Begin Again

Tekst
Z serii: Begin Again #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

6

Wieczorem, na dzień przed pierwszym dniem na uczelni, byłam tak podekscytowana, że obawiałam się, że nie zmrużę oka – ale przecież tego dnia zdobyłam wielką górę. Spałam jak zabita, zapewne wskutek świeżego powietrza i wysiłku.

Podekscytowanie powróciło jednak ponownie, kiedy następnego dnia uniosłam powieki i kiedy razem z Dawn szłyśmy na pierwsze zajęcia z literatury, oszołomione z radości.

Niestety, bardzo szybko wróciłyśmy na ziemię. Siedziałyśmy w wielkiej, przepełnionej sali wykładowej. Nie byłam w stanie skoncentrować się na słowach prowadzącej, bo wokół panował taki hałas, że nie rozumiałam ani słowa. Zwłaszcza że wykładowczyni nawet nie zadawała sobie trudu, by podnieść głos czy poprosić zebranych o ciszę. Nie oczekiwała też aktywnego udziału studentów, do czego dopiero musiałam przywyknąć.

– Jak tam mieszkanie z dupkiem? – szepnęła Dawn i podała mi cukierka. Rano, przy kawie, mówiłam jej o sobotniej imprezie i odpowiedziałam na szereg pytań. Czas na kolejny temat.

Powoli rozwijałam cukierek z papierka, żeby zyskać trochę czasu do namysłu.

– Nadęty, ale chyba jakoś się dogadamy – stwierdziłam po chwili. – Wczoraj zabrał mnie w góry.

– Czy to nowe określenie na jakieś świństwa? – zapytała z nadzieją i błyskiem w oczach.

Starałam się powstrzymać śmiech, ale i tak zabulgotałam cicho. Dziewczyna siedząca przed nami odwróciła się i zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem. Zakryłam sobie usta dłonią.

– Nie – odparłam. – Naprawdę poszliśmy w góry.

– Po co?

– Chciałam rozejrzeć się po okolicy, a on najwyraźniej często chodzi po górach – odparłam ze wzruszeniem ramion.

Dawn prychnęła.

– O, już sobie wyobrażam, jak się wspina na szczyty. – Teraz to ona otrzymała karcące spojrzenie.

– Cicho, Dawn – szepnęłam z udawanym oburzeniem.

Przed popołudniowymi wykładami – Dawn wybierała się na kurs kreatywnego pisania, ja na seminarium o filmie – poszłyśmy razem do stołówki.

Ustawiłyśmy się w długiej kolejce i wspinałyśmy się na palce, żeby dostrzec oferowane dania. Zero szans. Zbyt wiele osób stało przed nami.

– Następnym razem przyniesiemy coś sobie albo wyskoczymy do mnie – stwierdziłam. Musiałam prawie krzyczeć, żeby zagłuszyć hałas wokół nas. Nie podobał mi się ten tłum. Czułam, jak oblewam się potem.

– Chyba już nie zdążymy na zajęcia – mruknęła moja przyjaciółka i podwoiła wysiłki, by odczytać tabliczki za ladą.

Kiedy w końcu przyszła nasza kolej, nie było czasu do namysłu. Dawn zdecydowała się na makaron z serem, ja – tortellini z warzywami.

– Nie radzę – odezwał się ktoś za moimi plecami, kiedy miałam złożyć zamówienie.

Drgnęłam i mało brakowało, a upuściłabym tackę.

– Ach, dziwaczny współlokator – rzuciła Dawn i odruchowo uniosła rękę na przywitanie.

Dopiero teraz odwróciłam się i zobaczyłam Kadena. Zmarszczył nos i przeczesał krótkie włosy dłonią.

– Czemu nie? – zapytałam.

– Farsz jest obrzydliwy. Czasami są w nim chrząstki. Paskudztwo.

Skinęłam głową i wybrałam kolejne danie z listy. Skrzydełka kurczaka z purée z ziemniaków i groszkiem. Ale i tym razem Kaden pokręcił przecząco głową i udał, że się dławi.

– A warzywa z patelni? – zapytałam. Oczy mu rozbłysły. Zamówiłam ze wzruszeniem ramion.

Kiedy dziewczyna podawała mi talerz z daniem, Kaden sprzątnął mi go sprzed nosa i postawił na swojej tacy.

– To za to, że rano nie zostawiłaś mi ani odrobiny kawy – rzucił i zniknął przy kasie.

Z oburzenia opadła mi szczęka.

Cholerny dupek! Natychmiast spojrzałam na dziewczynę za ladą, ale ona obsługiwała już kolejną osobę i wszelkie wysiłki, by zwrócić na siebie jej uwagę, spełzły na niczym.

