Rynek i ratuszTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

15

Pizarro i Inkowie

Podczas gdy sieć morska Portugalii rozwijała się w kierunku wschodnim, ta należąca do Hiszpanii podążała raczej na zachód i południe. Zgodnie z zapisami traktatu z Tordesillas (1494) Hiszpania zgłosiła roszczenia do całego terytorium obu Ameryk, z wyłączeniem Brazylii. Ale oba te państwa różniło jeszcze coś innego. Portugalscy odkrywcy zadowalali się zwykle zakładaniem sieci ufortyfikowanych placówek handlowych na wybrzeżach, za to ich hiszpańscy odpowiednicy mieli raczej tendencję do zapuszczania się w głąb lądu, gdzie poszukiwali złota i srebra. Trzecia wreszcie różnica polegała na tym, że o ile azjatyckie imperia, do których wybrzeży dobijali Portugalczycy, były najczęściej w stanie oprzeć się ich sile i ograniczały się do poczynienia na ich rzecz zaledwie drobnych ustępstw terytorialnych, o tyle analogiczne imperia w Ameryce, które atakowali Hiszpanie, upadały z zadziwiającą wręcz szybkością. Czynnikiem, który miał tu znaczenie o wiele większe od jakiejkolwiek przewagi technologicznej, były niszczycielskie efekty chorób zakaźnych przywleczonych do Nowego Świata z drugiej strony Atlantyku przez hiszpańskich zdobywców. Ale już pod wszelkimi innymi względami to, co wydarzyło się po pierwszym spotkaniu Francisca Pizarra i 167 jego towarzyszy z Inkami Atahualpy pod Cajamarcą w listopadzie 1532 roku, do złudzenia przypominało wypadki sprzed dekady, do których doszło w chińskiej prowincji Guangdong. Najogólniej mówiąc, europejska sieć przypuściła oto atak na pozaeuropejską hierarchię.

Conquistadores byli nader barwnym towarzystwem. Bez wątpienia musieli wykazywać się siłą i wytrzymałością, jako że ich długi marsz na południe był co najmniej równie uciążliwy jak samo przepłynięcie Atlantyku. Dysponując końmi, bronią palną (arkebuzami) i stalowymi mieczami, byli przy tym lepiej uzbrojeni od rdzennej ludności Peru, której podstawowy oręż stanowiły drewniane pałki. Podobnie jak portugalscy odkrywcy wyruszyli oni na swoją wyprawę kierowani głównie motywacją ekonomiczną, tyle że nie chcieli z nikim handlować, a obłowić się na plądrowaniu niezmierzonych ponoć zasobów inkaskiego złota i srebra. Sama tylko pierwsza ekspedycja Pizarra przyniosła zyski w postaci 6087 kilogramów złota o próbie 22,5 karata, wartego dziś 265 milionów dolarów, oraz 11 800 kilogramów srebra (o wartości ok. 7 milionów dolarów). Podobnie jak Portugalczycy także Hiszpanie zabrali ze sobą przedstawicieli chrześcijańskiego kleru (sześciu dominikańskich zakonników, z których wyprawę przeżył ledwie jeden). I wreszcie podobnie jak Portugalczycy Hiszpanie z dużą łatwością uciekali się do przemocy, by stłumić jakiekolwiek oznaki oporu. Nie stronili od tortur, masowych gwałtów, palenia ludzi czy mordowania całych wiosek. Bodaj najbardziej charakterystyczną cechą konkwistadorów była jednak ich skłonność do wszczynania kończących się nierzadko krwawo kłótni i awantur we własnym gronie. Powszechnie znana animozja pomiędzy bratem Pizarra, Hernando, a Diego de Almagro była tylko jednym z wielu zatargów wśród samych Hiszpanów. O upadku imperium Inków nie przesądziła wcale siła hiszpańskich najeźdźców, ale raczej słabość samego imperium.

