UnscriptedTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

MJ DEMARCO

UNSCRIPTED

Życie, Wolność

oraz Przedsiębiorczość

© Copyright by Złote Myśli & MJ DEMARCO, rok 2019

Autor: MJ DEMARCO

Tytuł: UNSCRIPTED: Życie, Wolność oraz Przedsiębiorczość

Wydanie I

ISBN: 978-83-65837-49-3

Projekt okładki: Janusz Skierkowski

Tłumaczenie: Michał Motyl

Autor nie bierze odpowiedzialności za błędne decyzje podjęte na podstawie niniejszej publikacji.

Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualnenaruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Niniejsza publikacja, ani żadna jej część, nie może być kopiowana, ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana, powielana, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Złote Myśli sp. z o.o.

44–100 Gliwice

ul. Kościuszki 1c

www.ZloteMysli.pl

e-mail: kontakt@zlotemysli.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

All rights reserved.

CZY SENS ŻYCIA ZOSTAŁ SPROWADZONY DO PŁACENIA RACHUNKÓW I OCZEKIWANIA NA WEEKEND?

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

****WSTĘP****

Nie przyszedłeś na świat, aby niewolniczo pracować od dziewiątej do piątej, od poniedziałku do piątku, płacić rachunki, po czym umrzeć. Pomyśl – jakie uczucia będą Ci towarzyszyć, kiedy nadejdą ostatnie chwile Twojego życia? Będą to żale i wyrzuty sumienia, czy poczucie pokoju i szczęście?

Zastanów się przez chwilę i wyobraź sobie swoje przyszłe życie aż do śmierci. Bądź ze sobą szczery. Czy będzie Ci żal wszystkich rzeczy, których nie zrobiłeś? Miejsc, których nie zobaczyłeś? Czy patrząc wstecz na swoje życie, zobaczysz jedynie pracę i nic, co po niej pozostało? Jeśli reszta Twojego życia zapowiada się nieciekawie i nic nie wskazuje na to, że będzie ono warte wspomnienia w kronice rodzinnej, masz szansę to zmienić – tu i teraz.

Starsi ludzie, zbliżając się do schyłku życia, nierzadko żałują, że nie mogą za pomocą wehikułu czasu przenieść się wstecz i pogadać z samym sobą w młodości. Gdyby było to możliwe, przekazaliby młodszej wersji siebie mądrości życiowe oraz ostrzeżenia przed tym, czego później żałowali. Przemyślenia, które mogły powstać jedynie jako skutek dekad doświadczenia. Poprzez zmianę przeszłości mieliby nadzieję na zmianę tego, co przed nimi – tego, co jest ich teraźniejszością. Niestety, zazwyczaj to, co pozostaje, jest życiem dręczonym przez duchy martwych od długiego czasu marzeń.

Po sprzedaniu mojej firmy internetowej w 2007 roku i przejściu na emeryturę po trzydziestce, zamiast na starość – po sześćdziesiątce, postanowiłem dogłębnie zastanowić się nad kwestią „młodszego siebie”, ponieważ dotyczyło to zarówno życia, jak i biznesu. Gdybym mógł porozmawiać z dwudziestoletnim mną, kimś, kto wiecznie zmagał się z trudnościami jaką wiedzą podzieliłbym się wtedy ze sobą? Jaką mądrością musiałbym dostać wtedy po twarzy? Co ujawniły moje porażki? A jak mogliby na tym skorzystać inni?

Po trzech latach rozważań sam brudnopis tej książki sprawił, że Moby Dick wygląda jak nowela. Tak – ogrom popełnionych przeze mnie błędów i nauk z nich płynących wypełniał stronę za stroną. Ale dzięki temu powstała książka zupełnie odmienna od jakiejkolwiek innej – całkowicie niezgodna ze standardowym sposobem rozumowania. Innymi słowy, nie osiągnąłem szczęścia w wyniku podążania za logiką konwencjonalnego myślenia – zdobyłem je, postępując dokładnie na odwrót.

