Rejs w tropikach

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart
Rejs w tropikach

Tłumaczenie:

Małgorzata Dobrogojska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Rosa Baranski siedziała na kuchennym blacie, czekając, aż zaparzy się kawa, wpatrzona w znienawidzoną, popielatą terakotę. Pomimo ogrzewania podłogowego zawsze była paskudnie zimna.

Kiedyś mieszkała w domu podobnej wielkości, tyle że wtedy dzieliła go z czterdziestką innych dzieci i stale zmieniającą się grupą opiekunów. Panował tam nieustanny hałas i chaos, czego nienawidziła, dopóki nie odkryła, jak przerażająca może być cisza i jak skutecznie niszczy duszę samotność.

Wtedy jej sypialnia miała podobną wielkość jak teraz, ale musiała ją dzielić z czterema innymi dziewczętami.

Podczas tamtych mrocznych dni i nocy myśl o ucieczce nie opuszczała jej ani na chwilę. Dziś, w dwie dekady później, skonstatowała z bólem, że znów chętnie by uciekła, choć już z zupełnie innego powodu. Teraz jednak miała w sobie znacznie więcej siły.

Przede wszystkim musi pomówić z Nikiem. I choć perspektywa nie była przyjemna, wyjazd bez wyjaśnienia nie wchodził w grę. To nie byłoby fair.

Po raz setny odczytała wiadomość tekstową od brata, niezmiennie przykro zaskoczona jej oschłością. Otrzymała ją przed tygodniem, ale wciąż nie potrafiła pogodzić się z treścią. Najrozsądniej byłoby ją skasować, ale wtedy pękłoby ostatnie łączące ich ogniwo.

Wyjrzała przez okno. Na widok smukłego czarnego maserati, sunącego wolno podjazdem i znikającego za domem poczuła się niepewnie.

Nicolai.

Przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie. Było to podczas przesłuchania mającego wyłonić jego tymczasową asystentkę, zastępczynię na czas urlopu macierzyńskiego prawowitej właścicielki tej posady.

Siedziała w dużej poczekalni wraz z pięcioma innymi kandydatkami. Zauważyła, że opiekująca się nimi sekretarka wyraźnie bała się szefa. Inne kandydatki też musiały to zauważyć, bo siedziały w niemal nabożnym milczeniu.

Nawet jeżeli nie znały wcześniej reputacji Nicolaia Baranskiego, widok twarzy wychodzących dziewcząt zdradzał wszystko. Sprawiały wrażenie poszarzałych, a jedna z trudem powstrzymywała łzy.

Rosa była ostatnia w kolejce i bardzo się denerwowała.

W końcu przekroczyła próg luksusowo wyposażonego gabinetu i napotkała twarde spojrzenie. I od razu wyraźnie jej ulżyło.

Nicolai Baranski wyglądał jak zwykły śmiertelnik. Najzwyklejszy. Ulga była tak wielka, że Rosa zupełnie przestała się bać. Kiedy odezwał się po rosyjsku, zapraszając ją, by usiadła, odpowiedziała tak samo płynnie, nie myląc się ani razu.

Zaledwie drgnieniem brwi zdradził wrażenie, jakie na nim wywarła.

– Z pani CV wynika, że studiowała pani rosyjski na uniwersytecie, a po dyplomie przez rok pracowała pani w Sankt Petersburgu dla Danask Group – powiedział, zerkając w rozłożone na biurku papiery.

– Tak jest.

Podniósł głowę, a spojrzenie jasnozielonych oczu przewiercało ją na wylot.

– Ma pani doskonałe referencje. Najwyraźniej w Danask Group jest pani bardzo cenionym pracownikiem. Dlaczego chce pani odejść?

– Szukam nowego wyzwania. Już złożyłam wymówienie.

– Do ilu jeszcze firm złożyła pani dokumenty?

– Do żadnych. Tylko praca u pana satysfakcjonowałaby mnie w pełni.

– Zdaje pani sobie sprawę, że praca u nas wiąże się z częstymi podróżami?

– To jeden z powodów, dla których złożyłam aplikację.

Perspektywa wyrwania się z Londynu i zakończenia nierokującego związku wydawała się pociągająca. O tym oczywiście nie zamierzała wspominać. Doskonale potrafiła oddzielać pracę od życia prywatnego.

– Często będzie pani zmuszona wyjeżdżać za granicę bez wcześniejszego uprzedzenia.

– Codziennie będę na to przygotowana.

– I powinna pani wiedzieć, że nie jestem zainteresowany zatrudnianiem kogoś wciąż spoglądającego na zegarek.

