Przyjęcie w BarcelonieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart
Przyjęcie w Barcelonie

Tłumaczenie:

Paulina Preis

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Widok górskich szczytów i hotelu u ich podnóży oświetlonych blaskiem księżyca był nieziemski. Każdego by zachwycił i zachęcił do pozostania na dłużej, ale dla Charley cienie rzucane przez góry wyglądały złowieszczo.

To nie był jednak czas na wymyślone zagrożenia. Charely była tutaj tylko z jednego powodu.

Biorąc uspokajający głęboki wdech, poczekała, aż szlaban się podniesie, po czym przejechała pod nim i stanęła na głównym parkingu. Żaden parkingowy nie podszedł, by błyskawicznie zabrać jej Fiata 500. Może dlatego, że wszystkie miejsca wypełnione były samochodami marki Ferrari, Lamborghini, Maserati i tym podobnymi.

Przywitała ją nastrojowa muzyka w rozciągającym się lobby, gdzie hotelowi goście rozsiadali się w swoich wytwornych strojach, popijając przed- i poobiednie drinki. Z nikim nie utrzymywała kontaktu wzrokowego, na tyłach hotelu zamierzała prześlizgnąć się do sali, gdzie odbywało się przyjęcie.

Nagle stanął przed nią mężczyzna, uniemożliwiając jej wejście do pomieszczenia.

– Pani zaproszenie, proszę – powiedział, wyciągając rękę w jej kierunku.

– Mój mąż przyjechał wcześniej – odpowiedziała niepewnie po hiszpańsku. Mieszkała w tym kraju przez ponad pięć lat, ale dopiero od kilku miesięcy czuła, że panuje nad językiem. Ciągle ma przy sobie rozmówki w torbie, tak na wszelki wypadek. – Zostawił wiadomość, że się spóźnię – skłamała.

Charley sięgnęła do srebrnego zapięcia swojej torebki, wyciągnęła paszport i podała go mężczyźnie.

– Raul Cazorla. – Uniosła telefon. – Czy mam do niego zadzwonić, by mógł potwierdzić, kim jestem?

Patrzyła na ochroniarza, który zastanawiał się, co zrobić. Bez wątpienia dostrzegł u ramienia jej męża ognistowłosą modelkę.

Charley zrobiło się niedobrze, gdy pomyślała o tej kobiecie… Dwa tygodnie temu na okładce jednego z hiszpańskich ekskluzywnych czasopism po raz pierwszy ukazało się zdjęcie szczęśliwej pary. Raul wyglądał, jakby wylizał miskę śmietany, co, jak przypuszczała Charely, nie było wcale zaskakujące. Jessica była z wyglądu idealna.

Z pewnością ta modelka nie była pierwszą jego kochanką, odkąd Charley odeszła, ale na pewno pierwszą, do której się publicznie przyznał.

To nie moja sprawa, z kim się spotyka, przypomniała sobie. Za kilka tygodni rozwód będzie sfinalizowany.

Wzięła głęboki wdech i zmrużyła oczy.

– Być może wolałby pan znaleźć go sam i potwierdzić, kim jestem?

Jej słowa poskutkowały, bo ochroniarz otworzył drzwi, by ją wpuścić. Kto chciałby szukać Raula Cazorlę, jednego z najbogatszych mężczyzn w Hiszpanii, w środku przyjęcia dla wyższych sfer, by go zapytać, czy kobieta, która nosi jego nazwisko, rzeczywiście jest jego żoną.

– Proszę się dobrze bawić na przyjęciu.

Sala przyjęć w Hotelu Garcia w Barcelonie była pełna blasku i srebra, przepychała się w niej grupa wspaniałych ludzi. W przeciwieństwie do spokojnego jazzu grającego w lobby, tutaj didżej puszczał kawałki muzyki popularnej, która dudniła pod jej już bolącymi stopami. Minęły prawie dwa lata od czasu, kiedy ostatnio miała na nogach szpilki.

Kelnerzy i kelnerki uzbrojeni w tace z szampanem i hors d’oeuvres wmieszali się dyskretnie w tłum, ale byli na tyle blisko, by Charley mogła pochwycić wysoki kieliszek z szampanem i wypić go jednym haustem.

Kiedy przebiegała przez salę, dostrzegła wiele ciekawskich oczu wpatrujących się w nią, jakby pytały: „czy to ta Charlotte…?”.

Wymknęła się na zewnątrz, gdzie przy stołach rozproszonych po całym ogrodzie rozbawieni goście rozmawiali, palili i całowali się…

Raula rozpoznało najpierw jej serce, przyspieszając bicie, kiedy zauważyła jego wysoką postać o muskularnej posturze. Stał odwrócony do niej plecami, z rękami w kieszeniach. Był pogrążony w rozmowie z mężczyzną, którego nie rozpoznawała. Obok nich przy stole siedziały dwie gawędzące kobiety. Rudowłosa długo zaciągała się papierosem.

