Szusta ranoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

20 lutego

#051 dzień roku

Szusta Rano

JEDNO ŻYCIE

Znalazłem kiedyś w internecie bardzo ciekawą stronę o nazwie „Current World Population”, która pokazuje na bieżąco, ile ludzi na świecie się rodzi, a ile umiera. Można powiedzieć, że jest to taka ciągle aktualizowana statystyka, która obrazuje, jak się rozbiega życie po świecie, ale jednocześnie, jak życie z tego świata odchodzi. Niektórzy śmieją się, że to aplikacja, którą Pan Bóg kazał sobie zrobić, by Mu w niebie cały czas wszystko się wyświetlało. Dla mnie ta przeciekawa strona ukazuje, jak mocne jest życie, które albo pojawia się na tym świecie albo przechodzi do jeszcze lepszego świata, czyli de facto – jak niesamowicie życie wszędzie wybucha. Dzisiejszy cytat będzie więc także na ten temat:

„Wszyscy mamy dwa życia. To drugie rozpoczyna się wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że mamy tylko jedno”.

Te mądre zdanie wypowiedział kiedyś Konfucjusz, znany wszystkim dalekowschodni myśliciel. I choć pochodzi ono z dalekiej kultury azjatyckiej, to w swym przesłaniu jest iście ewangeliczne. Nasze życie bowiem ma dwie odsłony. Może być życiem przeżywanym dla samego przeżywania, czyli dzień po dniu mijają bez większego znaczenia, dla liczenia godzin do wyjścia z pracy, czekania do weekendu itd. A może być też życiem prawdziwie przeżywanym, w którym nie funkcjonują sformułowania typu „chwała Bogu, już piątek”, tylko „chwała Bogu za poniedziałek, bo mogę znów zacząć robić nowe, wspaniałe rzeczy!”. Prawdziwe życie zaczyna się wtedy, gdy zorientujemy się, że ono jest tylko jedno. Tylko raz mamy okazję zrobić z niego coś niezwykłego, fantastycznego i cudownego.

Może zatem dziś jest dzień na przełom, by zacząć traktować swoje życie na serio. Nie czekaj do jutra, dziś zacznij żyć, bo jesteś tu na świecie tylko raz. Jeżeli będziesz czekać na to, że wydarzy się jakaś lepsza wersja twojego życia, to nie doczekasz się. Obudźmy się dzisiaj do prawdziwego życia, bo mamy je tylko jedno. Pan Bóg pozwolił nam dziś oddychać i żyć, więc nie zmarnujmy tego. Jedno życie, jedna szansa. Zrób je fenomenalnym.

21 lutego

#052 dzień roku

PanDa

NIE SPOKÓJ

Spanie to jedna z ulubionych czynności życiowych pand. Widziałem kiedyś taką śpiącą pandę, która absolutnie nie przejmowała się niczym wokół, a swoim ułożeniem ciała komunikowała światu, że ma do niego totalny dystans. W związku z tą krótką ciekawostką zajrzymy dziś do cytatu z Pisma Świętego, a dokładniej z Pierwszej Księgi Królewskiej, który jednak nie do końca pokazuje spokój snu pand:

„Niech będzie błogosławiony Pan, który dał pokój swojemu ludowi, Izraelowi, według tego wszystkiego, co zapowiedział” (1 Krl 8, 56).

W tych słowach Salomona mowa jest o pokoju, który Pan daje ludowi Izraela, ale który to pokój wcale nie jest spokojem, cichością, brakiem trudu czy komfortem. Pokój, o którym zawsze mówi Biblia, to coś zupełnie innego niż życiowy spokój. To pokój, który może przydarzyć się człowiekowi, nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach życiowych. Pan Jezus, mówiąc o pokoju, który będzie dawał swoim uczniom, mówi, że otrzymają pokój, którego ten świat nie zna. Nasz świat zna zaś tylko jedną wersję pokoju, która polega na tym, że nic trudnego ani złego się nie dzieje, że wszystkie trudności nas omijają, a okoliczności są nieustannie sprzyjające. Pan Jezus natomiast mówi: „Ja chcę dać wam taki pokój, który nie sprawi, że wszystko dookoła się zmieni. Tylko taki, który spowoduje, że w was, w środku będzie spokój”. Czyli pewna niewrażliwość, w dobrym znaczeniu tego słowa, na zło, które się nam dzieje na zewnątrz.

