Forever my Saint. All the pretty things. Tom 3

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Od autorki

Forever My Saint to mroczny romans, pojawiają się w nim wątki, przy których niektórzy czytelnicy mogą się poczuć niekomfortowo. Mam na myśli porwanie, przetrzymywanie w niewoli, przemoc, wulgarny język, mroczne i niepokojące sceny.

Przed Wami początek końca, moje ангелы. Czas rozpętać pieprzone piekło!

Rozdział 1


Dzień 92

Otula mnie cisza.

Ten rodzaj ciszy, który sprawia, że zaczynasz się zastanawiać, czy na dobre pogrążyłaś się w ciemności.

Tutaj jest tak spokojnie. Po spędzeniu ostatnich dziewięćdziesięciu dwóch dni w nieustającym hałasie, nie pragnę niczego innego. Nie chcę opuszczać tego miejsca. Jednak z otchłani raz po raz dobiega głos nalegający, żebym się, kurwa, obudziła i walczyła. Odpoczynek nie potrwa długo.

„On żyje… Wiem, gdzie jest… I potrzebuję waszej pomocy, żeby go stamtąd wydostać”.

Te słowa odtwarzają się w kółko w mojej głowie, a ukryta za nimi treść nie przestaje mnie prześladować. Ciężko jest w to uwierzyć, nie mogę się pozbyć wrażenia, że to może być zemsta Zoey. Ona wie, że tylko w ten sposób może zranić mnie tak głęboko, bym już nigdy nie doszła do siebie.

Obrażała mnie, wyrwała mi włosy i pobiła mnie do krwi, ale to wszystko nic w porównaniu z tym ciosem. Właśnie to pragnęłam usłyszeć, odkąd byłam świadkiem tej przerażającej sceny, która na zawsze zmieniła mój świat.

Obawiam się. Obawiam się każdego możliwego rozwiązania tej zagadki.

Jeśli Zoey kłamie, a ja jej uwierzę… Nie będę w stanie poradzić sobie z utratą go po raz kolejny. Z drugiej strony, jeśli to, co mówi, jest prawdą, wtedy niech Bóg go chroni! Ponieważ z jej słów wynika, że gdziekolwiek przebywa, znajduje się tam wbrew swojej woli.

Jest mi coraz ciężej i ciężej oddychać, a tatuaż na moim boku zaczyna mnie piec, wypalając jego imię prosto w mojej duszy.

– Nie mam na to czasu. Obudź się, do cholery!

– Uspokój się!

– Nie mów mi, co mam robić! Zrezygnowałeś z tego prawa w momencie, kiedy wymieniłeś mnie na bardziej lśniącą zabawkę.

– Masz jeszcze jakieś pretensje? Chyba, kurwa, postradałaś zmysły! Wysadziłaś w powietrze mój dom!

Atmosfera jest napięta, jestem pewna, że lada moment nastąpi wybuch. Ale czy to na pewno byłoby złe? Odkąd ten koszmar się zaczął, zaznałam tylko smutku z przebłyskami nadziei, więc może zakończenie tego wszystkiego nie byłoby takie złe.

Jednak jego obraz, jego oczy i wspomnienie wszystkiego, co zrobił, żeby mnie uratować, uderzają we mnie, a ja już wiem, że nie mam wyboru. To wszystko nie mogło być na nic, dostałam drugą szansę. Drugą szansę, żeby to wyprostować, żebym tym razem to ja uratowała jego.

Przeskakując nad przeszkodami tłoczącymi mi się w umyśle, z trudem docieram do mety – nadszedł czas, bym raz na zawsze zakończyła ten wyścig. Mężczyzna, którego imię pali mnie aż do jądra mojego jestestwa, jest dla mnie wystarczającą motywacją, żeby, choć z trudem, unieść ciężkie powieki, rozglądnąć się dokoła i zorientować, gdzie ja w ogóle jestem.

Leżę na zimnej podłodze w niewielkim pokoju, moim pokoju. Nie miałam dokąd pójść, a ten pokój stał się moim schronieniem. Dziewczyny wyjętej spod prawa. Jak wszyscy w tym pomieszczeniu.

Kiedy spoglądam w stalowobłękitne oczy człowieka, który niegdyś był moim porywaczem, nagle wszystko mi się przypomina. Krzywię się. Gdyby nie on, nic z tego wszystkiego by się nie zdarzyło. Lecz gdyby nie wciągnął mnie do swojego świata, nigdy nie spotkałabym mężczyzny, który zatrząsnął w posadach moim światem.