Raul nienawidzi palenia – pomyślała nieśmiało.

Ledwie zrobiła krok, kiedy odwrócił głowę, jakby wyczuł na sobie jej wzrok. Pochylił się odrobinę w jej kierunku, ale szybko odwrócił się z powrotem i kontynuował konwersację.

Charley zebrała się na odwagę i zaczęła iść. Zrobiła tylko kilka kroków, kiedy Raul znowu odwrócił głowę. Tym razem wpatrywał się w nią otwarcie.

Był tak samo przystojny, jak zapamiętał jej udręczony umysł.

Ciemne krótko przycięte włosy, czarna muszka, idealnie skrojony garnitur.

Kiedy dotarła do stołu, wszystkie rozmowy ucichły. W szczególności czuła, że rudowłosa świdruje ją wzrokiem.

– Witaj, Raul – powiedziała cicho Charley. Złość, która popchnęła ją do tego, by wejść na tę imprezę bez zaproszenia, osłabła, mimo że ostatnio widziała go prawie dwa lata temu.

Jeśli jej pojawienie się zaskoczyło Raula, to dobrze sobie z tym poradził. Zawsze potrafił ukrywać swoje emocje. Tylko w sypialni…

– Charlotte – powiedział i pochylił się, by ją ucałować w oba policzki. – Cóż za nieoczekiwana przyjemność.

Takie słowa wypowiedziały jego usta, ale oczy mówiły coś zupełnie innego. Kiedy przemówił ponownie, wyczuła napięcie w jego głosie.

– Andres i panie, wybaczcie. – Po tym uprzejmym pożegnaniu wziął ją pod ramię, ściskając wystarczająco mocno, by mu nie uciekła, ale nie za mocno, by jej nie skrzywdzić.

Spojrzenia zebranych podążały za nimi, kiedy w ciszy szli do odległego miejsca w ogrodzie, do części, w której pomiędzy kwitnącymi kwiatami stały ławki dla kochanków. Z każdym krokiem Charley zmuszała umysł do koncentracji, by przypomnieć sobie słowa, które powtarzała cały dzień.

Bycie z nim tutaj było po tysiąckroć trudniejsze, niż to sobie wyobrażała.

Ostatnio widziała swojego męża dokładnie sześćset trzydzieści trzy dni temu. Krzyczeli wówczas na siebie; prawdziwa nienawiść i furia wylewały się niczym fajerwerki strzelające w wielkim wybuchu. Wyjechała tamtej nocy i nie widzieli się aż do dziś.

Sądziła, że przezwyciężyła ból i złość tamtego wieczoru, wszystko to, co doprowadziło do jej wyjazdu. Myślała, że to już jest za nią i może żyć dalej. Teraz czuła tę samą burzę emocji, która przerażała ją bardziej niż cokolwiek innego, czego doświadczyła po tamtej nocy.

Miała wrażenie, że Raul też próbował powstrzymać wściekłość, w subtelny sposób, tak że tylko ktoś, kto z nim sypiał długi czas, mógł to zauważyć. Ktoś taki jak jego żona.

Kiedy tylko znaleźli się poza zasięgiem wzroku zebranych gości, ukryci za wiśniowym drzewem, puścił jej rękę i popatrzył na nią gniewnie.

– Co ty tutaj robisz, Charlotte?

– Przyjechałam, żeby z tobą porozmawiać.

– To oczywiste. Pytanie brzmi, dlaczego wkradłaś się na przyjęcie, kiedy wyraziłem się jasno, że nie życzę sobie ciebie widzieć.

Nie powinna odczuć jego słów jak uderzenia w twarz. A jednak dotknęły ją tak samo mocno jak to, że nie odbierał od niej telefonów, i jak to, że odwołał spotkanie, do którego go zmusiła, niespełna godzinę po zapisaniu terminu w kalendarzu przez jego asystentkę. Charley słyszała zażenowanie w głosie Avy, kiedy oddzwaniała ze złymi wiadomościami.

– Potrzebuję twojej pomocy – odparła, patrząc bacznie w jego jasnoniebieskie oczy, które kiedyś tak uwielbiała. – Dostałeś mój list z raportem finansowym?

– Mówisz o tym żebraczym liście, który otrzymałem kilka dni temu?