– Znam pańskie wymagania, panie Baranski – odparła równie chłodnym tonem. – Płaci pan przyzwoicie za przyzwoitą pracę.

Przyjrzał jej się bacznie, a potem wyciągnął z szuflady plik dokumentów.

– Proszę to przetłumaczyć.

Dokumenty były po rosyjsku. Rosa przebiegła je wzrokiem i przystąpiła do tłumaczenia. Kiedy skończyła, Nico, z wyrazem zamyślenia na twarzy, odchylił się na oparcie fotela.

– Kiedy może pani zacząć?

I o to chodziło. Dostała tę pracę. Zaczęła jeszcze tego samego dnia.

Odetchnęła wolno i głęboko, ściągając koński ogon gumką tak mocno, jak tylko mogła. Jeżeli czegoś się tam nauczyła, to tego, że potencjalnie nieprzyjemne zadanie lepiej wykonać jak najszybciej. Nawet gdyby miało to oznaczać przekazanie mężowi nowin, na które mógł zareagować różnie.

Stuknięcie drzwi łączących mieszkanie z podziemnym garażem wyrwało ją z zamyślenia. Zeskoczyła z blatu i skrzywiła się, kiedy bose stopy dotknęły zimnej podłogi. Wepchnęła telefon do kieszeni i zabrała się za nalewanie kawy.

Zajrzy do niej, czy też od razu zniknie w swoim gabinecie, jak bywało najczęściej? Nasłuchiwała otwierania drzwi gabinetu, co rzeczywiście nastąpiło, a zaraz potem drzwi te zostały zamknięte. Odgłos kroków zbliżał się, aż w końcu Nico pojawił się w kuchennych drzwiach i nonszalancko oparł o framugę.

– Witaj, Rosa.

– Witaj, Nico – uśmiechnęła się blado.

Pomimo że była niedziela, a on spędził ponad pół dnia w podróży, wyglądał jak zwykle nienagannie w białej koszuli, oryginalnym srebrzysto-różowym krawacie i dopasowanych ciemnoszarych spodniach. W porównaniu z nim jej bladoniebieskie spodnie od dresu i biały T-shirt sprawiały wrażenie wyciągniętych psu z gardła.

– Jak podróż?

– Mogło być gorzej. Ale jeszcze nie wiem, czy na pewno chcę robić z nimi interesy.

Co oznaczało z pewnością, że nie będzie inwestował w urządzenia wydobywcze, nad czym zastanawiał się przez prawie cały poprzedni tydzień.

– Kawy?

Pokiwał głową i rozejrzał się po kuchni.

– A gdzie Gloria?

Rosa sięgnęła po kubek.

– Jej wnuczek ma ospę wietrzną. Dałam jej wolny weekend, żeby mogła pomóc córce w opiece.

– Dlaczego? – spytał, marszcząc brwi.

Rosa przewróciła oczami, nalała kawy i zabieliła ją mlekiem. Kilka kropel spadło na granitowy blat, więc z roztargnieniem starła je nadgarstkiem.

– Rozumiem, że martwi się o córkę.

– To już przecież dorosła kobieta.

– Ale nadal jest jej dzieckiem.

Ona sama od dawna nie doświadczyła uczuć macierzyńskich, bo matka porzuciła ją, kiedy miała pięć lat. Podała mężowi kubek.

– Jej nieobecność jest mi na rękę. Muszę z tobą porozmawiać.

I wolałaby to zrobić bez świadków.

– To może zaczekać. Mam coś dla ciebie. – Podał jej wyciągnięte z kieszeni pudełeczko, biorąc w zamian kubek z kawą. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Podziękowała, zaskoczona podarunkiem, spóźnionym zresztą o dwa dni.

– Bardzo proszę. – W jasnozielonych oczach zamigotały iskierki. – Przykro mi, że nie wróciłem na czas i nie mogłem cię nigdzie zabrać.

– Nic nie szkodzi. Interesy przede wszystkim. – Próbowała nie okazać urazy. W sumie przecież ich małżeństwo nie było niczym innym jak biznesową transakcją.

Skoro zgodziła się na coś, co można było opisać jako małżeństwo z rozsądku, powinna była wiedzieć, że w jakimś momencie zacznie ją to uwierać. Tymczasem akurat tego nie przewidziała.

Pomysł takiego związku wpadł im do głów w Kalifornii, gdzie spędzili ponad tydzień, finalizując zakup urządzeń górniczych. Kiedy umowa została podpisana, dla uczczenia sukcesu wybrali się całą grupą na kolację. W końcu zostali tylko we dwoje. Po dziesięciu dniach harówki Rosa rozpuściła włosy i, ku jej zaskoczeniu, Nico powitał ten pomysł komplementem. Kiedy zaproponował drinka w barze z widokiem na bezkresny ocean, zgodziła się chętnie. Po raz pierwszy znaleźli się sam na sam w okolicznościach pozasłużbowych.

