List w butelce

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
List w butelce
LIST W BUTELCE
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 72,90  58,32 
LIST W BUTELCE
LIST W BUTELCE
Audiobook
Czyta Filip Kosior
37,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ja też jestem pewna, że jest. Tylko go jeszcze nie spotkałam.

– Szukasz?

– Kiedy mogę, ale moja szefowa to prawdziwy krwiopijca. Nie daje mi ani chwili odsapnąć.

– Może powinnam z nią pomówić?

– Może powinnaś – zgodziła się Theresa i obie zaśmiały się głośno.

Deanna wzięła kartę ze stosu i wyłożyła siódemkę pik.

– Spotykałaś się z kimś?

– Rzadko, a od chwili gdy Matt Jakiś-tam powiedział mi, że nie chce baby z dzieciakiem, zdecydowanie nie.

Deanna spochmurniała na chwilę.

– Czasami mężczyźni zachowują się jak głupcy, a on był tego doskonałym przykładem. To typ, którego głowę można by zawiesić na ścianie i umieścić napis: „Typowy egocentryczny samiec”. Jednak nie wszyscy są tacy. Jest wielu prawdziwych mężczyzn, którzy w jednej chwili mogą się w tobie zakochać.

Theresa wzięła siódemkę i odłożyła szóstkę karo.

– Właśnie dlatego tak cię lubię. Mówisz takie miłe rzeczy.

Deanna wzięła kartę ze stosu.

– Ale to prawda. Uwierz mi. Jesteś śliczna, inteligentna, zrobiłaś karierę. Mogłabym znaleźć tuzin facetów, którzy byliby szczęśliwi, idąc z tobą na randkę.

– Jestem pewna, że byś ich znalazła. Ale to jeszcze nie oznacza, że mnie by się spodobali.

– Nawet nie dajesz im szansy.

Theresa wzruszyła ramionami.

– Może nie, chociaż nie zamierzam umrzeć samotnie w domu opieki dla starych panien. Uwierz mi, z największą chęcią zakochałabym się jeszcze raz w fantastycznym facecie i żyła z nim długo i szczęśliwie. Jednak obecnie nie może to być dla mnie najważniejsze. Kevin i praca zabierają mi cały czas.

Deanna nie odpowiadała przez chwilę. Wyciągnęła dwójkę pik.

– Uważam, że się boisz.

– Boję?

– Oczywiście. Nie ma w tym nic złego.

– Dlaczego tak uważasz?

– Wiem, jak bardzo skrzywdził cię David. Wiem, że gdybym znalazła się na twoim miejscu, byłabym przerażona, że to samo znowu może mi się przydarzyć. To leży w ludzkiej naturze. Kto się raz sparzył, dmucha na zimne, jak mówi przysłowie. Jest w tym wiele racji.

– Prawdopodobnie. Mimo to jestem pewna, że gdy zjawi się odpowiedni mężczyzna, będę wiedziała. Wierzę w to.

– Jakiego mężczyzny szukasz?

– Nie wiem…

– Ależ wiesz. Każdy wie choć trochę, czego chce.

– Nie każdy.

– Na pewno wiesz. Zacznij od oczywistości, a jeśli to nie pomoże, zacznij od cech, których nie zaakceptujesz… Choćby… odpowiadałoby ci, gdyby należał do gangu motocyklowego?

Theresa uśmiechnęła się i wzięła kartę ze stosu. Za chwilę będzie miała sekwens. Jeszcze jedna karta, i koniec. Odłożyła waleta kier.

– Dlaczego to tak cię interesuje?

– Och, spraw przyjemność starej przyjaciółce.

– Dobrze. Na pewno gang motocyklowy nie wchodzi w rachubę – odparła, kręcąc głową. Zamyśliła się na chwilę. – Chyba przede wszystkim musi być mężczyzną, który będzie mi wierny, wierny nam w czasie trwania naszego związku. Byłam już z mężczyzną innego typu i nie potrafiłabym przejść przez to drugi raz. Wolałabym też kogoś w moim wieku lub zbliżonym, o ile to możliwe. – Theresa zawahała się i zmarszczyła brwi.

– Co dalej?

– Chwileczkę. Zastanawiam się. Wbrew pozorom to nie jest takie łatwe. Chyba chciałabym, żeby był przystojny, inteligentny, czarujący, zresztą o czym marzy większość kobiet.

Zawahała się ponownie. Deanna zabrała waleta. Jej zadowolona mina wskazywała, że z przyjemnością postawiła Theresę w trudnej sytuacji.

– Co dalej?

