Czarownice

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mona Chol­let

Cza­row­ni­ce

Nie­zwy­cię­żo­na siła ko­biet

prze­ło­żył Sła­wo­mir Kró­lak

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

Kra­ków 2019

Spis tre­ści

Dzie­dzicz­ki. Wpro­wa­dze­nie

„Ofia­ra cza­sów no­wych, nie daw­nych”

Ściąć wszyst­kie wy­sta­ją­ce ko­bie­ce łby

Hi­sto­rie wy­par­te i od­re­al­nio­ne

Od Czar­no­księż­ni­ka z kra­iny Oz po Star­hawk

Go­ści­ni o zmierz­chu

Jak hi­sto­ria ta ukształ­to­wa­ła nasz świat

Po­żreć ser­ce ma­ry­na­rza z Hy­dry

1. Sa­mo­dziel­ne ży­cie. Pla­ga ko­bie­cej nie­za­leż­no­ści

Pod­opiecz­ne, oszust­ki i wol­ne elek­tro­ny

Awan­tur­ni­ca, mo­del za­ka­za­ny

Hu­zia na uchy­la­ją­ce się bun­tow­nicz­ki!

W cie­niu sto­sów

Kim jest Dia­beł?

Wy­ma­zy­wa­nie ko­biet

Od­ru­cho­we po­słu­gi

„In­sty­tu­cja ma­cie­rzyń­stwa”, kula u nogi

2. Wola bez­płod­no­ści. Bez­dziet­ność jako wy­bór

Wzlot ku in­nym moż­li­wo­ściom

Sub­tel­na al­che­mia (nie)chę­ci (do) ro­dze­nia dzie­ci

Stre­fa bez­myśl­no­ści

Ostat­ni ba­stion „na­tu­ry”

W prze­cin­ce

Sło­wo nie do przy­ję­cia

Naj­głęb­sza ta­jem­ni­ca

3. Upo­je­nie u szczy­tu. Skoń­czyć z ob­ra­zem „sta­rej baby”

Za­wsze za sta­re

„Ser­ce rzą­dzi się wła­sny­mi pra­wa­mi”

Utkwiw­szy w od­wiecz­nym ob­ra­zie?

Gdy ko­bie­ty za­czy­na­ją od­po­wia­dać

Straż­nicz­ki gra­nic

„Ulu­bio­ny obiekt od­ra­zy”

De­mo­ni­za­cja po­żą­da­nia

„Wy­na­leźć inne pra­wo”

4. Wszyst­ko dzi­siaj do góry no­ga­mi. Woj­na z na­tu­rą, woj­na z ko­bie­ta­mi

„Do­sko­na­łość, ale w czym?”

Śmierć na­tu­ry

Dreuf, Po­po­koff i im po­dob­ni

Wszyst­kie te zmy­ślacz­ki

U za­ra­nia po­nad­gra­nicz­nej so­li­dar­no­ści

Trak­to­wać pa­cjen­ta jak oso­bę

Nie­ra­cjo­nal­ność po nie­ocze­ki­wa­nej stro­nie

Za­ry­sy in­ne­go świa­ta

Bunt „hi­ste­rycz­nych bab”

Dwa ro­dza­je wy­zwo­le­nia rów­no­cze­śnie

„Wasz świat mi nie od­po­wia­da!”

Po­dzię­ko­wa­nia

Przy­pi­sy

Do WITCH nie ma za­pi­sów. Je­śli je­steś ko­bie­tą i je­śli od­wa­żysz się wej­rzeć w samą sie­bie, prze­ko­nasz się, że już je­steś cza­row­ni­cą.

Ma­ni­fest WITCH (Wo­men’s In­ter­na­tio­nal Ter­ro­rist Con­spi­ra­cy from Hell), Nowy Jork 1968

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Dzie­dzicz­ki

Wpro­wa­dze­nie

Wszy­scy zna­my, rzecz ja­sna, cza­row­ni­cę z kre­sków­ki Kró­lew­na Śnież­ka i sied­miu kra­sno­lud­ków Wal­ta Di­sneya, o my­sio si­wych wło­sach ukry­tych pod czar­nym kap­tu­rem, z ha­czy­ko­wa­tym, oszpe­co­nym bro­daw­ką no­sem, idio­tycz­nym uśmiesz­kiem od­sła­nia­ją­cym je­dy­ny osa­dzo­ny w żu­chwie ząb, cięż­ki­mi po­wie­ka­mi i osza­la­łym spoj­rze­niem uwy­pu­kla­ją­cym jej zło­wiesz­czy wy­raz twa­rzy. Jed­nak cza­row­ni­cą, któ­ra od­ci­snę­ła naj­głęb­sze pięt­no na moim dzie­ciń­stwie, była nie ona, a Fur­ko­ta Od­wil­ży­na.

Fur­ko­ta po­ja­wia się na kar­tach Dzie­ci szkla­rza, po­wie­ści dla mło­dzie­ży szwedz­kiej au­tor­ki Ma­rii Gri­pe (1923–2007), któ­rej ak­cja to­czy się w pew­nej fan­ta­stycz­nej nor­dyc­kiej kra­inie. Cza­row­ni­ca miesz­ka­ła w cha­cie na szczy­cie wzgó­rza osło­nię­tej sta­rą ja­bło­nią, któ­rej za­rys, wi­docz­ny z dala, wy­raź­nie od­ci­nał się na tle nie­ba. Oko­li­ca była pięk­na i spo­koj­na, miesz­kań­cy są­sied­niej wio­ski jed­nak stro­ni­li od niej, nie­gdyś wzno­si­ła się tam bo­wiem szu­bie­ni­ca. Nocą z okna są­czy­ło się sła­be świa­tło, a sta­rusz­ka, za­ję­ta tka­niem, roz­ma­wia­ła ze swym kru­kiem Mę­dr­kiem, jed­no­okim od cza­su, gdy po­chy­lił się nad źró­dłem mą­dro­ści. Jesz­cze więk­sze wra­że­nie niż ma­gicz­ne moce cza­row­ni­cy wy­war­ła na mnie spo­wi­ja­ją­ca ją aura, prze­sy­co­na ja­kimś głę­bo­kim spo­ko­jem i ta­jem­ni­cą, zdol­no­ścią ja­sno­wi­dze­nia.

