Rozmowy z Bogiem. Księga 3

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ma ono nader wzniosły charakter. Staje się wkrótce wysoce pożądanym doświadczeniem. Nie zatraca się jednak apetytu na obniżanie energii, na pierwotne namiętności – i nie powinno. Gdyż wyższe nie może istnieć bez niższego – jak to wielokrotnie podkreślałem. Kiedy się wzniesiesz, musisz zejść na dół, aby móc ponownie doświadczyć przyjemności wznoszenia się do góry.

Na tym polega święty rytm życia. Nie ogranicza się on jednak do krążenia energii wewnątrz waszego ciała. Podlega mu również ruch energii w obrębie Boskiego Ciała.

Wcielacie się jako niższe formy, następnie rozwijacie wyższe stany świadomości. W ten sposób wznosicie energię w Boskim Ciele na wyższy poziom. Stanowicie tę energię. A gdy dotrzecie na sam szczyt, doświadczacie go w całej pełni, potem decydujecie, czego następnie doświadczyć i gdzie się udać w obrębie świata względności, aby tego doświadczyć.

Być może zechcesz doświadczyć stawania się sobą, swą prawdziwą Jaźnią – to cudowne doznanie – i zaczniesz od początku wędrówkę po Kosmicznym Kole.

Czy to to samo co „krąg karmiczny”?

Nie. „Krąg karmiczny” nie istnieje. Przynajmniej nie w takiej postaci, jak go przedstawiacie. Wielu z was uważa, że to nie koło, lecz rodzaj kieratu, w którym spłacacie długi z przeszłości i mężnie wystrzegacie się popadnięcia w nowe. To właśnie rozumie się na ogół przez „krąg karmiczny”. Nie odbiega to specjalnie od określonej teologii Zachodu, gdyż w obu ujęciach jesteś niegodnym grzesznikiem, usiłującym się oczyścić, aby móc dostąpić następnego poziomu duchowego.

Doświadczenie zaś, jakie mam na myśli, nazywam Kosmicznym Kołem, nie ma bowiem nic ze spłacania długów, kary czy „oczyszczania” niegodziwości. Opisuje ono ostateczną rzeczywistość czy przebieg rozwoju wszechświata.

To cykl życia, czy też Proces przez duże „p”. Oddaje on naturę rzeczy, brak początku i końca; szlak wiodący ku wszystkiemu i z powrotem, po którym radośnie wędruje dusza przez wieczność.

To święty rytm wszelkiego życia, na podstawie którego krąży Energia Boga.

Niech mnie, to dopiero! Nigdy przedtem nikt tak jasno mi tego nie wyłożył! Nigdy nie rozumiałem tego z taką jasnością.

Z zamiarem nabrania jasności przystąpiłeś do tego dialogu. Na tym polega cel tego przedsięwzięcia. Cieszę się więc, że spełnia swoje zadanie.

Tak naprawdę nie ma podziału na „wyższe” i „niższe” miejsca na Kosmicznym Kole. Nie może być. Przecież to koło, a nie drabina.

Znakomicie to ująłeś. Trafnie i obrazowo. Dlatego też nie potępiaj tak zwanych niskich, podstawowych, zwierzęcych instynktów u człowieka, lecz chwal je, szanuj, gdyż dzięki nim i za ich pośrednictwem odnajdziesz drogę do domu.

To uwolni zapewne sporo osób od poczucia winy na tle seksu.

Tyle razy powtarzałem tu – bawcie się, bawcie, bawcie seksem – i wszystkim w życiu!

Mieszajcie to, co zwiecie świętym, ze świętokradczym, albowiem zanim dojrzycie w waszych ołtarzach wyborne miejsce do uprawiania miłości, a w waszych sypialniach pierwszorzędne miejsce kultu, będziecie błądzić w ciemnościach.

Sądzicie, że seks i Bóg to dwie odrębne sprawy? Mylicie się. Jestem w waszej sypialni co noc!

Więc śmiało! Mieszajcie to, co wszeteczne, z wzniosłym – aż zobaczycie, że niczym się nie różnią, i doświadczycie Jedności we Wszystkim. Gdy będziecie postępować w swym rozwoju, przekonacie się, że wcale nie wyrzekacie się seksu, lecz po prostu radujecie się nim na wyższym poziomie. Gdyż całość życia to Synergistyczna EKSpresja – SEKS.

