Szusta ranoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

25 stycznia

#025 dzień roku

Tomasz à Kempis

ZAMILKNIJ

Dziś kolejne zdanie z wiekopomnego dzieła Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”:

„Boże, w Tobie zawiera się wszystko, czego chcę i pragnę. W Twojej obecności niech milczą wszyscy uczeni, niech ucichną wszelkie stworzenia – Ty tylko mów do mnie”.

Czego pragnie człowiek, który wypowiada takie słowa? On ma jedno wielkie pragnienie w sercu, żeby wszystko dookoła niego ucichło po to, by on mógł usłyszeć głos Boży. Z pewnością wielu z nas tak ma. Mierzymy się na co dzień z różnymi rzeczami, które zagłuszają głos Pana Boga i powodują, że coś innego niż On – rodzina, pieniądze, miłość, krzywdy, rany, różne zaangażowania, pasje, trudności, cierpienia – staje się ważniejsze. Dziś zatem to zdanie Tomasza à Kempis może nam ustawić perspektywę, której warto szukać. Niech wszystko ucichnie, byśmy mogli usłyszeć najważniejsze, czyli to, co mówi do nas Pan Bóg.

Często rozmawiam z ludźmi, czy przy okazji spowiedzi czy też rozmów duchowych, o ich różnych problemach i mam wrażenie, że jest tak naprawdę jedna odpowiedź na te wszystkie trudności i skomplikowania życiowe. Jest nią bycie z Panem Bogiem. Czasem aż chce mi się powiedzieć: „Człowieku, usiądź, odetnij wszystko, co się da i zacznij słuchać, co mówi do ciebie Pan Bóg. On ma wszystkie odpowiedzi i rozwiązania. I nawet jeśli natychmiast wszystko się nie naprawi, bo pewnie nie, to On zacznie do ciebie mówić w taki sposób, że twoje serce wreszcie się uspokoi”. Znajdź dziś więc taki moment, gdzie odetniesz się od wszystkiego, nawet od tych wspaniałych i fantastycznych rzeczy, by na chwilę zamilknąć i usłyszeć głos Boga. I nie zatrzymuj się w tym tylko na dziś, szukaj tego regularnie. Codziennie odetnij się na kilkanaście minut od hałasu życia, by posłuchać, co Bóg mówi do twojego serca. A naprawdę mówi. Więc niech całe stworzenie zamilknie, bo ty chcesz słuchać Boga.

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

26 stycznia

#026 dzień roku

Szusta Rano

DROGA DO ODKRYĆ

Dzisiaj będzie cytat bardzo wyjątkowy, choć niewiadomego pochodzenia. Sposób, w jaki go znalazłem, to bardzo ciekawa historia. Otóż, gdy kiedyś przyleciałem do Chicago, zgarnęła mnie na nocleg cudowna rodzinka, Ewa z Konradem i ich trzy córki. Mają oni w domu taki pokoik gościnny, w którym znajduje się też miejsce na naukę dla jednej z ich córek. Gdy tam wszedłem, zobaczyłem całą ścianę zapisaną cytatami jakiś mądrych ludzi, ale niestety bez dopisków, skąd pochodzą. Dzisiaj cytat właśnie z tej ściany:

„Błędy są drzwiami (tudzież portalami) do odkryć”.

Absolutnie fantastyczne zdanie, które w języku polskim znamy też jako uczenie się na własnych błędach. Myślę, że mimo prostoty tego stwierdzenia nie do końca je rozumiemy. Większość z nas pod hasłem „uczyć się na błędach” widzi sytuację, gdy ktoś, myląc się lub pakując się w coś złego, wyciąga z niej prosty wniosek: „Już nigdy tego nie zrobię”. Otóż, błąd, porażka, upadek, niepowodzenie są czymś, co nie tyle ma nas nauczyć, jak ponownie tego nie zrobić, ile raczej stają się szansą na odnalezienie zupełnie nowych możliwości. W tych błędach i porażkach można szukać czegoś, co otworzy nowy świat. Czegoś, co sprawi, że dostrzeżemy inne sposoby patrzenia.