Napisano mnóstwo książek na temat finansów, podążania przez życie oraz zakładania biznesów, ale żadna z nich nie opowiada prawdziwej historii. Zamiast tego, książki te promują bajki mające poprawić nasze samopoczucie oraz fantazje z Wall Street – gotowe szablony, uwzględniające przeciętność i porzucone marzenia. Być może czytałeś te książki i zastanawiałeś się nad tym samym co ja: Czy faktycznie istnieją multimilionerzy żyjący jak gwiazdy rocka dzięki niewolniczej pracy od poniedziałku do piątku, oszczędzający każdy grosz w dążeniu do zbilansowanego portfela funduszy wzajemnych? A pani guru od finansów z CNBC z pomarańczową twarzą i denerwującym głosem? Czy stała się ona bogata dzięki temu, co jawnie rozgłasza, czy może dzięki temu, co skrycie praktykuje? I moje ulubione pytanie: Czy i jak mogę wieść życie marzeń, sprzedając produkty Amway i jednocześnie dystansując się od moich przyjaciół i rodziny?

W procesie powstawania książki „eksperci” wydawniczy ostrzegali, że nigdy się ona nie sprzeda. Ci sami eksperci twierdzili również, że popełniam kardynalny błąd, polegający na niewciąganiu czytelników w „lejek sprzedażowy”, dzięki któremu mógłbym im sprzedać seminarium coachingowe o wartości cadillaca.

Cóż. Gówno mnie to obchodziło.

Pisałem prosto z serca. Nie dla sławy, fortuny czy jakichś egocentrycznych motywów, które mogłyby mnie katapultować do uprzywilejowanego świata guru i kanciarzy od seminariów. W roku 2011, po całorocznym maratonie, w końcu samodzielnie opublikowałem Fastlane milionera z ograniczonymi możliwościami dystrybucyjnymi i bez fanfar. Przez „brak fanfar” mam na myśli to, że nie wynająłem firmy PR, żeby sfałszowała listę bestsellerów, wdrażając z góry ustawioną strategię wejścia na rynek. Nie czerpałem korzyści z jakichkolwiek barterów z wpływowymi personami czy inspiratorami biznesowymi. Praktycznie nie wydałem grosza na reklamę. Media mainstreamowe mnie zignorowały. Blogerzy również. Startupowa klika paradująca ulicami Silicone Valley także. Ale wiecie, kto tego nie zrobił? Czytelnicy, zmęczeni przeciętnymi radami z przeciętnych książek, promujących przeciętne życie.

Mijały miesiące, a książka utrzymywała stabilną sprzedaż. Tuziny sprzedanych sztuk zamieniały się w setki, później w tysiące, a następnie dziesiątki tysięcy. Wkrótce wartość sprzedaży przekroczyła milion dolarów, potem dwa miliony. Pojawiły się tłumaczenia na koreański, japoński, włoski i inne języki. Moje konto na Twitterze eksplodowało od wpisów czytelników, którzy nie mogli oderwać się od książki…

To jest najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem.

Genialna mądrość biznesowa.

Słuchając Twojej książki, jestem w bezustannym szoku.

I wiele innych.

Mimo faktu, że wielu widziało „tani” tytuł, sugerujący wzbogacenie się metodą na skróty, i paskudną okładkę, książka osiągnęła najwyższą sprzedaż w serwisie Amazon w wielu kategoriach. Mimo że nigdy nie dostała się na listę Bestsellerów „New York Times”, sprzedała się lepiej niż większość z nich. Warto dodać, że przeciętna książka wydana samodzielnie zarabia w sprzedaży detalicznej mniej więcej 900 dolarów rocznie.

Zapewne zszokowałem czytelników szczerością – podaniem kompletnej mapy do finansowego sukcesu, opartej na niepodważalnej matematyce, niezwiązanej z czasem, okolicznościami czy ekonomią. Czytelnicy dostali gorzką prawdę o przedsiębiorczości, samodzielnym dochodzeniu do bogactwa, hipokrytach, którzy to rozgłaszają, a nawet o szczęściu.

W miarę rozpowszechniania się Fastlane na całym świecie, czytelnicy błagali „Chcemy kolejnej książki!”. Fastlane wskrzeszał marzenia i zmieniał życia. Pisanie kolejnej książki w identycznym stylu nie było moim zamierzeniem. Wiedziałem, że drzemie we mnie jeszcze jedna książka, ponieważ największy przekręt stulecia, ujawniony w Fastlane, miewał się dobrze i rósł w siłę. A wraz z tym niszczył krytyczne myślenie, odpowiedzialność osobistą i wreszcie mordował marzenia. Podczas gdy Fastlane, demaskując mity bogactwa, wskazuje o wiele więcej: ezoteryczną rzeczywistość ukrytą pod powłoką społeczeństwa. Kulturowe podbrzusze ukazujące podstępne oszustwo – socjologiczny spisek skazujący Cię na ślepe posłuszeństwo, przeciętność oraz porzucenie marzeń.