– Spokojnie, podzielimy się – zaproponowała Dawn i wskazała żółtawą breję na swoim talerzu. Zgodziłam się z westchnieniem.

Kaden jeszcze nie wie, co go czeka, kiedy dzisiaj wrócę do domu.

Usiadłyśmy przy stole z innymi pierwszakami, których poznałyśmy podczas spotkania informacyjnego. Podczas posiłku dzieliliśmy się wrażeniami na temat wykładowców i zajęć i opowiadaliśmy sobie, gdzie kto mieszka. Jak się okazało, z niektórymi oglądałam nawet te same mieszkania.

– Byłem u jednej matki, która chciała wcisnąć mi dzieciaki – rzucił z obrzydzeniem chłopak naprzeciwko. Pozostali parsknęli śmiechem, widząc jego minę.

– Ja też – powiedziałam i nabiłam kluskę na widelec. Dobrze, że porcja była olbrzymia, nie musiałam się przynajmniej martwić, że pozbawiam Dawn połowy obiadu.

– O rany, ja też! – Dziewczyna na końcu stołu energicznie pokiwała głową. – Ale malutka była taka słodka!

– Byłem też u kolesia, który na samym początku powiedział jasno, że jeśli się wprowadzę, nie pójdzie ze mną do łóżka – wtrącił chłopak imieniem Scott. Tak mi się przynajmniej zdawało.

– A chciałbyś tego? – zapytałam.

– I to jak! – westchnął i rozmarzony przewrócił oczami. – Co za ciało, mówię wam. Tatuaże, mięśnie i taki seksowny głos… Boże, wprowadziłbym się do niego, żeby czytał mi bajki na dobranoc!

Roześmialiśmy się głośno.

– Akurat Allie też słyszała zasadę o niechodzeniu do łóżka – zauważyła Dawn.

Teraz i ja westchnęłam i przewróciłam oczami, ale w przeciwieństwie do Scotta, raczej z irytacją.

– Ejże, moment. Czy wy mówicie o tym samym kolesiu? – zapytała dziewczyna siedząca na ukos ode mnie i wyprostowała się gwałtownie.

Scott nadstawił ucha.

– Cóż, jeśli ten twój miał tatuaże i taki niski glos, że od samego słuchania robi ci się mokro w majtkach, to na pewno.

– Och, pewnie chodzi wam o Kadena White’a – odezwała się jeszcze inna tęsknym głosem. Zakrztusiłam się kluską. – Jest na szczycie mojej listy.

– Jakiej znowu listy? – zainteresowała się Dawn, klepiąc mnie jednocześnie po plecach.

– Na mojej liście najseksowniejszych facetów na świecie – westchnęła dziewczyna.

Wymieniłyśmy z Dawn rozbawione spojrzenia. Kaden był przystojny, to fakt, ale gdybym mogła mieć każdego faceta na świecie, wybrałabym kogoś innego. Na przykład Theo Jamesa. Mniam.

– W takim razie radzę zwrócić się do Allie, bo z nim mieszka.

Dziewczyna pisnęła przeraźliwie, a Scott westchnął rozmarzony. Oparł podbródek na dłoni.

– Alleluja, mała. Nie mieści mi się w głowie, że jesteś tutaj, zamiast siedzieć na nim.

– Przedstawisz mnie? – zapytała właścicielka listy.

– Skąd wy go w ogóle znacie? Jestem tu od niedawna i chyba sporo mi umknęło – rzuciłam rozbawiona. – Chyba miałam złych informatorów.

– Kaden to megasłodziak. Podobnie jak Spencer Cosgrove – wyjaśniła dziewczyna po lewej stronie.

– Spencer? – Dawn parsknęła śmiechem, ale umilkła, kiedy tamta zgasiła ją wzrokiem.

– O tak, nie brak tu ciasteczek – zauważył Scott.

Wywiązała się dyskusja, kto jest największym przystojniakiem na terenie kampusu. Kaden w oczach wielu osób miał wysokie notowania. Na szczęście wkrótce ktoś zmienił temat i rozmowa popłynęła innym torem. I dobrze, bo nie miałam ochoty zapraszać nikogo do domu ani rozdawać ledwie poznanym dziewczynom z roku numeru telefonu Kadena.

Choć właściwie…

Spojrzałam na rozmarzoną. I uśmiechnęłam się szeroko.

Kiedy nieco później szłam na ostatnie zajęcia, poczułam, jak telefon wibruje mi w kieszeni. Wyjęłam go w biegu.

Co ci, do cholery, strzeliło do głowy? – przeczytałam na wyświetlaczu.

Za moje warzywa, dupku.