Gdy to zrozumiesz, pojmiesz wszystko, jeśli chodzi o życie. I jego koniec – który nazywacie „śmiercią”. W chwili śmierci przekonasz się, że nie wyrzekasz się życia, lecz po prostu radujesz się nim na wyższym poziomie.

Kiedy przestaniesz wreszcie dostrzegać podział w Boskim Świecie – na to, co jest Bogiem, i co Nim nie jest – wtedy odrzucisz ten ludzki wymysł, który nazwaliście Szatanem.

Jeśli Szatan istnieje, to tylko jako myśl, iż jesteś ode Mnie oddzielony. Nie możesz istnieć oddzielnie, gdyż Ja Jestem Wszystkim, Co Jest.

Diabła wynaleziono po to, aby zmusić ludzi do uległości, pod groźbą odsunięcia od Boga, gdyby się sprzeciwiali. Posługiwano się taktyką przerażenia, wizją zatracenia w wiecznym ogniu piekielnym. Lecz teraz nie potrzebujecie się obawiać. Albowiem nic was nie może oddzielić ode Mnie.

Ty i Ja jesteśmy Jednym. Nie może być inaczej, skoro Jestem Tym, Kim Jestem: Wszystkim, Co Jest.

Po cóż miałbym skazywać siebie na potępienie? I jak miałbym to uczynić? Jak mógłbym odłączyć się ode Mnie, skoro Jestem Wszystkim, Co Jest, niczego innego nie ma?

Moim celem jest rozwój, nie potępianie; wzrastanie, nie obumieranie; doświadczanie, nie przekreślanie doświadczenia. Moim celem jest Być, a nie przestać Być.

Nijak nie mogę oddzielić się od ciebie – i wszystkiego innego. „Piekło” to nieznajomość tej prawdy. „Zbawienie” to jej poznanie i pełne zrozumienie. Jesteś zbawiony. Nie martw się swoim losem „po śmierci”.

3

Czy moglibyśmy porozmawiać o śmierci? Zapowiadałeś, że trzecia część „Rozmów” dotyczyć będzie prawd wyższych, uniwersalnych. Do tej pory niewiele miejsca poświęciliśmy w naszych rozważaniach śmierci – i temu, co dzieje się potem. Zajmijmy się tym zagadnieniem teraz.

Nie mam nic przeciwko temu. Co chciałbyś wiedzieć?

Co się dzieje, kiedy się umiera?

A co wybierasz?

Chcesz powiedzieć, że przytrafia mi się to, co postanowię?

A czy myślisz, że tylko dlatego, że umierasz, przestajesz tworzyć?

Nie wiem. Dlatego pytam.

Słusznie. (Przy okazji, wiesz, tylko jak widać, zapomniałeś – i bardzo dobrze. Wszystko poszło zgodnie z planem).

Kiedy umierasz, nie przestajesz tworzyć. Czy to jasne?

Tak.

Cieszę się.

A tworzyć nie przestajesz, ponieważ wcale nie umierasz. Nie możesz umrzeć. Jesteś samym życiem. Życie nie może być „nieżyciem”. Dlatego umrzeć nie możesz. Zatem w chwili śmierci… żyjesz dalej.

Stąd właśnie ci, którzy „umarli”, nie wierzą w to – ponieważ nie doświadczają tego, że są martwi. Wręcz przeciwnie, czują się (bo są) nad wyraz żywi. I ogarnia ich zamęt.

Jaźń dostrzega być może leżące, poskręcane ciało, zupełnie nieruchome, lecz Ona sama nagle przenosi się z miejsca na miejsce. Ma wrażenie, że lata po całym pokoju, potem zaś, że jest wszędzie naraz. A gdy zapragnie jakiegoś określonego punktu widzenia, zaraz go doświadcza.

Gdy dusza (jak będziemy odtąd nazywać Jaźń) zdziwi się: „Dlaczego moje ciało się nie rusza?”, znajdzie się tuż nad ciałem, przyglądając się z ciekawością jego bezruchowi.

Gdy ktoś wejdzie do pokoju i dusza pomyśli: „Kto to taki?” – natychmiast jest przy niej.

W ten sposób dusza błyskawicznie się uczy, że może dotrzeć Wszędzie – z prędkością swej myśli.

Przepełnia ją uczucie niewiarygodnej swobody i lekkości, mija trochę czasu, zanim „oswoi się” ona z nowo odkrytą zdolnością podążania za każdą myślą.

