Ślub w Atenach

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

Pokój Alessandry był w innym skrzydle. Christian zapukał do drzwi. Po minucie bez odpowiedzi otworzył. W środku nie było nikogo. Ostrożnie, by nie wzbudzić podejrzeń, wymknął się do ogrodu. Wytropił ją po długich poszukiwaniach. Siedziała na kamiennych schodach prowadzących do jeziora Como. Nie widziała go. Miała na sobie obcisłe, białe dżinsy. Bladoróżowy kaszmirowy top podkreślał jej piersi. Wydawały mu się jakby pełniejsze – był to jedyny zewnętrzny, fizyczny znak zachodzących w niej zmian.

– Jak się czujesz? – odezwał się, odwracając myśli od wspomnień.

– Tak jak się można było spodziewać – odparła po dłuższej przerwie.

– Wczoraj nie spytałem, jak sobie radzisz z ciążą. Mam na myśli fizycznie.

Kolejna pauza.

– Jak do tej pory, mam szczęście. Brak porannych mdłości.

– Podzwoniłem w kilka miejsc i przeorganizowałem mój grafik. Mogę zostać w Mediolanie parę dni. Jutro z samego rana pójdziemy do twojego lekarza.

– Rano pracuję. Mam pokaz do przygotowania – rzuciła ostro. – Lekarza możemy odwiedzić w południe.

Przynajmniej była gotowa pójść z nim do lekarza. Dobry początek.

– Czy to znaczy, że zgadzasz się na małżeństwo?

Zamilkła na kilka chwil. Założyła kosmyk włosów za ucho.

– Jeśli się pobierzemy, automatycznie oboje staniemy się prawnymi opiekunami naszego dziecka.

– Zdaję sobie z tego sprawę.

Tego właśnie chciał – ojcostwa potwierdzonego prawnie. Małżeństwo może być destrukcyjne. Może zniszczyć bliskich sobie ludzi. Ale równocześnie jest jedynym sposobem zapewnienia dziecku prawdziwej ochrony. Choćby z tego powodu był gotów to zrobić.

Patrzyła na niego.

– Jeśli coś mi się stanie, będziesz odpowiedzialny za dziecko.

Poczuł chłód wywołany nagłą powagą w jej głosie.

– Dlaczego mówisz w ten sposób?

– Czy wiesz, jak zmarła moja matka? – spytała.

Rocco nigdy nie mówił nic ponad to, że umarła, gdy miał siedem lat. Teraz Christian zdał sobie sprawę, że Alessandra musiała być niemowlęciem.

– Zmarła przy moich narodzinach.

– Rocco nigdy mi tego nie powiedział. – Potrząsnął głową, starając się przetrawić jej słowa.

– On ucierpiał najbardziej.

– Co się stało? – spytał, pocierając brodę. Próbował sobie przypomnieć, w jakim wieku Rocco został oddany pod opiekę Giovanniego Mondelli, ich dziadka. Chyba miał osiem lat, jeśli dobrze pamiętał, co oznaczało, że Alessandra miała co najwyżej roczek. Nigdy nie zaznała miłości matki ani ojca. On przynajmniej miał matkę, która pomimo wszystkich swych wad nigdy go nie porzuciła.

– Cierpiała na stan przedrzucawkowy – powiedziała ściszonym głosem Alessandra.

Ogarnął go gwałtowny gniew, zastępując smutek.

– Do cholery, dlaczego jeszcze nie byłaś u lekarza?!

– Uspokój się. To ma wpływ na kobietę dopiero w późniejszych etapach ciąży. Na razie wszystko jest w porządku. Moja matka nie wiedziała, z czym miała do czynienia. Bez żadnych komplikacji urodziła już przecież zdrowe dziecko. Od tego czasu medycyna poszła bardzo do przodu i można się do tego przygotować. Ryzyko, że cokolwiek mi się stanie, jest znikome. Ale jest i dlatego ci o nim mówię. Jeśli stanie się najgorsze, to musisz wiedzieć, że twoim obowiązkiem prawnym i moralnym będzie wychować to dziecko.

– Nigdy nie opuszczę mojego dziecka – powiedział szorstko. – Dorastałem bez ojca. Wiem, co to znaczy. Nie pozwolę, żeby to dotknęło nasze dziecko.

