KłamcaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Starała się opanować zdenerwowanie, podczas gdy babcia nakładała na jej twarz maseczkę.

– Pieniądze, babciu. Kłamał w kwestii pieniędzy. Nigdy nie przywiązywałam do nich uwagi, bo twierdził, że to jego sprawa, a moim zadaniem jest opieka nad Callie i prowadzenie domu. On… potrafił ciąć słowami niczym biczem, nie podnosząc głosu ani ręki.

– Chłodna pogarda może ranić bardziej niż porywczość.

Trochę pocieszona Shelby otworzyła oczy i spojrzała w oczy babci.

– Zahukał mnie. Niechętnie się do tego przyznaję, nie wiem nawet, jak i kiedy to zrobił. Ale gdy teraz to sobie przypominam, widzę to bardzo wyraźnie. Nie lubił, gdy pytałam o pieniądze, więc nie pytałam. Mieliśmy przecież tak dużo… ubrania, meble, jadaliśmy w restauracjach i podróżowaliśmy. Ale w tej kwestii też mnie oszukiwał, robił jakieś szwindle. Nadal nie do końca wiem co.

Ponownie zamknęła oczy, nie ze wstydu – nie przed babcią – ale ze zmęczenia.

– Wszystko było na kredyt, nawet dom na północy, nie spłacił ani jednej raty, a przecież kupił go latem. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, dopóki w listopadzie mi nie oznajmił, że się przeprowadzamy. Były jeszcze samochody, karty kredytowe i płatności w ratach, i jakieś pozostawione przez niego długi w Atlancie. Niezapłacone podatki.

– Zostawił ci długi?

– Wszystko sobie uporządkowałam, przygotowałam plan spłaty i w ciągu ostatnich kilku tygodni sprzedałam mnóstwo rzeczy. Jest już kupiec na dom i jeśli się uda, dług sporo się zmniejszy.

– Ile długu ci zostawił?

– Ile mam teraz? – Otworzyła oczy i spojrzała na babcię. – Milion dziewięćset dziewięćdziesiąt sześć tysięcy dolarów i osiemdziesiąt dziewięć centów – wyrecytowała.

– No cóż. – Viola nabrała powietrza i powoli je wypuściła. – No cóż. Jezu Chryste, Shelby Anne, to potwornie dużo!

– Gdy dom zostanie sprzedany, dług zmaleje. Złożono ofertę na milion osiemset tysięcy. Dług wynosi sto pięćdziesiąt tysięcy więcej, ale to zostanie umorzone. A zaczęłam od około trzech milionów. Do tego trzeba jeszcze doliczyć rachunki od prawników i księgowych.

– Od stycznia udało ci się spłacić milion dolarów? – Viola pokręciła głową. – Musiałaś urządzić niesamowitą wyprzedaż garażową.

Rozdział siódmy

Masaż, energizująca maseczka na twarz, powrót do domu i przeszczęśliwa po spotkaniu z nową koleżanką córeczka zdecydowanie poprawiły nastrój Shelby.

Ale najważniejsze było to, że wygadała się przed babcią. Opowiedziała jej o wszystkim – o znalezieniu skrytki w banku i o jej zawartości, o prywatnym detektywie, o przygotowanym arkuszu kalkulacyjnym i potrzebie jak najszybszego znalezienia pracy.

Gdy podała Callie kolację, wykąpała ją i położyła spać, wiedziała już wszystko na temat Chelsea i musiała obiecać, że wkrótce dziewczynki znowu się spotkają.

Potem zeszła na dół i zastała ojca wyciągniętego na ulubionym szezlongu i oglądającego mecz koszykówki w nowym telewizorze. Matka siedziała na sofie i szydełkowała.

– Szybko usnęła?

– Padła, zanim skończyłam opowiadać jej bajkę. Porządnie ją dzisiaj wymęczyłaś.

– Z pewnością świetnie się bawiła. Dziewczynki zachowywały się jak kijanki w stawie, były ciągle w ruchu. A ja i Suzannah ustaliłyśmy, że teraz Chelsea przyjdzie tutaj, a potem Callie znowu pójdzie do nich. Aha, a na blacie w kuchni leży numer do Tracey. Skarbie, zadzwoń do mamy Chelsea i się z nią zaprzyjaźnij.