A ten mężczyzna to… Saint.

– Gdzie… – Głęboko wciągam powietrze w płuca, a następnie je wydycham, mimo drżenia podnosząc się do półsiedzącej pozycji. – Gdzie on… jest?

W pokoju zapada cisza, można by pomyśleć, że uznali mnie za martwą.

Aleksei Popov, człowiek niegdyś budzący największy strach w Rosji, a teraz najbardziej poszukiwany. Wszystko przez kobietę, która była jego maskotką, a potem potwornym wybuchem zrównała z ziemią jego twierdzę.

– Wszystko w porządku?

Alek chce mi pomóc wstać, ale ja zbywam go machnięciem dłoni, niezainteresowana jego pomocą. Już wystarczająco dużo zrobił.

Sara, moja jedyna przyjaciółka, obgryza paznokcie, nerwowo obserwując całą scenę. Mogę sobie jedynie wyobrazić, co dla niej oznacza przebywanie tutaj. To przez Aleka, jej byłego szefa, zginął mężczyzna, którego kochała. Ja na jej miejscu pewnie udusiłabym go gołymi rękami, jednak ona jest silniejsza ode mnie.

– Jesteś pewna, że już nie zemdlejesz?

Oto i ostatnia uczestniczka dramatu.

Zoey Hennessy – siostra Sainta, mój zaciekły wróg i zdolna do wszystkiego, szalona suka.

– Pieprz się! – wyrzucam z siebie bez tchu, z trudem podnosząc się na nogi, choć nie jestem w stanie do końca się wyprostować.

Zoey stoi pewnie z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Bardzo się zmieniła od chwili, kiedy ją ostatni raz widziałam. Odkąd była maskotką Aleka.

– Lepiej się upewnić – rzuca ironicznie, uśmiechając się krzywo, a ja zaciskam zęby. – Gotowa, żeby poznać prawdę?

Czy jestem gotowa? Szczerze, to sama nie wiem.

Duszę się w tym niewielkim pokoju, więc przeciskam się obok Zoey, rozpaczliwie pragnąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Potrzebuję jasnego umysłu, żeby zmierzyć się z tym, co od niej usłyszę. Światło wlewające się przez ogromne okno pali mnie w oczy. Osłaniam je ręką, chwiejnym krokiem zmierzając korytarzem w stronę szklanych drzwi, za którymi rozciągają się pogrążone w kojącej ciszy ogrody. Jednak tym razem ich spokój nie wystarczy, żeby ukoić moje skołatane nerwy.

Gdy tylko chłodne powietrze uderza mnie w policzki, sykam pod wpływem tego słodko-gorzkiego pocałunku. Nie zważając na chłód, podnoszę twarz ku niebu i poświęcam chwilę, żeby zebrać myśli. Ściskam krzyżyk wiszący na mojej szyi, zamykam oczy i błagam o boską interwencję.

Wiem, że nie zasługuję na to, ale tutaj, w tym przybytku Bożym, On się nade mną zlituje.

– Proszę, niech to będzie prawda…

Zamiast boskiego pocieszenia czeka mnie ostry atak językiem szatana.

– Musisz się, do cholery, wziąć w garść! Jesteś moją jedyną szansą.

Tracę resztki cierpliwości, gwałtownie się odwracam i stanowczym krokiem podchodzę do Zoey. Ona również rusza w moją stronę, gotowa do konfrontacji.

– Dlaczego miałabym ci wierzyć? Jesteś raczej mało wiarygodnym źródłem informacji – mówię podniesionym głosem, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów od niej.

Zoey wydyma wargi, z niedowierzaniem potrząsając głową.

– Naprawdę uważasz, że przychodziłabym tutaj, gdyby to nie była prawda?

– Sama nie wiem! – Szeroko rozkładam ręce, przyglądając jej się podejrzliwie. – Zrobiłabyś wszystko, żeby się na mnie odegrać!

Z groźnym warknięciem rzuca się w moją stronę, gotowa wyrwać mi włosy z głowy.

– Wszystko, poza tym jednym! W tej sprawie nigdy bym nie skłamała. – Gniew w niej narasta, kiedy dodaje: – Nie, jeśli chodzi o niego.

