Włoskie love story

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4.

Praca w hotelu była o tyle przyjemniejsza niż na kempingu, że przebywający tu turyści nie potrzebowali ciągłego wymyślania im atrakcji, bo doskonale potrafili organizować sobie czas samodzielnie. Dzięki temu rezydenci opiekujący się grupami mieli więcej czasu wolnego albo po prostu byli do dyspozycji w ustalonych codziennie godzinach w razie potrzeby.

– To niesprawiedliwe. Wy sobie tutaj odpoczywacie, a my z Jackiem codziennie musimy organizować dzieciakom atrakcje! – powiedział z wyrzutem Radek, gdy po śniadaniu Ola spotkała go w drodze na swój dyżur.

– Nie przesadzaj. Pracujemy tak samo jak wy. Zresztą dotąd ci nie przeszkadzało, że zostałeś przydzielony do kempingu – odparła Ola.

– Może po prostu się nie uskarżałem.

– Z tego, co pamiętam, to sam zgłosiłeś się do pracy właśnie tam, bo powiedziałeś, że nie będziesz płaszczył tyłka przy basenie, tylko wolisz pograć z dzieciakami w siatkę albo urządzić im zawody w ping-ponga – oznajmiła Magda, która pojawiła się przy nich wraz z Sarą.

– Jeśli chcesz, możemy się jeszcze zamienić – zaproponowała Ola od niechcenia.

Radek tylko wzruszył ramionami.

– No właśnie, a może wcale nie chodzi o miejsce, a po prostu o Olkę? Co? Przyznaj się, Radziu! – zaśmiała się Sara.

– Dokładnie o to chodzi! – odparł uszczypliwie. – Skrycie kocham się w Oli i nie mogę znieść każdego kolejnego dnia bez jej obecności na kempingu, bez jej ataków śmiechu, bez widoku jej uśmiechniętej buzi i skąpanego w słońcu, ponętnego…

– Hola! – przerwała im te złośliwości główna zainteresowana i zgromiła spojrzeniem zarówno Sarę, jak i Radka.

– Dobra, dzieciaki, jak tacy jesteście umęczeni tą robotą, to zapraszam was wieczorem na piwo i pizzę do Paola. Już zarezerwowałam stolik, my też musimy się integrować – powiedziała rozbawiona Magda.

– No, i to mi się podoba! – odparł chłopak i zarzucił ręce na ramiona Oli i Sary.

Obie jednocześnie je strąciły i prychnęły na widok jego udawanego rozczarowania. Magda natomiast poprosiła, by przekazali pozostałym, że o dwudziestej trzydzieści widzą się w trattorii „U Paola”, i udała się w stronę recepcji.

– No, czyli szykuje się imprezka – skwitował uśmiechnięty szeroko chłopak.

– Ty się nie rozkręcaj, bo nie sądzę, żeby Magda znowu przymknęła oko na twoją niedyspozycję jutro rano – powiedziała uszczypliwie Sara, przypominając Radkowi jego ostatnie niechlubne wybryki podczas podobnego spotkania w trattorii, po którym musiał prosić o dzień wolnego, bo umierał na kaca w hotelowym pokoju.

– To był jeden jedyny wypadek przy pracy. Potrafię się kontrolować – odparł nieco urażony, po czym rzucił krótkie „do zobaczenia”, uśmiechnął się do Oli i ruszył w stronę wyjazdu z hotelowego parkingu.

– Nie zdziwiłabym się, gdyby w tym, co mówił, było trochę prawdy – powiedziała Sara, kiedy obie odprowadzały spojrzeniem oddalającego się Radka.

– Nie przesadzaj… – upomniała ją Ola.

– No co, chyba nie zaprzeczysz. Radek już od dawna robi do ciebie maślane oczy.

– Nie wiem, nie zastanawiam się nad tym, ponieważ, co po raz kolejny ci powtarzam, mam chłopaka i bardzo go kocham.

– Ta, wiem… – burknęła przyjaciółka.

– W takim razie bez aluzji, proszę – ucięła rozmowę Ola.

Rzeczywiście, też odnosiła czasem takie wrażenie, że Radek uważniej się jej przyglądał, wykonywał dwuznaczne gesty, robił jakieś aluzje, ale czy to był powód, by uważać, że mu się podobała? Nie chciała tego dopuszczać do świadomości, bo wtedy nie umiałaby z nim pracować. Dlatego też teraz szybko odgoniła od siebie te nieproszone myśli.

