List w butelce

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
List w butelce
LIST W BUTELCE
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 72,90  58,32 
LIST W BUTELCE
LIST W BUTELCE
Audiobook
Czyta Filip Kosior
37,90  27,29 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

O książce

NICHOLAS SPARKS, TWÓRCA NAJBARDZIEJ ZNANYCH OPOWIEŚCI MIŁOSNYCH, ZABIERA NAS W PODRÓŻ DO NAJGŁĘBSZYCH ZAKAMARKÓW LUDZKIEGO SERCA.

Wyrzucona za burtę butelka, zdana na łaskę losu, mogła trafić w najodleglejszy zakątek świata. Zamiast tego, po niecałym miesiącu podróży, wypłynęła na plażę w zatoce Cape Cod, gdzie znalazła ją Theresa Osborne. W środku był list miłosny, który zaczynał się od słów:

„Moja najdroższa Catherine, tęsknię za Tobą, ukochana, tak jak zawsze, ale dzisiaj było mi bardzo ciężko, bo ocean śpiewał o naszym wspólnym życiu”.

Zaintrygowana i przejęta do głębi historią pary kochanków, Theresa rozpoczyna poszukiwania człowieka, który potrafił tak mocno i wiernie kochać. Kim był mężczyzna, który napisał list? Czy uda jej się go odnaleźć?

NICHOLAS SPARKS

Współczesny amerykański pisarz, którego książki o łącznym nakładzie przekraczającym 105 milionów egzemplarzy ukazały się w ponad 50 językach. Serca czytelników podbił w 1997 roku swoim debiutem – powieścią Pamiętnik. Kolejne – m.in. Noce w Rodanthe, Anioł Stróż, Ślub, Prawdziwy cud, I wciąż ją kocham, Wybór, Ostatnia piosenka, Szczęściarz, Bezpieczna przystań oraz Dla ciebie wszystko – znajdowały się przez wiele miesięcy w czołówce światowych rankingów sprzedaży. Kolejne powieści, Najdłuższa podróż, Spójrz na mnie, Z każdym oddechem i Powrót wkrótce po ukazaniu się trafiły na pierwsze miejsca list bestsellerów. Większość książek Sparksa została przeniesiona na duży ekran, a w filmowych adaptacjach wystąpiły takie gwiazdy amerykańskiego kina, jak: Rachel McAdams i Ryan Gosling (Pamiętnik), Diane Lane i Richard Gere (Noce w Rodanthe) czy Robin Wright i Kevin Costner (List w butelce). W 2016 roku swoją premierę miała ekranizacja książki Wybór.

nicholassparks.com

Tego autora

PAMIĘTNIK

ŚLUB

LIST W BUTELCE

JESIENNA MIŁOŚĆ

NOCE W RODANTHE

NA RATUNEK

NA ZAKRĘCIE

ANIOŁ STRÓŻ

TRZY TYGODNIE Z MOIM BRATEM

PRAWDZIWY CUD

OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

SZCZĘŚCIARZ

WYBÓR

I WCIĄŻ JĄ KOCHAM

OSTATNIA PIOSENKA

BEZPIECZNA PRZYSTAŃ

DLA CIEBIE WSZYSTKO

NAJDŁUŻSZA PODRÓŻ

SPÓJRZ NA MNIE

WE DWOJE

Z KAŻDYM ODDECHEM

POWRÓT

Tytuł oryginału:

MESSAGE IN A BOTTLE

Copyright © Nicholas Sparks 1998

All rights reserved

This edition published by arrangement with Grand Central Publishing,

New York, New York USA

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2021

Polish translation copyright © Małgorzata Samborska 1999

Zdjęcie na okładce: © David Becker/Unsplash.com

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

ISBN 978-83-8215-666-9

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Spis treści

Podziękowania

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

1  Okładka

2  O książce

3  O autorze

4  Tego autora

5  Strona redakcyjna

6  Spis treści

7  Dedykacja

8  Podziękowania

9  Prolog

10  Rozdział 1

11  Rozdział 2

12  Rozdział 3

13  Rozdział 4

14  Rozdział 5

15  Rozdział 6

16  Rozdział 7

17  Rozdział 8

18  Rozdział 9

19  Rozdział 10

20  Rozdział 11

21  Rozdział 12

22  Rozdział 13

Dla Milesa i Ryana

Podziękowania

Książka na pewno nie powstałaby bez pomocy wielu osób. Szczególnie gorąco pragnę podziękować mojej żonie, Catherine, która wspierała mnie w pracy cierpliwością i miłością.