Fa­scy­no­wał mnie spo­sób, w jaki ją opi­sa­no. „Imię Fur­ko­ta wzię­ło się stąd, że za­wsze cho­dzi­ła w sze­ro­kim, błę­kit­nym płasz­czu z zę­ba­tą pe­le­ryn­ką, któ­ra fur­ko­ta­ła przy ra­mio­nach jak wiel­kie skrzy­dła. Na gło­wie no­si­ła bar­dzo dziw­ny ka­pe­lusz: nad jego ukwie­co­nym ron­dem ster­cza­ła wy­so­ka fio­le­to­wa głów­ka ozdo­bio­na mo­ty­la­mi”1. Tych, któ­rzy mie­li oka­zję ją spo­tkać, fa­scy­no­wał blask bi­ją­cy z jej błę­kit­nych oczu, któ­re „wy­da­wa­ły się ła­god­ne, po­dob­ne do kwia­tów, a prze­cież tchnę­ły gro­zą”2. Być może to wła­śnie po­stać Fur­ko­ty Od­wil­ży­ny spra­wi­ła, że póź­niej, gdy za­in­te­re­so­wa­łam się modą, go­to­wa by­łam w peł­ni do­ce­nić im­po­nu­ją­ce kre­acje Yōjie­go Yama­mo­to, pro­jek­to­wa­ne przez nie­go ob­szer­ne stro­je, ogrom­ne ka­pe­lu­sze, któ­re wy­glą­da­ły jak schro­nie­nia z tka­nin i były zu­peł­nym prze­ci­wień­stwem do­mi­nu­ją­ce­go mo­de­lu es­te­tycz­ne­go, zgod­nie z któ­rym dziew­czy­ny po­win­ny od­sła­niać jak naj­wię­cej cia­ła i swych kształ­tów3. Fur­ko­ta wry­ła się w moją pa­mięć ni­czym ta­li­zman, to­wa­rzy­sząc mi od­tąd jak do­bro­czyn­ny cień. Po­zo­sta­ło mi po niej wspo­mnie­nie o tym, kim mo­gła­by być ko­bie­ta wiel­kie­go for­matu.

Uwiel­bia­łam rów­nież ży­cie w od­osob­nie­niu, ja­kie wio­dła, a tak­że jej sto­su­nek do spo­łecz­no­ści, za­ra­zem zdy­stan­so­wa­ny i pe­łen za­an­ga­żo­wa­nia. Wzgó­rze, na któ­rym wzno­sił się jej dom, pi­sze Ma­ria Gri­pe, da­wa­ło schro­nie­nie wio­sce „przy­cup­nię­tej nie­ja­ko pod jego skrzy­dłem”. Cza­row­ni­ca tka­ła nie­zwy­kłej uro­dy dy­wa­ny. „Sie­dząc […] ca­ły­mi dnia­mi nad kro­sna­mi, roz­my­śla­ła o lu­dziach i o ży­ciu na wsi. Aż któ­re­goś razu od­kry­ła, że wie rów­nież, co im się zda­rzy, wi­dzia­ła to w de­se­niu dy­wa­nu, któ­ry rósł pod jej pal­ca­mi”4. Jej po­ja­wie­nie się na uli­cach, choć rzad­kie i ulot­ne, było zna­kiem na­dziei: dru­gą część swe­go imie­nia – jej praw­dzi­we po­zo­sta­wa­ło dla wszyst­kich ta­jem­ni­cą – za­wdzię­cza­ła temu, że ni­g­dy nie po­ka­zy­wa­ła się zimą, a jej obec­ność zwia­sto­wa­ła ry­chłe na­dej­ście wios­­ny, choć­by „pa­no­wał trzy­dzie­sto­stop­nio­wy mróz”.

Na­wet sie­ją­ce po­strach cza­row­ni­ce, ta­kie jak ta z ba­śni o Ja­siu i Mał­go­si czy ta z uli­cy Mo­uf­fe­tard, a tak­że Baba Jaga z ro­syj­skich ba­jek, miesz­ka­ją­ca w chat­ce na ku­rzej stop­ce, od za­wsze bu­dzi­ły we mnie ra­czej eks­cy­ta­cję niż od­ra­zę. Sma­ga­ły wy­obraź­nię, wy­wo­ły­wa­ły roz­kosz­ne dresz­cze prze­ra­że­nia, da­wa­ły po­smak przy­go­dy, otwie­ra­ły na inny świat. W cza­sie prze­rwy mię­dzy lek­cja­mi, gdy cho­dzi­łam jesz­cze do pod­sta­wów­ki, wraz z mo­imi ko­le­ga­mi i ko­le­żan­ka­mi szu­ka­li­śmy cza­row­ni­cy chro­nią­cej się w kę­pie krza­ków na po­dwó­rzu, by na­stęp­nie wró­cić na lek­cje, sta­jąc przed ob­li­czem nie­po­ję­tej obo­jęt­no­ści cia­ła pe­da­go­gicz­ne­go. Za­gro­że­nie szło wów­czas w pa­rze z obiet­ni­cą. Na­gle czu­ło się, że wszyst­ko jest moż­li­we i że, być może, ła­god­na uro­da czy szcze­bio­czą­ca uprzej­mość nie są je­dy­nym prze­zna­cze­niem ko­bie­ty. Bez tego oszo­ło­mie­nia dzie­ciń­stwu bra­ko­wa­ło­by po­wa­bu. Dzię­ki Fur­ko­cie cza­row­ni­ca sta­ła się dla mnie po­sta­cią po­zy­tyw­ną. To do niej na­le­ża­ło ostat­nie sło­wo, to ona po­ka­zy­wa­ła pod­łym lu­dziom, gdzie jest ich miej­sce. Po­zwa­la­ła za­znać roz­ko­szy ze­msty na prze­ciw­ni­ku, któ­ry nas do­tąd nie do­ce­niał; przy­po­mi­na­ła pod tym wzglę­dem nie­co Fan­to­met­kę, jed­nak bar­dziej siłą swe­go du­cha niż umie­jęt­no­ścia­mi gim­na­stycz­ki w ko­stiu­mie – co do mnie prze­ma­wia­ło, nie­na­wi­dzi­łam bo­wiem spor­tu. Dzię­ki niej w mo­jej gło­wie zro­dzi­ła się myśl, że ko­bie­ta może dys­po­no­wać ja­kąś do­dat­ko­wą mocą mimo roz­po­wszech­nio­ne­go prze­ko­na­nia, że jest ra­czej od­wrot­nie. Od tam­tej pory, gdy tyl­ko na­po­ty­kam gdzieś sło­wo „cza­row­ni­ca”, przy­ku­wa ono moją uwa­gę, jak gdy­by zwia­sto­wa­ło siłę, któ­ra mo­gła­by na­le­żeć do mnie. Kipi ener­gią. Od­sy­ła do ja­kiejś pod­sta­wo­wej wie­dzy, do ja­kiejś siły ży­cio­wej, do na­gro­ma­dzo­nych do­świad­czeń, któ­ry­mi ofi­cjal­na wła­dza po­gar­dza i któ­re tępi. Po­do­ba mi się rów­nież kon­cep­cja sztu­ki, któ­rą bez­u­stan­nie się do­sko­na­li w cią­gu ca­łe­go ży­cia, któ­rej się po­świę­ca i któ­ra chro­ni nie­mal przed wszyst­kim, cho­ciaż­by z ra­cji na­mięt­no­ści, jaką się w nią wkła­da. Po­stać cza­row­ni­cy ucie­le­śnia dla mnie ko­bie­tę wy­zwo­lo­ną od wszel­kiej do­mi­na­cji, od wszel­kich ogra­ni­czeń; sta­no­wi ide­ał, do któ­re­go na­le­ży dą­żyć, wska­zu­je nam dro­gę.

