Tradycyjne modlitwy terapeutyczne

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


REDAKCJA: Irena Kloskowska

SKŁAD: Iga Maliszewska

PROJEKT OKŁADKI: Iga Maliszewska

TŁUMACZENIE: Anna Chomik

KOREKTA: Anna Lisiecka

Wydanie I

BIAŁYSTOK 2017

ISBN 978-83-7377-853-5

Original title: Alte Heilgebete: Gesundheit für Körper und Geist by Monika Herz

www.herbig.net

Copyright © 2010 nymphenburger in der F. A. Herbig Verlagsbuchhandlung GmbH, München.

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2016

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana

ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych,

kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.


15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

sklep firmowy: Białystok, ul. Antoniuk Fabr. 55/20

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Dedykacja

PODSTAWY

Wprowadzenie

Tradycja modlitw uzdrawiających

Przesądy, amulety, czary i rytuały

Pisemny przekaz modlitw uzdrawiających

Powołanie do uzdrawiania

Jak działa uzdrawianie modlitwą?

JAK NALEŻY SIĘ MODLIĆ?

Najlepsze miejsce do modlitwy

Wewnętrzna postawa w trakcie modlitwy

Prawidłowa koncentracja

Nauka modlitwy

Modlitwa za inne osoby

Jak dziękować?

DAWNE MODLITWY UZDRAWIAJĄC

Modlitwa wzorcowa

Modlitwa podstawowa

Modlitwa dla wzmocnienia

Modlitwa zapobiegająca szkodom

Modlitwa podróżna

Modlitwa o zakończenie kłótni i wrogości

Zamawianie burz

Odnajdywanie zgubionych przedmiotów

Modlitwa o uśmierzenie bólu

Modlitwa w przypadku świeżych ran i duchowych skaleczeń

Modlitwa o zatamowanie krwi

Modlitwa przy uzależnieniach

Modlitwa w chorobach serca

Modlitwa w gorączce

Modlitwa w schorzeniach skórnych

Modlitwa o usunięcie kurzajek

Podziękowania

Przypisy

Dedykacja

Książka ta jest dedykowana siedmiu pokoleniom uzdrawiających modlitwą:

• pokoleniu pradziadków i prababek, którzy byli prześladowani, przekazując potajemnie mimo niebezpieczeństwa utraty życia dawne, uznane za pogańskie modlitwy;

• pokoleniu dziadków i babć, którzy posługiwali się dawnymi modlitwami, przechowywali je oraz przekazywali dalej w czasach, kiedy kobiety często umierały po urodzeniu dziecka, a mężczyźni ulegali śmiertelnym wypadkom;

• pokoleniu matek i ojców, którzy zachowali dawne modlitwy mimo wskazań współczesnej medycyny, przekazując je swoim następcom;

• naszemu pokoleniu, które wykazuje na nowo zainteresowanie tradycją leczenia modlitwą;

• pokoleniu synów i córek, którzy być może także będą chcieli stosować dawną wiedzę i przekazywać ją dalej;

• pokoleniu wnuków i wnuczek oraz pokoleniu prawnuków.

Niech ci, którzy przyjdą po nas, zastaną świat otoczony miłością i niech mają chęć się modlić.

Poza tym książkę poświęcam wszystkim tym,

za których nikt się nie modli.

PODSTAWY

Wprowadzenie

Modlitwy zamieszczone w tej książce były przekazywane z ust do ust zgodnie z tradycją uzdrawiaczy z obszaru Alp. Do dziś dnia nie wiadomo jednak, skąd właściwie pierwotnie pochodzą modlitwy. Najprawdopodobniej właściwym źródłem ich pochodzenia jest to, co nazywamy Największą Potęgą, Duchem, bądź czymkolwiek innym, co stanowi początek wszystkiego.

Modlitwy o zdrowie stanowią od wielu lat jeden z najważniejszych filarów medycyny w Europie. Porównywalne duchowe metody leczenia istnieją na całym świecie i są zwykle określane mianem szamanizmu. Zazwyczaj pod tym pojęciem rozumie się zjawisko z pogranicza religii i magii, które zaobserwowano u rdzennych mieszkańców Syberii, a następnie je opisano. Na Syberii kobiety i mężczyźni zajmujący się uzdrawianiem byli nazywani szamanami, dlatego badacze przenieśli to określenie na wszystkie inne podobne metody uzdrawiania, którymi się zajmowali. W krajach alpejskich określa się tych ludzi mianem „odmawiających modlitwę” lub „zamawiaczy”. Oznacza to, że choroby i bóle mogą zostać złagodzone poprzez modlitwę lub nawet ustąpić. Do dziś żyją nieliczni „zamawiacze chorób”, jednak jest to grupa raczej na wymarciu.