Jeśli nie zrealizujesz marzeń, nie będzie to wynikiem braku włożonego wysiłku czy entuzjazmu – będzie to skutek zaprzedania życia machiawellistycznemu systemowi, w którym Twoja życiowa rola została z góry WYZNACZONA. Zostałeś bezwiednie zatrudniony do odegrania z góry ustalonej gry karnawałowej pod przykrywką życia, w której niewielu wygrywa, a wielu traci…

UNSCRIPTED: Życie, Wolność oraz Przedsiębiorczość jest piórem, którym możesz zmienić zapisy z ukartowanej przyszłości. Nie czekaj na zmierzch życia, aby marzyć o wehikule czasu. Twój czas jest teraz.

Teraz jesteś młodszą wersją siebie.

W tej chwili.

Teraz masz sposobność wskrzeszenia własnych marzeń i zmiany historii, która na Ciebie oczekuje.

WSTĘP

Un – script – ed (przymiotnik)

…niepodążający za przygotowanym z góry scenariuszem”

(Słownik Merriam-Webster)

Życie. Wolność. Przedsiębiorczość. Jest to poranne przebudzenie i uszczypnięcie się aż do krwi. To uświadomienie sobie: „Mój Boże, to moje życie, i jest wspaniałe”. Mieszkasz w swoim wymarzonym domu, bez kredytu, bez budzika, bez szefa i rachunków. Bez konieczności poświęcania czasu na jakiekolwiek sprawy poza tymi, które sam wybierzesz. Zarabiasz więcej pieniędzy przed śniadaniem niż przez tydzień w swojej poprzedniej pracy. W Twoim garażu zaparkowane jest niewiarygodnie drogie auto – symbol zwycięstwa, dowodzący że Twoje marzenia nie są jedynie fantazją, ale rzeczywistym bytem.

 

Tak – takie życie istnieje.

Wiem, ponieważ żyję w ten sposób od prawie 20 lat.

A w ciągu kilku krótkich lat może się ono stać również Twoim życiem. Dokładnie tak. Nie będziesz potrzebował pięciu dekad pracy, za którą nikt nie podziękuje, życia w ogłupiającej skromności i cierpliwego inwestowania w produkty z Wall Street.

Niestety, napisano dla Ciebie SKRYPT, który zakłada, że takie życie jest poza Twoim zasięgiem i możliwe jest jedynie dla właściwego typu człowieka. Kogoś z odpowiednim dyplomem z uczelni, zastrzykiem gotówki od inwestorów lub listą dobrze sytuowanych przyjaciół ze Stanford. Jestem tu po to, aby Ci powiedzieć, że to nieprawda.

Mimo że byłem przedsiębiorcą przez większość swojego życia, nie jestem nikim szczególnym. Nie przeczytasz o mnie na stronie TechCrunch ani w jakimś newsletterze z Silicon Valley. Mimo że jestem przedsiębiorcą internetowym jeszcze od czasów „masz wiadomość” od AOL1, nigdy nie korzystałem z pomocy inwestorów, nigdy nie zatrudniałem więcej niż 5 osób i nigdy nie studiowałem informatyki. Mimo to udało mi się stworzyć dochodowe firmy, które pozwalają na życie POZA SKRYPTEM, jakie opisałem wyżej. Mowa tu o pięcio-, sześciocyfrowych dochodach miesięcznych oraz wycenie przedsiębiorstw idącej w grube miliony. Co prawda dwukrotnie sprzedawałem firmy, ale niech Cię to nie zniechęca – jest to bardzo miły (i często pożądany) efekt uboczny całego procesu.

Pewnie już zauważyłeś, że książka jest DŁUGA. Mam tu na myśli, że jest ona naprawdę obszerna. Nie jest tak bez powodu.

Nie jestem jednym z tych autorów, którzy wydają jedną książkę na miesiąc na temat modnej taktyki marketingowej, która na przestrzeni roku straci efektywność w wyniku nadmiernego wykorzystywania opisywanych technik.