Jeśli osoba ta ma dzieci i pomyśli o nich, dusza od razu do nich trafia, gdziekolwiek by były. Dusza przekonuje się, że nie tylko potrafi docierać, gdzie tylko zapragnie, z prędkością myśli, ale może też być w dwóch miejscach jednocześnie. Albo w trzech. Lub pięciu.

Może istnieć, prowadzić ogląd oraz działania we wszystkich tych miejscach równocześnie – bez trudu i bez zamętu. I przez zwykłą zmianę swojego „ogniska” może znów połączyć się w jedno.

Dusza przypomina sobie w następnym życiu, o czym warto byłoby pamiętać w obecnym – że wszelkie zjawiska są dziełem myśli, każdy przejaw skutkiem intencji.

To, na czym ogniskuję swoją uwagę, staje się dla mnie rzeczywistością.

Dokładnie. Cała różnica sprowadza się do tego, jak szybko doświadcza się skutków. W świecie fizycznym pomiędzy myślą a doświadczeniem pojawia się odstęp. W świecie ducha odstępu nie ma; wynik występuje natychmiast.

Dusze „świeżo odeszłe” z tego świata uczą się pilnie śledzić swoje myśli, ponieważ cokolwiek pomyślą, zaraz tego doznają.

Mówię „uczą się”, choć nie jest to precyzyjne określenie. „Przypominają sobie” byłoby odpowiedniejsze.

Gdyby dusze wcielone uczyły się kontrolować swe myśli tak sprawnie i szybko jak odcieleśnione, ich całe życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

W tworzeniu indywidualnej rzeczywistości o wszystkim decyduje kontrolowanie myśli czy, innymi słowy, modlitwa.

Modlitwa?

Kontrolowanie myśli stanowi najwyższą formę modlitwy. Dlatego myśl o rzeczach słusznych i godziwych. Wystrzegaj się mroku, czarnowidztwa i defetyzmu. I w czarnej godzinie – szczególnie wtedy – dostrzegaj tylko doskonałość, okazuj tylko wdzięczność i stawiaj przed sobą tylko następny przejaw doskonałości, jaki zamierzasz urzeczywistnić.

Oto recepta na spokój ducha. Oto przepis na radość.

To nieoceniona rada. Dzięki, że przekazałeś ją przeze mnie.

Dzięki, że siebie użyczyłeś. Czasami jesteś „czystszy”, bardziej otwarty – jak sitko, które właśnie przepłukano. Bardziej drożny.

Ładnie powiedziane.

Staram się.

Przypomnijmy więc: Uwolnione od ciała dusze szybko pamiętają o tym, że trzeba bacznie śledzić i kontrolować swoje myśli, ponieważ cokolwiek pomyślą, natychmiast urzeczywistniają.

Raz jeszcze powiadam, że to samo dotyczy dusz przebywających w ciele, tylko że wtedy wyniki nie występują natychmiast. I to właśnie odstęp „czasu” pomiędzy myślą a efektem – dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat – stwarza złudzenie, że rzeczy przydarzają się tobie, a nie z twojego powodu. To iluzja, ona sprawia, że zapominasz, iż jesteś przyczyną zdarzeń.

Wielokrotnie nadmieniałem, że zapomnienie to stanowi część planu. Element procesu. Albowiem nie możesz stworzyć siebie, dopóki nie zapomnisz, Kim Jesteś. Tak więc złudzenie odpowiedzialne za utratę pamięci ma swój cel.

 

Kiedy opuszczasz ciało, jest dla ciebie ogromnym zaskoczeniem natychmiastowy i oczywisty związek między twoimi myślami i twoimi tworami. To wstrząs, będący jednak źródłem radości płynącej z przypomnienia sobie, że jesteś czynnikiem sprawczym swego doświadczenia, nie odbiorcą skutków, jakie ono ze sobą niesie.

Dlaczego występuje takie opóźnienie między myślą i tworem, zanim umrzemy, i jego brak po śmierci?

Ponieważ działacie w obrębie iluzji czasu. Nie ma odstępu między myślą i tworem z dala od ciała, gdyż wtedy jesteś również daleko od wyznacznika czasu.

Innymi słowy, jak wielokrotnie mawiałeś, czas nie istnieje.

Nie w sposób, jaki go pojmujecie. Zjawisko „czasu” jest w istocie pochodną perspektywy.

Dlaczego istnieje, kiedy przebywamy w ciele?