Jak dowodzą po dziś dzień pozostałości Pachacamac, Cuzco i Machu Picchu, władcy Inków rządzili ważną i dobrze wykształconą cywilizacją, którą sami nazywali Tahuantinsuyu. Przez mniej więcej stulecie sprawowali oni kontrolę nad położonym w Andach terytorium zajmującym ponad 22,5 tysiąca kilometrów kwadratowych, zamieszkanym przez ludność liczącą według dzisiejszych szacunków od pięciu do dziesięciu milionów. Ich górskie królestwo spajała cała sieć dróg, schodów i mostów, z których wiele wciąż nadaje się do użycia[1]. Rolnictwo, oparte na pozyskiwaniu wełny lam i uprawie ziemniaków, w pełni zaspokajało wszelkie ich potrzeby. Społeczeństwo Inków było zatem stosunkowo zamożne, nie brakowało mu też złota i srebra, choć używano ich nie jako waluty, lecz do celów ozdobnych i dekoracyjnych. Ponadto Inkowie stosowali także ciekawy system prowadzenia księgowości i zapisów urzędowych, zwany quipucamayoc (paciorki na sznurkach)[2]. Charakter inkaskich rządów był ściśle hierarchiczny. Wyznawany tam kult słońca łączono ze składaniem ofiar z ludzi oraz drakońskimi karami dla nieposłusznych. Arystokracja korzystała z nadwyżek wypracowywanych przez miejscową klasę „helotów”. Nie była to z pewnością cywilizacja równie wyrafinowana jak ta chińska: nie wypracowała choćby pisanego języka, a zatem również i literatury czy kodeksów prawniczych[3], a mimo to wydaje się, że mogąc liczyć wyłącznie na siebie, Pizarro i jego ludzie nie mieliby najmniejszych szans zniwelować choćby przewagi liczebnej Inków, która pod Cajamarcą wynosiła z grubsza 240 do 1. Decydujące dla ostatecznej porażki Inków okazały się jednak dwie ich słabości. Po pierwsze, i najważniejsze, był to zupełny brak odporności na ospę wietrzną, dosłownie dziesiątkującą całą rdzenną ludność, a rozprzestrzeniającą się na południe nawet szybciej od samych Hiszpanów, którzy zawlekli ją do Nowego Świata. Po drugie, w czasie najazdu Hiszpanów w łonie królestwa Inków istniał poważny rozłam: Atahualpa toczył wówczas regularną wojnę o sukcesję ze swoim przyrodnim bratem Huáscarem, jako że każdy z nich rościł sobie prawa do nazywania się jedynym prawowitym spadkobiercą inkaskiego władcy Huayny Cápaca. Pizarro nie miał więc żadnych trudności z pozyskaniem wśród miejscowej ludności pomocników i popleczników.

Czy jednak „podbój” jest w ogóle właściwym terminem na określenie tego, co nastąpiło później? Nie ma żadnych wątpliwości, że Pizarro zdołał upokorzyć, obrabować, a w końcu zamordować Atahualpę, jak również zdławić rewoltę Manco Inki w 1536 roku, które to wypadki z dużym talentem odmalował Felipe Guaman Poma de Ayala w swojej Primer nueva corónica y buen gobierno (1600–1615). Wystarczy wszakże przyjrzeć się tylko długiemu nazwisku autora tegoż dzieła, zawierającemu człony hiszpańskie, ale także elementy języka Inków, by domyślić się, że historia ta nie była wcale taka prosta. W odróżnieniu od Ameryki Północnej, gdzie rdzenna ludność była o wiele mniej liczna, wobec czego europejskim osadnikom znacznie łatwiej było ją zdominować, w Ameryce Południowej nakazem chwili było łączenie się z wrogiem. Dla przykładu Francisco Pizarro wziął sobie jako kochankę ulubioną siostrę Atahualpy, którą ten oddał mu ostatecznie za żonę. Po śmierci Pizzara poślubiła ona innego Hiszpana nazwiskiem Ampuero i wyjechała z nim do Hiszpanii, zabierając ze sobą córkę, Franciscę, która później została prawnie uznana na mocy królewskiego dekretu. Owa Francisca Pizarro Yupanqui wyszła następnie w Hiszpanii za mąż za swojego wuja Hernanda Pizarra w październiku 1537 roku. Sam Pizarro miał i syna, imieniem Francisco, ale on nigdy nie został prawnie uznany, bo urodziła go żona Atahualpy, która również była kochanką najeźdźcy. Cała ta sekwencja wydarzeń była dość typowa dla pierwszego pokolenia konkwistadorów, stanowiła bowiem poręczny sposób ustanowienia nowej „multikulturowej sieci rodzinnej” mającej legitymizować ich centralną pozycję w systemach hierarchicznych, które przejmowali (zob. ilustracja 11). Być może zatem lepszym terminem od podboju byłoby tutaj „dokooptowanie”. (Najbardziej znany kronikarz hiszpańskiej inwazji, Garcilaso de la Vega, sam był synem jednego z konkwistadorów i pewnej inkaskiej księżniczki nazwiskiem Palla Chimpu Ocllo)[4]. Podobną strategię stosowali zresztą także inni europejscy osadnicy w Nowym Świecie, w tym na przykład francuscy farmerzy i handlarze skórami, którzy zjawiali się w okolicach Kaskaskia w stanie Illinois na samym początku XVIII wieku[5]. Ci europejscy „zdobywcy” nie tylko przejmowali istniejące systemy administracji i zarządzania ziemią, ale również stopniowo wtapiali się genetycznie w rdzenne społeczności[6].

