Panny z «Wesela»Tekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

Osoby

Dekoracja

I. PANNY Z CENTECZKAMI

Wieś

Jacenty

Szkoła

Karczma

Droga do miasta

Dzień targowy

Pani Julia

Dorobek

Pierścionek

Plener

Dzieło

Czepcowie

Bajecznie kolorowa

Zaślubiny

Skrzynia

Teściowie

Jeszcze nie umrę

Pojednanie

Noc

Kuchnia domowa

Gwiazda

Widmo

Salon

Najlepsze lekarstwo

Harmonia

Po cóż malować

Savoir-vivre

Kieliszeczek

Godnie święta

Jadwisia

Wiosna

Coś swojego

Staś

Córnik

Niepokój

Oświadczalnia

Pierścionek z oczkiem

Narzeczony

Zupełnie nie!

Studnia

Buciki

Plany

Plotki, plotki

Dwa światy

Państwo młodzi

Żona

Wesele

Marysiu!

Krakowskie powietrze

Jan Kazimierz

Sielanka

Wdowa

Droga do szkoły

Praktyki zdrowotne

Rodzice

W Toniach

Polska

Prawa niewieście

Rozum i kariera

Żniwa

Boso

Pani Tetmajerowa

Swaty

Triumfy

Folwark

Goście, goście

To jest życie

Tkliwość

Zasiedliny

Oddzielnie

Korale

Rózeczka

Rytuały

Kurdesz

Emancypacja

Kolor żałoby

Lekcja rysunku

Jasełka

Tarcza

Fiołki

Troski

Odsiecz wiedeńska

Talent

Ojcowizna

Drabina

Obowiązki

Lato

Reweranse

II. ROK 1914

Dom własny

Róże

Nigdy u siebie

Słota

Wola boska

Demontaż starego świata

Czas przejściowy

Inna rzeczywistość

Jak wam się podoba?

Powroty

Odwilż

 

Plac Świętego Ducha

Bracia

Diagnoza

Boska opatrzność

Testament

Najukochańsza

III. MAPA ŚWIATA

Wolność

Tu i teraz

Szabla

Tantiemy

Chwile radości

Czas

To, co ważne

Plotka

Taca

Połowa duszy

Wróżba

Andzia

Zmiany

Osiemnaście

Postscriptum

Znaki szczególne

Koniuchy

Wagon

Tiopsa

Śluda

Fitka

Dobrzy ludzie

Mama

Bagaż

Kapitan Rędziejowski

Południe w Bronowicach

Kawałek Polski

Gorset

Słowo honoru

Wiatr od lądu

Rydlówka

Sny

Znak czasu

ARCHEOLOGIA MIEJSCA. DIDASKALIA

Od autorki

Bibliografia (wybór)

Źródła fotografii

Przypisy

Opieka redakcyjna: LUCYNA KOWALIK

Redakcja: BARBARA GÓRSKA

Zespół redakcyjno-korektorski: EWA KOCHANOWICZ, MARIA ROLA, ANDRZEJ STAŃCZYK, MARIA WOLAŃCZYK, KRYSTYNA ZALESKA

Opracowanie graficzne wersji papierowej: MAREK PAWŁOWSKI

Projekt okładki: KIRA PIETREK

Fotografia na okładce: Jadwiga Rydlowa w Toniach, ok. 1919, fot. nieznany, własność Muzeum Krakowa

© Copyright by Monika Śliwińska

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07196-0

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

MARYSIA

Cieszę się, a myślę sobie,

że ci bedzie, siostro, żal.

PANNA MŁODA

Czego żal?

MARYSIA

Jakeś do pola ganiała

krasą i siemieniatke;

jageś jesce była mała

i ty, i Hanusia, i ja,

byłyśmy razem doma,

że ci sie zacnie bez stajnie;

żeś kole niej wyrosła zwycajnie

i bez cały ty wsioski roboty,

bez tego harowanio;

że jak ty bedzies panią,

ciesze sie, a myślę sobie,

że ci bedzie, siostro, żal.

PANNA MŁODA

Czego żal – –?

MARYSIA

Że ci sie bedzie cnieło

bez tatusia, bez nos,

bez tych płotów, bez ogroda;

że choć sie chłopem uciesys,

jesce tu płacząca przylecis,

bo tutok duszę mos,

bo tu sie serce przyjeło,

a tam ci bedzie samotno

i bez to ci bedzie markotno,

i bez to ci bedzie żal.