Usiedli w zacisznym kącie i słuchali szumu fal. Zgodnie z zamówieniem kelner przyniósł butelkę wódki i dwa kieliszki. Nico nalał im po solidnej miarce i wzniósł toast.

– Za Rosę Carty – powiedział, kiwając z uznaniem głową.

– Za mnie?

– Za najlepszą asystentkę na całej zachodniej półkuli.

Niespodziewany komplement wprawił ją w zakłopotanie.

– Wykonuję tylko swoją pracę.

– I robisz to doskonale. Rodacy mi ciebie zazdroszczą.

Zanim zdołała odpowiedzieć, dostała wiadomość na telefon już po raz dziewiąty tego wieczoru.

– Kto cię tak ściga? – spytał z irytacją.

– Mój były – odparła, wystukując odpowiedź.

– Skoro były, to dlaczego w ogóle się z tobą kontaktuje?

– To sprawa osobista.

– Już nie jesteśmy w pracy. – Pochyli się nad blatem stołu. – Możesz mi powiedzieć.

Cóż, rzeczywiście nie byli już w pracy.

– Przed wyjazdem do Kalifornii zmieniłam zamki. To mu się nie podoba, ale byłam już bardzo zmęczona jego ciągłym znikaniem i wracaniem w zależności od kaprysu.

W oczach Nica pojawił się cień.

– Groził ci?

– Nie w sensie fizycznym. Jest przekonany, że jeżeli będzie naciskał, wrócę do niego. Ale nie zamierzam. Wcześniej czy później zrozumie.

– Kiedy się z nim rozstałaś?

– Przed dwoma miesiącami.

– Dziwne, że jeszcze nie zrozumiał.

Jakby na potwierdzenie jego słów dostała kolejną wiadomość.

Zanim zdążyła ją otworzyć, Nico przechylił się nad stołem i wyjął jej telefon z ręki.

 

– Odpowiadając, tylko go zachęcasz do dyskutowania – powiedział.

– Jeżeli nie odpowiem, będzie pisał i pisał.

Teraz z kolei odezwał się telefon Nica. Zerknął na ekran i zaraz przeniósł wzrok na Rosę.

– Jak długo z nim byłaś?

– Trzy lata.

Wskazał swój telefon.

– Umówiłem się z Sophie zaledwie dwa razy, a już jej się wydaje, że to stały związek – skrzywił się, wyraźnie zniesmaczony. – Uprzedzałem, że to koniec, ale… Zawsze to samo. Zawsze próbują przeciągać to w nieskończoność.

– Bo jesteś bardzo atrakcyjny. Ile masz lat? Trzydzieści pięć?

– Trzydzieści sześć.

Odczytała kolejną błagalną wiadomość.

– Właśnie – powiedziała. – Wydaje im się, że jesteś gotów założyć rodzinę.

– Cóż, na pewno nie z nimi. – Jednym haustem opróżnił swój kieliszek i wskazał na pełny Rosy. – Twoja kolej. I lepiej wyłącz telefon, zanim wrzucę go do oceanu.

– Spróbuj – odpowiedziała na wpół nieobecna, skoncentrowana na ekranie.

Próbowała już wszystkiego, by Stephen w końcu zrozumiał. Była miła, była okrutna, ale nic do niego nie docierało.

Zanim jednak zdążyła choćby dotknąć ekranu, Nico wyjął jej telefon z ręki i cisnął do oceanu, dokładnie tak, jak wcześniej zapowiedział. Aparat z pluśnięciem pogrążył się w czarnej wodzie.

Rozzłościła ją jego arogancja, bardziej może niż sam uczynek. Przez chwilę patrzyła na niego bez słowa. Nie okazał ani cienia skruchy. Siedział spokojnie, jak gdyby nigdy nic, zerkając na nią spod jednej uniesionej brwi, z wyrazem czystej nonszalancji. Nigdy by wtedy nie przypuszczała, że w niecałe dwanaście godzin później zostanie jego żoną.

Jednak zrobiła to i teraz musiała sobie poradzić z konsekwencjami.

Zabrała swój kubek z kawą i usiadła na wysokim stołku przy długim barze. Wzruszona prezentem, nie mogła oderwać wzroku od pięknego opakowania. Taka perfekcja z pewnością wymagała zaangażowania. Dopiero kiedy obróciła prezent w dłoniach, dostrzegła nalepkę, przytrzymującą wstążkę na pudełku. A więc Nico nie zrobił tego sam. Starała się nie okazać rozczarowania. Przecież to w niczym nie umniejszało wartości prezentu. Najważniejsze, że o niej pomyślał. Otworzyła paczuszkę i wyjęła flakonik drogich perfum.