Chciałbym również podziękować mojej agentce Theresie Park ze Sanford Greenburger Associates oraz redaktorowi, Jamiemu Raabowi z Warner Books. Bez nich ta książka nie zostałaby napisana. To moi nauczyciele, koledzy i przyjaciele.

Na moją głęboką wdzięczność zasłużyli również: Larry Kirshbaum, Maureen Egen, Dan Mandel, John Aherne, Scott Schwimer, Howie Sanders, Richard Green i Denise DiNovi.

Wiecie, jak wielką rolę odegraliście w tym przedsięwzięciu. Dziękuję Wam za wszystko.

Prolog

Butelkę wyrzucono za burtę pewnego ciepłego letniego popołudnia na kilka godzin przed ulewą. Jak wszystkie butelki, była bardzo krucha i stłukłaby się, gdyby zrzucono ją na ziemię z wysokości kilku stóp. Szczelnie zakorkowana i powierzona morzu okazała się jednym z najlepiej pływających przedmiotów znanych człowiekowi. Mogła beztrosko płynąć podczas huraganów czy tropikalnych sztormów, mogła przeskoczyć przez najbardziej niebezpieczne rafy. W pewnym sensie było to najlepsze schronienie dla listu znajdującego się wewnątrz, listu posłanego, by spełnić obietnicę.

 

Nie dało się przewidzieć drogi tej butelki, tak jak i wszystkich innych rzuconych w kapryśne fale oceanu. Wiatry i prądy odgrywają wielką rolę w podróży każdej butelki; sztormy i rafy również mogą zmienić jej kurs. Czasem zagarnie ją rybacka sieć i przeniesie kilkanaście mil w kierunku przeciwnym do tego, w którym zmierzała. W rezultacie dwie butelki jednocześnie wrzucone do oceanu mogą trafić na różne kontynenty, niekiedy do przeciwległych części globu. Nie sposób przewidzieć, dokąd butelka zawędruje. To stanowi tajemnicę.

Tajemnica ta intrygowała człowieka, od chwili gdy stworzył butelkę. Niewiele osób próbowało dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. W tysiąc dziewięćset dwudziestym dziewiątym roku zespół niemieckich naukowców postanowił prześledzić drogę pewnej butelki. Wrzucono ją do wody na południu Oceanu Indyjskiego, umieszczając w środku kartkę z prośbą do znalazcy, aby zapisał miejsce, w którym ją znalazł, i ponownie wrzucił do morza. Do tysiąc dziewięćset trzydziestego piątego roku butelka okrążyła ziemię, pokonawszy blisko szesnaście tysięcy mil. Była to najdłuższa odległość, jaką oficjalnie zanotowano.

Listy znalezione w butelkach opisywano w kronikach od stuleci; autorzy niektórych z nich przeszli do historii. Na przykład w połowie osiemnastego wieku Ben Franklin, dzięki listom umieszczonym w butelkach, zebrał podstawowe informacje o prądach Wschodniego Wybrzeża – są one wykorzystywane do dziś. Nawet obecnie amerykańska marynarka używa butelek do gromadzenia danych o przypływach i prądach; często stosuje się je do określania kierunku ruchu rozlewiska ropy.

Najbardziej znany w historii list w butelce wysłał w tysiąc siedemset osiemdziesiątym czwartym roku młody żeglarz, Chunosuke Matsuyama, który, gdy rozbiła się jego łódź, znalazł się na małej rafie koralowej bez jedzenia i wody. Przed śmiercią wyrył opis tego, co się wydarzyło, na kawałku drewna, po czym włożył go do butelki. W tysiąc dziewięćset trzydziestym piątym roku, sto pięćdziesiąt lat od chwili wysłania, fale wyrzuciły ją na brzeg w małej rybackiej wiosce w Japonii, gdzie Matsuyama się urodził.

Butelka ciśnięta do wody w ciepły letni wieczór nie zawierała wieści o rozbitkach ani nie wykorzystano jej do kreślenia map morza. Mimo to kryła w sobie wiadomość, która miała na zawsze zmienić życie dwojga ludzi. Gdyby nie ona, nigdy by się nie spotkali. Z tego powodu można by ją nazwać posłańcem od losu. Przez sześć dni unosiła się na falach w kierunku północno-wschodnim, kierowana wiatrami układu wysokiego ciśnienia obejmującego Zatokę Meksykańską. Siódmego dnia wiatr ucichł i butelka skierowała się prosto na wschód, znajdując w końcu drogę do Prądu Zatokowego, dzięki któremu nabrała prędkości. Pokonując prawie siedemdziesiąt mil dziennie, płynęła na północ.