PANNA MŁODA

Mało szkoda, krótki żal.

MARYSIA

A teraz ty sobie chwal,

rumień się teraz i pal;

ale tutok dusza sie ostanie

i tutok twoje kochanie,

a tam ci bedzie samotno

i bez to ci bedzie markotno,

i bez to ci bedzie żal.

Stanisław Wyspiański, Wesele, akt III, scena 15.

OSOBY

ANNA Maria Mikołajczykówna (1 II 1874 – 25 VII 1954)

DZIADKOWIE – Józef Wojciech i Zofia Katarzyna z d. Kijonka Mikołajczykowie

RODZICE – Jacenty (Jacek) i Jadwiga z d. Czepiec Mikołajczykowie

RODZEŃSTWO – Maria Katarzyna Wójcik i Paulina Maria (Ulina) Mikołajczykówna – córki Jacka Mikołajczyka z małżeństwa z Katarzyną z d. Karaś, Józef Walenty, Jan Jacek (zmarł w niemowlęctwie), Maria Franciszka 1º v. Susuł, 2º v. Popiel, Jan, Jadwiga Rydlowa, Franciszka Maria (zmarła w dzieciństwie), Jakub Wojciech

MĄŻ – Sylwester Włodzimierz Leon Przerwa-Tetmajer

DZIECI – Jadwiga Anna Julia (Isia) Naimska, Julianna Anna (Hanka) Felsztyńska, Klementyna Maria (Klimka) Rybicka, Maria Julia Leonia (Marysia) Krobicka, Maria Magdalena Teofila (Dudu) Frankiewiczowa, Jan Kazimierz (Kazek), Wanda Maria (zmarła po urodzeniu), Tadeusz Lucjan Julian (Tydzio), Krystyna Barbara Leonia (Krzysia) 1º v. Peszyńska, 2º v. Skąpska

WNUKOWIE – Michał Naimski, Anna (Hanusia) Rybicka, Barbara Rybicka, Jan Kazimierz Krobicki, Andrzej Krobicki, Bolesław Krobicki, Włodzimierz Frankiewicz, Teresa Frankiewiczówna, Andrzej Tetmajer, Barbara Tetmajerówna, Włodzimierz Tetmajer, Barbara Peszyńska, Stanisława Peszyńska, Zofia Skąpska

MARIA Franciszka Mikołajczykówna (8 VII 1877 – 9 IV 1925)

DZIADKOWIE – Józef Wojciech i Zofia Katarzyna z d. Kijonka Mikołajczykowie

RODZICE – Jacenty (Jacek) i Jadwiga z d. Czepiec Mikołajczykowie

RODZEŃSTWO – Maria Katarzyna Wójcik i Paulina Maria (Ulina) Mikołajczykówna – córki Jacka Mikołajczyka z małżeństwa z Katarzyną z d. Karaś, Józef Walenty, Anna Maria Tetmajerowa, Jan Jacek (zmarł w niemowlęctwie), Jan, Jadwiga Rydlowa, Franciszka Maria (zmarła w dzieciństwie), Jakub Wojciech

MĄŻ – Wojciech Susuł, Kazimierz Popiel

DZIECI – Anna Nowosiad z d. Susuł, Józef Susuł (zmarł w niemowlęctwie), Jadwiga Anna Solarz z d. Susuł, Stanisław Kostka Kazimierz Popiel (zmarł w dzieciństwie), Helena Bronisława Kozłowska z d. Popiel, Maria Fijak z d. Popiel, Aniela Bronisława Broda z d. Popiel, Stanisław Kostka Rudolf (zmarł w dzieciństwie)

WNUKOWIE wymienieni w książce – Irena Nowosiad, Włodzimierz Nowosiad

JADWIGA Mikołajczykówna (1 III 1883 – 21 IV 1936)

DZIADKOWIE – Józef Wojciech i Zofia Katarzyna z d. Kijonka Mikołajczykowie

RODZICE – Jacenty (Jacek) i Jadwiga z d. Czepiec Mikołajczykowie

RODZEŃSTWO – Maria Katarzyna Wójcik i Paulina Maria (Ulina) Mikołajczykówna – córki Jacka Mikołajczyka z małżeństwa z Katarzyną z d. Karaś, Józef Walenty, Anna Maria Tetmajerowa, Jan Jacek (zmarł w niemowlęctwie), Maria Franciszka 1º v. Susuł, 2º v. Popiel, Jan, Franciszka Maria (zmarła w dzieciństwie), Jakub Wojciech