Ten stan to coś niesamowitego. Bardzo mocno doświadczam tego od wielu lat. Nie oznacza on, że Pan Jezus zabiera mi trudne warunki życiowe, nieszczęścia, cierpienia lub ekstremalne sytuacje, których często naprawdę mam dość. Nie na tym polega Jego pokój. Jeżeli tylko z Nim jestem i coraz więcej Go szukam, jeżeli przyjmuję dar pokoju od Pana Jezusa, to On mi daje pośród całego chaosu mojego życia poczucie, że wszystko jest w Jego rękach, więc niczego nie muszę się obawiać. Trudne sytuacje dalej się wydarzają, tylko w nich Pan Bóg mówi mi: „Ja cię przez nie przeprowadzę. Dam ci takie poczucie Mojej obecności, że nie będziesz się bać. A nawet jeśli będziesz się bać, to przetrwasz te trudności, bo jestem z tobą”.

Wszyscy bardzo potrzebujemy tego Jezusowego pokoju. Nie czekajmy zatem na spokój zewnętrznych okoliczności. Przyjmijmy dziś Ducha Bożego, który w środku będzie trzymał nas tak mocno, że nic nam nie będzie grozić. Bądźmy więc z Bogiem. Nie chodźmy do nikogo innego. Tylko On daje prawdziwy pokój. Jeżeli pragniesz tego pokoju, to bądź z Panem.

22 lutego

#053 dzień roku

Filmowo

KANDYDAT

To prawda, że trzeba się w życiu uczyć. Trzeba próbować, mimo że pierwsze próby robienia czegoś mogą być naprawdę bardzo żenujące i wręcz uwłaczające ludzkiej godności. Początki jednak zawsze są trudne. Dziś zatem cytat z tym związany:

„Każdy mistrz był kiedyś kandydatem, który się nie poddał”.

Autorem tych słów jest postać fikcyjna, Rocky Balboa, bohater serii „Rocky”. Przyznam, że są to filmy mojego dzieciństwa, na nich się wychowałem i myślę, że w mojej walce o to, by być kimś, sporo Rocky’emu zawdzięczam. Ten film wielokrotnie bardzo mnie motywował, by się nie poddać w działaniu.

Głównym przesłaniem cytatu, nietrudnym do odczytania, jest to, że nikt nie jest mistrzem od urodzenia. Nie ma mistrzów, którzy na start dostaliby od Pana Boga dar i nic nie musieliby z nim robić. To prawda, że są ludzie bardziej i mniej utalentowani, ale de facto nie ma to większego znaczenia, bo każdy jest wezwany do tego, żeby wejść na drogę rozwoju i nauki, by osiągnąć mistrzostwo.

To zdanie Rocky’ego pokazuje także inną prawdę. Czasem myślimy, że gdy na jakiejś płaszczyźnie życia osiągnęliśmy sukces, w jednej rzeczy udało nam się być bardzo dobrym, to już wystarczy. O tym może na przykład świadczyć fakt, że bardzo trudno nam przekwalifikować się w życiu. Gdy na przykład robimy coś sensownego w jednej dziedzinie i nagle okazuje się ona niewystarczająca lub już nieatrakcyjna, to niełatwo jest nam się przestawić na robienie czegoś innego, bo to oznacza zaczynanie od początku. Tam byliśmy mistrzami, a tu musimy startować znów z pozycji ucznia, kandydata, amatora i latami pracować na sukces.

Zachęta na dziś dotyczy więc pozbycia się lęku bycia po raz kolejny kandydatem. I to może dotyczyć zarówno nowych dziedzin, jak i rzeczywistości, które już znamy, ale które wymagają od nas tego, by posunąć się dalej, by coś w sobie rozwinąć, czegoś się nauczyć, czyli znów wylądować na pozycji kandydata. Do takiego kroku potrzeba sporej odwagi, która jednak sprawia, że rozwijamy się jeszcze bardziej. Boimy się takich decyzji, ponieważ myślimy, że nie zasłużymy na akceptację i uznanie, że będziemy śmieszni w oczach ludzi, kiedy znów będziemy się uczyć, a to z kolei ma swoje źródło w braku wiary we własną wartość. Człowiek, który jest ugruntowany w swojej tożsamości, wie, że skoro osiągnął coś dobrego w jednej rzeczywistości, osiągnie to i w innej dziedzinie.

