Nowa asystentka – opowiadanie erotyczne

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Natalia Malewska

Nowa asystentka – opowiadanie erotyczne

Lust

Nowa asystentka – opowiadanie erotyczne

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2021 Natalia Malewska i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726904222

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Poranne słońce wpadające przez drewniane framugi obudziło ją z płytkiego snu. W pokoju było duszno. Miała wrażenie, że smugi dymu papierosowego wciąż unoszą się pod sufitem. Jen podniosła się i przetarła ręką oczy. W pierwszej chwili nie zarejestrowała faktu, że nie znajduje się w swoim mieszkaniu, i próbowała sięgnąć po budzik, żeby jak co rano przestawić go o piętnaście minut do przodu. Tym razem jednak zahaczyła ręką o kieliszek po winie, który z impetem przewrócił się na podłogę.

– Cholera jasna – wyszeptała do siebie i usiadła na łóżku. Jej długie, rude loki opadały bezwiednie na nagie piersi, a uda przykryte były cienkim, białym prześcieradłem. Poczuła w sobie przypływ wielu mieszanych emocji – radości, podniecenia, wstydu i strachu. Obok niej spała Kathy. Jen spojrzała na jej plecy i pośladki. Czy kiedykolwiek widziała coś piękniejszego? Dotknęła ukradkiem jej dłoni i zanurzyła rękę w miękkich, kasztanowych włosach. Kathy westchnęła i przewróciła się na drugi bok, uśmiechając się delikatnie przez sen. To, co wydarzyło się między nimi ostatniej nocy, było podsumowaniem kilku miesięcy, w trakcie których mijały się w drzwiach, rozmawiały ze sobą przez telefon lub stały blisko siebie w windzie. Miesięcy, podczas których Kathy wielokrotnie pojawiała się w jej snach, zawsze wybudzając Jen silnym orgazmem.

Dokładnie pamiętała ten dzień, kiedy Kathy po raz pierwszy przyszła do ich biura pracować jako asystentka. Jen wbiegła wtedy zirytowana do firmy, cisnęła laptopa w kąt i próbowała ułożyć mokre od deszczu włosy.

– Jen, poznaj naszą nową asystentkę. Od dziś zastąpi Martę – rzucił Malcolm w pośpiechu, przechodząc przez korytarz.

Lubiła Martę – była zawsze świetnie zorganizowana i nosiła nienagannie wyprasowane ubrania. Kiedy więc zdecydowała się wyprowadzić do innego miasta, musieli podjąć z Malcolmem decyzję o zatrudnieniu kogoś na jej miejsce. Nie interesowała się jednak procesem rekrutacji. Zajęta była nowymi klientami i umowami. Jej całe życie skupiało się wokół agencji marketingowej, którą założyli dziesięć lat wcześniej.

Jen była szczupłą, wysoką trzydziestoośmiolatką z jasnoniebieskimi oczami i burzą rudych loków sięgających jej aż do ramion. Poza pracą właściwie nie miała życia prywatnego. Jej ostatni związek z Johnem rozpadł się kilka lat wcześniej, kiedy jasno oświadczyła mu, że nie planuje dzieci. Brakowało jej instynktu macierzyńskiego. Od tamtego czasu okazjonalnie spotykała się z mężczyznami, ale nigdy nie czuła potrzeby stworzenia czegoś na dłużej. W jej telefonie znajdowało się kilka numerów, które wybierała, gdy czuła, że ma ochotę na seks.

Tego dnia była w kiepskim nastroju, bo jeden z kluczowych klientów odrzucił ich ofertę i musiała wykorzystać wszystkie umiejętności interpersonalne, żeby przekonać go do dalszej współpracy. Gdy więc Malcolm powiedział jej, że będzie wdrażać nową asystentkę, niechętnie pojawiła się w biurze.