Nie jestem autorem, który wypełnia 200 stron tekstu, omawiając zagadnienie wymagające kilku akapitów. Innymi słowy, nie poświęciłem tej książce trzech lat, aby powiększyć swoje dochody – napisałem ją, aby odmienić Twoje życie. A by to uczynić, wiele musi zostać powiedziane. Tak – to wykracza poza założenie działalności gospodarczej i odłożenie trochę grosza na boku – tu chodzi o odzyskanie własnego życia i wolności poprzez przedsiębiorczość.

Jeśli jeszcze nie wiesz, chętnie Ci to przybliżę: niewolnictwo nadal istnieje. Tyle że nowoczesne niewolnictwo nazywa się SKRYPTEM – ukrytym, społecznym kontraktem, w którym pozłacana klatka została zamieniona na dobrowolne zadłużenie i dożywotnią pracę – cenę zapłaconą 50 latami pracy od poniedziałku do piątku, których nie da się nijak odzyskać. Jest to niewidzialna służebność, w której wolność jest jedynie obietnicą, pojawiającą się u schyłku życia. UNSCRIPTED jest Twoją mapą do znalezienia dostatku, wolności i szczęścia. Kluczem do życia, o którym marzy niewielu.

W części 1. zidentyfikuję problem, który Cię prześladował od czasu, gdy osiągnąłeś wiek pozwalający na pierwsze zatrudnienie. Wyczułeś go, doświadczyłeś, a teraz obawiasz się, że wiedziesz życie, jakiego nie chciałeś.

W części 2. zdemaskuję największy przekręt stulecia i wypunktuję sposób, w jaki skradziono Twoje marzenia (a jeśli na to pozwolisz, również Twoje życie zostanie skradzione). Aby pokonać złodzieja, musisz go zrozumieć.

W części 3. przedstawię Ci w jakości HD to, co jest możliwe, kiedy Twój umysł uwolni się od kulturowych doktryn dyktujących zasady gry.

W części 4., najobszerniejszej, ujawnię drogę do przedsiębiorczości POZA SKRYPTEM – szczegółowe wytyczne do zapoczątkowania własnego biznesu, który wychodzi poza pętlę ciągłego zarabiania na opłacenie rachunków. Biznesu, który przełamie tę barierę i odmieni na zawsze Twoje życie.

W części 5. przedstawię najlepszy jak dotąd sposób na czerpanie dochodu w sposób pasywny. System, w którym praca staje się opcją. Tak – dowiesz się, co zrobić, aby nie musieć pracować ani jednego dnia więcej, jak do tego dojść i w jaki sposób wejść w ten tryb natychmiast.

Jeśli nie czytałeś mojej pierwszej książki Fastlane milionera, nie martw się. UNSCRIPTED nie jest jej kontynuacją. Nie wydałbym tej książki, gdybym nie miał przekonania, że posiada ona moc odmiany życia. Pozostaje tylko pytanie, czy pozwolisz, aby książka ta odmieniła właśnie Twoje życie?

Po pierwsze, jeśli masz świetną pracę, koleżeńskie relacje z szefem, a na dodatek system emerytalny jest tak ekscytujący, że przyprawia Cię o ciarki, to gratuluję, szacun. Wygrywasz w tej ustawionej grze. Jesteś właśnie tym gościem, który wygrywa ogromnego pluszowego słonia w cyrku objazdowym. Nigdy się nie dowiem, w jaki sposób udało Ci się trafić gumowymi krążkami na te butelki po piwie. Jednak patrząc przez pryzmat Twoich nadludzkich możliwości, ta książka najpewniej nie jest dla Ciebie.

Po drugie, nie sądzę, że dasz radę odmienić swoje życie po przeczytaniu kolejnej książki o „wolności finansowej”, która wychwala Urząd Skarbowy, inwestowanie na giełdzie i przytłaczająco skromne życie. Czy naprawdę chcesz czytać kolejną cegłę wychwalającą fantazję procentu składanego? Wejdź na Amazon znajdziesz milion książek na ten temat. Tytuł tej książki to UNSCRIPTED, a nie „Bądź jak wszyscy na tej pieprzonej planecie”.