Może to jest ten moment twojego życia, że musisz się przepoczwarzyć. Może boisz się, że stracisz pozycję i uznanie innych, a do tego staniesz w punkcie zero. Nie bój się. Każde mistrzostwo zaczyna się od kandydatury. Mistrzem zaś jest ten, kto się nie poddaje i po prostu próbuje.

23 lutego

#054 dzień roku

Szusta Rano

GNIEW

Gniew może być czasem bardzo pożyteczny. O tym będzie dzisiejszy cytat, którego autorem jest Abraham Lincoln, jeden z prezydentów Stanów Zjednoczonych:

„Wielkość człowieka poznasz po tym, co go złości”.

Zdaję sobie sprawę z tego, że przecież nie lubimy się gniewać ani złościć, a raczej nie lubimy sytuacji, które wywołują w nas takie emocje. Niestety, sama tendencja do gniewu w nas też nie jest łatwa do zniesienia, szczególnie gdy przeradza się w noszenie urazów względem drugiego człowieka. Ale tak jak ze wszystkim w życiu, gniew również można wykorzystać do czegoś dobrego. W związku z tym dziś warto przyjrzeć się temu, co nas gniewa, bo to wbrew pozorom bardzo istotne rozpoznanie życiowe.

Po pierwsze, trzeba zobaczyć, jakie są powody naszych gniewów, co nas denerwuje i co sprawia, że jesteśmy na kogoś lub na coś bardzo źli. Po drugie, warto poprzyglądać się w sobie temu, co za tym gniewem stoi, ponieważ, jak mówi Abraham Lincoln, to jest sposób zobaczenia, kim jesteśmy, czy jesteśmy wielcy czy mali. Jeżeli gniewają nas nieistotne sprawy, drobiazgi, drobnostki życiowe typu przypadkowe kopnięcie nogą w ścianę, to jesteśmy mali w naszym człowieczeństwie. Jeżeli zaś powodem naszego gniewu są rzeczy naprawdę ważne, czyli na przykład zło dziejące się na świecie lub krzywda ludzka, to w ten sposób odsłania się nasze wrażliwe serce. W tej kwestii trzeba być jednak względem siebie bardzo szczerym. Nie oszukujmy się – ogromna część naszego gniewu to jednak drobne sprawy, błahe, nieistotne, które pokazują, że nie mamy jeszcze wielkiego serca.

Zadaniem na dziś jest więc przyjrzenie się swojemu gniewowi. Nie chodzi o to, by źle o sobie myśleć, ale by wydobyć to, jaki jest nasz gniew i z czego wypływa. Gniew bardzo często jest kierunkowskazem ku najważniejszym rzeczom w życiu. Jeśli coś nas denerwuje, to znaczy, że jest to dla nas bardzo ważne. Gniew, doskonale pokazuje kondycję naszego serca, kieruje uwagę na najistotniejsze wątki naszego życia, a przecież właśnie nimi powinniśmy się zajmować. Gdy mamy więc w głowie zamieszanie i nie wiemy, co w życiu robić oraz co jest naszym powołaniem, możemy potraktować gniew jako jeden z drogowskazów. Emocje, które się w nas pojawiają, nie istnieją w nas bez większego sensu. One są pomocą od Pana Boga, który również w ten sposób odsłania nam, co jest istotne w nas, a co nieistotne.

 

Zobacz dziś swój gniew i niech on pokaże ci, w co warto zainwestować życie.

24 lutego

#055 dzień roku

Szusta Rano

DOBRZEJSZY

Dzisiejszy cytat to słowa człowieka, którego bardzo cenię – Johny’ego Ive’a. Współpracował on przez wiele lat ze Steve’em Jobsem przy projektowaniu produktów Apple’a. Do dzisiaj Johny Ive pracuje w Apple’u i jest odpowiedzialny w tej firmie za design. Słuchałem kiedyś jego biografii i zobaczyłem, że Ive jest niesamowicie skromnym człowiekiem, choć robi niezwykłe rzeczy, a jego poglądy na design oraz harmonię i piękno w świecie są naprawdę fascynujące:

„Rzecz w tym, że bardzo łatwo być innym, ale bardzo trudno być lepszym”.