Większość modlitw i rytuałów, które zdradzam w niniejszej książce, dostałam od przyjaciela mojej rodziny pana Georga Lory'ego. U nas w domu nazywaliśmy go „nasz Lory”. Po przejściu na emeryturę postawił sobie za cel nie tylko bycie czynnym uzdrowicielem, ale także zebranie dawnych modlitw. Kiedy tylko Lory miał czas, szukał kontaktu z dawnymi uzdrawiaczami i prosił ich o to, aby przekazali mu modlitwy. Dobrze pamiętam, jak często był rozczarowany tym, kiedy niektórzy z nich woleli zabrać modlitwy ze sobą do grobu niż przekazać je następnym pokoleniom. Inni z kolei chętnie opowiadali je Lory'emu, kiedy tylko przekonali się co do jego motywacji i kiedy zdobył on ich zaufanie. Podobnie jak wszyscy inni uzdrawiacze, także Lory traktował uzdrawianie jako swoje dodatkowe zajęcie poza normalna pracą. Georg Lory zmarł 6 stycznia 1992 roku w wieku 80 lat. Jako dziecko zawsze miałam do niego duży szacunek, gdyż nazywano go cudownym uzdrawiaczem, a sam roztaczał wokół siebie magiczną aurę. Wierzyłam wtedy, że jedynie za pomocą własnej woli może dokonać wszystkiego, o czym tylko pomyśli.

W mojej ojczyźnie zachowała się tradycja przekazywania kolejnym pokoleniom modlitw przez zamawiaczy. Dotyczy ona także daru będącego powołaniem do uzdrawiania. Zazwyczaj uzdrowiciel szuka swojego następcy w kręgu własnej rodziny. Jeśli jednak nikt z osób spokrewnionych nie chce przejąć tej „profesji”, to uwzględnia się także najbliższych przyjaciół. Przekazanie mocy uzdrawiania zachodzi poprzez określone rytuały, które nowo mianowany uzdrowiciel musi sobie przyswoić pod kierunkiem doświadczonego uzdrawiacza.

 

Należy oczywiście być świadomym tego, że proces uzdrawiania nie jest niczym prostym. Zamawiacz musi na przykład wstać już o czwartej nad ranem, ponieważ właśnie wtedy odbywa się trudny poród cielaka. Już w czasach mojego dzieciństwa i młodości zwykło się w takich wypadkach prosić najpierw o pomoc zamawiacza, zanim przybył na miejsce weterynarz, którego do tego należało opłacić sporą kwotą pieniędzy. Zamawiacz, w przeciwieństwie do weterynarza, nie otrzymywał za swoją pracę wynagrodzenia, jednak ponosił całkowitą odpowiedzialność za możliwe niepowodzenie. Kiedyś ktoś mi powiedział: „Kiedy Lory'emu uda się pomóc, to przypisuje się ten fakt szczęściu lub przypadkowi, a do tego bardzo często nawet mu się nie podziękuje. Jednak kiedy jego modlitwy nie przyniosą oczekiwanych skutków, to pada opinia, że zamawiacz jest do niczego”.

Gdy nadeszła odpowiednia pora, Lory zaczął się rozglądać pośród znajomych w poszukiwaniu swojego następcy i wtedy wybrał mnie. Być może tak naprawdę było zupełnie odwrotnie i to ja wybrałam jego, ponieważ już jako dziecko odczuwałam duże zainteresowanie duchowością1.