11. Sieć „podboju”: wżenianie się konkwistadorów w elitarne rodziny azteckie i inkaskie.

Plik w większej rozdzielczości do zobaczenia tutaj.

W Ameryce Południowej jednakże takie podejście zaowocowało na dłuższą metę wcale nie wykształceniem się kultury akceptującej fakt genetycznego wymieszania[7], ale raczej takiej, która klasyfikuje ludzi wedle „czystości krwi” (limpieza de sangre). Koncepcję tę przywieźli do Nowego Świata Hiszpanie, a była ona pokłosiem wcześniejszych fal wypędzeń z ich kraju najpierw Maurów, a następnie Żydów. Takie klasyfikacje kastowe, które możemy prześledzić choćby w osiemnastowiecznym malarstwie z Nowej Hiszpanii, przybierały początkowo kształt mniej lub bardziej oczywisty – De espańol e yndia nace mestizo („Z Hiszpana i Indianki rodzi się Metys”), De espańol y negra sale mulato („Z Hiszpana i Murzynki powstaje Mulat”) – by z czasem przechodzić w formy coraz bardziej dziwaczne. Oto na przykład łącząc Hiszpana z Mulatką, otrzymywało się ponoć morisco (moryska albo małego Maura, które to miano nadawano wcześniej w Hiszpanii byłym muzułmanom nawracającym się w wyniku rekonkwisty na chrześcijaństwo). Z kolei ze związku Mulata z Indianką miał się urodzić Calpamulato. Pośród innych wariantów przedstawionych w cyklu szesnastu obrazów namalowanych w 1770 roku przez meksykańskiego artystę José Joaquína Magóna znalazły się również lobo (dosłownie „wilk”), cambuja, sambahiga, cuarteron, coyote czy albarazado. Istniała nawet osobna kategoria określana jako tente en el aire (tj. „zawieszony w powietrzu”)[8]. Liczba odrębnych fenotypów w tego rodzaju klasyfikacjach z reguły wahała się od szesnastu do dwudziestu, ale niektóre źródła z początków XIX wieku wyszczególniają ich nawet ponad sto. Taki system kastowy wydaje się dziś interesujący głównie z punktu widzenia antropologicznego, jednak w chwili, kiedy go tworzono, stanowił pewnego rodzaju próbę wprowadzenia w życie ówczesnych teorii dziedziczenia. Mimo że przewidziano w nim możliwość „oczyszczenia” – Metyska mogła, po poślubieniu czystej krwi Hiszpana, urodzić castizę, która z kolei ponownie po poślubieniu Hiszpana mogła wydać na świat takiegoż Hiszpana – system jako całość pomyślany został (choć formalnie nigdy nie włączono go do kolonialnych kodeksów prawnych) jako narzędzie dyskryminacji tych, których hiszpański rodowód był słaby albo zgoła żaden. Był to zatem nowy rodzaj hierarchii wprowadzanej w gąszczu mieszanych małżeństw, jakim stała się Ameryka po podboju przez Hiszpanów.

 

