Fallen Saint. All The Pretty Things. Tom 2Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Od autorki

Ostrzeżenie: Fallen Saint to drugi tom trylogii. Ostatnia część serii ukaże się wkrótce i będzie kontynuacją tej historii, więc nie na wszystkie pytania znajdziecie tutaj odpowiedzi. Zakończenie sprawi, że nie będziecie się mogły doczekać kolejnego tomu. Nie mówcie, że nie ostrzegałam!

Fallen Saint to mroczny romans, pojawiają się w nim wątki, przy których niektórzy czytelnicy mogą się poczuć niekomfortowo. Mam na myśli porwanie, przetrzymywanie w niewoli, przemoc, wulgarny język, mroczne i niepokojące sceny.

Ta pokręcona opowieść nie jest przeznaczona dla osób o słabych nerwach… ale i tak skradnie Wasze serca!

Rozdział 1


Wszystko na nic.

Nie, to nie do końca tak. Przecież ją spotkałem.

A teraz muszę ją chronić.

Ale najpierw muszę się, kurwa, ruszyć.

Dzień 34

Chociażbym chodził ciemną doliną,

zła się nie ulęknę,

bo Ty jesteś ze mną * .

– Psalm 23,4

To był ulubiony cytat mojego ojca. Wracał do niego, kiedy przychodziły trudne czasy. Pamiętam, jak siedziałam w odświętnym ubraniu, z rękami splecionymi na kolanach i uważnie słuchałam jego kazań. Zawsze napełniały mnie nadzieją, a kiedy ojciec przywoływał słowa tego psalmu, czułam prawdziwą więź z Bogiem.

Jakże mogłoby być inaczej?

Ten fragment mówi o tym, że nieważne, jakim niegodziwościom musisz stawiać czoła, nigdy nie jesteś sam.

Jednak teraz, kiedy siedzę tu związana i bezradnie patrzę na wykrwawiającego się Sainta, uważam cały ten psalm za gówno wart. Gdzie jest teraz Bóg? Idę – a raczej z największym trudem przedzieram się – przez najciemniejszą z dolin i jestem całkiem sama. Nikogo ze mną nie ma.

Łaska Boża mnie opuściła.

Jedyna łaska, jaką może zesłać mi w tym momencie Bóg, to ogromna fala, która pochłonie jacht i zaciągnie nas do podwodnego grobu. Tyle że ja już tam byłam, przeszłam przez to, a teraz – proszę bardzo! – jestem tutaj i nadal w roli pieprzonego więźnia.

Stopy i ręce mam ciasno skrępowane. Próbowałam się oswobodzić, ale dałam sobie spokój, szybko zrozumiałam, że nie mam żadnych szans. Zresztą dokąd miałabym pójść? Co bym zrobiła, gdyby udało mi się uwolnić? Jestem uwięziona z psychopatą i jego maskotką, kobietą o wiele niebezpieczniejszą niż jej pan, który rozpętał to piekło.

Zoey Hennessy nie spuszcza ze mnie wzroku, a jej oczy są tak podobne do oczu brata, który wykrwawia się u moich stóp. Zamiast przejąć się, że jej najbliższy krewny jest ranny, dziewczyna posyła mi zabójcze spojrzenia, w jasny sposób dając do zrozumienia, że zależy jej tylko na tym, żebym poniosła konsekwencje swojego zachowania.

Jestem wdzięczna, że Saint nie widzi teraz swojej siostry, jednak wkrótce się ocknie. Dobrego człowieka nie da się zatrzymać. A on właśnie taki jest. Dobry.

Czego nie można powiedzieć o palancie, który wygrał mnie w pokera.

– Nie martw się, ангел. – Kiedyś robiło mi się ciepło na sercu, kiedy byłam tak nazywana. Teraz to słowo jest dla mnie zbrukane na wieki. – Jesteś bezpieczna.

Bezpieczna? Czy on jest, kurwa, na haju?

Rosyjski gangster Aleksei Popov zrujnował mi życie, więc kiedy zwraca się do mnie, jakbyśmy byli przyjaciółmi, zakrawa to na ironię. Z uśmiechem ogląda się na mnie przez ramię, włoski na karku stają mi dęba.

Nienawidzę go. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby zapłacił za swoje czyny.

– Do… – Muszę odchrząknąć, bo drapie mnie w gardle. – Dokąd płyniemy?

Aleksei ruchem głowy nakazuje jednemu ze swoich zbirów, żeby przejął ster. Dla niego to takie proste. Nie musi się nawet odzywać, a i tak wszyscy tańczą, jak im zagra.

Wszyscy poza mną. Ja nigdy tego nie zrobię.

Rusza niespiesznym krokiem w moją stronę, a ponieważ Zoey porusza się za nim na kolanach, zatrzymuje się i rzuca w jej stronę jak do psa:

– Zostań!