Wyście o tym zadecydowali, przyjmując swą obecną perspektywę. Pozwala ona wam dużo dokładniej poznawać i badać doświadczenia, rozbijając je na pojedyncze składniki.

Życie jest zdarzeniem jednorazowym, dziejącym się w kosmosie właśnie teraz. Rozgrywa się całe, wszędzie.

Nie ma innego „czasu” niż teraźniejszość. Nie ma innego „miejsca” niż tutaj.

Tu i Teraz to Wszystko, Co Jest.

Lecz wy postanowiliście doświadczyć wspaniałości tego Tu i Teraz w najdrobniejszych szczegółach, doświadczyć swojej Jaźni jako twórcy tej rzeczywistości tu i teraz. Można to było osiągnąć dwojako. W czasie i przestrzeni.

Tak niesamowita była to myśl, że dosłownie wybuchnęliście z rozkoszy.

Ten wybuch z rozkoszy stworzył przestrzeń między waszymi cząstkami oraz czas, jaki trwało przebycie tej przestrzeni.

W ten sposób dosłownie rozdarliście się na strzępy, aby móc przyjrzeć się kawałkom. Można powiedzieć, że „pękliście”, taki był ubaw.

I od tej pory zbieracie siebie do kupy po kawałeczku.

Tak właśnie wygląda moje życie. Próbuję sklecić z jego okruchów sensowną całość.

I to właśnie czas umożliwił wam wyodrębnienie poszczególnych cząstek, podzielenie niepodzielnego, abyście mogli wyraźniej dostrzegać i pełniej doświadczać.

Kiedy spoglądasz na coś stałego przez mikroskop, na jakąś rzecz, widzisz, że wcale nie jest stała, lecz stanowi zlepek miliona rozmaitych efektów – różnych zjawisk dziejących się naraz i w ten sposób tworzących większą całość – podobnie wy posługujecie się czasem jako mikroskopem dla duszy.

Rozważ tę Przypowieść o Skale.

Była sobie kiedyś Skała, wypełniona niezliczonymi atomami, protonami, neutronami i innymi elementarnymi cząstkami materii. Cząstki te nieustannie się przemieszczały, tworząc wzorzec. Każda cząstka zmieniała swoje położenie, w jednej chwili była „tu”, w drugiej „tam”, a do przebycia odległości dzielącej te miejsca potrzebowała „czasu”. Mimo to cząstki poruszały się tak szybko, że sama Skała wydawała się nieruchoma. Po prostu sobie była. Stała, chłonąc słońce i deszcz, zupełnie nieporuszona. „Co to jest, co wewnątrz mnie tak się porusza?”, zapytała.

„To Ty”, odparł Głos z Oddali.

„Ja? – zdziwiła się Skała. – Przecież to niemożliwe. Ja stoję w miejscu. Każdy to widzi”.

„Owszem, z daleka – rzekł Głos. – Stamtąd wyglądasz, jakbyś była stała, nieruchoma. Lecz gdy się zbliżyć – przyjrzeć dokładnie temu, co naprawdę się dzieje – widać, że wszystko, co się składa na to, Czym Jesteś, jest w ciągłym ruchu. Mknie z niesamowitą prędkością w czasie i przestrzeni w określonym porządku, który tworzy Ciebie jako Skałę. Jesteś niczym zaczarowana! Ruszasz się i równocześnie stoisz nieruchomo”.

„Ale co jest złudzeniem? – dopytywała się Skała. – Jednolitość, bezruch Skały czy podzielność i ruch Jej cząstek?”.

Na co Głos odparł: „A co jest złudzeniem? Jednolitość, bezruch Boga? Czy podzielność i ruch Jego cząstek?”.

Powiadam ci: Na tej Skale zbuduję Swój kościół. Albowiem jest to Opoka dziejów. Odwieczna prawda, która przenika wszystko. Wyłożyłem ci ją tutaj, w tej przypowieści. Ot i cała Kosmologia.

Życie to szereg drobnych, niewiarygodnie prędkich poruszeń. Ruchy te nie wpływają na niewzruszony Byt Wszystkiego, Co Jest. Lecz jak w przypadku atomów skały, to ruch wytwarza tę nieruchomość.

Z tej odległości podziału nie ma. Nie może być, ponieważ Wszystko, Co Jest, to wszystko, co istnieje. Ja jestem Tym Nieporuszonym, który wszystko wprawia w ruch.