Potarła oko i natychmiast tego pożałowała. Wieki zajęło jej zrobienie tego makijażu. Musiała odpowiednio wyglądać, nie tylko po to, by wejść na przyjęcie, ale także by przekonać Raula, żeby potraktował jej prośby poważnie. Wygląd dla jej męża był wszystkim. Niezależnie od tego, co się działo za zamkniętymi drzwiami, publiczny wizerunek musiał być idealny.

– Przeczytałeś go?

Raul rzucił okiem na dziewczęce pismo na kopercie i natychmiast wiedział, od kogo jest ten list. Jej pismo było niewyrobione, jakby Charley nadal miała dwanaście lat. Nagle przypomniał sobie, że jej pismo zawsze wprowadzało ją w zakłopotanie. Musiała być naprawdę zdesperowana, że kontaktowała się z nim w ten sposób.

Kiedy otrzymał ten list, zagotowało się w nim. Zmiął kopertę i rzucił nią o ścianę. Po dobrej godzinie rozprostował ją i zaczął czytać. Prawie doszedł do jednej trzeciej, zanim ponownie zmiął kartki. Raport finansowy wylądował w koszu.

– Przeczytałem wystarczająco, by wiedzieć, że bardziej uganiasz się za moimi pieniędzmi niż mną.

Przelał na jej konto dziesięć milionów euro niedługo po tym, jak wyjechała; chciał jej przypomnieć, z czego w życiu zrezygnowała. Czekał, że wróci i się ukorzy. Rok później, kiedy otrzymał dokumenty rozwodowe, nadal czekał, że wróci i go przeprosi.

Teraz miliony się wyczerpały i oto jest! Ubrana jak spod igły, próbuje wyciągnąć swoje chciwie łapy po więcej.

– Nie uganiam się za twoimi pieniędzmi. Przeczytałeś o Poco Rio, ośrodku opieki dziennej?

– Tak. ­- Do tego fragmentu dobrnął, zanim wyrazy zamazały mu się przed oczami.

Ośrodek opieki dziennej Poco Rio. Z powodu tych pięciu słów jego dłonie zacisnęły się na liście i zmięły go w kulkę po raz drugi. To odmowa jego żony, by mieli dziecko, zabiła ich małżeństwo.

Pompował niekończące się zasoby pieniędzy w jej biznesowe przedsięwzięcia, a ona teraz ma czelność prosić go o pieniądze, by sfinansował kolejny biznes, w dodatku związany z dziećmi, podczas gdy sama zwodziła go przez trzy lata obietnicą posiadania choć jednego dziecka.

 

Nigdy jej nie podejrzewał, że jest taką sadystką.

– Więc wiesz, jakie to ważne. Znalazłam idealny lokal, ale właściciel nie będzie czekał wiecznie. Albo sfinalizuję zakup w przyszłym miesiącu, albo on się wycofa. Raul, proszę, nie ma czasu na szukanie nowej nieruchomości. Zostały nam tylko cztery miesiące, zanim wyrzucą nas z obecnego domu i…

– Nic mnie to nie obchodzi. To twój problem.

– Ale bez ciebie nie zdobędę pozostałej części funduszy. Próbowałam wszystkiego…

– To postaraj się bardziej. Może tym razem doprowadzisz coś do końca, a nie porzucisz w połowie.

Straciła na chwilę rezon, słysząc gorzką prawdę.

– Tym razem się nie poddam. Nie mogę. Ale nikt nie jest przygotowany na inwestowanie.

– Więc albo musisz poprawić swój biznes plan, albo – zmienić swoje CV. Może powinnaś rozważyć zmianę prawdy na kłamstwo, mając nadzieję, że nikt nie będzie sobie zawracał głowy sprawdzaniem tego. – Wycofał się i skinął głową. – Poświęciłem ci wystarczająco dużo czasu… Moja dziewczyna będzie się czuła zaniedbana. Mam nadzieję, że wyjdziesz stąd sama.

Zbladła na wzmiankę o jego dziewczynie.

Czekał, by poczuć zadowolenie, ale nic takiego nie nastąpiło. Charley zostawiła go po tym, jak przez trzy lata obsypywał ją hojnie pieniędzmi, pomagał jej być lepszą, wspierał ją i dawał jej wszystko, na co zasługiwała, a ona odmówiła mu dziecka. Trzy lata zwodziła go i trzymała w niepewności, aż w końcu powiedziała prawdę: że nie chce mieć z nim dziecka.

Całe to małżeństwo było kłamstwem, które ograniczało się do kotła wzajemnych oskarżeń i nienawiści.

A teraz ona ma odwagę prosić go o pomoc.

Jednak patrząc na swoją prawie byłą żonę, na jej skórę tak czystą jak alabaster w blasku księżyca, Raul zaciskał dłonie w pięści i trzymał je blisko siebie, by jej nie dotknąć.