Dwa i pół tygodnia po starcie butelkę dalej niósł Prąd Zatokowy. Siedemnastego dnia podróży kolejny sztorm, tym razem środkowoatlantycki, sprowadził wschodnie wiatry do tego stopnia silne, że wyrwały ją z prądu i zaczęła dryfować w stronę Nowej Anglii. Znalazłszy się poza Prądem Zatokowym, który zmuszał ją do szybkiego przemieszczania się, zwolniła i przez pięć dni poruszała się zygzakiem w różnych kierunkach w pobliżu wybrzeża Massachusetts, aż pochwycił ją w sieć rybacką John Hanes. Butelka znalazła się więc wśród tysiąca trzepoczących okoni. Gdy sprawdzał, co złowił, odrzucił ją na bok. Butelka miała szczęście, nie stłukła się, ale natychmiast o niej zapomniano i pozostała blisko dziobu łodzi przez resztę popołudnia i wczesny wieczór, kiedy to łódź wracała do zatoki Cape Cod. Tego wieczoru o ósmej trzydzieści, gdy łódź znalazła się bezpiecznie w głębi zatoki, John Hanes, paląc papierosa, natknął się ponownie na butelkę. Podniósł ją, ale ponieważ słońce schodziło coraz niżej, nie zauważył nic szczególnego w środku i bez zastanowienia wyrzucił za burtę. Stało się jasne, że butelka dotrze na brzeg zatoki zamieszkanej przez wiele małych społeczności.

Nie od razu jednak tak się stało. Dryfowała w tę i z powrotem przez kilka dni, jakby podejmowała decyzję, i w końcu wypłynęła na plażę niedaleko Chatham.

Znalazła się tam po dwudziestu sześciu dniach i siedmiuset trzydziestu ośmiu milach i zakończyła swą podróż.

Rozdział 1

Wiał lodowaty grudniowy wiatr. Theresa Osborne skrzyżowała ramiona i zapatrzyła się w wodę. Wcześniej kilka osób spacerowało wzdłuż brzegu, ale spostrzegłszy chmury, czym prędzej się oddaliło. Zauważyła, że jest sama na plaży, i rozejrzała się wokół siebie. Ocean odbijał kolor nieba, wyglądał jak płynne żelazo, fale bez ustanku toczyły się do brzegu. Ciężkie chmury opuszczały się powoli, mgła gęstniała, sprawiając, że horyzont zaczął znikać. W innym miejscu, o innej porze poczułaby majestat otaczającego ją piękna, ale gdy tak stała na plaży, zdała sobie sprawę, że w ogóle nic nie czuje. W pewnym sensie czuła się tak, jakby jej tam wcale nie było, jakby tylko śniła.

Przyjechała tu dziś rano, a prawie nie przypominała sobie podróży. Kiedy podjęła decyzję, zaplanowała, że zostanie na noc. Załatwiła wszystko i nawet cieszyła się na spokojny wieczór z dala od Bostonu, ale obserwując wzburzony ocean, uświadomiła sobie, że wcale nie chce zostać. Gdy tylko skończy to, co zamierzała, wróci do domu bez względu na późną porę.

Kiedy wreszcie była gotowa, powoli ruszyła w kierunku wody. Pod pachą miała torbę, którą starannie spakowała rano, upewniając się, że niczego nie zapomniała. Nikomu nie powiedziała, co zabiera ze sobą ani co zamierza dzisiaj robić. Oznajmiła tylko, że wybiera się na świąteczne zakupy. Była to doskonała wymówka, bo, chociaż miała pewność, że zrozumieliby, gdyby powiedziała prawdę, jednak tej wyprawy nie chciała z nikim dzielić. Od niej samej wszystko się zaczęło i wolała sama to dokończyć.

Theresa westchnęła i zerknęła na zegarek. Wkrótce nastąpi przypływ i właśnie wtedy będzie naprawdę gotowa. Na niewysokiej wydmie znalazła miejsce, które wydało się jej wygodne, usiadła i otworzyła torebkę. Pogrzebała w niej przez chwilę i wyjęła kopertę. Wzięła głęboki oddech i powoli ją otworzyła.