Tym sposobem, tak po prostu, Zoey i ja odnajdujemy płaszczyznę porozumienia.

Robię krok do tyłu. Ona też.

Atmosfera nadal strzela od napięcia, więc dajemy sobie chwilę, żeby ochłonąć. Tym niemniej ani na sekundę nie spuszczam z niej oka, ona ze mnie też. Zostałyśmy wciągnięte w to wszystko wbrew swojej woli, nigdy nie miałyśmy wyboru, ale żeby go ocalić, będziemy musiały zrobić coś bluźnierczego – współpracować.

– Możesz mnie z całego serca nienawidzić, ale pragniemy tego samego. – Jej determinacja zdradza, że mówi prawdę.

Serce bije mi w mocnym, stałym rytmie, czuję nagły przypływ adrenaliny. Zoey ma rację. Żeby pomoc Świętemu, będziemy musiały odłożyć dzielące nas różnice na bok. Jednak na samą myśl o tym, że będziemy teraz po tej samej stronie, czuję gorzki posmak w ustach, ponieważ nigdy jej nie zaufam.

– Opowiedz mi wszystko – żądam, nie przejmując się, że zęby mi szczękają nie tylko z zimna, ale również ze strachu.

– Czyli mi wierzysz?

– Co do tego podejmę decyzję, kiedy usłyszę, co masz do powiedzenia.

Zoey wydyma policzki i rozpoczyna opowieść.

– Alek pozbył się mnie, jakbym nie znaczyła dla niego więcej niż byle śmieć. Wyobrażasz sobie, jak się poczułam? – mówi głosem przepełnionym cierpieniem i wściekłością.

Krzyżuję ramiona na piersi, żeby jej dać do zrozumienia, że nie jestem tu, by ją pocieszać.

Zoey dostrzega mój brak zainteresowania jej łzawą historyjką i kontynuuje:

– Jednak to była najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobił, ponieważ Saint wziął mnie w góry i pomógł mi dojść do siebie. Zabrał mnie do знахаря.

Unoszę pytająco brwi, a ona wyjaśnia:

– Uzdrowicielki. Niektórzy mogliby ją nazwać nawet wiedźmą. Nie zawiózł mnie do kliniki ani na odwyk, bo wiedział, że ucieknę. Wiedział, że przekupię wszystkich po kolei, żeby wrócić do Aleka. – Jej oczy wędrują ponad moją głowę, nie jesteśmy już same. – Бабушка to twarda sztuka. Nie nabrała się na to całe gówno, które próbowałam jej opchnąć. Nienawidziłam jej i nienawidziłam Sainta za to, że mnie do niej zabrał, jednak oni nie odpuszczali. Uciekałam niezliczoną ilość razy, ale Saint zawsze mnie odnajdywał i odstawiał z powrotem. Teren był ciężki, bez mapy albo przewodnika nie miałam szans się przedrzeć.

 

Najpierw nie chciałam przyjąć pomocy. Бабушка siłą wlewała mi do gardła paskudne specyfiki domowej roboty, a ja z całej siły walczyłam, żeby jej to uniemożliwić. Jednak w końcu się zorientowałam, że nie mam z nią szans, i odpuściłam.

– Co oznacza to imię? – pytam i obserwuję, jak Zoey robi coś absolutnie nietypowego – uśmiecha się.

– Babunia. Ale nie daj się zwieść pozorom! Nie ma w niej nic babcinego. Tak czy siak… – Odchrząkuje, nie chcąc się rozwodzić nad ciepłymi uczuciami, które najwyraźniej wzbudza w niej staruszka. – Kiedy mój organizm został oczyszczony z narkotyków, musiałam się zmierzyć z tym, co zrobiłam. A właściwie co zostało mi zrobione. – Spuszcza wzrok; to pierwszy sygnał, że pod całą tą brawurą kryje się rozbita dziewczyna. – Nie ma specyfiku, który mógłby pomóc na zniszczenia dokonane w głowie. Oraz w sercu – dodaje, podnosząc oczy i spoglądając na stojącego za mną Aleka. – Jednak czas mijał, a ja przypomniałam sobie, kim jestem. Jestem Hennessy. Jestem córką. Siostrą. Jestem ważna. I nawet jeśli nic nie znaczyłam dla mężczyzny, którego kochałam, już nigdy nie zapomnę, kim jestem.