– Musiałby poświęcać czas Kevinowi, tak jakby to był jego własny syn. To dla mnie naprawdę ważne. Musiałby również być romantyczny. Chciałabym od czasu do czasu dostawać kwiaty. Wysportowany. Nie potrafiłabym odczuwać szacunku dla mężczyzny, gdybym była od niego silniejsza.

– To wszystko?

– Tak, chyba tak.

– Sprawdźmy, czy dobrze cię zrozumiałam. Chcesz wiernego, czarującego, przystojnego trzydziestolatka, który poza tym jest inteligentny, romantyczny i wysportowany. Musi być też dobry dla Kevina, tak?

Deanna wzięła głęboki oddech i wyłożyła na stoliku wszystkie karty z ręki.

– Przynajmniej nie jesteś wybredna. Remik.

Po przegranej Theresa weszła do domu. Chciała poczytać jedną z książek, które ze sobą przywiozła. Usiadła przy oknie z tyłu domu, a Deanna wróciła do swojej powieści. Brian znalazł inny turniej golfowy w telewizji i spędził całe popołudnie, śledząc z zapałem rozgrywki, komentując, gdy coś zwróciło jego uwagę.

O szóstej, i co ważniejsze, po skończeniu turnieju w golfa, Brian i Deanna poszli na spacer plażą. Theresa została w domu i przyglądała im się z okna, jak trzymając się za ręce, spacerowali tuż przy linii wody. Co za idealny związek – pomyślała, odprowadzając ich spojrzeniem. Mieli kompletnie różne zainteresowania, a jednak to zdawało się trzymać ich razem, a nie odsuwać od siebie.

Po zachodzie słońca pojechali we trójkę do Hyanis i zjedli kolację w restauracji rybnej U Sama, która w pełni zasłużyła na swoją reputację. Było tłoczno i musieli godzinę czekać na miejsce, ale gotowane na parze kraby i masło rakowe były tego warte. Masło miało smak czosnku. We trójkę wypili w dwie godziny sześć piw. Pod koniec kolacji Brian zapytał o wyrzucony przez morze list.

– Przeczytałem po powrocie z golfa. Deanna przypięła go do lodówki.

Deanna wzruszyła ramionami i roześmiała się głośno. Popatrzyła na Theresę porozumiewawczo, robiąc przy tym minę: „A nie mówiłam?”, ale się nie odezwała.

– Znalazłam go na plaży, gdy biegałam rano. Wyrzuciły go fale.

Brian dopił piwo i powiedział:

– Co za list! Wydawał się taki smutny.

– Wiem. Czułam to samo po przeczytaniu.

– Wiecie, gdzie jest Wrightsville Beach?

– Nie. Nigdy o niej nie słyszałam.

– W Karolinie Północnej – odparł Brian i sięgnął do kieszeni po papierosy. – Kiedyś grałem tam w golfa. Świetne pola. Trochę płaskie, ale da się grać.

Deanna kiwnęła głową.

– Brianowi wszystko kojarzy się z golfem.

– Gdzie w Karolinie Północnej? – spytała Theresa.

Brian zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko. Odpowiedział, wypuszczając dym.

– Niedaleko Wilmington, a właściwie to może być dzielnica. Wilmington… nie jestem pewny, gdzie przebiegają granice miasta. Samochodem to jest około półtorej godziny jazdy na północ z Myrtle Beach. Słyszałaś kiedyś o filmie Przylądek strachu?

– Naturalnie.

– Rzeka z Przylądka strachu płynie w Wilmington. Tam właśnie rozgrywa się akcja tego filmu i zresztą drugiego o tym samym tytule. Oba tam nakręcono. W tej okolicy powstało wiele filmów. Większość dużych wytwórni ma w mieście swoje przedstawicielstwa. Wrighstville Beach to wyspa leżąca tuż przy wybrzeżu. Sporo nieruchomości. Prawie kurort. Tam zatrzymuje się większość gwiazd, gdy przyjeżdżają na zdjęcia.

– Dlaczego nigdy o tym nie słyszałam?

– Nie wiem. Chyba nie zwraca zbytniej uwagi ze względu na Myrtle Beach, ale na południu jest to dość popularna miejscowość. Plaże są piękne – biały piasek, ciepła woda. To wspaniałe miejsce na tygodniowy wyjazd, jeśli kiedyś będziesz miała okazję.

Theresa nie odpowiedziała, a Deanna odezwała się z lekką kpiną w głosie.

– To już wiemy, skąd pochodzi nasz tajemniczy nadawca.

Theresa wzruszyła ramionami.