Po obiedzie podsunęłam dziewczynie numer telefonu Kadena. Nie wiadomo, może przypadną sobie do gustu. Albo – co bardziej prawdopodobne – Kaden dostanie szału, że rozdaję jego numer na prawo i lewo.

Telefon znowu zawibrował.

Nie licz, że jeszcze kiedyś dostaniesz choćby kropelkę kawy. Zamknę ekspres w moim pokoju.

Żachnęłam się i zatrzymałam na chodniku, żeby mu odpisać.

Wydawało mi się, że w naszym mieszkaniu niczego nie zamykamy na klucz?

Powiedziałem tak, żebyś nie zajmowała łazienki całymi godzinami. Ale to ja jestem i będę panem kluczy.

Co? Czy to znaczy, że przez ostatnie trzy dni niepotrzebnie uwijałam się w łazience jak w ukropie? Chyba żartuje!

Wiesz, co mi możesz?

Byłoby to wbrew zasadzie numer trzy, o czym doskonale wiesz, Bubbles.

Żachnęłam się gniewnie i schowałam telefon do torby. Co za dupek! Najpierw zwinął mi obiad sprzed nosa, a teraz okazuje się, że mnie na dodatek okłamał. Wieczorem poszukam w internecie, czy w ogóle ma prawo pozbawić współlokatorkę klucza do łazienki.

I co to w ogóle za przezwisko, którego najwyraźniej już się nie pozbędę? Bubbles. Że niby co? Tyle paplam? Serio? Kaden chyba należał do specyficznego gatunku idiotów.

Kiedy weszłam do budynku, w którym miał się odbyć ostatni wykład tego dnia, postanowiłam więcej o nim nie myśleć. Dzięki strzałkom na ścianach trafiłam do właściwej sali, na pierwszym piętrze, na początku długiego korytarza. Weszłam do środka.

W sali była już większość studentów. Na szczęście te zajęcia odbywały się w mniejszym pomieszczeniu, więc nie panował tu taki chaos, jak podczas innych wykładów. Było tu też kilku studentów z wyższych lat, którzy od razu wyróżniali się na tle pierwszorocznych. Rozmawiali głośno, swobodnie, podczas gdy nowo przybyli siedzieli cichutko na swoich miejscach, wyraźnie onieśmieleni.

Wypatrzyłam krótkowłosą dziewczynę, która jadła z nami obiad w stołówce, i uśmiechnęłam się do niej. Dała mi znak, że miejsce koło niej jest jeszcze wolne. Przeciskałam się między rzędami krzeseł.

 

– Ej, świeżynka! – zawołał do mnie jakiś chłopak z boku.

Postanowiłam puścić to mimo uszu. Ledwie jednak go minęłam, odchylił się z krzesłem i wymierzył mi klapsa w pośladki.

Zakręciło mi się w głowie. Wspomnienia, o których wolałam zapomnieć, stanęły mi przed oczami. Zrobiło mi się gorąco.

Chciałam iść dalej, nie robić scen.

Ale kiedy wyjeżdżałam z Denver, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę przechodziła przez coś podobnego. Odwróciłam się na pięcie i zmierzyłam go wzrokiem.

– Nie waż się mnie dotykać, jasne? – Starałam się mówić spokojnie, choć nie do końca mi się to udało.

Koleś pojednawczo uniósł ręce i uśmiechnął się bezczelnie.

– Wyluzuj, to był tylko żart.

– W takim razie masz kiepskie poczucie humoru – wycedziłam przez zęby.

– Wyluzuj, stara – mruknął. Jego sąsiad skinął głową, jakby przyznawał mu rację.

– Nie, stary, nie wyluzuję. Jeśli kobieta chce, żebyś ją dotknął, da ci to jasno do zrozumienia. Uwierz mi, dobrze nam to wychodzi – syknęłam. – Ale kiedy dziewczyna mija cię i nawet na ciebie nie spojrzy, to bardzo jasny sygnał, że nie życzy sobie, żebyś ją dotykał.

Koleś był czerwony po uszy, nie wiedziałam, ze wstydu czy ze złości.

– Ręce przy sobie, Ryan – rozległ się znajomy głos. – Chyba że chcesz poczuć na sobie moje. Ale raczej w to wątpię.

Kaden siedział naprzeciwko. Splótł ręce za głową, skrzyżował nogi pod stołem. W jego oczach błyszczało rozbawienie, kiedy pochwycił moje zaskoczone spojrzenie, ale cały czas był rozluźniony. Ledwie zauważalnie skinął mi głową, a potem sięgnął do kieszeni spodni.

Zaczął się wykład, prowadzący się przedstawił, a ja poczułam, że wibruje mi telefon w kieszeni. Wyjęłam go ukradkiem, odblokowałam ekran i przeczytałam wiadomość.

Zdałaś.