– Dobrze. Dzięki tobie mała miała naprawdę szczęśliwy dzień. Mogę poprosić cię o przysługę?

– Przecież wiesz, że tak.

– Spotkałam dzisiaj Emmę Kate.

– Słyszałam. – Nie przerywając szydełkowania, Ada Mae podniosła wzrok znad robótki. – Kochanie, to jest Ridge. Jeśli nie usłyszę o czymś w dziesięć minut po tym, jak się to wydarzyło, to oznacza, że twój tata musi sprawdzić mi słuch. Hattie Munson, pamiętasz ją, mieszka naprzeciwko Bitsy, przez pół życia o coś się kłócą. Teraz na przykład kłócą się o to, że Bitsy będzie miała nową kuchnię i nie zasięgnęła porady Hattie w kwestii sprzętu kuchennego. Syn Hattie pracuje w LG, Bitsy kupiła Maytaga i Hattie potraktowała to jako osobistą zniewagę. Oczywiście Hattie Munson obraża się nawet wtedy, gdy kichnie w swojej kuchni, a ty ze swojej nie krzykniesz jej „Na zdrowie!”.

Rozbawiona opowieścią matki i tym, jak ojciec przeklina koszykarzy, sędziów i trenerów, Shelby przysiadła na oparciu sofy.

– No więc, może się i kłócą, ale Hattie nie przepuści niczego i zauważyła dzisiaj ciebie i Emmę Kate przez domem Bitsy, a potem widziała, jak weszłyście do środka. I jak tam ta kuchnia? Nie byłam u Bitsy od ponad tygodnia.

– Właśnie zakładali szafki. Ładne.

– Ten chłopak Emmy Kate, Matt, i Griffin. Obaj całkiem przystojni i odwalają kawał dobrej roboty. Poproszę ich, żeby przerobili twój stary pokój na łazienkę przy naszej sypialni.

– Ado Mae, przestań. – Clayton oderwał się od meczu na tyle długo, żeby usłyszeć ostatnie zdanie żony.

– Claytonie, zrobię to, więc lepiej to zaakceptuj. Griff powiedział, że mogą wyburzyć ścianę, a ja zrobię sobie piękną łazienkę ze spa. Przeglądam już czasopisma i zbieram pomysły. A Griff ma dużo książek o hydraulice, jeszcze takich nie widziałam. U siebie zrobił już taką łazienkę. Pojechałam do starego domu Tripplehornów, żeby ją zobaczyć, i jest jak z najlepszego magazynu, nawet jeśli Griff sypia jeszcze na materacu na podłodze w sypialni. Właśnie kończy robić sobie kuchnię, na której widok zzieleniałam z zazdrości.

– Ado Mae, nawet nie zaczynaj.

– Lubię moją kuchnię, jest akuratna – odparła, a potem wyszczerzyła zęby do córki i dodała bezgłośnie „Na razie”. – Założę się, że ty i Emma Kate rozmawiałyście, jakby nie było tych lat rozłąki!

Nawet się do tego nie zbliżyłyśmy, pomyślała Shelby.

– I to jest właśnie ta przysługa. Emma Kate chce się jutro ze mną spotkać u Przemytnika około dziewiętnastej trzydzieści, oczywiście jeśli będę mogła. Ale...

– Oczywiście, że będziesz mogła. Starzy przyjaciele to cegły i zaprawa życia. Nie wiem, co zrobiłabym bez Suzannah. Popilnujemy z tatą Callie i położymy ją spać. Z chęcią.

– Wreszcie coś, na co mogę się zgodzić. – Clayton spojrzał na córkę. – Musisz nadrobić zaległości w kontaktach z Emmą Kate. A my porozpieszczamy Callie.

– Dziękuję. – Przechyliła się i pocałowała matkę, a potem wstała i pocałowała ojca. – Idę na górę, bo po całym dniu dogadzania sobie jestem wykończona. Za to też dziękuję, mamo. Aha, czyli jutro musimy zjeść o osiemnastej. Ugotuję coś na kolację.

– Och, ale…

– Ja to zrobię, Ado Mae – powiedziała to tym samym tonem, jakim matka mówiła do ojca. Clayton zaczął się śmiać. – Wydaje mi się, że jest ze mnie całkiem niezła kucharka. Jutro to ocenicie! Podczas pobytu tutaj z pewnością będę przykładać się do pracy, bo zostałam dobrze wychowana. Dobranoc.