Jednak z waszego ograniczonego punktu widzenia, z którego oglądacie Wszystko, Co Jest, widzicie siebie oddzielnie, w oderwaniu, nie jeden byt nieruchomy, lecz mnóstwo, mnóstwo bytów w ciągłym ruchu.

Oba spostrzeżenia są poprawne. Obie rzeczywistości są prawdziwe.

A gdy „umieram”, wcale nie umieram, tylko przestawiam się na świadomość makrokosmosu – gdzie nie ma „czasu” ani „przestrzeni”, teraz i wtedy, przedtem i potem.

Właśnie. Widzę, że rozumiesz.

Zobaczmy, czy potrafię to zrekapitulować.

Śmiało.

Z perspektywy makro podział nie istnieje, „stamtąd” wszystkie poszczególne cząstki postrzegane są jako Całość.

Kiedy patrzysz na kamień pod nogami, widzisz kamień, tu i teraz, jako zamkniętą, doskonałą całość. Lecz w tym ułamku sekundy, kiedy kierujesz na niego swą uwagę, w jego wnętrzu dzieje się mnóstwo rzeczy – trwa niesamowity ruch, z niewiarygodną prędkością, cząstek tego kamienia. I co te cząstki robią? Tworzą ten kamień.

Patrząc na niego, nie dostrzegasz tego procesu. Nawet jeśli ogarniasz go intelektem, dla ciebie wszystko to odbywa się „teraz”. Kamień nie staje się kamieniem, on jest kamieniem – w tej chwili, przed twoimi oczami.

Lecz gdybyś miał świadomość jednej z cząstek atomu kamienia, doświadczyłbyś szalonego pędu, byłbyś „tu”, potem „tam”. A gdyby ktoś z zewnątrz oświadczył ci: „To wszystko odbywa się jednocześnie”, nazwałbyś go kłamcą lub szarlatanem.

Lecz z perspektywy oddalenia fałszywy wydawałby się pogląd, iż poszczególne cząstki kamienia są odrębne, a do tego poruszają się z zawrotną szybkością. Z tej odległości byłoby widać to, co z bliska jest niewidoczne – że wszystko stanowi Jedność i że wszystkie te ruchy razem wzięte niczego nie poruszyły.

Otóż to. Jak słusznie zauważyłeś, w życiu wszystko zależy od perspektywy. Jeśli zawsze będziesz miał tę prawdę przed oczami, zaczniesz pojmować Boską makrorzeczywistość. I odsłoni się przed tobą sekret całego wszechświata: Wszystko to jedno i to samo.

Wszechświat jest cząstką w ciele Boga!

Niewiele mijasz się z prawdą.

I do tej makrorzeczywistości powracamy w świadomości, kiedy, jak to się mówi, „umieramy”?

Tak. Lecz nawet ta makrorzeczywistość stanowi tylko mikrorzeczywistość jeszcze większej makrorzeczywistości i tak dalej, bez końca.

Jesteśmy Bogiem – „Tym, Co Jest” – nieustannie tworzący siebie, nieustannie będący, kim jesteśmy… aż przestajemy tym być i stajemy się czym innym.

Nawet skała nie będzie skałą zawsze, tak się tylko wydaje. Przedtem była czymś innym, co skamieniało w wyniku procesu trwającego setki tysięcy lat. Tak więc była kiedyś czymś innym i znowu będzie czymś innym.

Tak samo jest z tobą. Nie byłeś zawsze tym, kim jesteś teraz. I dziś, gdy stajesz w całej swej świetności, naprawdę jesteś „inny”.

O rety, to dopiero coś. Chciałem powiedzieć, że to zupełnie „wdechowe”. Nigdy przedtem nie słyszałem niczego takiego. Całą kosmologię życia przedstawiłeś tak przystępnie. To niesłychane.

Dziękuję ci. Doceniam twoje uznanie. Staram się, jak mogę.

Piekielnie dobrze ci idzie.

Tego chyba bym nie powiedział.

Ajajaj.

Żartowałem. Odrobina humoru tu nie zaszkodzi. Mnie nie można „obrazić”. Lecz twoi bracia często gorszą się w Moim imieniu.

Zauważyłem. Wracając do tematu, chyba wreszcie pojąłem.

Co mianowicie?

