9 najpiękniejszych komedii

Tekst
Autor:
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena V

ORGON, PANI PERNELLE, ELMIRA, KLEANT, MARIANNA, DAMIS, DORYNA

ORGON

No, i cóż, pani matko, mam słuszność, czy nie mam?

To, czegoś była świadkiem, wystarczy, jak mniemam!

Czy i teraz się matka tym łotrem zachwyca?

PANI PERNELLE

Głowę tracę, dalibóg, spadłam jak z księżyca!

DORYNA

do ORGONA

Niesłusznie się pan żali i szuka z nim zwady –

Wszak w tym właśnie jaśnieją jego cnót przykłady,

Dusza jego wciąż dobra swych bliźnich docieka:

Wiedząc, jak często psuje bogactwo człowieka,

Przez prostą dobroczynność chce cię obrać z mienia,

By nie stanęło panu w drodze do zbawienia.

ORGON

Cicho siedź! Wciąż powtarzać trzeba ci to słowo.

KLEANT

do ORGONA

Chodźmy radzić, co począć z tą napaścią nową.

ELMIRA

Idźcie rozgłosić zdradę tego niewdzięcznika!

Wszak stąd jawna nieważność kontraktu wynika

I nazbyt jest bezczelność jego oczywistą,

By z niej w ten sposób zyski mógł ciągnąć na czysto.

Scena VI

WALERY, ORGON, PANI PERNELLE, ELMIRA, KLEANT, MARIANNA, DAMIS, DORYNA

WALERY

Daruj pan, że go wieścią bolesną przerażę,

Lecz twe dobro najśpieszniej działać tutaj każe.

Przyjaciel mój, oddany mi w każdej potrzebie.

Wiedząc, jak ścisłe węzły wiążą mnie do ciebie,

Z uczucia dla mnie czyniąc ten krok tak odważny,

Zdradził przede mną pewien sekret stanu ważny

I przesłał mi wiadomość, w której wniosek mieszczę,

Że trzeba, byś ucieczką chronił się dziś jeszcze.

Szalbierz, który się z dawna panoszył w tym domu,

Przed księciem cię oskarżyć zdołał po kryjomu

I złożył w jego ręce coś, z czego wynika,

Że w tobie zbrodzień stanu znalazł powiernika

I że pan, obowiązków dla księcia niepomny,

Przechowałeś w swym domu sekret wiarołomny.

Nie znam, co jest w tej sprawie kamieniem obrazy,

Lecz wiem, że przeciw tobie dane już rozkazy,

A dla większej pewności on sam ma zlecenie

Z pomocą zbrojną sprawić twoje uwięzienie.

KLEANT

Otóż i znalazł środki! Po takim początku

Łatwo mu wejść w dziedzictwo twojego majątku.

ORGON

Człowiek, trzeba to przyznać, jest nikczemne zwierzę!

WALERY

Za chwilę sprawa obrót najgorszy przybierze.

Zatem dalej – już czeka mój powóz u bramy!

Oto tysiąc ludwików. Śpiesz pan, a zdołamy

Może ujść! Skoro nie da się inaczej bronić,

Lepiej rychłą ucieczką żywot miły chronić.

Wszystko biorę na siebie, jestem pana gotów

Dowieźć w miejsce bezpieczne od wszelkich kłopotów.

ORGON

Ileż winien ci jestem za twoje oddanie!

Przyjdzie czas, że potrafię odwdzięczyć się za nie,

I błagam tylko nieba, by zesłało chwilę,

W której bym mógł odpłacić szlachetności tyle.

Żegnajcie mi! Wy myślcie, co czynić!

KLEANT

Śpiesz żwawo!

My tu będziemy, bracie, czuwać nad twą sprawą.

Scena VII

TARTUFFE, OFICER GWARDII, PANI PERNELLE, ELMIRA, KLEANT, MARIANNA, WALERY, DAMIS, DORYNA

TARTUFFE

wstrzymując ORGONA

Gdzież to tak śpieszno? Z wolna, z wolna, dobry panie!

Bliżej niż myślisz znajdziesz wygodne mieszkanie:

Ten pan bierze cię w areszt z polecenia księcia.

ORGON

Zdrajco! Nie szczędziłeś ostatniego cięcia –

Dobijasz mnie nim! Przez tę niegodziwą zbrodnię

Wszystkie łotrostwa swoje wieńczysz dzisiaj godnie!