– Też tak sądzę, chociaż nie możemy być pewni. Może to być miejscowość, w której spędzali wakacje lub tylko ją odwiedzili. To nie oznacza, że on tam mieszka.

Deanna pokręciła głową.

– Nie zgadzam się. List był napisany w taki sposób… jego sen był zbyt rzeczywisty, by znalazło się w nim miejsce, w którym był tylko raz czy dwa.

– Naprawdę długo zastanawiałaś się nad tym, prawda?

– To instynkt. Uczysz się go słuchać. Jestem gotowa się założyć, że mieszka w Wrightsville Beach lub Wilmington.

– To co z tego?

Deanna wyjęła z ręki Briana papierosa, zaciągnęła się głęboko, ale go nie oddała. Robiła to od lat. Uważała, że skoro nie zapaliła własnoręcznie papierosa, to oficjalnie nie była uzależniona. Brian, jakby nie widząc, co zrobiła, zapalił następnego. Deanna pochyliła się do przodu.

– Zastanowiłaś się nad opublikowaniem tego listu?

– Nie bardzo. Nadal nie wiem, czy to dobry pomysł.

– Co myślisz o tym, żebyśmy nie użyli ich imion, tylko inicjałów? Jeśli chcesz, możemy nawet zmienić nazwę Wrightsville Beach.

– Dlaczego to jest dla ciebie takie ważne?

– Ponieważ rozpoznaję dobry materiał, kiedy go widzę. Co więcej, uważam, że ten tekst może być ważny dla wielu osób. Teraz wszyscy są tak zapracowani, że chyba romantyczność ginie śmiercią naturalną. Ten list dowodzi, że nadal istnieje.

Theresa bezwiednie sięgnęła po pasmo włosów i zaczęła je nawijać na palec. Był to nawyk pochodzący z dzieciństwa. Robiła tak zawsze, gdy o czymś myślała. Odezwała się po dłuższej chwili:

– Dobrze.

– Zgadzasz się?

– Tak, ale jak powiedziałaś, użyjemy inicjałów i pominiemy fragment o Wrightsville Beach. Napiszę kilka zdań wstępu.

– Tak się cieszę! – zawołała Deanna z młodzieńczym entuzjazmem. – Wiedziałam, że się zgodzisz. Jutro wyślemy to faksem.

Późnym wieczorem Theresa napisała wstęp do kolumny na papierze listowym, który znalazła w szufladzie biurka w gabinecie. Kiedy skończyła, poszła do swojego pokoju, położyła kartki na stoliku nocnym przy łóżku i wsunęła się pod kołdrę. Tej nocy spała niespokojnie.

*

Nazajutrz Theresa poszła z Deanną do Chatham, aby przepisać list na maszynie. Ponieważ żadna z nich nie wzięła ze sobą przenośnego komputera, a Theresa upierała się, że tekst nie powinien zawierać pewnych informacji, było to jedyne rozsądne wyjście. Kiedy tekst był gotowy, wysłały go faksem. Miał się ukazać następnego dnia.

 

Resztę poranka i popołudnia spędziły podobnie jak poprzedniego dnia – zakupy, leniuchowanie na plaży, rozmowa o niczym i pyszna kolacja. Gazetę przyniesiono wcześnie rano. Theresa, skończywszy bieganie, wróciła, zanim Deanna i Brian wstali. Pierwsza więc wzięła gazetę do ręki. Rozłożyła ją i zaczęła czytać.

Cztery dni temu, gdy byłam na wakacjach, słuchałam starych nagrań w radiu i usłyszałam Stinga śpiewającego piosenkę Message in a Bottle. Zachęcona do działania przez jego namiętne zawodzenie, pobiegłam na plażę, żeby znaleźć moją własną butelkę. Po kilku minutach znalazłam ją i oczywiście w środku był list. (W rzeczywistości nie usłyszałam piosenki, wymyśliłam to dla lepszego efektu dramatycznego. Ale naprawdę znalazłam poprzedniego ranka butelkę ze wzruszającym listem w środku). Nie mogłam przestać o tym myśleć. Zazwyczaj nie piszę o takich sprawach, ale miałam nadzieję, że uznacie ten list za równie ważny jak ja, w czasach gdy coraz rzadziej spotyka się wierną miłość i przywiązanie.

Kiedy Deanna dołączyła do Theresy przy śniadaniu, przeczytała kolumnę, zanim zabrała się za coś innego.

– Fantastyczne – powiedziała, gdy skończyła czytać. – W druku wygląda lepiej, niż myślałam. Dostaniesz mnóstwo listów po tym tekście.

– Naprawdę tak sądzisz?