– Została dobrze wychowana – powiedział Clayton, gdy Shelby weszła na górę. – Tak więc pozostaje nam się tylko z tego cieszyć i poczekać na jutrzejszą kolację.

– Gdyby nie była dzisiaj taka blada i zmęczona…

– Nie wyglądała aż tak źle. Zobaczymy, jak to będzie przez kilka kolejnych dni. Cieszmy się, że mamy je w domu.

– Cieszę się, ale będę się cieszyć jeszcze bardziej, jeśli dogadają się z Emmą Kate.

***

W domu nietrudno było znaleźć sobie zajęcie. Rano Shelby wyjęła z samochodu wózek i zabrała Callie do miasteczka, żeby zrobić zakupy. Kurczak, którego zamierzała ugotować na kolację dla rodziców, stanowił jednocześnie pretekst do rozejrzenia się po Ridge za jakąś pracą.

Chmury wisiały już wyżej niż poprzedniego dnia, w powietrzu czuć było wiosnę. Shelby założyła Callie różową dżinsową kurtkę z kapturem – a ponieważ chciała szukać pracy, umalowała się.

– Mamusiu, idziemy do Chelsea?

– Nie, skarbie, idziemy do miasta. Do sklepu spożywczego, poza tym do banku, bo muszę otworzyć tu konto. I może wpadniemy do prababci.

– Do prababci! I do Chelsea.

– Później zadzwonię do mamy Chelsea i zobaczymy.

Minęła dom Emmy Kate, widziała na podjeździe samochód firmy remontowej i z trudem oparła się pokusie pomachania w stronę okien domu po przeciwnej stronie, z których z pewnością obserwowała ją Hattie Munson.

Wiedziała, że ludzie tacy jak pani Munson uwielbiają plotki. W Ridge to było powszechne – ludzie plotkowali przez płot, w alejce sklepu i podczas lunchu w Sid and Sadie o tej biednej dziewczynie Pomeroyów, która wróciła do domu jako wdowa z dzieckiem. Czego jednak się spodziewała? Przecież uciekła z mężczyzną, o którym nikt nic nie wiedział.

Plotkowano o tym, jak wyprowadziła się na północ, rzadko przyjeżdżała do domu i rzuciła studia po tym, jak rodzice wypruwali sobie żyły, żeby zapewnić jej wykształcenie.

Dostarczyła ludziom mnóstwa powodów do plotek. A przecież nie wiedzieli nawet o połowie tego, co ją spotkało.

W tej sytuacji najrozsądniej było spuścić głowę, być grzeczną i znaleźć stałą pracę. Stała praca oznaczałaby konieczność załatwienia opieki dla Callie, więc pewnie wyszłaby na zero.

Callie przydałby się kontakt z rówieśnikami, wystarczyło spojrzeć, jak bardzo od razu polubiła tę Chelsea. Musiała mieć kontakt z innymi dziećmi, nawet jeśli oznaczało to, że Shelby będzie pracowała głównie na pokrycie kosztów opieki.

Callie prowadziła rozmowę z Fifi, a Shelby skręciła do miasta. Cały czas wypatrywała domów na sprzedaż. Gdy już wyprowadzi się od rodziców, poszuka czegoś blisko. Na tyle blisko, żeby Callie mogła chodzić na piechotę do babci albo prababci. Do przyjaciół, do miasta, tak jak ona kiedyś chodziła.

Wystarczyłby jej mały domek z dwiema sypialniami, może z niewielkim ogródkiem. W apartamentowcach brakowało jej pracy w ogrodzie, a w Filadelfii nie miała ku temu okazji.

 

Popuściła wodze fantazji, zaczęła wyobrażać sobie swój dom. Potrzebowały tylko małego wiejskiego domku, zasadziłaby kwiaty, zrobiłaby grządkę z warzywami i ziołami. Nauczyłaby Callie, jak sadzić rośliny i potem zbierać plony.

Mogłaby poszukać mebli na wyprzedażach i pchlich targach, mogłaby oddać meble do malowania, odnowienia albo ponownego obicia. Ciepłe kolory i miękkie fotele.

Będą wiodły tutaj dobre życie.

Spojrzała na główną ulicę ze sklepami i kilkoma starymi domami po obu stronach.