Lory zabierał mnie często ze sobą w góry do lasu, gdzie przekazywał mi swoją wiedzę o religii naturalnej. Wyszukiwaliśmy na przykład stare lipy lub dęby, wokół których znajdowały się wyjątkowe miejsca. Lory nauczył mnie zaprzyjaźniania się z drzewami i umiejętności wczuwania się w ich życiową moc. Opowiedział mi, jak należy wykorzystywać okresy przesileń występujących w ciągu dnia oraz roku. Czasem ustawialiśmy się w kierunku słońca, wyciągając ręce przed siebie z dłońmi skierowanymi do światła i czerpiąc z jego światła życiową moc. Później odkryłam, że taka pozycja do modlitwy oraz wybór odpowiedniego momentu (wschód lub zachód słońca) są rozpowszechnione w innych kulturach, na przykład u narodów indiańskich. Ze zdziwieniem oglądałam zdjęcie przedstawiające Indianina z wpiętym we włosy piórem orła zwróconego w kierunku zachodzącego słońca, który przyjął dokładnie taką samą postawę ciała, odmawiając swoje modlitwy.

Ponieważ podczas leczenia modlitwą także naszym pacjentom przykładamy dłonie, prosimy jednocześnie o to, aby mogła z nich przepłynąć ta sama życiodajna i wspomagająca zdrowie energia, jak ta znajdująca się w promieniach słonecznych, które spotykają się z ziemią.

Okresy przesileń stanowią czas największej mocy. Odnosi się to zarówno do przejścia dnia w noc, jasności w ciemność, jak i do zmian pór roku. Podczas wschodu i zachodu słońca wytwarza się pewnego rodzaju mieszanina bądź zjednoczenie przeciwieństw: jasności i ciemności lub dnia i nocy. Takie zjednoczenie przeciwieństw, które wciąż na nowo powstaje w przyrodzie, stanowi symboliczny obraz procesu uzdrawiania. Podobnie jak z dnia powstaje noc, tak samo ze stanu choroby można przejść do stanu zdrowia. Tak jak po zimie i mrozie ponownie budzą się do życia wiosna i ciepło, tak samo ze stanu bólu i cierpienia powstają zdrowie i radość. Świadomość i pewność istnienia takiego stanu rzeczy uzyskujemy dzięki stałej i spokojnej obserwacji procesów zachodzących w przyrodzie. Od Indian nauczyłam się także tego, co oznacza krąg, jak rozumieć krąg medyczny oraz jak go stosować. Indianie określają magiczny krąg ochronny mianem kręgu medycznego, ponieważ oddziałują w jego wnętrzu pełne mocy energie mające podobne działanie jak medycyna. Mimo że Lory z pewnością nie spotkał w swoim życiu żadnego Indianina, dobrze znał on zastosowanie kręgu ochronnego. Krąg symbolizuje jedność i boskość, ponieważ oddziaływają w jego wnętrzu siły, które oddalają wszystko niedające się wyleczyć. Aby ustawić się w centrum kręgu ochronnego, należy roztoczyć wokół siebie okrąg zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Aby go następnie zamknąć, trzeba wykonać ruch w przeciwną stronę. Lory nauczył mnie także uwzględniania faz księżyca, a przy ustępującym księżycu leczenia oraz zajmowania się w szczególności tym, co ma zniknąć i co księżyc ma ze sobą zabrać, na przykład kurzajki. Przy księżycu rosnącym należy się z kolei modlić o sprawy, które wymagają wzrostu, jak ma to na przykład miejsce podczas starania się o dziecko. Przede wszystkim starał się on jednak wzbudzić we mnie zaufanie do modlitwy. Mówił mi: „Ludzie przychodzą do ciebie, ponieważ sami nie potrafią się modlić i ponieważ sami nie mają zaufania do Boga ani do świata duchowego. Jeśli jednak ty także nie ufasz swoim modlitwom, to jak mają one zadziałać?”. Oczywiście powinnam uwzględniać przy tym zdrowy rozsądek. Pewnego razu zastosowałam z dużym powodzeniem modlitwę przeciwbólową na dolegliwości związane z zębem. Jednak po trzech dniach ból powrócił. Lory zezłościł się na mnie, mówiąc: „Musisz iść do dentysty! Modlitwa przeciwbólowa dotyczy stanów ostrych i powstała w czasie, kiedy nie istnieli dentyści. A dziś, kiedy zęby leczy się na każdym rogu ulicy, trzeba udać się właśnie do gabinetu!”. Kiedy rozpoczynałam naukę uzdrawiania, byłam wtedy bardzo młoda, miałam około 25 lat. Zanim uzyskałam prawdziwe i głębokie zaufanie oraz wiarę w moc leczenia modlitwy, potrzebowałam wielu lat oraz licznych spotkań z uzdrowicielami z innych kręgów kulturowych.