Były tam trzy listy, starannie złożone, listy, które przeczytała niezliczone razy. Siedząc na piasku, trzymała je przed sobą i na nie patrzyła.

W torbie miała również inne rzeczy, ale jeszcze nie była gotowa ich oglądać. Całą uwagę skupiła na listach. Piszący używał wiecznego pióra. Tam, gdzie pióro ciekło, były kleksy. Papeteria z wizerunkiem żaglowca w prawym górnym rogu zaczynała gdzieniegdzie tracić kolor, blakła powoli z upływem czasu. Wiedziała, że kiedyś nie da się odczytać słów, ale miała nadzieję, że po dzisiejszym dniu nie będzie tak często odczuwała potrzeby ich oglądania.

Kiedy skończyła, wsunęła listy do koperty tak samo ostrożnie, jak je wyjmowała. Potem włożyła kopertę z powrotem do torby i raz jeszcze spojrzała na plażę. Z wydmy, gdzie siedziała, widziała miejsce, w którym wszystko się zaczęło.

*

Biegała o świcie, wyraźnie przypominała sobie tamten letni poranek. Wstawał piękny dzień. Ogarnęła spojrzeniem świat wokół siebie, wsłuchała się w wysokie skrzeczenie rybitw i łagodne chlupotanie fal toczących się po piasku. Mimo że była na wakacjach, wstawała dostatecznie wcześnie, by móc swobodnie pobiegać wzdłuż plaży. Za kilka godzin na ręcznikach rozłożonych na piasku w gorącym słońcu Nowej Anglii będą leżeli turyści. Na Cape Cod zawsze było tłoczno o tej porze roku, ale większość wczasowiczów wolała pospać dłużej, Theresa mogła więc czerpać przyjemność z biegania po twardym, gładkim piasku zostawionym przez uciekający odpływ. W przeciwieństwie do ścieżek zdrowia w Bostonie piasek uginał się tyle, ile trzeba. Wiedziała, że nie będą bolały ją kolana, jak czasem zdarzało się po biegu wybetonowanymi dróżkami w pobliżu domu.

Zawsze lubiła biegać, wyrobiła w sobie ten nawyk, uczestnicząc w biegach przełajowych w liceum. Nie biegała już wyczynowo i rzadko mierzyła sobie czas. Bieganie pozwalało zostać sam na sam z myślami. Uważała te chwile za rodzaj medytacji, właśnie dlatego wolała uprawiać ten sport samotnie. Nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego inni lubią to robić w grupie.

Była zadowolona, że nie ma z nią Kevina, chociaż bardzo go kochała. Każda matka potrzebuje czasem oddechu. Cieszyła się, że w okresie wakacji będzie miała spokój. Żadnych wieczornych meczów w siatkówkę czy zawodów pływackich, MTV ryczącego w tle, pracy domowej, w której odrabianiu trzeba pomóc, wstawania w nocy, by znaleźć się przy nim, gdy łapał go skurcz w nodze. Trzy dni temu zawiozła syna na lotnisko. Miał odwiedzić w Kalifornii swego ojca, a jej byłego męża. Dopiero gdy zwróciła mu uwagę, Kevin uświadomił sobie, że ani się do niej nie przytulił, ani nie pocałował jej na pożegnanie.

– Przepraszam, mamo – powiedział, otoczył ją ramionami i ucałował. – Kocham cię. Nie tęsknij za mną za bardzo, dobrze?

Potem obrócił się na pięcie, podał bilet stewardesie i niemal wskoczył na pokład, nie oglądając się za siebie.

Nie czuła do niego żalu, że niewiele brakowało, by o niej zapomniał. Miał dwanaście lat i był w takim wieku, kiedy publiczne przytulanie się czy całowanie mamy uważa się za niestosowne. Poza tym myślał o czymś innym. Czekał na tę wyprawę od ostatniej Gwiazdki. Wyruszał z ojcem do Wielkiego Kanionu, potem mieli spędzić tydzień na spływie rzeką Kolorado, by w końcu dotrzeć do Disneylandu. Było to marzenie każdego dziecka i Theresa cieszyła się wraz z synem. Chociaż Kevina miało nie być sześć tygodni, wiedziała, że dobrze mu zrobi spędzenie tego czasu z ojcem.