Mogłaby pracować w sklepie z pamiątkami, jako kelnerka albo jako sprzedawczyni w sklepie kosmetycznym czy na targu. Babcia zaproponowała jej pracę w salonie, ale Shelby nie potrafiła układać włosów ani nie miała do tego żadnych uprawnień. W sumie rodzina dostatecznie już jej pomogła.

Powinna sprawdzić w hotelu albo na kwaterach tuż za miastem. Nie dzisiaj, nie z Callie, ale wpisze ten punkt na swoją listę.

Podobało jej się, jak wszystko tutaj wyglądało, jak szykowało się do wiosny, jak wystawy lśniły w promieniach słońca, jak wszyscy wystawiali albo wywieszali kosze z kwiatami. Lubiła patrzeć, jak ludzie zatrzymywali się, by porozmawiać, jak po chodnikach chodzili nieliczni turyści, jak wędrowcy z wielkimi plecakami robili zdjęcia studni, przy której zgodnie z legendą nieszczęśliwi kochankowie z wrogich sobie rodzin spotykali się o północy.

Potem ojciec dziewczyny zastrzelił chłopaka, a dziewczynie pękło serce z żalu.

Mówi się, że nazwa miasteczka pochodzi właśnie od ich „rendez-vous”, randek, a studnia – oczywiście nawiedzona – stała się motywem przewodnim wielu zdjęć i obrazów.

Może udałoby jej się znaleźć etat w jakimś biurze, potrafiła obsługiwać komputer. Ale nie miała żadnego doświadczenia w takiej pracy. Jej doświadczenie zawodowe obejmowało wyłącznie pomoc w salonie – dolewanie szamponów, mycie podłóg, pracę w rejestracji – opiekę nad dziećmi oraz pracę w księgarni uniwersyteckiej.

I śpiewanie z zespołem.

Nie miała ochoty ani na zakładanie zespołu, ani na dolewanie szamponu do buteleczek. No to może w handlu? A może udałoby się otworzyć oddział przedszkolny? Ale w Ridge już jeden był – a ci rodzice, którzy mieli tutaj krewnych, z reguły korzystali z pomocy matki, siostry czy kuzynki.

Handel, pomyślała raz jeszcze. Handel albo kelnerowanie. Może uda jej się coś znaleźć, zwłaszcza że zbliżało się lato, a wraz z nim turyści, jeszcze więcej wędrowców i rodzin, które wynajmowały domki albo zatrzymywały się w hotelu.

Artful Ridge – były tam przeważnie dzieła miejscowych artystów. Skarby Gór – pamiątki i drobiazgi. Sklep w Biegu – sprzedawano tam najważniejsze produkty i przekąski, kupowane przez tych, którym nie chciało się iść pół kilometra do sklepu spożywczego. Były też apteka, lodziarnia, bar, pizzeria i Alkohole Ala.

Dalej znajdował się Podejrzany Bar, który, jak wskazywała nazwa, nie należał do najbezpieczniejszych miejsc. Gdyby podjęła tam pracę, mama padłaby na zawał serca.

Analizując wszystkie możliwości, Shelby weszła najpierw do salonu, żeby babcia mogła pochwalić się Callie.

– Uczeszę ci włosy – powiedziała Viola do prawnuczki. – Crystal, połóż mi jedną z podkładek na fotel, dobrze? Callie Rose, usiądziesz na stanowisku, przy którym pracuje babcia. Czesałam włosy twojej babci i mamie. Teraz uczeszę ciebie.

– Włosy Callie. – Dziewczynka podniosła rączki i dotknęła włosów Violi. – Włosy prababci.

– Prawie takie same, prawda? Chociaż moje wymagają już większej pielęgnacji.

– Pielęgnacji – powtórzyła Callie, a Viola się roześmiała.

– Siadaj tutaj, Shelby, Crystal będzie miała kolejną klientkę dopiero za jakieś pół godziny. Proszę, jakie piękne włosy.

Callie, która czasami była marudna i zniecierpliwiona podczas czesania, siedziała teraz dumnie na fotelu i przeglądała się w lustrze.

– Babciu, chcę być księżniczką.

– Jesteś księżniczką, ale brakuje ci jeszcze odpowiedniej fryzury. – Rozczesała bujne loki, część z nich spięła wielką srebrną spinką, a potem zaplotła z boku piękny dobierany warkocz.