 

„Ofia­ra cza­sów no­wych, nie daw­nych”

Zdu­mie­wa­ją­co dłu­go nie zda­wa­łam so­bie spra­wy z nie­po­ro­zu­mień, ja­kie na­ro­sły wo­kół fan­ta­zji o roz­bu­cha­nej wy­obraź­ni i nad­przy­ro­dzo­nych mo­cach przy­pi­sy­wa­nych cza­row­ni­com, z ja­ki­mi spo­ty­ka­łam się na co dzień w ota­cza­ją­cych mnie dzie­łach po­pkul­tu­ry. Nie ro­zu­mia­łam, że sło­wo „cza­row­ni­ca”, za­nim sta­ło się iskrą dla wy­obraź­ni i za­szczyt­nym mia­nem, ota­cza­ła aura naj­gor­szej nie­sła­wy, po­dej­rzeń i kłam­li­wych za­rzu­tów, od­po­wie­dzial­nych za tor­tu­ry i śmierć dzie­sią­tek ty­się­cy ko­biet. Po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce, trwa­ją­ce w Eu­ro­pie głów­nie w XVI i XVII wie­ku, zaj­mu­ją dość oso­bli­we miej­sce w zbio­ro­wej świa­do­mo­ści. Pro­ce­sy o cza­ry opie­ra­ły się na wy­ssa­nych z pal­ca oskar­że­niach – o noc­ne loty na sa­bat, za­wie­ra­nie pak­tów z Dia­błem i od­by­wa­nie z nim sto­sun­ków płcio­wych – któ­re, jak się zda­je, w re­zul­ta­cie ze­pchnę­ły cza­row­ni­cę w ja­kąś sfe­rę uro­jeń, wy­ry­wa­jąc ją z kon­tek­stu hi­sto­rycz­ne­go i poz­ba­wia­jąc wszel­kie­go za­ko­rze­nie­nia. Dzi­siaj, gdy je na­po­ty­ka­my – pierw­sze zna­ne przed­sta­wie­nie ko­bie­ty le­cą­cej na mio­tle wid­nie­ją­ce na mar­gi­ne­sie rę­ko­pi­su Mar­ti­na Le Fran­ca Le Cham­pion des da­mes (1441–1442) wy­da­je się nie­groź­ne i żar­to­bli­we – są jak gdy­by wy­ję­te z któ­re­goś fil­mu Tima Bur­to­na, z se­ria­lu Oże­ni­łem się z cza­row­ni­cą czy z de­ko­ra­cji przy­go­to­wy­wa­nych na świę­to Hal­lo­we­en. Nie­mniej, od mo­men­tu po­ja­wie­nia się oko­ło roku 1440 zwia­sto­wa­ło ono wie­ki cier­pień i prze­śla­do­wań. Przy­wo­łu­jąc wy­mysł sa­ba­tu, hi­sto­ryk Guy Bech­tel stwier­dza: „Ów wiel­ki ide­olo­gicz­ny po­emat ma na swym kon­cie wie­le mor­dów”5. Re­al­ność tor­tur o pod­ło­żu sek­su­al­nym jed­nak, jak się zda­je, roz­wia­ła się gdzieś w sfe­rze sa­dy­stycz­nych fan­ta­zji i nie­po­ko­ją­ce­go dresz­czy­ku pod­nie­ce­nia, ja­kie bu­dzą.

W roku 2016 mu­zeum Sint­-Jan­sho­spi­ta­al w Bru­gii po­świę­ci­ło wy­sta­wę cza­row­ni­com u Bru­egla, mi­strza ma­lar­stwa fla­mandz­kie­go, któ­ry jako pierw­szy pod­jął tę te­ma­ty­kę. Na jed­nej z ta­blic wid­nia­ły na­zwi­ska dzie­sią­tek ko­biet z tego mia­sta spa­lo­nych jako cza­row­ni­ce na pu­blicz­nym pla­cu. „Wie­lu miesz­kań­ców Bru­gii na­dal nosi te na­zwi­ska i nie wie­dzia­ło na­wet, do­pó­ki nie zo­ba­czy­ło wy­sta­wy, że wśród ich przod­kiń były ko­bie­ty oskar­żo­ne o cza­ry” – mó­wił dy­rek­tor tam­tej­sze­go mu­zeum6. Wy­po­wia­dał te sło­wa z uśmie­chem, jak gdy­by fakt, że ktoś ma w swo­im drze­wie ge­ne­alo­gicz­nym nie­win­ną isto­tę za­mor­do­wa­ną w wy­ni­ku uro­jo­nych oskar­żeń, był co naj­wy­żej za­baw­ną aneg­dot­ką, któ­rą moż­na opo­wie­dzieć zna­jo­mym. Dla­te­go war­to w tym miej­scu za­py­tać: o ja­kich in­nych ma­so­wych zbrod­niach moż­na mó­wić z po­dob­nym uśmie­chem na ustach?