Nico usiadł obok i spoglądał na nią wyczekująco. Na policzkach i szczęce widać już było cień ciemnego zarostu, co w połączeniu ze starannie przystrzyżoną bródką stanowiło prawdziwie dekadencką i niezaprzeczalnie bardzo męską kombinację. Zwykły nieład czarnych włosów był w tej chwili jeszcze wyraźniejszy i Rosa z trudem powstrzymała się przed ich przygładzeniem. W obliczu tego, co zamierzała zrobić, tak było lepiej.

– Piękny prezent – powiedziała. – Bardzo ci dziękuję.

Potem całkiem niepotrzebnie obróciła flakonik w dłoniach i dostrzegła naklejkę sklepu wolnocłowego. Gdyby nie wiedziała, jak bardzo będzie urażony, wybuchłaby śmiechem. Choć hojny, Nico po prostu nie umiał dawać prezentów. Nie kupił jej nawet bożonarodzeniowej kartki i był ogromnie zaskoczony, kiedy podarowała mu jedwabny krawat i spinki do mankietów.

Mogła się założyć, że żadna z jego kochanek nie została nigdy obdarowana biżuterią. On po prostu nie rozumował w ten sposób. Dlatego fakt, że w ogóle coś jej kupił, był głęboko wzruszający i na jej niezachwianej dotąd pewności pojawiła się rysa.

– No więc, co robiłaś w urodziny? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.

Jak gdyby nie wystawił jej do wiatru i jak gdyby nie spędziła tego wieczoru, czekając na niego.

Odkąd przestała dla niego pracować, zdarzyło się to już kilkakrotnie. Starała się bardzo traktować to filozoficznie; tłumaczył się częstymi podróżami i zmianą stref czasowych. Kiedy jeszcze pracowali razem, przynajmniej połowę czasu spędzali za granicą. Dopóki przed trzema miesiącami nie przestała pracować w Baranski Mining.

– Stephen zabrał mnie do „La Torina”.

– Stephen?

Niemal chciała, żeby zareagował złością, ale z jego twarzy czytała tylko zwykłą obojętność.

– Rozumiem, że to on przysłał ci kwiaty. – Wskazał okazały bukiet na stoliku.

– Tak. Prawda, że piękne? – Znów bezskutecznie czekała na jakąś reakcję.

– Z pewnością rozświetlają pokój – powiedział lekkim tonem, jak gdyby rozmawiali o nudnym dniu w biurze. – Spałaś z nim?

Nie zawahała się ani chwili, tylko rzuciła wyzywająco:

– Tak.

Pod uporczywym spojrzeniem zielonych oczu poczuła się niewyraźnie. Podświadomie szukała w nich czegoś – choćby błysku emocji, oznaki, że mu na niej zależy. Ale nie znalazła nic. Nigdy mu nie zależało. Uczucia nie wchodziły w zakres zawartej przez nich umowy.

W sumie ich małżeństwo było całkiem udane. Przynajmniej dopóki przed trzema miesiącami nie przestała pracować w jego firmie. Stanowili zgrany duet i dobrze się ze sobą czuli.

Do dziś wspominała wiele wspólnych chwil jako momenty sympatycznej bliskości i wzajemnego zrozumienia, co miało niemałe znaczenie. Tym bardziej bolała późniejsza obojętność.

– Uważam, że to dobre dla ciebie – powiedział. – Już czas, żebyś miała kochanka. Tylko nie rozumiem, dlaczego jest nim mężczyzna, od którego chciałaś uciec, poślubiając mnie.

Tak, ona też się nad tym zastanawiała. Gdyby Stephen zadzwonił dziesięć minut wcześniej, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Była właśnie po telefonie do Nica, który wyjaśnił jej szorstko, że nie zdąży wrócić na czas, by móc zabrać ją na umówioną kolację. A ona była już ubrana i gotowa do wyjścia.

W dodatku niepotrzebnie po raz setny odczytała wiadomość brata.

I wpadła w dołek psychiczny.

Akurat wtedy zadzwonił Stephen z życzeniami. Gdyby nie czuła się tak fatalnie, rozłączyłaby rozmowę. Zamiast tego zgodziła się na wspólne wyjście.

Desperacko potrzebowała towarzystwa. Zgodziłaby się spotkać z kimkolwiek.

– Nico, ja…

– Przerwijmy na chwilę – powiedział, wstając. – To był długi dzień. Pozwól, że przyrządzę drinki i usiądziemy wygodnie.