Kiedy spotkał ją po raz pierwszy, przejął właśnie sieć Hoteli Cazorla, rodzinnego biznesu prowadzonego przez jego ojca, dopóki nie dostał wylewu. Mimo tego że Raul posiadał własny przynoszący dochody i niezwiązany z rodziną biznes, przejął firmę ojca. Wylew uczynił ze starszego pana niepełnosprawnego mężczyznę. Choć nie mógł mówić, potrafił wyrazić swoją pogardę dla syna. Nigdy nie doceniał sukcesu, który Raul osiągnął.

Któregoś razu Raul pojechał na Majorkę, by skontrolować Hotel Cazorla, tak jak to robił z każdym po kolei w całej sieci. Ten hotel znacznie się różnił od pozostałych; przez lata przemieniano go raczej w rodzinny pensjonat niż luksusowy resort, z czego znane były inne hotele w sieci. Charley była tam zatrudniona jako artystka estradowa.

Po raz pierwszy zobaczył ją późnym wieczorem, kiedy wychodziła z kompleksu ubrana w szorty, błyszczący top i japonki, z długimi blond włosami. Śmiała się z czegoś, co powiedział jej znajomy, głębokim, gardłowym i niepohamowanym śmiechem, na dźwięk którego Raul uśmiechnął się. Ponownie zauważył ją kolejnego wieczoru. Stała na scenie, prowadziła teleturniej, w który angażowała widzów. Była zabawna i energiczna, a goście – zarówno młodzi, jak i starzy – jedli jej z ręki.

Odnalazł ją po występie. Resztę nocy zamierzała spędzić na imprezie razem z swoimi znajomymi. Długo jej nie przekonywał, żeby zmieniła plany i dołączyła do niego.

Wtedy wyglądała zupełnie inaczej niż teraz w drogiej czerwonej sukni z głębokim dekoltem i w dopasowanych czerwonych szpilkach. Kiedy tylko dostała dostęp do jego konta, jej styl radykalnie się zmienił. Szafa nagle stała się pełna ubrań od projektantów.

Dzisiejszego wieczoru jej długie, gęste włosy były ufarbowane na ciepły blond, nie miał jednak wątpliwości, że za kilka tygodni będą już innego koloru. Kolor włosów zmieniała częściej niż zawód.

– Tylko ty możesz mi pomóc. W końcu znalazłam bank gotowy zainwestować w to przedsięwzięcie, ale dadzą mi pieniądze, pod warunkiem, że to ty będziesz żyrantem.

– Co? – Zmełł przekleństwo, które cisnęło mu się na usta, i patrzył na nią, ignorując prośbę w jej oczach. – To nawet gorsze niż bezpośrednie proszenie mnie o pieniądze. Musisz być szalona, jeśli myślisz, że poręczę za jakikolwiek przedsięwzięcie, za które się zabierzesz. W trakcie naszego małżeństwa wyrzuciłem miliony euro na twoje nieudane pomysły. – Wtem wpadła mu do głowy pewna myśl. – A właściwie dlaczego menedżer banku miałby żądać, żebym był żyrantem? Jesteśmy w separacji od dwóch lat. Nasze małżeństwo, o czym ci przypominam, za twoją namową, dobiegnie końca za kilka tygodni.

­- Ja… – Spuściła wzrok.

– Co zrobiłaś? – Jego żona była impulsywna. Mogła zrobić wszystko.

– Powiedziałam mu, że wróciliśmy do siebie.

­- Co zrobiłaś?!

Popatrzyła mu w oczy z zażenowaniem.

­- Nie wiedziałam, co innego mogę zrobić.

– Ustalmy fakty: powiedziałaś menedżerowi banku, że wróciliśmy do siebie, żebyś mogła dostać dofinansowanie na swój najnowszy niedorzeczny projekt?

– Nie jest niedorzeczny – zaprotestowała gorąco. – Bez tych funduszy dzieci nie będą miały dokąd pójść.

– To nie jest mój problem – odparł ze złością. – Nie obchodzi mnie, jakich kłamstw naopowiadałaś. Nie chcę mieć z nimi i z tobą nic wspólnego. To twój bałagan i twoja odpowiedzialność, by to rozwiązać. Żegnaj!

Odwrócił się zaczął odchodzić. Nie uszedł jednak więcej niż kilka metrów, gdy zawołała:

– Nie jest jeszcze za późno, żebym cię pozwała o część twojego majątku, wiesz?

Zatrzymał się. A więc o to chodzi!

– Nasz rozwód jeszcze nie został sfinalizowany. Mogę zadzwonić do swojego prawnika w poniedziałek rano i powiedzieć mu, że zmieniłam zdanie i chcę dużej spłaty. Powiedział, że mogę.

