Feel Again

Tekst
Z serii: Begin Again #3
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

8

Następnego dnia umówiłam się z Isaakiem w moim ulubionym second handzie, nieco dalej od centrum Woodshill. Po radykalnym przeglądzie zawartości jego garderoba ziała pustkami. Chciałam to zmienić, czyli wypełnić ją nowymi ciuchami. Sądząc po jego minie, nadal opłakiwał żółte szelki.

Mimo tego widziałam, ledwie weszliśmy do środka, że sklep Cure Closet zrobił na nim wrażenie. Mieścił się w starym magazynie i nawet gruntowny remont nie pozbawił go industrialnego charakteru. Na drewnianych paletach stały niezliczone regały z ciuchami, sufit podtrzymywały betonowe słupy, obklejone naklejkami z logo różnych zespołów. Na regałach pod ścianami piętrzyły się buty, torebki i inne dodatki. Kryształowe kandelabry teoretycznie nijak tu nie pasowały, a jednak stanowiły idealny element wystroju.

– Nie wyobrażam sobie, jak niby mamy coś tu znaleźć – mruknął Isaac.

– Bo przeraża cię, że jest tu więcej ciuchów, a nie trzy marne koszule na krzyż. Ale spokojnie, jestem przy tobie. – Poklepałam go po plecach i od razu podeszłam do pierwszego regału.

– Masz jakiś system? – zapytał Isaac za moimi plecami.

Przewróciłam oczami.

– Nie, nie mam.

– Chcesz powiedzieć, że tak po prostu ruszasz między półki? Może powinniśmy najpierw wymyślić jakiś plan? Co mi jest właściwie potrzebne? Trzeba było zrobić listę. Może zaczniemy od tyłu i…

Odwróciłam się do niego i podniosłam rękę, żeby przestał mówić.

– Posłuchaj, ta wyprawa to punkt kulminacyjny mojego tygodnia. Nie psuj mi zabawy, pieprząc coś o systematycznych zakupach.

Skinął głową i udał, że zamyka usta na kłódkę.

– Wspaniale.

Zatarłam ręce i zabrałam się do roboty. W pierwszym rzędzie przekopywałam się przez stosy koszulek i swetrów i brałam wszystko, co moim zdaniem pasowało do Isaaca. Kiedy naręcze ciuchów zaczęło mi ciążyć, bo przecież cały czas miałam na szyi też lustrzankę, podałam ubrania Isaacowi, który wziął je ode mnie z lekkim uśmiechem.

Kiedy dotarliśmy do spodni, najpierw zmierzyłam wzrokiem jego biodra.

– Odwróć się – poleciłam i podkreśliłam słowa obrotem palca wskazującego w powietrzu.

Wykonał moje polecenie. Przyglądałam się jego pośladkom. Hm… W sumie całkiem nieźle. Postanowiłam, że bez względu na wszystko dzisiaj wypakuję go z tych płóciennych gaci i wsadzę w obcisłe jeansy, choćby nie wiem co.

Oszacowałam jego rozmiar i ściągnęłam z półki czarne levisy, moim zdaniem bardzo fajne. Potem skręciłam w kierunku wieszaków, na których wisiały skórzane kurtki. Wybrałam najbardziej zniszczoną, jaką udało mi się znaleźć, i przyjrzałam się jej badawczo.

– Skórzana kurtka? Na miłość boską, tylko nie to – westchnął Isaac.

– Wydawało mi się, że chciałeś się zmienić.

– Słuchaj, wystarczającą zmianą będzie już to, że pożegnam się z moimi marynarkami. Przecież kiedy założę coś takiego, będę wyglądał jak przebieraniec. – Ruchem głowy wskazał kurtkę.

Przyłożyłam ją do niego.

– Będziesz wyglądał megaseksownie.

To zamknęło mu usta.

Zanim doszliśmy do przebieralni, zapytałam go o rozmiar buta i ściągnęłam z półek dwie pary kowbojek i sneakersów. Nieśliśmy tyle ciuchów, że na twarzy Isaaca malowała się panika, więc najpierw podzieliliśmy znaleziska na poszczególne zestawy i powiesiliśmy na drzwiach. A potem ja rozsiadłam się wygodnie na jednej z miękkich kanap stojących w przymierzalni przed kabinami.

Czarna zasłona oddzielająca kabinę przebieralni kończyła się pół metra nad podłogą, widziałam więc, jak Isaac ściągnął spodnie, złożył je starannie i odłożył obok równo ustawionych butów. Wsunął pierwszą nogę w nogawkę dżinsów i znieruchomiał. Pewnie odkrył dziurę na kolanie. Zagryzłam usta, żeby się nie roześmiać.

W końcu naciągnął spodnie i podskoczył w miejscu, żeby wcisnąć w nie biodra. Nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę go w tym stroju.

– Załóż do tego te czarne buty. – Starałam się przekrzyczeć głośną rockową muzykę, która leciała ze sklepowych głośników.