Dziś więc czuj się zaproszony właśnie do takiego postrzegania własnych błędów. To jasne, że nie z każdym błędem da się to zrobić. Warto jednak przyjrzeć się swoim wtopom i porażkom, by spróbować znaleźć w nich nową ścieżkę. Nawet jeśli nie chcesz już więcej popełniać tych błędów, to wróć do nich tylko na chwilę, by sprawdzić, czy przypadkiem nie otwiera się w nich coś, co mógłbyś robić i co byłoby dla ciebie czymś niezwykle rozwijającym lub dającym szczęście. Często tak jest, że przez porażki i błędy trafiamy albo na ludzi albo na zainteresowania, albo na jakieś rzeczywistości, które mogą okazać się czymś niezwykłym.

Dziś jest więc dzień ośmielania się w patrzeniu na błędy nie tylko w kluczu: „Nie popełnię ich nigdy więcej i wystrzegam się dróg, które mnie do nich prowadzą”, ale też widzenia w nich szans na nowe. Spróbuj. To jest duża odwaga w taki sposób podejść do własnych błędów, ale to jest jednocześnie coś, co naprawdę może otworzyć ci zupełnie nowe przestrzenie i horyzonty.

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

27 stycznia

#027 dzień roku

PanDa

PRZYTULASY

Dziś dzień pandziowy, ale zanim przejdziemy do cytatu, najpierw mała dygresja. Jest taki amerykański serial „The Last Ship”, czyli „Ostatni okręt”. Jego fabuła jest trochę absurdalna, bo opowiada o tym, że jakaś epidemia wirusowa opanowała świat i 95% ludzkości umarło, więc nastąpiła jakaś totalna dewastacja rzeczywistości. W tym trochę żenującym serialu pojawia się jednak genialna scena, która opowiada o tym, że pewna pani naukowiec wymyśla nietypową szczepionkę. Zaszczepieni stają się zakażający, ale zakażający odpornością, dzięki czemu przekazują tę szczepionkę dalej, a dzieje się to wszystko przez dotyk, czyli przez uścisk, przez podanie dłoni, przez przytulenie, przez pocałunek, przez każdy możliwy kontakt cielesny. Przez dotyk zakażony wirusem dostaje lekarstwo, uzdrowienie, wolność i w sumie życie. Przyznam szczerze, że ta scena, chociaż jest dość głupia, strasznie mnie poruszyła.

Czemu opowiadam te wszystkie głupoty? Bo dzisiejszy cytat będzie zaproszeniem do czułości. Będzie to zdanie z Księgi proroka Ozeasza, jednej z najbardziej czułych ksiąg w Piśmie Świętym, pokazujące relację Pana Boga do swojego narodu, do Izraela:

„Byłem dla nich jak ten, co podnosi

do swego policzka niemowlę.

Schyliłem się ku niemu

i nakarmiłem go” (Oz 11,4).

Absolutnie fantastyczne zdanie, które w języku polskim znamy też jako uczenie się na własnych błędach. Myślę, że mimo prostoty tego stwierdzenia nie do końca je rozumiemy. Większość z nas pod hasłem „uczyć się na błędach” widzi sytuację, gdy ktoś, myląc się lub pakując się w coś złego, wyciąga z niej prosty wniosek: „Już nigdy tego nie zrobię”. Otóż, błąd, porażka, upadek, niepowodzenie są czymś, co nie tyle ma nas nauczyć, jak ponownie tego nie zrobić, ile raczej stają się szansą na odnalezienie zupełnie nowych możliwości. W tych błędach i porażkach można szukać czegoś, co otworzy nowy świat. Czegoś, co sprawi, że dostrzeżemy inne sposoby patrzenia.

Dziś więc czuj się zaproszony właśnie do takiego postrzegania własnych błędów. To jasne, że nie z każdym błędem da się to zrobić. Warto jednak przyjrzeć się swoim wtopom i porażkom, by spróbować znaleźć w nich nową ścieżkę. Nawet jeśli nie chcesz już więcej popełniać tych błędów, to wróć do nich tylko na chwilę, by sprawdzić, czy przypadkiem nie otwiera się w nich coś, co mógłbyś robić i co byłoby dla ciebie czymś niezwykle rozwijającym lub dającym szczęście. Często tak jest, że przez porażki i błędy trafiamy albo na ludzi albo na zainteresowania, albo na jakieś rzeczywistości, które mogą okazać się czymś niezwykłym.