– Jestem tego pewna.

– Więcej niż zwykle?

– Całe tony. Czuję to. Zadzwonię dziś do Johna. Polecę mu, by w tym tygodniu dwa razy rozesłał tekst. Może nawet znajdziesz go w niedzielnych wydaniach.

– Zobaczymy – odparła Theresa i ugryzła rogalik, niepewna, czy wierzyć Deannie, czy nie, ale i tak była zaciekawiona.

Rozdział 3

W sobotę Theresa wróciła do Bostonu.

Gdy tylko otworzyła drzwi do mieszkania, z sypialni wybiegł Harvey. Otarł się o jej nogi, mrucząc cicho. Theresa wzięła go na ręce i zaniosła do kuchni. Z lodówki wyjęła kawałek sera i dała go Harveyowi. Głaskała kota po głowie, zadowolona, że sąsiadka Ella zgodziła się nim zaopiekować w czasie jej nieobecności. Po zjedzeniu sera zeskoczył z jej ramion i skierował się do rozsuwanych przeszklonych drzwi prowadzących do małego patio. W mieszkaniu panował zaduch, rozsunęła więc drzwi na oścież.

Rozpakowała rzeczy, odebrała klucze i pocztę od Elli, nalała sobie kieliszek wina, podeszła do wieży i nastawiła niedawno kupioną płytę Johna Coltrane’a. Gdy pokój wypełniły dźwięki jazzu, przejrzała pocztę. Jak zwykle, były to głównie rachunki i odłożyła je na później.

Na automatycznej sekretarce nagrano osiem wiadomości – dwie z nich od mężczyzn, z którymi kiedyś się spotykała. Prosili o telefon, gdyby znalazła wolną chwilę. Zastanowiła się krótko, potem doszła do wniosku, że do nich nie zadzwoni. Żaden z nich jej nie pociągał i nie miała ochoty spotykać się tylko dlatego, że była wolna. Wysłuchała wiadomości od matki i siostry. Pomyślała, że powinna do nich w tygodniu zadzwonić. Kevin się nie odezwał. Spływał tratwą i rozbijał ze swoim ojcem obóz gdzieś w Arizonie.

Bez Kevina dom wydawał się pusty i cichy. Na pocieszenie mogła sobie powiedzieć, że miło jest przyjechać do domu i sprzątać tylko po sobie. W perspektywie miała jeszcze dwa tygodnie urlopu za ten rok. Planowała spędzić z synem trochę czasu nad morzem. Zostawał więc jeszcze tydzień. Zwykle brała urlop przed Gwiazdką, ale w tym roku Kevin miał pojechać na święta do swojego ojca. Nie cierpiała spędzać Bożego Narodzenia samotnie – to zawsze były jej ulubione święta, ale tym razem nie miała wyboru i doszła do wniosku, że rozmyślanie nad tym, czego nie może zmienić, nie ma sensu. Może powinna wybrać się na Bermudy lub na Jamajkę albo gdzieś na Karaiby, ale nie chciała jechać tak zupełnie sama, a nie wiedziała, kto mógłby jej towarzyszyć. Janet raczej nie wchodziła w rachubę. Miała sporo zajęć przy trójce dzieci, a Edward prawdopodobnie nie dostałby urlopu. Może powinna wykorzystać ten tydzień do zrobienia w domu tych wszystkich rzeczy, które zaplanowała… ale wydawało jej się, że trochę szkoda. Kto by chciał spędzić wakacje, malując i tapetując mieszkanie?

Wreszcie postanowiła, że jeśli nic ciekawego nie wymyśli, to zachowa urlop na przyszły rok. Może pojadą z Kevinem na dwa tygodnie na Hawaje?

Poszła do łóżka i sięgnęła po powieść, którą zaczęła czytać jeszcze w Cape Cod. Czytała szybko, nie odrywając oczu, i zaliczyła prawie sto stron, zanim poczuła zmęczenie. O północy zgasiła światło. Śniło jej się, że spaceruje pustą plażą, ale nie wiedziała dlaczego.

*

W poniedziałek na biurku zastała stos listów. Było ich prawie dwieście, a kolejne pięćdziesiąt przyniósł później listonosz. Gdy tylko weszła do redakcji, Deanna z dumną miną pokazała:

– Widzisz, mówiłam ci.