– Zoey… – Głos Aleka jak nóż przecina powietrze, ale ona podnosi ostrzegawczo rękę, udowadniając, że lekcje, których nie poskąpiło jej życie, zrobiły z niej nieustraszoną kobietę, jaka stoi właśnie przed nami. Alek już nie ma nad nią kontroli.

Brawo Zoey!

Бабушка pomogła mi uzdrowić ciało i duszę. Dzięki niej odnalazłam osobę, którą kiedyś byłam. I dzięki Świętemu. On nigdy nie przestał we mnie wierzyć. Bóg mi świadkiem, że powinien był odejść wiele lat temu, ale tego nie zrobił. A ja teraz mam obowiązek zrobić to samo dla niego. Wtajemniczył mnie w plan uratowania ciebie – oznajmia, a ja prawie płonę pod jej rozpalonym wściekłością spojrzeniem. – Powiedział, że zawarł układ z tymi potworami, żeby cię ochronić i zapewnić ci bezpieczną podróż z powrotem do Ameryki. W zamian zgodził się zostać ich małą dziwką.

Zamykam oczy, próbując raz na zawsze wymazać z pamięci te wspomnienia. Jednak nie mogę. One nigdy mnie nie opuszczą.

– Wiedziałam, że to śmiertelna pułapka, lecz on nie chciał słyszeć o żadnym innym rozwiązaniu. Powiedział, że wróci. – Zoey prycha drwiąco, a ja szeroko otwieram oczy skupiona na jej opowieści. – W głębi serca zawsze mi nie ufał. I dlatego miał plan B. Nie wiem, jak mógł myśleć, że przeżyje wysadzenie się w powietrze. Chyba wcale w to nie wierzył i dlatego, odchodząc, zostawił wszystkie rzeczy osobiste łącznie z informacjami na temat swojego majątku. Jednak nie mogłam na to pozwolić, więc, z pomocą бабушки, ruszyłam za nim. Powiedziała mi, gdzie mogę się ukryć, żeby mnie nie zauważył. Jak wspomniałam, nie ma w niej nic babcinego. – Zaczynam wierzyć, że rola бабушки w tej historii jest o wiele większa, niż początkowo sądziłam. – Wieczorem w dniu balu maskowego dostałam się do środka sekretnym przejściem.

– To niemożliwe! – protestuje gwałtownie Alek, podając w wątpliwość jej słowa. – Drzwi były zamknięte na klucz.

Mówi prawdę. Na własne oczy widziałam, jak otwiera kłódkę zabezpieczającą klapę w kuchennej podłodze. Jednak Zoey szybko go ucisza, okazuje się bowiem, że nie to sekretne przejście ma na myśli.

– Och, kotku – grucha, za jej słodkim uśmiechem kryje się lekceważenie. – Miałam na myśli sekretne drzwi w twoim gabinecie. Te, o których, jak sądziłeś, nie wiedziałam.

Alek wydaje z siebie gniewny pomruk, nie muszę nawet na niego patrzeć, by wiedzieć, że zaraz wpadnie w furię.

– Tak czy siak… – Zoey macha ręką na znak, żeby jej nie przerywał. – Nie mogłam tak po prostu się przyglądać, jak niszczy swoje życie. Nadeszła moja kolej, żeby go ocalić.

– Jak? – Nie sądziłam, że jedno słowo może nieść w sobie tyle nienawiści. Jednak wściekłość Aleka nie robi na Zoey najmniejszego wrażenia.

– Wiesz, co jest najlepsze, kiedy ma się do dyspozycji kryminalistów? – Mierzy go twardym spojrzeniem. – Nie mają nic przeciwko odrobinie przemocy. Najwyraźniej Saint poznał бабушку dzięki temu, że przekonałeś jej syna, by dla ciebie pracował.

– Kto…? – Alek jest w tym momencie zdolny do porozumiewania się wyłącznie półsłówkami, ale to wystarczy.

Zoey odpowiada bez chwili wahania:

– Pavel. Rozumiem, że zainteresowałeś się nim ze względu na jego niesamowitą wiedzę w dziedzinie materiałów wybuchowych i broni.

Alek wyrzuca z siebie potok słów po rosyjsku. Tymczasem mój umysł potrzebuje chwili, żeby to wszystko połączyć w całość.

– Czyli to byłaś ty? – wyrzucam z siebie bez tchu, a Zoey ani drgnie. Właśnie przyznała się, że to ona, nie Saint, doprowadziła do wybuchu, który zmiótł z powierzchni ziemi dom Aleka. Czy to naprawdę możliwe…?