Zdecydowała dziś nie iść na kolację w hotelu, skoro niedługo później mieli ze znajomymi zjeść pizzę u Paola, która przebijała nawet najlepsze dania szefa kuchni w hotelowej restauracji. Ola postanowiła chwilę odpocząć po kolejnym pracowitym, a w dodatku upalnym dniu i, korzystając z chwili wolnego przed wyjściem na spotkanie, zadzwonić do Krzyśka. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy pomyślała o tym, kiedy to on przygotowywał dla niej pizzę. Uwielbiała ją, mimo że może nie była aż tak dobra jak ta prawdziwa, włoska. Nigdy jednak nie odważyłaby mu się tego powiedzieć. Wiedziała, że bardzo starał się jak najlepiej ten przysmak dla niej odwzorować, gdy będąc w Polsce, wieczorami często wspominała o tym, jak bardzo tęskni za włoską kuchnią.

Wybrzmiał już kolejny sygnał w telefonie, a Krzysiek nadal nie odbierał. Mówił ostatnio, że ma bardzo dużo pracy, ale o tej godzinie, nawet jeśli był na drugiej zmianie, zwykle miał przerwę. Kiedy w głośniku automatyczna sekretarka zaproponowała pozostawienie wiadomości na poczcie głosowej, Ola z ciężkim westchnieniem opadła na łóżko.

Wychodzę wieczorem ze znajomymi, mogę nie słyszeć telefonu, gdybyś postanowił oddzwonić. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Odezwij się – napisała. Nie miała zamiaru się obrażać, zaczynało ją po prostu męczyć, że od jej przyjazdu kontakt z Krzyśkiem był tak bardzo ograniczony.

Usłyszała donośne pukanie do drzwi, a po chwili do środka wparowała Sara ubrana w krótką, białą sukienkę na ramiączkach. Choć kiecka nie była bardzo obcisła, jej krój nie pozostawiał pola dla wyobraźni.

– Jeszcze nie jesteś gotowa? – zapytała zdziwiona.

– Na co?

– No, na wieczór!

– A jak niby mam się przygotować?

– Założyć jakąś kieckę? Przynajmniej krótsze i bardziej obcisłe szorty! – powiedziała przyjaciółka tonem upomnienia.

– A co jest nie tak z moim ubiorem? – Ola podeszła do lustra.

Miała na sobie biały, obcisły T-shirt i luźne, brązowe bermudy, które bardzo lubiła. Czuła się w takim stroju dobrze i komfortowo. Z niezrozumieniem popatrzyła na przyjaciółkę

– Nie idę na podryw, tylko spotkać się z przyjaciółmi, pogadać, napić się piwa i miło spędzić czas, nie potrzebuję się stroić – powiedziała przekornie.

– Ależ ty marudzisz! Tak, wiem, Krzysiu, bla, bla, bla. Ale to, że go masz, nie oznacza, że nie możesz już wyglądać i czuć się trochę bardziej kobieco! – zaprotestowała Sara.

– Ja czuję się kobieco! – odparła oburzona Ola.

– W tym? – Sara popatrzyła z powątpiewaniem na spodenki przyjaciółki. – Wybacz, ale w tym nawet Miss Universe nie czułaby się kobieco. Takie gacie możesz zakładać do czyszczenia basenu.

– Ja nigdy nie czyszczę basenu!

– No właśnie! Dlatego najlepiej się ich pozbądź! – zaśmiała się Sara i podeszła do szafy Oli, robiąc przegląd jej zawartości.

Co chwilę przy tym wzdychała ciężko. Cóż, miały zupełnie inny gust, to było oczywiste, Sara wiedziała o tym nie od dziś, nie musiała jednak aż tak tego manifestować!

– O! – wykrzyknęła w końcu i wyciągnęła jeden z wieszaków. – W tym będziesz wyglądała godnie! Z pewnością niejeden facet zawiesi na tobie oko. Masz takie nogi, że musisz je eksponować w krótkich sukienkach, a nie skracać w przydużych gaciach prawie do kolana!

– Przesadzasz, Sara – zaoponowała Ola i popatrzyła na nią ostrzegawczo. – Poza tym już ci mówiłam, że nie chcę, by ktoś wieszał na mnie oko ani cokolwiek innego, bo…

– Przynudzasz. Lepiej wyskakuj z tych swoich pantalonów i zakładaj kieckę – zakomenderowała przyjaciółka i podała jej granatową, lnianą sukienkę na ramiączkach z mocno wyciętym dekoltem.

Ola przez chwilę się wahała, ale widząc zaciętą minę Sary, wiedziała, że nie wyjdzie stąd, dopóki się nie przebierze. Westchnęła więc i posłusznie spełniła wolę przyjaciółki. Kiedy chciała wsunąć stopy w rzymianki, Sara prychnęła tylko i wyciągnęła z szafki wysokie sandały na słomkowym obcasie.