Eks­ter­mi­nu­jąc nie­kie­dy całe ro­dzi­ny, sie­jąc po­strach, tę­piąc bez­li­to­śnie pew­ne za­cho­wa­nia i prak­ty­ki uzna­wa­ne od­tąd za nie­do­pusz­czal­ne, po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce przy­czy­ni­ły się do ukształ­to­wa­nia na­sze­go świa­ta. Gdy­by do nich nie do­szło, ży­li­by­śmy te­raz w zu­peł­nie in­nych spo­łe­czeń­stwach. Wie­le nam one mó­wią o do­ko­na­nych wy­bo­rach, o me­to­dach, któ­re uprzy­wi­le­jo­wa­no, i tych, któ­re po­tę­pio­no. Mimo to nie je­ste­śmy go­to­wi zmie­rzyć się z praw­dą. Na­wet je­śli przyj­mu­je­my do wia­do­mo­ści, że do­szło do tego epi­zo­du w dzie­jach, za­wsze uda­je nam się to od sie­bie od­su­nąć. Dla­te­go czę­sto po­peł­nia­my błąd, sy­tu­ując te wy­da­rze­nia w śre­dnio­wie­czu, przed­sta­wia­nym z re­gu­ły jako epo­ka za­co­fa­nia i ciem­no­ty, z któ­rą nic nas już rze­ko­mo nie łą­czy, pod­czas gdy do naj­więk­szych po­lo­wań na cza­row­ni­ce do­cho­dzi­ło w okre­sie re­ne­san­su – prze­śla­do­wa­nia roz­po­czę­ły się oko­ło roku 1400, a roz­pę­du na­bra­ły w roku 1560. Eg­ze­ku­cje wy­ko­ny­wa­no jesz­cze pod ko­niec XVIII wie­ku, jak w przy­pad­ku Anny Göl­di, ścię­tej w Gla­rus w Szwaj­ca­rii w roku 1782. Cza­row­ni­ca ta, jak pi­sze Guy Bech­tel, „była ofia­rą cza­sów no­wych, nie daw­nych”7.

Prze­śla­do­wa­nia te skła­da­my cza­sem rów­nież, z po­dob­nych po­wo­dów, na karb ja­kie­goś re­li­gij­ne­go fa­na­ty­zmu, uosa­bia­ne­go przez zwy­rod­nia­łych in­kwi­zy­to­rów. In­kwi­zy­cja jed­nak, za­prząt­nię­ta przede wszyst­kim he­re­ty­ka­mi, w nie­wiel­kim stop­niu zaj­mo­wa­ła się po­lo­wa­nia­mi na cza­row­ni­ce; przy­tła­cza­ją­cą więk­szość wy­ro­ków ska­zu­ją­cych wy­da­ły try­bu­na­ły świec­kie. W kwe­stii cza­rów świec­cy sę­dzio­wie wy­ka­zy­wa­li się „więk­szym okru­cień­stwem i więk­szym fa­na­ty­zmem ani­że­li Rzym”8. Roz­róż­nie­nie to ską­d­inąd ma je­dy­nie względ­ne zna­cze­nie w świe­cie, w któ­rym nie ist­nia­ła ja­ka­kol­wiek sfe­ra nie­ob­ję­ta przez re­li­gię. Na­wet nie­któ­re gło­sy pod­no­szą­ce się prze­ciw­ko prze­śla­do­wa­niom, ta­kie jak ten Jana Wie­ra, któ­ry w roku 1563 po­tę­pił „krwa­wą rzeź nie­win­nych istot”, nie po­da­wa­ły w wąt­pli­wość sa­me­go ist­nie­nia Dia­bła. Je­śli idzie o pro­te­stan­tów, wbrew obie­go­we­mu po­glą­do­wi, we­dle któ­re­go mie­li­by się oni od­zna­czać więk­szą ra­cjo­nal­no­ścią, prze­śla­do­wa­li cza­row­ni­ce z gor­li­wo­ścią do­rów­nu­ją­cą ka­to­li­kom. Po­wrót do do­słow­ne­go od­czy­ta­nia Bi­blii, pro­pa­go­wa­ny przez re­for­ma­cję, nie sprzy­jał by­naj­mniej po­błaż­li­wo­ści, prze­ciw­nie. W Ge­ne­wie za cza­sów Kal­wi­na do­ko­na­no eg­ze­ku­cji trzy­dzie­stu pię­ciu „cza­row­nic” w imię po­je­dyn­cze­go wer­su z Księ­gi Wyj­ścia, gło­szą­ce­go: „Nie po­zwo­lisz żyć cza­row­ni­cy” (Wj 22,17). Nie­to­le­ran­cja zna­mio­nu­ją­ca kli­mat tej epo­ki, krwa­we rze­zie to­czą­cych się wów­czas wo­jen re­li­gij­nych – z trze­ma ty­sią­ca­mi pro­te­stan­tów za­bi­tych w Pa­ry­żu pod­czas nocy świę­te­go Bar­tło­mie­ja w roku 1572 – kar­mi­ły wza­jem­ne okru­cień­stwo obu obo­zów.

Praw­dę mó­wiąc, wła­śnie dla­te­go, że po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce mó­wią nam wie­le o na­szym wła­snym świe­cie, mamy słusz­ne po­wo­dy, by nie sta­wać wo­bec nich twa­rzą w twarz. Po­dej­mu­jąc ta­kie ry­zy­ko, mu­sie­li­by­śmy się bo­wiem zmie­rzyć z naj­bar­dziej przy­gnę­bia­ją­cym ob­li­czem czło­wie­czeń­stwa. Ob­ra­zu­ją one przede wszyst­kim za­cie­kłość, z jaką spo­łe­czeń­stwa sys­te­ma­tycz­nie wy­zna­cza­ją so­bie ko­goś do roli ko­zła ofiar­ne­go ma­ją­ce­go od­ku­pić ich nie­do­le, i z jaką, nie zwa­ża­jąc na ja­ką­kol­wiek ar­gu­men­ta­cję, na­pę­dza­ją spi­ra­lę ir­ra­cjo­nal­no­ści, z któ­rej nie ma już uciecz­ki, póki na­gro­ma­dzo­ne sło­wa nie­na­wi­ści i ob­se­syj­nie na­ra­sta­ją­ca wro­gość nie sta­ną się uspra­wie­dli­wie­niem dla za­sto­so­wa­nia prze­mo­cy czy­sto fi­zycz­nej, uzna­wa­nej od­tąd za pra­wo­moc­ny śro­dek obro­ny cia­ła spo­łecz­ne­go. Ilu­stru­ją one, by przy­wo­łać sło­wa Fra­nço­ise d’Eau­bon­ne, ludz­ką zdol­ność do „roz­pę­ta­nia rze­zi mocą roz­sąd­ku god­ne­go wa­ria­ta”9. De­mo­ni­za­cja ko­biet uzna­wa­nych za cza­row­ni­ce ma wie­le wspól­ne­go z an­ty­se­mi­ty­zmem. Mó­wio­no prze­cież o „sa­ba­cie” i „sy­na­go­dze” cza­row­nic; po­dej­rze­wa­no je, po­dob­nie jak Ży­dów, o po­ta­jem­ne kon­szach­ty ma­ją­ce na celu znisz­cze­nie chrze­ści­jań­stwa i przed­sta­wia­no je, po­dob­nie jak Ży­dów, z ha­czy­ko­wa­tym no­sem. W roku 1618 pe­wien kan­ce­li­sta, znu­żo­ny trwa­ją­cą nie­opo­dal Col­ma­ru eg­ze­ku­cją, na mar­gi­ne­sie swe­go spra­woz­da­nia na­ry­so­wał oskar­żo­ną: przed­sta­wił ją z tra­dy­cyj­ną ży­dow­ską fry­zu­rą, „z pej­sa­mi, oko­lo­ną gwiaz­da­mi Da­wi­da”10.