Po trzecie, UNSCRIPTED jest książką dla Ciebie, jeśli Twoje życie stało się beznadziejne i niesatysfakcjonujące. Jest dla Ciebie, jeśli jesteś niewolnikiem dni roboczych i łapówki, jaką za nie dostajesz. Jeśli jesteś zmęczony wyzyskiem oraz ludźmi i rzeczami, które Cię męczą, takie jak plotki w pokoju socjalnym, polityka firmy, podlizywanie się kadrze kierowniczej i cokolwiek jeszcze wypływa, kiedy wrzuci się do jednego pudełka kilka osób i zaczynają one roztrząsać detale korporacyjnej pracy – mam dla Ciebie ratunek.

UNSCRIPTED jest dla Ciebie, jeśli marzysz o niezależności i wykonywaniu pracy, która ma znaczenie. Jest dla Ciebie, jeśli jesteś młodym człowiekiem, który wolałby żyć w bogactwie jeszcze za młodu – podróżować, mieć ładne samochody, sporo wolnego czasu – zamiast czekać na bogactwo w podeszłym wieku: wózki inwalidzkie, artretyzm i spacer z balkonikiem. Jest dla Ciebie, jeśli posiadasz rentgen w oczach i potrafisz dostrzec to, czego nie widzieli Twoi rodzice – że schemat, jaki narzuca Ci życie, jest wadliwy i przestarzały.

Przede wszystkim jednak, UNSCRIPTED jest dla Ciebie, jeśli jesteś aspirującym przedsiębiorcą od zbyt długiego czasu – kimś, kto trafił w ślepą uliczkę i nie umie ani się z niej wydostać, ani na tym wszystkim zarobić. Kimś, kto być może ma już swoją firmę, ale jedynie zabiera ona czas – tak samo jak praca na etacie, dając w zamian jedynie możliwość zapłaty rachunków i dotrwania do kolejnego miesiąca. Jeśli jesteś osobą, która wolałaby usłyszeć niewygodną prawdę od multimilionera, zamiast czytać wpisy kolejnego spłukanego blogera, próbującego wcisnąć Ci slogany na temat dostatniego życia – mam dla Ciebie ratunek.

Wreszcie, UNSCRIPTED jest książką dla Ciebie, jeśli pragniesz podjąć ryzyko zmiany samego siebie. Każdy chce zmiany, ale niewielu gotowych jest zmienić swoje wybory. Ta książka nie będzie łatwa, ponieważ życie nie jest łatwe. Czeka Cię sporo niewygodnej prawdy, zmiana przekonań oraz niszczące własne ego objawienia. Niektórzy wezmą do siebie bezpośredni, czasem obraźliwy ton tej książki i kompletnie rozminą się z jej przesłaniem. Jeśli masz mnie za złośliwego, niepoprawnego politycznie dupka, wracaj do swojej strefy komfortu i poproś o zwrot pieniędzy. Twoja opinia nie zmienia absolutnie nic w mojej rzeczywistości, choć mam nadzieję, że moja zmieni coś w Twojej. Nie napisałem UNSCRIPTED, aby wychwalać i niańczyć status quo, które dusiło dotychczas Twoje marzenia. Diametralna zmiana nie jest skutkiem jakiejś umysłowej masturbacji, która z dnia na dzień rozpali w Tobie ogień. Pochodzi ona z głębi Twojego serca i duszy. Jeśli jesteś gotów na czerwoną pigułkę, mam dla Ciebie ratunek.

Jeśli do tej pory nie wyraziłem się dostatecznie jasno, pozwól, że zrobię to teraz. UNSCRIPTED nie jest czymś, czego próbujesz. Jest czymś, czym żyjesz. Jeśli jesteś gotów na wyzwanie, przygotuj się także na olśnienie, po którym zgubisz szczękę. Wszystko, czego się dotychczas nauczyłeś, jest gówno warte. Lub nawet mniej. Mowa tu o rzeczach, które sprawiłyby, że nawet Ponzi2 poczułby się wkręcony i oszukany. Nie zrozum mnie źle – UNSCRIPTED nie jest korektą kursu. Nie znoszę tej frazy. Korekta kursu nie sprawi, że Titanic nie zatonie. Problem leży w samym kursie i w tym, że pozwoliłeś mu na dyktowanie warunków, rozdawanie kart i narzucanie decyzji. Problem tkwi w tym, że pozwoliłeś, by zwyczajne myślenie przeciętnych ludzi wytworzyło ten rezultat – zwyczajne, przeciętne życie. Prawdziwa zmiana kursu zaczyna się od uświadomienia sobie, że sam kurs jest gówno warty.