Powoli obrócił się twarzą do niej, serce mu waliło, głowa płonęła. Ma czelność mu grozić? Od nikogo nie przyjmował pogróżek, zwłaszcza od kobiety, z którą dzielił łóżko przez trzy lata, i która – zanim go opuściła – wykorzystywała go, jak tylko mogła.

– Tak, możesz zadzwonić do swojego prawnika, i tak, sąd prawdopodobnie zmusi mnie, żebym dał ci trochę tego, o co prosisz. Zawsze byłem dla ciebie hojny. To był twój wybór, że nie prosiłaś o więcej, niż już dostałaś. – Zrobił się podejrzliwy, kiedy się dowiedział, że Charley nie chce nic więcej poza tymi dziesięcioma milionami euro. Być może, gdy zobaczyła tyle zer, założyła, że wystarczy jej pieniędzy już na zawsze. Był zaskoczony, że trwało to tak długo.

W jakiś sposób znalazł się znów przed nią, nie pamiętając nawet, jak poruszał nogami.

– Ale sprawa w sądzie będzie się ciągnęła miesiącami, jeśli nie latami, a wtedy będzie już za późno, by uratować twój najnowszy interes. – Pozwolił sobie na uśmiech. – W międzyczasie będziesz miała mnóstwo czasu, by pomyśleć o szaleństwie swoich ekstrawaganckich działań i konsekwencji kłamstw.

Tym razem odszedł, a ona nie zawołała go ponownie.

Wrócił na przyjęcie, ale widok jej twarzy nie przestawał go dręczyć.

Jessica spojrzała na niego chłodno, zaciągając się papierosem.

– O co chodziło?

Popatrzył na nią. Spotykali się prawie od miesiąca, to była jego pierwsza dziewczyna, odkąd odeszła Charley.

Jessica była wysoka, gibka, piękna i regularnie pojawiała się na pierwszych miejscach w rankingach najseksowniejszych kobiet. Była pewna siebie, chłodna, rozważna i wyglądała fantastycznie u jego boku.

Charley była kilka centymetrów niższa i znacznie bardziej zaokrąglona. Była ciepła, impulsywna i miała śmiech, który rozgrzewał mu serce. Pachniała świeżą wanilią.

Ciągle ją czuł.

– Więc? – Jessica zażądała odpowiedzi, gasząc papierosa w popielniczce.

Charley zawsze cudownie pachniała. Zapachu dymu nienawidził. Może dlatego niechętnie całował Jessicę.

Kątem oka dostrzegł coś czerwonego. Odwrócił głowę, by ujrzeć Charley spieszącą z powrotem do hotelu. Nawet z tej odległości widać było zniechęcenie w jej ruchach.

Zmusił się do uśmiechu i zignorował pytanie Jessiki.

– Jeszcze jeden drink i się zbieramy.

Nie dając jej szansy na odpowiedź, skierował się z powrotem do hotelu, gdzie odbywało się przyjęcie. Ruszył do baru, mijając kelnerów z szampanami; potrzebował czegoś mocniejszego. Przed oczami miał czerwień, ale Charley nigdzie nie było. Wyszła.

ROZDZIAŁ DRUGI

Charley zmusiła się do uśmiechu i grzecznego adiós. Gdy wyszła z biura menedżera banku, z trudem łapała powietrze. Ruszyła do lobby ogromnego budynku, w którym mieścił się bank i setki innych instytucji, po czym prosto skierowała się do toalety i zamknęła się w najbliższej kabinie.

Jestem skończona. Bez Raula jako żyranta, nie będzie żadnej pożyczki. Ostatnia iskierka nadziei umarła. Zaciskając dłoń na ustach, tłumiła szloch. Pomimo jej wszystkich wysiłków Poco Rio straci swój dom i zostanie zamknięte. Biedne dzieci. To, co ona czuła, było niczym w porównaniu z tym, co przeżyją one i ich rodziny. A tyle już w życiu wycierpieli.

Kiedy przypomniała sobie, jak Raul agresywnie odrzucił jej rozpaczliwą prośbę, kolejny szloch ścisnął jej gardło. Nie sądziła, że może być aż tak bezduszny, że nadal żywi złość, która na koniec podtrzymywała ich małżeństwo. Jego wściekłość byłaby dla niej przerażająca, gdyby nie to, że dorównywała jej własnym uczuciom.

Jakże wyraźnie pamiętała ten jego protekcjonalny ton, kiedy mówił o jej porażkach:

­- Cariño, kochanie, już czas, żebyś zaakceptowała, że nie jesteś stworzona do interesów. Próbowałaś, ale teraz czas, byśmy stworzyli rodzinę, o której kiedyś rozmawialiśmy.