– Mój ojciec powiedział to samo matce. Obiecał, że będzie nas kochać i dbać o nas, ale złamał obietnicę złożoną umierającej kobiecie. Opuścił nas.

– Nie jestem twoim ojcem. To, co zrobił, było podłe. Nigdy nie zrobię czegoś takiego.

Napięcie, które powodowało u Alessandry bolesne skurcze brzucha, zelżało. Wierzyła mu. Ich dziecko będzie miało ojca. Porządnego ojca.

– Przepraszam za melodramatyzm. Po prostu musiałam się upewnić. Jeszcze jedno. Jeśli się zgodzę, obiecaj, że będziesz dyskretny ze swoimi romansami.

– Moimi romansami?

– Nie jestem głupia. – Miała nadzieję, że zabrzmiało to dość swobodnie. Jeśli ma zamiar go poślubić, musi postawić sprawę jasno.

Christian był atrakcyjnym mężczyzną. Miał najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziała, krystalicznie niebieskie, kojarzące się ze spokojnym, nasłonecznionym oceanem.

Przywykł, że kobiety jadły mu z ręki. Nie była na tyle naiwna, by wierzyć, że małżeństwo go zmieni.

– Nasza lojalność będzie dotyczyła przede wszystkim naszego dziecka, ale nie chcę czytać o twoich romansach w tabloidach. Wszystko, o co proszę, to żebyś mądrze wybierał kochanki.

Gwałtownie wciągnął powietrze, po czym wypuścił je powoli.

– Coś jeszcze? – zapytał lodowatym głosem.

Nie spuściła wzroku.

– Tylko tyle, że jeśli za ciebie wyjdę, nie przyjmę twojego nazwiska.

– Dlaczego nie? – zapytał przez zaciśnięte zęby.

– Ponieważ lubię swoje i nie chcę zaczynać wszystkiego od nowa. Od siedmiu lat buduję moją karierę. Dopiero niedawno moje nazwisko stało się sławne przez wzgląd na moją pracę, a nie pochodzenie.

Co ważniejsze, nie wierzyła, że ich małżeństwo przetrwa. Gdyby obstawiała, dałaby im czas do pierwszych urodzin dziecka. Potem Christian będzie chciał odzyskać wolność.

– Nazwę swojej firmy możesz sygnować nazwiskiem Mondelli, ale w życiu prywatnym będziesz figurować jako Markos.

– Nie mów mi, co mogę, a czego nie. Małżeństwo nie czyni cię moim opiekunem.

– Oczywiście, że nie. Jednak jedną z głównych funkcji małżeństwa jest zapewnienie stabilności i jedności. Wspólne nazwisko jest tego częścią.

– Jeśli uważasz, że to aż tak ważne, możesz zmienić swoje na Mondelli.

– To nie wchodzi w grę.

– Dlaczego? Bo jesteś facetem? Nigdy nie myślałam, że jesteś stereotypowy.

– To byłoby sprzeczne z tradycją.

– Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. Dużo par pobiera się bez przyjmowania nazwiska przez kobietę. Przepraszam, jeśli cię zawiodłam, ale nie zmienię nazwiska. To nie podlega negocjacjom.

– Nasze dziecko będzie nosiło moje nazwisko. – Patrzył na nią lodowatym wzrokiem. – To nie podlega negocjacjom.

– Na to mogę się zgodzić – powiedziała. Sprzeciw byłby okrucieństwem.

– Dobrze. – Chłód w jego oczach zelżał. – Czy to oznacza, że zgadzasz się na ślub?

– Nadal tego chcesz? Po tym wszystkim? – spytała.

Jeśli Christian chciał mieć żonę, mógł znaleźć ją wszędzie. Była pewna, że dowiodła, że ona się do tego nie nadaje. Nie chciała wyjść na jędzę, ale na początku musiała ustalić zasady. Pracowała zbyt ciężko na to, co miała, by poddać się bez walki. Dla dziecka mogłaby to zrobić, ale dla faceta? Nie ma szans.

– Chcę jak najlepiej dla dziecka.

– Ja również.