16

Kiedy Gutenberg spotkał Lutra

Iberyjska sieć odkrywców i zdobywców to jedna z dwóch sieci, które odmieniły obraz świata w epoce wczesnej nowożytności. Mniej więcej w tym samym czasie w Europie Środkowej pewna nowa technologia posłużyła do wzniecenia ogromnego zamętu religijnego i politycznego, znanego dziś jako reformacja, a zarazem położyła podwaliny pod rewolucję naukową, oświecenie, a także wiele innych zjawisk, które nierzadko stały w sprzeczności z pierwotnymi założeniami reformacji. Druk, bo o nim tu mowa, istniał już wprawdzie w Chinach na długo przed XV stuleciem, ale żadnemu chińskiemu drukarzowi nigdy nie udało się osiągnąć tego, czego dokonał Johannes Gutenberg – stworzyć całkowicie nowy sektor gospodarki. Swoją pierwszą prasę drukarską Gutenberg opracował w Moguncji między 1446 rokiem a 1450. Ta nowa technika posługiwania się ruchomymi czcionkami została następnie błyskawicznie rozpropagowana wśród uzdolnionych Niemców mieszkających w najbliższym sąsiedztwie Moguncji (a potem kolejnych, w koncentrycznych kręgach ześrodkowanych na tym mieście), jako że z ekonomicznego punktu widzenia taniej było korzystać z usług licznych lokalnych drukarzy, aniżeli polegać na scentralizowanej produkcji, a to ze względu na wysoki koszt transportowania materiałów do druku. Do 1467 roku Ulrich Hahn zorganizował pierwszą drukarnię w Rzymie. Sześć lat później Heinrich Botel i Georg von Holz otworzyli warsztat drukarski w Barcelonie. W 1475 roku Hans Wurster zaczął drukować w Modenie. Z kolei do 1496 roku Hans Pegnitzer i Meinard Ungat uruchomili drukarnię w Granadzie – zaledwie cztery lata po tym, jak Muhammad XII, ostatni z monarchów z dynastii Nasrydów, złożył w Alhambrze kapitulację na ręce chrześcijańskich królów Ferdynanda i Izabeli. Do 1500 roku już w około jednej piątej miast szwajcarskich, duńskich, holenderskich i niemieckich funkcjonowały prasy drukarskie[1]. Anglia, która początkowo została nieco w tyle, szybko nadrabiała zaległości. W 1495 roku w całym tym kraju ogłoszono drukiem zaledwie 18 książek. Do 1545 roku w Anglii istniało już 15 warsztatów drukarskich, a liczba drukowanych rocznie tytułów wzrosła do 119. Do 1695 roku natomiast z około 70 drukarni wychodziło łącznie 2092 tytułów.

Jest zatem całkiem możliwe, że gdyby nie Gutenberg, Luter pozostałby kolejnym z całej gamy heretyków, których Kościół rutynowo palił na stosach, jak choćby Jana Husa[2]. Jego słynnych 95 tez, skupiających się przede wszystkim na krytyce praktyk korupcyjnych w Kościele, takich jak sprzedaż odpustów, zawarte zostały początkowo w liście do arcybiskupa Moguncji wysłanym 31 października 1517 roku. Nie jest do końca jasne, czy Luter dodatkowo przybił kopię tych tez do drzwi kościoła Wszystkich Świętych w Wittenberdze, ale na dobrą sprawę nie ma to większego znaczenia. Taki sposób ogłaszania ważnych spraw już od jakiegoś czasu był bowiem wówczas przestarzały. W ciągu kilku miesięcy rozmaite wersje oryginalnego łacińskiego tekstu Lutra ukazały się drukiem w Bazylei, Lipsku i Norymberdze. Do czasu, kiedy Luter został oficjalnie potępiony jako heretyk na mocy edyktu z Wormacji z 1521 roku, jego pisma krążyły już po całej niemieckojęzycznej Europie. We współpracy z artystą Lucasem Cranachem i złotnikiem Christianem Döringiem Luter zrewolucjonizował nie tylko zachodnie chrześcijaństwo, ale również techniki komunikacyjne. W XVI wieku niemieccy drukarze opublikowali niemal pięć tysięcy wydań dzieł Lutra, do których należy dodać kolejne trzy tysiące edycji innych projektów wydawniczych, w które był on zaangażowany, takich choćby jak Biblia Lutra. Spośród tych 4790 wydań blisko 80 procent ukazało się w języku niemieckim, nie zaś po łacinie, ówczesnej lingua franca całej elity kościelnej[3]. Druk okazał się zatem elementem kluczowym dla sukcesu, jaki odniosła reformacja. Miasta posiadające co najmniej jedną prasę drukarską w 1500 roku były dużo bardziej skłonne do przyjmowania protestantyzmu od miast nieznających jeszcze druku. Największe postępy protestantyzm czynił jednak w tych miastach, w których funkcjonowało wiele rywalizujących ze sobą warsztatów drukarskich[4].