Sprowadzać dziecko do tego małżeństwa?

Do tego momentu posiadanie dzieci było czymś, na co czekała – ale w przyszłości, kiedy już znajdzie niszę w swoim życiu.

Jej matka ciężko pracowała, by wyżywić rodzinę. Charley, gdy była nastolatką, nie doceniała jej wysiłków. Teraz wstydziła się tego i chciałaby to naprawić. Gdyby miała własne dziecko, chciałaby, żeby ją szanowało, żeby postrzegało ją jako kobietę sukcesu. Nie chciała żyć jedynie w cieniu bogatego męża.

Nie miała zamiaru od niego odchodzić, kiedy próbowała mu wyjaśnić, że to ciągle nie jest odpowiedni moment na dziecko. Wszystko jednak wymknęło się spod kontroli.

„Naciągaczka” i „porażka” – te dwa słowa pojawiały się najczęściej, gdy ją oskarżał, raniąc boleśnie. Tak bardzo się starała odnieść sukces w interesach, żeby ją docenił. Ale sięgała za wysoko, teraz to wiedziała. Desperacja zaburzyła jej realną ocenę. Uwikłała się zbyt mocno i nie potrafiła już z tego wybrnąć, a wtedy Raul kazał jej odejść.

Zanim skończyła się pakować, uspokoił się na tyle, by jej powiedzieć – bynajmniej nie poprosić – by została. Ale było już za późno. Raul pragnął ideału, a jej było do niego daleko. Wiedziała, że jej małżeństwo było już martwe.

Dlaczego więc czuła się zrozpaczona, kiedy o nim myślała? Dlaczego nie czuła jedynie przygnębienia, że odrzucił jej prośby, a głębokie cierpienie?

Kiedy Charely była już pewna, że może się powstrzymać przed płaczem wystarczająco długo, by wrócić do domu, wyszła z damskiej toalety, upewniając się, że na jej ustach gości uśmiech. To była jedna rzeczy, którą Raul, nauczyciel dobrych manier, jej wpajał: zawsze bądź uprzejma, niezależnie od okoliczności. Wizerunek był wszystkim dla rodziny Cazorla.

Bolała ją głowa. Cudowne walenckie słońce jeszcze spotęgowało ból, toteż zasłoniła oczy i wyszła na zewnątrz.

Jej samochód był zaparkowany za rogiem, ale zanim do niego doszła, zobaczyła wysoką postać z ramionami skrzyżowanymi na piersi, opierającą się o srebrnego lotusa nieprzepisowo zaparkowanego przed budynkiem.

– Raul?

Widząc go w pełnym świetle dnia, cudownego w ciemnoniebieskim garniturze i jasnoniebieskiej koszuli, przestraszyła się, że ta odrobina uczucia, która pozostała w jej sercu, zwali ją z nóg.

To nie był przypadek. Przez lata Raul podejmował na wystawnych kolacjach wszystkich głównych graczy hiszpańskich banków. Jego sieć kontaktów sięgała wszędzie. Prawdopodobnie wyniki jej spotkania znał wcześniej niż ona sama. Nagle stało się jasne, po co tutaj był.

Ruszyła w jego stronę.

­ – Jesteś tutaj, żeby triumfować, tak?

Rozłożył ręce, a potem je wyprostował. Wpatrywał się w nią bez wyrazu.

– Nie, cariño. – Nikły uśmiech pojawił się na jego zmysłowych ustach: -Jestem tutaj, by zaoferować ci ostatnią deskę ratunku.

Wpatrywała się w niego ostrożnie, próbując wyczytać coś z jego twarzy.

– Jaką masz propozycję? – zapytała, nie kryjąc nieufności.

 

– Taką, która uratuje twoje centrum.

Raul obserwował emocje przemykające po jej pięknej twarzy.

– Zamierzasz mi pomóc?

Pozwolił sobie na kolejny uśmiech, po czym otworzył drzwi lotusa od strony pasażera.

– Wsiadaj, przedyskutujemy sprawę.

– Powiedz, dokąd mam jechać, tam się spotkamy. Mam tu swój samochód.

Potrafi jeździć? To była dla niego nowość.

– Jeśli chcesz pomocy dla centrum, które tak dużo dla ciebie znaczy, proponuję, żebyś wsiadła. Kiedy odjadę, propozycja mojego wsparcia odjedzie razem ze mną. – Nie czekając na reakcję, obszedł samochód dookoła i usiadł po stronie kierowcy.