W dzisiejszym świecie panuje powszechna mania oryginalności i inności. Sławni i ważni dla opinii publicznej stają się coraz częściej ludzie dziwni i inni. Cenieni są ci, którzy swoją tożsamość definiują jako zupełnie odmienną od kogokolwiek. I choć oryginalność to dobra cecha, myślę jednak, że zdecydowanie przeceniamy jej znaczenie. Jak słusznie twierdzi Johny Ive, być innym to żadna sztuka. Zrobić z siebie dziwaka, który będzie odróżniał się od całego świata, to żaden problem, każdy to potrafi. Natomiast stać się kimś lepszym, w znaczeniu bardzo dobrym, „dobrzejszym”, to jest dopiero osiągnięcie.

Warto dziś chwilę zastanowić się nad tym, czy kiedy myślimy o swojej tożsamości, o własnym rozwoju czy poszukiwaniu drogi życiowej, to czy jako wyznacznik bierzemy kryterium oryginalności i atrakcyjności, czy raczej kryterium dobra. Dla mnie głównym czynnikiem motywacyjnym nie jest oryginalność ani inność, staram się szukać sposobów bycia lepszym człowiekiem, lepszym, czyli bardziej kochającym, bardziej wyrozumiałym, bardziej cierpliwym, bardziej łagodnym. Nasz rozwój nie polega przecież na tym, że będziemy sławniejsi i bardziej oryginalni od innych, ale że będziemy przekraczać zło, które w nas jest, i zamieniać je na dobro.

Spróbuj dzisiaj pomyśleć, czy to, za czym biegasz, do czego dążysz, o czym marzysz, sprawi, że staniesz się lepszy. I nie w znaczeniu bycia lepszym od innych, tylko bycia bardziej dobrym. Bądź lepszym człowiekiem niż jesteś, a wtedy ludzie wokół ciebie też będą rozwijać w sobie dobro. Jeżeli dobro nie jest wyznacznikiem twojego działania, to budujesz tylko siebie i to w sposób tak egoistyczny, że to, co masz, nikomu nie pomaga. Rozwój to bycie „dobrzejszym”, czyli posiadanie coraz więcej dobra w sobie.

25 lutego

#056 dzień roku

Szusta Rano

KTÓREGOŚ DNIA

Dziś prosto do cytatu, który w swojej ironii i dystansie jest jak strzał w dziesiątkę. Wypowiedział go kiedyś Shaquille O’Neal, amerykański koszykarz z ligi NBA. W dzieciństwie często oglądałem koszykówkę i O’Neal był moim idolem:

„Tydzień ma siedem dni. Któregoś dnia nie jest żadnym z nich”.

Przyznam szczerze, że nie cierpię powiedzeń typu: „Co masz zrobić jutro, zrób pojutrze – będziesz miał dwa dni wolnego”, mimo że bardzo często tak właśnie żyję. Denerwują mnie takie słowa, ponieważ ten sposób myślenia sprawia, że nie żyjemy prawdziwie, tylko jak jakieś zombie. Ciągle odkładamy na przyszłość coś, co koniecznie trzeba robić, po to, żeby życie było pełne. Jeśli więc mamy coś zrobić jutro, to nie róbmy tego pojutrze, tylko zróbmy to natychmiast. Jutro będziemy mogli zrobić coś jeszcze lepszego od tego, co zrobimy dzisiaj.

Przestańmy marnować życie i czas. Przestańmy mówić sobie: „Kiedyś to zrobię”. Przez wiele lat moje nawrócenie tak wyglądało, że tłumaczyłem sobie: „Zrobię to jutro, dziś jeszcze ostatni raz zawalę, ostatni raz się polenię, obejrzę ostatni odcinek tego durnego serialu i dam sobie trochę luzu, a od jutra się wezmę”, i naprawdę nic z tego nie wynikało. Jeśli pozwolimy sobie na takie odkładanie, to nigdy tego nie zrobimy. „Jutro” oznacza bowiem w takim wypadku „nigdy”.

A zatem: uwaga! Koniec z lenistwem! To, co właśnie w głowie odkładasz na jutro, zrób dziś. Oczywiście, jeśli myślisz o rzeczach dobrych, świętych i potrzebnych, a nie o głupotach. Dziś zrób to, co odłożyłeś, dziś zrób życie.