Od czasu rozwodu przed trzema laty utrzymywali z Davidem poprawne stosunki. Chociaż okazał się nie najlepszym mężem, był bardzo dobrym ojcem dla Kevina. Nigdy nie zapomniał o prezencie na urodziny czy na Gwiazdkę, dzwonił co tydzień i kilka razy w roku leciał z drugiego krańca kraju, żeby spędzić z synem weekend. Oprócz tego zabierał go oczywiście na wyznaczone przez sąd wizyty – sześć tygodni latem, co drugie Boże Narodzenie i tydzień na Wielkanoc, gdy w szkole była przerwa w lekcjach. Annette, druga żona Davida, miała pełne ręce roboty przy małym dziecku, ale Kevin bardzo ją lubił i nigdy nie wrócił do domu rozżalony czy zaniedbany. Właściwie cały czas zachwycał się odwiedzinami u ojca i chwalił, jak dobrze się bawił. Słysząc to, czasami czuła ukłucie zazdrości, ale starała się ukryć to przed Kevinem.

Teraz biegła po plaży spokojnie, nie śpiesząc się. Deanna poczeka na nią ze śniadaniem. Theresa wiedziała, że Briana już nie zastanie. Byli starszym małżeństwem – oboje dobiegali sześćdziesiątki. Deanna to jej najlepsza przyjaciółka.

Była redaktorem naczelnym gazety, w której pracowała Theresa. Przyjeżdżała z mężem, Brianem, do Cape Cod od lat. Zawsze zatrzymywali się w tym samym miejscu, w Domu Rybaka. Gdy dowiedziała się, że Kevin wyjeżdża w odwiedziny do ojca na większą część lata, zaczęła nalegać, aby Theresa przyjechała do niej.

– Brian, jak jest tutaj, przez cały dzień gra w golfa. Przydałoby mi się towarzystwo – powiedziała. – Poza tym, co innego masz do roboty? Od czasu do czasu musisz wyjść z mieszkania.

Theresa wiedziała, że Deanna ma rację, więc po kilku dniach namysłu się zgodziła.

– Tak się cieszę – odparła Deanna ze zwycięską miną. – Będziesz zachwycona.

Theresa musiała przyznać, że miejsce było sympatyczne. Dom Rybaka, pięknie odnowiony domek, stał na skraju urwistego klifu wychodzącego na zatokę Cape Cod. Kiedy ujrzała go w oddali, zwolniła. W przeciwieństwie do młodszych biegaczy, nabierających tempa pod koniec trasy, wolała się nie śpieszyć i uspokoić oddech. Miała trzydzieści sześć lat i nie odzyskiwała sił tak szybko jak kiedyś.

Zaczęła się zastanawiać, jak spędzi resztę dnia. Przywiozła ze sobą pięć książek, które zamierzała przeczytać w ciągu zeszłego roku, ale jakoś nigdy się do tego nie zabrała. Już na nic nie starczało czasu. Zwłaszcza przy Kevinie kipiącym energią, zajęciach domowych i robocie ciągle piętrzącej się na biurku. Jako redaktorka prowadząca stałą kolumnę dla „Boston Times”, pracowała pod ciągłą presją terminów, musiała przygotować trzy materiały tygodniowo. Większość jej współpracowników sądziła, że to proste – wystarczy wystukać trzysta słów i koniec roboty na ten dzień. Tymczasem nie było to takie łatwe. Musiała ciągle wymyślać coś nowego na temat wychowania dzieci. Jej kolumnę „Nowoczesne wychowanie” przedrukowywało sześćdziesiąt gazet w całym kraju, chociaż większość tytułów zamieszczała tylko jeden czy dwa teksty tygodniowo. Możliwości przedruku pojawiły się dopiero przed półtora rokiem. Była nową autorką, nie mogła więc pozwolić sobie nawet na kilka dni bez pisania. W większości gazet miejsce na stałe kolumny było niezwykle ograniczone i setki redaktorów o nie walczyło.

 

Theresa z biegu przeszła do marszu i wreszcie zatrzymała się, gdy nad jej głową rybitwa zatoczyła koło. Poczuła, że wzrosła wilgotność powietrza. Ramieniem otarła pot z czoła. Wzięła głęboki oddech, wstrzymała go na chwilę, a potem wypuściła i spojrzała na wodę. Było jeszcze wcześnie, ocean wciąż miał barwę ołowiu, ale to miało się zmienić, gdy tylko słońce wzejdzie trochę wyżej. Po chwili ściągnęła buty i skarpetki, podeszła do wody i pozwoliła kilku drobnym falom ochlapać stopy. Woda orzeźwiała. Theresa spędziła kilka minut, brodząc bez celu. Nagle ucieszyła się, że przez kilka ostatnich miesięcy poświęciła trochę czasu na napisanie dodatkowych tekstów, dzięki czemu w tym tygodniu mogła zapomnieć o pracy. Nie potrafiła sobie przypomnieć momentu, w którym nie miała pod ręką komputera albo nie wybierała się na spotkanie czy też nie musiała dotrzymać nieprzekraczalnego terminu. Oddalenie od biurka choć na krótko przynosiło uczucie ulgi. Czuła się prawie tak, jakby znowu panowała nad swoim przeznaczeniem, jakby dopiero wkraczała w świat.