Mruknął coś, co zabrzmiało podejrzanie jak: „Co ja tu robię, do cholery?”.

Dwie minuty później chyba w końcu całkowicie się ubrał, ale nadal nie wychodził z kabiny.

– Sawyer, wyglądam jak klaun.

Westchnęłam zniecierpliwiona.

– Wyłaź stamtąd. Ja to ocenię.

Wahał się jeszcze chwilę, a potem odsunął zasłonę.

Powoli omiotłam go spojrzeniem, poczynając od masywnych ciężkich butów, przez ciemnoniebieskie sprane jeansy, pasek i szarą koszulkę z logo Nirvany, po ciemnobrązową skórzaną kurtkę. Zdjął okulary, a z jego starannie ułożonej fryzury nie zostało nic, bo zmierzwił sobie włosy, ściągając T-shirta.

– Naprawdę nieźle wyglądasz – stwierdziłam.

Otworzył szeroko oczy i spojrzał na siebie. Potem przesunął wzrok na mnie, jakby podejrzewał, że się z niego nabijam.

Ja tymczasem podniosłam aparat.

– Odwróć się – poleciłam i przez oko kamery obserwowałam, jak wykonuje moje polecenie.

Wiedziałam. Jego pośladki w tych dżinsach wyglądały fantastycznie. Nastawiłam ostrość ręcznie i wcisnęłam przycisk migawki. Kiedy rozległo się kliknięcie, Isaac z powrotem odwrócił się do mnie.

– Czy ty właśnie sfotografowałaś mój tyłek? – zapytał jeszcze bardziej podejrzliwie niż przedtem.

– Owszem. Bo twój tyłek jest pierwsza klasa.

Otworzył usta z wrażenia. I zaczerwienił się po uszy.

Podniosłam się z kanapy, cały czas z aparatem przy twarzy. Klik.

Uciekł wzrokiem, żeby nie patrzeć w obiektyw, i wskazał rozcięcie na wysokości kolana.

– Są podarte.

– Tak ma być – zapewniłam go.

Klik.

– Niby dlaczego mam płacić dwadzieścia dolarów za podarte jeansy? – Wydawał się autentycznie zaskoczony.

Opuściłam aparat, który ponownie zawisł mi na szyi.

– Tylko dwadzieścia dolarów? Koniecznie musisz je kupić.

Przyglądał mi się badawczo.

– Mówisz poważnie.

Skinęłam głową.

– Bierzesz to wszystko. Te buty i skórzana kurtka to świetna podstawa. Możesz je łączyć ze wszystkim.

Nie odpowiedział, cały czas przyglądał się sobie ze sceptyczną miną.

Klasnęłam w dłonie.

– Następny zestaw!

Pokręcił głową, odwrócił się i zaciągnął ze sobą zasłonę.

Podczas gdy on się przebierał, ja przeglądałam dopiero co zrobione zdjęcia. Wyglądał na nich zupełnie inaczej. W takim wydaniu nikomu nie przyszłoby do głowy określić go mianem nerda czy kujona. Nie mogłam się doczekać, kiedy sfotografuję go w tych ciuchach w odpowiednim oświetleniu i na odpowiednim tle. Na razie zdjęcie jego pośladków ustawię sobie na pulpicie. Tylko po to, żeby działać Dawn na nerwy. Na samą myśl o jej oburzonej minie zachciało mi się śmiać.

– Chyba żartujesz – stwierdził nagle Isaac.

– O co ci chodzi? – zdziwiłam się.

– Naprawdę myślisz, że to założę?

Przewróciłam oczami.

– Nie strzelaj fochów, tylko zakładaj, i to już.

– Na miłość boską, Sawyer, to jest koszulka bez rękawów. Czy ty mnie w ogóle widziałaś?

Minęła minuta. I jeszcze jedna.

Westchnęłam głośno. Trudno, będę musiała mu trochę pomóc. Podeszłam do kabiny i zdecydowanym ruchem odsunęłam zasłonę.

– Ej! – krzyknął Isaac i odwrócił się do mnie.

Szczęka opadła mi z wrażenia.

Isaac zagapił się na mnie. A ja na niego.

Bo Isaac nie tylko wyglądał dobrze.

Wyglądał superseksownie.

Obcisłe czarne jeansy opadały mu nisko na biodrach. Naga klatka piersiowa była gładka i twarda. Na jego brzuchu rysowały się mięśnie, wyraźne, mocno zaznaczone, schodziły w kształcie litery V do paska spodni.

W pierwszej chwili nie wiedziałam, co powiedzieć.

– Ja… – zaczęłam w końcu, ale słowa stanęły mi w gardle. Oszołomiona pokręciłam głową. – Jezu, Isaac. Jak to się stało?

Podeszłam o krok bliżej i delikatnie dotknęłam jego brzucha, jakbym chciała się upewnić, że te mięśnie nie są narysowane.