Prasę drukarską najzupełniej słusznie określono mianem „decydującego punktu bez odwrotu w historii ludzkości”[5]. Reformacja uruchomiła falę religijnego buntu przeciwko władzy Kościoła rzymskokatolickiego. W miarę jak się on rozlewał – początkowo wśród reformatorsko usposobionego kleru, następnie w środowiskach elit akademickich i miejskich, by wreszcie dotrzeć nawet do niepiśmiennych chłopów – wprowadził najpierw Niemcy, a później już całą północno-zachodnią Europę w okres wrzenia i napięć. W 1524 roku wybuchła wielka rewolta chłopska. Do 1531 roku nawróconych na protestantyzm książąt było już wystarczająco wielu, by mogli oni stworzyć sojusz (związek szmalkaldzki) wymierzony w Świętego Cesarza Rzymskiego Karola V. I choć wówczas protestanci okazali się jeszcze zbyt słabi, żeby odnieść zwycięstwo, to wystarczyło im sił na utrzymanie zasad reformacji w całym szeregu niemieckich księstw i terytoriów, a po zawarciu pokoju w Augsburgu (1555) udało im się przeforsować kluczową zasadę cuius regio, eius religio[19*] (przy czym samą tę nazwę wymyślił dopiero w 1582 roku niemiecki jurysta Joachim Stephani), która w praktyce dawała monarchom i książętom wolną rękę przy decydowaniu, czy ich poddani będą luteranami, czy też rzymskimi katolikami. Mimo to konflikt religijny nie przestawał tlić się ukradkiem, choć w nieco niższej temperaturze, by w końcu wybuchnąć ponownie z całą siłą podczas wojny trzydziestoletniej, która zamieniła niemal całą Europę Środkową w jedno wielkie pobojowisko.

Dopiero po zakończeniu tego długiego i krwawego konfliktu monarchiom europejskim udało się w miarę odzyskać kontrolę nad nowymi sektami protestanckimi, ale nigdy nie była to kontrola równie ścisła jak ta, którą sprawował wcześniej papież. Utrzymano wprawdzie cenzurę, była ona jednak trudna do wyegzekwowania, i nawet najbardziej obrazoburczy autorzy potrafili w końcu znaleźć kogoś, kto zechciał wydrukować ich prace. Przywrócenie dominacji rzymskiego katolicyzmu okazało się niemożliwe zwłaszcza w Europie Północno-Zachodniej – w Anglii, Szkocji czy Republice Holandii – i to nawet wówczas, gdy Rzym sam postanowił odwołać się do najnowszych zdobyczy technicznych oraz strategii sieciowych właśnie, używanych przez reformację, by wykorzystać wszystkie te innowacje przeciwko niej (oczywiście nie zrezygnowano z bardziej tradycyjnych sposobów wpływania na ludzkie umysły, takich jak okrutne tortury i kary, które w tych wiekach stanowiły silną broń w ręku Kościoła).

Dlaczego protestantyzm tak skutecznie opierał się wszystkim represjom? Jedna z możliwych odpowiedzi jest taka, że w miarę jak protestanckie sekty mnożyły się w całej północnej Europie, rozbudowywały one imponująco silne struktury sieciowe. Protestanci cierpieli liczne i ciężkie prześladowania w Anglii za panowania królowej Marii I, co upamiętnione zostało w dziełach takich jak Book of Martyrs (Księga męczenników) Johna Foxe’a. Można założyć, że 377 zdeklarowanych protestantów, którzy albo sami napisali do Foxe’a, albo otrzymali listy od niego, albo wreszcie doczekali się wzmianki w jego pismach bądź w innych źródłach pokrewnych, tworzyło silną sieć skupioną wokół kilku kluczowych „łączników”, to jest męczenników takich jak John Bradford, John Careless, Nicholas Ridley czy John Philpot[6]. Wyeliminowanie (przez egzekucję) co najmniej czternastu spośród dwudziestu najważniejszych węzłów (uszeregowanych według centralności pośrednictwa[20*]) niewątpliwie zmniejszyło stopień usieciowienia tych, którzy pozostali przy życiu, ale nie zniszczyło całej sieci, jako że w miejsce poprzednio ważnych postaci weszły inne, również dysponujące wysokim wskaźnikiem centralności pośrednictwa, w tym kurierzy roznoszący listy czy stronnicy finansujący sieć, tacy jak Augustine Berner i William Punt[7]. Trudno doprawdy o lepszy dowód na kryzys porządku hierarchicznego w XVI stuleciu niż te właśnie próżne wysiłki najstarszej córki Henryka VIII, zmierzające do zatrzymania religijnej rewolucji, którą tak nierozważnie puścił w ruch jej ojciec tylko po to, by móc rozwieść się z jej matką.

12. Sieć angielskich protestantów w przeddzień (po lewej) i zaraz po (po prawej) egzekucji Johna Bradforda w dniu 1 lipca 1555 roku. Śmierć Bradforda (duży węzeł w kolorze czarnym po lewej, a w kolorze szarym po prawej) odcięła od reszty sieci duży jej fragment skupiony wokół jego matki (węzły w kolorze białym po prawej).

Plik w większej rozdzielczości do zobaczenia tutaj.