Przypisy:

1 AOL był jednym z głównych dostawców usług internetowych, powstałym w latach 90. „You’ve got mail” (z ang. masz wiadomość) to słowa, jakie można było usłyszeć po zalogowaniu się do skrzynki pocztowej, jeśli były w niej nowe wiadomości.

2 Charles Ponzi – twórca pierwszej w historii piramidy finansowej.

CZĘŚĆ 1.
DYSONANS…

CZY COŚ JEST NIE TAK?


WYRZUTY SUMIENIA KUPUJĄCEGO

CZĘŚĆ 1. Cele autora:

WYZNANIE

Pomóc w zrozumieniu wszechobecnych, subtelnych szeptów, które zdają się mówić Ci,

że „coś” w Twoim życiu wydaje się być nie tak.

ROZDZIAŁ 1.
OPOWIEŚCI Z KRYPTY:
PONIEDZIAŁKOWA HISTORIA

Jakim cudem człowiek może cieszyć się tym, że wstaje o 6:30 na dźwięk budzika, wyskakuje z łóżka, ubiera się, zmusza do jedzenia, sra, sika, myje zęby, czesze włosy, a następnie walczy z porannymi korkami, aby dotrzeć do pracy, gdzie w gruncie rzeczy zarabia sporo pieniędzy dla kogoś innego, i jeszcze wymaga się od nas wdzięczności za możliwość robienia tego wszystkiego?

~Charles Bukowski, pisarz

NIC NOWEGO

Jakim cudem w ten sposób skończyliśmy?

Dlaczego nie daliśmy rady

Zobaczyć znaków, które przegapiliśmy,

I spróbować odwrócić role.3

Kurwa.

Jest poniedziałek rano. 5:15.

Po raz trzeci mój iPhone gra na pełny regulator tę piosenkę Nickleback, którą kiedyś uwielbiałem, a teraz nie znoszę. Jeszcze jedna drzemka i się spóźnię.

Tak, nadszedł czas, aby wstać.

Po kilku wulgarnych pretensjach pod swoim adresem, że nie zamieniłem tej piosenki na coś z repertuaru Metalliki, zrywam się z łóżka z lekkim kacem z poprzedniego wieczora. Odrzuca mnie myśl o nadchodzącym dniu, prawdę mówiąc – o całym nadchodzącym tygodniu. Próbując nabrać energii do życia, wchodzę pod prysznic, mając nadzieję na odrobinę optymizmu. Nic z tego. Jutro czeka mnie kolonoskopia. Wiążąc smycz w postaci krawata i zakładając garnitur, czuję, jak żal i rezygnacja pustoszą moją duszę.

Coś jest nie tak.

Może to garnitur za 800 dolarów. Może chodzi o kartę kredytową, którą za niego zapłaciłem. A może świadomość, że hitem weekendu było oglądnięcie dwóch słabych drużyn w meczu Las Vegas Bowl. A może poranna ciemność i gorzka świadomość, że jeszcze długie miesiące, zanim doczekam się krótkich wakacji w Cancun.

Niestety to nie jest odpowiedni moment na refleksje.

Nie mając czasu na jedzenie, łapię w biegu sztucznie barwione płatki pokryte cukrem. Patrzę jednym okiem na zegar, a drugim na plan żywieniowy przypięty do lodówki – ten, którego miałem się bezwzględnie trzymać przez kolejne kilka tygodni. Winą za pierwsze przewinienie obarczam Tukana Sama4.

Kilka minut później wytaczam się na podjazd i gramolę do zmarzniętej kabiny. Mój oddech generuje obłoki pary. Mój nowy mercedes klasy C wymaga jeszcze 57 rat do kompletnego spłacenia, a już stracił swój blask. Wycofuję z podjazdu i kieruję się w stronę autostrady.

Przez kolejną godzinę siedzę uwięziony w moim małym pudełku, zderzak przy zderzaku, wraz z tysiącami ludzi takich jak ja. Niektórzy z nich wyglądają na bardziej, inni na mniej spełnionych, ale nie wiem jeszcze, że oni również nie są szczęśliwi. Tak samo jak ja porzucili diety, stracili cel i zawiedli swoje marzenia. W rezultacie przekupili swoją niedolę droższym pudełkiem, wyposażonym w miększą skórę, bardziej błyszczący chrom i więcej gadżetów. Pudełka te mają prestiżowe insygnia: Lexus, Audi czy BMW.