Nie były. Drgnęły pod moim dotykiem.

Miał jedwabistą, ciepłą skórę.

Odchrząknął. Był sztywny, jakby połknął kij, i wpatrywał się w moją dłoń. Mogłabym przysiąc, że wstrzymał oddech.

– Mówiłem ci przecież, że dorastałem na farmie.

Podniosłam aparat do twarzy. Dopiero za którymś razem udało mi się odnaleźć właściwy przycisk.

– Nie do wiary – wymamrotałam. – Zawsze masz na sobie tyle warstw ciuchów, że nie sposób się domyślić, że…

Kąciki jego ust uniosły się leciutko. Zrobiłam kolejne zdjęcie.

– Nie mam nic na sobie, Sawyer – zauważył i podniósł rękę, żeby ponownie zaciągnąć zasłonę.

Błyskawicznie weszłam do ciasnej kabiny.

– Co robisz? – wychrypiał. Przyglądał mi się badawczo.

– Patrzę – odparłam. – Odkrywam nowe płaszczyzny mojego projektu.

Ponownie wróciłam wzrokiem do jego klatki piersiowej. Widziałam w życiu wiele umięśnionych ciał, ale tamci faceci zazwyczaj zawdzięczali muskulaturę intensywnym treningom w podnoszeniu ciężarów i koktajlom proteinowym i nie wyglądali najlepiej. Ciało Isaaca było natomiast wyrzeźbione w bardzo skromny, autentyczny sposób. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam, ale ku mojemu zdumieniu bardzo mi się to spodobało.

Jego natomiast chyba krępowała ta sytuacja. Przestępował z nogi na nogę. Na jego twarzy pojawiły się czerwone plamy.

Przewróciłam oczami.

– Musisz się nauczyć przyjmować komplementy.

– To nie takie proste. – Z trudem przełknął ślinę.

– Niby dlaczego? Chyba nie jestem pierwszą osobą, która mówi ci coś takiego.

Ukrył twarz w dłoniach.

– Sawyer…

– Naprawdę jeszcze nigdy nie miałeś dziewczyny?

Nie patrząc na mnie, wybrał szary sweter spośród ciuchów leżących na krześle. Założył go. Sfotografowałam ten moment.

– Owszem, tylko nie ostatnio.

– A kiedy? – zapytałam i spojrzałam w lustro. Minęłam wzrokiem jego bark i odnalazłam jego oczy. Nasze spojrzenia się spotkały.

 

– Trzy lata temu. To nie było nic poważnego, trwało tylko kilka miesięcy… I tyle. – Umilkł na chwilę. Potem spojrzał na sweter, który miał na sobie. – Co ty na to?

Byłam mistrzynią w zmianie tematu, więc od razu wiedziałam, co robi. Pozwoliłam mu na to, choć czułam, że pęknę z ciekawości.

– Bierzemy. Dalej.

Zawahał się.

– Nie wyjdziesz stąd, prawda?

– Nie – odparłam krótko, zdjęłam ze stołka stertę ciuchów i położyłam na podłodze. Z aparatem w dłoni stanęłam na stołeczku i dałam mu znak, by przymierzał dalej.

– Podglądaczka – mruknął, ściągając sweter przez głowę.

Odwróciłam się, by z góry sfotografować jego odbicie w lustrze.

Klik.

– Nerd.

Następna była czarna koszula z długim rękawem. Opinała mu barki i fantastycznie podkreślała jego klatkę piersiową.

– Wariatka.

Klik.

– Odwróć się odrobinę, o tak. – Po raz kolejny wcisnęłam przycisk migawki. – Inny facet byłby zachwycony, że dziewczyna z własnej woli pakuje mu się do przebieralni.

Pochyliłam się na bok.

Prawa stopa zsunęła mi się ze stołka. Pisnęłam, gdy poczułam, że tracę równowagę.

Isaac zareagował błyskawicznie. Objął mnie ramionami w talii. Złapał mnie, przyciągnął do siebie, tak, że nie zdążyłam upaść na podłogę. Zatoczyliśmy się na wielkie lustro, uderzyłam w nie plecami, tak mocno, że na chwilę zaparło mi dech w piersiach.

Isaac przywierał do mnie całym ciałem.

Czułam na sobie jego twardy brzuch, jego klatkę piersiową, napierającą na mnie, gdy oddychał. Jego biodra, przyklejone do moich. I wybrzuszenie w jego spodniach.

Poczułam falę gorąca w podbrzuszu. Odruchowo naparłam na Isaaca biodrami. Głośno wciągnął powietrze.

Z jego ciemnego spojrzenia nie dało się nic wyczytać.

– Ale ja nie jestem jak inni faceci – powiedział ochryple. Czułam, jak bardzo jest napięty.

Inny facet wykorzystałby tę sytuację. Każdy inny facet przycisnąłby mnie do lustra i wziąłby wszystko. Bez wahania. Bez pytania.