Jeśli oznaczało to poślubienie Christiana, to niech tak będzie. Rocco zawsze opisywał go jako człowieka, który nie rzuca słów na wiatr. Jeśli się nie zgodzi na jego propozycję, naprawdę mógłby potwierdzić ojcostwo dopiero po narodzinach dziecka. W międzyczasie jej nazwisko byłoby ponownie pożywką dla prasy. Ślub z Christianem był najrozsądniejszym wyborem. Wiedziała o tym.

– Jak będzie wyglądało nasze małżeństwo? – zapytała, grając jeszcze na zwłokę.

– Możemy mieć oddzielne pokoje i prowadzić niezależne życie. Publicznie będziemy pokazywać się razem.

– Zgadzam się.

– Ale w noc poślubną będziemy dzielić łoże. – Patrzył na nią bez mrugnięcia okiem, upewniając się, że rozumie. Nie chciał nieporozumień.

Zaczerwieniła się.

– Musimy posuwać się tak daleko?

– Chcę, by nasze małżeństwo było dobrze postrzegane. Ludzie muszą uwierzyć, że jesteśmy zakochani.

Starał się myśleć o małżeństwie jak o fuzji dwóch firm. W istocie, tym było – fuzją.

Jej policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej.

– Sugerujesz, że musimy uprawiać seks?

– Nie. – Jego głos stał się cichszy. Pod wpływem delikatnego podmuchu wiatru kosmyk włosów opadł jej na twarz. Bezwiednie sięgnął, żeby go odgarnąć. – Będziemy małżeństwem. Co będziemy robić w zaciszu własnego domu, to już nasza sprawa.

Ścisnęło ją w gardle.

Przysunął się bliżej. Ich małżeństwo będzie fuzją, tak, ale nie fuzją dwóch firm. Będzie połączeniem dwóch osób.

Zobaczył w jej oczach błysk i wiedział z całą pewnością, że przypomniała sobie, jak dobrze im wtedy było. Wszystkie tłumione wspomnienia tamtej nocy wróciły. Była dzika. Cielesna. Chciała dawać i brać, dotykać i być dotykaną.

Odchrząknęła.

– A jeśli wybiorę sen?

– To będzie twoja decyzja. – Ściszył głos, zbliżając do niej twarz. – Ale jeśli zdecydujesz inaczej, nie będę miał nic przeciwko.

– To dlatego, że nie jesteś wybredny? – wypowiedziała te słowa na bezdechu.

– Nie. – Potrząsnął głową i przycisnął wargi do jej ucha. – To dlatego, że jesteś najseksowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek poznałem.

Odchylił się, by spojrzeć na jej usta i rozszerzone źrenice.

– Rozumiem, że twoja opinia o moim życiu seksualnym nie jest pochlebna – powiedział, myśląc, że wygląda pięknie, kiedy się rumieni. – Ale zapewniam cię, że myślę głową, a nie tym, co mam w bokserkach.

– Sądzę, że to sprawa dyskusyjna.

– Punkt dla ciebie – powiedział. – Jednak aby udowodnić mój punkt widzenia, nie wykonam żadnego ruchu, dopóki nie weźmiemy ślubu.

Przymknęła oczy, ale zdążył zobaczyć w nich iskierki.

– Oczywiście wciąż zachowujesz prawo do powiedzenia „nie” – szepnął jej do ucha, wdychając jej zapach. – Aby się udało, oboje będziemy musieli się poświęcić. Na szczęście sypialnia to obszar, gdzie kompromis i poświęcenie nie będą potrzebne, gdzie nasze małżeństwo może być przyjemnością.

 

Wypuściła powietrze, co zabrzmiało prawie jak jęk. Minęła dłuższa chwila, zanim rzekła:.

– Nie będę się z tobą kochać tylko dlatego, że tego chcesz.

Odsunął się.

– Mam jedynie nadzieję, że w miejscach publicznych będziemy sobie okazywać miłość i szacunek.

Patrzyła na niego przez długie sekundy w milczeniu.

– Niech tak będzie.

– Więc zgoda?

– Tak. Zgoda. Wyjdę za ciebie.

Christian głęboko odetchnął. Kto by przypuszczał, że odczuje ulgę, słysząc, jak Alessandra zgadza się na małżeństwo?