Theresa poprosiła, aby nie łączono do niej rozmów i od razu zabrała się do otwierania kopert. Wszystkie listy były reakcją na opublikowany tekst. Większość napisały kobiety, chociaż było też kilka kartek od mężczyzn. Theresę zdumiała jednomyślność opinii. Czytała kartkę za kartką i z każdej dowiadywała się, jak bardzo byli wzruszeni anonimowym listem. Wiele osób pytało, czy wie, kto jest jego autorem, a kilka kobiet stwierdziło, że jeśli ten mężczyzna jest wolny, pragną go poślubić.

Odkryła, że prawie wszystkie wydania niedzielne w całym kraju zamieściły jej kolumnę, a korespondencja w tej sprawie nadeszła aż z Los Angeles. Sześciu mężczyzn twierdziło, że są autorami listu, czterech żądało tantiem za opublikowanie. Jeden z nich nawet groził sądem. Gdy jednak dokładnie przyjrzała się charakterom ich pisma, stwierdziła, że żaden nawet nie przypominał tego, który należał do autora listu.

W południe poszła na lunch do swojej ulubionej japońskiej restauracji. Kilka osób jedzących przy innych stolikach wypowiadało się na temat jej kolumny.

– Moja żona przyczepiła wycinek do drzwi lodówki – zwierzył się jakiś mężczyzna, a Theresa głośno się roześmiała.

Do końca dnia przejrzała prawie całą korespondencję i poczuła się zmęczona. W ogóle nie zajęła się kolumną na następny tydzień i poczuła rosnące napięcie, jak zwykle gdy zbliżał się termin oddania tekstu. Wpół do szóstej zasiadła do pisania o tym, że Kevin wyjechał i jak się czuła bez niego. Poszło jej lepiej, niż się spodziewała, i już prawie kończyła, gdy zadzwonił telefon.

– Cześć, Thereso. Wiem, że prosiłaś, abym cię nie łączyła i tak też robiłam – zaczęła telefonistka z centrali gazety. – Nie było to łatwe, chyba z sześćdziesiąt osób chciało z tobą rozmawiać. Telefon dzwonił bez przerwy.

– Zatem o co chodzi?

– Ta kobieta dzisiaj telefonowała z pięć razy, a w zeszłym tygodniu dwukrotnie. Nie chce podać nazwiska, ale już poznaję ją po głosie. Mówi, że musi z tobą rozmawiać.

– Nie możesz dowiedzieć się, czego chce?

– Próbowałam, ale jest uparta. Mówi, że poczeka, aż będziesz miała czas. Twierdzi, że dzwoni z daleka i musi z tobą pomówić.

Theresa zastanowiła się przez chwilę, wpatrując się w ekran przed sobą. Kolumna była prawie gotowa, do napisania zostały jeszcze tylko dwa akapity.

– Nie możesz poprosić o numer telefonu, pod którym mogłabym się z nią skontaktować?

– Numeru telefonu też nie chciała podać. Dawała wymijające odpowiedzi.

– Nie domyślasz się, o co jej chodzi?

– Nie mam pojęcia, ale mówi rozsądnie. W przeciwieństwie do wielu osób, które dziś dzwoniły. Pewien facet poprosił mnie o rękę.

Theresa wybuchnęła śmiechem.

– Dobrze. Powiedz, żeby chwilę zaczekała. Zaraz się z nią połączę. Na której linii?

– Na piątej.

– Dzięki.

Szybko dokończyła tekst. Zamierzała przejrzeć go jeszcze raz po rozmowie. Podniosła słuchawkę i wcisnęła piątą linię.

– Halo?

Po drugiej stronie przez chwilę panowała cisza. Potem łagodny, melodyjny głos zapytał:

– Czy pani Theresa Osborne?

– Przy telefonie. – Theresa odchyliła się w fotelu i zaczęła nawijać włosy na palec.

– Czy to pani napisała komentarz do listu z butelki?

– Tak. W czym mogę pani pomóc?

Rozmówczyni zamilkła. Jakby zastanawiała się, co ma teraz powiedzieć. Theresa słyszała jej oddech. Po chwili poprosiła:

– Czy mogłaby pani podać mi imiona, które były w liście?

Theresa przymknęła powieki i puściła włosy. Jeszcze jedna osoba szukająca sensacji – pomyślała. Otworzyła oczy i popatrzyła na ekran, przebiegając wzrokiem tekst kolumny.

– Nie, przykro mi, to niemożliwe. Nie mogę tego podać do publicznej wiadomości.

Kobieta znowu zamilkła. Theresa zaczęła się niecierpliwić. Czytała na ekranie pierwszy akapit. Wtedy rozmówczyni ją zaskoczyła.

– Proszę. Muszę to wiedzieć.

Theresa oderwała spojrzenie od ekranu. Uderzyła ją szczerość w głosie tej kobiety. Było w nim coś jeszcze, ale nie potrafiła tego określić.