Ale Isaac nie zrobił niczego podobnego. Tylko cofnął się o krok i pomógł mi ponownie wleźć na stołek. A potem jak gdyby nigdy nic założył koszulkę.

9

Był pierwszy września, a to oznaczało, że nadchodził najgorszy miesiąc w roku. Za trzy dni, w rocznicę śmierci ojca, pojadę do Renton do Riley i razem z nią odwiedzę grób rodziców.

Nienawidziłam września. Nienawidziłam każdej sekundy tego miesiąca.

Tego ranka obudziłam się z uciskiem w żołądku i pulsującym bólem głowy, jak co roku, gdy nadchodził wrzesień. Jakby moje ciało miało wewnętrzny zegar i punktualnie o północy przełączyło się na tryb: ból i smutek.

Dawn od razu zauważyła, że coś jest ze mną nie tak, i zaprosiła mnie na wieczór do Spencera, żebyśmy posiedzieli sobie we trójkę. Ale ostatnie, czego dzisiaj potrzebowałam, to obecność innych. Poza tym i tak Al dał mi dodatkową zmianę w restauracji.

Po popołudniowych zajęciach od razu ruszyłam do pracy. Piękna pogoda odrobinę poprawiła mi humor, przede wszystkim dlatego, że jeszcze przed pracą udało mi się zrobić kilka fajnych zdjęć krajobrazu. W dolinie zalegała delikatna mgła, wierzchołki Mount Wilson nikły w niskich chmurach, przez które z trudem przebijały się ostatnie promienie wieczornego słońca. Był to kojący, uspokajający widok, a teraz właśnie tego było mi trzeba.

Kiedy dotarłam do restauracji, zatrzymałam się w pół kroku. Na zewnątrz stał Isaac. Uśmiechnął się na mój widok.

– Co ty tu robisz? – zapytałam oschle i natychmiast tego pożałowałam. Przecież nic mi nie zrobił, a nie mógł nic poradzić na to, że nie byłam w stanie nad sobą zapanować. O ile na co dzień byłam mistrzynią tłumienia i wyparcia i dzień w dzień potrafiłam sobie wmówić, że niczego nie czuję i wszystko jest świetnie, dzisiaj było to niemożliwe. Wręcz przeciwnie, czułam tak dużo, że emocje przepełniały mnie, dławiły w gardle. Byłam wściekła, że nie mogę ich wyłączyć.

Emocje są do dupy.

– Powiedziałaś przecież, że mam ci towarzyszyć na następnej zmianie – odparł i razem ze mną wszedł na schody.

Miał na sobie nowe ciuchy. Ciemnoniebieskie podarte jeansy, zwykłą czarną koszulę i wygodne sneakersy. W tym zestawie nawet jego okulary nie wyglądały tak bardzo nerdowsko. Prezentował się naprawdę nieźle, ale o dziwo, ta konstatacja tylko pogorszyła mi humor.

– Zapomniałam – mruknęłam. Głęboko zaczerpnęłam tchu. Nie byłam na to dzisiaj przygotowana. To będzie koszmar – uczyć kogoś, wszystko mu pokazywać i wykazywać się cierpliwością. Nawet jeżeli tym kimś był Isaac.

– Wszystko w porządku? – zapytał i zatrzymał się przede mną, trzymając dłonie w kieszeniach jeansów.

Najchętniej odwróciłabym się na pięcie i odeszła. Nie chciałam towarzystwa, a już zwłaszcza osoby, która zadaje mi takie pytania i patrzy na mnie, jakby mnie znała, choć przecież niczego o mnie nie wie. Ale sama zaproponowałam Isaacowi tę pracę i powiedziałam Alowi, że dzisiaj przyjdzie. Cóż, po prostu będę musiała wziąć się w garść.

– Jasne – odparłam cicho i wskazałam głową drzwi. – Idziemy. Przedstawię cię Alowi.

Minęło kilka sekund, podczas których Isaac przyglądał mi się, jakby chciał zajrzeć w głąb mojej duszy i jakby wiedział, że udaję. Potem tylko jednak skinął głową i w milczeniu wszedł za mną do restauracji.

Zaprowadziłam go prosto do kantorku Ala. Szef siedział za biurkiem. Jak zawsze wyglądał jak najprawdziwszy olbrzym. Na biurku piętrzyły się grube segregatory, bo Al najwyraźniej wziął się za papierkową robotę. Na nasz widok podniósł głowę i wodził wzrokiem między Isaakiem a mną.

– Cześć, Al. To ten kandydat na miejsce Willi – powiedziałam.

Al wstał, a ja poczułam, jak Isaac u mojego boku sztywnieje. Ja zdążyłam się już przyzwyczaić do wyglądu Ala, jego ogolonej czaszki, monstrualnych ramion i masywnej postury, ale kiedy ktoś, jak Isaac dzisiaj, po raz pierwszy stawał naprzeciwko niego, nie sposób było ukryć onieśmielenia.