TARTUFFE

Mów, co chcesz, nie dosięgną mnie twoje potwarze

I wszystko umiem ścierpieć, gdy niebo tak każe.

KLEANT

Umiarkowanie wielce chwalebne, przyznaję.

DAMIS

Łotr bezczelnie niebiosy na drwiny podaje!

TARTUFFE

Wszystkie wasze wybuchy przejąć mnie nie mogą –

Celem mym kroczyć tylko obowiązku drogą.

MARIANNA

Zapewne, i nie mały zachwyt w świecie zbudzi

Czynność taka, tak godna przyzwoitych ludzi.

TARTUFFE

W każdej czynności zaszczyt jedynie i chwała,

Jeśli źródłem jej władza, co mnie tu przysłała.

ORGON

Czyś zapomniał, że gdyby nie me tkliwe serce,

W nędzy byś dotąd tułał się i poniewierce?

TARTUFFE

Tak, przyznaję, iż byłeś dla mnie dość łaskawym,

Lecz służby księcia dla mnie są najpierwszym prawem.

Miłość dlań tak potężna w sercu moim gości,

Że głos jej tłumi wszelkie inne powinności,

I dla tak świętych węzłów oddałbym w potrzebie

Krewnych, żonę, przyjaciół, a nawet i siebie.

ELMIRA

Bezczelny!

DORYNA

Jak on umie w zdradzieckim sposobie

Z najczcigodniejszych uczuć płaszczyk skroić sobie!

KLEANT

Lecz, jeżeli w istocie na tyle jest święty

Ten zapał, którym cały głosisz się przejęty,

Czym dzieje się, iż wybuch jego czekał chwili,

Gdy cię tu na niewczesnych zalotach odkryli?

I czemuś zbrodni jego nie zwierzył nikomu,

Póki w słusznym swym gniewie nie wygnał cię z domu?

Nie chcę już i wspominać, mówić by daremno,

O majątku zdobytym sztuką tak nikczemną,

Lecz powiedz, gdyś w człowieku tym widział winnego,

Czemuś zgodził się przyjąć cośkolwiek od niego?

TARTUFFE

do OFICERA GWARDII

Zdaje się, że dość długo trwają już te wrzaski –

Proszę, powinność swoją czyń pan z swojej łaski!

OFICER GWARDII

Tak, masz słuszność, zbyt długo przewlekamy sprawę,

W porę słowo zachęty rzuciłeś łaskawe;

By je spełnić, chciej za mną udać się bez zwłoki

Do więzienia, gdzie dalsze usłyszysz wyroki!

TARTUFFE

Kto? Ja, panie?

OFICER GWARDII

Tak, ty sam.

TARTUFFE

Czemuż do wiezienia?

OFICER GWARDII

Nic więcej nie mam panu już do powiedzenia.

do ORGONA

Chciej pan się uspokoić po przejściu tak srogiem!

Panuje nam dziś książę, co podłości wrogiem.

Książę, którego oko czyta w sercach ludzi

I którego szalbierza przebiegłość nie złudzi.

Dusza jego, tak wielka, swym objęciem bystrem

Zarówno nad poddanym czuwa i ministrem;

Umysł jego we wszystkim prawdzie tylko sprzyja

I sądu jego chytrość nie zaćmi niczyja;

Rzetelną cnotę zdobić on umie najlepiej

Lecz żaden blask zwodniczy jego nie oślepi

I cześć, jaką oddaje zasługom prawdziwym,

Wstręt do fałszu tym bardziej w sercu czyni żywym.

Nie taki człowiek zdolny był omamić księcia,

Bardziej chytre on umiał odkryć przedsięwzięcia:

Jego bystre spojrzenie przejrzało zbyt łacno

Nikczemność, co się chowa pod pokrywą zacną.

Chcąc cię oskarżyć, hultaj zdradził się niebacznie

I książę, skoro zręcznie sam go badać zacznie,

Wnet odkrył, że pod jego imieniem się kryje

Znany łotr, co już dawno winien dać był szyję.