– Najlepiej, aby ślub odbył się, zanim ciąża zacznie być widoczna.

– Zanim zacznę cokolwiek organizować, chcę porozmawiać z Rockiem.

Wzdrygnął się na dźwięk tego imienia.

– Porozmawiamy z nim razem.

– Lepiej będzie, jeśli sama z nim porozmawiam. Jest moim bratem.

– A moim przyjacielem. Nie będzie zadowolony.

– Wolałabym, żeby dał nam swoje błogosławieństwo, ale jeśli odmówi… – Westchnęła.

– Zaczekamy, aż wróci z miesiąca miodowego – zdecydował Christian. Żołądek ścisnął mu mimowolny skurcz, gdy wyobraził sobie reakcję przyjaciela.

Rocco nigdy mu nie wybaczy. Christian nie winiłby go. Cokolwiek się stanie, weźmie to na klatę.

Przypomniał sobie, jak podczas pierwszego tygodnia na uniwersytecie poznał Rocca, Stefana i Zayeda. Gdyby nie oni, nigdy nie opuściłby Aten. Nowy Jork to był zupełnie inny świat. Czuł się tam nieswojo, szczególnie gdy porównywał się do swoich nowych przyjaciół, ich bogactwa i pochodzenia. Nie wiedział, dlaczego zaakceptowali go jako jednego z nich. Nawet teraz, po dziesięciu latach, wciąż trudno mu było zrozumieć, co w nim widzieli.

Był Christianem Markosem, urodzonym w biedzie szczurem rynsztokowym. Ona, to Alessandra Mondelli, urodzona w jednej z najznamienitszych rodzin we Włoszech. Miała klasę i pochodzenie. Mogłaby być księżniczką. W idealnym świecie poślubiłaby kogoś z własnego kręgu.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Alessandra odetchnęła i nacisnęła przycisk, pozwalając Christianowi wejść. Widziała go pierwszy raz od dziesięciu dni.

Spędzili razem kilka dni w Mediolanie. Byli u internisty i u ginekologa. Co prawda Alessandra podświadomie wiedziała, że wszystko jest w porządku, lecz słysząc potwierdzenie z ust specjalistów, poczuła ulgę. Godzinami wpatrywała się w zdjęcie USG, wodząc palcami w miejscach, gdzie według pielęgniarki znajdowały się główka i kończyny maleństwa. Jej piękne dziecko.

Od tego czasu nie widziała Christana. Kontaktowali się przez telefon i esemesami. W rozmowach opowiadał jej o weselnych planach. Chciał greckiego wesela i starał się to zorganizować. Alessandra nie potrafiła się zaangażować; miała trudności ze zrozumieniem tego wszystkiego, na co się zgadzała.

Poznała Christiana, gdy miała dwanaście lat. Pewnego dnia w rodzinnej willi zjawił się Rocco ze swoimi przyjaciółmi z uniwersytetu. Christian był podziwiany za inteligencję, mówiono, że do wszystkiego doszedł sam. Lubił muzykę rockową. Był przyzwyczajony do osiągania tego, co sobie zaplanował.

I to było wszystko. Nic więcej o nim nie wiedziała. Wyglądało na to, że ma poślubić kogoś, kogo w ogóle nie zna.

Dio, dopomóż. Od czasu do czasu będzie musiała dzielić z nim łóżko. Od tych myśli zrobiło jej się gorąco.

Gdy wszedł do mieszkania, jak zwykle nienaganny, w modnym granatowym garniturze i bladożółtym krawacie, poczuła przyspieszone bicie serca.

– Przepraszam za spóźnienie – powiedział, pochylając się, by złożyć na jej policzkach tradycyjny pocałunek.

– Nie ma sprawy – odrzekła, lekko odsuwając się od niego. Otworzyła torebkę, udając, że sprawdza, co ma w portfelu. Gdyby teraz na nią spojrzał, dostrzegłby na jej twarzy rumieniec.