7

Podczas kolejnych tygodni w moje życie stopniowo wkradała się rutyna, a lato dobiegało końca.

Wreszcie mogłam znowu wypakować kozaki i szale.

Chodziłam na wykłady, spotykałam się z Dawn i innymi znajomymi z roku i stopniowo przyzwyczajałam się do nowego miejsca. Nauczyłam się nawet rozróżniać w stołówce, co jest smaczne, a co nie do przełknięcia – choć to akurat niewielki postęp.

Kadena widywałam rzadko, co wiązało się przede wszystkim z moim napiętym planem zajęć i aklimatyzacją w nowym miejscu. Godzinami przesiadywałam w bibliotece i chciałam od początku uczyć się na bieżąco. Wykładowcy nie marnowali czasu, już zapowiadali pierwsze egzaminy. Dołączyłam do kilku grup naukowych i czasami do późna przesiadywaliśmy w czytelni. Kiedy wracałam do domu, mój współlokator albo barykadował się w swoim pokoju, albo w ciemnym saloniku grał na konsoli. Przekonałam się boleśnie, że w takich chwilach woli być sam i lepiej mu wtedy nie przeszkadzać. Odkąd raz ze mną przegrał i morderczym wzrokiem wygnał do pokoju, łączyła nas już tylko poranna kawa. Zawsze krzywił się z obrzydzeniem na widok mojej śmietanki w proszku.

Tego wieczoru chcieliśmy z przyjaciółmi po raz pierwszy wybrać się do klubu. Nie mieliśmy pojęcia, jak tam wejdziemy, niektórzy z nas, na przykład ja, nie mieli jeszcze dwudziestu jeden lat, ale wszyscy zapewniali, że w okolicach kampusu nikt się tym nie przejmuje i że dostaniemy się do środka bez żadnych problemów.

Miałam skończyć makijaż oczu, gdy ktoś zadzwonił do drzwi.

– To do mnie! – krzyknęłam na wypadek, gdyby Kaden raczył się pofatygować.

Kiedy wychodziłam z pokoju, zobaczyłam go w kuchni. Naprawiał coś. Zmarszczyłam brwi i zerknęłam przez wizjer.

– A jednak nie do mnie – stwierdziłam i wpuściłam Spencera.

– Cześć, Allie – powitał mnie i objął, aż otoczył mnie przyjemny korzenny zapach jego wody po goleniu.

– Cześć, Spencer. – Odsunęłam go na odległość ramienia i przyjrzałam się uważnie. – Wyglądasz, jakbyś coś dzisiaj planował – stwierdziłam.

Komicznie poruszył brwiami.

– Oczywiście.

Miał na sobie obcisłe dżinsy i kolejną koszulę w kratę. Ciemne włosy zaczesał do tylu, widziałam na nich wosk. Wyglądał rewelacyjnie.

– Kaden ci mówił, że w Hillhouse jest dzisiaj impreza? – zapytał, idąc za mną do saloniku. Zerknęłam w stronę kuchni i pokręciłam przecząco głową.

– Nie, ale i tak wybieram się tam z przyjaciółmi.

– Jeśli chcesz, możemy pojechać razem – zaproponował. Najwyraźniej nie wiedział, że Kaden mnie unikał jak zarazy. – Może być ciekawie.

– Nie wydaje mi się, żeby…

– Superpomysł – przerwał Kaden i wszedł do saloniku. – Możemy też sobie zaplatać warkocze i oglądać filmy Disneya.

– Ironia nie jest w twoim stylu – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.

– A takie ciuchy nie w twoim – odciął się i podał colę Spencerowi, a potem wyjął komórkę z kieszeni spodni i z przejęciem wpatrywał się w wyświetlacz.

Spojrzałam na siebie. Sukienka była niebieska, prawie do kolan. Włożyłam ją, bo miała śliczny dekolt, odważny, ale nie wyzywający.

– No, skoro tak uważa taki znawca jak ty, idę się przebrać. – Zakryłam dekolt dłońmi i uniosłam brwi, patrząc na Spencera. – A ty co powiesz?

Spencer patrzył to na moją twarz, to na dekolt, a potem powoli pokręcił głową i stwierdził:

– Moim zdaniem wyglądasz super.

– Czyżby? – Okręciłam się wokół własnej osi. – Czyli nie muszę się przebierać?

– Absolutnie nie. – Sączył colę i mierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Podziękowałam mu bezgłośnie i uśmiechnęłam się szeroko. Bez wahania odpowiedział tym samym.

Z kanapy dobiegło prychnięcie, zanim jednak wdałam się w kolejną potyczkę słowną z moim współlokatorem, rozległ się dzwonek do drzwi. Na szczęście.