Łotrostw jego i szalbierstw wyliczać nie będę,

Nie mamy bowiem teraz czasu na gawędę –

Słowem, monarcha przejrzał tę duszę bez sromu,

Poznał jego niewdzięczność względem twego domu,

Z innych jego postępków złączył to obrazem

I jeśli mnie tu, w dom twój wyprawił z nim razem,

To tylko, aby stwierdzić na miejscu dowodnie

Podłość jego i skarać wraz za wszystkie zbrodnie.

Tak, ważne te papiery, którymi cię trwoży,

Z rozkazu księcia zdrajca sam w twe ręce złoży;

Najwyższą swoją władzą miłościwy książę

Kontraktu darowizny całą moc rozwiąże,

Jak również ci zaleca, byś był bez bojaźni

O błąd, w który popadłeś ze zbytku przyjaźni.

To książę czyni dla cię w postaci odpłaty

Za twe usługi, jemu oddane przed laty,

Chcąc okazać, iż umie, nawet nieproszony,

Każdy postępek darzyć wdzięcznością z swej strony

I że zawsze nim rządzi ta zasada święta,

Iż lepiej dobre czyny niźli złe pamięta.

DORYNA

Niebu niech będą dzięki!

PANI PERNELLE

No, wygrana sprawa!

ELMIRA

Jakiż radosny obrót!

MARIANNA

Czy to sen, czy jawa?

ORGON

do TARTUFA, którego OFICER GWARDII wyprowadza

Ha! Zdrajco! Łotrze!

Scena VIII

PANI PERNELLE, ORGON, ELMIRA, MARIANNA, KLEANT, WALERY, DAMIS, DORYNA

 

KLEANT

Panuj nad swoim porywem,

Nie poniżaj sam siebie wybuchem zelżywym!

Zostaw nędznika losom jego przeznaczenia

I szyderstwem nie zwiększaj jego poniżenia!

Życz raczej, aby duszę jego, dziś skruszoną,

Szczęśliwy zwrot pozyskał znów na cnoty łono,

By poprawił swe życie i chęcią odmiany

Złagodził wyrok księcia dzisiaj nań wydany.

Ty zaś za łaski z szczodrej dziś doznane ręki

Przed tron jego na klęczkach zanieś korne dzięki!

ORGON

Masz słuszność, bracie. Zatem śpieszmy wśród wesela

Wielbić tego, co łaski swe dziś nam rozdziela!

Potem, skoro już spłacim dług wdzięczności pierwszy,

Drugiemu się poświęcić mam zamiar najszczerszy

I szczęśliwie uwieńczyć kochanka zapały,

Co i w niedoli umiał być wierny i stały.

Don Juan, czyli Kamienny gość. Komedia w 5 aktach

Osoby

DON JUAN – syn don Ludwika

SGANAREL

ELWIRA – kochanka don Juana

GUZMAN – giermek Elwiry

DON KARLOS, DON ALONZO – bracia Elwiry

DON LUDWIK – ojciec don Juana

FRANCISZEK – żebrak

KAROLKA, MAŁGOSIA – wieśniaczki

PIETREK – wieśniak, narzeczony Karoliny

POSĄG KOMANDORA

FIOŁEK, WĄTRÓBKA – służba don Juana

PAN NIEDZIELA – kupiec

RÓZECZKA – rębacz najemny

Orszak don Juana

Orszak don Karlosa i don Alonza

Rzecz się dzieje na Sycylii.

Akt pierwszy

Scena pierwsza

Scena przedstawia wnętrze pałacu.

SGANAREL, GUZMAN.

SGANAREL

trzymając tabakierkę: Niech sobie mówi co chce Arystoteles razem z całą filozofią, nie masz pod słońcem nic ponad tabakę. To namiętność wszystkich godnych ludzi; kto żyje bez tabaki, ten w ogóle nie wart żyć na świecie. Nie tylko odświeża i przeczyszcza mózgownicę, ale zarazem oddziaływa najzbawienniej na duszę ludzką: przez tabakę dopiero człowiek uczy się być człowiekiem. Czy nie widzisz, z jaką uprzejmością ktoś, kto zażywa tabakę, odnosi się do całego świata; jak jest rad, gdy może częstować na prawo i lewo, o każdym czasie i na każdym miejscu. Nie czeka nawet, aż go kto poprosi; gdzież tam! uprzedza życzenia; do tego stopnia tabaka rozwija uczucie poczciwości i braterstwa. Ale dosyć już o tym przedmiocie, wróćmy do naszej rozmowy. Tak więc, kochany Guzmanie, donna Elwira, twoja pani, zaskoczona naszym odjazdem, puściła się w pogoń? Powiadasz, iż serce jej, w które pan mój zajechał nieco za głęboko, nie mogło przenieść rozłączenia? Chcesz, abym ci, tak, między nami, powiedział co o tym myślę? Otóż boję się wielce, że biedaczka, za swą miłość, otrzyma lichą zapłatę, że jej podróż niewiele wyda owoców i że tyleż zysku by wam przyniosło siedzieć spokojnie w domu.