– Słyszałam, że Bonnie Jo Farnsworth, kuzynka męża siostry Gilly, rozwodzi się z mężem. Jej mężem jest Les Wickett, czasami biegał z Forrestem, gdy byli mali. Małżeństwo nie trwało nawet dwóch lat, mają niespełna półroczne dziecko. Urządzili huczne wesele w hotelu, jej ojciec wydał na nie prawie wszystkie pieniądze.

– Trochę pamiętam Lesa. Przykro mi, że ma problemy.

– Słyszałam, że zaczęły się, gdy tylko pokroili tort weselny. – Crystal, która miała bujną blond grzywę, puściła do niej oko. – Ale pewnie nie powinnam plotkować.

– Oczywiście, że powinnaś. – Viola spięła pierwszy warkocz i zaczęła pleść drugi. – I to ze wszystkimi szczegółami.

– No cóż, pewnie nie wiesz, że Bonnie Jo prowadzała się z Boydem Katterym.

– To średni syn Loretty Kattery. Ci chłopcy od Katterych są trochę dzicy. Nie tak dawno Forrest bił się z Arlem, najmłodszym z nich, gdy ten spił się jak bela w barze i zaczął bójkę podczas gry w bilarda. Arlo ruszył na Forresta, który próbował uspokoić sytuację. Ale przecież znasz Arla, Shelby. To ten chuderlak o jasnych włosach i kiepskich manierach. Kiedyś jeździł na motocyklu i próbował cię poderwać.

– Pamiętam go. Został zawieszony za pobicie poza szkołą o połowę od siebie mniejszego chłopca.

– No to powiem ci, że Boyd jest jeszcze gorszy. – Nie przerywając, Crystal zaczęła szykować stanowisko na przyjęcie kolejnej klientki. – On i Bonnie Jo od zawsze się ze sobą spotykali, a potem zerwali, bo aresztowano go za… – Spojrzała na Callie, zbyt zajętą podziwianiem siebie w lustrze, by zwrócić uwagę na słowa fryzjerki. – Za… eee… za posiadanie pewnych nielegalnych substancji. A potem Bonnie Jo związała się z Lesem i natychmiast zaczęli planować ślub. Mnie się wydaje, że jej ojcu tak ulżyło, że córka wychodzi za mąż za porządnego chłopaka i zerwała z Boydem, że byłby w stanie zapłacić za wesele dwa razy więcej. Ale Boyd został wypuszczony z więzienia tuż przed ślubem, w kotlinie doszło do rozmowy między nim a Bonnie Jo i, no cóż, znowu się ze sobą związali i teraz są już na Florydzie u jego kuzyna. Zostawiła Lesowi dziecko, jakby to był niezjedzony kawałek pizzy. Mówią, że ten kuzyn produkuje substancje, za których posiadanie aresztowano Boyda.

Siedzenie w salonie przez dwadzieścia minut, patrzenie, jak babcia robi Callie fryzurę księżniczki, a prawnuczka wpatruje się z dumą w lustro, było niemal tak skuteczne jak masaż i maseczka. I do tego słuchanie plotek, ale nie o sobie.

Viola zrobiła z warkoczy koronę, zebrała pozostałe loki w kitkę i spięła je gumką ozdobioną różami.

– Ślicznie. Babciu, jestem śliczna!

– Oczywiście, że tak. – Viola pochyliła się, tak że w lustrze znalazły się obie ich twarze. – Dziewczyna musi wiedzieć, że jest ładna. Ale kilka rzeczy jest o wiele ważniejszych.

– Jakich, babciu?

– Bycie mądrą. Callie Rose, czy ty jesteś mądra?

– Mamusia tak mówi.

– A ona wszystko wie. Poza tym trzeba być miłą. Każda prawdziwa księżniczka jest ładna, mądra i miła.

Pocałowała Callie w policzek i zestawiła ją z fotela.

– Gdybym nie miała jeszcze dzisiaj klientki, zabrałabym moje dziewczyny na lunch. Następnym razem to zaplanujemy.

– Następnym razem to my zabierzemy ciebie na lunch. – Shelby wsadziła Callie do wózka. – Crystal, szukam pracy. Znasz kogoś, kto potrzebuje pracownika?