Tak, ona też miała ochotę na coś, co uspokoiłoby rozdygotane nerwy, tym bardziej że pomimo pozornej obojętności Nico robił wrażenie spiętego jak czający się do skoku dziki kot.

Poszła za nim do przestronnego salonu i skuliła się w rogu sofy, podczas gdy on nalał im obojgu po szklaneczce wódki.

Cóż, wódka towarzyszyła początkowi ich małżeństwa, teraz miała być świadkiem jego zakończenia. Rosa upiła długi łyk, zadowolona z pieczenia w gardle, i czekała, aż mąż usadowi się obok niej ze swoją porcją.

Po chwili słowa popłynęły potokiem.

– Nico, to nie ma sensu.

– Co takiego?

– Nasze małżeństwo. – Bezradnie wzruszyła ramionami. – Chcę się rozwieść.

ROZDZIAŁ DRUGI

Milczenie Nica działało jej na nerwy. Trwał pochylony, muskularne ramiona oparł na udach, piastując szklaneczkę w obu dłoniach.

– Chcesz wrócić do Stephena?

– Nie…

– Odeszłaś od niego, ponieważ cię tłamsił.

– Nie myślę o powrocie.

– Trudno mu się będzie z tym pogodzić. Byłaś bliska wystąpienia o nakaz sądowy przeciwko niemu, kiedy za mnie wyszłaś.

– Wiem.

Odetchnęła głęboko i przymknęła oczy. Nie było sensu tłumaczyć, jak bardzo zdesperowana się czuła w dniu swoich urodzin i jak przykre było uczucie, że nikomu na niej nie zależy.

– Przespanie się z nim było błędem, ale już go więcej nie popełnię.

Tak, to był poważny błąd, ale wynikło z niego coś pozytywnego. Uświadomiła sobie mianowicie, jak ogromną pomyłką było poślubienie Nica.

– Spotykasz się z kimś innym?

– Nie.

– To dlaczego chcesz odejść?

Gdyby tylko nie wpatrywał się w nią tak posępnie… Miała wrażenie, że czyta jej w myślach. Chciałaby móc mu się odwzajemnić…

– Bo mam dosyć. – Sięgnęła po ozdobną poduszkę i przytuliła ją do brzucha, szukając sposobu na uspokojenie kłębiących się w niej emocji. – Umawialiśmy się, że każde z nas będzie mogło odejść w dowolnym momencie. Chcę zacząć od nowa.

Nico nadal się nie poruszył i tylko nie odrywał wzroku od złotej obrączki na palcu żony. To on ją tam włożył.

– Wiem, jak się umawialiśmy, Rosa. Jednak nie rozumiem, dlaczego nagle odchodzisz, nie przedstawiając żadnego konkretnego powodu.

– Nie ma jednego konkretnego powodu. – Wsunęła za ucho luźny kosmyk ciemnych włosów. – Kiedy podęliśmy decyzję o małżeństwie, wydawało się to najlepszym rozwiązaniem dla obu stron. Taki miły, wygodny, otwarty związek. Żadnych emocji, żadnego zamieszania… – Jej chropawy głos zamarł. – Nie wiem dokładnie, czego oczekuję od małżeństwa, nie wiem nawet, czy chcę samego małżeństwa, Nicolai, ale czegoś takiego nie chcę na pewno.

Użycie pełnego imienia przekonało go, że mówiła poważnie. Wcześniej zawsze zwracała się do niego zdrobnieniem.

Ujął szklaneczkę w obie dłonie i pociągnął długi łyk. Rosa była jak wódka: czysta, przejrzysta i pikantna. Z pewnością nie da się zwodzić.

Obserwował ją bacznie, wpatrującą się w niego z tą niezwykłą otwartością, która od początku robiła na nim wrażenie.

Kiedy jego stała asystentka odeszła na urlop macierzyński, nie miał innego wyjścia, jak poszukać kogoś na jej miejsce za pośrednictwem agencji. Wśród jego pracowników nie było nikogo odpowiedniego.

Agencja przysłała sześć kandydatek. Wszystkie, jak go zapewniono, władały biegle rosyjskim. Po przesłuchaniu pięciu gotów był pozwać agencję do sądu. Pięć kandydatek okazało się kompletnie do niczego. Nie dość, że ich rosyjskiemu daleko było do biegłości, to powątpiewał, by potrafiły zorganizować choćby dziecinne przyjęcie. Jako ostatnia pojawiła się Rosa, wcielenie spokojnej efektywności. Jej rosyjski był bez zarzutu i bez wahania powierzyłby jej najpoważniejsze nawet zadania.