Patrzyłam z podziwem na Dawn, gdy u mego boku pokonywała ostatnie metry do Hillhouse na grubych platformach. Oczywiście ja też chodziłam na obcasach, ale w takich butach wywaliłabym się po jednym kroku. Na szczęście nie musiałam. Miałam metr siedemdziesiąt pięć wzrostu i nawet na płaskim obcasie przewyższałam większość dziewcząt.

Koniec końców jednak wybrałyśmy się z chłopcami. Spencer nalegał, a ponieważ zmierzaliśmy w to samo miejsce, bez sensu byłoby, gdyby Kaden robił z tego duży problem.

W Hillhouse rzeczywiście nie zawracali sobie głowy sprawdzaniem dowodów. Na dłoniach przybito nam stempelki z logo klubu i tym samym znalazłyśmy się w środku. Rozglądałyśmy się z Dawn w poszukiwaniu naszych znajomych, a Spencer i Kaden od razu podeszli do Moniki i innych.

Scott nas wypatrzył i machał energicznie. Tego wieczoru zaczesał jasne włosy do tyłu i utrwalił żelem. Miał na sobie jasnoniebieską koszulę wpuszczoną w dżinsy. Wyglądał super. Na powitanie ucałowałam go w oba policzki, bo bardzo na to nalegał, a później objęłam serdecznie Grace, Cody’ego i Madison, znajomych z roku, z którymi spotykaliśmy się na przerwach między zajęciami. Stłoczyli się ciaśniej przy wysokim stoliku, robiąc miejsce dla Dawn i mnie.

– Super wyglądacie – zapewnił Scott i pstryknął palcami. – A gdzie się podziali wasi towarzysze? – Wyciągał głowę, żeby przeczesać wzrokiem tłum, zapewne w poszukiwaniu Kadena i Spencera.

– Tylko tu razem przyjechaliśmy – wyjaśniła Dawn ze wzruszeniem ramion i szturchnęła mnie w bok. – A poza tym nasza mała nie przepada za White’em.

– Nasza mała? – powtórzyłam z niedowierzaniem i spojrzałam na Dawn z góry.

Dzisiaj umalowałam jej oczy, więc miała o wiele ciemniejszy makijaż niż zazwyczaj. W obcisłych dżinsach i czarnej koszulce z dekoltem typu woda wyglądała rewelacyjnie – ale była malutka. Mimo że włożyła buty na obcasach, przewyższałam ją o głowę, na co skarżyła się nie raz i nie dwa, kiedy tu jechaliśmy.

– Tak jest, moje maleństwo, mimo wzrostu – odparła z uśmiechem. – A ja chronię moje pisklęta. Opiekuję się nimi i dopieszczam, aż są gotowe same rozwinąć skrzydła.

– Kurczaki nie latają. Słaba metafora – odparłam ze śmiechem. A potem wsadziłam nos w kartę drinków. Przed pozostałymi stały już wysokie koktajlowe szklanki. Najwyraźniej nie mam co liczyć tu na wino. – Nie sprawdzają dowodów? – zapytałam podejrzliwie i spojrzałam na zatłoczony parkiet, za którym stał bar, spowity niebieskim światłem. Klienci tłoczyli się przy kontuarze i starali się zwrócić na siebie uwagę barmanów.

– Nie zawracaj sobie tym głowy – odparł Scott. – A może coś wam przynieść?

– Nie, no co ty.

Przepychałyśmy się z Dawn do baru. Oparłam się łokciami o kontuar, uniosłam pogniecione banknoty i wykrzyczałam zamówienie. Nikt nie zwracał na mnie uwagi – było zbyt tłoczno. Czekałam więc cierpliwie, aż barman pochwyci mój wzrok. Uśmiechnęłam się promiennie i odgarnęłam włosy z twarzy. Podziałało.

Wcisnęłam Dawn drinka w rękę i razem wracałyśmy do stolika.

– Coś mi mówi, że już nieraz bywałaś w takich klubach – zauważyła Dawn po chwili namysłu i upiła łyk.

Wiedziałam doskonale, że nie miała niczego złego na myśli, a jednak jej słowa zabolały. Wspomnienia wracały. Wychyliłam long island ice tea jak szklankę wody w nadziei, że je zaleję. To nie miała być podróż w przeszłość, lecz nowy początek z przyjaciółmi.

Niecałą godzinę później zamówiłam kolejnego drinka. Teraz, kiedy byłam już troszeczkę wstawiona, mogłam się znowu odprężyć. Świetnie się bawiłam, rozmawiając z dziewczynami z roku i grając z nimi w specyficzną grę – chodziło o wyszukanie najseksowniejszego faceta w knajpie. W sumie chodziło raczej o pretekst, by się im poprzyglądać, a nie o grę, ale oczywiście to mi nie przeszkadzało.