Wiedziała, że w domu czeka na nią mnóstwo rzeczy do zrobienia. Należałoby wytapetować i odświeżyć łazienkę, w ścianach zaszpachlować dziury po gwoździach, a reszcie mieszkania przydałoby się choćby pobieżne malowanie. Dwa miesiące temu kupiła tapety i trochę farby, wieszak na ręczniki i nowe klamki, małe lusterko oraz wszystkie potrzebne narzędzia, ale nawet nie otworzyła pudeł. W weekendy zawsze znajdowało się coś do zrobienia, toteż była równie zajęta jak w zwykły dzień. Zakupy wciąż leżały za odkurzaczem w torbach, w których przyniosła je do domu, i za każdym razem, gdy otwierała drzwi do szafy, zdawały się kpić z jej zamiarów. Może – pomyślała – kiedy wróci do domu…

Odwróciła głowę i w niewielkiej odległości od siebie spostrzegła mężczyznę. Był od niej starszy, mógł mieć pięćdziesiąt lat lub trochę więcej. Miał mocno opaloną twarz, jakby mieszkał tu przez cały rok. Wydawał się zupełnie nieruchomy – stał w wodzie i pozwalał jej opłukiwać sobie nogi; zauważyła, że miał zamknięte oczy, jakby cieszył się pięknem świata, nawet nie patrząc na niego. Miał na sobie spłowiałe dżinsy, podwinięte do kolan, i szeroką koszulę, której nie wsunął do spodni. Obserwując go, nagle zaczęła żałować, że nie jest kim innym. Jakby to było spacerować po plaży, nie troszcząc się o nic? Przychodzić codziennie w spokojne miejsce z dala od szumu i gwaru Bostonu, tylko po to, by docenić, co życie miało do zaoferowania?

Weszła trochę głębiej w wodę i zaczęła naśladować mężczyznę, mając nadzieję, że poczuje to samo, co on. Kiedy jednak zamknęła oczy, mogła myśleć tylko o Kevinie. Bóg jeden wie, jak bardzo pragnęła spędzać z nim więcej czasu i mieć dla niego więcej cierpliwości, gdy już byli razem. Ile by dała za to, żeby usiąść i rozmawiać z Kevinem czy zagrać z nim w monopol lub po prostu oglądać telewizję bez tego pragnienia zerwania się z kanapy w poczuciu, że powinna robić coś ważniejszego. Czasami czuła się jak oszustka, gdy przekonywała Kevina, że jest dla niej najważniejszy i że rodzina stoi dla niej na pierwszym miejscu.

Problem polegał na tym, że zawsze było coś do zrobienia. Talerze do pozmywania, łazienka do umycia, kuweta do oczyszczenia, samochód do naprawienia, brudne rzeczy do prania, rachunki do zapłacenia. Kevin naprawdę starał się jej pomóc, ale był niemal tak zajęty jak ona, tyle że szkołą, kolegami i dodatkowymi zajęciami. Dochodziło do tego, że nieprzeczytane czasopisma lądowały w śmietniku, listy nie były napisane, a czasami, tak jak w tej chwili, martwiła się, że życie jej ucieka.

Jak to zmienić? „Nie walcz z życiem” – mawiała jej matka, ale ona nie pracowała zawodowo ani nie wychowywała pewnego siebie, chociaż czułego syna bez pomocy ojca. Nie rozumiała trudności, które codziennie musiała pokonywać Theresa. Jej młodsza siostra, Janet, niepracująca podobnie jak matka, również nie mogła tego pojąć. Była od jedenastu lat szczęśliwą mężatką i matką trzech cudownych dziewczynek. Jej mąż, Edward, nie był zbyt błyskotliwy, ale za to cechowała go uczciwość, ciężko pracował i zarabiał na utrzymanie rodziny tyle, że Janet nie musiała podejmować pracy. Czasami Theresa myślała, że podobałoby się jej takie życie, nawet gdyby musiała zrezygnować z kariery.