Al zmierzył go wzrokiem.

– Czyli to jest ten sympatyczny, zaangażowany i odpowiedzialny młody człowiek, o którym opowiadałaś?

– Tak jest.

Wyszedł zza biurka i skrzyżował ręce na piersi.

– Umiesz kelnerować?

Isaac pobladł odrobinę i przecząco pokręcił głową.

– Do niedawna pracowałem w sklepie komputerowym. Zajmowałem się nie tylko sprzętem i serwisem, lecz także obsługą klientów, ale…

– Pytałem, czy umiesz kelnerować – przerwał mu Al.

Isaac głęboko nabrał powietrza w płuca.

– Jeszcze nie. Ale jestem gotów się nauczyć.

Al skinął głową i podał mu rękę.

– To właśnie chciałem usłyszeć. Albert Phelps, ale wszyscy mówią mi Al.

Isaac uścisnął jego dłoń. Zaimponował mi, że nie skrzywił się, gdy Al ścisnął jego rękę, ograniczył się tylko do kilku nerwowych mrugnięć.

– Grant, Isaac Grant.

Z trudem powstrzymałam się, żeby się nie roześmiać.

– W tygodniu zazwyczaj niewiele się dzieje, więc może się okazać, że będziesz na zmianie całkiem sam. W weekendy jest nas co najmniej dwoje albo troje. Sawyer stoi za barem, twoim zadaniem jest obsługa sali, a więc przyjmowanie zamówień i zanoszenie ich do stolików. Sawyer wszystko ci pokaże. – Skinął głową w moją stronę, co w języku Ala oznaczało mniej więcej: „Spadajcie, muszę dalej pracować”.

Postanowiłam najpierw pokazać Isaacowi przebieralnię, w której stały nasze szafki. Ledwie zamknęły się za nami drzwi kantorka, chłopak potrząsnął ręką i odetchnął głośno.

– Chyba złamał mi kilka kości – sapnął.

Wolałam mu nie mówić, że Al mógłby połamać mu nie tylko kości dłoni, lecz także gnaty w całym ciele, gdyby tylko zapragnął. Zamiast tego wyjęłam dwa fartuchy z mojej szafki i pokazałam mu, jak się je wiąże.

Chciałam go wyminąć i wejść do kuchni, ale wtedy złapał mnie za ramię.

– Co jest? – zapytałam zirytowana.

– Nie wydajesz się szczególnie szczęśliwa – stwierdził i przyglądał mi się badawczo, jakby szukał czegoś na mojej twarzy. Sama nie wiedziałam czego.

– Isaac, ja nigdy nie wydaję się szczególnie szczęśliwa. Taka mina ma nawet swoją nazwę: permanentnie sucza – poinformowałam oschle.

– Już całkiem dobrze znam twoją twarz. Zazwyczaj wyglądasz lepiej.

Żachnęłam się.

– A już myślałam, że nauczyłam cię prawić kobietom komplementy. Najwyraźniej nie jestem jednak tak dobra, jak mi się zdawało.

Wydawał się dotknięty.

– Wiesz, o co mi chodzi. Chciałem tylko powiedzieć, że wyglądasz, jakbyś…

– No jak? Niby jak wyglądam? – Zrobiłam wyzywający krok w jego stronę. Najchętniej nawrzeszczałabym na niego, tylko dlatego, że nie dawał mi spokoju.

Isaac westchnął głośno, a potem przyciągnął mnie do siebie.

– Jakbyś chciała, żeby ktoś cię przytulił – powiedział cicho.

Chwilę trwało, zanim do mnie dotarło, co się dzieje.

Dupek naprawdę mnie przytulił.

Wstrzymałam oddech, kiedy jeszcze mocniej otoczył mnie ramionami. Gładził mnie jedną ręką po plecach, drugą po łopatkach. To był niemal pocieszający gest. Zacisnęłam pięści.

– Sawyer, jesteś sztywna jak deska. Magia przytulenia nie zadziała, jeżeli będziesz taka spięta.

Głośno wypuściłam powietrze z ust.

– Chyba oszalałeś.

Isaac puścił mnie jedną ręką tylko po to, żeby zarzucić sobie moje ramię na plecy. Powtórzył gest z drugą ręką, a potem znowu mnie objął.

Czułam uderzenia jego serca i spokojny oddech. Obejmował mnie, tylko tyle. Nic nie mówił, nie przesuwał dłoni, choć przywykłam, że faceci, którzy stali tak blisko mnie, nigdy nie trzymali rąk nieruchomo.

Isaac mnie tylko tulił i w pewnym momencie poczułam, jak ogarnia mnie ciepło i cała się rozluźniam. Ból nie znikał, ale nagle okazał się do zniesienia i już nie obawiałam się, że rozerwie mnie od środka.

W końcu wypuścił mnie z ramion. Położył mi dłonie na barkach i odsunął od siebie odrobinę.