GUZMAN

I czemuż to, proszę? Powiedzże mi, mój Sganarelu, co może być powodem twych złowieszczych przeczuć? Czy twój pan zwierzył się z czym przed tobą? Czy ci powiedział, że ostygł już dla nas i że to jest przyczyna wyjazdu?

SGANAREL

To nie; ale, napatrzywszy się tego i owego, nabrałem już oka do tego interesu, i, choć jeszcze nic mi nie powiedział, założyłbym się niemal, że tak się te sprawy mają. Może się wreszcie i mylę; jednak mogę się chlubić, że w podobnym przedmiocie nie zbywa mi na doświadczeniu.

GUZMAN

Jak to! Ten niespodziany wyjazd byłby oznaką niewierności don Juana? On byłby zdolny taką zniewagą odpowiedzieć na czystą miłość donny Elwiry?

SGANAREL

Nie, jeszcze za młody na to, nie odważyłby się z pewnością!

GUZMAN

Człowiek jego urodzenia miałby popełnić czyn tak nikczemny?

SGANAREL

Ech, urodzenie! Piękna mi racja: właśnie dlatego miałby się krępować!

GUZMAN

Wszak się z nią złączył świętymi węzłami małżeństwa!

SGANAREL

Ech, poczciwy Guzmanie, mój przyjacielu, wierzaj mi, ty jeszcze nie wiesz, co to za człowiek, ten don Juan.

GUZMAN

W istocie nie wiem, co to za człowiek, jeśli prawdą jest, iż popełnił względem nas tę niegodziwość. Nie rozumiem, w jaki sposób, po takich zapałach, po niecierpliwości, którą okazywał, po tylu natarczywych wyznaniach, zaklęciach, łzach i westchnieniach, tylu stęsknionych listach, oświadczynach, przysięgach, po tylu wybuchach i uniesieniach, które popchnęły go aż do pogwałcenia świętych murów klasztoru i wydarcia z nich donny Elwiry przemocą, nie rozumiem, mówię, jak po tym wszystkim miałby czelność sprzeniewierzyć się słowu!

SGANAREL

Dla mnie zrozumienie tego nie przedstawia najmniejszych trudności; gdybyś znał lepiej tego wygę, pojąłbyś, że to dla niego rzecz najłatwiejsza pod słońcem. Nie twierdzę, aby jego uczucia już miały się zmienić; nie mam jeszcze w tej mierze zupełnej pewności. Wiesz, że z jego rozkazu wyjechałem przed nim, od czasu zaś swego przybycia jeszcze nie rozmawiał ze mną; jednak, aby cię przestrzec, powiadam ci inter nos, że w don Juanie, moim panu, masz szczęście oglądać największego zbrodniarza, jakiego ziemia kiedykolwiek nosiła, opętańca, wściekłego psa, diabła, Turka, heretyka, który nie wierzy ani w niebo, ani w świętych, ani w Boga, ani w wilkołaka, który pędzi to życie jak prawdziwe bydlę, jak wieprzek Epikura, jak prawdziwy Sardanapal, który zamyka uszy na wszelkie chrześcijańskie napomnienia i uważa za koszałki-opałki wszystko, w co my wierzymy. Powiadasz, że wziął ślub z twoją panią; wierz mi, uczyniłby więcej, byle tylko dogodzić zachciance, i, razem z nią, zaślubiłby jeszcze i ciebie, jej psa i jej kota. Zawrzeć małżeństwo to dla niego drobnostka; nie używa innych sideł dla łowienia damulek, gotów jest do żeniaczki na prawo i lewo. Pani, panna, mieszczanka czy chłopka, nic dlań nie jest za zimne ani za gorące. Gdybym ci chciał wyliczyć imiona wszystkich, z którymi się pożenił po szerokim świecie, nie skończylibyśmy i do wieczora. Stoisz osłupiały i mienisz się na twarzy, słysząc to, co ci mówię: to zaledwie lekki zarys; aby nakreślić cały portret, inaczej by tu maźgać pędzlem potrzeba. To pewna, że gniew niebios dosięgnie go prędzej czy później i że lepiej by mi było służyć diabłu niż jemu. Dzięki niemu, muszę co dzień patrzeć na tyle okropności, iż chciałbym, aby się już znalazł nie wiem gdzie. Ale wielki pan a zarazem zły człowiek, to rzecz po prostu straszna; muszę mu wiernie służyć, mimo całego wstrętu. Strach zastępuje we mnie miejsce gorliwości, kiełza moje uczucia i zmusza mnie bardzo często, bym przyklaskiwał temu, na co moja dusza się wzdryga. Ale otóż idzie właśnie: rozejdźmy się lepiej. Słuchaj no tylko: mówiłem z tobą ze szczerości serca i niejedno mi się z gęby niepotrzebnie może wypsnęło; gdyby więc coś z tego miało dojść do uszu mego pana, powiem w żywe oczy, że zełgałeś.