Kobieta posłusznie się zatrzymuje. Przełykam obrzydzenie i nie pokazuję po sobie, że czuję odrazę, kiedy siada obok mnie. Najwyraźniej w ogóle mu nie przeszkadza, że jestem związana.

– Płyniemy do twojego nowego domu. Do Rosji – wyjaśnia, a każda komórka mojego ciała buntuje się przeciwko takiemu scenariuszowi. – Spodoba ci się tam.

Szczęka mi opada.

– Spodoba mi się? – Narasta we mnie chęć zrobienia mu krzywdy. – Porwałeś mnie. Jestem tu wbrew swojej woli. – Dodaję na wypadek, gdyby zagubił się w tłumaczeniu.

Jednak on wszystko doskonale rozumie, a jego słowa potwierdzają, że to, co mi o nim opowiadał Saint, to najszczersza prawda.

– Ale zgodnie z wolą twojego męża.

Tutaj właśnie jest pies pogrzebany. Oto brutalna rzeczywistość, która przez cały czas szyderczo śmiała mi się w twarz.

Saint zdradził mi, że mój mąż, Drew Gibbs, narobił sobie długów, przegrywając w pokera, i zgodził się je spłacić, oddając mnie Alekseiowi. W tamtym czasie nawet mnie nie znał, więc zamiast mnie to mogła być każda inna dziewczyna.

Najwyraźniej akurat ja się nadawałam, a na dodatek, jak ostatnia idiotka, uwierzyłam we wszystkie jego kłamstwa. Powinnam była się domyślić, że coś tu nie gra. Tymczasem sądziłam, że los wreszcie postanowił się do mnie uśmiechnąć. Myliłam się.

– Nie możesz tego robić! – Próbuję się wyplątać z więzów. – Nie jestem niczyją własnością, którą można tak po prostu sprzedać! Jestem istotą ludzką.

Może jakimś cudem uda mi się przemówić mu do rozumu i dotrze do niego, że źle postępuje. Kiedy sięga do kieszeni i wyjmuje z niej świeżo wyprasowaną białą chusteczkę, żeby wytrzeć mi zakrwawioną twarz – efekt uderzenia mnie przez jednego z jego ludzi pięścią w nos – wydaje mi się, że udało mi się tego dokonać.

Jednak on mierzy mnie beznamiętnym spojrzeniem tych swoich stalowobłękitnych oczu, a ja pojmuję, że nic z tego.

– Jesteś moja. Zrobię z tobą, co będę chciał. – Nadal wyciera mi twarz, ale jego dotyk nie jest delikatny, a zaborczy, czai się w nim ostrzeżenie. – Im szybciej to zrozumiesz, tym łatwiej ci będzie. No proszę! – mówi, odchylając się do tyłu, żeby lepiej mi się przyjrzeć. – O wiele lepiej!

Czy właśnie spoglądam w oczy potworowi? Nie ma w nich ani cienia współczucia, ani odrobiny skruchy. Zrujnował nieskończoną ilość ludzkich żyć tylko dlatego, że mógł to zrobić. Wygląda na to, że moje jest następne w kolejce.

Powietrze przeszywa gardłowy jęk, a choć wolałabym, żeby to był inny dźwięk, czuję ulgę, bo Saint się poruszył. Kiedy otwiera te swoje cudowne oczy w kolorze zielonego likieru chartreuse, z piersi wyrywa mi się westchnienie ulgi. Na ułamek sekundy zapominam, że siedzę obok szaleńca, ponieważ w tym momencie liczy się tylko to, że Saint się ocknął.

Potrzebuje chwili, żeby się zorientować, gdzie się znajduje. Kiedy wreszcie powoli udaje mu się skupić uwagę na siedzącym obok mnie i trzymającym w ręku zakrwawioną chusteczkę Alekseiu, szczęki mu się zaciskają i wykonuje ruch, jakby chciał się poderwać i natychmiast go zamordować. Jednak Aleksei zna Sainta i żeby mieć pewność, że się nie podniesie, przyciska mu gardło swoim włoskim mokasynem.

Saint chwyta stopę Alekseia, próbuje ją odepchnąć, ale jest bez szans. Ranny i purpurowy ze złości wygląda, jakby zaraz miał ponownie stracić przytomność.

– Nie! – krzyczę, rozpaczliwie próbując się uwolnić, jednak na próżno.

Moje krzyki i szamotanina Sainta tylko podniecają tego narcystycznego dupka.

– Uspokój się! – Aleksei ucisza Sainta, a ten w odpowiedzi pokazuje mu środkowy palec, nadal próbując zepchnąć stopę Alekseia z gardła.