– Och, pomyślmy. Wiosną i latem jest mnóstwo dodatkowych wakatów. Shelby, nie myślałam, że będziesz szukać pracy, przecież odziedziczyłaś pieniądze po… – Zasłoniła usta dłonią i spojrzała z niepokojem na Callie. – Bardzo przepraszam. Nie wiem, dlaczego mój dziób, który ciągle kłapie, w ogóle nie jest połączony z mózgiem.

– W porządku. Po prostu chcę mieć jakieś zajęcie. Wiesz, jak to jest.

– Wiem, jak to jest musieć zapłacić rachunki, ale jeśli po prostu chcesz się czymś zająć, może zajrzyj do Artful Ridge. Ma klasę i w sezonie jest tam ruch. Może też będą szukać drugiej kelnerki w tej dużej restauracji. Tam z kolei zwracają uwagę na wygląd. Och, i w Ogrodach Rendezvous. Znasz to miejsce? Zajmują się ogrodnictwem. O tej porze roku zawsze szukają pomocy. Jeśli lubisz rośliny, ta praca będzie dla ciebie.

– Dzięki. Przemyślę to. Musimy iść na zakupy, dzisiaj gotuję kolację dla mamy i taty. Babciu, przyjdźcie z dziadkiem. Z chęcią ugotuję również dla was.

– A ja z chęcią zjem przygotowaną przez ciebie kolację. Powiem Jacksonowi.

– Będzie o osiemnastej, ale możecie przyjść trochę wcześniej, bo około dwadzieścia po muszę wyjść na spotkanie z Emmą Kate.

– A poznałaś już jej chłopaka? – spytała Crystal.

– Jeszcze nie.

– Trafił jej się naprawdę niezły. A ten drugi, Griffin… – Złapała się za serce. – Gdybym nie była zaręczona po raz drugi w życiu, startowałabym prosto do niego. Dumnie się nosi. A ja uwielbiam facetów, którzy dumnie się noszą.

– Crystal, właśnie weszła twoja klientka na wpół do dwunastej.

– Już po nią idę. Miło się z tobą gadało, Shelby. – Uścisnęła ją serdecznie. – To świetnie, że wróciłaś do domu.

– Świetnie być w domu.

– Jej pierwszy mąż też dumnie się nosił – powiedziała cicho Viola. – I nosił się ze wszystkimi kobietami, jakie udało mu się do tego namówić.

– No cóż, mam nadzieję, że za drugim razem Crystal trafi lepiej.

– Wolałabym takiego, żeby zamiast się dumnie nosić, był stateczny i spokojny. Ona musi dojść do równowagi. Uwielbiam tę dziewczynę tak jak sorbet malinowy, ale ona musi złapać równowagę w życiu. Co na kolację?

– Niespodzianka. I lepiej żebyśmy już poszły na te zakupy, inaczej będzie trzeba zamówić pizzę.

Na targu wpadła na Chelsea i jej mamę, przez co straciła dodatkowe pół godziny. Umówiły się na spotkanie w parku na następny dzień, żeby dziewczynki mogły się pobawić.

Ponieważ Shelby miała ugotować kolację dla sześciu osób, podczas robienia zakupów zmieniła trochę menu. Przyrządzi pysznego pieczonego kurczaka z czosnkiem, szałwią i rozmarynem, i do tego może pomidory z dressingiem według przepisu znalezionego w jakimś czasopiśmie, marchewki w maśle i tymianku, które tak lubiła Callie, i jeszcze groszek. I upiecze kruche ciasteczka.

Przypomniała sobie, że Richardowi nie smakowały jej ciasteczka, mawiał, że są jak czerstwy chleb.

Do diabła z nim.

Może też przygotuje jakieś przystawki na podkręcenie apetytu. I eklerki na deser. W Atlancie trzy razy w tygodniu przychodziła do nich kucharka, od której nauczyła się piec eklerki.

Spakowała wszystkie zakupy, przekupiła Callie herbatnikami w kształcie zwierzątek. I spróbowała nie zemdleć na widok rachunku.

To dla rodziny, przypomniała sobie, licząc pieniądze. Rodziny, która zapewnia dach nad głową jej i jej córce. Jeszcze ją stać na zorganizowanie dobrej rodzinnej kolacji.

Ze wszystkiego było zadowolona do czasu, gdy wyjechała z wózkiem na zakupy i wózkiem Callie na zewnątrz i przypomniała sobie, że przyszła tutaj na piechotę.