Po pewnym czasie Scott złapał mnie za rękę i pociągnął, razem z Dawn, na parkiet. Grali akurat remiks jego ulubionego kawałka. Poruszaliśmy się leniwie. Cudownie było nie przejmować się, co inni sobie o mnie pomyślą. Wieczór już teraz okazał się wielkim sukcesem, czułam rozluźnienie nawet w palcach u nóg. Aż do chwili, gdy się odwróciłam i zobaczyłam Kadena.

Rozpoznałam go nawet od tyłu. Nigdy jednak nie podejrzewałam, że umie tańczyć. Poruszał się płynnie, rytmicznie, co chwila napinały się mięśnie jego pleców. Miał na sobie rdzawoczerwone dżinsy i zwyczajną beżową koszulę. W barwnych światłach parkietu tatuaże na jego ramionach intrygowały jeszcze bardziej. Nie chciałam się gapić, a jednak nie mogłam oderwać od niego wzroku.

A konkretnie – od niego i od dziewczyny, którą trzymał w tych pięknych ramionach, która wtulała się w niego i poruszała razem z nim.

Przełknęłam głośno ślinę.

– My też tak możemy – zauważył Scott i podszedł do mnie tanecznym krokiem. Objął mnie w talii, przyciągnął do siebie, aż poczułam go za plecami. Dałam się ponieść.

Zamknęłam oczy. Wiedziałam, że Scott nie jest zainteresowany ani mną, ani żadną inną, nie w tym sensie, i dzięki temu naprawdę dałam się ponieść. Uniosłam ręce nad głowę, kołysałam biodrami, a potem odwróciłam się i położyłam mu dłoń na ramieniu. Dawn tańczyła za Scottem. Poruszaliśmy się rytmicznie. Kiedy spojrzałam w drugą stronę, włosy opadły mi na twarz. Odgarnęłam je ze spoconego czoła.

Nie spodziewałam się wzroku Kadena. Stał zaledwie kilka metrów ode mnie i śledził każdy mój ruch. Dziewczyna nadal kręciła się obok niego, on jednak nie zwracał na nią uwagi, nawet gdy zaborczo zarzuciła mu ręce na szyję.

A on tylko przechylił głowę i uśmiechnął się szelmowsko. Cały czas nie spuszczał mnie z oka.

W tym momencie wyobraziłam sobie, że to z nim tańczę, że to on obejmuje mnie w talii i prowadzi.

– Bingo – usłyszałam szept Scotta przy uchu. Z uśmiechem spojrzałam na niego i Dawn.

– Mówiłam wam, jak bardzo was lubię? – zapytałam i objęłam oboje.

Dawn roześmiała się i odwzajemniła gest.

– Owszem, ale nigdy nie mam tego dosyć.

Tego wieczoru przekonałam się, że Dawn nie przesadzała; ona naprawdę nie tolerowała alkoholu. Już po drugim drinku utkwiła nad muszlą klozetową, a kiedy przytrzymywałam jej włosy, ślubowała mi wieczną przyjaźń i wdzięczność. Gdyby nie przerażające odgłosy, które wydawała, byłaby naprawdę słodka. A kto może o sobie powiedzieć, że jest słodki, kiedy wymiotuje? Bo ja na pewno nie.

Ale od mojej ostatniej eskapady minęły lata. W tamtych czasach sięgałam po alkohol, żeby uciszyć myśli.

Kiedy czekałyśmy na taksówkę, zamówiłam w barze wodę dla Dawn.

– Zrób to samo, co przedtem, i zamów mi tequilę – usłyszałam tuż przy uchu. Oddech Kadena muskał mi kark. Przeszył mnie dreszcz. Zazwyczaj w takiej sytuacji od razu włączały mi się sygnały alarmowe, kiedy jakiś mężczyzna znajdował się tak blisko, ale w przypadku Kadena moje ciało kierowało się innymi prawami. Bo zamiast odruchowo odsunąć się od niego, walczyłam ze sobą, żeby nie opaść do tyłu i nie wtulić się w niego.

 

Oparłam się jednak i odwróciłam do niego ze sceptycznym spojrzeniem. Miał rozszerzone źrenice i rumieńce na policzkach.

– Obserwowałeś mnie.

Kaden podszedł bliżej, oparł się o bar, zamykając mnie między swoimi ramionami. Odsunęłam się i poczułam kontuar za plecami. Nagle był jeszcze bliżej, dotykał wargami mojego ucha. I znowu zadrżałam.

– Może.

– Jesteś pijany – stwierdziłam.

Kaden odsunął się odrobinę i zmarszczył czoło.

– Być może.