Dziś jest więc dzień ośmielania się w patrzeniu na błędy nie tylko w kluczu: „Nie popełnię ich nigdy więcej i wystrzegam się dróg, które mnie do nich prowadzą”, ale też widzenia w nich szans na nowe. Spróbuj. To jest duża odwaga w taki sposób podejść do własnych błędów, ale to jest jednocześnie coś, co naprawdę może otworzyć ci zupełnie nowe przestrzenie i horyzonty.Znacznie ważniejsze od mówienia do drugiego człowieka, jest po prostu bycie przy nim i czułość względem niego. Same słowa, nawet najmądrzejsze, jeżeli nie są poparte miłością, przekazywaną również fizycznie przez ciało, przez dotyk, przez uścisk, przez pocałunek, przez przytulenie – są suche.

Warto więc pomyśleć o tym, jak dziś możemy okazywać czułość. Nie chodzi o rzucanie się na obcych w tramwaju, ale o zrobienie sobie dnia prostej dobroci, dnia czułości, delikatności, okazywania sympatii. To może wyrażać się na różne sposoby – jeśli jesteśmy z kimś blisko, to przez przytulenie, pocałunek, wzięcie go za rękę, ale może być też słowo, obecność, czy nawet zrobienie komuś herbaty lub inne proste gesty, które dają bardzo jasny sygnał: „Jesteś dla mnie ważny”.

Dzisiaj Pan Bóg chce z nami być na dwa sposoby. Po pierwsze, będzie obdarzał nas czułością, będzie pragnął obsypywać i oblewać nas swoją delikatnością. Po drugie, będzie nas zapraszał: „Bądźcie tacy dla siebie”.

Zróbmy dzisiaj dzień przekazywania życia, dobroci, miłości, wszystkiego, co pozytywne w najdelikatniejszy, w przyjemny, w dobry i piękny sposób. Nie chodzi o gesty, tylko o to, co się za nimi kryje. Te gesty wyrażają miłość. Może dziś Pan da, że uda nam się doświadczyć Jego czułości, miłości i też przekazać ją sobie nawzajem.

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

28 stycznia

#028 dzień roku

Szusta Rano

LENIUCHY

Myślę, że wszyscy mamy takie doświadczenie, że czasem próbujemy robić coś z uporem i to nam trochę nie idzie, ale i tak dalej próbujemy. Dla mnie osobiście to jeden z najlepszych obrazów mojego duchowego wzrastania. Na przykład, nawet jeżeli nie będę umięśnionym atletą, to próbuję schudnąć i coś z tym zrobić. I tak jest z wieloma rzeczami. Cytat na dziś będzie związany właśnie z tym tematem. Jego autorem jest Steve Jobs:

„To, co odróżnia przedsiębiorców odnoszących sukces od tych bez sukcesu, to czysty upór”.

Myślę, że to zdanie można przełożyć na rzeczywistość duchową. Nie czas, by interpretować je w kontekście przedsiębiorstw i robienia jakichś biznesów, choć to jasne, że w tym znaczeniu jest ono bardzo prawdziwe. Warto zobaczyć je w nieco innym kluczu – nas robiących różne dobre rzeczy, walczących ze słabościami i z grzechem, osiągających jakieś marzenia, szukających pracy, próbujących znaleźć ciekawy zawód czy budujących związki.

 

Otóż, to zdanie pokazuje, że najważniejszą rzeczą w osiąganiu czegoś nie są talenty ani predyspozycje. Jeśli ktoś je posiada, to jest mu oczywiście łatwiej, ale to nie one sprawiają, że osiągamy sukces. Znam mnóstwo ludzi z niewiarygodnymi talentami, którzy nic nie osiągnęli, dlatego że popadli w lenistwo i nie chciało im się nic robić w życiu, więc zmarnowali swoje zdolności, choć wszystko mieli podane na tacy. Rzeczywisty sukces – i nie chodzi o jakąś komerchę, tylko o rzeczywisty sukces duchowy, sukces wartościowego życia, sukces bycia kimś naprawdę sensownym, dobrym, świętym – bierze się z niczego innego jak z wytrwałości i z uporu, z nieustannego mobilizowania się do tego, żeby robić rzeczy, o których wiemy, że mamy je robić.