Jak czę­sto bywa, wy­zna­cze­nie ko­goś do roli ko­zła ofiar­ne­go nie jest by­naj­mniej dzie­łem pro­stac­kiej tłusz­czy, lecz przy­cho­dzi z góry, od klas wy­kształ­co­nych. Na­ro­dzi­ny mitu cza­row­ni­cy zbie­ga­ją się nie­mal ści­śle z mo­men­tem wy­na­le­zie­nia dru­ku, o wie­ko­pom­nym rów­nież pod tym wzglę­dem zna­cze­niu. W od­nie­sie­niu do nie­go Bech­tel mówi o ca­łej „ope­ra­cji me­dial­nej”, któ­ra „wy­ko­rzy­sta­ła wszel­kie do­stęp­ne wów­czas no­śni­ki in­for­ma­cji”: „książ­ki dla pi­śmien­nych, ka­za­nia dla po­zo­sta­łych, całą ogrom­ną masę re­pre­zen­ta­cji”. Dzie­ło dwóch in­kwi­zy­to­rów, Al­zat­czy­ka Hen­ri­cu­sa In­sti­to­ra (He­in­ri­cha Kra­me­ra) oraz po­cho­dzą­ce­go z Ba­zy­lei Ja­ko­ba Spren­ge­ra, Młot na cza­row­ni­ce (Mal­leus Ma­le­fi­ca­rum), wy­da­ne dru­kiem w roku 1487, przy­rów­nać moż­na do Mein Kampf Adol­fa Hi­tle­ra. Wzna­wia­ne po­nad pięt­na­sto­krot­nie, ro­ze­szło się po ca­łej Eu­ro­pie w trak­cie wiel­kich po­lo­wań na cza­row­ni­ce w trzy­dzie­stu ty­sią­cach eg­zem­pla­rzy: „W tej epo­ce po­żo­gi we wszyst­kich pro­ce­sach dzie­łem tym po­słu­gi­wa­li się sę­dzio­wie. Za­da­wa­li py­ta­nia za­czerp­nię­te z Mło­ta na cza­row­ni­ce i wy­słu­chi­wa­li za­war­tych w nim od­po­wie­dzi”11. Co bo­le­śnie nad­szar­pu­je na­szą odro­bi­nę wy­ide­ali­zo­wa­ną wi­zję pierw­szych me­tod wy­ko­rzy­sta­nia dru­ku… Uwie­rzy­tel­nia­jąc po­czu­cie nad­cią­ga­ją­ce­go za­gro­że­nia, któ­re wy­ma­ga uży­cia nad­zwy­czaj­nych środ­ków, Młot na cza­row­ni­ce wy­wo­łał zbio­ro­wą ha­lu­cy­na­cję. Po­wo­dze­nie, ja­kim się cie­szył, przy­czy­ni­ło się do ko­lej­nych po­wo­łań de­mo­no­lo­gów i spo­wo­do­wa­ło praw­dzi­wy wy­syp pu­bli­ka­cji. Au­to­rzy tych dzieł, jak cho­ciaż­by fran­cu­ski fi­lo­zof Jean Bodin (1530–1596), któ­rzy na ich kar­tach wy­da­ją się ni­czym ogar­nię­ci sza­leń­stwem fu­ria­ci, byli ską­d­inąd eru­dy­ta­mi i oso­bi­sto­ścia­mi cie­szą­cy­mi się ogrom­nym po­wa­ża­niem, jak pod­kre­śla Bech­tel: „Cóż za kon­trast z ła­two­wier­no­ścią i okru­cień­stwem, ja­kim wszy­scy oni wy­ka­zy­wa­li się w swych de­mo­no­lo­gicz­nych wy­wo­dach”.