Popov się śmieje, najwyraźniej dobrze się bawi, drocząc się z Saintem. Zupełnie jakby byli przyjaciółmi sprzeczającymi się o mecz piłki nożnej. Wreszcie zwalnia ucisk, pozwalając Saintowi zachłannie nabrać powietrza do płuc.

Szeroko otwieram oczy, nie mogę uwierzyć, że ta rozgrywająca się na moich oczach nierealna scena to naprawdę moje życie.

Kiedy wreszcie Saint jest w stanie złapać oddech, z trudem podnosi się do pozycji półsiedzącej i opiera na łokciach. Obejmuje ręką ramię i wzdryga się. Nie odzywa się, ale spogląda na mnie przejmująco zbolałymi oczami. Chce wiedzieć, czy ze mną wszystko w porządku. Prawie niezauważalnie kiwam głową, niczego nie pragnę teraz bardziej, niż go pocieszyć. Jednak to niemożliwe.

– Rozwiąż ją – rzuca Saint. Oddech mu się rwie, ani na moment nie spuszcza ze mnie wzroku. Aleksei marszczy czoło, najwyraźniej jest zaskoczony, że Saint mu rozkazuje, jednak ten nie daje się zapędzić w kozi róg. – Powiedziałem, rozwiąż ją.

Aleksei odchyla się na oparcie, swobodnie krzyżując nogi w kostkach i obracając złoty sygnet zdobiący jego mały palec.

– A niby dlaczego miałbym to zrobić? – Kiedy mówi po angielsku, rosyjski akcent jest ledwo wyczuwalny, niełatwo się domyślić, skąd pochodzi. Jak każdy kameleon doskonale opanował sztukę wtapiania się w otoczenie. Dla niego to umiejętność niezbędna do przetrwania.

– Ponieważ mnie, kurwa, postrzeliłeś, ty draniu, więc ktoś musi mi pomóc wyciągnąć kulę. Chyba że nie masz nic przeciwko, żeby trochę pobrudzić te twoje włoskie jedwabie?

 

Wstrzymuję oddech – Aleksei z pewnością przejrzy kłamstwa Sainta! A jednak nie, Saintowi udaje się go przekonać. Popov przysuwa się do mnie, bierze głęboki wdech, a ja zamieram w całkowitym bezruchu. Saintowi drga powieka, zdradzając, że z trudem nad sobą panuje, ale kiedy Aleksei wyjmuje nóż sprężynowy i sięga za mnie, żeby przeciąć sznur, tylko lekko kiwa głową, dając mi do zrozumienia, że wszystko będzie dobrze.

Aleksei ostrożnie przecina więzy, jego płytki oddech owiewa mi szyję. Kiedy mam już wolne ręce, przesuwa palcami po miejscu otartym przez linę, mrucząc coś pod nosem z satysfakcją. Najwyraźniej torturowanie go kręci.

– Jesteś warta każdych pieniędzy. Idź się umyj. Chcę obejrzeć swoje trofeum – szepcze mi do ucha wystarczająco głośno, żeby Saint go usłyszał.

Żołądek mi się wywraca, strącam z siebie jego ręce, błyskawicznie przenosząc dłonie do przodu, żeby rozmasować obolałe nadgarstki.

Kiedy rzuca nóż na podłogę przed Sainta, zamieram.

Saint wbija oczy w ostrze, następnie przenosi wzrok na mnie. Oboje wiemy, co się dzieje. To test.

Saint teoretycznie mógłby teraz sięgnąć po nóż i zakończyć żałosny żywot tego skurwiela, podcinając mu gardło, tyle że nie zdążyłby zrobić ani kroku w jego stronę, bo zanim by postawił pierwszy, jeden z ludzi Alekseia zastrzeliłby nas oboje.

Aleksei bezczelnie gra nam na nosie, żeby przypomnieć, kto tu rządzi.

Lecz my o tym nie zapomnieliśmy. Jak moglibyśmy zapomnieć…? Ja wciąż mam spętane nogi. Z rany postrzałowej Sainta sączy się krew. A to wszystko zawdzięczamy Alekseiowi i jego obsesji na punkcie władzy.

Saint sięga po nóż i drżącymi palcami zaczyna przecinać sznur krępujący mi kostki. Głęboko wciąga powietrze przez nos, żeby przezwyciężyć ból, ale nie przestaje ciąć, dopóki nie jestem wolna. Kiedy więzy opadają, oddycham z ulgą. Jestem o krok bliżej wydostania się z tej łodzi.

Podaje nóż Alekseiowi, tak jak ja kiedyś podałam jemu.

Aleksei, nie tracąc zimnej krwi, sięga po ostrze. To wszystko jest demonstracją siły. Zastanawiam się, co się stanie, jeśli jedno z nas nie wytrzyma i pęknie.

Saint niepewnie staje na nogach.