Christian miał się stawić wcześnie rano, w nocy zadzwonił jednak, by oznajmić, że się spóźni, ale będzie przed obiadem. Nie czuła zaskoczenia. Mężczyźni zawsze czynią obietnice, ale ich nie wypełniają. Czasem kłamią świadomie, czasem nie. Nawet jej dziadek, człowiek uchodzący za wzór zasad moralnych, kłamał. Dopiero po jego śmierci dowiedziała się, że dziesięć lat temu miał romans. Jeśli dziadek mógł okłamywać kobietę, którą tak bardzo kochał, to jaką nadzieję mogła pokładać w Christianie?

Jedynym mężczyzną, któremu ufała, był jej brat Rocco.

Dlatego wolała nie zgadywać, co było przyczyną spóźnienia Christiana.

– Jak poszło u lekarza? – zapytał.

– Dobrze.

– Jak ciśnienie krwi?

– W normie. Wszystko w porządku – powiedziała, przewidując kolejne pytania. Czując się już pewniej, zamknęła torebkę i spojrzała na niego. Obserwował ją uważnie.

– Nie miałem zamiaru przegapić tej wizyty. Był kryzys w Banku Bloomfielda. Brałem udział w awaryjnym posiedzeniu zarządu.

– Nie musisz się tłumaczyć. – Zmusiła się do uśmiechu. – Przecież nie jesteśmy małżeństwem ani związkiem. – A jednak poczuła coś na kształt ulgi, gdy okazało się, że nie był z żadną kobietą.

Z paczki znajomych jej brata zawsze był jej ulubieńcem. Prywatnie nazwała go greckim Adonisem. Słyszała, że kobiety do niego lgnęły. Sądziła, że sama jest odporna na męski urok, co, jak się okazało, nie było do końca prawdą. Christian nawet za bardzo się nie starał. Wystarczył ból serca, kilka kieliszków szampana na pusty żołądek i poczuła przyciąganie; działał na nią jak magnes. On zachowywał się po rycersku. Prawdziwy dżentelmen. Odprowadził ją pod same drzwi. To ona pocałowała go pierwsza, nie w policzek, a prosto w usta. Dotyk jego warg, zapach skóry, ciepły oddech – efekt nie do opisania. Całkiem osłabiło to jej twarde postanowienie, że prędzej umrze, niż odda dziewictwo jakiemukolwiek mężczyźnie.

Wciąż czuła jego smak, ciepło oddechu. Z tym że teraz była całkowicie trzeźwa i w pełni panowała nad sobą. Wspomnienia mogły poruszać jej zmysły, ale nie wytrącą jej z równowagi. Żaden mężczyzna nie ma takiej mocy. Może jej ciało ma odruchy Pawłowa, ale ona nad tym zapanuje.

Po ślubie Christian będzie mógł robić, co chce, nie miało to znaczenia. Dbała tylko o dziecko, byle bezpiecznie przyszło na świat. A kiedy już weźmie je w ramiona, może uda jej się nadać sens swojemu istnieniu.

Może wtedy zniknie to poczucie, że urodziła się niepotrzebnie.

Poprzez niemal niezauważalne wyprostowanie ramion i usztywnienie kręgosłupa Alessandry Christian wyczuł nieznaczną zmianę w jej zachowaniu.

Wyglądała dobrze. Zresztą jak zawsze. Włosy luźno opadały na ramiona, miała na sobie wyblakłe obcisłe dżinsy, rozpiętą, bladoniebieską bawełnianą bluzkę oraz srebrne botki na niewielkim obcasie. Alessandra mogłaby nosić worek na ziemniaki, a i tak wyglądałaby pięknie.

Tak samo jak jej mieszkanie: eleganckie i pięknie udekorowane. Jej prace wisiały oprawione na ścianach. Wiedział, że będzie jej ciężko je opuścić, ale mieszkanie na trzecim piętrze, w samym sercu słynnej mediolańskiej dzielnicy mody nie było najlepszym miejscem do wychowania dziecka. Kilka dni temu podniósł ten temat, proponując, by je sprzedała. Jej odpowiedź w najlepszym razie można by nazwać wymijającą. Dał jej więcej czasu, by dojrzała do ponownej dyskusji na ten temat.

– Jesteś gotowa? – zapytał.

Skinęła głową, bezwiednie ściągając usta.

– Miejmy to już za sobą.