Nie pozwólmy, żeby nasze życie było przegrane dlatego, że nam się nie chciało. Czasem rzeczywiście trzeba stawać na rzęsach i niemalże wkładać sobie zapałki pod powieki, żeby nie zasnąć, ale działać – mimo trudu warto. Nie chodzi tu o głupi pracoholizm. Tylko jeżeli masz budować związek, to go buduj, a nie myśl, że sam się zbuduje. Jeżeli chcesz być kimś i czegoś się uczysz, to się ucz, a nie myśl sobie: „Jakoś tam pozdaję, jakoś pójdzie”. Mówiąc krótko: „Do roboty, leniu!”. I mówię to przede wszystkim do siebie, bo jestem naczelnym leniem RP. Więc zadanie na dziś: upór, upór, upór.

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

29 stycznia

#029 dzień roku

Szusta Rano

NIEMOŻLIWE

Przyznam szczerze, że nie cierpię tych wszystkich motywacyjniaków, które polegają na tym, że ktoś mówi: „Uwierz w siebie, uwierz, uwierz”. Takie wtłaczanie konkretnego myślenia komuś do głowy jest bez sensu. W kontekście tego, jak warto się nastrajać do robienia różnych rzeczy, mamy dziś cytat z Nelsona Mandeli, którego z pewnością nikomu nie trzeba przedstawiać:

„Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione”.

To zdanie kryje coś niezwykle ważnego, ale tylko wtedy, kiedy je dobrze zrozumiemy, ponieważ na pierwszy rzut oka brzmi ono jak typowy motywacyjniak, a nie o to nam tu przecież chodzi. Prawidłowy sens tych słów widać, gdy przeczyta się je w kontekście Słowa Bożego, a dokładniej jednego ze zdań wypowiedzianych przez Pana Jezusa: „Co u ludzi jest niemożliwe, u Boga jest możliwe, bo u Niego wszystko jest możliwe” (por. Mk 10,27).

To jest dokładnie to. Wydaje się, że niektóre rzeczy są wręcz nie do zrobienia, dopóki ktoś tego nie dokona. Tym kimś jest Pan Bóg, On może w nas je zrobić. I oczywiście nie chodzi o to, że Bóg wszystko sam ogarnie, a my nie będziemy mieć nic do roboty. Do niczego więc są te motywacyjne gadki typu: „Wzbudź w sobie wiarę, że coś potrafisz, czyli na przykład stań przed dziesięciopiętrowym blokiem i uwierz, że wskoczysz na niego”. Bzdura. Aczkolwiek, jeśli zaufasz Panu Bogu, to może wskoczysz, ale nie dlatego, że ty tak potrafisz, tylko dlatego, że On może.

Pomyślmy dziś o rzeczach niemożliwych, które są naszymi wielkimi marzeniami i pragnieniami. Popatrzmy na nie jednak nie w kluczu: „Uwierz, że to jest możliwe”, tylko w znaczeniu, że z Bogiem to jest możliwe. Bez tego dodatku „z Bogiem”, „w Bogu”, „razem z Nim” to zdanie jest bezsensowne. Wszyscy święci, którzy czynili niezwykłe cuda, którzy dokonywali niewiarygodnych znaków, nie robili ich dlatego, że byli jacyś strasznie wyjątkowi, tylko dlatego, że cali rzucili się w Boga i Pan Bóg im tę niemożliwość zrobił możliwością.

Jeżeli więc w twoim życiu coś jest niemożliwego, to zaproś tam Pana Boga. Jego tam wpuść i z Nim to rób. Rusz dzisiaj do rzeczy niemożliwych, ale zrób to tylko wtedy, gdy pójdziesz w nie z Panem Bogiem. Dobra?

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

30 stycznia

#030 dzień roku

Szusta Rano

ZAPIEKŁOŚĆ

Dziś będą słowa niesamowitego człowieka, którego bardzo kocham, a którego brakuje dzisiaj w Polsce i w Kościele. Chodzi o księdza Jana Kaczkowskiego – według mnie świętego księdza Jana Kaczkowskiego, bo on na pewno jest święty:

„Nie trzeba być katolikiem, żeby być dobrym człowiekiem”.