– No proszę, suczo permanentna mina zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– Permanentnie sucza mina.

– Nieważne, wyglądasz już lepiej.

– Doprawdy, nerdzie, twoje komplementy to miód na moje serce – syknęłam, żeby przywrócić nas do tak zwanej normalności.

Uśmiechnął się pod nosem.

– I właśnie dlatego biorę u ciebie korepetycje. Ja natomiast, dzięki wieloletniemu doświadczeniu w roli starszego brata, jestem mistrzem w przytulaniu.

– Przestań się już tak chwalić i chodź, muszę ci pokazać, jak się kelneruje.

Isaac się roześmiał, ale bez słowa poszedł do kuchni.

Przez chwilę odprowadzałam go wzrokiem.

Dopiero kiedy mój puls się mniej więcej uspokoił, odetchnęłam głęboko i poszłam za nim.

* * *

Trzy godziny później z niedowierzaniem obserwowaliśmy z Alem z mojego miejsca za barem, jak Isaac jednocześnie niesie pięć talerzy i z promiennym uśmiechem stawia je przed gośćmi przy stoliku numer dwanaście. I oczywiście ani razu nie pomylił zamówienia. W drodze powrotnej błyskawicznie posprzątał stolik numer siedem i za jednym zamachem zabrał wszystkie talerze i szklanki. Zniknął za drzwiami do kuchni, by sekundę później pojawić się z tacą zastawioną napojami, które przygotowałam dla stolika numer dziewięć.

Uniosłam brwi i spojrzałam na Ala.

Wodził wzrokiem za Isaakiem. Jeszcze nigdy nie widziałam na jego twarzy takiej miny.

Po dłuższej chwili odwrócił się do mnie. A potem złapał mnie za głowę potężnymi łapskami i wycisnął wilgotny pocałunek na mojej skroni.

– Fuj! – Cofnęłam się i szturchnęłam go w brzuch.

– Zapunktowałaś, Dixon. Ten chłopak to istny skarb. – Pokiwał palcem w moim kierunku. – Mówię poważnie. Idę przygotować umowę.

– Super – mruknęłam.

Ja sama miałam dwa podejścia, zanim Al zdecydował się mnie zatrudnić. Wbrew sobie poczułam się odrobinę zazdrosna o Isaaca.

Czy jest coś, na czym ten koleś się nie zna?

Gdyby nie to, że był tematem mojej pracy dyplomowej i w międzyczasie stał się kimś w rodzaju przyjaciela, znienawidziłabym go z całego serca.

Z drugiej strony fascynujące było obserwować, jak Isaac w ciągu sekundy przechodzi z jednego trybu w drugi, koncentruje się całkowicie, nie pozwala, by cokolwiek odwróciło jego uwagę. W pracy emanował energią i chęcią działania, chociaż zazwyczaj wydawał się wycofany i niepewny siebie, bez względu na to, co robił.

Jakim cudem udawało mu się tak lekko i przyjaźnie rozmawiać z klientami, ani razu się nie czerwieniąc? Jakby miał wewnętrzny pstryczek, który przełączał w pracy.

Kiedy ostatni goście wyszli z restauracji, zajęłam się kasą, a Isaac sprzątał stoliki. Gdy skończył, podszedł do mnie z fartuchem w dłoni. Bawił się nim, owijał raz prawą, raz lewą rękę, a potem spojrzał na mnie pytająco.

– No i jak, jak się spisałem?

– Kujonie, Al właśnie szykuje dla ciebie umowę.

 

Isaac pobladł gwałtownie.

– Naprawdę?

Skinęłam głową.

Przez dłuższą chwilę przyglądał mi się z szeroko otwartymi ustami, a potem uśmiechnął się promiennie.

– Uratowałaś mi tyłek, Sawyer. Wielkie dzięki.

– Nie ma sprawy – zapewniłam. – Chodź, pokażę ci jeszcze, gdzie trzymamy zapasy i gdzie jest winda towarowa.

Poszedł za mną do piwnicy. Tłumaczyłam mu, w jaki sposób transportować butelki i inne zapasy na górę.

– Skoro już tu jesteśmy, możemy uzupełnić napoje na jutro – zaproponowałam.

Isaac skinął głową i zaczął podawać mi butelki ze skrzynek. Wstawiałam je do windy towarowej i odznaczałam na liście, gdy któraś ze skrzynek okazywała się pusta. Przez dłuższą chwilę pracowaliśmy w milczeniu. Co chwila zerkałam na Isaaca z ukosa, obserwowałam jego skoncentrowaną twarz, zauważałam, jak skutecznie i z jakim zaangażowaniem poświęcał się nawet tak prostej czynności. Widać było, że bardzo mu zależy na tej pracy. Tak bardzo, że potrafił zapomnieć o wszystkim, co zazwyczaj kazało mu się wycofać.

Podał mi butelkę ze skrzynki, ale do tego stopnia byłam pogrążona w myślach, że zamiast za szkło, złapałam za jego rękę.