MĄŻ – Lucjan Antoni Feliks Rydel

DZIECI – Lucjan Jacek Rydel, Helena Jadwiga Anna Rydlowa z d. Rydel (Helena z Rydlów Rydlowa)

WNUKOWIE – Maria Barbara Hetnał z d. Rydel, Lucjan Rydel i Jan Rydel (dzieci Lucjana Jacka), Jacek Rydel, Anna Rydlówna (dzieci Heleny)

DEKORACJA

Wieś podkrakowska. Od centrum miasta dzieli ją około pięciu kilometrów; godzina drogi piechotą. Sąsiaduje z Łobzowem, Bronowicami Wielkimi i Rząską. Północnym krańcem przylega do łagodnych zboczy Wróżnej Góry. Wzgórze to zdaniem niektórych jest miejscem, gdzie zbiera się energia z dwóch światów. Można tu spotkać południce, które mieszkają na krańcach wsi i miedzach. Widują je zwykle młodzi mężczyźni, którym zdarza się przysnąć w polu. Jest strzygoń, któremu po śmierci pozostała jedna z dwóch dusz. Korzysta z niej, by odwiedzać żyjących. Można przerwać te spacery, układając go w trumnie twarzą do ziemi. W stawie ukrywa się topielec, który wciąga mieszkańców pod powierzchnię. Ci, którzy go widzieli, opowiadają, że ma postać małego chłopca w czerwonym ubraniu.

Młodym matkom zagrażają boginki, które zabierają co ładniejsze noworodki i podrzucają własne dzieci, boginiasy. Poznaje się je między innymi po nienaturalnie dużej głowie. Maćkowska wychowywała boginiasa przez jedenaście lat. Chłopiec był szpetny, choć mądry („i taki smyśny jag gorol”). Poradzono jej, by rozebrała go do naga pod kuźnią i sprała brzozowym prętem. Tak zrobiła. Boginka w okamgnieniu oddała jej własnego syna[1*][1]. Boginki ubierają się jak góralki. Noszą długie czarne spódnice i skórzane kierpce, które kobietom z podkrakowskiej wsi przypominają gęsie stopy. Widywano je dawniej, jak nocą prały chusty w stawie. Odkąd przy gościńcu położono tory kolei żelaznej, boginki nie pojawiają się w tej wsi. Na wszelki wypadek kobiety kładą w oknach skrzyżowane źdźbła żyta i żółte kwiaty dziurawca zwyczajnego, nazywane dzwonkami Panny Marii, święcone 15 sierpnia.

Od trzynastego wieku wieś ta należy do uposażenia parafii Najświętszej Marii Panny w Krakowie. Mieszkańcy szanują godności kościelne, ale jeśli trzeba, spierają się z proboszczem o wysokość świadczeń. W sądzie zwykle przegrywają sprawy. Słuchają księdza tylko w niedziele, bo kościół jest daleko. W pozostałe dni tygodnia polegają na własnym zdaniu.

Nie ufają lekarzom. Znak krzyża i wódkę uważają za najlepsze lekarstwa.

Władysław Bończa-Rutkowski, Na granicy Bronowic, koniec XIX w. Na pierwszym planie słup graniczny i prostokątna tablica z napisem: Gmina Bronowice. Poniżej drogowskaz z napisem: Do Balic. Na ścianie chaty, usytuowanej po lewej stronie drogi, widoczna żółta owalna tablica z napisem: Urząd Gminny.

Cenią rozwagę, unikają awantur. Wyjątek robią dla sąsiadów z Bronowic Wielkich. Niechęć pomiędzy dwiema wioskami utrzymuje się od wieków. Są gościnni. Każdemu, kto przekroczy próg chałupy, proponują poczęstunek, choć do obcych odnoszą się z dystansem. Interesują się polityką.

 

Noszą nazwiska, których geneza sięga kilku wieków wstecz, ale mają słabość do przezwisk. Miejscowego stolarza nazwą Kuferkiem po tym, jak nie posiadając podróżnego worka, sprawi sobie drewniany neseser.

W pogodne dni kobiety wywieszają poduszki i pierzyny na płocie. Tylko tak mogą pochwalić się zamożnością w izbie przed sąsiadkami.