Może ktoś na to powie: „Ale suchar, przecież to oczywiste”. Wcale nie oczywiste, bo to zdanie trzeba potraktować dużo, dużo szerzej. Otóż, my wszyscy – niektórzy w mniejszym stopniu, inni w większym, a niektórzy, niestety, w radykalnie ogromnym – mamy problem z dostrzeżeniem i przyjęciem, że wszędzie jest dobro. Myślę, że to dotyczy szczególnie nas, ludzi z Kościoła katolickiego. Jesteśmy w tym względzie bardzo zapiekli (za-piekli katolicy – to w ogóle intrygujące stwierdzenie). Często mamy mylne przekonanie, że prawda jest tylko i wyłącznie w Kościele katolickim i nie ma jej nigdzie indziej na świecie. Dla ludzi tak myślących to zdanie naprawdę może być trudne.

Co jest sednem tego zdania? Ono pokazuje, że tam, gdzie się nie spodziewasz niczego sensownego, jest dobro i prawda. Takiego myślenia strasznie dziś brakuje. Mnie osobiście boli fakt, że często nie pozwalamy na to, żeby dobro i prawda wychodziło też z obozu naszych przeciwników, od tych, z którymi się nie zgadzamy. Uwaga! Wszędzie jest dobro i prawda. I oczywiście nie mówię, że nie ma tam zła czy głupoty. To jednak nie znaczy, że nie ma tam także dobra. Nawet jeżeli ktoś ma w sobie horrendalny zakręt na zło, nie jest to równoznaczne z tym, że nie posiada w sobie chociaż jednego promyka dobra. Myślę, że wielkość człowieka, która w ogóle jest odzwierciedleniem tego, jaki jest Pan Bóg, polega na doszukiwaniu się wszędzie dobra. Oczywiście, nie chodzi o to, by nie widzieć zła i nie nazywać go. Ważne jest jednak przede wszystkim szukanie wszędzie dobra.

Jednym z moich ulubionych świętych jest Karol de Foucauld. Tym, co mi się w nim niezwykle podoba, jest to, że się nawrócił, patrząc na muzułmanów. Był strasznym grzesznikiem niemającym nic wspólnego z Kościołem. Gdy wyjechał jako żołnierz z oddziałem wojska francuskiego do Algierii, spotkał tam modlących się muzułmanów. Zauważył, że co by się nie działo, to ci ludzie się modlą. I to zrodziło w jego głowie myśl: „Kurczę, ten Pan Bóg musi być ważny, skoro ci goście tak mają, że mimo najróżniejszych okoliczności, modlą się”. Po tym odkryciu został jednym z najbardziej radykalnych ascetów i jednym z najbardziej szukających Pana Boga ludzi w Kościele. I nauczył się tego od muzułmanów. Oczywiście, nie został potem muzułmaninem, ale właśnie u muzułmanów znalazł zachętę do szukania Boga.

Dzisiaj chciałbym, żebyśmy zrobili dzień „nie w naszą stronę”. Nie będziemy więc czegoś w sobie rozwijać, tylko skierujmy ten dzień ku ludziom, których spotykamy. Doszukujmy się w nich dobra. Gdy więc spotkasz kogoś, kogo nie lubisz lub masz już dawno wyrobione zdanie na jego temat i może mówisz sobie: „Ten to jest pacan”, spróbuj tak spojrzeć na niego, jakby ten pacan był dla ciebie dziś drogą do Pana Boga i do tego, co On chce ci objawić.

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

31 stycznia

#031 dzień roku

Szusta Rano

SŁOMIANY ZAPAŁ

Ile jest w naszym życiu takich rzeczy, za które zabieraliśmy się, a po chwili trudu wypalaliśmy się w ich kontynuowaniu? Cytat na dziś będzie więc w tym temacie. Jego autorem jest James Madison, jeden z prezydentów Stanów Zjednoczonych:

„Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału. Tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień”.

Genialne słowa. Ile razy odpuściliśmy robienie czegoś, gdy przyszły przeciwności i przeszkody? Co gorsze, ile jest takich rzeczy, które wymyśliliśmy sobie, że będą cudowne, a po chwili okazywały się nijakie? Ja mam dość sporo.