– Chodź! – Chwyta mnie za ramię i szorstkim ruchem podnosi do góry.

Wzdrygam się pod wpływem brutalnego uścisku, ale pozwalam mu się tak bezceremonialnie traktować, bo nie chcę zostać tutaj z Alekseiem. Jednak na widok Zoey Saint nieruchomieje.

Zoey nadal klęczy w oczekiwaniu na dalsze polecenia Alekseia. Nie wyobrażam sobie, co w tym momencie czuje Saint. To z jej powodu się tutaj znalazł – z jej powodu oboje tutaj jesteśmy – a ona go oszukała. Nigdy nie chciała, żeby ją ratował. Spodziewam się, że się do niej odezwie, ale on w milczeniu ciągnie mnie obok niej, a potem w dół schodami do kuchni.

Na widok tego miejsca wyrywa mi się pełne zachwytu westchnienie. To prawdziwy kurort na wodzie! W pełni wyposażona kuchnia ze stali nierdzewnej mogłaby się śmiało równać ze stanowiskiem pracy szefa kuchni – ogromna lodówka, płyta kuchenna i piekarnik oraz blaty z białego marmuru. Po prawej stoi wielki stół otoczony ośmioma obitymi skórą krzesłami. Na jego środku leży taca z owocami – czerwone jabłka, banany i gruszki – roztaczająca atmosferę gościnności. Można by pomyśleć, że wszyscy znajdujemy się na jachcie z własnej woli.

Wydaję z siebie cichy okrzyk, bo na nasz widok grupka rozwalonych wygodnie mężczyzn zrywa się na równe nogi i błyskawicznie zamienia karty do gry na broń. Jednak na Saincie najwyraźniej nie robi to żadnego wrażenia.

– Gdzie jest łazienka? – rzuca krótko, mocniej ściskając mnie za ramię.

Obrzydliwy łysy mężczyzna z gęstą brodą, który przy naszym poprzednim spotkaniu uderzył Sainta i mnie, wskazuje na drzwi za sobą. Dwóch jego towarzyszy rusza za nami, ale Saint potrząsa głową.

– Nie musicie mnie trzymać za rączkę.

Jednak łysy zbir ma w tej kwestii odmienne zdanie. Podnosi broń:

– Adrian i Rahil będą wam towarzyszyć.

Wywołani mężczyźni robią krok w stronę łazienki, ale Saint twardo stoi w miejscu, wcale nieprzestraszony.

– Zapomniałeś już, gdzie jest twoje miejsce w szeregu, Diak? Nie ja tobie podlegam, a ty mnie.

– Wiele się zmieniło, od kiedy zniknąłeś z radarów – odpowiada przytomnie. Pozostali mężczyźni parskają śmiechem na znak, że się z nim zgadzają, a ja zauważam ich pożądliwe spojrzenia skierowane ukradkiem w moją stronę. Znowu czuję się jak kawałek mięsa.

– Serio? – rzuca cierpko Saint i swobodnie mija Diaka, ciągnąc mnie za sobą.

Zbliżamy się do uzbrojonych po zęby, żarłocznie uśmiechniętych wilków, a ja robię się coraz bardziej niespokojna. Jednak ufam Saintowi. Poza tym czuję się bezpieczniej, kiedy mnie trzyma, ponieważ wiem, że mnie nie puści.

– Tak. Boss nie jest z ciebie zbyt zadowolony. Nie lubi czekać, szczególnie na cipkę. – Diak wbija we mnie beznamiętny wzrok i oblizuje grube, mięsiste wargi.

Mam ochotę skulić się za Saintem, ale twardo tkwię w miejscu. Nie dowiedzą się, że się boję, nie mogę sobie pozwolić na okazanie słabości; jeśli to zrobię, będę skończona.

– Ale na taką cipeczkę… może i warto poczekać. – Diak wyciąga rękę, żeby mnie dotknąć, ale w tym momencie rozlega się uderzenie i trzask, a ja już wiem, że minie dłuuugi czas, zanim będzie w stanie ponownie podjąć taką próbę. Saint najpierw złamał mu nadgarstek, potem rozbroił szybkim uderzeniem, a na koniec walnął łokciem w nos.

To wszystko stało się w mgnieniu oka. Diak, charcząc, próbuje chwycić się za nos bezwładną ręką, a ja przypominam sobie, że Saint jest profesjonalistą. Powinnam się wstydzić, bo na widok krwi płynącej obficie z nosa Diaka odczuwam satysfakcję, ale cóż poradzić – karma to suka!

Pozostali mężczyźni stoją bez ruchu. Ignorują Diaka, który wołając o pomoc, upada na kolana. Saint zachowuje absolutnie zimną krew. Szorstkim ruchem popycha mnie do przodu, żebym podniosła broń. Robię, co mi każe, a twardy metal pod palcami daje mi przyjemne poczucie władzy.