– Na litość boską, ale jestem głupia!

Miała trzy torby zakupów, wózek i dwa i pół kilometra drogi do przejścia.

Mrucząc wściekle do siebie, zaczepiła dwie torby o rączki wózka, wielką torbę Callie zarzuciła na ramię i podniosła ostatnią torbę z zakupami.

Co jakiś czas zmieniała ręce i zaczęła się poważnie zastanawiać nad telefonem do mamy albo zajściem do biura szeryfa, bo może Forrest mógłby podrzucić ją do domu.

– Uda nam się. Na pewno damy radę.

Przypomniała sobie, jak jako dziecko biegała do miasta i z powrotem. Właśnie po tych wzgórzach i krętych dróżkach.

No cóż, teraz miała jeszcze Callie i trzy torby zakupów. No i pewnie dorobi się pęcherza na pięcie.

Udało jej się dotrzeć do rozwidlenia. Bolały ją już ręce. Zatrzymała się, żeby chwilę odpocząć.

Nagle obok niej stanął truck „Chłopców od napraw”. Przez okno wyjrzał Griff.

– Hej. Popsuł ci się samochód? To ja, Griff! – dodał na wypadek, gdyby o nim zapomniała. – Griffin Lott.

– Pamiętam. Nie, wcale się nie popsuł. Po prostu nie wzięłam tego cholernego samochodu, bo nie planowałam robić aż takich zakupów.

– Cholerny samochód – powiedziała Callie do Fifi, a Shelby westchnęła.

– Dobrze. Podrzucić cię do domu?

– W tej chwili pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego. Ale...

 

– Wiem, że dopiero co mnie poznałaś, ale przyjaźnię się z Emmą Kate od ładnych kilku lat. A gdybym był zabójcą, już dawno siedziałbym w więzieniu. Cześć, ślicznotko. Masz na imię Callie?

– Callie. – Dziewczynka przekrzywiła główkę, tak jakby chciała z nim poflirtować, i zademonstrowała swoją nową fryzurę. – Jestem śliczna.

– Tak śliczna, jak mówią. Słuchaj, nie mogę zostawić cię na drodze z tą śliczną dziewczyną i trzema torbami zakupów.

– Już miałam powiedzieć, że chętnie dam się podwieźć, ale przecież nie masz fotelika samochodowego.

– Ach. Racja. – Przeczesał włosy palcami. – No cóż, w takim razie złamiemy prawo, ale to mniej niż półtora kilometra, a ja będę wolno jechał. I zwolnię za każdym razem, gdy będziemy mijać jakikolwiek samochód.

Potwornie bolały ją nogi i ręce.

– Wydaje mi się, że spokojna jazda wystarczy.

– Poczekaj. Pomogę ci.

To była już druga nienależąca do rodziny osoba, która zaoferowała jej pomoc. Nie pamiętała, kiedy ostatnio coś takiego się zdarzyło.

Griff wysiadł z samochodu i wziął od niej torby. Po chwili poczuła mrowienie w palcach, w których wracało jej czucie.

– Dziękuję.

– Nie ma sprawy.

Schował zakupy do bagażnika, podczas gdy Shelby wyjęła Callie z wózka.

– Usiądziesz tutaj i poczekasz spokojnie, aż złożę wózek.

– Jak to się… aha, rozumiem. – Griff złożył wózek, jakby to robił od lat.

Shelby odwróciła się do Callie i zobaczyła, że córka otworzyła stojącą na siedzeniu torbę z jedzeniem na wynos i zajada się frytkami.

– Callie! Nie są twoje.

– Mamusiu, ale ja jestem głodna.

– Nic się nie stało. – Griff się zaśmiał i wsiadł do ciężarówki. – Nie zaufałbym nikomu, kto potrafi oprzeć się frytkom. Pojechałem do miasta po kilka rzeczy i od razu kupiłem lunch dla siebie i Matta. A mała przecież może sobie trochę zjeść.

– Powinna być już po lunchu. Nie sądziłam, że tak długo mi zejdzie.

– Dorastałaś tutaj, prawda?

Nabrała powietrza, gdy jechał – tak jak obiecał – trzydzieści kilometrów na godzinę.

– Powinnam była lepiej to zaplanować.

Siedząca na jej kolanach Callie podała frytkę Griffowi.