– Przykro mi – powiedziała w końcu Theresa. – Naprawdę nie mogę.

– A czy odpowie pani na pytanie?

– Być może.

– Czy ten list był zaadresowany do Catherine, a podpisał go mężczyzna o imieniu Garrett?

Theresa gwałtownie wyprostowała się w fotelu i skupiła całą uwagę na rozmowie.

– Kto mówi? – spytała nagląco. Nim pytanie przebrzmiało, zdała sobie sprawę, że kobieta zna prawdę.

– Tak było, mam rację?

– Kto mówi? – ponownie spytała Theresa, tym razem łagodniej.

– Nazywam się Michelle Turner i mieszkam w Norfolk w Wirginii.

– Skąd pani wiedziała o liście?

– Mój mąż służy w marynarce i tutaj stacjonuje. Trzy lata temu spacerowałam po plaży i znalazłam list taki jak ten, na który pani natrafiła podczas wakacji. Po przeczytaniu pani artykułu wiedziałam, że napisała go ta sama osoba. Inicjały się zgadzały.

Theresa zamyśliła się na chwilę. To niemożliwe – pomyślała. Trzy lata temu?

– Na jakim papierze był napisany list?

– Papier był beżowy, a w prawym górnym rogu rysunek żaglowca.

Theresa poczuła, że serce zaczyna jej bić coraz szybciej. To wydawało się niewiarygodne.

– W pani liście też był rysunek żaglowca, prawda?

– Tak, był – szepnęła Theresa.

– Wiedziałam! Wiedziałam, gdy tylko przeczytałam artykuł. – W głosie Michelle brzmiała ulga, jakby ciężar spadł jej z ramion.

– Ma pani nadal ten list? – spytała Theresa.

– Tak. Mój mąż go nigdy nie widział, ale co jakiś czas go wyjmuję i czytam. Jest trochę inny niż list, który pani zamieściła w gazecie, ale uczucia są te same.

– Mogłaby mi go pani przesłać faksem?

– Oczywiście – zgodziła się kobieta i zamilkła na chwilę. – Czy to nie zadziwiające? Dawno temu znalazłam list, a teraz pani…

– Tak – rzekła cicho Theresa – to zadziwiające.

Podała Michelle numer faksu i wróciła do pracy, ale nie mogła skupić się na sczytywaniu kolumny. Michelle musiała pójść do urzędu, żeby wysłać list. Theresa, czekając, co pięć minut zrywała się od biurka, by sprawdzić, czy nadszedł faks. Czterdzieści sześć minut później usłyszała, że maszyna zaczyna pracować. Pierwsza strona faksu zawierała dane nadawcy i adresata.

Theresa przyglądała się, jak kartka spada do pojemnika, i przysłuchiwała się odgłosowi pracującego faksu piszącego linijka po linijce. Trwało to krótko – zaledwie dziesięć sekund dla jednej strony – ale mimo to Theresie wydawało się to za długo. Potem zaczęła się drukować trzecia strona. Wtedy uświadomiła sobie, że tak jak w liście, który znalazła, tak i w tym tekst musiał zapełniać obie strony kartki.

Sięgnęła po papier, gdy faks zadzwonił, sygnalizując koniec przekazu. Nie czytając, położyła kartki na biurku czystą stroną do góry, przez kilka minut próbując uspokoić przyśpieszone tętno. To tylko list – mówiła do siebie.

Wzięła głęboki oddech i podniosła pierwszą kartkę. Spojrzenie na rysunek żaglowca potwierdziło, że ma do czynienia z tym samym autorem. Położyła kartkę w lepszym świetle i zaczęła czytać.

Szósty marca 1994

Moja najdroższa Catherine

Gdzie jesteś? I dlaczego musieliśmy się rozstać? Zastanawiam się nad tym, siedząc samotnie w ciemnościach.

Nie znam odpowiedzi na te pytania, chociaż ze wszystkich sił próbuję zrozumieć. Przyczyna jest prosta, ale mój umysł zmusza mnie, abym ją pominął, i w godzinach czuwania dręczy mnie niepokój. Bez Ciebie jestem zgubiony. Pozbawiony duszy, dryfuję bez domu; samotny ptak, który nie ma dokąd odlecieć. Jestem wszystkim i jestem niczym. Takie, moja najdroższa, jest moje życie bez Ciebie. Tęsknię za Tobą, abyś mi pokazała, jak znowu żyć.