Oczy mężczyzn rozszerzają się ze strachu, aż błyskają w nich białka, co działa na mnie jak afrodyzjak. Powinnam czuć strach, ale nic z tych rzeczy. Czy całkowicie się znieczuliłam na przemoc? Mogłabym pociągnąć za spust i zabić ich wszystkich. Ale Saint kląska językiem, jakby chciał mi przypomnieć, że trzeba rozważnie wybierać swoje bitwy.

Podaję mu pistolet, a on wsuwa go za pasek na plecach.

– Co się stało z Kazimirem? – pyta Adrian, a ja uważnie mu się przyglądam i zauważam podobieństwo. Może to jego młodszy brat?

– To się stało. – Saint z kamienną twarzą wskazuje podbródkiem w stronę wyjącego Diaka trzymającego się za nadgarstek, podczas gdy z jego nosa obficie chlusta krew. – Tyle że było o wiele więcej krwi. I skończył o wiele bardziej martwy.

Adrian zaciska szczęki, w pomieszczeniu zapada cisza.

– Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to słucham uprzejmie. – Nikt nie śmie się odezwać. – Tak właśnie sądziłem.

Saint ciągnie mnie w kierunku łazienki, zostawiając mężczyzn z bałaganem, którego narobił. Mam ochotę mu się wyrwać, ponieważ sprawia mi ból, ale wiem, że to nie jest dobry pomysł.

Drzwi otwiera tak gwałtownie, że prawie wyrywa je z zawiasów, po czym wpycha mnie do środka. Kiedy jesteśmy już sami, wreszcie mnie uwalnia. Gdybym nie była przetrzymywana tutaj wbrew swojej woli i nie obawiała się o życie, w tym momencie zachwycałabym się tą przestronną łazienką.

Oprócz szklanej kabiny prysznicowej i wanny wszystko jak okiem sięgnąć zrobione jest z czarnego marmuru. Pomieszczenie aż lśni czystością i luksusem. Nie szczędzono wydatków, żeby korzystanie z tej łazienki było w najwyższym stopniu komfortowe. Wszystko, co najlepsze dla Aleka, na to przynajmniej wygląda!

Urywany oddech Sainta przywołuje mnie z powrotem do rzeczywistości, powoli się odwracam. Opiera się o ścianę, kurczowo zaciskając palce na ramieniu, a zmierzwione włosy opadają mu na twarz. Teraz, kiedy jesteśmy sami, uderza mnie powaga sytuacji. Czyli jednak zostały jeszcze we mnie jakieś uczucia.

Przygryzam policzek, żeby powstrzymać łzy. Saint podnosi wzrok i spogląda mi w oczy, ale nie potrafię wyczytać myśli z jego spojrzenia. Nagle robi się ostro.

– Ty głupia, uparta dziewczyno…! – beszta mnie, powoli kręcąc głową. – Powinnaś była mnie posłuchać i zrobić, co kazałem! – A kazał mi uciec i się schować, czyli zachować się jak tchórz, ale ja nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam go zostawić samego. Może jest u mnie na bakier z poczytalnością, ale nie potrafiłabym z tym żyć.

– To teraz nieistotne – mówię, odgarniając z policzków splątane włosy. Próbuję być dzielna.

– Owszem, istotne! – Nie mam okazji odpowiedzieć, bo już jest przy mnie, chwyta mnie za kark i przyciska czoło do mojego. – Przepraszam, jeśli byłem wobec ciebie szorstki, ale musiałem tak się zachowywać. Nie mogę pokazać, że mam do ciebie słabość, jeśli to zrobię, ty za to zapłacisz.

Słowa nie są w stanie opisać, jakie to cudowne uczucie znowu czuć na sobie jego ręce.

– Co zrobimy? – szepczę, pocierając nosem jego nos.

Saint bierze głęboki wdech, kiedy jest tak blisko, nieomal zapominam o wszystkich naszych kłopotach. W tej chwili liczy się tylko ta bliskość.

– Jeszcze nie wiem. Muszę porozmawiać z Popovem, żeby się zorientować, co planuje. Wyczuł, że między nami coś jest.

Odsuwam się od niego, żeby spojrzeć mu w oczy.

– Mianowicie co? – Sama nie wiem, jak nazwać to, co pojawiło się między nami. Nigdy nie wiedziałam. Może on mi to wytłumaczy.

Jednak on tylko potrząsa głową, najwyraźniej jest równie skołowany jak ja.

– Musisz mi zaufać, ангел.

Na moment zamykam oczy i rozkoszuję się tym pieszczotliwym przydomkiem, który tak miękko brzmi w jego ustach. Prawie pozwala mi to wymazać z pamięci, jak to słowo brzmiało w ustach Popova.