 

Ich misja, podobnie jak moja, polega na przekupywaniu samych siebie, dzięki czemu wierzą, że są inni niż 20 000 podobnych dusz, więzionych przez ten sam schemat, w którym i ja utknąłem.

Dwie mile i dwadzieścia minut mniej życia. Zastanawiam się, czy owca jadąca mercedesem do rzeźni to dalej owca?

Kolejna godzina, zanim dojadę do miejsca pracy, gdzie płacę 7 dolarów za przywilej zaparkowania samochodu w pobliżu budynku – potężnego, szklanego wieżowca, ironicznie przebijającego niebo jak kryształowy sztylet. Posłuszny, napędzany kofeiną tłum przeciska się przez hall. Zaczynam swój dzień od kłamstwa.

„Dzień dobry” – witam recepcjonistę w biegu do zatłoczonej windy. W drodze na sześćdziesiąte piętro, otoczony współwięźniami, mam kilka sekund na medytację: „Dobry Boże, dlaczego dziś nie jest piątek?”. Nie ma czasu na fantazjowanie – drzwi się otwierają, a za nimi czeka czyściec – kolosalnej powierzchni przestrzeń z boksami ułożonymi w cele. Podobnie jak w więzieniu, każda z nich dostosowana do swojego mieszkańca udekorowana zdjęciami rodziny, przypinkami z cytatami z Biblii i zwykle lekceważonymi mądrościami. Czasem trafi się jakaś praca plastyczna dziecka, które jeszcze nie wie, że czeka je podobny los.

Staram się sam siebie oszukać: „OK, przynajmniej mam pracę”. Przynajmniej próbowałem, ale nie umiem oszukać swojego serca. Wdzięczności nie powinno odczuwać się jak na ławie śmierci w San Quentin.

Docieram do swojego boksu, rzucam torbę na podłogę i opadam na krzesło.

Coś nie gra.

Manny, mój sąsiad, który zaczyna dzień godzinę przede mną, nie dotarł do pracy. Jego biurko zostało kompletnie wyczyszczone.

Wtedy to zauważam.

Na wierzchu skrzynki na wiadomości leży korporacyjna koperta z pieczątką „POUFNE”.

Cholera – to nie może być nic dobrego.

Ostatni „list miłosny” z tym napisem informował o podwojeniu składki na ubezpieczenie zdrowotne, bo Kongres uchwalił jakiś popieprzony przepis, którego i tak nikt nie przeczytał. Przerażony, otwieram kopertę.

Okazuje się, że Manny wyleciał dziś rano za niewykonywanie swoich obowiązków. W zasadzie jego praca była wykonywana, ale nie przez niego. Podobno Manny chytrze zlecił swoje zadania grupie informatyków z Chin, co pozwalało mu na przeglądanie serwisu Reddit i oglądanie śmiesznych filmików w sieci całymi dniami. Tajna operacja trwała od miesięcy.

Korporacyjny komunikat informował o zwolnieniu Manny’ego i tymczasowym obciążeniu mnie jego obowiązkami. Firmową kurtuazję odczytuję jak ofertę złożoną przez Don Corleone: moja praca wydłuży się o godzinę dziennie i o jedną sobotę w miesiącu przez kolejne trzy miesiące – za dokładnie tę samą płacę. OMFG. A najlepsze, że oni wcale nie żartują.

Nagle widzę scenę z kompaktorem śmieci z Gwiezdnych wojen. Powietrze się rozrzedza, łzy cisną się do moich oczu, a nad boksem 129A zbiera się wywołująca duszności chmura. Zaciskam szczękę tak mocno, że jeden z moich zębów trzonowych pęka na pół. Przynajmniej dentysta się ucieszy. Rodzi się furia, a po niej nadchodzi gorzkie uczucie żalu i zdrady. Sam nie wiem, kogo mam ochotę udusić – swojego szefa, pracownika z boksu obok czy samego siebie.

Czym ja się stałem?

Czy po to spędziłem pięć lat na studiach?

Mój plan był inny!