– Chyba mogę zadecydować przynajmniej o butach? W tych się przewrócę! – zaprotestowała Ola.

– Daj spokój, akurat dzisiaj nie idziemy tańczyć. Wkładaj i wychodzimy, bo jeszcze chwila i zajmą nam najlepsze miejsca przy barze! – ponagliła ją Sara.

Ola pokręciła głową i dla świętego spokoju włożyła wskazane przez Sarę buty, po czym sięgnęła po niedużą torebkę. Gotowa do wyjścia teatralnie obróciła się wokół własnej osi przed Sarą, udając, że wyczekuje jej entuzjastycznej reakcji. Taka w istocie była, bo Sara pogratulowała sobie doboru ubrań dla przyjaciółki, rzuciła, że mogłaby być stylistką gwiazd, po czym pierwsza ruszyła do drzwi. Co prawda Oli wcale nie zależało na wymyślnym ubiorze, naprawdę dobrze się czuła we wcześniejszym wydaniu, upierając się jednak, straciłyby dobrych kilkanaście minut, a prawdę mówiąc, zaczynało jej już burczeć w brzuchu.

Udały się w stronę hotelowego lobby, gdzie miały jeszcze czekać na nie Klaudia i Magda. Jak się okazało, panowie wyszli zdecydowanie wcześniej, stwierdziwszy, że po tak upalnym dniu muszą szybko ugasić pragnienie. Kiedy dziewczęta zmierzały korytarzem w stronę holu, Ola zatrzymała się nagle.

– Telefon! – powiedziała podniesionym głosem, po czym spojrzawszy na Sarę, dodała: – Zaraz do was dołączę, poczekajcie na mnie w holu.

– A jest ci w ogóle potrzebny? – jęknęła przyjaciółka, spoglądając na zegarek.

– A ty swój wzięłaś? – odparła złośliwie i nie czekając na odpowiedź, zawróciła.

Musiał zostać na łóżku, tam miała go po raz ostatni, gdy wysyłała wiadomość do Krzyśka, a przecież między innymi też o to chodziło – miała nadzieję, że chłopak jej odpisze, i bardzo czekała na tę wiadomość. Kiedy weszła do pokoju, od razu zobaczyła, że komórka rzeczywiście leży na pościeli. Odblokowała ją, by sprawdzić, czy dostała jakąś wiadomość. Jak na złość aparat wydał z siebie ostatni dźwięk, zamrugał i wyłączył się. Ola zaklęła pod nosem, podłączyła go do ładowarki i odłożyła na stolik nocny. Musiała się dziś obyć bez komórki. Zrezygnowana, mając wciąż z tyłu głowy, że nadal brak odzewu od Krzyśka, wyszła z pokoju. Zamyślona szła korytarzem i omal nie wpadła na jednego z hotelowych gości.

 

– Przepraszam! – powiedziała szybko, odruchowo odskakując.

– Cześć – odparł spokojnym głosem Marcin i zmierzył ją spojrzeniem.

Zrobiło jej się dziwnie nieswojo, a mężczyzna musiał to zauważyć, bo na chwilę spuścił wzrok, po czym cofnął się nieznacznie o pół kroku.

– Widziałem w holu Sarę. Chyba szykuje się jakiś miły wieczór? – zapytał po chwili bardzo uprzejmie.

– Tak, małe spotkanie integracyjne. Nie samą pracą człowiek żyje. – Ola szybko się rozluźniła i uśmiechnęła swobodnie.

– Racja. W takim razie nie zatrzymuję cię i życzę przyjemnego wieczoru.

– Dziękuję. I wzajemnie. – Raz jeszcze posłała mu łagodny uśmiech, a potem szybkim krokiem ruszyła w stronę holu.

Nie chciała się odwracać, choć bardzo ją korciło. Miała nieodparte wrażenie, że Marcin przez chwilę ją obserwował. Może ta sukienka to nie był taki zły pomysł – pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem, po czym szybko się zbeształa. Co ją to w końcu obchodziło? „Kobieta lubi być doceniana i komplementowana. Nie ma znaczenia, czy komplementy słyszy od swojego partnera, czy od zupełnie obcego mężczyzny. Tak po prostu jest, to zupełnie naturalny odruch. Nie powiesz chyba, że bulwersują cię pochlebstwa na twój temat” – wybrzmiały jej w głowie słowa Sary. Oczywiście, że bulwersowały! Zwłaszcza jeśli ktoś wyjątkowo przesadzał. A może to ona teraz przesadzała? To było całkiem przyjemne: poczuć się kobieco i pięknie na tyle, by zwracać czyjąś uwagę. Ale nie miała zamiaru przyznawać się do tego Sarze, dlatego kiedy tylko ujrzała ją w holu, szybko ukryła błąkający się na ustach uśmieszek.