Tradycja modlitw uzdrawiających

Tradycja leczenia modlitwą lub, jak zwykło się mawiać w Bawarii, „zamawiania” sięga daleko wstecz. Najstarsze źródło historyczne, do którego dotarłam osobiście, pochodzi z roku 79 naszej ery, z czasów wybuchu wulkanu Wezuwiusz oraz zniknięcia miasta Pompeje. Podczas zwiedzania wystawy o czarownicach w malowniczym miasteczku Shongau2 odkryłam ku mojemu wielkiemu zdziwieniu interesujący eksponat: prastary, zeschnięty chleb, który został odnaleziony podczas prac wykopaliskowych w Pompejach. Wewnątrz chleba znajdował się magiczny kwadrat Sator-Arepo, który do tamtego momentu znany był mi tylko jako talizman ochronny. W mojej rodzinie ten ochronny talizman do dziś każdy nosi w portfelu albo przy sobie jako amulet. Otrzymaliśmy ten amulet ochronny od naszego przyjaciela – Lory'ego.

Dawne modlitwy lecznicze pochodzą najprawdopodobniej z czasów, kiedy opieka medyczna w Europie wyglądała inaczej niż obecnie. Jeszcze pięćdziesiąt pięć lat temu, kiedy na świat przyszła moja siostra, mój ojciec musiał jechać na rowerze do oddalonej o dziesięć kilometrów miejscowości w poszukiwaniu akuszerki. Wprawdzie telefony i samochody były już wtedy wynalezione, ale mało kto je posiadał. Mój ojciec miał dużo szczęścia, że udało mu się znaleźć akuszerkę i że natychmiast przybyła, aby być obok mojej matki przy porodzie. Należy pamiętać, że w tym czasie wiele kobiet umierało podczas porodu, niemowlęta umierały na żółtaczkę, a małe dzieci z powodu krzywicy (rachitis) – tak zwanej choroby angielskiej – doznawały tak poważnych zaburzeń wzrostu, które również prowadziły do śmierci.

W dzisiejszych czasach nasze dzieci miewają również nie mniejsze dolegliwości i nierzadko sami bezradni stoimy wobec choroby naszej pociechy, która cierpi na przykład na alergiczną astmę. Nie różni się to zbytnio od zachowań naszych przodków.

Mój ojciec jako mały chłopiec około 1930 roku przez nieuwagę podczas zabawy niebezpiecznym narzędziem odciął sobie trzy palce lewej ręki. Jego matka, a moja babcia zawinęła rany w czystą chustkę i dopiero następnego dnia pieszo, trzymając chłopca w wózku, zaprowadziła go do oddalonego o około piętnaście kilometrów lekarza. Dla nas – dzieci, okaleczona ręka ojca była zawsze obiektem wywołującym dreszcze zgrozy. Na pewno wtedy moja babcia, którą zwykliśmy nazywać „babcia serce”, modliła się całą noc jak szalona. Babcia serce gorliwie modliła się za swego chłopca także wtedy, kiedy wyruszył na wojnę. Ojciec wspomniał kiedyś, że czuł, jak babcia się za niego modli… We wszystkich momentach trwania walki oraz w chwilach, kiedy wychodził cało z opresji… Cały czas…