– Być może będę musiał robić rzeczy, które ci się nie spodobają.

– Na przykład jakie? – Serce zaczyna mi walić jak szalone.

– Zaufaj mi, proszę – powtarza, ściskając mnie lekko za kark.

Niepewnym ruchem kładę mu rękę na dłoni, splatam palce z jego palcami. Wzdycham z ulgą, gdy nie odsuwa ręki.

– Dobrze. Ufam ci.

Przez moment trwamy w bezruchu, oboje potrzebujemy chwili, żeby zaczerpnąć tchu i przygotować się na to, co musi nastąpić.

– Weź prysznic, a ja wyjmę ten cholerny pocisk.

No tak, rana. Rozplątuję nasze palce, żeby ją obejrzeć i opatrzyć. Saint przyciska zranioną dłoń do mojej i po prostu patrzy mi w oczy. Kto by pomyślał, że spojrzenie może być bardziej wymowne niż tysiąc słów…?

Moje oczy instynktownie wędrują ku jego ustom. Chcę go pocałować. Tak bardzo tego pragnę! Chcę zapomnieć o nieustannym lęku i zatracić się w czymś, co nie jest pogrążone w mroku i spowite smutkiem. Jednak Saint wypuszcza mnie z ramion, czym kładzie kres moim fantazjom.

– To naprawdę tylko draśnięcie. Dam sobie radę.

Wzdycham głęboko. Nie ma sensu nalegać, on już podjął decyzję.

Saint rozgląda się za apteczką, a ja dochodzę do wniosku, że prawdziwy prysznic po tak długim czasie to jednak zbyt kusząca okazja, żeby ją przepuścić. Bez chwili wahania zdejmuję przez głowę zieloną sukienkę i sięgam do tyłu, by rozpiąć biustonosz.

Stanik spada na podłogę, a ja wkładam kciuki za gumkę od majtek i w tym momencie nieruchomieję. Nagle dociera do mnie, że Saint mi się przygląda. W międzyczasie znalazł apteczkę, ale chyba zapomniał o ranie, bo stoi nieruchomo, wpatrując się we mnie błyszczącymi oczami.

Sutki natychmiast mi twardnieją, a piersi się naprężają.

Odkłada apteczkę na blat i podchodzi do mnie niespiesznym krokiem, uważnie przyglądając się każdemu centymetrowi mojego ciała.

– Nie wiem, kiedy będę mógł znowu cię dotknąć. – Kładzie dłoń na moim policzku, delikatnie go obejmując. – Już sama myśl o tym mnie dobija.

Boję się poruszyć, jeśli to zrobię, wpiję się w niego ustami i będę go błagać, żeby mnie wziął tu i teraz, dopóki ma szansę.

– Pragnę cię, ангел. – Przesuwa dłonią w dół po mojej szyi i zatrzymuje się dopiero na piersi, na sercu.

Kolana się pode mną uginają, płeć mi się ściska. Jego obezwładniająca szczerość sprawia, że brak mi słów.

– Niczego i nikogo w życiu nie pragnąłem tak bardzo. Ale niezależnie od tego, jak bardzo cię pragnę – zawsze jest jakieś ale – nie wciągnę cię do tego bagna. Zabiorę cię stąd. Obiecuję.

 

Serce bije mi jak szalone pod jego dłonią.

– A co z tobą? – Nie jestem głupia. Prawdopodobieństwo, że oboje wyjdziemy z tego bez szwanku, wydaje się zerowe.

Po jego ustach błąka się szelmowski uśmiech, a mnie nagle robi się tak ciężko na piersi, że brak mi tchu.

– Pozwól, że sam się o siebie zatroszczę.

– Saint… – Nasza rozmowa w tym miejscu się urywa, Saint pochyla się i wsysa moją skórę w miejscu, gdzie pulsuje żyłka.

– Chcę cię naznaczyć. Jak jakiś pieprzony jaskiniowiec, chcę, żebyś cała przesiąkła moim zapachem.

Oczy mi się wywracają, ponieważ myśl o tym, że będzie tak blisko, bym przesiąkła jego zapachem, jest bardziej niż kusząca. Robi to, żebym przestała myśleć o praktycznych aspektach wydostania się z tej łodzi. I prawie mu się udaje.

– Masz broń. Dobrze strzelasz.

Mruczy z ustami przyciśniętymi do mojej szyi, a przeze mnie przechodzi prąd elektryczny aż do koniuszków palców u stóp.

– Zbyt wiele mamy do stracenia.

– Nie wiem, co może mieć dla ciebie większe znaczenie niż twoje życie? Wolność? – pytam, nie chcąc się poddać namiętności jego warg.