– Teraz już wszystko zabrałaś? – upewniła się przyjaciółka, kiedy wszystkie ruszyły w stronę wyjścia.

– Jednak nie. Telefon mi się rozładował, więc i tak zostawiłam go w pokoju.

– No i chwała, przynajmniej nie będziesz co pięć minut sprawdzać, czy przypadkiem twój książę z bajki nie dzwoni – stwierdziła z przekąsem Sara.

Ola pozostawiła tę uwagę bez komentarza, nie chcąc wdawać się znów w jałowe dyskusje na temat niechęci przyjaciółki do chłopaka. Zmieniła temat i po chwili we cztery w wyśmienitych nastrojach ruszyły w stronę znajdującej się przy promenadzie trattorii „U Paola”.

Kiedy zbliżały się do restauracji, z oddali dobiegały już podniesione, rozbawione głosy. Wieczorna fiesta trwała w najlepsze, a cały lokal wypełniony był gośćmi. Nie tylko turystami, ale też miejscowymi, przyjaciółmi Paola, którzy nigdy go nie zawodzili, biesiadując z nim niemal każdego wieczoru.

Radek, Jacek i dwóch innych kolegów, którzy byli rezydentami biura, bawili się w najlepsze przy jednym ze stolików. Paolo oczywiście raczył miejscowymi trunkami swoich gości, chodząc od stolika do stolika i uzupełniając kieliszki.

– No, jesteście w końcu! Ileż można na was czekać! – powiedział do nich rozweselony Radek, który najwyraźniej przyjął słuszną dawkę alkoholu.

– No, ale chyba warto było? – zaśmiała się Sara, prezentując przesadnie swoją kreację.

– Oj, warto – mruknął Jacek i spojrzał na Magdę takim wzrokiem, że gdyby tylko pozostali koledzy nie byli wstawieni, chyba każdy zorientowałby się dziś, że między tą dwójką dzieje się coś więcej niż przyjaźń.

– Siadajcie, my już zamówiliśmy po drinku, ale Paolo na pewno zaraz i was odpowiednio ugości.

– Jak będziecie mieć takie tempo, to za pół godziny będziemy musieli się zbierać z powrotem – westchnęła Magda i usiadła obok Jacka, dyskretnie chwytając go pod stołem za rękę.

Ola szybko odwróciła wzrok od tej dwójki, by nie zwrócić na nich uwagi reszty.

– Zamawialiście już coś do jedzenia? – zapytała. – Kiszki mi marsza grają, jeśli za chwilę czegoś nie zjem…

– Spokojnie, pizza już jest zamówiona a Paolo przyniesie nam jakieś antipasti – uspokoił ją Radek i poklepał Olę po dłoni.

Chwilę później właściciel w towarzystwie jednego z kelnerów postawili przed towarzystwem dwie duże tace przekąsek, aż ślinka ciekła na sam widok tradycyjnych włoskich grzanek z pomidorową salsą, carpaccio i wszelkiego rodzaju oliwek w ziołach. Już samymi przystawkami można było się najeść do syta! Rozpoczęli więc prawdziwą ucztę, a zadowolony Paolo, około pięćdziesięcioletni Włoch z krwi i kości, co chwilę dolewał swoim gościom to wina, to limoncello, to innych trunków własnego wyrobu. Muzyka grała wesoło gdzieś w tle, przytłumiona teraz gwarem rozmów. Raz po raz jakaś grupka turystów zatrzymywała się przy trattorii, by sprawdzić, czy są w niej jeszcze wolne miejsca, ale ani na zewnątrz w oświetlonym girlandami ogródku, w którym przy największym stoliku siedzieli młodzi rezydenci biura, ani tym bardziej w środku klimatycznej knajpki nie było miejsca. Kelnerzy uwijali się jak mróweczki, co chwilę donosząc to przystawki, to pizzę, to kolejne trunki.

– Uwielbiam to miejsce – powiedziała z zachwytem Ola, wpatrując się przed siebie.

Po drugiej stronie promenady słońce zachodziło właśnie na horyzoncie, chowając się w gładkiej tafli spokojnego morza. Te kolory pomarańczu, różu, błękitu nieba i granatu wody były niczym namalowany na płótnie pejzaż. Trudno było uwierzyć, że to natura stworzyła tak wspaniały krajobraz. I choć tutaj, w nadmorskim kurorcie, klimat Włoch był zupełnie inny, niż ten, który ukochała, chociażby w Bolonii, Ola uwielbiała go równie mocno. Mogłabym tu nawet zamieszkać – pomyślała.