Ściąć wszyst­kie wy­sta­ją­ce ko­bie­ce łby

Opi­sy te mro­żą krew w ży­łach, zwłasz­cza je­śli je­ste­śmy ko­bie­ta­mi. Ja­sne, że z po­wo­du oskar­żeń o cza­ry stra­co­no wów­czas rów­nież wie­lu męż­czyzn, jed­nak u pod­staw prze­śla­do­wań le­ża­ła mi­zo­gi­nia. „Cza­row­ni­ce są ni­czym” – za­pew­nia­li au­to­rzy Mło­ta na cza­row­ni­ce, któ­rzy za­kła­da­li, że gdy­by nie ist­nia­ła owa ko­bie­ca „nik­czem­ność”, „nie wspo­mi­na­jąc na­wet sło­wem o cza­row­ni­cach, świat wy­zwo­lił­by się od nie­zli­czo­nych za­gro­żeń”. Jako isto­ty sła­be na cie­le i umy­śle, kie­ru­ją­ce się nie­na­sy­co­ną żą­dzą i lu­bież­ne, ska­za­ne były na to, że pad­ną łu­pem Dia­bła. W pro­ce­sach tego ro­dza­ju sta­no­wi­ły one śred­nio osiem­dzie­siąt pro­cent oskar­żo­nych i osiem­dzie­siąt pięć pro­cent ska­za­nych12. Były też bar­dziej bez­bron­ne w ob­li­czu ma­chi­ny są­do­wej: we Fran­cji męż­czyź­ni sta­no­wi­li oko­ło dwu­dzie­stu pro­cent wszyst­kich oskar­żo­nych, jed­nak w po­ło­wie ogól­nej licz­by przy­pad­ków ich spra­wy były roz­pa­try­wa­ne po­now­nie. Mimo że wcze­śniej sądy od­rzu­ca­ły z za­sa­dy ich ze­zna­nia, ko­bie­ty zy­ska­ły w Eu­ro­pie sta­tus pod­mio­tu praw­ne­go wła­śnie jako pod­sąd­ne w ma­so­wych pro­ce­sach o cza­ry13. Kam­pa­nia pro­wa­dzo­na mię­dzy ro­kiem 1587 a 1593 w dwu­dzie­stu dwóch wio­skach w oko­li­cach Tre­wi­ru w Niem­czech – miej­scu na­ro­dzin, a na­stęp­nie epi­cen­trum, obok Szwaj­ca­rii, po­lo­wań na cza­row­ni­ce – oka­za­ła się tak za­cie­kła, że w dwóch spo­śród nich przy ży­ciu nie po­zo­sta­wio­no wię­cej niż jed­nej ko­bie­ty; ogó­łem spa­lo­no ich trzy­sta sześć­dzie­siąt osiem. Eks­ter­mi­no­wa­no wów­czas całe ko­bie­ce po­ko­le­nia: za­rzu­ty prze­ciw­ko Mag­de­la­ine De­nas, spa­lo­nej w Cam­brésis w 1670 roku w wie­ku sie­dem­dzie­się­ciu sied­miu lat, nie były ni­czym po­par­te, jed­nak wcze­śniej już spa­lo­no jej ciot­kę, mat­kę i cór­kę, a są­dzo­no, że cza­ry są czymś dzie­dzicz­nym14.

 

Oskar­żeń przez dłu­gi czas oszczę­dza­no przed­sta­wi­ciel­kom klas wyż­szych, kie­dy jed­nak do­się­gły one rów­nież ich, pro­ce­sy prze­ciw­ko nim szyb­ko wy­ga­szo­no. Wcze­śniej po­li­tycz­ni wro­go­wie nie­któ­rych do­stoj­ni­ków oskar­ża­li o cza­ry ich cór­ki bądź mał­żon­ki, po­nie­waż było to ła­twiej­sze niż za­ata­ko­wa­nie ich sa­mych; jed­nak w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści przy­pad­ków ofia­ry na­le­ża­ły do klas lu­do­wych. Tra­fia­ły one w ręce in­sty­tu­cji cał­ko­wi­cie opa­no­wa­nych przez męż­czyzn: śled­czych, księ­ży bądź pa­sto­rów, opraw­ców, straż­ni­ków, sę­dziów, ka­tów. Nie­trud­no wy­obra­zić so­bie ich prze­ra­że­nie i roz­pacz, zwłasz­cza że pró­bę tę prze­cho­dzi­ły w cał­ko­wi­tym osa­mot­nie­niu. Męż­czyź­ni z ich ro­dzin rzad­ko sta­wa­li w ich obro­nie, nie­kie­dy wręcz przy­łą­cza­li się do oskar­ży­cie­li. W nie­któ­rych przy­pad­kach ich po­wścią­gli­wość daje się wy­tłu­ma­czyć stra­chem, gdyż więk­szo­ści tych męż­czyzn rów­nież gro­zi­ły oskar­że­nia jako oso­bom bli­skim cza­row­ni­com. Po­zo­sta­li ko­rzy­sta­li z kli­ma­tu po­wszech­nej po­dejrz­li­wo­ści, „by po­zbyć się swych mał­żo­nek bądź uciąż­li­wych ko­cha­nek albo za­po­biec ze­mście ze stro­ny tych, któ­re sami uwie­dli bądź zgwał­ci­li”, jak do­no­si Si­lvia Fe­de­ri­ci, któ­rej zda­niem „owe lata sze­rze­nia stra­chu i pro­pa­gan­dy za­sia­ły ziar­no głę­bo­kie­go psy­chicz­ne­go wy­ob­co­wa­nia męż­czyzn wo­bec ko­biet”15.