Kiedy podeszła, żeby przywitać się z Kathy, ta akurat stała i kserowała dokumenty, próbując zrobić kilka kopii jednocześnie. Jej długie, grube, kasztanowe włosy opadały na ramiona i połyskiwały w blasku porannego słońca. Jen miała wrażenie, że nawet z takiej odległości czuła ich słodki zapach. Kształty Kathy podkreślała obcisła, jasnobeżowa spódniczka do kolan i kremowa, lekko rozpięta bluzka z kołnierzykiem, opinającą się na dużych piersiach. Dekolt przyozdobiony był małym, złotym wisiorkiem. Kiedy odgarnęła włosy, Jen dostrzegła parę perłowych kolczyków podkreślających jej śródziemnomorską urodę. Nowa asystentka miała piękne, zgrabne pośladki i delikatne ramiona. Nosiła wysokie, cienkie szpilki i cieliste rajstopy. Twarz z dużymi, jasnobrązowymi oczami i łagodnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi wyróżniała się na tle innych kobiet. Kathy uśmiechnęła się i podała Jen na powitanie rękę z paznokciami pomalowanymi na czerwono.

– Mam nadzieję, że będzie pani zadowolona z mojej pracy. Postaram się jak najszybciej wdrożyć we wszystkie procesy, wiem, że Marta była w tym świetna – oświadczyła, patrząc na swoją szefową pogodnie. Jen odwzajemniła uśmiech i uścisnęła jej dłoń, ale zaraz cofnęła rękę w obawie, że trzyma ją zbyt długo.

– Uhm… Tak… Jasne – rzuciła sucho. Nawet ten krótki moment pozwolił jej poczuć dotyk aksamitnej skóry nowej koleżanki. Jen była zaskoczona i zmieszana jednocześnie. Nigdy nie czuła takich emocji w stosunku do innej kobiety. Owszem, na studiach zdarzyło jej się kilka szalonych nocy, ale nigdy nie postrzegała się jako osoba biseksualna. Kiedyś po paru drinkach z przyjaciółką zakończyły wieczór w jednej wannie, ale to by było na tyle.

Jen uśmiechnęła się lekko, dodając kilka słów na temat firmy, i szybko udała się na spotkanie z klientem. Tego dnia nie widziała się już z Kathy, była zajęta naradami z Malcolmem. Przy wyjściu jedynie kątem oka zobaczyła, jak kobieta poprawia swój beżowy, dopasowany do koloru włosów płaszcz, trzymając jednocześnie telefon, do którego cicho coś szepcze. „Pewnie relacjonuje komuś swój pierwszy dzień w pracy. Może komuś bliskiemu?” – pomyślała Jen i poczuła ukłucie zazdrości. Szybko jednak skupiła się na wyjściu z biura i zdecydowała się wracać na piechotę.

Kiedy szła ulicą i zastanawiała się, o czym rozmawiają ludzie siedzący w mijanych przez nią restauracjach, poczuła wibracje telefonu. To była ona. Jen, zaskoczona, chciała impulsywnie odrzucić połączenie. „Nie bądź śmieszna, zachowujesz się jak nastolatka” – sfrustrowana skarciła się w myślach i odebrała połączenie.

– Halo? – spytała chłodno.

– Cześć, Jen – odpowiedziała niepewnie Kathy. – Wróciłam do biura, bo czegoś zapomniałam, i zobaczyłam, że zostawiłaś mi dokumentację do poprawy.

– Wciąż jej nie zrobiłaś? Przecież położyłam ci ją na biurku przed południem. Potrzebuję tego na jutro! – rzuciła uniesionym głosem Jen, choć wcale nie potrzebowała tych papierów na kolejny dzień. Wydawało jej się, że może jeśli będzie oschła i zdystansowana, jej sympatia do Kathy zmaleje, a ich kontakty sprowadzą się do czysto zawodowego poziomu.

– Zostanę w biurze, żeby to zrobić – odparła szybko Kathy, jakby chciała już zakończyć tę rozmowę.