Nie było to jednak możliwe. Zwłaszcza po rozwodzie. Minęły trzy lata, cztery, jeśli liczyć rok separacji. Nie znienawidziła Davida za to, co zrobił, ale straciła dla niego szacunek. Nie potrafiłaby z nim żyć, wiedząc o zdradzie, bez względu na to, czy była to jedna noc, czy długotrwały romans. To, że nie ożenił się z kobietą, z którą zdradzał ją przez dwa lata, nie poprawiło jej samopoczucia. Utrata zaufania okazała się bezpowrotna.

Rok po separacji David wyjechał do swego rodzinnego stanu, do Kalifornii. Kilka miesięcy później poznał Annette. Jego nowa żona była bardzo religijna i pomału, krok po kroku spowodowała, że David zbliżył się do Kościoła. Całe życie był agnostykiem, mimo to sprawiał wrażenie osoby spragnionej czegoś ważniejszego. Teraz regularnie chodził do kościoła i wspierał pastora w rozwiązywaniu małżeńskich problemów parafian. Często zastanawiała się, co mówił mężczyznom, którzy postępowali tak samo jak kiedyś on, jak pomagał innym, skoro sam nie umiał zapanować nad sobą? Nie wiedziała i nic jej to nie obchodziło. Cieszyła się po prostu, że nadal interesował się swoim synem.

Naturalnie, odkąd rozstała się mężem, skończyło się wiele przyjaźni. Gdy już nie stanowiła części pary, czuła się skrępowana na przyjęciach z okazji świąt Bożego Narodzenia czy na pieczeniu kiełbasek w ogródku. Kilku znajomych starało się utrzymywać z nią kontakt, czasem słyszała ich głosy nagrane na automatyczną sekretarkę, proponujące lunch lub kolację. Niekiedy korzystała z zaproszenia, choć na ogół szukała wymówki, by nie pójść na spotkanie. Żadna z tych przyjaźni nie miała tego samego znaczenia co kiedyś. Okoliczności się zmieniały, ludzie się zmieniali, świat za oknem toczył się tak jak dawniej.

Od czasu rozwodu miała kilka randek. Nie chodziło o to, że była nieatrakcyjna. Przeciwnie, przynajmniej często jej to mówiono. Miała ciemnobrązowe włosy, obcięte do ramion, proste i jedwabiste. Najczęściej komplementy dotyczyły jej oczu. Brązowe z jasnymi plamkami, w których odbijało się światło. Biegała codziennie, była sprawna i nie wyglądała na swój wiek. Nie czuła się staro, chociaż gdy ostatnio spojrzała w lustro, dostrzegła, że się postarzała. Nowa zmarszczka w kąciku oka, siwe włosy, które niepostrzeżenie wyrosły, spojrzenie znużone od ciągłego pośpiechu.

Jej przyjaciele uważali, że zwariowała.

„Wyglądasz o wiele lepiej niż przed laty” – twierdzili z uporem, zresztą nadal zauważała taksujące spojrzenia mężczyzn. Ale już nie miała i już nigdy nie będzie miała dwudziestu dwóch lat. Nie chodziło o to, że chciałaby je mieć, nawet gdyby mogła. Chyba że – jak czasami myślała – byłaby mądrzejsza i dojrzalsza. W innym przypadku prawdopodobnie znowu zaczęłaby się zadawać z jakimś Davidem – przystojnym mężczyzną, który kochał życie i uważał, że nie musi grać zgodnie z zasadami. Ale, do cholery, zasady są bardzo ważne, zwłaszcza dotyczące małżeństwa. Nikt nie powinien ich łamać. Jej ojciec i matka nigdy się tego nie dopuścili, podobnie jej siostra i szwagier ani Deanna czy Brian. Dlaczego on musiał to zrobić? Dlaczego – zastanawiała się, stojąc w wodzie – ciągle wracała do tego myślą, mimo że upłynęło już tyle czasu?

Przypuszczała, że miało to coś wspólnego z faktem, że gdy w końcu dostała orzeczenie rozwodu, poczuła się, jakby cząstka jej istoty umarła. Początkowy gniew zamienił się w smutek, a teraz stał się jeszcze czymś innym, niemal tępym bólem. Chociaż cały czas była w ruchu, wydawało się jej, że już nic się nie przydarzy. Każdy dzień do złudzenia przypominał poprzedni i z trudem je rozróżniała. Pewnego razu, jakiś rok temu, przesiedziała przy biurku piętnaście minut, próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatnio zrobiła coś spontanicznie. Nic nie przyszło jej do głowy.