26 lutego

#057 dzień roku

PanDa

BOCZNY TOR

Widziałem kiedyś taką pandzią mamę, która nawet we śnie przyciągała do siebie swoje dziecko, aby tylko nie wypuścić go z rąk. Myślę, że ten obraz ze świata natury przypomina trochę to, jaki jest Pan Bóg. On tak właśnie działa wobec nas. Nie chce pozwolić, byśmy uciekali z Jego pełnych miłości rąk. Oczywiście, szanuje nas i ostatecznie pozwala nam chodzić, gdzie chcemy, ale pragnie mieć nas nieustannie przy sobie. Taki też będzie dzisiejszy cytat pochodzący z Księgi Liczb:

„Stosownie do rozkazu Pana danego Mojżeszowi, Lewici nie zostali spisani razem z resztą Izraelitów” (Lb 2,33).

Na pierwszy rzut oka to zdanie z Biblii wydaje się nie przekazywać żadnego większego przesłania, ani nie zawierać konkretnej motywacji do działania. Żeby jednak zobaczyć, do czego ono nas zaprasza, trzeba poznać kontekst, w którym zostało wypowiedziane.

Ten fragment Księgi Liczb opisuje jeden z tych momentów, gdy Izraelici szli z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Cały lud liczy wtedy ponad 600 tysięcy, więc jest to ogromna grupa, z czego rodzi się pewien problem – trudno im dynamicznie wyruszać w drogę, bo bardzo dużo czasu zajmuje im rozkładanie i składanie namiotów. Mojżesz na rozkaz Pana Boga wymyśla więc pewien system, który ma usprawnić całą logistykę wędrówki. Najpierw każdemu pokoleniu nakazuje policzenie ludzi, wojska, dobytku, namiotów, a potem ustala porządek, pakowania obozu i składania namiotów. Co ciekawe, do tego systemu pakowania nie byli wciągnięci Lewici, czyli potomkowie Lewiego, którzy potem jako jedyni nie mieli przyznanej własnej ziemi po wejściu do Kanaanu. Można by pomyśleć, że niezłe biedaki z nich i trochę takie bezpańskie psy, ale tak naprawdę oni należeli do Pana Boga i w ten sposób mieli zapewnione jedzenie oraz utrzymanie.

Ta obietnica Pana Boga dla Lewitów sprawdza się dziś tym, którzy ośmielą się w nią uwierzyć. Jeżeli więc ktoś pójdzie za dobrymi wartościami, za uczciwością, prawdomównością, sprawiedliwością i miłością, czyli mówiąc krótko – nie podda się panującemu w świecie porządkowi będącemu w poprzek Bożych przykazań, to zostanie odstawiony na boczny tor.

Nie bójmy się więc odstawienia na bok z powodu wiary, wartości, dobra, które robimy, czy sposobu myślenia. Nie krzyczmy do Boga z wyrzutem, że dopuszcza takie rzeczy. Takie wykluczenie to najlepsze miejsce, w jakim można się znaleźć, bo wtedy trafiamy prosto do rąk Pana Boga, który szykuje dla nas specjalną opiekę. Ja tego doświadczam w swoim życiu. On się mną nieustannie opiekuje, choć moje bycie z Nim i szukanie Go jest bardzo nieudolne. Jemu to nie przeszkadza. Więc nie bój się bocznego, umiłowanego przez Pana Boga, toru.

27 lutego

#058 dzień roku

Filmowo

PROBLEM?

Każdy z pewnością niejednokrotnie doświadczył tego w życiu, że gdy próbuje naprawdę żyć, napotyka na nieprzeliczone trudności, komplikacje i problemy. Przez takie sytuacje często się zniechęcamy, ponieważ tak naprawdę nie widzimy, w czym tkwi problem. Dzisiaj zatem cytat, który nam trochę to zagadnienie rozjaśni:

„Problemem nie jest problem. Problemem jest Twoje nastawienie do problemu”.

Autorem tych słów jest postać osobliwa, bo jest nią jeden z głównych bohaterów filmowej serii „Piraci z Karaibów”, czyli kapitan Jack Sparrow, postać fikcyjna grana przez Johny’ego Deepa. Jak nietrudno zauważyć, to zdanie jest najoczywistszą oczywistością, która jednak ma potencjał zmienić bardzo wiele w naszym życiu.