Scena druga

DON JUAN, SGANAREL.

DON JUAN

Cóż to za człowiek z tobą rozmawiał? Wyglądał mi coś na poczciwego Guzmana, giermka donny Elwiry.

SGANAREL

Bo też to właśnie było coś podobnego.

DON JUAN

Jak to! To on?

SGANAREL

On sam.

DON JUAN

Odkądże przybył do miasta?

SGANAREL

Od wczoraj wieczora.

DON JUAN

I cóż go sprowadza?

SGANAREL

Sądzę, że pan się musi po trochu domyślać jego kłopotów.

DON JUAN

Chodzi o nasz wyjazd, z pewnością?

SGANAREL

Poczciwina srodze tym jest zgnębiony i pytał mnie o powód.

DON JUAN

I cóżeś odpowiedział?

SGANAREL

Że pan mi nic o tym nie mówił.

DON JUAN

No i co? A cóż ty sam myślisz? Jakie twoje zdanie o tej sprawie?

SGANAREL

Ja? Myślę, bez obrazy, że panu chodzi po głowie jakaś nowa miłostka.

DON JUAN

Tak sądzisz?

SGANAREL

Tak.

DON JUAN

Na honor! Nie omyliłeś się: muszę ci przyznać, że w istocie inny przedmiot wygnał Elwirę z moich myśli.

SGANAREL

Mój Boże! Czyż ja nie znam na palcach don Juana i czy nie wiem, że pańskie serce to największy włóczykij pod słońcem: lubi wędrować z jednej gościny w drugą, a nigdzie nie zagrzeje miejsca.

DON JUAN

I nie uważasz, powiedz, że dobrze czynię, postępując w ten sposób?

SGANAREL

Hm... panie...

DON JUAN

Cóż takiego? Gadaj.

SGANAREL

Z pewnością dobrze pan czyni, jeśli się panu tak podoba: temu nie można się przeciwić. Ale, gdyby się panu podobało inaczej, to by znowu było może co innego.

DON JUAN

Dobrze więc, pozwalam ci mówić całkiem swobodnie. Wywnętrz się, co myślisz o tym.

SGANAREL

W takim razie powiem otwarcie, że nie pochwalam wcale pańskiej metody i że uważam za rzecz bardzo szpetną bałamucić się tak na wszystkie strony.