Gorące usta Sainta przesuwają się w dół, wędrują od mojej szyi aż po piersi. Wyginam się w jego stronę, zaciskam palce na jego zmierzwionych włosach i cichutko jęczę. A kiedy on bierze do ust nabrzmiały sutek, przed oczami stają mi gwiazdy. Ale nie odpuszczam.

– Powiedz mi.

Zatacza językiem koło wokół brodawki, po czym z rozpaczliwą żądzą wsysa całą pierś.

Świetnie sobie radzi, jeśli chodzi o odciąganie mnie od tego, co naprawdę ważne, ale muszę wiedzieć, co planuje. Czy nadal zamierza uratować Zoey? A jeśli tak, w jaki sposób, biorąc pod uwagę, że to ja jestem kartą przetargową?

Kiedy mój sutek wyrywa się na wolność, a Saint, posuwając się naprzód, zmusza mnie do cofania się, aż uderzam tyłkiem o umywalkę, nagle żałuję, że nie trzymałam buzi na kłódkę, ponieważ jego odpowiedź zmienia wszystko.

– Ty.

Szczęka mi opada, brak mi słów. To jedno krótkie słowo wywróciło mój świat do góry nogami. Tak wiele mam mu do powiedzenia, ale Saint całuje mnie w policzek, po czym sięga po apteczkę, zostawiając mnie w namiętnym oszołomieniu.

Otwiera apteczkę i zdecydowanym ruchem wyjmuje z niej nożyczki, a ja blednę i ruszam w stronę prysznica. Zdejmuję majtki, puszczam wodę i staję pod strumieniem ciepłej wody. Od tygodni marzyłam o tej chwili, ale w tym momencie nie potrafię się nią cieszyć, myśli mam zajęte czymś zupełnie innym.

Co się teraz stanie? Oraz – to nawet ważniejsza kwestia – co mam zrobić, żeby opuścić tę łódź z Saintem? Kiedy myślę o jego dotyku, kiedy zatracam się w jego słowach, czuję, że zrobię dla niego wszystko. Absolutnie wszystko.

Jeśli będzie trzeba, sprzedam duszę. Nawet jeśli kupcem będzie sam diabeł.

Wystarczająco długo zwlekałam. Czas stawić czoła nieuniknionemu.

Saint usuwa pocisk i bandażuje ramię, po czym oznajmia, że teraz ma zamiar porozmawiać z Alekseiem. Chętnie wzięłabym udział w tej rozmowie, ale wiem, że mają wiele do przedyskutowania. Sam na sam.

Rozumiem, że Saint i ja będziemy musieli zachować ostrożność, bo Aleksei gotów jest bezwzględnie wykorzystać to rodzące się między nami, nienazwane jeszcze uczucie. Tak jak wykorzystał Zoey, żeby zmusić Sainta do posłuszeństwa.

Bez wątpienia Aleksei zorientował się, że coś jest na rzeczy, kiedy Saint zasłonił mnie własnym ciałem na wyspie, gdy Zoey wycelowała we mnie rewolwer. Znając Sainta, odwróci kota ogonem i przedstawi Alekseiowi jakąś niewinną interpretację tej sytuacji. Oboje musimy mieć się na baczności. Musimy uważać nie tylko na Alekseia, ale również na Zoey. Ta dziewczyna jest jak beczka prochu – obawiam się, że wystarczy iskra, żeby eksplodowała.

Głośne walenie do drzwi oznacza, że czas nam się skończył.

Kiedy wychodzę spod prysznica, na marmurowym blacie czeka na mnie świeże ubranie. Co prawda sukienka w ognistym odcieniu czerwieni nie jest specjalnie na miejscu, ale i tak ją wkładam, żeby zakryć skąpą, koronkową bieliznę, którą dostałam do kompletu.

To trochę przerażające, że wszystko jest idealnie w moim rozmiarze, Aleksei doskonale się przygotował na powitanie mnie w moim nowym domu. Ciekawe, co jeszcze chowa dla mnie w zanadrzu…?

Kiedy ponownie rozlega się walenie do drzwi, spoglądam w lustro i robię trzy spokojne wdechy. Przeglądam szuflady w poszukiwaniu broni, ale jedyne, co znajduję, to przybory toaletowe i kosmetyki, których użyłam, żeby nie wyglądać jak żywy trup.

W ostatniej chwili przypominam sobie nożyczki z apteczki i szybko po nie sięgam. Nie mam wielkiego wyboru, jeśli chodzi o miejsce, gdzie bym je mogła ukryć, więc podnoszę sukienkę i wkładam je za gumkę koronkowych majtek. Nie jest to idealna skrytka, ale świadomość, że tam są, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Nieważne, że prawdopodobnie całkowicie złudne…

Właśnie wygładzam sukienkę, kiedy drzwi gwałtownie się otwierają i staje w nich jeden z ludzi Alekseia. Wydaje się zawiedziony, kiedy bez słowa go mijam i wychodzę z łazienki. Pewnie się spodziewał, że będzie musiał wyciągać mnie stamtąd siłą albo że znajdzie mnie leżącą nieruchomo w kałuży krwi.