Z odpustów przywożą obrazy o motywach religijnych. Obwieszają nimi ściany, dekorują kwiatami i bukiecikami z wesel. Pod wizerunkiem Matki Boskiej zapalają czerwoną lampkę. Ze świętymi Kościoła katolickiego mają osobisty układ. Do skrytek powstałych między ścianą a plecami obrazu chowają owinięte w szmatkę wartościowe przedmioty. Uważają, że wizerunek świętego uchroni je przed kradzieżą.

Są dumni z przynależności do parafii mariackiej, jednak woleliby modlić się u siebie. W Krakowie, mówią, umiera się drożej.

RZECZ DZIEJE SIĘ

NA DŁUGO PRZED ROKIEM 1900


.

WIEŚ

Skądeś ty chłopie? Z tej wsi co nad wodą wisi.

A czapka skąd? I czapka stamtąd, dobrodzieju[2*][1].

Bronowice Małe leżą za szynami, które ręka budowniczych żelaznej Kolei Krakowsko-Górnośląskiej rzuciła w tym miejscu w 1847 roku w poprzek gościńca z Krakowa i pól uprawianych przez chłopów. Ruch pociągów, początkowo czterech dziennie, później znacznie więcej, stanie się odtąd charakterystycznym elementem i dźwiękiem wsi. Z czasem pociągi otrzymają lokalne nazwy, bo przecież specyfiką tego miejsca jest nadawać wszystkiemu własne brzmienie. Pociągi osobowe w języku bronowickim to personki, a towarowe w spolszczonym niemieckim śnelcugi.

Po przekroczeniu torów kolejowych linii Kraków – Mysłowice zbliżamy się do centrum wioski. Oto wierzby. Mówi się, że w ich gałęziach mieszkają diabły. Nieco dalej na niewielkim wzniesieniu między starymi lipami stoi figura Matki Boskiej przykryta blaszanym daszkiem. Stąd drogi rozchodzą się w kilku kierunkach: do sąsiednich Bronowic Wielkich i w stronę mostu kolejowego.

Mijamy staw, dalej studnię. Tutaj zaczyna się ruch. Kobiety noszą wodę na drewnianych nosidłach. Na drodze podskakują furmanki; wiązka siana, która służy chłopu za siedzenie i przekąskę dla konia na czas postoju, tylko w niewielkim stopniu amortyzuje te wytrząsy. To centralne miejsce we wsi. Nieopodal stoi karczma. Stąd drogi rozgałęziają się w kierunku dworu należącego do parafii mariackiej i w stronę sąsiedniej Rząski. Jest we wsi drugi staw. Latem poi się w nim krowy i konie wypasane na pobliskiej Wróżnej Górze. Zimą służy za ślizgawkę. Oba stawy w Bronowicach Małych zasila w wodę strumyk, w którym kąpią się kaczki i gęsi, i taplają dzieci[2].

Teren jest pagórkowaty, poprzecinany wąwozami. Chałupy przycupnięte na wzgórkach, zwrócone na stronę południową, do słońca. Mają małe okna i drzwi z półkolistą futryną. Dachy są kryte strzechą, ściany malowane wapnem z domieszką ultramaryny, która nadaje im błękitnawy odcień.

Na stromych zboczach rosną grusze, jabłonie i śliwy, przy drogach wiązy. Wystarczy nieco deszczu, by żółtawobrunatna ziemia zamieniła się w breję. W 1900 roku Stanisław Wyspiański wplecie między strofy Wesela słowa: „wszędy straszne błotne chlapy”. To się nie zmieni. Stanisław Ziembicki, który odwiedzi Bronowice Małe też w listopadzie, choć ponad pół wieku później, napisze: „pod stopami mlaszcze gliniaste błocko”.

Nie jest to duża wieś. Wydany w 1880 roku tom pierwszy Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich podaje, że w Bronowicach Małych i Wielkich znajduje się łącznie sto dziewięćdziesiąt domów[3]. Jakub Mikołajczyk zapamięta, że pod koniec wieku Bronowice Małe liczyły około stu domów[4]. Mieszkańcy żyją z rolnictwa. O statusie majątkowym świadczy ilość uprawianej ziemi. Trzydzieści dwie morgi Macieja Boryny w powieści Chłopi w tym przypadku trzeba włożyć między karty książki. Jak wynika z rejestru gruntów rozdzielonych pomiędzy chłopów po uwłaszczeniu, najzamożniejsi w Bronowicach Małych użytkują w latach czterdziestych dziewiętnastego wieku od szesnastu do dziewiętnastu mórg[3*][5]. Najwięcej jest tych, którzy posiadają cztery morgi, i tych, którzy muszą przeżyć z uprawy dwóch – nieco powyżej hektara, a więc biednie. Są tacy, którzy nie mają ziemi i utrzymują się, pracując dla innych.