DON JUAN

Jak to! Więc chciałbyś, aby się skuć na wieki z pierwszą istotą, która nas zagarnie? aby się wyrzec świata dla niej i nie mieć już oczu dla nikogo? A to by ładnie było, aby, dla głupiej ambicji wierności, grzebać się na całe życie w jednym uczuciu! W kwiecie lat młodzieńczych przestać istnieć dla innych kobiet! Nie, nie, stałość dobra jest dla niedołęgów; każda piękność ma prawo walczyć o nasze uwielbienie, a pierwszeństwo jednej nie powinno wydzierać jej następczyniom słusznych praw do naszego serca. Co do mnie, powab i wdzięk czarują mnie, gdziekolwiek je spotkam, i poddaję się bez oporu słodkiej przemocy, z jaką wabią nas ku sobie. Choćbym był dziesięć razy związany, miłość jednej kobiety nie zniewoli mnie bynajmniej, abym miał wyrządzać krzywdę innym; po to mam oczy, aby widzieć zalety wszystkich, i każdej gotów jestem nieść w ofierze hołd i daninę, do której stworzyła nas natura. Nie umiem zamknąć serca na to, co je wabi; gdybym miał dziesięć tysięcy serc, oddałbym wszystkie z chwilą, gdy ładne stworzenie mnie poprosi. Jest, doprawdy, jakiś niewytłumaczony urok w budzącym się pociągu: cała rozkosz miłości jest w ciągłej odmianie. Jak nieopisanie słodko jest skłaniać ku sobie tysiącznymi hołdami serduszko młodej piękności, patrzeć co dzień na postępy, które się w nim robi; wybuchami czułości, wzdychaniem i łzami zwalczać niewinną wstydliwość duszy, którą tyle kosztuje zdać się na łaskę zwycięzcy; pokonywać krok za krokiem wszystkie te zapory, zwyciężać skrupuły, z których ona czyni swą chlubę i wieść ją powoli tam, dokąd zmierzają wszystkie nasze pragnienia. Ale, skoro raz się jest jej panem, nie ma już nic do powiedzenia ani do żądania. Cały urok namiętności zamiera; zasypiamy w bezwładzie szczęścia, póki jakiś nowy przedmiot nie zbudzi naszych pragnień i nie ukaże sercu świeżych powabów nęcącej zdobyczy. Słowem, nic słodszego, jak pokonywać opór takiej wdzięcznej istotki; co do mnie, mam pod tym względem istną ambicję zdobywców, którzy spieszą z jednego zwycięstwa po drugie, nie umiejąc ograniczyć biegu swych pragnień. Nic nie jest w stanie wstrzymać gwałtowności mego pożądania; czuję się zdolny ziemię całą przycisnąć do serca; pragnąłbym, jak Aleksander, by istniały jakie nowe światy, aby i w nich szerzyć miłosne zdobycze.

SGANAREL

Święci niebiescy, co też pan nie nagada! Można by myśleć, że się pan tego na pamięć nauczył: prawi pan zupełnie jak z książki.

 

DON JUAN

Cóż możesz na to odpowiedzieć?

SGANAREL

Daję słowo, mogę powiedzieć... Nie wiem, co bym mógł powiedzieć; bo pan wykręca rzeczy w taki sposób, iż można by myśleć, że masz słuszność; a mimo to, tak naprawdę, to nie masz słuszności. Miałem pełną głowę najpiękniejszych myśli na ten temat, a pańska oracja wszystko mi poplątała. Dajmy temu pokój; na drugi raz ułożę swoje wywody na piśmie, aby panu dotrzymać placu.

DON JUAN

Doskonale.

SGANAREL

Ale, proszę pana, czy by to nie przekraczało zezwolenia którego mi pan udzielił, gdybym powiedział, że jestem w ogóle cośkolwieczek zgorszony sposobem życia, które pan prowadzi?

DON JUAN

Jak to? A cóż ja za życie prowadzę?

SGANAREL

Bardzo przyzwoite. Ale, na przykład, ten obyczaj pojmowania co miesiąc nowej żony...

DON JUAN

Możeż być coś przyjemniejszego?

SGANAREL

To prawda. Pojmuję, że to bardzo przyjemne i nader urozmaicone. Ja bym sam się na to pisał, gdyby to nie było grzechem; ale, proszę pana, igrać w ten sposób z tak świętym Sakramentem...

DON JUAN

No, no, to już sprawa między mną a niebem; rozplączemy ją sami, bez twojej pomocy.

SGANAREL

Jak Boga kocham, panie, słyszałem zawsze, że to niedobrze żartować sobie z nieba i że żaden bezbożnik jeszcze dobrze nie skończył.

DON JUAN

Hola! Mości bałwanie! Powiedziałem ci już raz, że nie lubię, aby się ktoś bawił w dawanie mi nauk.