Upłynęło właśnie pół tysiąclecia, odkąd portugalskie okręty zawinęły do wybrzeży Guangdong, a Luter przybił swoje tezy do drzwi kościoła Wszystkich Świętych w Wittenberdze. Świat w 1517 roku był światem rządzonym przez porządki hierarchiczne (choć na horyzoncie rysowały się już wielkie wstrząsy wywołane przez europejskich odkrywców i reformację). Zarówno chiński cesarz Zhengde, jak i inkaski władca Huayna Capac byli członkami globalnej elity despotów. W tymże 1517 roku osmański sułtan Selim I – znany też jako Selim Groźny – podbił Sułtanat Mameluków, państwo rozciągające się od Półwyspu Arabskiego po Syrię i od Palestyny aż po sam Egipt. Jeszcze dalej na wschód szach Isma’il z dynastii Safawidów panował nad rozległymi terytoriami obejmującymi cały dzisiejszy Iran i Azerbejdżan, a także południowy Dagestan, Armenię, Chorasan, wschodnią Anatolię i Mezopotamię. Z kolei na północy Karol I – spadkobierca rodów Habsburgów, Walezjuszy burgundzkich i Trastámara – który rządził już hiszpańskimi królestwami Aragonii i Kastylii, uzyskał panowanie nad Holandią, a w ciągu zaledwie dwóch lat – jako Karol V, sukcesor swojego dziadka Maksymiliana I – miał zostać obwołany Świętym Cesarzem Rzymskim. W samym zaś Rzymie papieżem został niedawno Leon X, drugi syn Wawrzyńca Wspaniałego (Lorenzo de Medici). W ówczesnej Francji panował Franciszek I, Anglią zaś rządził w równie absolutystyczny sposób Henryk VIII i to właśnie z jego kaprysu królestwo przyjęło reformację Lutra (choć bardzo wyrywkowo i niekonsekwentnie). Jak już się przekonaliśmy, hierarchia to na dobrą sprawę specyficzny rodzaj sieci, w której maksymalnie silną pozycję ma centralny węzeł zarządzający. Dobrą ilustracją tej tezy jest sieć społeczna, jaka wyłania się z oficjalnych dokumentów z epoki panowania Tudorów, wśród których odnajdujemy między innymi listy od ponad dwudziestu tysięcy ludzi. Za rządów Henryka VIII osobą o najwyższej centralności stopnia wydawał się Thomas Cromwell (najważniejszy sekretarz królewski, Lord Tajnej Pieczęci i Kanclerz Skarbu), który korespondował z 2149 ludźmi, po nim zaś następował sam król (1134), a wreszcie kardynał Thomas Wolsey, jego Lord Kanclerz (682). Jeśli jednak rozpatrywać rzecz w kategoriach centralności pośrednictwa, wówczas pierwsze miejsce zajmował już król[8].