Pierwsze miesiące były szczególnie ciężkie. Potem gniew osłabł i nie odczuwała już pragnienia, by David zapłacił za to, co zrobił. Potrafiła tylko użalać się nad sobą. Nawet mimo obecności Kevina czuła się zupełnie sama na świecie. Był taki czas, kiedy spała tylko kilka godzin na dobę, a w trakcie pracy musiała wstać od biurka i wsiąść do samochodu, żeby się trochę wypłakać.

Teraz, gdy minęły trzy lata, nadal nie wiedziała, czy kiedykolwiek pokocha kogoś tak, jak kochała Davida. Kiedy na początku studiów zjawił się na balu drugiego roku, jedno spojrzenie wystarczyło, by zrozumiała, że chce być tylko z nim. Jej młodzieńcza miłość wydawała się taka wszechogarniająca, taka potężna. Leżała w łóżku i myślała tylko o nim, gdy szła przez campus, uśmiechała się tak często, że na sam jej widok inni się uśmiechali.

Ale taka miłość nie może przetrwać, jak się później przekonała. Mijały lata, ujawniła się inna strona ich małżeństwa. Oboje dojrzeli i jednocześnie oddalili się od siebie. Coraz trudniej przychodziło im pamiętać rzeczy, które kiedyś ich do siebie przyciągnęły. Spoglądając w przeszłość, Theresa czuła, że David stał się zupełnie kim innym, chociaż nie potrafiła wskazać momentu, w którym zaczął się zmieniać. Wszystko może się zdarzyć, gdy wygaśnie płomień uczucia, a dla niego zgasł. Przypadkowe spotkanie w wypożyczalni wideo, rozmowa, po której następował wspólny lunch i spotkanie w hotelu na przedmieściu Bostonu.

Najbardziej niesprawiedliwe było to, że czasami za nim tęskniła, a raczej za dobrymi chwilami spędzonymi razem. Małżeństwo z Davidem było wygodne – jak łóżko, w którym sypiała od lat. Przywykła do obecności drugiej osoby, do której mogła się zwrócić czy tylko jej wysłuchać. Przyzwyczaiła się do porannego zapachu świeżo parzonej kawy i brakowało jej w mieszkaniu kogoś dorosłego. Tęskniła za wieloma rzeczami, ale najbardziej za poczuciem bliskości, przytulaniem się i szeptaniem do siebie za zamkniętymi drzwiami.

Kevin był jeszcze za mały, by to zrozumieć, i chociaż bardzo go kochała, nie był to ten rodzaj miłości, którego potrzebowała najbardziej. Czuła do syna miłość matczyną, pewnie najsilniejszą, najświętszą miłość, jaka w ogóle istnieje. Jeszcze teraz lubiła wejść do jego pokoju, gdy spał, i przysiąść na łóżku tylko po to, by na niego popatrzeć. Kevin zawsze wydawał się taki spokojny, taki piękny z głową złożoną na poduszce, otulony kołdrą. W ciągu dnia sprawiał wrażenie, że jest w ciągłym biegu, nocą widok nieruchomej śpiącej postaci przywracał emocje, jakie Theresa odczuwała, gdy był małym dzieckiem. Ale nawet te cudowne doznania nie mogły osłabić jej poczucia samotności, gdy po wyjściu z jego pokoju schodziła na dół i wypijała kieliszek wina jedynie w towarzystwie kota Harveya.

Nadal marzyła o tym, by się zakochać, by ktoś wziął ją w ramiona i sprawił, że poczułaby się najważniejsza na świecie. Było to jednak bardzo trudne, praktycznie niemożliwe spotkać kogoś takiego. Większość znajomych trzydziestolatków pozawierała już związki małżeńskie, a rozwiedzeni szukali młodszej kobiety, którą mogliby ukształtować według własnych wymagań. Pozostawali starsi mężczyźni i chociaż uważała, że mogłaby się zakochać w kimś starszym, musiała pamiętać o synu. Pragnęła mężczyzny, który traktowałby Kevina tak jak należy, nie jako niepożądany dodatek do osoby, której on pragnie. Starsi mężczyźni mieli na ogół starsze dzieci; niewielu było gotowych podjąć trud wychowania dorastającego chłopca.