Kiedy zamknął drzwi i zapiął się pasami, Charley ocknęła się i wskoczyła do środka obok niego, z trzaskiem zamykając drzwi od strony pasażera.

Założył okulary przeciwsłoneczne, po czym odwrócił się do niej, ocenił jej czarny designerski kostium, który miała na sobie, i sposób, w jaki jej włosy swobodnie zwisały wokół ramion. Zaskoczyło go, że była bez makijażu, użyła jedynie tuszu do rzęs. Zwykle się malowała, by przykryć najdrobniejsze niedoskonałości urody; przynajmniej tak było, od kiedy otrzymała dostęp do jego konta bankowego. Kiedy spotkał ją po raz pierwszy, miała twarz młodzieńczą tak jak dzisiaj.

Popatrzyła na niego, a na jej twarzy zmieszanie walczyło z podejrzeniami.

Uśmiechając się lekko, wrzucił bieg i dołączył do pozostałych pojazdów na jezdni.

– Mówisz poważnie, że chcesz mi pomóc? – zapytała gardłowym tonem, który tak dobrze pamiętał.

– Po co innego bym tutaj przychodził?

W sobotę w nocy miał zamiar pozwolić, by się udusiła w bałaganie, którego narobiła.

Charley go zostawiła. Traktowała go jak głupka. Nie zasługiwała na nic.

Po przyjęciu odwiózł Jessicę i wrócił sam do domu. Nie mógł zasnąć, jego myśli płynęły do nocy, które spędzał z żoną. Pamiętał krągłości jej ciała, gładkość skóry, zapach… Po raz pierwszy od dwóch lat jego libido się obudziło.

Jedna krótka rozmowa z żoną, a jego ciało powróciło do życia.

Wielokrotnie przypominał sobie ich wymianę zdań w najdrobniejszych szczegółach. Nie mógł wymazać Charley z pamięci.

Kiedy wstało słońce, ciągle leżał, a jego myśli mknęły w stu różnych kierunkach. Nie przejmując się tym, że był niedzielny poranek i że prawdopodobnie wszyscy byli w łóżku, wykorzystał swoje kontakty, by się dowiedzieć więcej na temat stanu finansowego jej przedsięwzięć. Porozmawiał też z biznesmenem, któremu przedstawiła ofertę.

Dowiedział się, że Charley miała własne fundusze, by zapłacić połowę kosztów budynku. Bał się myśleć, na co przehulała resztę pieniędzy, które jej dał.

Wiedział, że żaden inwestor ani bank nie dofinansują jej działań, jeśli on ich nie podżyruje. Tylko do niego należało uratowanie jej projektu.

Cóż, począwszy od dzisiaj, cholernie dobrze mi za to zapłaci, pomyślał.

– Pożyczysz mi pieniądze? – spytała.

­- Lepiej! Zamierzam ci je dać.

– Mówisz poważnie?

Prawie się roześmiał.

– Tak.

– Przypuszczam, że ta propozycja ma jakiś haczyk?

– W życiu nie ma nic za darmo, cariño. – Czuł, że nie podobało jej się, gdy używał tego określania. Cóż, zanim zajdzie słońce, z powrotem będzie leżała w jego łóżku… Czy jej się to podoba, czy nie…

Jego celibat nie był świadomą decyzją. Po prostu nie mógłby być z inną kobietą, bo jego żona ciągle w nim żyła. Charley nie tylko weszła bez zaproszenia na przyjęcie, ale także bez zaproszenia z powrotem pod jego skórę. I znał sposób, by się od niej uwolnić raz na zawsze.

– Jaki jest twój haczyk?

– Porozmawiamy o tym w domu.

– Zabierasz mnie do Barcelony?

. A kiedy dotrzemy do domu, zjemy cywilizowany lunch i porozmawiamy o szczegółach umowy. Teraz możesz dać odpocząć myślom. Jeśli zgodzisz się na moje warunki, kupisz budynek.

Charely przygryzła dolną wargę i zwinęła dłonie w pięści.

– Czy możesz mi chociaż powiedzieć, dlaczego zmieniłeś zdanie?

– Przedyskutujemy wszystko, kiedy dotrzemy do domu.

Chciała zażądać odpowiedzi, ale zmusiła się, by pomyśleć rozsądnie. Teraz był dla niej uprzejmy, nie było już w jego zachowaniu niechęci, której nie starał się ukryć na przyjęciu. Wszystkim innym mogła się martwić później. Zrażaniem go do siebie niczego nie osiągnie.

Jeśli musi znosić jego towarzystwo, to dla dobra dzieci chętnie się na to zgodzi.