Co jednak na to wszystko mówi cytat z Jamesa Madisona? Jego słowa trzeba przeczytać na dwa sposoby. Po pierwsze, pokazują one, że bardzo często przegrywamy przez słomiany zapał, ale nie dlatego, że tracimy siły, tylko dlatego, że człowiek ma taką zdolność do podpalania się głupotami. Do podpalania się rzeczami, które na początku wydają mu się fascynujące, ale tak naprawdę wcale takie nie są. Pierwszą więc rzeczą, którą warto dziś zrobić, to zastanowienie się, czy przypadkiem czasami nie dajemy się wkręcać w coś, co jest słomianym zapałem, w czym nie ma prawdziwego ognia, gdzie nie ma budulca, nie ma drewna, które mogłoby się palić, tylko sama trawa. Jest jakąś wielką mądrością ludzką (i pewnie nauczymy się jej w okolicach dziewięćdziesiątki) odróżniać rzeczy będące zwykłą trawą, która trochę się zapali i zrobi dużo dymu, od tych, które rzeczywiście mogą być budulcem, czyli prawdziwie dobrymi rzeczami. W tym znaczeniu kryje prawdziwa moc tego cytatu.

Po drugie, trzeba przejść przez ogień. Nie da się zrobić nic, co nie będzie kosztowało. Nie da się zrobić czegoś dobrego, wyjątkowego, świętego, nadzwyczajnego, co nie będzie niosło ze sobą jakiejś ofiary czy trudu. Jeżeli chcemy osiągać rzeczy niezwykłe, to musi w nas być gotowość poniesienia ofiary, gotowość na to, że się coś spali, że coś stracimy.

Zadania na dziś to zatem: po pierwsze, znalezienie w sobie miejsc słomianego zapału i wyrzucenie ich. Po drugie zaś, znacznie ważniejsze: dostrzeżenie w sobie prawdziwych życiowych konarów, wartościowych miejsc, w których trzeba zacząć działać, i pójście w ofiarę, walkę, ogień. Nie da się tego zrobić łatwo. To jest zgoda na trud. Spróbuj dziś tak żyć.

WRÓĆ DO SPISU TREŚCI

1 lutego

#032 dzień roku

PanDa

ŚWINIA W BŁOCIE

Dziś dzień pandziowy, więc najpierw dwa słowa o tych uroczych stworzeniach. Pandy bywają czasem bardzo nieznośne. W swoim zachowaniu przypominają niekiedy nas samych, którzy ciągle coś rozwalamy, a gdy ktoś to po nas posprząta, za chwilę znów to psujemy. Cytat z Biblii, któremu się dziś przyjrzymy, będzie więc dość ostry, trochę niesympatyczny, ale może właśnie czegoś takiego nam na ten dzień potrzeba:

„Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta – do kałuży błota” (2 P 2,22).

Wszyscy znamy to z życia, że gdy uda nam się wyjść z własnych błędów, porzucić badziew, w którym żyliśmy, często po jakimś czasie znów do tego wracamy. Właśnie o tym mówi święty Piotr w tym dosadnym obrazie. Pokazuje, że wracając do grzechów, jesteśmy jak psy, które po zwymiotowaniu jakiegoś pokarmu, znowu go jedzą. Albo jak świnie, które po wyszorowaniu wracają do błota. Ohydne, ale prawdziwe. Tak się też, niestety, dzieje i z nami. Wiem to, bo jestem księdzem, sporo siedzę w konfesjonale, a przede wszystkim sam się spowiadam. Czy nie jest tak, że idziemy do spowiedzi, zrzucamy cały grzechowy brud i syf, a po miesiącu – jak ta zadowolona świnka – wracamy tak samo brudni i śmierdzący jak poprzednio?

Dziś w świetle tego cytatu z Listu świętego Piotra potrzeba nam szczerze spojrzeć na swoje życie i sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteśmy jak świnia, która z uporem maniaka wraca do błota. Może tkwisz w czymś, o czym doskonale wiesz, że jest złe i niszczące, ale nie chcesz z tego wyjść. Doświadczasz realnych skutków tego zła w życiu, ale mimo to zachowujesz się jak ten pies i ta świnia, czyli nieustannie wracasz do tego bagna.

Przestańmy w końcu twierdzić, że jest inaczej, że jest lepiej! Dziś trzeba stanąć w prawdzie i przyznać, że jesteśmy jak obrzygany pies i nieumyta świnia – przepraszam za brutalność słów, ale tak właśnie z nami jest! Spróbujmy więc po raz kolejny zostawić ten śmietnik i to błoto. O to chodzi w życiu, by nie zatrzymywać się na wymiocinach i błocie, ale ciągle się oczyszczać i odnawiać, przyjmując Bożą łaskę.