 

Próbuję przypomnieć sobie, jacy kiedyś byliśmy na owianym wiatrem pokładzie Happenstance. Czy pamiętasz, jak razem przy nim pracowaliśmy? Staliśmy się częścią oceanu, gdy odbudowaliśmy łódź, ponieważ oboje wiedzieliśmy, że to ocean nas połączył. W takiej chwili rozumiałem znaczenie prawdziwego szczęścia. Nocą żeglowaliśmy po mrocznej wodzie i patrzyłem, jak w świetle księżyca jaśnieje Twoje piękno. Patrzyłem na Ciebie z czcią i wiedziałem w głębi serca, że zawsze będziemy razem. Czy zawsze tak jest, kiedy dwoje ludzi się kocha? Nie wiem, ale jeśli moje życie, odkąd mi Ciebie zabrano, jest jakąś wskazówką, wtedy wydaje mi się, że znam odpowiedź. Od tej chwili wiem, że będę sam.

Myślę o Tobie, śnię o Tobie, przywołuję, gdy potrzebuję Ciebie. Tylko tyle mogę zrobić, ale mnie to nie wystarcza. Nigdy nie będzie dość, to wiem, ale co innego mi pozostało? Gdybyś była tutaj, powiedziałabyś mi, ale nawet tego mi odmówiono. Zawsze znajdowałaś właściwe słowa, by ukoić mój ból. Zawsze wiedziałaś, jak sprawić, abym poczuł się lepiej.

Czy to możliwe, że wiesz, jak czuję się bez Ciebie? Kiedy marzę, lubię myśleć, że wiesz. Zanim się spotkaliśmy, szedłem przez życie bez celu. Wiem, że w pewnym sensie każdy krok, jaki zrobiłem, od chwili gdy nauczyłem się chodzić, był krokiem do Ciebie. Byliśmy sobie przeznaczeni.

Ale teraz, samotny, uświadomiłem sobie, że przeznaczenie może kogoś skrzywdzić, jak i przynieść mu błogosławieństwo. Zastanawiam się, dlaczego spośród wszystkich kobiet na świecie musiałem pokochać tę, którą mi odebrano.

Garrett

Po przeczytaniu listu Theresa opadła na krzesło i dotknęła palcami warg. Odgłosy z pokoju redakcji wydawały się docierać z bardzo daleka. Sięgnęła do torebki, znalazła pierwszy list i położyła go na biurku. Przeczytała pierwszy list, potem drugi, wreszcie przeczytała je w odwrotnej kolejności, czując się tak, jakby podglądała, podsłuchiwała czyjeś intymne, pełne tajemnic momenty w życiu.

Wstała od biurka dziwnie poruszona. W automacie kupiła puszkę soku jabłkowego. Próbowała zrozumieć własne odczucia. Gdy wróciła do pokoju, nagle ugięły się pod nią nogi i osunęła się na krzesło. Gdyby nie ono, na pewno upadłaby na podłogę.

Zaczęła porządkować biurko, mając nadzieję, że pozwoli jej to zebrać myśli. Pióra znalazły się w szufladzie, artykuły, które wykorzystała w tekstach, trafiły do segregatorów, zszywacz został napełniony zszywkami, a ołówki naostrzone i włożone do kubka stojącego na biurku. Kiedy skończyła, wszystko było na swoim miejscu prócz dwóch listów, których nawet nie dotknęła.

Tydzień temu znalazła pierwszy list i przeczytała słowa, które wywarły na niej głębokie wrażenie, chociaż głos rozsądku podpowiadał, aby o wszystkim zapomniała. Teraz, po znalezieniu drugiego listu napisanego przypuszczalnie przez tego samego mężczyznę, wydawało się to niemożliwe. Czy były inne listy? – zastanawiała się w duchu. Kim mógłby być ich autor? Zakrawało na cud, że trzy lata temu ktoś inny natrafił na list i przechowywał go w szufladzie w ukryciu, ponieważ go wzruszył. A jednak tak się stało. Co to mogło oznaczać?

Wiedziała, że nie powinno to jej obchodzić, a mimo to obchodziło. Przesunęła palcami po włosach i rozejrzała się wokół. Wszyscy dokądś się śpieszyli. Otworzyła puszkę z sokiem i upiła łyk, próbując uporządkować myśli. Była zdezorientowana. Marzyła tylko o tym, żeby przez kilka minut nikt nie podszedł do jej biurka, dopóki nie upora się z tym wszystkim. Wsunęła oba listy do torebki, gdy nagle w jej głowie zrodziło się pytanie.

Gdzie jesteś?

Zamknęła program, w którym pisała tekst do kolumny, i pełna obaw uruchomiła inny, umożliwiający dostęp do Internetu.