Przyjął ją natychmiast, a ona zaczęła z marszu, bez szkoleń i wskazówek. Zajęła miejsce swojej poprzedniczki z taką swobodą, jakby tam była od zawsze.

Nigdy z nim nie flirtowała, nie prowokowała strojem, nigdy nie przynosiła do pracy spraw prywatnych. Była pracownikiem doskonałym.

Instytucję małżeństwa zawsze podziwiał, ale czuł instynktownie, że to nie dla niego.

Pięć miesięcy później, kiedy w towarzystwie swojego dyrektora finansowego, a zarazem starego przyjaciela ze studiów przeglądał w biurze dane dotyczące wykupu kalifornijskiej kopalni, nagle drzwi otworzyły się gwałtownie i na progu stanęła Rosa. Od razu zrozumiał, że wydarzyło się coś ważnego. W przeciwnym razie nie ośmieliłaby się przerwać spotkania.

– Mamy drobny problem – powiedziała w swój zwykły, powściągliwy sposób. – Jest w tych danych pewna rozbieżność.

Położyła przed nim stosowny dokument z zaznaczonym na różowo fragmentem. Przeglądało go wcześniej przynajmniej dziesięć par oczu, łącznie z jego własnymi, ale tylko Rosa wychwyciła tę, drobną z pozoru, nieścisłość, która skutkowałby utratą ponad miliona funtów.

– Twoja asystentka jest fantastyczna. – Serge nie krył podziwu. – Czy odstąpisz mi ją, kiedy Madeleine wróci z macierzyńskiego?

Nico wzruszył ramionami. Już wtedy wiedział, że chce zatrzymać Rosę na dłużej. Przez cały czas zastanawiał się, jak to ułożyć, żeby Madeleine nie wytoczyła mu sprawy.

– Jest mężatką? – spytał Serge z błyskiem zrozumienia w oku. – To wymarzona kobieta dla ciebie.

Gdyby Serge nie był jego starym przyjacielem, Nico zdrowo by go obsztorcował.

– Nie ma nic gorszego niż małżeństwo – odparł sucho.

– Dopiero małżeństwo zrobiło ze mnie człowieka – skontrował Serge. – I wierz mi, Rosa to kobieta stworzona dla ciebie. Ma w sobie ten sam chłód co ty. Jeżeli myślisz o rynku bliskowschodnim, to tam małżeństwo bardzo pomaga w interesach. Rosa zaskarbiłaby ci ogromne wzglądy. Zresztą nie można być całe życie kawalerem.

W kilka dni później pojechał do Kalifornii z Rosą i całą armią pracowników. A w miarę upływu czasu słowa przyjaciela coraz mocniej dźwięczały mu w głowie. Ostatniego dnia był już prawie pewny, że były jak najsłuszniejsze.

Zaaranżował wszystko tak, by po uroczystej kolacji zostać z Rosą sam na sam. Siedzieli, sącząc wódkę w balsamicznym powietrzu. Zazwyczaj prywatność jego pracowników zupełnie go nie interesowała, tym razem jednak zapragnął sprawdzić, czy ich kompatybilność w pracy przełoży się na życie prywatne.

Ciągłe dzwonienie jej komórki ogromnie go rozpraszało. Może nawet bardziej irytował go fakt, że poświęcała czas na odpowiadanie, zamiast rozmawiać z nim. No i po co w ogóle marnowała czas dla kogoś innego? Dlatego wrzucił jej telefon do oceanu.

 

Popatrzyła na niego, a lewa powieka drgała jej lekko.

– To było niepotrzebne.

– Odpowiadając, dajesz mu fałszywą nadzieję – powiedział. – Jedyny sposób to zerwać wszelki kontakt. Odkupię ci telefon, a teraz dokończ swojego drinka.

Przez chwilę był przekonany, że rzuci w niego kieliszkiem. Ale tylko podniosła go do ust, osuszyła jednym haustem i z rozmachem odstawiła na stolik, a potem utkwiła w nim lekko rozbawione spojrzenie karmelowych oczu.

– Zadowolony?

Roześmiał się z ulgą. Nigdy nie sądził, że jego asystentka ma taką fantazję i poczucie humoru.

– Zatem nie zamierzasz wyjść za mąż?

– Za Stephena? – czknęła i z przepraszającym uśmieszkiem przyłożyła dłoń do ust. – Nigdy. Nawet za milion lat. Ale chętnie wyszłabym za kogoś zaraz, żeby już mieć go z głowy. – Potrząsnęła głową. – Sam pomysł mi się podoba, ale byłabym fatalną żoną. Jestem poślubiona mojej pracy i zdecydowanie wolę własne towarzystwo.

Nico kiwał głową ze zrozumieniem.