Nie­któ­re z oskar­żo­nych były za­ra­zem ma­gicz­ka­mi i zna­chor­ka­mi, co w na­szych oczach sta­no­wi oso­bli­we po­łą­cze­nie, jed­nak w tam­tych cza­sach było czymś oczy­wi­stym. Rzu­ca­ły bądź zdej­mo­wa­ły uro­ki, do­star­cza­ły na­pa­rów i elik­si­rów, le­czy­ły cho­rych i ran­nych, po­ma­ga­ły ko­bie­tom przy po­ro­dach. Były one je­dy­ny­mi oso­ba­mi, do któ­rych lu­dzie mo­gli się zwró­cić po po­moc, i za­wsze były sza­no­wa­ny­mi człon­ki­nia­mi spo­łecz­no­ści – do­pó­ki ich dzia­łal­no­ści nie po­wią­za­no z po­stęp­ka­mi dia­bel­ski­mi. Mó­wiąc jed­nak ogól­niej, każ­da wy­sta­ją­ca po­nad sze­reg ko­bie­ca gło­wa mo­gła ścią­gnąć na sie­bie łow­cę cza­row­nic. Roz­mo­wa z są­sia­dem, pod­nie­sio­ny głos, sil­ny cha­rak­ter bądź na­zbyt wy­zwo­lo­na sek­su­al­ność – każ­da nie­wy­god­na dla oto­cze­nia po­sta­wa wy­star­cza­ła, by na­ra­zić się na nie­bez­pie­czeń­stwo. Zgod­nie z lo­gi­ką zna­ną ko­bie­tom we wszyst­kich epo­kach, każ­de za­cho­wa­nie i jego od­wrot­ność mo­gło zwró­cić się prze­ciw­ko nim: po­dej­rza­na była zbyt czę­sta nie­obec­ność na mszy, jed­nak czymś rów­nie po­dej­rza­nym mo­gło być sta­wia­nie się na każ­dej z nich; po­dej­rza­ne było re­gu­lar­ne spo­ty­ka­nie się z przy­ja­ciół­ka­mi, lecz rów­nie po­dej­rza­ne mo­gło być pro­wa­dze­nie na­zbyt pu­stel­ni­cze­go ży­cia…16 Do­sko­na­le pod­su­mo­wu­je to pró­ba wody: je­śli wrzu­co­na do niej ko­bie­ta to­nę­ła, ozna­cza­ło to, że jest nie­win­na, je­śli zdo­ła­ła utrzy­mać się na po­wierzch­ni, oka­zy­wa­ła się cza­row­ni­cą, mu­sia­ła więc zo­stać stra­co­na. Od­naj­du­je­my tu rów­nież wie­le z me­cha­ni­zmu „od­mo­wy jał­muż­ny”: moż­ni, któ­rzy wzgar­dzi­li ręką wy­cią­gnię­tą przez że­bracz­kę, a na­stęp­nie za­pa­da­li na cho­ro­bę bądź spo­ty­ka­ło ich ja­kie­kol­wiek nie­szczę­ście, sami na­tych­miast oskar­ża­li ją o to, że rzu­ci­ła na nich urok, prze­no­sząc w ten spo­sób na nią wła­sne mrocz­ne po­czu­cie winy. W in­nych przy­pad­kach mamy do czy­nie­nia z lo­gi­ką ko­zła ofiar­ne­go w naj­czyst­szej po­sta­ci: „Stat­ki na mo­rzu zna­la­zły się w nie­bez­pie­czeń­stwie? W Bel­gii poj­ma­no Di­gnę Ro­bert, spa­lo­no ją na sto­sie, nago roz­pię­tą na kole (1565). Młyn nie­opo­dal Bor­de­aux prze­stał dzia­łać? «Za­dy­blo­wa­ła go» bez wąt­pie­nia Je­an­ne No­als, zwa­na Ga­che (1619)”17. Bez zna­cze­nia było to, że cho­dzi­ło o ko­bie­ty cał­ko­wi­cie nie­groź­ne: współ­o­by­wa­te­le byli prze­ko­na­ni, że ob­da­rzo­ne są one nie­okieł­zna­ną mocą szko­dze­nia. W Bu­rzy Szek­spi­ra (1611) mówi się o nie­wol­ni­ku Ka­li­ba­nie, że jego mat­ka była „po­tęż­ną cza­row­ni­cą”, Fra­nço­is Gu­izot uści­śla tę kwe­stię w swym prze­kła­dzie z roku 1864: „We wszyst­kich daw­nych oskar­że­niach o cza­ry w An­glii na­po­ty­ka­my po­wra­ca­ją­cy wciąż epi­tet strong („sil­ny”, „po­tęż­ny”), ko­ja­rzo­ny ze sło­wem witch (cza­row­ni­ca), jako okre­śle­nie szcze­gól­ne o wzmac­nia­ją­cej mocy. Try­bu­na­ły są­dzić mu­sia­ły, wbrew lu­do­wym prze­ko­na­niom, że sło­wo strong ni­cze­go nie do­da­wa­ło do oskar­że­nia”.

Nie­kie­dy już samo ży­cie w cie­le ko­bie­ty mo­gło wy­star­czyć do tego, by uczy­nić oso­bę po­dej­rza­ną. Po aresz­to­wa­niu oskar­żo­ne odzie­ra­no z odzie­ży, go­lo­no im gło­wy i wy­da­wa­no na pa­stwę „na­kłu­wa­cza”, dro­bia­zgo­wo po­szu­ku­ją­ce­go za­rów­no na po­wierzch­ni cia­ła, jak i we­wnątrz zna­mion Dia­bła za po­mo­cą na­kłu­wa­nia igła­mi. Do­wol­na plam­ka, bli­zna bądź nie­re­gu­lar­ność na skó­rze mo­gła oka­zać się do­wo­dem, nie­trud­no za­tem zro­zu­mieć, dla­cze­go o cza­ry ma­so­wo po­są­dza­no star­sze ko­bie­ty. Ozna­ki te mia­ły rze­ko­mo po­zo­sta­wać nie­wraż­li­we na ból, a wie­le z uwię­zio­nych ko­biet było do tego stop­nia prze­ra­żo­nych po­gwał­ce­niem ich cno­ty – po pro­stu gwał­tem – że w po­ło­wie oglę­dzin mdla­ły, nie re­agu­jąc na dal­sze ukłu­cia. W Szko­cji „na­kłu­wa­cze” sami na­wie­dza­li wio­ski, wła­dze miast zaś zle­ca­ły im de­ma­sko­wa­nie cza­row­nic ukry­wa­ją­cych się w sze­re­gach ich miesz­kań­ców. W roku 1649 an­giel­skie mia­stecz­ko New­ca­stle upon Tyne za­trud­ni­ło jed­ne­go z nich, obie­cu­jąc mu dwa­dzie­ścia szy­lin­gów za gło­wę ska­za­nej. Do ra­tu­sza za­wle­czo­no wów­czas, po czym pu­blicz­nie ob­na­żo­no, trzy­dzie­ści ko­biet. Więk­szość z nich – cóż za nie­spo­dzian­ka – uzna­no za win­ne18.

„Po­dob­nie jak z ga­zet, wię­cej z tego na­uczy­łam się o ludz­kim okru­cień­stwie, niż­bym chcia­ła” – wy­zna­je Anne L. Bar­stow we wstę­pie do swe­go stu­dium po­świę­co­ne­go po­lo­wa­niom na cza­row­ni­ce w Eu­ro­pie19. I rze­czy­wi­ście, opi­sy tor­tur są nie do znie­sie­nia: zry­wa­nie mię­śni i wię­za­deł na tak zwa­nym wa­ha­dle, przy­pa­la­nie na me­ta­lo­wych sie­dze­niach roz­grza­nych do bia­ło­ści, ła­ma­nie ko­ści nóg roz­ma­ity­mi na­rzę­dzia­mi tor­tur. De­mo­no­lo­dzy za­le­ca­li przy tym, by nie dać się zwieść ani wzru­szyć ko­bie­cym łzom, któ­re przy­pi­sy­wa­li dia­bel­skim sztucz­kom i któ­re, rzecz ja­sna, były tyl­ko uda­wa­ne.