Uderzającą cechą całego tego hierarchicznego świata było to, jak podobnie wyglądało egzekwowanie władzy we wszystkich wymienionych powyżej imperiach oraz królestwach, i to pomimo że związki między krajami europejskimi a pozaeuropejskimi były wówczas bardzo słabe lub żadne. (Poza Europą, gdzie monarchowie bezustannie rywalizowali ze sobą w wojnach i dyplomacji o dynastyczny prymat, nie istniała charakterystyczna dla naszego kontynentu sieć despotów). Selim Groźny zyskał sobie złą sławę bezwzględnością wobec własnych wezyrów, których kazał ściąć tak wielu, że powiedzenie: „Obyś został wezyrem Selima” weszło do języka tureckiego jako przekleństwo i złorzeczenie. Analogiczne okrucieństwo okazywał swoim ministrom (i małżonkom) Henryk VIII. Liczne podobieństwa do niego przejawiał wielki książę moskiewski Wasyl III, który regularnie wydawał wyroki śmierci na swoich co potężniejszych dworzan, a nawet – dokładnie jak Henryk – rozwiódł się z pierwszą żoną, gdyż ta nie mogła dać mu syna. Kiedy w Afryce Wschodniej cesarz etiopski Dawid II toczył wojnę przeciwko muzułmańskiemu Sułtanatowi Adal, nie przebiegała ona zasadniczo odmiennie od konfliktów między władcami chrześcijańskimi a muzułmańskimi, które regularnie wybuchały w różnych punktach basenu Morza Śródziemnego. Współcześni historycy przyjmują, że w świecie z 1517 roku istniało nieco ponad trzydzieści cesarstw, królestw i dużych księstw, których rozmiary i spójność wewnętrzna pozwalały traktować je jako odrębne organizmy państwowe. We wszystkich z nich – nawet w jedynej w tym gronie republice, to jest Wenecji – władza skoncentrowana była w rękach pojedynczego człowieka, zwykle mężczyzny (jedyną rządzącą w tym roku kobietą na świecie była królowa Kastylii Joanna). Niektórzy królowie odziedziczyli swoje trony, inni zajęli je w wyniku elekcji (które jednak miały niewiele wspólnego z dzisiejszymi demokratycznymi wyborami). Jeszcze inni, jak Jungjong Joseon (w Korei), doszli do władzy przemocą. W całym tym gronie byli zarówno władcy bardzo młodzi (najmłodszy z nich, król Szkocji Jakub V, miał w 1517 roku zaledwie pięć lat), jak i bardzo starzy (Zygmunt I, król Polski i wielki książę litewski, dożył aż osiemdziesięciu jeden lat). Władza kilku z nich była raczej słaba, a wyróżnia się tu zwłaszcza cesarz Japonii Go-Kashiwabara, którego krajem faktycznie rządził wówczas potężny szogun Ashikaga Yoshiki. Różnie wyglądały także względne wpływy rozmaitych możnych właścicieli ziemskich w poszczególnych królestwach. W niektórych z nich, jak w Ryukyu za panowania Sho Shina, władza centralna potrafiła sobie z nimi radzić. W innych – zwłaszcza w Szkocji – wciąż dochodziło do buntów i konfliktów. Tak czy inaczej, w zdecydowanej większości wczesnonowożytnych monarchii król cieszył się władzą osobistą – w tym również możliwością decydowania o życiu i śmierci swoich poddanych – na tyle nieskrępowaną, że dziś podobną zaobserwować można już tylko w kilku nielicznych państwach Azji Środkowej i Wschodniej. A ówcześni azjatyccy autokraci – tacy jak Krishnadevaraya, cesarz Widźajanagaru, najpotężniejszy z hinduskich władców w Indiach z początków XVI stulecia – mimo oddalenia o tysiące kilometrów od swoich odpowiedników z renesansowej Europy zachowywali się w sposób uderzająco podobny do nich, szczycąc się umiejętnościami w sztuce wojennej i talentami w zakresie rozsądzania sporów albo patronując sztuce i literaturze.

 

Ale wraz z początkiem XVI wieku ten hierarchiczny świat został zaatakowany, i to z dwóch różnych stron, przez rewolucyjne sieci. Po pierwsze, z Europy Zachodniej wypłynęli we wszystkie strony globu liczni „odkrywcy” i „zdobywcy”, którzy dzięki mistrzowskiemu opanowaniu technik nawigacji i silnej motywacji finansowej stopniowo zmieniali obraz zastanego na innych kontynentach świata. Dokonali tego, albo doprowadzając do upadku wszystkich istniejących dotąd władców, jak działo się to w Amerykach (tu przyszły im z pomocą patogeny, które nieświadomie zabrali ze sobą z ojczyzny), albo ustanawiając globalną sieć ufortyfikowanych placówek handlowych (te wprawdzie wolniej, ale równie nieubłaganie naruszały suwerenność lokalnych reżimów, jak to się stało w Azji i w Afryce). Jednocześnie zaś – dzięki szybkiemu rozprzestrzenianiu się za pomocą druku, a nie tylko przez tradycyjne kazania – ustalony porządek świata burzyć zaczął religijny wirus znany jako protestantyzm, który błyskawicznie zagroził hierarchii kościelnej czerpiącej swoją legitymizację jeszcze od św. Piotra. Konsekwencje reformacji były rzecz jasna odczuwane początkowo tylko w Europie, przyniosły tu jednak doprawdy straszliwe żniwo[9].