Na drodze w Bronowicach Małych.

Pod koniec dziewiętnastego wieku galicyjska wieś jest biedna, zacofana i przesądna. Bez względu na stan majątkowy żyje się tu ciężko. Chałupy są przeludnione, wilgotne, ciemne i zadymione. Na jakość życia wpływają także złe warunki higieniczne i sposób żywienia. Biedne rodziny głodują, lepiej sytuowane jedzą proste potrawy, które same produkują, zwykle ciężkostrawne. „Ziemniaki, groch, bób, kasza, kapusta, barszcz, a przy tem chleb, to była zwyczajna strawa na śniadania, obiady i kolacje” – wspomina Jan Słomka w Pamiętnikach włościanina[6]. Do tego obowiązkowa omasta ze słoniny, masła albo oleju. Dużo i do wszystkiego.

Ubóstwo wnętrz biednych chłopskich chałup przełamują akcenty artystyczne: meble wiejskie zdobione motywami kwiatowymi, gwiazdki i rozety wystrzygane z papieru, wieszane w izbach, wreszcie ornamenty malowane na ścianach i framugach okiennych; w Bronowicach Małych nazywa się to brezowaniem ścian.

Przy powszechnym niedostatku i ograniczonym dostępie do tego, co wychodzi poza najbardziej podstawowe potrzeby, rozwija się wieś kolorowa, folklorystyczna, przyciągająca wzrok dekoracyjnością strojów i symboliką obrzędów.

Chłopi z Bronowic Małych lubią ładnie się ubrać. Okazji ku temu mają niewiele: chrzty, wesela i pogrzeby. Elementy stroju, sposób zdobienia odróżniają ich wioskę od innych w powiecie[7]. Skrzynie ze strojami na specjalne okazje chłopi otwierają najczęściej przed niedzielną mszą w kościele Mariackim.

Świąteczny męski strój bronowicki to granatowy kaftan, spodnie ciemne lub jasne, w cienkie różowe paski, wpuszczone w cholewy butów, do tego białe sukmany służące za ubranie wierzchnie, z szerokim pasem lub bez, szyte przez sukmaniarzy. Rozpiętość cenowa jest duża. Sukmany z lepszego materiału uszyte na miarę mogą być pięciokrotnie droższe[8]. Chłopi z Bronowic Małych po odświętną odzież męską i buty jeżdżą zwykle do Krzeszowic[9].

Elementy stroju kobiecego można opisać tak: koszula, gorset, katanka, spódnica, zapaska, buty, chusta na ramiona, chusteczka na włosy, wstążki, falbanki, kaletki, zakładki, guziczki, cekiny, wisiorki, kamyki, jedwabne chwaściki. I mnóstwo kolorów. Koszule śnieżnobiałe, wyprane w „farbce” – ciemnoniebieskim proszku dodawanym do ostatniego płukania – mają haftowane karczki wycięte w zęby (szyjki) i takie same mankiety (oszewki). Gorsety z baskinką wykonaną z półokrągłych zakładek, nazywanych kaletkami, różnią się kolorem, materiałem i zdobieniami, które szwaczkom dyktuje aktualna moda i fantazja. To najdroższy element stroju. Spódnice kobiety z Bronowic noszą kwieciste, kolorowe, suto marszczone, przewiązują je zapaską, czyli ozdobnym fartuszkiem z tiulu, atłasu lub tybetu (tkanina cienka wełniana), bez której „żadna kobieta nawet w domu się nie pokaże”[10]. Kolorowe chustki dobierają do koloru włosów i karnacji, zawiązują na karku, końce z frędzlami puszczają na ramiona. W chłodniejsze dni nakładają katanki, wzorzyste krótkie żakiety, zdobione koralikami i wyszywane. Nazywają je jadwiśką lub chaderą.

Na co dzień noszą się skromniej. Stroje kobiece mają mniej zdobień i są uszyte z tańszych materiałów – perkalu, barchanu, płótna. Starsi mężczyźni noszą krótkie błękitne kabaty, młodzi czerwone z mosiężnymi guzikami.