Na tyłach budynku, gdzie czekał na nich jego kierowca, stał jej błyszczący, żółty skuter vespa.

– Mam nadzieję, że już tym nie jeździsz – spytał, wskazując na niego.

– Nie – odpowiedziała krótko, po czym usiadła na tylnym siedzeniu samochodu.

Gdy ruszyli, odwróciła się w jego stronę, by spojrzeć mu prosto w oczy.

– Christian, wyjaśnijmy sobie coś. Będziesz moim mężem, a nie opiekunem. Nie mów mi, co mam robić.

Westchnął.

– Chodzi o vespę?

– Tak.

– Niczego takiego nie robię. Jestem zadowolony, że nie narażasz zdrowia naszego dziecka, jeżdżąc tym czymś, zwłaszcza po Mediolanie.

– Właśnie o to mi chodzi. Nie musisz mi mówić, że wszyscy kierowcy jeżdżą tutaj jak po torze przeszkód. Mieszkam tu, a mój rozum i rozsądek pracują bez zarzutu.

– Nigdy nie powiedziałem, że tak nie jest. Ale musisz zrozumieć, że nosisz moje dziecko i mówię tak tylko dla jego dobra.

– Ale to jest moje życie. Nie będziesz mi mówił, co mam robić.

– Nie mówię ci. – Sam nie wiedział, jak utrzymuje nerwy na wodzy. – Chcę tylko powiedzieć, że dziecko zmienia wszystko…

– Myślisz, że nie wiem? – podniosła głos. – Myślisz, że nie jestem świadoma odpowiedzialności? Że nie chcę, by bezpiecznie przyszło na świat? Myślisz, że nie jestem w stanie o nie zadbać?

– Alessandro… – Odetchnął głęboko i zacisnął dłonie w pięści. – Przestaniesz mi wkładać w usta słowa, których nie wypowiedziałem?

Zgarbiła się, opuściła głowę i wymamrotała:

– Przepraszam. Nie cierpię jak ktoś mi mówi, co mam robić.

– Już to zrozumiałem.

Zerknęła na niego z ukosa i założyła włosy za ucho.

– Oprócz tego, że nie lubię, jak ktoś mi szefuje, to kiedy jestem czymś zaniepokojona, mam tendencję do bycia w złym humorze – wyznała smutno.

– Martwisz się o reakcję Rocca?

– A ty nie?

Sięgnął po jej dłoń i uścisnął ją.

– Cokolwiek zrobi twój brat, nic się nie zmieni. Bierzemy ślub. Jeśli da nam swoje błogosławieństwo to świetnie, ale jeśli tego nie zrobi, to poradzimy sobie z tym sami. Okej? – dodał, gdy nie odpowiedziała, tylko przygryzła dolną wargę i oswobodziła się z uścisku. Skinęła powoli głową.

– Rocco jest bardzo opiekuńczy. Zawsze taki był.

– Jesteś jego siostrą, nic się nie zmieni. – Christian robił, co mógł, aby poprawić nastrój Alessandry, ale nie miał złudzeń co do tego, jak może zareagować w gorącej wodzie kąpany Rocco. Wiedział, że jeśli spotkanie zostanie źle rozegrane, to ich przyjaźń może się skończyć.

Alessandra miała problem z oddychaniem, z intymnością panującą w kabinie, wymuszoną bliskością… Obawy o reakcję brata odeszły w niepamięć, gdy zapach Christiana wypełnił jej nozdrza i poczuła reakcję w intymnych partiach swego ciała. Potrzebowała powietrza. Nie było się gdzie ukryć.

Na drodze był olbrzymi korek. Mieli jeszcze do pokonania kilka ulic. Gdyby jechała vespą, dawno już byłaby na miejscu. Ruszyłaby między samochodami, nie zważając na klaksony i zaciśnięte pięści kierowców.

– Resztę przejdźmy spacerem – powiedziała. Potrzebowała świeżego powietrza. – Tak będzie szybciej.

Christian skinął głową i nakazał kierowcy zatrzymać samochód.

Alessandra w wiosennym powietrzu od razu poczuła się lepiej. Bez żadnych przeszkód dotarli do luksusowego budynku i weszli do środka. Uśmiechnęła się do uroczej recepcjonistki i wspólnie z Christianem pomaszerowali do biura brata. Drzwi były zamknięte. Gabrielle, asystentka Rocca, strzegła biura niczym wartownik. Wstała, by ich powitać.