– A mnie podoba się pomysł posiadania żony, która potrafiłaby mi pomóc w interesach i prowadzić inteligentną rozmowę. – Starannie dobierał słowa. – Ale całe to gadanie o uczuciach przyprawia mnie o zimny dreszcz.

– Wyjaśnij mi to dokładniej – poprosiła.

Popatrzył na nią, dopiero teraz dostrzegając pewne rzeczy. Serge miał rację. Rosa byłaby odpowiednią żoną dla biznesmena. W mgnieniu oka postanowił, że musi być jego. Mogłaby być damską wersją jego samego. Oboje byli perfekcjonistami, oboje całkowicie poświęcali się pracy. Nico zdawał sobie sprawę, że małżeństwo poprawiłoby jego notowania w interesach, ale po Galinie, z którą łączył go jedyny dłuższy związek, a jednocześnie życiowa porażka, zrozumiał, że to nie takie proste.

– Moglibyśmy się pobrać – powiedział obojętnie i pilnie obserwował jej reakcję.

Rosa zakrztusiła się wódką.

– Pomyśl o tym – dodał leniwie. – Bylibyśmy świetną parą.

– Może i tak – odpowiedziała, kiedy już się wykaszlała. – Przynajmniej przestałyby wokół ciebie krążyć te wszystkie laleczki.

– I Stephen zrozumiałby w końcu, że to koniec. Jesteś bardzo inteligentna. Dobrze nam się razem pracuje. Dlaczego nie mielibyśmy mieć udanego małżeństwa?

– Brzmi jak bajka. – Rosa przewróciła oczami. – Ale jest kilka drobnych trudności.

– Jakich?

– Na przykład, nie podobamy się sobie.

Przez wrodzoną próżność nie zaprzeczył.

– Przynajmniej nie będzie nas kusiło, żeby pójść do łóżka i dać się porwać emocjom – powiedział nonszalancko.

Musiał jednak przyznać, że w jej świeżej, jasnej twarzy było coś pociągającego. Nawet jeśli kompletnie nie była w jego typie.

– Poza tym uważam, że nie należy mieszać biznesu z prywatnością.

– Zgoda, ale to jest propozycja biznesowa, więc nie będzie problemu.

Nagle dotarło do niej, że to nie żarty.

– Ty mówisz poważnie?

– Jak najbardziej. Przemyśl to. Pasujemy do siebie. I oboje chcemy małżeństwa…

– Byle nie z kimś, kto oczekiwałby od nas zaangażowania – dokończyła błyskotliwie.

– Trzeba to oblać. – Nalał hojnie im obojgu, stuknęli się kieliszkami i wypili.

Nico wyciągnął telefon i zaczął przeglądać internet.

– Możemy się pobrać tutaj, w Kalifornii, jeszcze dziś wieczorem – powiedział. – Wystarczy, że mamy paszporty.

– Doskonale. – Otworzyła teczkę i zaczęła w niej grzebać.

– Czego szukasz?

– Kartki i długopisu.

– Po co?

Spojrzała na niego z rozbawieniem.

– Skoro mamy się pobrać, trzeba spisać umowę. Ma być po angielsku czy po rosyjsku?

I tak to poszło. Pobrali się, wciąż lekko wstawieni, następnego przedpołudnia.

Nigdy nie miał najmniejszego powodu, by żałować tej spontanicznie podjętej decyzji, jedynej spontanicznej decyzji w swoim trzydziestosześcioletnim życiu.

A teraz, po jedenastu miesiącach, Rosa nagle zmieniła zdanie. Na domiar złego przespała się ze swoim byłym.

A jednak nie powinien się skarżyć, tylko przyjąć to, co mu powiedziała. Umówili się, że ich małżeństwo będzie otwarte. Zachowując dyskrecję, mogli sypiać, z kim chcieli. Czyż nie był nowoczesnym mężczyzną, czyż nie żyli w dwudziestym pierwszym wieku? Nie miał prawa do zazdrości o kobietę, która była jego żoną tylko na papierze. Niby dobrze o tym wszystkim wiedział, ale… jednak nie potrafił się pogodzić ze zdradą. Fakt, że przespała się z kimś innym, okazał się nadspodziewanie bolesny.

Przecież kupił jej prezent. Pierwszy raz w życiu podarował kobiecie coś osobistego. A ona poszła do łóżka z innym. Czy zrobiła to, żeby go ukarać za nieobecność w dniu jej urodzin? W przypadku innych kobiet nie miałby wątpliwości. Ale Rosa nie była podobna do innych kobiet. Przynajmniej tak mu się wydawało.

– Powinnaś była mi powiedzieć, że jesteś nieszczęśliwa.