Oddychała powoli i zerkała na niego kątem oka. Serce zabiło jej mocniej, kiedy zobaczyła podwinięte rękawy i opalone lewe ramię spoczywające na krawędzi otwartego okna. W przeciwieństwie do większości bogatych ludzi Raul wolał prowadzić sam. Na jego pierwsze urodziny, które razem świętowali, wykupiła mu cały dzień na torze wyścigowym. Był zbyt dobrze wychowany, żeby jej powiedzieć, że już ścigał się na nim tuzin razy; był szczęśliwy, że kupiła coś, co rzeczywiście miało dla niego znaczenie.

Wtedy oboje byli szczęśliwi.

Mrugając, odsunęła wspomnienia i zapatrzyła się w drogę przed sobą.

Kilka minut później byli już na lotnisku, gdzie czekał na nich helikopter, gotowy zabrać ich z powrotem do Barcelony.

Charley z obawą przyglądała się domowi Raula.

– Kiedy się tutaj wprowadziłeś? – zapytała.

– Rok temu – padła lakoniczna odpowiedź.

W przeciwieństwie do starej wilii stojącej na prywatnej wyspie przy plaży nowa trzypiętrowa willa Raula, z kremową elewacją i wieżyczkami oraz dachami z terakoty, otoczona mocno strzeżonymi bramami i palmami, była usytuowana w ekskluzywnym sąsiedztwie alei Avenida Tibidabo.

Różnice były nie tylko w lokalizacji. Dom, który dzielili przy plaży, był nowoczesny. Tę willę zdobiły mozaikowe podłogi i wysokie łukowate sufity z freskami.

– Gdzie jest służba? – spytała. O tej porze dnia dom powinien się roić od krzątających się ludzi.

– Kazałem im wziąć sobie dzień wolny. – Oczy Raula błyszczały czymś, czego nie mogła zinterpretować. – Pomyślałem, że będzie dla nas lepiej, jeśli będziemy sami.

Potarła ramiona, jej niepokój rósł z każdą sekundą.

– Jakie są twoje warunki, o których chcesz ze mną porozmawiać? Jutro pracuję i chcę wrócić do Walencji, zanim zrobi się późno.

– Porozmawiamy przy jedzeniu.

Poszła za nim do jadalni z dużymi oknami, które wychodziły na ogrody. Słońce świeciło na wypielęgnowany trawnik, mnóstwo kwiatów i krzewów.

Długi stół z ciemnego drewna został nakryty dla dwóch osób, Raul odsunął dla niej krzesło.

– Przygotowano dla nas lunch. Czuj się jak u siebie w domu.

Domu? Ta myśl przyprawiła ją o mdłości. To nigdy nie będzie jej dom. Za kilka tygodni będą już oficjalnie po rozwodzie. Już prawie liczyła dni.

Siadła nieufnie i przebiegła placami po srebrnych sztućcach.

Za chwilę pozna prawdziwy powód, dla którego Raul ją tu przywiózł. Wątpiła, by miało to związek z pieniędzmi. Jej mąż czego dotknął, zamieniało się w złoto.

Mogłaby zażądać sporej części jego majątku, mocno przekraczając dziesięć milinów, które przelał jej na konto bez konsultacji z nią. Nie chciała wziąć nawet tego, nie tknęła tego miesiącami. To były pieniądze Raula, nie jej. Nie dołożyła się do ich pomnożenia, więc dlaczego miałaby się ich domagać. Poza tym wydała wystarczająco dużo pieniędzy w trakcie ich małżeństwa.

Raul wrócił do jadalni, niosąc półmisek przystawek: mięs delikatesowych, marynowanych warzyw, pieczonej papryki i suszonych na słońcu pomidorów, oliwek, sera i rustykalnych chlebków, czyli wszystkich jej ulubionych przysmaków. A to było dopiero pierwsze danie… Nalał kieliszek czerwonego wina i uniósł go, by wznieść toast. Potem zajął miejsce obok niej.

Charley nie mogła tego znieść już ani chwili dłużej.

– To wszystko wygląda pysznie, dziękuję, ale nie mogę nic jeść, dopóki się nie dowiem, jakie są twoje warunki.

On jednak nie spieszył się. Ugryzł kawałek chleba, a kiedy już przełknął, upił wina i dopiero odpowiedział:

– Jestem przygotowany na to, by dać ci pieniądze, których potrzebujesz: na kupno budynku i na wszystkie remonty, które musisz przeprowadzić, by przystosować go do odpowiednich celów. Do kiedy musisz zakończyć prace? – zapytał. – Za cztery miesiące, tak?

– Tak. Nowi właściciele zgodzili się dać nam sześć miesięcy na przeprowadzkę. – Obserwowała go ostrożnie. – Dwa z nich już minęły.