Jedną z takich historii zapamiętałam szczególnie dobrze. Mój ojciec wraz z kilkoma innymi walczącymi ukrywali się w stogu siana, kiedy zbliżał się do nich czołg wrogiej armii, zagrażając ich życiu. Uzbrojeni żołnierze przeciwnego wojska mogli ich wszystkich zabić. Jednak z jakiegoś powodu czołg nie wystrzelił w ich stronę, a zatrzymał się w pewnej odległości od stogu siana. Mój ojciec z pewnością bardzo się bał, ponieważ zaczął się modlić i natychmiast odczuł miłość i moc płynące z modlitw swojej matki. Żołnierze wrogiej armii wyszli z czołgu i zaczęli krążyć wokół pojazdu. Tym samym niemieccy żołnierze darowali życie Rosjanom. Nie zabili żołnierzy wrogiej armii, chociaż mogli tak uczynić. W ten sposób (przynajmniej w tej sytuacji) wielu ludzi uszło z życiem. Być może także młodzi rosyjscy żołnierze oraz ich matki w domach modlili się… W tamtym czasie z pewnością korzystna mogła być znajomość modlitwy o powstrzymanie krwawienia. Nie istniała bowiem żadna inna lepsza metoda. Gdy Lory przekazał mi modlitwę o powstrzymanie krwawienia, życzył mi czegoś, co mam nadzieję będzie trwało lata, a najlepiej całe stulecia. Powiedział mi w tamtym momencie: „Życzę ci, abyś nigdy nie musiała stosować tej modlitwy!”. Kiedy zapytałam go, co tak naprawdę ma na myśli, Lory wspomniał czas wojny, w której musiał brać udział. „Mogłem dzięki tej modlitwie pomóc w tamtym czasie wielu ludziom” – dodał, biorąc głęboki oddech na wspomnienie tego okresu. Nie chciał także nic więcej dodać. Oczywiście cieszymy się, że obecnie medycyna rozwija się tak szybko i na pewno nikt z nas nie chciałby wrócić do dawnych czasów. Jednak potęga medycyny nie powinna nikogo z nas skłonić do tego, abyśmy zaniedbywali duchowy wymiar naszego życia. Jako gatunek ludzki jesteśmy bardzo wyjątkowymi istotami. W przeciwieństwie do zwierząt i roślin mamy umiejętność głębokiego rozwoju naszego umysłu i posługiwania się jego możliwościami na co dzień. Nasz własny umysł może całkowicie świadomie połączyć się z „Wielkim Umysłem”, z misterium oraz największą tajemnicą. Najlepszym narzędziem do tego jest właśnie modlitwa.

Przesądy, amulety, czary i rytuały

Pojęcie modlitw uzdrawiających w kulturze ludowej utożsamiane jest zazwyczaj z całą mieszanką innych, bliskich mu znaczeniowo określeń. Są to między innymi: przesądy, sztuka wróżenia, medycyna zielarska, radiestezja, zaklęcia miłosne, nastawianie kości oraz odnajdywanie zaginionych przedmiotów. Wszystko to jest często praktykowane razem z zamawianiem, naturalnie nie przez każdego uzdrawiacza.

Wyrażenie „przesąd” jest często mylnie używane przy nazywaniu prawdziwych herezji. Dla ludzi oświecenia symbolizowało ono odchylenie od tego, w co powinien wierzyć rozsądny człowiek. Przedrostek „prze-” oznaczał pierwotnie „wykraczanie poza coś” lub określał „coś, co leży poza”. Przesąd oznaczał zatem całkowicie dosłownie zgodnie z pierwotnym tego słowa znaczeniem wiarę w to, co ponadzmysłowe, to co znajduje się poza rzeczami. Właśnie to stanowi dokładnie obszar pracy duchowego uzdrawiania. Uzdrowiciele i uzdrowicielki, którzy pracują z modlitwą, łączą tę sztukę często z jedną z wymienionych metod.

Wielu osobom wydaje się trudne uwierzenie w działanie czegoś, czego nie da się zobaczyć ani pojąć za pomocą rozumu. Właśnie dlatego pomocna może być sytuacja, kiedy pacjent może chwycić coś w ręku, na przykład kamień lub amulet. Dobre uczucie wywołuje także fakt, kiedy sami możemy coś zrobić, przytrzymać się czegoś, nawet jeśli jest to „tylko” jakiś kamień. Dlatego rytuały lub czary pomocne są wtedy, gdy chcemy jedynie uwolnić się od stanów związanych z emocjami, takich jak strach, nałóg czy zazdrość, które wyrażają się także w objawach fizycznych. Pewnego razu przeprowadzaliśmy rytuał z udziałem dziecka, które po raz kolejny zaczęło się moczyć. W Sylwestra siedzieliśmy wokół ogniska. Każdy z obecnych wrzucał do niego przedmiot symbolizujący temat, od którego chciał się uwolnić. Na przykład jedna z moich przyjaciółek wyrzuciła dessous w płomienie, jeden z przyjaciół – pudełko papierosów, a mały, zawstydzony chłopiec wrzucił swoją zawiniętą w papier bieliznę. Do tego wszystkiego prosiliśmy pozaziemskie siły o wsparcie i pomoc. Mały chłopiec niedługo potem został wyleczony. Czy to były czary? Dobrze pamiętam zdziwienie na jego twarzy, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że my – dorośli – także mamy swoje problemy, z którymi sami nie potrafimy sobie poradzić. Być może to, co uzdrawiało, było związane z poczuciem wspólnoty osób proszących o pomoc, ze szczerością, z którą w całkowitym zaufaniu do siebie wyznawaliśmy nasze słabości. To wszystko w połączeniu z magią święta Dwunastu3, archaiczną błogością ognia oraz konkretnymi życzeniami pomogło usunąć nasze słabości.