– Dzięki. Wyglądasz jak mama.

– Mam włosy mamusi.

– Naprawdę śliczne. Byłyście u pani Vi?

– Callie, to twoja prababcia. Pani Vi to prababcia.

– Babcia uczesała mnie na księżniczkę. Jestem śliczna, mądra i miła.

– Właśnie widzę. Jesteś pierwszą księżniczką, jaką wiozę samochodem, więc to dla mnie bardzo ważne wydarzenie. A kim jest twój przyjaciel?

– To jest Fifi. Ona też lubi frytki.

– Mam nadzieję. – Wjechał na podjazd. – No i proszę. – Otarł pot z czoła. – Udało się. Ty bierzesz księżniczkę i jej karetę. A ja zakupy.

– Och, ale ja sobie pora…

– Z trzema torbami, dzieckiem, wózkiem i tą walizą, którą ze sobą taszczysz? Pewnie, że tak, ale ja biorę zakupy.

– Nie, ty weźmiesz mnie! – Callie zeskoczyła z kolan Shelby i rzuciła się na Griffa.

– Callie, nie…

– No cóż, otrzymałem rozkaz. – Wysiadł z samochodu, przykucnął i poklepał się po plecach. – No dobrze, księżniczko, wskakuj na pokład.

– Juhuuu! – krzyknęła Callie i wskoczyła Griffowi na plecy, a Shelby wysiadła przez drugie drzwi, próbując wszystko zabrać.

Wziął od niej dwie torby, po jednej do każdej ręki, i ruszył w stronę drzwi. Callie radośnie podskakiwała na jego plecach.

– Zamknięte?

– Nie wydaje mi się. Mama mogła… – przerwała, bo on właś­nie wchodził do środka, a Callie uczepiła się jego szyi i mówiła mu coś do ucha, jakby był jej nowym najlepszym przyjacielem.

Zmieszana Shelby wyjęła wózek, trzecią torbę, a torbę z rzeczami Callie zarzuciła na ramię. Udało jej się wnieść to wszystko do domu, a wózek zostawiła przed drzwiami.

Griff postawił torby na wyspie. Zanim zdołała zareagować, ściągnął Callie z pleców i zaczął bujać ją za nogi. Mała piszczała z radości. Potem podrzucił ją do góry i złapał. I posadził sobie na biodrze.

– Kocham cię – powiedziała Callie i pocałowała go entuzjastycznie w usta.

– Tylko tyle było ci trzeba? – Uśmiechnął się szeroko i pogłaskał ją po włosach. – Najwyraźniej przez wiele lat źle podchodziłem do dziewczyn.

– Zostań i się ze mną pobaw.

– Chciałbym, ale muszę wracać do pracy.

Callie złapała pasemko jego włosów i z zachwytem owinęła je sobie wokół palca.

– To wróć potem i się ze mną pobaw.

– Kiedyś z pewnością to zrobię. – Spojrzał na Shelby i się uśmiechnął, a ponieważ wpatrywała się w niego w uwagą, zauważyła, że miał zielone i mądre oczy niczym kot. – Ale masz tutaj egzemplarz.

– Oj tak. Dziękuję. Ach, a ty masz dzieci?

– Ja? Nie. – Postawił Callie na ziemi i po przyjacielsku poklepał ją po pośladkach. – Muszę lecieć, Mały Rudzielcu.

Objęła jego nogę.

– Do widzenia, proszę pana.

– Griff: wystarczy Griff.

– Gwiff.

– Grrriff – poprawiła automatycznie Shelby.

– Grrr – powtórzyła Callie i zaczęła się śmiać.

– Grrriff musi już lecieć – powiedział i spojrzał na Shelby. – Dasz sobie radę?

– Tak. Bardzo ci dziękuję.

– Nie ma sprawy. – Ruszył do wyjścia. – Cudowna kuchnia – dodał jeszcze i wyszedł dumnym krokiem, zanim wymyśliła jakąś odpowiedź.

– Grrriff – powiedziała Callie do Fifi. – Mamusiu, on jest ładny i ładnie pachnie. I wróci, żeby się ze mną pobawić.

– Ja... eee… hmm.

– Mamusiu, jestem głodna.

– Co? Och. Oczywiście.

Shelby otrząsnęła się i wróciła do rzeczywistości.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?