– Co z tobą? – zapytałam. Kiedy nie odpowiadał, tylko dalej przewiercał mnie tym swoim ciemnym spojrzeniem, odsunęłam się z udawaną nonszalancją i oparłam łokciami o bar. Nie pokażę mu przecież, jak bardzo mnie porusza jego bliskość.

– Nie rozumiem cię – powiedział w końcu i przechylił głowę. – W ogóle cię nie rozumiem.

– Więc wiesz, jakie to uczucie – odcięłam się.

– Ciągle tylko ryczysz i wypełniasz całe mieszkanie swoim zapachem – ciągnął.

– Przestań marudzić, Kaden. To do ciebie nie pasuje.

– Jezu, Bubbles, czemu ty nie jesteś facetem? – Pochylił się znowu i nagle znalazł się niebezpiecznie blisko. Serce biło mi coraz szybciej. Po tygodniach, gdy prawie się nie widywaliśmy, jego bliskość była tym bardziej przytłaczająca. Czułam mrowienie w całym ciele, jakbym przebudziła się z głębokiego snu, i pulsowanie w podbrzuszu.

– Wiem, że tego pragniesz, ale nic na to nie poradzimy. Nie da się ich odczepić, niestety. – Dotknęłam swoich piersi.

Kaden śledził wzrokiem ruchy moich dłoni i mierzył mnie wzrokiem, a potem omiótł mnie spojrzeniem, powoli, celowo, jakby chciał mieć pewność, że nie przeoczy ani kawałeczka mojej skóry. Nieco za długo wpatrywał się w moje usta i dopiero wtedy ponownie spojrzał mi w oczy. Odruchowo wstrzymałam oddech.

Kaden zamrugał szybko. I nagle, jakby dopiero teraz do niego dotarło, jak blisko stoimy, cofnął się o krok, oderwał dłonie od kontuaru, przeczesał włosy palcami. Wyrwał mu się jęk frustracji.

W tej chwili barman postawił przede mną szklankę wody dla Dawn. Odwróciłam się i zapłaciłam. Chciałam przejść obok Kadena i wtedy złapał mnie za ramię. Musnął kciukiem moją skórę i nagle przeszył mnie dreszcz.

– Dokąd idziesz?

– Muszę się zająć Dawn, a później jadę do domu. Baw się dobrze. – Ruchem głowy wskazałam dziewczynę, z którą wcześniej tańczył, a która raz po raz rzucała mi mordercze spojrzenia. – Już za tobą tęskni.

Przyciągnął mnie do siebie. Czułam jego oddech na skroni, gdy spojrzał na mnie ostrzegawczo i szepnął:

– A ty, Allie? Za czym tęsknisz?

Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się krzywo.

– Za swoim łóżkiem, Kaden. Za swoim własnym łóżkiem.

Z tymi słowami zostawiłam go i zaniosłam wodę Dawn.

Obudził mnie głośny hałas. Poderwałam się z posłania i odruchowo zasłoniłam rękami. A potem usłyszałam przekleństwo z korytarza.

Uspokoiłam się. To tylko Kaden wrócił do domu. Zerknęłam na zegarek. Wpół do czwartej.

Usłyszałam hałas, przekleństwo, a potem coś upadło na ziemię.

Czy tak się zachowuje, gdy sprowadza sobie dziewczyny? Miejmy nadzieję, że nie. Niezbyt mnie to kręciło. Ale może on tak okazuje uczucie. Niektórzy lubią w łóżku poprzeklinać.

Nagle zapadła cisza, co wydało mi się jeszcze dziwniejsze. Po kilku minutach zaczęłam się niepokoić. Wstałam, cichutko podeszłam do drzwi i uchyliłam je odrobinę.

Zobaczyłam stopy zaglądające z przedpokoju do saloniku. Wybiegłam na korytarz.

– Co ty wyprawiasz? – zapytałam i skrzyżowałam ręce na piersi.

Kaden leżał na brzuchu – na środku przedpokoju. Teraz już wiedziałam, co to był za hałas – kiedy chciał zdjąć buty, zatoczył się na szafkę i przewrócił.

Sapnął cicho.

Z westchnieniem kucnęłam przy nim, żeby ściągnąć mu buty. Ledwie skończyłam, zaczął się wiercić. Odstawiłam buty i wyprostowałam się.

– Zostaw mnie – wymamrotał. Usiłował wstać, ale udało mu się tylko oprzeć plecami o ścianę. Głowa opadała mu na bok. Miał lekko rozchylone usta i zamknięte oczy.

– Nie możesz spać w przedpokoju – powiedziałam na głos.

Zmarszczył nos i zbył mnie machnięciem ręki.