 

Pisemny przekaz modlitw uzdrawiających

Modlitwy uzdrawiające zostały spisane i zebrane w tak zwanej czarnej księdze. Kiedy w dzieciństwie słyszałam wyrażenie „czarna księga”, wyobrażałam sobie, że jest to coś całkowicie magicznego, tajemniczego i bardzo pożądanego. Z drugiej strony posiadanie takiej książki mogło jednak stanowić coś bardzo niebezpiecznego. Z pewnością, jeśli ktoś przypisałby sobie jej autorstwo, wylądowałby na stosie. Wyrażenie „czarna księga” jest naprawdę proste do wyjaśnienia i nie ma ono nic wspólnego z tak zwaną czarną medycyną. Lory wytłumaczył mi, że w tamtym czasie w sklepach dostępny był tylko jeden typ zeszytów z twardą okładką w kolorze czarnym.

Ponieważ ludzka pamięć bywa zawodna i słaba, modlitwy zapisuje się w „czarnej księdze”. Obecnie używamy w tym celu raczej wersji artystycznie wykonanego notatnika, a pojęcie „czarna księga” należałoby raczej zastąpić określeniem „złota księga” lub „wartościowa księga”. Egzemplarz taki powinien być szczególnie piękny oraz szanowany, księga ta powinna być estetyczna i traktowana jak prawdziwy skarb. Pojedyncze modlitwy zamieniają się w modlitwę wspólną. Także to stanowi niewielki rytuał, podczas którego modlitwa jest przekazywana jak nasionko z umysłu do umysłu.

W praktyce wyglądało to tak: Lory i ja usiedliśmy razem, on odmawiał modlitwę, a ja zapisywałam ją w zeszycie. Wszystko działo się powoli, w stanie medytacyjnym i pełnym namysłu. W pomieszczeniu panował niezwykły nastrój zgromadzenia, spokoju i zaufania. Każda modlitwa szuka swojej drogi w sercu uzdrowiciela czy też uzdrowicielki. To miejsce w sercu powinno stanowić całkowicie szlachetny zakątek, ponieważ ma go zająć wyjątkowy gość.

Każda modlitwa wychodzi z serca, aby następnie dostać się do naszej pamięci i naszego umysłu. Dosłownie można powiedzieć, że wraz z każdą modlitwą wyruszamy na spacer, ucząc się jej przy tym na pamięć i zapraszając ją do naszego życia. Jeśli chcesz, możesz także przepisać daną modlitwę sto razy w swoim własnym niewielkim zeszycie. W Indiach widziałam, jak ludzie zapisywali niezliczoną ilość razy maleńkimi literami imię Boga „Sai Rama”. W odpowiedzi na moje pytanie, co oznacza ta czynność, usłyszałam, że jest to rodzaj ćwiczenia służącego przyzwyczajeniu umysłu do boskości i połączeniu z Sai Ramą. Stukrotne powtarzanie (a w buddyzmie tybetańskim nawet tysiąckrotne) oraz recytowanie danych słów wspomagają nasze postanowienie nauczenia się danej modlitwy na pamięć tak, abyśmy już nigdy jej nie zapomnieli. Tylko w ten sposób modlitwa będzie dla nas dostępna zawsze wtedy, kiedy będziemy jej potrzebować. Tym samym krótki pacierz może stać się naszym najlepszym przyjacielem.

Jeśli mamy słabą pamięć lub nasza obecna sytuacja życiowa nie pozwala nam na zastosowanie takiej metody, powinniśmy zachować cierpliwość i nie być dla siebie zbyt surowi. Moim zdaniem dawne modlitwy uzdrawiające mają swoją własną wewnętrzną inteligencję. Jeśli posiadasz odpowiednią motywację, to modlitwa pozostanie przy tobie nawet w milczeniu i bez słów. Najważniejsza i znacząca najwięcej modlitwa wzorcowa – Ojcze Nasz – jest sama z siebie tak prosta, że można ją bez trudu zapamiętać.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?