SGANAREL

Ja też nie mówię do pana, niech mnie Bóg broni! Pan sam wie przecież, co robi. Jeżeli pan w nic nie wierzy, musisz mieć swoje powody. Ale spotyka się po świecie niedowarzonych głuptasów, co to bawią się w niedowiarków, a sami nie wiedzą dlaczego; udają bardzo mocne głowy, bo myślą, że im z tym do twarzy; otóż, doprawdy, gdyby któryś z nich na ten przykład był moim panem, powiedziałbym mu prosto z mostu, patrząc w same oczy: Jak też pan śmiesz igrać w taki sposób z niebem? Nie boisz się podrwiwać sobie tak bezwstydnie z tego, co najświętsze na ziemi? Czy tobie przystało, lichy robaku ziemny, mrówko ty nędzna (niby mówię do tamtego panicza), czy tobie przystało ważyć się obracać w śmieszność to, przed czym wszyscy uchylają głowy? Czy myślisz, że dlatego, żeś szlachcic, że masz na łbie jasną peruczkę sztucznie utrefioną, pióra przy kapeluszu, surdut pięknie wyszyty złotem i wstążki płomienistego koloru (ja nie do pana to mówię, jeno do tamtego), czy myślisz, mówię, żeś przez to mądrzejszy od innych, że wszystko ci już wolno i nikt nie będzie śmiał powiedzieć ci prawdy w oczy? Usłysz więc ode mnie, który jestem tylko twoim sługą, że niebo, wcześniej czy później, karze bezbożników, że haniebne życie sprowadza haniebną śmierć, i że...

DON JUAN

Sza!

SGANAREL

Co się stało?

DON JUAN

Stało się, że chcę ci powiedzieć, iż pewna piękność ujarzmiła me serce i, pociągnięty jej powabem, przybyłem za nią aż tu, do tego miasta.

SGANAREL

I czy też pana strach nie bierze, panie, z powodu śmierci owego komandora, któregoś pan utrupił tutaj przed półrokiem?

DON JUAN

I czegóż się obawiać? Czyż go nie uśmierciłem jak należy?

SGANAREL

Nie można lepiej, doskonale; byłby niewdzięcznikiem, gdyby się uskarżał.

DON JUAN

A zresztą, sprawa została umorzona i ułaskawiona.

SGANAREL

Tak; ale to ułaskawienie nie ukoiło może wzburzenia krewnych i przyjaciół, i...

DON JUAN

Ech, nie kłopoczmy sobie głowy nieszczęściami, które mogą skądsiś spać na głowę, a myślmy wyłącznie o tym, co może przynieść jaką nową rozkosz. Osoba więc, o której mówię, jest to młodziutka narzeczona, najmilsza istota w świecie, która przybyła tutaj pod opieką swego przyszłego. Przypadek pozwolił mi spotkać tę zakochaną parę na kilka dni przed ich podróżą. Nigdy nie zdarzyło mi się widzieć dwojga osób bardziej z siebie zadowolonych wzajem i bardziej promieniejących miłością. Te tak widoczne objawy wzajemnych uczuć i mnie nie dały zostać obojętnym; serce moje zadrgało, a miłość poczęła się z zazdrości. Tak jest; od pierwszej chwili nie mogłem patrzeć na to, że oni są z sobą tak czule; złość podsycała me pragnienia: mimo woli roiłem sobie, jaką rozkoszą byłoby dla mnie zmącić tę wzajemną harmonię i zniszczyć to przywiązanie, tak nieznośne dla mego wrażliwego serca. Ale dotychczas wszystkie wysiłki były bezskuteczne; postanowiłem tedy uciec się do ostatecznego środka. Czuły narzeczony ma dziś swą ukochaną uraczyć przejażdżką po morzu. Nie mówiąc ci o niczym, przygotowałem wszystko co trzeba, aby zaspokoić pragnienia mej miłości. Mam w pogotowiu łódkę i ludzi, przy których pomocy uda się nam z łatwością porwać tę ślicznotkę.

SGANAREL

Hm, panie...

DON JUAN

Hę?

SGANAREL

Doskonale pan robi, tak właśnie należy sobie poczynać. Nie ma nic lepszego w świecie, niż zrobić to, na co się ma ochotę.

DON JUAN

Gotuj się więc wraz ze mną na wyprawę i przyrządź cały mój rynsztunek, aby... spostrzegając donnę Elwirę: Ach, cóż za przykre spotkanie! Zdrajco, nic mi nie mówiłeś, że ona sama jest tutaj.

SGANAREL

Wszak się pan o to wcale nie pytał.

DON JUAN

Oszalała, aby nawet nic zmienić stroju i zjawiać się tu w domowym ubraniu!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?