Na plaży nieliczni spacerowicze przechadzali się brzegiem morza, mocząc stopy w ciepłej wodzie. Gdzieniegdzie dzieci pod czujnym okiem rodziców stawiały babki z piasku. Lekki wiatr wiejący znad wody muskał przyjemnie policzki, a zapach rześkiego powietrza pobudzał zmysły. Położone nieopodal kluby i bary rozpoczynały właśnie pracę na pełnych obrotach. O tej porze miasto jakby drugi raz w ciągu dnia budziło się do życia. I to właśnie w tym wszystkim Ola lubiła najbardziej – to umiłowanie do korzystania z niego pełnymi garściami. Tu szkoda było czasu na sen czy zamartwianie się – tu żyło się chwilą i czerpało przyjemność z drobiazgów!

– Jest pięknie, prawda? – Usłyszała głos Sary, która najwyraźniej myślała teraz dokładnie o tym samym.

Obie, podpierając dłonią brodę, wpatrywały się w rozpościerający się przed nimi widok. Rimini było kwintesencją beztroskich wakacji.

– Gdybym tylko mogła, zostałabym tu na stałe – powiedziała Ola bez namysłu, po czym zaczęła się jednak zastanawiać, czy na pewno tutaj chciałaby spędzić resztę swojego życia.

– Nie wyobrażam sobie, żeby to miał być twój ostatni sezon tutaj. – Sara popatrzyła na nią.

Ola spuściła nieśmiało wzrok i wzięła głęboki wdech. Chwilę zastanawiała się nad tym, co postanowiła sobie w kwietniu, przed przyjazdem tutaj. Nie było dnia, by nie myślała, czy dobrze zrobiła, składając obietnicę, której dotrzymanie wcale nie sprawiało jej tyle radości, ile myślała, że sprawi.

– Obiecałam Krzyśkowi, że po studiach wrócę do Polski. Oboje musimy się w końcu ustatkować. – Wzruszyła ramionami.

– Kosztem własnego szczęścia? Poza tym, umówmy się, ustatkować to się możecie po ślubie, a z tego, co wiem, on nawet ci się nie oświadczył.

– Kto wie, może niebawem to zrobi. – Ola uśmiechnęła się nieśmiało do przyjaciółki.

– Co takiego? – Sara zamrugała szybko.

– Och, nieważne, tak tylko mówię. Zresztą, sama podsunęłaś mi tę myśl… Tak czy inaczej, obiecałam Krzyśkowi, że w końcu będziemy żyli jak para, razem, a nie tysiące kilometrów od siebie przez połowę roku. – Starała się szybko zmienić temat.

– Zastanów się tylko, czy to, co obiecujesz swojemu chłopakowi, by go zadowolić, zadowala również ciebie.

– Sara, ja go kocham i chcę z nim być, a nie mogę też wymagać, by tylko on się dostosowywał. I tak robi to już od wielu lat. Czas na mnie. Na tym polega związek, trzeba iść na ustępstwa. I wcale mnie to nie boli, że zrezygnuję z pracy rezydentki, zawsze przecież będziemy mogli przyjechać tu na wakacje. Uwierz mi, Krzysiek naprawdę jest tego wart.

Sara już miała coś powiedzieć, zdecydowała się jednak ugryźć w język. Spojrzała ponad ramieniem przyjaciółki i wyraźnie się rozpogodziła. Ola obejrzała się dyskretnie za siebie i przy barze ujrzała nie kogo innego, a Marca. O dziwo, był sam, bo Marcina nigdzie w pobliżu nie zauważyły.

– Pozwolisz, że cię przeproszę. – Chochliki w oczach Sary wyrażały tylko jedno.

Dziewczyna powoli wstała od stolika i ruszyła w stronę baru, witając się radośnie z nowym znajomym. Ola zaśmiała się po nosem i wróciła do obserwowania pięknego zachodu słońca, pociągając łyk słodkiego wina.

Nagle wokół rozległa się gorąca, wakacyjna muzyka, która od razu poderwała niemal połowę gości do tańca. Gwar zrobił się jeszcze większy, gdy poszczególne osoby podnosiły się z krzeseł, by zacząć tańczyć na niewielkim podeście łączącym taras z wnętrzem restauracji. Rozwieszone nad nim żarówki dawały ciepłe, przyjemne światło, tworząc niepowtarzalny klimat. Włoski temperament było czuć już po chwili, gdy gorące rytmy zawładnęły gośćmi. W pewnym momencie Ola poczuła na swoim ramieniu dłoń, a kiedy gwałtownie się odwróciła, zobaczyła uśmiechniętą twarz Radka, który kołysząc się lekko, wyciągał do niej rękę. Odruchowo pokręciła głową, kiedy jednak chłopak nie dawał za wygraną, uśmiechnęła się i przyjęła zaproszenie do tańca.