Jen rozłączyła się bez pożegnania i cisnęła telefon w głąb swojej torebki. Z oddali docierał do niej śmiech dzieci bawiących się w chowanego na ulicy. Przyspieszyła kroku. Dźwięk jej ciemnobrązowych szpilek słychać było w całej okolicy. Zapadał zmrok, a powietrze pachniało jaśminem. Wzburzona weszła do mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Pod nogami przebiegł jej zaskoczony kot – zazwyczaj po powrocie brała go na ręce, jednak tym razem tylko szybkim ruchem zrzuciła z siebie płaszcz i szpilki, po czym podeszła do kuchennego blatu. Bez zastanowienia otworzyła najniżej położoną szafkę, przyblokowaną ciężkim kartonem. Sięgnęła po napoczęte pudełko papierosów. Oparła się o blat i zapaliła pierwszego papierosa. Wbiła wzrok w zatopione w półmroku drzewa, szeleszczące za oknem. W mieszkaniu panowała kompletna cisza, a ciemne pomieszczenie powoli wypełniało się dymem.

Kolejne dni były dla niej trudne. Nie potrafiła wytłumaczyć sobie, czemu tak bardzo ciągnie ją do Kathy, jednak praca z nią powodowała, że nie umiała myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by zostać z nią sam na sam w pokoju i włożyć ręce pod jej bluzkę. Wielokrotnie łapała się na tym, że przeglądając materiały przed spotkaniem z kolejnym klientem, kątem oka spoglądała na Kathy przez szklaną szybę, gdy ta rozmawiała z kurierem, innymi pracownikami albo sprzątaczką. Ta dziewczyna miała w sobie coś takiego, co powodowało, że jej najmniejszy ruch przykuwał uwagę innych i wzbudzał ich zaciekawienie. Jen irytowało, że pod wpływem nowej asystentki zaczęła się zachowywać tak mało profesjonalnie – a przecież to właśnie tym mianem zawsze określali ją współpracownicy. Ona sama postrzegała siebie jako osobę twardo stąpającą po ziemi, która nigdy nie robi rzeczy innych niż osobiście zaplanowane.

Tego dnia zatopiona była w konstruowaniu kolejnej umowy i analizowaniu notatek, które wcześniej zrobili z Malcolmem na ciągnącym się w nieskończoność porannym spotkaniu. Nagle jej drzwi otworzyły się z impetem.

– Przepraszam, zawsze zapominam, że masz tak słabo przymocowane drzwi. – Kathy zaśmiała się nerwowo, stając w progu. Miała na sobie jasnobeżową sukienkę do kolan z luźno układającą się górą i bardzo dopasowanym dołem. Na jej ręku migotała złota, drobna bransoletka, którą nerwowo obracała w dłoni. Jen zerknęła na nią pytająco zza monitora przez swoje czarne, grube oprawki.

– Mogę zająć ci chwilę? – spytała Kathy i bez pozwolenia usiadła na krześle naprzeciwko. Założyła nogę na nogę, a ręką oparła się o biurko. Spojrzała Jen prosto w oczy, jakby chciała dotknąć ją wzrokiem. – Ehm… Nie jest mi łatwo o tym mówić, Jen, ale odnoszę wrażenie, że masz ze mną jakiś problem – powiedziała i spuściła spojrzenie. – Od początku mojej pracy tutaj nie czuję się przez ciebie mile widziana. Czy robię coś nie tak? Malcolm kazał mi z tobą porozmawiać, bo on chyba też zauważył, że nasze relacje są dość… napięte.

 

Jen zaskoczona przestała wprowadzać notatki na komputerze i wyprostowała się na krześle.

– Nie wiem, co masz na myśli – mruknęła. – Odnoszę się do ciebie tak jak do każdego pracownika tutaj. Nie mamy miejsca na specjalnie traktowanie w agencji, w której pracuje ponad sto pięćdziesiąt osób, Kathy. – Wstała i odwróciła się do niej tyłem. Wyjrzała przez okno.

– Wiem, że jestem nowa, Jen, i że pewnie jeszcze mi nie ufasz, ale staram się, jak mogę, żeby obowiązki, które przejęłam po Marcie, wykonywać tak dobrze jak ona, a może i lepiej! Jestem ambitną osobą, która chce się rozwijać, i nie pozwoliłabym sobie na jakiekolwiek niedopatrzenie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?