Uśmiechnął się, kiedy wymamrotałam „przepraszam”, i ze zdumieniem stwierdziłam, że ani się nie wzdrygnął, ani nie zarumienił. Zamiast tego najzwyczajniej w świecie podał butelkę prosto w moje dłonie, a zaraz potem kolejną.

– Dlaczego właściwie tak bardzo zależy ci na tej pracy? – zapytałam. – To znaczy, oczywiście rozumiem, dlaczego chcesz zarabiać. Ale zachowujesz się, jakby to była sprawa życia i śmierci.

Isaac dźwignął skrzynię z napojami. Stał plecami do mnie, gdy odpowiedział:

– Moi rodzice co prawda mają farmę i chwilowo powodzi im się całkiem dobrze, ale… – Zawahał się.

– Nie musisz niczego mówić, jeżeli nie chcesz – zapewniłam, ale miałam nadzieję, że jednak to zrobi. Im więcej opowiadał, tym mniej miałam czasu, by myśleć o własnych problemach.

– To żadna tajemnica – odparł i zdjął najwyższą skrzynkę. Odchrząknął i głęboko zaczerpnął tchu. – Tuż przed tym, jak skończyłem szkołę średnią, ojciec ciężko zachorował i musiał mieć operację. Wtedy nie powodziło się nam najlepiej, zbiory kukurydzy i soi były tamtego roku fatalne. Rodzice akurat zainwestowali wszystkie oszczędności w nowe maszyny rolnicze, poza tym dwie szopy trzeba było natychmiast wyremontować. Musiałem przejąć mnóstwo obowiązków, chociaż właściwie…

– Chociaż właściwie? – powtórzyłam.

Spojrzał na mnie.

– Nigdy nie chciałem zostać na farmie. Zawsze chciałem studiować.

– Ale przez chorobę ojca zostałeś.

Jego oczy pociemniały.

– Tak.

– Na jak długo?

– Ponad rok.

– Kawał czasu.

– Nie w tym rzecz. Przynajmniej nie do końca. Dla mnie od początku było jasne, że prędzej czy później stamtąd wyjadę, żeby spróbować czegoś nowego. Chciałem się koniecznie przekonać, czy jest jeszcze coś, co mi odpowiada, i dlatego chciałem studiować jak najwięcej przedmiotów jednocześnie. Ale najwyraźniej dobrze się spisałem. Rodzice byli dumni z tego, jak sobie poradziłem. Sądzili, że zmieniłem zdanie.

Wstawiłam kolejną butelkę do windy towarowej.

– Ale tak nie było.

Nie odpowiedział od razu.

– Nie.

Widać było, że rozmowa na ten temat przychodzi mu z trudnością. Nie naciskałam, bo nie znosiłam, kiedy dręczono mnie pytaniami, na które nie chciałam odpowiadać.

– Kiedy powiedziałem to ojcu – Isaac po dłuższej chwili podjął przerwany wątek – dostał szału. Był święcie przekonany, że przejmę po nim gospodarstwo, chociaż ja nigdy się na to nie zgodziłem. I wtedy w pewnym sensie wyrzucił mnie z domu. – Z trudem przełknął ślinę. – Od tego czasu właściwie z nim nie rozmawiam.

– Ale przecież wspominałeś, że co weekend jeździsz do domu, żeby pomagać.

Wzruszył ramionami.

– Bo to prawda. Jeżdżę tam ze względu na swoje rodzeństwo, chcę spędzać z nimi trochę czasu. I ze względu na dziadków, którzy mieszkają w tym samym domu. Poza tym robię wszystko, co potrzeba. Ale z rodzicami właściwie nie rozmawiam. Sprawiłem im zawód.

Z całej siły zacisnął zęby. Kiedy podawał mi ostatnią butelkę, unikał mojego wzroku.

– Przykro mi – szepnęłam.

Uśmiechnął się smutno.

– Mi też. Ale jest, jak jest. Ja nie zmienię zdania, nawet jeśli całym sercem kocham naszą farmę. I dlatego nie chcę być dla rodziców obciążeniem finansowym. Nigdy nie chcieli, żebym studiował, tylko… – Bezradnie wzruszył ramionami. – Ale ja musiałem się stamtąd wyrwać, musiałem sam sprawdzić, co świat ma mi do zaoferowania. Przekonać się, co właściwie chcę robić. Tylu rzeczy można się nauczyć, tyle odkryć, a ja do tej pory widziałem zaledwie malutki ułamek. Ja po prostu chciałem… więcej.

Doskonale to rozumiałam. Czułam dokładnie to samo, chociaż uciekałam z Renton z innych powodów.

– Czyli sam zarabiasz pieniądze, których nie chcesz przyjąć od rodziców – wymamrotałam.

Skinął głową.