Westchnęłam i pokręciłam głową. Jakim cudem ja, najmłodsza spośród przyjaciół, najlepiej wiem, jak sobie radzić z alkoholem? Tylko Spencer wydawał się w miarę rozsądny. Z drugiej strony w tym wieku to normalne, że ludzie dopiero zaczynają pić. Moja alkoholowa przeszłość to przecież nie jest norma.

– No chodź, Kaden – mruknęłam i kucnęłam obok niego. Objęłam go w talii, zarzuciłam jego ramię na szyję, żeby mógł się na mnie oprzeć.

– Daj mi spokój. – Tym razem jego słowa zabrzmiały głośno i wyraźnie.

– Przestań się głupio opierać i pozwól sobie pomóc, do cholery!

Uparcie usiłowałam go podnieść. Udało mi się go dźwignąć i przeprowadzić przez salonik. Co krok wpadał na meble. Tak często, że można by pomyśleć, że robił to celowo.

Kiedy dotarliśmy do jego pokoju, pomogłam mu ściągnąć narzutę z łóżka, żeby nie sprawiła mu kłopotów. Nie tak dawno zrobiłam to samo dla Dawn. A później poszłam po aspirynę i do kuchni, po butelkę wody.

Gdy wróciłam do Kadena, mocował się z paskiem u spodni. Koszula już leżała na ziemi, podobnie jak skarpetki. Postawiłam wodę na nocnej szafce w tej samej chwili, gdy jak długi runął na łóżko. Miał na sobie tylko obcisłe bokserki. Odruchowo uciekłam wzrokiem. I pomyśleć, że wydawało mi się, że tylko te cholerne napisy na jego ramionach nie dają mi spokoju.

– Masz. – Podałam mu tabletki. Posłusznie wsunął pierwszą do ust i przełknął bez popijania.

Na sam widok zrobiło mi się niedobrze. Podsunęłam mu butelkę z wodą.

– Masz wypić co najmniej dotąd. – Wskazałam najwyższą kreskę na butelce.

– Słuchaj, nie pierwszy raz się upiłem, zdajesz chyba sobie z tego sprawę? – zapytał z tym swoim krzywym uśmiechem, ale zaraz przytknął butelkę do ust.

– Mogę zostawić cię samego? Nie nabroisz za bardzo? – zapytałam.

Kaden odstawił butelkę na nocny stolik. Na jego ustach cały czas błąkał się ten bezczelny uśmieszek. Z potarganymi włosami i kurzymi łapkami w kącikach oczu nie sposób było mu się oprzeć. Choć chciałam, nie mogłam oderwać od niego oczu.

Podnosi ciężary, to jasne. Takie mięśnie nie są efektem górskich wędrówek. Gapiłam się na jego obnażoną klatkę piersiową, wzory na bicepsie, brzuch i pasmo włosów niknące pod gumką bokserek. Miał naprawdę fantastyczne ciało. Nic dziwnego, że moim koleżankom ślinka napływała do ust. Mnie też, choćbym nie wiadomo jak się temu opierała.

– Ej, ty mnie rozbierasz wzrokiem – stwierdził Kaden i dźwignął się do pozycji siedzącej. Wydawał się bardzo z siebie zadowolony, jakby coś go ucieszyło.

– Co takiego? – Przyłapana na gorącym uczynku, spojrzałam mu w oczy i energicznie pokręciłam głową. – Skądże!

– Czerwienisz się, kiedy kłamiesz, wiesz? – Przyglądał mi się uważnie.

Dotknęłam swoich policzków i obeszłam łóżko, chcąc jak najszybciej uciec do swojego pokoju.

– Co za bzdura!

– Sama wiesz, że to prawda! – zawołał za mną ze śmiechem i opadł z powrotem na poduszki. Splótł ręce za głową, bardzo z siebie zadowolony. Nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby się przykryć. Prowokacyjnie uniósł brew. Jakby rzucał mi wyzwanie: dam radę patrzeć na niego jeszcze dłużej? Zadufany w sobie dupek.

– Dobranoc, Kaden.

Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam do drzwi.

– Allie?

Wstrzymałam oddech i po raz kolejny odwróciłam się do niego. Znowu się uniósł. Z jego twarzy zniknął uśmiech.

– Skłamałem – powiedział po chwili namysłu. Słyszałam, że zadaje sobie trud, by mówić powoli, wyraźnie, jakby język przywierał mu do podniebienia. Jego głos wydawał się jeszcze niższy niż zazwyczaj.

– Jak to? – zapytałam i zgasiłam górne światło.

– Sukienka – wymamrotał. Słyszałam szelest materiału, gdy po ciemku okrył się kołdrą. – Super w niej wyglądałaś.

Z uśmiechem zamknęłam za sobą drzwi.