Alessandra rzuciła okiem na Christiana, zwalczając impuls, by chwycić go za rękę. Pochylił się ku niej i posłał jej zachęcający uśmiech. Nie potrafiła odczytać jego spojrzenia. Biorąc głęboki oddech, zastukała do drzwi i otwarła je.

Rocco siedział przy biurku i rozmawiał przez telefon. Uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy zobaczył Alessandrę. Po chwili dostrzegł za nią Christiana i utkwił w nim pytające spojrzenie.

Zakończył rozmowę. Wstał, okrążył biurko i uściskał Alessandrę.

– Dobrze wyglądasz, siostrzyczko.

– Opaliłeś się. Udany miesiąc miodowy?

– Perfekcyjny.

Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek widziała go tak szczęśliwego.

– Jak tam Olivia?

Jego twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej.

– Jest wspaniała.

Rocco podszedł do Christiana, chwytając go w niedźwiedzim uścisku, który ten odwzajemnił.

– Co ty tutaj robisz?

– Przyszedłem się z tobą zobaczyć – powiedział Christian.

Jeśli Rocco usłyszał coś w jego głosie, nie dał tego po sobie poznać.

– Idziemy z Alessandrą na obiad, chcesz do nas dołączyć?

– Rocco… – Alessandra, położyła rękę na ramieniu brata. – Christian jest ze mną. Mamy ci coś do powiedzenia.

Spojrzenie Rocca w jednej chwili stało się podejrzliwe.

– Co chcecie mi powiedzieć?

Christian poruszył się lekko i objął ją ramieniem. Gestem prawie ochronnym.

– Bierzemy ślub – powiedział poważnym tonem.

 

Rocco potrząsnął głową, jakby wypłukiwał z uszu wodę.

– Ślub?

– Tak. Chcieliśmy, żebyś dowiedział się pierwszy.

Alessandra przylgnęła do Christiana i spróbowała się roześmiać. Gdyby udało się wyglądać i brzmieć naturalnie, Rocco zaakceptowałby pewnie ich plan. Tak przynajmniej sobie wmawiała przez ostatnie dwa tygodnie.

– Chcę, żebyś mnie poprowadził do ołtarza.

Rocco zaśmiał się razem z nią, chociaż nie brzmiało to naturalnie.

– Wy się pobieracie?

– Tak.

– Moja siostrzyczka i najlepszy przyjaciel?

– Tak! Czy to nie cudowne?

– Można i tak to nazwać. Kiedy to wszystko się stało?

– Wpadliśmy na siebie, gdy byłeś w Nowym Yorku. – Uzgodnili z Christianem, że będą się starali mówić prawdę, na tyle, na ile się da. Nie chcieli okłamywać Rocca. – Christian przyjechał, żeby wyciągnąć cię na miasto, ale cię nie było. Poprosiłam, żeby zamiast ciebie wziął mnie. Później, na twoim ślubie, spędziliśmy razem więcej czasu i zrozumieliśmy, że nasze uczucia się zmieniają.

To też było prawdą. Jak ktoś, kogo dziecko nosiła w sobie, mógłby nadal być tylko przyjacielem jej brata?

– Kiedy planujecie ślub?

– Zdecydowaliśmy, że nie ma sensu czekać, więc postanowiliśmy, że za dwa tygodnie. Weźmiemy go w Atenach.

– Tak szybko?

Ręka Christiana musnęła jej plecy, gdy zrobił krok w stronę Rocca.

Przez chwilę nikt nic nie mówił.

Nagle zdała sobie sprawę, że atmosfera w pokoju nie jest taka ciepła, jak pierwotnie się wydawało. Ochłodziło się. Było wręcz lodowato.

Jej serce zamarło, gdy przenosiła wzrok z narzeczonego na brata. Mimo życzliwości, którą im okazywał, Rocco nie uwierzył w ani jedno słowo. Christian też to widział.

– Jesteś w ciąży? – zapytał Rocco, patrząc na nią badawczo.