Słownictwo też jest ważne. W Bronowicach Małych chustkę na głowie można jedynie zawiązać, w chustę na ramiona można się odziać, obuwie wzuć albo zezuć, spódnicę opasać albo odpasać, koszulę oblec lub zwlec.

JACENTY

U moji matusi, u moji kochany, malowane okna, brezowane ściany[11].

Włodzimierz Tetmajer w rapsodzie Racławice, inspirowanym Bronowicami Małymi i jego mieszkańcami, pisze:

W środku wioski, przy drodze, na wysokim brzegu,

w głębi sadu, pod cieniem lipy rozłożystej,

świeci pośród zieleni ciemnej i soczystej

chałupa stara, strzechy ogromnym chochołem

przyciśnięta, aż ściany ugięły się dołem,

aż słupami i spinką podparto stragarze.

Słupy, jeden u węgłów, a u drzwi po parze.

W warstwie faktograficznej wygląda to tak: chałupa stoi na jednym z pagórków przy drodze biegnącej w kierunku Rząski i Wróżnej Góry. Tylko częściowo można ją dostrzec pomiędzy drzewami owocowymi porastającymi zbocze. Prowadzi do niej stromy, dość wąski podjazd. Na podwórku rośnie rozłożysta grusza. Za przydomową ławkę służy ubity wał gliny przy ścianie pod oknem. Potocznie nazywa się to przyzbą. W Bronowicach Małych na przyzbę mówi się pagródka[12]. Podwórko i sad przedziela płot z przeplatanych gałązek wikliny. Nieco dalej widać stodołę i wozownię. W tym domu, który wydawałoby się, czasy świetności ma już za sobą, mieszka Jacenty Mikołajczyk z rodziną.

Na początek ustalmy, czy ma na imię Jacenty czy Jacek – oba warianty podaje obfita literatura związana z genezą powstania Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Ksiądz Franciszek Lampka, wikariusz parafii Najświętszej Marii Panny, 12 sierpnia 1832 roku o godzinie dziesiątej zapisał w księgach kościelnych:

„...przed Nami Wikarym i Zastępcą urzędnika Stanu Cywilnego Parafii Panny Maryi w Krakowie stawił się Józef Mikołajczyk zagrodnik lat trzydzieści cztery mający w Bronowicach Małych pod liczbą trzydzieści dwa mieszkający i okazał Nam dziecię płci męzkiej które urodziło się w domu iego zamieszkania na dniu onegdayszym o godzinie szóstej z południa, oświadczając iż iest spłodzone z niego i Zofii Kijankówny lat dwadzieścia ośm liczącey iego małżonki, i że życzeniem iego iest nadać mu imię Jacek”[13].

W Bronowicach Małych wołają go jednak Jacenty. Tym imieniem podpisał się na dokumencie znajdującym się dzisiaj w archiwum kościelnym. Zatem Jacenty.

Jacenty Mikołajczyk nie jest zamożny. W późniejszych latach, kiedy nieoczekiwany rozwój wydarzeń zwróci na niedbającego o rozgłos chłopa z podkrakowskiej wsi oczy miasta, będzie się mówiło, że jego majątkiem były urodziwe córki. Na razie nie zanosi się na to, że sława Mikołajczyków kiedykolwiek wyjdzie poza opłotki rodzinnej wsi. W sporządzonym w 1832 roku rejestrze chłopów odrabiających pańszczyznę na rzecz archiprezbitera kościoła Mariackiego ojciec Jacentego, Józef, jest zaliczany do chałupników, czyli chłopów bez ziemi, podczas gdy stryj Józefa, Wojciech, wymieniany jest w gronie najbogatszych gospodarzy. Po uwłaszczeniu chłopów w 1834 roku Józefowi przypadają zaledwie dwie morgi i 154 pręty ziemi, a synowi Wojciecha, Walentemu – szesnaście mórg i 33 pręty[14]. Józef Mikołajczyk umiera w maju 1841 roku. Osieroca czworo dzieci: Bartłomieja, Tomasza, Jacka i Marię. Piąte, Anna, przychodzi na świat dwa miesiące po jego śmierci[4*]. Gospodarstwo prowadzi wdowa ze starszymi synami: siedemnastoletnim Bartłomiejem i szesnastoletnim Tomaszem.