Nie widziałam momentu śmierci Sainta. Czy to prawdopodobne, że jednak nie odpalił ładunku przymocowanego do swojej piersi?

Zoey nie spieszy się z odpowiedzią na moje pytanie. Ma jeszcze coś do dodania.

– Twoi ludzie zwracali się przeciwko tobie. Saint powiedział mi, że Max zamierza mu pomóc, a przymierza drżą w posadach. Uznałam, że nietrudno mi będzie przekonać Pavla do pomocy.

Zoey potrafi owinąć sobie wokół palca dosłownie każdego.

– Z pomocą Pavla i kilku innych rozmieściłam ładunki wybuchowe.

– Nielojalne skurwysyny – mruczy pod nosem Alek. – Po tym wszystkim, co dla nich zrobiłem…!

Zoey aż się wzdryga, zdumiona jego ignorancją.

– Mówisz poważnie? Przecież uwięziłeś nas wszystkich! Pavel mi pomógł, bo chciał wrócić do domu. Jego matka jest coraz starsza, a ty nawet nie pozwalałeś mu jej odwiedzać. To ty do tego wszystkiego doprowadziłeś, Alekseiu. Możesz za to winić wyłącznie siebie.

Przynajmniej ten jeden raz Zoey i ja całkowicie się ze sobą zgadzamy.

– Plan był taki, żeby zaatakować znienacka. Pavel miał zdetonować rozmieszczone w całym domu materiały wybuchowe, zanim Saint zdąży odpalić bombę. Ale wtedy ta dziwka Astra go postrzeliła i wszystko poszło się pieprzyć.

Ogarnia mnie panika, muszę zwilżyć nagle wysuszone usta.

– Czyli bomba Sainta jednak eksplodowała…?

Zoey potrząsa głową.

– Nie, na szczęście do tego nie doszło. Nasze, owszem, wybuchły. Tak czy inaczej, Astra go postrzeliła, widziałam to na monitoringu. Pavel i ja czekaliśmy ma eksplozje, ładunki rozmieściliśmy daleko od gabinetu, żeby was nie narażać. Planowaliśmy zgarnąć Sainta, który prawdopodobnie byłby oszołomiony nagłym zamieszaniem. Wtedy do akcji wkroczyłaby kawaleria, niosąc ratunek wam wszystkim. Ich zadaniem było również dopilnować, żeby tych trzech skurwysynów nie uszło z życiem.

– Wasza koncepcja była niebezpieczna. A jeśli Saint zostałby raniony? A jeśli eksplozja by go zabiła? – krzyczę, wściekła, że w ten sposób narażała na niebezpieczeństwo jego życie. – Dlaczego po prostu nie powiedziałaś mu, co planujecie? Zaoszczędziłoby to kłopotu.

– Najwyraźniej nie znasz mojego brata – dogryza mi. – On zawsze bierze na siebie misję ratowania innych. Nie zgodziłby się, żebyśmy ja i Pavel ryzykowali życie. Jego zdaniem to był jedyny sposób, żeby ocalić twój żałosny tyłek.

Mam ochotę się sprzeciwić, ale tego nie robię. To prawda.

– A poza tym nie miałam wiele czasu na dopracowanie planu. Jeślibym się nie wtrąciła – rzuca ostro, najwyraźniej ma to dobrze przemyślane – nie skończyłoby się na ranach. Uratowałam mu życie. Tylko tyle mogłam zrobić. Kiedy mi powiedział o tej umowie, wiedziałam, że zginie, próbując cię uratować. Gdyby udało mu się gładko przeprowadzić swój plan – a to stało pod wielkim znakiem zapytania – i tak wywaliłabym w kosmos ten pierdolony dom. Nie mogłam pozwolić, by te zwierzęta w ten sposób wykorzystywały mojego brata, podczas gdy ty odjechałabyś w stronę zachodzącego słońca, zapominając o wszystkim, co poświęcił, żebyś mogła odzyskać wolność.

W jej głosie jest tyle obrzydzenia…!

– Nigdy bym go nie zostawiła – wyrzucam z siebie, bo wcale mi się nie podoba sposób, w jaki przedstawiła tę sytuację. – Wróciłabym po niego. Nawet gdybym miała zapewnioną wolność, to nie znaczyłaby ona dla mnie nic, nic bez niego!