Oddała się muzyce i prowadzącemu ją w tańcu przyjacielowi, i w sekundzie poczuła się lekko, beztrosko, słowem: cudownie! Przez chwilę wygłupiali się z Radkiem, udając kroki wyuczone na pamięć do wodnego aerobiku, który nie raz prowadzili z Laurą na basenie na kempingu. Bawili się świetnie! W końcu jednak zbliżyli się do siebie i kołysząc miękko w rytm muzyki, dali się ponieść w tańcu. Radek prowadził świetnie, zresztą nic dziwnego, przez wiele lat trenował taniec towarzyski, jeździł na turnieje, dopóki nie doznał kontuzji, która wykluczyła go na wiele miesięcy. Nigdy już nie wrócił do zawodów, niemniej wciąż był pierwszorzędnym tancerzem i Ola naprawdę musiała się wysilać, by za nim nadążać.

– To prawda, co mówiła Sara? Po tym sezonie odchodzisz z pracy? – zapytał nagle Radek, gdy muzyka na chwilę zwolniła, a oni zbliżyli się do siebie.

– Podsłuchiwałeś? – Popatrzyła na niego rozbawiona.

– Siedziałem przy tym samym stoliku. To, że troszkę dalej, nie oznacza, że nie słyszałem – odparł swobodnie.

– Tak, to prawda. Rozmawiałam już wstępnie z kierowniczką biura we Wrocławiu, ma się zorientować, czy byłaby szansa na pracę na miejscu – powiedziała zgodnie z prawdą.

– Nie mówiłaś o tym wcześniej.

Tym pytaniem nieco zbił ją z tropu. Nie czuła się w obowiązku informować o swojej decyzji wszystkich dookoła, a na pewno jeszcze nie teraz, na początku turnusu. Owszem, chciała się ze wszystkimi pożegnać, podziękować za wspólną pracę, ale zamierzała zrobić to trochę później. Sama jeszcze nie do końca oswoiła się z tą myślą.

– Chciałam powiedzieć na kilka dni przed wyjazdem. – Wzruszyła ramionami. – To przecież nic takiego, rotacja jest co roku. Nic nadzwyczajnego, że kolejna osoba odchodzi, a za rok przyjedzie nowa.

– No, nie do końca. Ty nie jesteś taką Wiolką na przykład, nasza ekipa trzyma się przecież od początku w tym samym składzie.

No tak, o tym nie pomyślała.

– Nie będzie ci szkoda? – dociekał Radek.

– Rozmawiałeś z Sarą i teraz wespół w zespół będziecie mnie przekonywać, że to nie jest dobra decyzja? – zaśmiała się, choć zrobiło jej się trochę nieswojo, gdy usłyszała to pytanie akurat od Radka.

Przyciągnął ją mocniej do siebie, obejmując w pasie i kołysząc jednocześnie, po czym niespodziewanie obrócił ją i przechylił, zatrzymując w tej pozie na chwilę.

– Nie rozmawiałem, po prostu… Będę tęsknił – rzucił szybko, jakby nie do końca powiedział to, co miał na myśli, po czym wyprostował się, pociągając Olę za sobą.

– Ja też, Radziu, bardzo. Ale taka jest kolej rzeczy. – Uśmiechnęła się. – Znajdziesz sobie inną koleżankę – dodała, chcąc rozładować napięcie, które niebezpiecznie zaczęło się między nimi tworzyć.

– A gdzie ja znajdę drugą taką? Z kim się będę teraz przekomarzał? Wiesz, że łamiesz mi serce? – odpowiedział trochę zbyt nerwowo, ale spojrzenie, jakie posłał Oli, było tak ciężkie, że mogło znaczyć tylko jedno.

– Nie żartuj sobie, Radek! – Dziewczyna odgoniła od siebie tę myśl, znów obracając wszystko w żart. – W końcu będziesz miał święty spokój, nikt nie będzie zagrażał twojej pozycji na kempingu! Bo wiesz, że gdyby doszło do redukcji etatów, to ty wyleciałbyś z hukiem?

Roześmiał się i znów ją obrócił w tańcu, ale kiedy przyciągnął ją potem do siebie, zrobiło się między nimi zbyt niezręcznie. A przynajmniej Ola tak się czuła, bo Radek, najwyraźniej pod wpływem krążących we krwi procentów, nabrał niebywałej pewności siebie. Przysuwał się coraz bliżej, a Ola, przytrzymywana jego ramieniem, nie bardzo miała jak się z tego uścisku wydostać.

 

– Olka! – Usłyszała nagle głos Sary, który w tym momencie zabrzmiał jak zbawienie.

