana cykaniem świerszcza, podczas której czuję, jakby to moje własne żebra roztrzaskiwały się na kawałki, tnąc moje płuca jak noże przy każdym wdechu.

– Lila, wiem, przez co przechodzisz – odpowiadam drżącym głosem. – Byłam tam, gdzie ty jesteś teraz. Ale dasz radę, musisz wziąć się w garść i powziąć stanowcze kroki. Zatrudnij dobrego prawnika, rozwiedziesz się bez problemu. Jesteś w stanie to zrobić!

– Powiedział, że jeśli zawnioskuję o rozwód, to mnie zabije. Znajdzie, choćby miał przekopać całą ziemię i zabije. Rita, on jest komendantem głównym policji, a nie pierwszym lepszym dresem z blokowiska! To wszystko jest za bardzo skomplikowane. Po tamtym pobiciu trafiłam do szpitala i zrobiłam obdukcję. I wyobraź sobie, że nawet nie mogłam złożyć na niego doniesienia, bo jego kumple i podwładni mnie wyśmiali i kazali mi iść do domu. Wierz mi, nie jestem w stanie nic zrobić, już próbowałam. On jest nietykalny.

Nie jestem pewna, czy dam radę to unieść. Ledwo co przegoniłam swoje demony, które w dalszym ciągu obserwują mnie i czają się w ciemności, a tu zjawia się osoba niosąca na plecach brzemię dokładnie takie, jakie ja sama do niedawna dźwigałam. Nie wiem, czy ponownie znajdę w sobie siłę, chociażby jakąś jej część. Nie chcę składać czczych obietnic.

Zamykam oczy, biorę głęboki wdech i gdy po chwili je otwieram, jestem w innym świecie. Świecie wspomnień. Siedzę na tych samych schodach, jest pełnia lata i z nieba leje się żar. Ściana budynku daje mi lekki cień; nienawidzę upałów, więc nigdzie się stąd nie ruszam. Lila wręcz przeciwnie – biega po podwórku z naszym psem, bawi się hula-hop i wykonuje nieskoordynowane podskoki, jest niezmordowana. Po chwili przystaje, schyla się i podnosi coś z ziemi, podbiega do mnie.

– Patrz, Rita! Znalazłam pieniążek! Mam ich w kieszeni więcej, starczy mi na lód na patyku! – Uradowana zbiega ze schodów i biegnie do pobliskiego sklepu. Zaraz wraca z najtańszym i najmniejszym lodem, bo tylko na taki było ją stać. Zjada go do połowy, po czym naturalnym gestem oddaje mi go, mówiąc:

– To dla ciebie.

Serce mi się ściska, gdy przypominam sobie tamtą chwilę, bo Lila i ja przez całe lato szukałyśmy na chodnikach i w rynsztokach grosików, żeby uzbierać na najtańsze słodkości, bo matki nie było na nie stać. Przez kilkanaście ostatnich dni Lili udało się znaleźć mnóstwo monet i mimo że ja nie zdołałam znaleźć nic, oddała mi pół swojego skarbu.

Otwieram oczy i właśnie w tej chwili postanawiam wyciągnąć rękę do osoby, która odwróciła się ode mnie wieki temu i dogłębnie mnie zraniła. Bezkształtne ciepło w głębi mojego serca pulsuje coraz bardziej, przypominając mi o czasach, kiedy ja i Lila byłyśmy jednością i kochałyśmy się ponad wszystko.

Moja mała, biedna siostrzyczka.

– Lila… – mówię cicho. – Wiem, że to trudna sytuacja, ale damy sobie radę. Nie pozwolę, żeby ten potwór cię niszczył, dusił i uzależniał od siebie. Obiecuję, że już nigdy nie podniesie na ciebie ręki. Będę stać za tobą murem i nie pozwolę na to. Jak mogę ci pomóc?

Moja siostra odwraca się do mnie gwałtownie i patrzy mi głęboko w oczy. Już wiem, o co chce mnie poprosić.

Widzę to w tobie, Lila. Widziałam ten wzrok wiele razy, patrząc w lustro.

– Chcę, żebyś pomogła mi go zabić.

Inne książki tego autora