Wojny religijne z dużą regularnością nawiedzały Stary Kontynent w latach 1524–1648, a w licznych konfliktach zbrojnych między królestwami, ale także w obrębie ich granic, ginęło coraz więcej ludzi. Autorytet Rzymu został nadszarpnięty na tyle skutecznie, że na północy Europy doszło do prawdziwej epidemii religijnych innowacji: luteranie z wyznania reformatorskiego już wkrótce sami stali się obrońcami „starego porządku”, bo wyzwanie rzucili im kalwiniści i ewangelicy (zwinglianie), którzy nie zgadzali się z głoszonym przez Lutra dogmatem, że konsekrowane podczas rytuału komunii świętej chleb i wino są w rzeczywistości ciałem i krwią Chrystusa. W odróżnieniu jednak od wcześniejszych schizm w łonie chrześcijaństwa (spór z arianami w IV wieku, wielki rozdział między chrześcijaństwem zachodnim a wschodnim w 1054 roku, okres rywalizacji papieży w latach 1378–1417), owe podziały w ramach reformacji miały tendencję do dalszego mnożenia się i można by wręcz rzec, że taka „fragmentaryzacja” szybko stała się jedną z jej cech charakterystycznych. Przypadkiem ekstremalnym wydają się anabaptyści, którzy utrzymywali, że chrzest winien być rytuałem świadomym i dobrowolnym, wobec czego nie należy mu poddawać dzieci, jako że są na to zbyt młode. W lutym 1534 roku grupa anabaptystów pod przywództwem Johanna Bockelsona (Jana z Lejdy) i Jana Matthijsa przejęła władzę w westfalskim mieście Münster i ustanowiła tam coś na kształt „państwa chrześcijańskiego”: radykalnie egalitarny, ikonoklastyczny i teokratyczny reżim oparty w założeniach na dosłownym przestrzeganiu nakazów biblijnych. Spaliwszy wszystkie książki poza egzemplarzami biblii, anabaptyści ogłosili powstanie „Nowej Jerozolimy”, zalegalizowali wielożeństwo i podjęli przygotowania do wydania wojny wszystkim niewiernym, w oczekiwaniu na Drugie Przyjście Chrystusa. Do połowy XVII stulecia liczne rywalizujące ze sobą sekty powstały również w Anglii, wyrastając głównie na gruncie sprzeciwu wobec anglikanizmu, starającego się znaleźć „złoty środek” między luteranizmem a katolicyzmem. Pośród wszystkich tych protestanckich dysydentów godni odnotowania są zwłaszcza: fifth monarchists (nazwa pochodzi od proroctwa z Księgi Daniela mówiącego o tym, że po czterech starożytnych monarchiach nadejdzie wreszcie Królestwo Chrystusa), muggletonianie (od nazwiska Lodowicke’a Muggletona, jednego z dwóch londyńskich krawców, którzy ogłosili się ostatnimi prorokami zapowiedzianymi w Apokalipsie św. Jana), kwakrzy (quakers, tj. drżący, gdyż „drżeli na dźwięk słowa Pan”) i rantersi (ranters, tj. „perorujący”, jako że ich obrzędy miały ponoć charakter bardzo głośny i mocno hedonistyczny).

Czy reformacja zakończyła się katastrofą? Do roku 1648, czyli daty podpisania pokoju westfalskiego[21*] (zob. wklejka, il. 9), bez wątpienia można zapisać na jej konto szokującą wręcz liczbę nierzadko okrutnych i gwałtownych śmierci. Na Wyspach Brytyjskich doprowadziła ostatecznie do politycznej rewolucji. Zaczęła się ona, według jednej z dość innowacyjnych interpretacji, w rezultacie machinacji księcia Bedford oraz purytańskiego (to jest skrajnie protestanckiego) księcia Warwick, którzy – każdy z osobna – starali się ograniczyć władzę króla Karola I z powodów tyleż politycznych, co religijnych. Ta arystokratyczna „junta” aspirowała nie tyle do wywołania jakiejś religijnej rewolucji, ile do ograniczenia uprawnień angielskiego króla w taki sposób, by dysponował on władzą niewiele większą od tej, jaką sprawował wenecki doża, a więc był całkowicie podporządkowany swoim oligarchom[10]. Kiedy utarczki z 1642 roku między „dworem” a „krajem” – ale również między Anglią, Szkocją i Irlandią – przekształciły się w regularną wojnę domową, król znalazł się na przegranej pozycji. Po jego egzekucji 30 stycznia 1649 roku Anglię ogłoszono Wspólnotą (Commonwealth), a więc republiką. Zgodnie z przewidywaniami klasycznej politologii taki stan nie mógł jednak utrzymać się zbyt długo. I rzeczywiście w 1653 roku Armia Nowego Wzoru (New Model Army) rozwiązała tak zwany parlament kadłubowy i ogłosiła Olivera Cromwella Lordem Protektorem. Także i ta instytucja miała krótki żywot: w maju 1660 roku, zaledwie dwa lata po śmierci Cromwella, nowy parlament ogłosił, że prawowitym królem jest Karol II i że był nim już od momentu egzekucji swojego ojca. W wojnie domowej tylko na terenie Anglii i Walii straciło życie około stu tysięcy ludzi. Śmiertelność była prawdopodobnie nawet wyższa w Szkocji, a znacznie wyższa w Irlandii. W tej ostatniej straty w ludziach w stosunku do całej populacji były prawdopodobnie większe niż podczas wielkiego głodu z lat czterdziestych XIX wieku, a z całą pewnością dorównywały stratom w Niemczech w czasie wojny trzydziestoletniej.