Zoey wydaje się niewzruszona.

– Mów, co chcesz, ale gdyby nie ja, nikt z was by nie przeżył.

Mogła to rozegrać na milion innych sposobów, ale, mówiąc szczerze, zrobiła coś, co mnie się nie udało – ocaliła go. A przynajmniej taką można mieć nadzieję, bo jej następne słowa sprawiają, że brak mi tchu.

– Jednak gdy dotarliśmy do gabinetu, jego tam nie było.

Świat chwieje się w posadach.

– Nie było go…?

– Nie. Najpierw myślałam, że uciekł, ale przecież nie ruszyłby się ani o krok bez ciebie.

Na te słowa marszczę brwi, znowu ma rację.

– A poza tym z raną postrzałową piersi daleko by nie zaszedł. Widziałam ciało Boryi. Zdecydowanie martwe, ale… – Zawiesza znacząco głos, a włoski na karku stają mi dęba. Kiedy Zoey wyjeżdża z kolejną wiadomością, opowieść dopiero się rozkręca. – Ale jeśli chodzi o Astrę i Oscara… żadnego z nich tam nie było. – Bezradnie mrugam oczami, z trudem łapiąc oddech.

– To niemożliwe! – głos Aleka przerywa ciszę. – Jeśli to by była prawda, na pewno byśmy o tym usłyszeli.

– A niby od kogo? – pyta drwiąco Zoey. – Masz jeszcze jakichś sojuszników, Aleku? Nikogo. Po tym wszystkim, co zrobiłeś, nikt się nie odważy przyjść ci z pomocą.

Słyszę za sobą szelest trawy, Alek zdecydowanym krokiem rusza naprzód, a ja spodziewam się, że Zoey padnie na kolana, by go błagać o przebaczenie. Już nieraz byłam świadkiem takiej sceny. Ale to była dawna Zoey, która – tak samo jak Borya – jest już martwa.

Nowa Zoey stoi twardo w miejscu, kiedy Alek rzuca się w jej stronę, łapie ją za ramię i mocno nią potrząsa.

– Wysadziłaś w powietrze mój pieprzony dom! Zrujnowałaś mi życie. W imię czego to wszystko? Chciałaś się zemścić? O to ci chodziło?

Alek potrząsa nią jeszcze mocniej, ale ona tylko parska śmiechem.

– Sam zrujnowałeś sobie życie w dniu, w którym się mnie pozbyłeś, jakbym była niczym! – Wyrywa rękę z jego uścisku. – A dom? To miejsce było więzieniem dla każdego, kto tam przebywał!

Nie ujęłabym tego lepiej.

Zoey mówi dalej, rozcierając ramię:

– Pavel i ja uciekliśmy z powrotem w góry, gdzie mój towarzysz wreszcie mógł ponownie zjednoczyć się z matką. I właśnie wtedy zabraliśmy się do opracowywania prawdziwego planu. Odwrotnie niż ty, Aleku, Pavel ma przyjaciół, którzy go szanują. Zabrało nam to chwilę, ale wreszcie odnaleźliśmy Sainta.

Boję się, że nogi zaraz odmówią mi posłuszeństwa.

– Gdzie?

Zoey z trudem wciąga powietrze, co pozwala się domyślić, że gdziekolwiek znajduje się Saint, nie jest to dobre miejsce.

– Oscar go dorwał. Przetrzymuje go jako więźnia.

I tak po prostu właśnie urzeczywistniły się moje najgorsze obawy.

– Nie…! – krzyczę, potrząsając głową, ponieważ to musi być pomyłka. A jednak nie jest.

– Pavel stawał na głowie, żeby dostać się do jego domu, ale to prawdziwa forteca. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Bez planu jesteśmy w ciemnej dupie.

Przypominam sobie to zdjęcie – dowód, który pokazała nam Zoey. Przedstawiało mężczyznę wyglądającego całkiem jak Saint wpychanego na tylne siedzenie samochodu. Jakość fotografii nie była najlepsza, teraz rozumiem, to dlatego, że informator Pavla próbował pozostać w ukryciu i nie wzbudzić podejrzeń.