Przyjaciółka jednak była czymś silnie zaaferowana, chyba nawet nie zauważyła, że nieświadomie wybawiła Olę z sytuacji, która definitywnie zakończyłaby jej przyjaźń z Radkiem. Choć Ola wiedziała, że to, co przed chwilą się wydarzyło, pozostanie na zawsze jednym wielkim niedomówieniem, to właśnie tak wolała to pozostawić. Chyba po raz pierwszy była Sarze wdzięczna za jej porywczość, bo przyjaciółka bez ceregieli pociągnęła ją za rękę i poprowadziła do toalety. Ostrożnie obejrzała się za siebie. Chociaż Radek nie patrzył w jej stronę, to po jego minie i po nerwowym przeczesaniu ręką włosów, poznała, że chyba właśnie do niego dotarło, co najlepszego narobił. Jak dobrze, że Ola zbiegiem okoliczności pracowała teraz w hotelu! Nie wyobrażała sobie spędzić z chłopakiem teraz choćby chwili, nie mówiąc o całym dniu na kempingu!

Dopiero teraz dotarło do niej, że Sara przez całą drogę coś trajkotała. Nie rozumiała ani słowa, wciąż oszołomiona zachowaniem Radka.

– Olka! Słyszysz?! Musisz ze mną pojechać na tę wycieczkę w niedzielę!

– Na jaką wycieczkę? O czym ty mówisz? – Dziewczyna nie rozumiała, o czym mówi Sara.

– No z Markiem i Marcinem! Olka, ten facet jest… – Sara zacisnęła oczy. – Proszę cię, ja nie mogę jechać z nimi sama, a bardzo, ale to bardzo chcę! A jeśli ty się zdecydujesz, będę się czuła bezpieczniejsza!

– Sara, zwariowałaś?! Nas dwie i ich dwóch to wcale nie jest przewaga! Zwłaszcza że to oni będą znali miejsca, w które zaproponowali nas zabrać! Nie ma mowy!

– Ola… Jeśli pojedziemy we dwie, to jedna zawsze będzie miała szansę uciec i zawiadomić policję…

– Ciebie zupełnie pogięło… – Ola pokręciła głową. – Nie ma takiej opcji. I ty też nigdzie nie pojedziesz – podsumowała i już miała wychodzić z łazienki, kiedy weszła do niej Magda.

– Tu jesteście! Wszędzie was szukam. A właściwie to ciebie, Ola. Właśnie rozmawiałam z wychowawcą naszej młodzieży z kempingu. Chcą w niedzielę zorganizować jakieś zawody sportowe dla dzieciaków, konkursy, a na koniec ma być pizza u Paola. Pomożesz Radkowi? Przepraszam, że tak cię przerzucam z miejsca na miejsce, ale pomyślałam, że najbardziej się w tym orientujesz, skoro co do zasady to twój rejon.

Ola wciągnęła głośno powietrze. Już sama teraz nie wiedziała, co było gorsze: wycieczka po okolicy z dwoma w zasadzie nieznajomymi mężczyznami czy cały dzień spędzony z Radkiem, którego raczej wolała unikać. Z dwojga złego rozsądniejsze wydawało jej się pozostanie na kempingu, tego demona przynajmniej znała, mimo że teraz już całkiem nie wiedziała, czego się spodziewać po koledze. Zupełnie więc nie rozumiała słów, które chwilę później wydobyły się z jej ust.

– Prawdę mówiąc, chciałam poprosić cię o wolną niedzielę. Chciałyśmy z Sarą udać się na małą wycieczkę, to może być jedyna taka okazja, bo gdy później zjedzie się jeszcze więcej turystów, trudno będzie się wyrwać… – powiedziała i popatrzyła na zaskoczoną Sarę.

Magda spojrzała na Olę z namysłem, potem przeniosła wzrok na drugą dziewczynę, a w końcu machnęła ręką i odparła:

– No dobrze, wyślę Klaudię. Ja sobie poradzę w hotelu sama. Rzeczywiście przysługuje wam kilka dni wolnego, a potem może być o to ciężko. Ale wisicie mi przysługę. – Magda popatrzyła znacząco na Olę, a ta pokiwała porozumiewawczo głową.

Rzecz jasna, chodziło Jacka. Tylko Ola o nich wiedziała i mogła ich kryć w razie czego. Starała się nie patrzeć na Sarę, która wlepiała w nią coraz bardziej zdziwiony wzrok. Gdy Magda wyszła z łazienki, przyjaciółka w końcu zapytała:

– A powodem tak nagłej zmiany zdania jest…? – Wzięła się pod boki i uśmiechnęła szeroko.

Ola westchnęła i pokręciła głową. Już żałowała swojej decyzji.

– Radek… – powiedziała cicho.