Prawdą jest, że zawsze, do końca życia będą pojawiać się trudności i problemy. Nasze oczekiwanie, że kiedyś nadejdzie taki czas, gdy się wszystko uspokoi, jest bezsensowne. Do momentu naszego ostatniego oddechu na tej ziemi będziemy doświadczać trudności. Przestańmy więc wreszcie oczekiwać, że nasze życie się uspokoi i nie będzie w nim wyzwań, niebezpieczeństw i porażek. Tylko zgoda na ten stan pozwoli nam normalnie funkcjonować. Problemem nie są problemy same w sobie, ale nasze nastawienie do nich. To jasne, że nie chodzi o lekceważenie wszystkiego w życiu. Przyjęcie sytuacji razem z jej trudnościami otwiera możliwość sensownego przeżycia tej niełatwej rzeczywistości. Kiedy zgodzimy się na to, że problemy są, to wtedy pozostaje nam tylko jedno wyzwanie: „Co zrobić, by to przezwyciężyć, pokonać?” albo – jeśli nie jest to możliwe – „Jak przeczekać ten stan, by było lepiej?”.

Tkwienie w takim myśleniu czekającym na koniec problemów donikąd nie prowadzi. Czas więc pomyśleć o trudnościach, które dziś przed tobą stoją, zgodzić się na nie i w końcu ruszyć w działanie.

28 lutego

#059 dzień roku

Szusta Rano

PRAWDZIWY MISTRZ

Bardzo lubię obserwować ojców, którzy tłumaczą i pokazują swoim synom świat. Ich duma z bycia tatą i oczy tych dzieci to niesamowity widok. Cytat na dziś, trochę z tym tematem związany, to słowa znanego już nam Marka Twaina:

„Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że my też możemy być wielcy”.

Jako ludzie posiadamy taką nieciekawą cechę, że lubimy się cieszyć z własnych sukcesów, wywyższając się tym nad innymi, szczególnie tymi, którzy w tej samej dziedzinie ponieśli porażkę lub w czymś są mniej zdolni od nas. Czasem nawet jeżeli nie uda nam się czegoś osiągnąć, to naszym „sukcesem” czynimy to, że innym też się nie udało tego zdobyć. To jest zaś zwykła ludzka podłość. Wielkość zaś, która jest jedną z najpiękniejszych cech Pana Boga, polega na tym, że człowiek wzbudza swoim byciem z drugim człowiekiem jego wielkość. Na przykład, jeśli mamy mistrza i ucznia, to prawdziwy mistrz nie sprowadza nieustannie swojego ucznia do parteru, mówiąc mu, że jest nikim, tylko prawdziwy mistrz najbardziej cieszy się z tego, gdy jego uczeń staje się jeszcze większym mistrzem niż on.

Pan Bóg jest niezaprzeczalnym mistrzem świata we wszystkim. W każdej dziedzinie przewyższa nas o nieskończoność. On jednak tak działa, że swoje mistrzostwo cały czas oddaje innym i jednocześnie w ten sposób pokazuje: „Popatrz, jaki jesteś niezwykły”. I to nie są wcale słowa rzucone na wiatr. Pan Bóg ma na to bardzo silne argumenty, bo On sam nas stworzył, więc rzeczywiście jesteśmy genialnie wymyśleni. Tego patrzenia na innych nie przez zazdrość czy zawiść trzeba się od Niego koniecznie nauczyć.

Cytat Marka Twaina wzywa nas dziś do dwóch rzeczy. Po pierwsze, żebyśmy zobaczyli, że Pan Bóg jest mistrzem w naszym życiu, który nieustannie próbuje z nas wydobyć wielkość. Po drugie zaś, żebyśmy dziś spróbowali wydobywać wielkość z ludzi, których spotkamy, co w praktyce oznacza na przykład docenianie tego, co robią, nazywanie ich dobrych cech, pokazywanie im, w czym są świetni itd. Nawet, jeśli byłyby to drobne rzeczy, warto.

Ojciec Joachim Badeni, mój współbrat, który umarł kilka lat temu w opinii świętości, miał pewną cudowną cechę. Zwykle starsi ojcowie albo starsi księża – oczywiście, nie wszyscy, ale to się często zdarza – gdy patrzą na młodych, mówią: „O, a co oni wiedzą?” albo „Za naszych czasów to my byliśmy lepsi”. Ojciec Joachim taki nie był. On, mając te osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt lat, patrzył na chłopaków, którzy wstępowali do zakonu, cieszył się ze wszystkiego, co robili i mówił: „Kurczę, oni robią świetne rzeczy. My to żeśmy badziew robili, a oni robią coś wspaniałego”. Ojciec Joachim nie poniżał siebie, ani też nie gardził swoim pokoleniem, tylko był prawdziwym mistrzem, bo wydobywał z braci to, co najlepsze.

Zadanie na dziś: bądźmy takimi mistrzami.