Przełknęła ślinę, nieprzygotowana na tak bezpośrednie pytanie. W ochronnym geście położyła rękę na brzuchu.

Tym razem zwrócił się do Christiana. Wyraźnie słychać było groźbę w jego postawie.

– Zrobiłeś dziecko mojej siostrze?

Christian wyprostował się.

Alessandra miała wrażenie, że patrzy na dwa goryle stojące naprzeciw siebie. Obaj byli podobnej postury, mierząc powyżej metra osiemdziesięciu pięciu, i obaj utrzymywali tężyznę fizyczną.

– Tak. Alessandra jest w ciąży i zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Tak będzie dobrze dla naszego dziecka.

– Dobrze dla dziecka? – Rocco warknął, jego twarz płonęła z wściekłości. – A co z moją siostrą? Po co, do cholery, w ogóle się z nią zadawałeś?

– Nie mam zamiaru cię okłamywać – odpowiedział spokojnie, ale z odrobiną hardości słyszalnej w głosie. – Żadne z nas nie chciało, żeby tak się stało. Ale się stało. Alessandra jest w ciąży i będę ją wspierał w każdy możliwy sposób.

– Więc to była kolejna z twoich jednorazowych przygód? To chcesz mi powiedzieć?

Christian nie odpowiedział, choć nie spuścił wzroku i patrzył wprost na Rocca.

– Powiedziałeś, że żadne z was tego nie chciało, więc zadam to pytanie jeszcze raz: czy to miała być tylko jedna noc?

– Tak.

Jeśli Christian próbował powiedzieć coś jeszcze, to nie zdążył, gdyż pięść Rocca wystrzeliła z szybkością pocisku.

– Rocco, nie! – Krzyk Alessandry przyszedł za późno, by zapobiec uderzeniu. Trzask łamanej kości rozległ się w pomieszczeniu.

Christian padł jak rażony piorunem.

Alessandra natychmiast znalazła się tuż przy nim. Krew sączyła mu się z nosa.

– Dlaczego to zrobiłeś? – krzyknęła po włosku, nie patrząc na Rocca, zbyt zajęta sprawdzaniem czynności życiowych Christiana. Spojrzała na zastygłego w bezruchu brata.

– Nie stój tak, dzwoń po karetkę!

Pierś Rocca falowała, a jego twarz była o kilka odcieni bledsza.

– On nie potrzebuje karetki, już dochodzi do siebie.

Miał rację. Usta Christiana poruszyły się.

– Daj przynajmniej trochę lodu – warknęła, tłumiąc łzy.

Niepewna, czy dobrze robi, ostrożnie uniosła głowę Christiana i położyła sobie na kolanach. Starając się być tak delikatną, jak tylko mogła, przesunęła palcami po jego włosach, nie wiedząc, czy pociesza jego, czy siebie. Na taki rozwój wypadków, mimo wielu odgrywanych w głowie scenariuszy, nie była przygotowana.

– Ciągle tu jesteś? – fuknęła na brata. – On potrzebuje lodu.

– Potrzebuje kastracji – zaklął głośno. – Jesteś moją siostrą, a on jest playboyem.

– A ty jesteś hipokrytą! – przerwała. – Większość kobiet, z którymi spałeś, też miała rodzeństwo. On jest twoim najlepszym przyjacielem, a ty jesteś takim samym playboyem jak on.

– Już nie jestem, a ty jesteś moją siostrą.

– Nie. Byłam twoją siostrą. Po tym, co właśnie zrobiłeś, już nigdy nie nazwę cię bratem. Teraz przynieś mi lodu, a później wynoś się z mojego życia!

Mimo dzwonienia w uszach Christian słyszał przytłumioną rozmowę. Kłócili się.

Czy to Alessandra mówiła tak emocjonalnie?

Zaczął odzyskiwać świadomość. Zdał sobie sprawę, że Alessandra delikatnie masuje mu głowę i przeczesuje włosy. Jej zwykle spokojny głos wzniósł się na znacznie wyższą oktawę, niż kiedykolwiek słyszał.

Czyjeś kroki podążyły w kierunku wyjścia, po czym drzwi zatrzasnęły się z hukiem.

Cóż, poszło lepiej, niż się spodziewał.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?