Z pokerową miną wkraczam do jadalni, ignorując gniewne spojrzenia bandziorów Alekseia. Nie widzę nigdzie Sainta, więc zamierzam udać się na pokład, żeby go odnaleźć. Jednak Adrian krzyżuje moje plany, zagradzając mi drogę.

– Boss powiedział, że masz się stąd nie ruszać.

Ten człowiek, podobnie jak przedtem jego brat, sprawia, że przechodzą mnie ciarki. Kazimir chciał się tylko ze mną zabawić, tymczasem Adrian – takie mam przeczucie – miałby ochotę pobawić się moimi wnętrznościami, kiedy będzie mnie mordował.

Nie mam zamiaru się z nim kłócić, podchodzę do ławki ustawionej w najdalszym kącie pomieszczenia i odwracam się tyłem do moich porywaczy ze wzrokiem utkwionym w oknie. Nadal nie mam pojęcia, gdzie jestem, ale nie martwię się podróżą samą w sobie. Tym, co sprawia, że włosy na karku stają mi dęba tak wysoko, że mogłabym je związać w koczek na czubku głowy, jest cel naszej podróży, czyli Rosja, oraz to, co mnie tam czeka. Ogarnięta czystą paniką mam wrażenie, że płonę.

Kiedy w pomieszczeniu zapada cisza, zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle będzie mi dane dotrzeć do Rosji. Jeżeli Zoey uda się postawić na swoim, to z nadejściem mroku znajdę się za burtą.

Kiedy siostra Sainta pojawia się na schodach, mężczyźni zaczynają coś mamrotać pod nosem, najwyraźniej mają nadzieję zobaczyć, jak walczymy ze sobą niczym kotki. Zoey zdecydowanym krokiem schodzi po stopniach. Ja nie mam zamiaru być jej rywalką. Może sobie wziąć Alekseia.

Zagląda do lodówki, ciszę przerywa dźwięk otwieranej butelki z wodą. Ja nadal siedzę ze wzrokiem utkwionym w dal. Nie odzywam się ani słowem, choć oddałabym prawą rękę za łyka zimnej wody. Zoey nie zamierza się hamować.

Słyszę, że stąpa bosymi stopami w moją stronę i mentalnie przygotowuję się na trzecią wojnę światową.

– Może i udało ci się omotać mojego brata, może Alek jest podekscytowany swoją nową, lśniącą zabawką… – Mocno zaciskam ręce w pięści, żeby się powstrzymać przed uderzeniem jej w twarz. – Ale nie łudź się, dla obu to ja zawsze będę numerem jeden. – Na Alekseiu kompletnie mi nie zależy. Jednak Saint to zupełnie inna historia… – Jeśli zaakceptujesz swoje miejsce w szeregu, to unikniemy kłopotów, bo dla brata zawsze będę najważniejsza. Nigdy o tym nie zapominaj!

Nie jestem w stanie dłużej utrzymać języka za zębami, oglądam się przez ramię i mierzę ją gniewnym spojrzeniem.

– Co to niby ma znaczyć?

Wygięte w paskudnym grymasie usta Zoey nagle rozciągają się w złośliwym uśmiechu.

– To znaczy, że jeśli choćby pomyślisz o zabraniu mi Aleka, dam bratu to, czego zawsze pragnął. Słodką, niewinną siostrzyczkę, za jaką nadal mnie uważa. – Wpatruję się w nią szeroko otwartymi oczami. – Osłonił cię własnym ciałem, a to oznacza, że udało ci się nieźle namieszać mu w głowie. Ale wystarczy kilka łez i pustych obietnic, że wrócę do domu, by włączył mu się tryb starszego brata. Wbiję między was klin, wywrócę mu w głowie, na przykład sugerując, że nie jest jedynym mężczyzną, którego pragniesz. A on mi uwierzy, ponieważ uważa, że nie jest wystarczająco dobry dla kogoś takiego jak ty. Wtedy przestanie się tak spieszyć, żeby cię bronić, a ja cię, kurwa, zabiję gołymi rękami.

Myślałam, że widziałam już wszystko. Myliłam się.

Podchodzi do mnie, a ja nie mam dokąd uciec, więc odwracam się i nadal patrzę jej w oczy.

– Będę kłamać, oszukiwać i zabijać, żeby pozbyć się ciebie z mojego życia. Jeżeli będę musiała okłamywać brata, niech i tak będzie. Znam Sainta. Jest lojalny, ale jego słabością jest zazdrość.

Inne książki tego autora