Łow­cy cza­row­nic wy­ka­zy­wa­li się za­rów­no ob­se­sją na punk­cie ko­bie­cej sek­su­al­no­ści, jak i naj­wyż­szym prze­ra­że­niem wo­bec niej. Prze­słu­chu­ją­cy oskar­żo­ne śled­czy nie­stru­dze­nie wy­py­ty­wał je o to, „jak wy­glą­dał pe­nis Dia­bła”. Au­to­rzy Mło­ta na cza­row­ni­ce twier­dzi­li, że ob­da­rzo­ne są one mocą po­zba­wia­nia męż­czyzn ge­ni­ta­liów i prze­cho­wu­ją całe ich ko­lek­cje w szka­tuł­kach bądź w pta­sich gniaz­dach, w któ­rych te roz­pacz­li­wie trze­po­czą (mimo że ni­g­dy ta­ko­wych nie zna­le­zio­no). Ze wzglę­du na swój fal­licz­ny kształt, mio­tła, na któ­rej la­ta­ły okra­kiem, prócz tego, że jest od­wró­co­nym sym­bo­lem do­mo­stwa, świad­czyć mia­ła o ich swo­bo­dzie sek­su­al­nej. Sa­bat po­strze­ga­no z ko­lei jako miej­sce roz­kieł­zna­nej lu­bież­no­ści, nie­pod­le­ga­ją­cej naj­mniej­szej kon­tro­li. Opraw­cy roz­ko­szu­ją się bez­względ­nym pa­no­wa­niem spra­wo­wa­nym nad więź­niar­ka­mi; mogą te­raz po­fol­go­wać swe­mu wo­je­ry­zmo­wi i sek­su­al­ne­mu sa­dy­zmo­wi. Do tego do­rzu­cić na­le­ży gwał­ty do­ko­ny­wa­ne na nich przez straż­ni­ków: gdy za­trzy­ma­ną znaj­du­je się udu­szo­ną w lo­chu, po­wia­da się, że to Dia­beł przy­szedł po swo­ją słu­żeb­ni­cę. Wie­le ze ska­za­nych ko­biet w mo­men­cie stra­ce­nia nie było w sta­nie utrzy­mać się na no­gach. Ale na­wet je­śli wi­zja ry­chłe­go koń­ca przy­no­si­ła im nie­ja­ką ulgę, po­zo­sta­wa­ło im jesz­cze zmie­rzyć się z okrut­ną ago­nią. De­mo­no­log Hen­ry Bo­gu­et opi­su­je kres Clau­dy Jam­-Gu­il­lau­me, któ­ra trzy­krot­nie zdo­ła­ła uciec z pło­ną­ce­go sto­su. Kat zła­mał obiet­ni­cę udu­sze­nia jej, za­nim do­się­gną ją pło­mie­nie. Zmu­si­ła go w ten spo­sób do do­trzy­ma­nia sło­wa: za trze­cim ra­zem po­wa­lił ją ude­rze­niem, dzię­ki cze­mu zmar­ła nie­przy­tom­na20.

Hi­sto­rie wy­par­te i od­re­al­nio­ne

Nie­trud­no z tego wszyst­kie­go wy­cią­gnąć wnio­sek, że po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce były w isto­cie woj­ną to­czo­ną z ko­bie­ta­mi. A mimo to… Spe­cja­list­ka od pro­ce­sów o cza­ry w No­wej An­glii Ca­rol F. Karl­sen ubo­le­wa nad tym, że jej „uję­cie w ka­te­go­riach płci zo­sta­ło zlek­ce­wa­żo­ne, zba­na­li­zo­wa­ne bądź po­śred­nio pod­wa­żo­ne” w roz­licz­nych pu­bli­ka­cjach, na­uko­wych i po­pu­lar­nych, ja­kie uka­za­ły się w roku 1992 przy oka­zji trzech­set­nej rocz­ni­cy pro­ce­su cza­row­nic z Sa­lem21. Anne L. Bar­stow uzna­je z ko­lei za „rów­nie nie­by­wa­ły co same wy­da­rze­nia” upór, z ja­kim hi­sto­ry­cy usi­łu­ją za­prze­czyć temu, że po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce sta­no­wi­ły „eks­plo­zję mi­zo­gi­nii”22. Przy­wo­łu­je przy­pad­ki zdu­mie­wa­ją­cych za­fał­szo­wań, do ja­kich nie­kie­dy ucie­ka­ją się jej ko­le­dzy po fa­chu – bądź ko­le­żan­ki – tyl­ko po to, by za­prze­czyć wnio­skom pły­ną­cym z ich wła­snych ba­dań. Guy Bech­tel sam ską­d­inąd do­star­cza do­wo­du na po­twier­dze­nie sta­wia­nej przez sie­bie tezy, gdy opi­saw­szy szcze­gó­ło­wo pro­ces „de­mo­ni­za­cji ko­biet”, po­prze­dza­ją­cy po­lo­wa­nia na cza­row­ni­ce, pyta: „Mia­ło­by to ozna­czać, że an­ty­fe­mi­nizm do­star­cza wy­ja­śnie­nia dla pło­ną­cych sto­sów?”, po czym sta­now­czo od­po­wia­da: „Z pew­no­ścią nie”. Po­da­je jed­nak ra­czej sła­be ar­gu­men­ty: na po­czą­tek pi­sze, że „pa­lo­no rów­nież męż­czyzn”, na­stęp­nie zaś, że „an­ty­fe­mi­nizm – któ­ry roz­wi­nął się pod ko­niec XIII wie­ku – po­prze­dza zna­czą­co okres pło­ną­cych sto­sów”. Wsze­la­ko, je­śli część męż­czyzn stra­co­no w wy­ni­ku do­nie­sień na „opę­ta­ne” ko­bie­ty, jak w słyn­nych spra­wach z Lo­udun czy Lo­uviers, więk­szość z nich oskar­żo­no o cza­ry, o czym już wspo­mi­na­łam, je­dy­nie na sku­tek po­wią­zań z ko­bie­ta­mi, a za­tem nie­ja­ko wtór­nie i po­śred­nio, zbrod­nię tę do­rzu­ca­jąc jako do­dat­ko­wy punkt oskar­że­nia. Je­śli idzie o to, że an­ty­fe­mi­nizm wy­wo­dził się z daw­niej­szych cza­sów, moż­na w tym ra­czej wi­dzieć po­twier­dze­nie de­cy­du­ją­cej roli, jaką tu­taj ode­grał. Wy­glą­da na to, że wie­ki nie­na­wi­ści i ob­sku­ran­ty­zmu zna­la­zły swą kul­mi­na­cję w roz­pę­ta­niu prze­mo­cy zro­dzo­nej z lęku, jaki bu­dzi­ła ro­sną­ca wów­czas po­zy­cja ko­biet w prze­strze­ni spo­łecz­nej23.