– Nie jest łatwo, kiedy ma się czwórkę rodzeństwa. Eliza, moja starsza siostra, studiuje na elitarnym uniwersytecie, co kosztuje majątek. A do tego są jeszcze Ariel, Levi i Ivy. Nigdy się u nas nie przelewało.

– Ile mają lat?

– Eliza jest ode mnie o rok starsza, czyli ma dwadzieścia dwa lata. Ariel ma osiem, Levi sześć, a Ivy w marcu skończyła dwa latka.

– O rany. Jest między wami spora różnica wieku.

Uśmiechnął się krzywo.

– Rodzice zawsze chcieli mieć dużą rodzinę, ale mój poród okazał się dla mamy bardzo trudny. Musiało minąć sporo czasu, zanim zdecydowali się na kolejne dziecko. A potem nagle było nas siedmioro.

Usiłowałam oszacować w myślach, ile lat mogą mieć jego rodzice, skoro po takim czasie zdecydowali się na kolejne dzieci.

Isaac zdawał się czytać w moich myślach.

– Mama miała dwadzieścia lat, kiedy mnie urodziła – powiedział. – Pobrali się z ojcem bardzo młodo.

Nie wiadomo dlaczego, nie mogłam się powstrzymać przed kolejnymi pytaniami. Zazwyczaj wkurzało mnie, kiedy ktoś zbyt wiele o sobie opowiadał, ale z Isaakiem było inaczej. Interesowało mnie wszystko, co mówił. Naprawdę chciałam wiedzieć więcej.

– Nie podoba im się, że radzę sobie finansowo, bo nie mogą mnie szantażować. Dziadek twierdzi, że ojciec jest zbyt dumny i w życiu nie przyzna, jak bardzo go boli, że tak się od nich oddaliłem. A przecież nie miałem złych zamiarów. Kiedy jeszcze byłem w szkole średniej, mało brakowało, a musielibyśmy sprzedać gospodarstwo, tak kiepska była nasza sytuacja.

Zaklęłam pod nosem. Isaac się uśmiechnął.

– Na szczęście do tego nie doszło. Ale musieliśmy oszczędzać na wszystkim, gdzie tylko się dało. Nie starczało pieniędzy na nowe ciuchy, więc Eliza i ja nosiliśmy te same rzeczy. Wyobrażasz sobie zapewne, co słyszy w szkole średniej chłopak, który nosi te same ciuchy, co jego siostra.

– Wspominałeś kiedyś, że w szkole… nie czułeś się najlepiej.

Żachnął się.

– To było… piekło. Rówieśnicy zgotowali mi piekło.

– Tylko dlatego, że nie miałeś nowych ciuchów? – Zdziwiłam się.

– Dlatego, że byliśmy biedni. Naprawdę biedni. I wszyscy o tym wiedzieli. To było widać nie tylko po naszych ciuchach. Świadczyło o tym wszystko, mój plecak, moje kanapki, moje niemarkowe buty. Dla nastolatków to wystarczający powód, żeby opowiadać straszne rzeczy, żeby się nad kimś znęcać i przez wiele dni z rzędu zamykać go w damskiej toalecie.

Na jego czole pojawiły się głębokie zmarszczki, ale właściwie wydawał się bardziej poruszony niż wściekły, jakby sam nie rozumiał, dlaczego te wspomnienia budzą w nim takie emocje.

Ja akurat rozumiałam to doskonale.

To dlatego był taki. Nie chodziło tu o koszulę, wypucowane buty czy starannie ułożone włosy, chodziło o kontrolę, którą teraz, w przeciwieństwie do przeszłości, miał nad swoim wyglądem i tym, jak działa na innych.

Zaintrygowało mnie, dlaczego w ciągu ostatnich dni przekazał tę kontrolę właśnie mnie.

– Podziwiam cię, że nadal jeździsz do rodziców. Nie wiem, czy byłabym do tego zdolna – stwierdziłam po dłuższej chwili.

– Bez względu na to, czy pochwalają mój wybór, czy nie, moja rodzina to mój dom. I to się nigdy nie zmieni.

Jego ostatnie słowa przyprawiły mnie o szybsze bicie serca. Dokładnie to samo czułam wobec Riley.

Isaac wyjął mi długopis z dłoni i postawił ostatni znaczek na liście. Cały czas zdawał się czytać w moich myślach, bo nagle zapytał:

– A ty? Masz rodzeństwo?

– Tak, siostrę.

– Ile ma lat?

– Dwadzieścia trzy. Pracuje w klinice weterynaryjnej i… niedawno się zaręczyła. – Te słowa były tak gorzkie, że z trudem przechodziły mi przez gardło.

– To chyba dobrze… Czy nie? – Jego ton i spojrzenie, którym mnie obrzucił, zdradzały, że jest zdecydowanie zbyt spostrzegawczy.

– Ja… Tak – wymamrotałam. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy, czyli tego, że wpadłam w panikę na samą myśl, że moja siostra zacznie z kimś nowe, zupełnie inne życie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?