Zwykle to najstarszy brat przejmuje ziemię po ojcu i jest zobowiązany do spłaty pieniężnej na rzecz młodszego rodzeństwa. W tym przypadku niewielka ilość gruntu wyklucza podział. Trzy morgi ziemi odpowiadają dzisiaj niepełnym dwóm hektarom. Bartłomiej zakłada rodzinę i sprowadza żonę do siebie. W chałupie Mikołajczyków jest ciasno i biednie. Zaostrza się konflikt Jacentego ze starszymi braćmi o prawo do spadku po ojcu. Rafał Węgrzyniak pisze: „Ponieważ nie otrzymał ziemi ani nie był spłacony, przez wiele lat procesował się z rodziną”[15]. Trudno po stu osiemdziesięciu latach napisać o tym coś więcej. Pewne jest jedno: jako trzeci syn musi poszukać innego źródła utrzymania. W tradycji rodzinnej zachowa się informacja o podróży zarobkowej, którą odbył w młodości. Gdzie znalazł pracę – nie wiadomo.

W 1859 roku Jacenty jest z powrotem w Bronowicach Małych. Ma dwadzieścia siedem lat, w kieszeni nieco gotówki; może myśleć o założeniu rodziny. 13 listopada żeni się z Katarzyną Karaś, córką Jana i Katarzyny z Gasłów. Szesnastoletnia żona wnosi Jacentemu w posagu kilka mórg ziemi (Karasiowie dzierżawią cztery morgi z majątku parafii mariackiej) oraz dwuizbową chałupę z komorą i kurnikiem.

Rodzina szybko się powiększa. Pierwszy przychodzi na świat syn Tomasz Stefan (8 XI 1862–7 XI 1863), po nim córki: Maria Katarzyna (ur. 24 XII 1864) i Paulina Maria (ur. 26 V 1867). 2 kwietnia 1870 roku Katarzyna rodzi Jackowi czwarte dziecko, Franciszka Jana. Trzy miesiące później umiera na tyfus, ma dwadzieścia sześć lat[16].

W lipcu 1870 roku Jacenty Mikołajczyk jest wdowcem z trojgiem dzieci. Najmłodsze ma trzy miesiące. Na żałobę nie może sobie pozwolić. Szuka kobiety, która zajmie miejsce zmarłej żony w domu i przy gospodarstwie. 16 października żeni się z Jadwigą Czepiec. Kilka tygodni później, dokładniej 26 grudnia tego roku, kiedy wieś świętuje Boże Narodzenie, umiera ośmiomiesięczny Franciszek Jan.

Druga żona Jacentego ma dwadzieścia lat. Wyróżnia się urodą i temperamentem. Obydwoje są jak ogień i woda. Wnuczka Helena z Rydlów Rydlowa pisze we wspomnieniach: „Dziadek był raczej domatorem, najchętniej widział, aby i żona widziała również świat w domu i w gospodarstwie. Toteż z początku dochodziło na ten temat do nieporozumień”[17].

Posag, który wnosi mężowi, jest niewielki, ale koligacje rodzinne też mają znaczenie. We wsi i okolicy ceni się Czepców za wiedzę, przenikliwość i silne pięści. Jacenty Mikołajczyk za jednym razem zyskuje żonę, szwagierkę i pięciu szwagrów.

Jadwiga obdarza go licznym potomstwem. Po pierworodnym Józefie (ur. 12 III 1872) przychodzą na świat: Anna Maria (ur. 1 II 1874), Jan Jacek (ur. 5 IV 1876, umiera po czterech dniach), Maria Franciszka (ur. 8 VII 1877), Jan (ur. 15 XI 1880), Jadwiga (ur. 1 III 1883), Franciszka Maria (ur. 19 IV 1885, umiera w dzieciństwie) i Jakub Wojciech (ur. 9 IV 1889)[18]. Mieszkają w chałupie odziedziczonej przez Jacentego po pierwszej żonie Katarzynie z Karasiów.

SZKOŁA

Kto się zna na piśmie, najprzód się do piekła wciśnie[19].

Ustawa z 2 maja 1873 roku wysyła do szkół wszystkie galicyjskie dzieci, ale z jej realizacją bywa na wsi różnie[5*]. Te, które urodziły się w rodzinach chłopskich, od najmłodszych lat są przyuczane do prac gospodarskich; wiosną, latem i jesienią wypasają gęsi i krowy albo opiekują się młodszym rodzeństwem. Największa frekwencja w wiejskich szkółkach przypada od późnej jesieni do wczesnej wiosny, kiedy nie pracuje się w polu.