Wszystko zaczęło się od mojego jednego pytania: „Jak to możliwe, że «czas» istnieje, kiedy przebywamy w ciele, a znika, gdy dusza je opuszcza?”. Ty zaś, jak sądzę, w gruncie rzeczy mówisz, że „czas” to po prostu perspektywa; ani „istnieje”, ani „przestaje istnieć”, lecz gdy dusza zmienia swoją perspektywę, doświadczamy rzeczywistości inaczej.

Dokładnie to miałem na myśli!

Chodziło ci też o rzecz ważniejszą: w perspektywie makro dusza jest świadoma bezpośredniego związku między myśleniem i tworzeniem; między poglądami i doświadczeniami.

Tak. Na poziomie makro widzi się i skałę, i ruch wewnątrz skały. Ruchu atomów i wrażenia skały, jaki on wywołuje, nie dzieli żaden „czas”. Skała „jest”, gdy występuje ruch. Ponieważ występuje ruch. Tu przyczyna i skutek są równoczesne. Ruch przebiega, a skała jest, obie rzeczy naraz.

To właśnie uzmysławia sobie dusza w chwili tak zwanej śmierci. To tylko zmiana perspektywy. Dostrzegasz więcej i rozumiesz więcej.

Po śmierci nic już nie ogranicza twojego spojrzenia. Widzisz skałę i wnikasz w skałę. Najbardziej zawiłe i złożone zagadnienia życia wydadzą ci się jasne i przejrzyste.

Lecz będziesz miał przed sobą nowe tajemnice do zgłębiania. W miarę posuwania się po Kosmicznym Kole pojawiają się coraz to wyższe rzeczywistości, coraz to donioślejsze prawdy.

Lecz jeśli zapamiętasz to – perspektywa rodzi myśli, a z myśli rodzi się wszystko – jeśli będziesz pamiętał o tym, zanim opuścisz ciało, a nie dopiero potem, odmieni się całe twoje życie.

A myśli można kontrolować przez zmianę spojrzenia.

Właśnie. Spójrz inaczej, a zaczniesz myśleć o wszystkim inaczej. W ten sposób zapanujesz nad swoimi myślami, a to decyduje o całym twoim doświadczeniu.

Niektórzy nazywają to ciągłą modlitwą.

Wspominałeś to wcześniej. Nigdy tak nie podchodziłem do modlitwy.

Gdybyś przyjął, że kierowanie myślami, panowanie nad nimi stanowi najwyższą formę modlitwy, myślałbyś jedynie o rzeczach słusznych i godziwych. Wystrzegałbyś się mroku, czarnowidztwa i defetyzmu. I w czarnej godzinie – szczególnie wtedy – dostrzegałbyś tylko doskonałość.

Podkreślasz to raz po raz.

Daję wam narzędzia, za pomocą których możecie odmienić swoje życie. Powtarzam to, co najważniejsze, ponieważ powtarzanie sprzyja rozpoznaniu prawdy w potrzebie.

Wszystko, co się dzieje – cokolwiek miało, ma i będzie miało miejsce – stanowi zewnętrzny, fizyczny wyraz waszych najskrytszych myśli, wyborów, zapatrywań odnośnie do tego, Kim Jesteście i Kim Pragniecie Być. Dlatego też nie potępiaj tego, z czym się nie zgadzasz. Staraj się to zmienić, oraz warunki, które to zrodziły.

Dostrzegaj ciemność, lecz nie przeklinaj jej. Bądź raczej dla niej światłem, aby ją rozjaśnić. Niech blask twego światła wydobędzie z mroku tych, którzy w nim błądzą, abyście wszyscy mogli wreszcie ujrzeć, Kim Jesteście W Istocie.

Nie chowaj swego blasku pod korcem, lecz ponieś go w świat. Może on okazać się światłem, które prawdziwie oświeci świat.

Lśnijcie więc, lśnijcie! Niech godzina najczarniejszego zwątpienia stanie się waszym największym darem. A obdarowani w ten sposób przekażcie innym najcenniejszy dar: Ich samych.

To będzie twoje zadanie, twa radość – zwrócić ludziom ich samych. Nawet w ich najczarniejszej godzinie. Szczególnie wtedy.

Świat na ciebie czeka. Na uzdrowienie. Więc zacznij teraz. Tam, gdzie jesteś. Wiele możesz zdziałać.

Moje stado rozproszyło się. Trzeba odnaleźć owce. Przeto, jako dobrzy pasterze, przyprowadźcie je do Mnie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?