Po krótkim wahaniu wystukała słowa: WRIGHTSVILLE BEACH, i uderzyła w klawisz. Wiedziała, że pojawi się lista i rzeczywiście po niecałych pięciu sekundach zobaczyła zestaw różnych tematów do wyboru.

Komputer znalazł trzy hasła zawierające słowo Wrightsville Beach.

Kategorie miejsca – Strony sieci Mariposa

Kategorie miejsca

Region: Stany Zjednoczone; Karolina Północna; miasto: Wrightsville Beach. Miejsca

Region: Stany Zjednoczone: Karolina Północna; miasto: Wilmington.

Pośrednik nieruchomości: Agencja Nieruchomości Ticar – biura w Wrightsville Beach oraz w Carolina Beach.

Region: Stany Zjednoczone, Karolina Północna; miasto: Wrightsville Beach; kwatery w Cascade Beach.

Siedziała, wpatrując się w ekran, i nagle wydała się sobie śmieszna. Nawet gdyby Deanna miała rację i Garrett mieszkał w okolicy Wrightsville Beach, to i tak znalezienie go byłoby niemożliwe. Zatem dlaczego próbowała to zrobić?

Oczywiście znała powód. Listy napisał mężczyzna, który głęboko kochał kobietę, a teraz był sam. Jako młoda dziewczyna wierzyła, że istnieje idealny mężczyzna – podobny do księcia lub rycerza rodem z bajek. W rzeczywistości trudno było o ideał. Realni ludzie mieli swoje realne plany, żądania, oczekiwania co do zachowania innych ludzi. To prawda, byli gdzieś dobrzy mężczyźni – mężczyźni, którzy kochali z całego serca i pozostawali wierni mimo wszelkich przeszkód. Takiego mężczyznę pragnęła poznać od czasu rozwodu z Davidem. Jak go znaleźć?

Teraz wiedziała, że ktoś taki istnieje, a w dodatku jest sam i świadomość tego sprawiała, że czuła ucisk w żołądku. Wydawało się oczywiste, że Catherine, kimkolwiek była, prawdopodobnie nie żyje lub zaginęła bez wieści. Mimo to Garrett kochał ją nadal i wysyłał do niej listy miłosne co najmniej przez trzy lata. Dowiódł, że jest zdolny do głębokiej miłości i co ważniejsze, długo po odejściu ukochanej pozostał jej całkowicie oddany.

Gdzie jesteś?

To pytanie stale powracało, jak piosenka, którą usłyszała w radiu.

Gdzie jesteś?

Tego nie wiedziała, ale była przekonana, że istnieje. Życie wcześnie nauczyło ją, że nie należy przechodzić do porządku nad czymś, co wywołuje ucisk w żołądku, że lepiej dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Jeśli po prostu zbagatelizuje sprawę, to nigdy się nie dowie, co mogłoby się wydarzyć, a to było gorsze niż odkrycie, że na początku popełniło się błąd. Ze świadomością pomyłki można żyć dalej, nie oglądając się za siebie i nie zastanawiając, co mogłoby się wydarzyć.

Dokąd to wszystko prowadzi? Co oznacza? Czy znalezienie listu było jej pisane, czy to zwykły zbieg okoliczności? A może było to po prostu przypomnienie o tym, czego brakowało jej w życiu? Bezwiednie zawijała pasmo włosów na palec, usiłując znaleźć odpowiedź. Dobrze – zdecydowała się wreszcie. – Mogę z tym żyć.

Zaciekawił ją tajemniczy autor, to prawda, i nie miało sensu oszukiwanie samej siebie. Ponieważ nikt inny tego by nie zrozumiał (jak mógł zrozumieć, skoro jej to się nie udało), postanowiła nikomu nie wspominać o swoich przeżyciach.

Gdzie jesteś?

W głębi duszy wiedziała, że fascynacja Garrettem i poszukiwania go do niczego nie prowadzą. Stopniowo cała ta sprawa przemieni się w jakąś niezwykłą opowieść, którą co jakiś czas będzie sobie przypominać. Będzie dalej żyła jak dotąd – pisząc artykuły, spędzając czas z Kevinem, robiąc to wszystko, co musi robić matka samotnie wychowująca dziecko.

Była bliska prawdy. Jej życie miało się potoczyć tak, jak to sobie wyobraziła. Jednak trzy dni później wydarzyło się coś, co skłoniło ją do wyjazdu do nieznanego miasta z jedną walizką i kilkoma kartkami, które mogły mieć jakieś znaczenie albo nie.

Odkryła trzeci list od Garretta.