Na mojej twarzy rysuje się grymas niezadowolenia jak u dziecka, któremu zabrano lizak. Tymczasowe szaleństwo zostaje odepchnięte przez nagły przebłysk logiki: uśmiechnij się i to przełknij. Jestem uwięziony. Nie mogę odejść. Mam rachunki, karty kredytowe, kredyt hipoteczny, niezłe auto, kredyt studencki w wysokości 50 tysięcy i… brak oszczędności. Do tego dochodzi Amanda – moja modna, nieco spięta dziewczyna, która żądała pierścionka zaręczynowego już pół roku temu. Dorzuć jeszcze tykający z zawrotną prędkością zegar biologiczny i masz obraz naszego związku – to jak jazda samochodzikami z gumowymi zderzakami w wesołym miasteczku. Próbuję sobie to jakoś uzasadnić: „ta praca jest dla mnie wszystkim”, „bez niej będę srał cegłami bez pieluchy”.

Przez kolejne cztery godziny siedzę w swoim boksie, klepiąc w komputer, przedzierając się przez detale zamówień zakupowych, przeterminowane faktury oraz wewnętrzne raporty wzrostu – korporacyjną wersję przewinień na boisku szkolnym. W miarę jak mój dzień ślimaczy się do przodu, uświadamiam sobie, że przede mną jeszcze cztery dni i pół soboty tego piekła. Przełykam dołującą prawdę – moje marzenia są martwe. Nagrodą pocieszenia za nie stał się samochód i weekend.

Przez resztę dnia jestem przytłoczony przez ogrom pracy do wykonania, gapiąc się na zegar jak śliniący się na myśl o kości pies. Minuta za minutą zegar potęguje sprzeczności, które nadgryzają mój mózg. Z każdą chwilą umiera część mojej duszy, mimo że każda z nich przybliża mnie do dzisiejszej wolności.

Dziesięć godzin wcześniej czas wydał rozkaz, aby wstawać, a teraz rozkazuje mi wyjść z pracy.

Wskakuję do samochodu, dołączając do innych, którzy również zmagali się z podobnie dławiącym duszę dniem. Czuję ulgę, że to już koniec i że szalupa ratunkowa już na mnie czeka. Jest poniedziałek, a to oznacza mecz ligi NFL. Po raz pierwszy dzisiaj się uśmiecham. Uśmiech znika siedem minut później. Był wypadek na autostradzie I-90 i będę tkwił w korku przez kolejne dwie godziny. To oznacza, że przegapię większość meczu.

W domu, pokonany i zdemoralizowany, padam na kanapę i otwieram puszkę budweisera. Smakuje jak schłodzone siki. Jeden łyk i wszystko jasne. Nie używa się noża do smarowania, kiedy potrzebna jest piła łańcuchowa. Cztery strzały Jacka Danielsa później misja zostaje wykonana.

Pokój wiruje. Pochłania mnie telewizor i udaje mi się załapać na ostatnie dziesięć minut meczu Steelers z Broncos – krótkiego starcia, niewartego oglądania.

Przeskakuję po kanałach, z których każdy jest alternatywną rzeczywistością. Oddaję hołd telewizji: mogę anonimowo oglądać życie tych, którzy męczą się z depresją podobną do mojej, a może właśnie, co ciekawe, tych, którym się poszczęściło i od tego uciekli.

Kiedy wznoszę toast na cześć śmierci moich marzeń, powtórka serialu Prawo i Sprawiedliwość zostaje przerwana reklamą ze zbyt podekscytowanym narratorem z kiepskim brytyjskim akcentem. Sprzedaje gorset wyszczuplający ze spandeksu. Okazuje się, że dziesięć lat objadania się pączkami z budyniem można naprawić w 10 sekund, oczywiście zakładając, że nie rozbierzesz się do naga przy głupku, który dał się na to nabrać. Podczas przekrzykiwania się sprzedawców na temat ich „tłamszącego tłuszcz ciucha”, powoli traciłem kontakt z rzeczywistością. Nie zapadłem w głęboki sen, ale w płytką otchłań zapomnienia, mającą dodać mi sił.

Godziny zdawały się być minutami, roztrzaskanymi bezlitośnie przez poranny hałas…

Jakim cudem w ten sposób skończyliśmy?

Dlaczego nie daliśmy rady

Zobaczyć znaków, które przegapiliśmy,

I spróbować odwrócić role.

Kurwa.

Czas na powtórkę…

Przypisy:

3 Wolne tłumaczenie fragmentu tekstu piosenki zespołu Nickleback „Someday”.

4 Amerykańska maskotka popularnej marki płatków śniadaniowych.

Inne książki tego autora