– Czekaj, czyli… Nie przewidziało mi się, że gdy po ciebie podeszłam, on… chciał cię…

– Nie przewidziało ci się. Nie wiem zupełnie, co mu strzeliło do głowy. Mam nadzieję, że to po prostu alkohol.

– W takim razie powinnam mu jeszcze podziękować. – Sara wyszczerzyła się w uśmiechu, a Ola od razu upomniała ją surowym spojrzeniem.

– Lepiej się zastanów, jak stąd wyjść, żeby uniknąć konfrontacji – dodała po chwili.

– A nie możesz mu po prostu powiedzieć, że nie chcesz z nim rozmawiać?

– Mówisz tak, jakbyś nie znała Radka, zwłaszcza pod wpływem.

Sara zamyśliła się na chwilę i przyznała Oli rację. Chłopak potrafił być nachalny po wypiciu alkoholu i choć zwykle było to męczące gadanie o wszystkim i niczym, tak teraz… Gdy tylko wyjrzały z łazienki, zobaczyły, że Radek nie szczędzi sobie następnej kolejki cytrynowego likieru.

– Ciekawe, jak jutro będzie pracował w tym upale – zaśmiała się Sara.

– Mam nadzieję, że będzie niedysponowany, bo naprawdę wolałabym go unikać.

– I tak chcesz go unikać do końca sezonu?

– Do końca nie, ale co najmniej do połowy – odpowiedziała kąśliwie Ola.

– Wiesz, wydaje mi się, że spokojnie możesz wracać. Jeszcze dwa kieliszki i Radek zupełnie zapomni, co się wydarzyło – zaśmiała się Sara, gdy zobaczyła, jak chłopak nagle potyka się, a potem potrąca kelnera niosącego całą tacę piw.

Obie aż zacisnęły powieki na dźwięk tłuczonego szkła. Z oddali przyglądały się, jak chwilę później Jacek podnosi Radka z podłogi i wyprowadza z lokalu. Magda przepraszała to kelnera, to Paola, po czym wyciągnęła z kieszeni pieniądze, by zapłacić za wyrządzoną szkodę, lecz właściciel odepchnął jej dłoń i coś powiedział roześmiany.

– No, to problem rozwiązał się sam – uznała z zadowoleniem Sara.

Obie wróciły do stolika, choć Sara tylko na chwilę, bo niedługo później znów ujrzała przy barze swojego romea i już do końca wieczoru to z nim spędziła czas. A przynajmniej do momentu, kiedy Ola zdecydowała, że na nią już pora.

Nie chcąc przeszkadzać przyjaciółce w miłosnych podbojach, pożegnała się z resztą, prosząc dyskretnie Magdę, by miała oko na zakochaną parę i dopilnowała, by Sara jednak wróciła na noc do hotelu. A konkretnie – do swojego pokoju.

Do kompleksu hotelowego od trattorii „U Paola” było zaledwie kilka minut spacerem. Ola przemierzała tę trasę czasem kilka razy dziennie. Wieczorem jednak atmosfera była wyjątkowa. Choć szum lekko rozbijających się o brzeg fal zakłócała raz po raz muzyka dobiegająca z klubów znajdujących się przy plaży, nie przeszkadzało to dziewczynie we wsłuchaniu się w ten kojący odgłos. Tęsknota nie da jej zapomnieć o tym miejscu, to było pewne. Decyzja jednak już została podjęta i nic ani nikt, a tym bardziej pijany, przystawiający się do niej Radek, nie byli w stanie tego zmienić. Przyjaciel po dzisiejszym wyczynie w zasadzie tylko ją w tej decyzji upewnił. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że domysły i spekulacje Sary okazały się prawdą. Ola zresztą też nie była ślepa, miała po prostu nadzieję, że to tylko wyobraźnia płata jej figle, że Radek może wyobrażać sobie coś więcej i…

– Ola… – Usłyszała ten charakterystyczny bełkot, gdy od hotelowego parkingu dzieliło ją zaledwie kilkanaście metrów.

Zatrzymała się i zobaczyła zmierzającego w jej stronę mocno chwiejnym krokiem Radka.

– Radek… – jęknęła i cofnęła się o krok, gdy zbliżył się jeszcze bardziej.

– Ola, ja ciebie tak bardzo przepraszam… – wysapał.

– Czemu nie jesteś jeszcze w swoim pokoju? – Starała się zmienić temat.

– Ja wiem, głupio zrobiłem, palant ze mnie… – Zignorował jej pytanie. – Proszę, Oluś, nie gniewaj się… – Pochylił się w jej stronę tak, że chwilę później stracił równowagę i dziewczyna musiała go podeprzeć, by nie runął na ziemię.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?