Uśmiechnęła się blado.

– Nie byłam nieszczęśliwa. Raczej samotna.

– Uniknęłoby się problemu, gdybyś przyjęła propozycję pracy u mnie.

Bolesny temat. Przed tygodniem Madeline, dawna asystentka Nica, miała wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim. Ale postanowiła nie wracać. Nico z trudem skrył zachwyt, życzył jej wszystkiego najlepszego i natychmiast zaproponował stanowisko swojej żonie. Tymczasem ona odmówiła. Odrzuciła jego hojną propozycję i wszystkie kolejne zatrudnienia w Baranski Mining.

Nikt mu nigdy niczego nie odmówił.

– Kiedy pracowałam dla ciebie, czułam się jeszcze bardziej samotna.

Jak to możliwe? Spędzali przecież ze sobą niemal całe dnie.

Upił łyk wódki.

– Mam nadzieję, że twoja decyzja nie wpłynie na nasz wyjazd na Butterfly Island – powiedział, siląc się na obojętny ton.

Musiał być bardziej zmęczony, niż przypuszczał, bo nastrój pogarszał mu się z minuty na minutę.

Westchnęła i ściągnęła gumkę z końskiego ogona, a potem szybko związała włosy z powrotem. Wolał, kiedy nosiła ciemne loki rozpuszczone, tak jak przy okazji biznesowych wyjść. Rozpuszczone włosy łagodziły nieco kanciaste rysy, a wtedy karmelowe oczy wydawały się ogromne.

– Za dwa tygodnie – przypomniał jej sztywno. – Spodziewam się, że uszanujesz naszą umowę.

Asystentka, którą zatrudnił po odmowie Rosy, okazała się do niczego. Zwolnił ją, podobnie jak następną. W porównaniu z Rosą wszystkie były beznadziejne.

– Spodziewasz się? – spytał tym chropawym głosem, który uważał za tak bardzo kojący.

– Tak. Umowa to umowa. Podobnie jak nasze małżeństwo.

Wyjazd na wyspę był ściśle związany z podpisaniem kontraktu dotyczącego wydobycia minerałów z Oceanu Indyjskiego. Do tego bezwzględnie potrzebował biegłej w rosyjskim asystentki. Uprzedzono go, że znalezienie kogoś na miejscu graniczy z cudem, a wtedy Rosa zaproponowała swoją pomoc. Mógł mieć tylko nadzieję, że dotrzyma obietnicy. Zajmowała się obecnie tłumaczeniami dla innej rosyjskiej firmy w Londynie, a wyjazd miał się odbyć w ramach urlopu.

– Wiem. – Wzruszyła ramionami, nieświadomie eksponując duży biust.

Nico był zaskoczony własną reakcją. Ona wyznaje, że przespała się z innym mężczyzną i chce rozwodu, a on wciąż ma na nią ochotę?

Choć zupełnie nie w jego typie, Rosa była jednak bardzo atrakcyjną kobietą. W miarę upływu czasu dostrzegał to coraz wyraźniej. Między nimi nigdy do niczego nie doszło, choć gdyby na jej miejscu był ktokolwiek inny, nie wahałby się. Nie mógł się jednak oprzeć wrażeniu, że pójście z nią do łóżka nie byłoby dobrym pomysłem.

– Wolałabym, żebyś znalazł kogoś innego na moje miejsce.

Jej słowa wdarły się gwałtownie w jego rozmyślania.

– To niemożliwe. Za mało czasu.

Lekkie uniesienie brwi było wyrazem najwyższego powątpiewania.

– Bzdura. Zatrudniasz wielu tłumaczy obu narodowości.

Bardzo się starał mówić spokojnie.

– Nikt nie będzie równie dobry jak ty. Wiesz o tym doskonale. A poza tym, nawet gdybym kogoś znalazł i wyszkolił, to i tak chcę ciebie.

– Doprawdy?

Ton jej głosu kazał mu zamilknąć. Jakoś nie miał wrażenia, że mówi o pracy.

– Przykro mi, ale to konieczne. A dwa tygodnie to całkiem sporo czasu.

Nie miał najmniejszych szans znaleźć drugiej takiej Rosy.

– W internecie wyczytałam, że możemy to przeprowadzić sami.

– O czym ty mówisz?

– O naszym rozwodzie – odparła spokojnie. – Nie ma sensu zatrudniać prawników. Nie chcę od ciebie niczego, a jeżeli ty też…

– Nie zgadzam się na żaden rozwód. – Mocniej zacisnął palce wokół szklaneczki z wódką.

Powinna się była tego spodziewać. Jak mogła nie przewidzieć, że zachowa się właśnie tak?