Statystyki opublikowane przez Bolesława Adama Baranowskiego informują, że w 1880 roku tylko co siódmy mieszkaniec Galicji i co jedenasta mieszkanka potrafią czytać i pisać[20]. Na wsi analfabetyzm jest bardziej powszechny niż w mieście. Nieliczni podpisują się własnym nazwiskiem, reszta robi to krzyżykiem. Jedni odczytują litery drukowane, drudzy nie czytają wcale, jeszcze inni utrwalają sobie pamięciowo teksty modlitw i pieśni kościelnych z książeczek do nabożeństwa i kantyczek.

W wiejskiej szkółce dzieci odmawiają pacierz, poznają litery, wykonują podstawowe działania na liczbach, wkuwają katechizm. To, czego na lekcjach historii dowiedzą się od nauczyciela, zależy od jego sympatii politycznych. Zwykle więcej dowiadują się o austriackich Habsburgach niż o Piastach. Świadomość narodową znacznej części galicyjskich chłopów, którzy nie mają dostępu do edukacji, kształtują realia: administracja austriacka i służba w armii monarchii austro-węgierskiej. Maciej Czuła, syn chłopa z Grabia pod Wieliczką, wspomina: „Czytanki szkolne były zwyczajnie owiane duchem austriackim. Dużo tam było o Rudolfie z Habsburga, cesarzu Maksymilianie, Józefie II, o cesarzowych Marii Teresie i Elżbiecie, rzadko natomiast i na szarym końcu było coś z historii polskiej”[21].

Włodzimierz Tetmajer, Wieczorna modlitwa, obraz niedatowany.

Wiejska szkółka to zwykle jedna lub dwie izby, do tego stół, krzesła, liczydła i trzcinka, bo kary cielesne utrwalają edukację. Można dostać trzciną po palcach, oberwać po głowie, klęczeć na grochu albo na piasku.

Wnuczki Jacentego Mikołajczyka – Klementyna Rybicka i Helena z Rydlów Rydlowa[22] – zapamiętają książki przechowywane przez dziadka w chałupie. Podniszczone, wielokrotnie kartkowane, są pamiątką po podróży zarobkowej. To dość rzadki przypadek na tle powszechnego wyobrażenia o galicyjskim chłopie: ubogim, zacofanym analfabecie.

„Książki owe jak i szczoteczkę do zębów (!) miał dziadek wysoko umieszczone na «spince» podtrzymującej w izbie stragarze, aby dzieci nie mogły mu ich ruszać” – wspomina Helena z Rydlów Rydlowa.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdy rodzina systematycznie się powiększa, Jacentego Mikołajczyka nie stać na książki; takie zakupy zostają strącone z listy potrzeb przez zwykłe, pilne wydatki. Ale z czytania nie rezygnuje. Z drewnianej belki zdejmuje książki zwykle w niedzielne popołudnia.

Pozostanie wierny temu nawykowi przez lata. Klementyna Rybicka zapamięta opowieści o antychryście niszczącym ziemię z powietrza, które w wyobraźni dzieci musiały budzić grozę. Prawdopodobnie historie te Jacenty Mikołajczyk zaczerpnął z lektury Proroctwa królowej Saby, książki popularnej i przekazywanej z rąk do rąk jeszcze wiele lat później. Z książek przechowywanych na belce pod sufitem druga wnuczka zapamięta Żywoty świętych Piotra Skargi.

Chłopi, którzy posiadają umiejętność pisania i czytania choćby w małym stopniu, do edukacji dzieci podchodzą z większym zrozumieniem. W latach osiemdziesiątych do trzyklasowej szkółki wiejskiej chodzą starsze dzieci Jacentego Mikołajczyka. Zapewne nieregularnie, jak większość na wsi. Jak mogła przebiegać nauka i ile z niej wyniosły chłopskie dzieci, można domyślić się, czytając ich wspomnienia z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku.

Maciej Czuła: „Program nauki w dawnych ludowych szkołach był bardzo ubogi, toteż dziecko przeciętnie uzdolnione niewiele z takiej szkoły mogło wynieść wiadomości, skoro nawet ortograficznie nie nauczyło się pisać, zaś z czterech działów arytmetycznych ledwie cośkolwiek mogło dodawać i odejmować. Nie mogło być zresztą lepiej, jeżeli jeden nauczyciel uczył wszystkie cztery klasy przed południem i po południu, razem przeszło 180 dzieci!”[23].