Jednak nie bez powodu człowiek Pavla w ogóle był w stanie zrobić to zdjęcie. Oscar nie jest lekkomyślny, można by pomyśleć, że teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej będzie się starał ukryć swoje zbrodnie. Ale tak nie postąpił, a wyjaśnienie tego pozornego paradoksu jest takie, że… Oscar używa Sainta jako przynęty! Próbuje za jego pomocą wywabić nas z kryjówki.

Wiedzą, że Alek i ja przeżyliśmy.

O mój Boże…! Robi mi się niedobrze.

Na samą myśl o Saincie, który wbrew swojej woli jest przetrzymywany przez tego potwora… oraz o tych wszystkich rzeczach, na jakie jest z jego strony narażony.

– Dlaczego przychodzisz z tym do mnie dopiero teraz? Czemu tak długo to trwało? – Nie mogę powstrzymać gniewu. Straciła tyle czasu!

– Ponieważ wypróbowywałam każde inne rozwiązanie, jakie mieliśmy, zanim zostałam zmuszona, żeby tutaj przyjść. Nie chcę z tobą współpracować, ale wygląda na to, że nie mam wyboru. Alek jest mocno związany z tym miejscem, więc właśnie tu rozpoczęłam poszukiwania. Masz szczęście, że nie rozpowiadałeś o swoich dobrych uczynkach na prawo i lewo – zauważa drwiąco, obrzucając Aleka groźnym spojrzeniem.

 

Ma rację. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby nas tu szukać, ponieważ nikt nie wiedział o związkach Aleka z tym sierocińcem.

Teraz to nieważne.

– Musimy się zbierać. Natychmiast – stwierdzam stanowczo, gotowa umknąć stąd w tej sekundzie.

Kiedy Alek chwyta mnie za przedramię, nie pozwalając mi się ruszyć choćby na milimetr, jestem gotowa walczyć z nim, aż jedno z nas padnie trupem.

– Nie bądź głupia! – krzyczy, próbując mnie obezwładnić, podczas gdy ja szarpię się jak szalona. – To pułapka.

– Puść mnie, Alek, albo własnoręcznie cię zabiję! – To nie jest pusta pogróżka. Nie pozwolę mu stanąć sobie na drodze, nie kiedy Saint mnie potrzebuje.

– Posłuchaj mnie, proszę. Jeśli Zoey mówi prawdę, cała Rosja jest najeżona donosicielami. Jest gorzej, niż myślałem. Gdyby Oscar i Astra byli martwi, mielibyśmy chociaż cień szansy. Ale jeśli przeżyli… – Nie musi kończyć. Domyślam się, co chce powiedzieć. – Zrobią wszystko, żeby mnie odnaleźć. – Błaga mnie, żebym zachowała rozsądek, ale ma cholernego pecha. Nie zamierzam pozostawać w ukryciu, kiedy wiem, że Saint żyje.

Wyrywam mu się, a Zoey zaczyna powoli klaskać. Kompletnie nas tym zaskakuje, nie jesteśmy pewni, czym dokładnie zasłużyliśmy sobie na aplauz.

– Twoja arogancja nie ma granic, Aleku – wyjaśnia, stwierdzając oczywisty fakt. Jednak co to ma wspólnego z Saintem?

Niespiesznie podchodzi do niego, zachowując całkowitą kontrolę.

– Jeśli masz coś do powiedzenia, nie krępuj się – rzuca w jej stronę opryskliwie Alek, bo wcale nie podoba mu się jej brawura.

Zoey uśmiecha się z wyższością, wyciągając rękę, żeby przeczesać palcami jego zmierzwione włosy. Alek ani drgnie, ona zresztą też. Mamy typowy impas, to nie może się dobrze skończyć.

– Im nie chodzi o ciebie, kotku – wyjaśnia drwiąco Zoey. Alek rozchyla usta, ale ona szarpnięciem odchyla jego głowę do tyłu, nie pozwalając mu się odezwać. – Chodzi im o nią.

Oto i ona. Prawda zapakowana jak prezent z wielką czerwoną kokardą.

– C… co? Dla… dlaczego? – Alek nie może z siebie więcej wydusić, ta zaskakująca informacja spada na niego jak grom z jasnego nieba. To może oznaczać tylko jedno – wierzy jej.

Z palcami nadal zatopionymi we włosach Aleka Zoey spogląda na mnie przez ramię przeszywającym, pełnym nienawiści spojrzeniem i oznajmia:

– Ponieważ to ona doprowadziła królestwo do upadku, a teraz… nadszedł czas, żeby za to zapłaciła.