Podróż na Fidżi

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart

Podróż na Fidżi

Tłumaczenie: Agnieszka Wąsowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: A Passionate Reunion in Fiji

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Michelle Smart

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7412-8

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Livia Briatore ostrożnie weszła po metalowych schodach na pokład samolotu. Serce waliło jej jak oszalałe. Zapadał zmierzch, który doskonale komponował się z ciemnością, jaka ostatnio zapanowała w jej życiu.

Członkowie załogi powitali ją ciepło, ale w ich oczach dostrzegła niewypowiedziane pytanie. Livia zmusiła się do uśmiechu i był to pierwszy uśmiech od jakichś czterech miesięcy. Zacisnęła zęby, uniosła brodę i weszła do luksusowej kabiny, w której miała spędzić kolejne dwadzieścia sześć godzin swojego życia. Lecieli na Fidżi.

Od razu poczuła znajomy zapach samolotu, zmieszany z cytrusowym aromatem wody siedzącego w skórzanym fotelu mężczyzny. Miał przed sobą otwarty laptop i właśnie coś pisał.

Livia poczuła bolesny skurcz w okolicy żołądka. Kiedy po raz pierwszy weszła na pokład tego samolotu, odczuwała jedynie podniecenie i radosne oczekiwanie.

Wtedy startowali dokładnie z tego samego małego lotniska w Rzymie co teraz. Wówczas ten mężczyzna, który teraz pracował, nie mógł się doczekać startu, żeby wziąć ją do łóżka i kochać się z nią.

Po miesiącu byli już małżeństwem, a teraz z tego ognia, który ich wówczas trawił, pozostał jedynie popiół.

Odsunęła wspomnienia i zmusiła się do tego, żeby do niego podjeść. Postanowiła, że się nie podda i będzie robić dobrą minę do złej gry.

W kabinie były cztery luksusowe fotele, usytuowane naprzeciw siebie. Livia zajęła ten, który znajdował się po przekątnej do fotela jej męża. Mogła widzieć stąd zaledwie jego buty, które jak zwykle lśniły nienagannie.

Zapięła pas bezpieczeństwa zaciskając na nim dłonie. Poprzedniego dnia zrobiła sobie paznokcie, żeby Massimo nie zobaczył jej własnych, które były poobgryzane niemal do krwi. Nie chciała, żeby widział, że ma złamane serce.

Livia wiedziała, co zrobić, żeby wziąć się w garść. To była jedyna dobra rzecz, jakiej nauczyła się w dzieciństwie. Umiała o siebie zadbać i wiedziała, co trzeba robić, żeby przetrwać.

Podobnie jak teraz przetrwa te cztery dni. Cztery dni, po których nigdy więcej go nie zobaczy.

Rozległ się głos kapitana, informujący ich, że szykują się do startu. Massimo zamknął laptop i zapiął swój pas. Ani razu nie spojrzał w jej stronę, ale Livia była świadoma każdego jego ruchu. Widziała mięśnie poruszające się pod niebieską koszulą, której rękawy nonszalancko podwinął. Nie miał na sobie krawata. Zapewne zdjął go, jak tylko skończyła się konferencja w Londynie, której był gościem honorowym.

Livia dowiedziała się o tym z mejla, którego przysłała jej jego sekretarka, kiedy chciała się umówić na dzisiejszy lot.

Samolot zaczął nabierać rozpędu na pasie startowym i dopiero wtedy spoczęło na niej spojrzenie karmelowych oczu. Zaraz jednak przeniosło się na widok za niewielkim oknem. Jednak to krótkie spojrzenie wystarczyło, żeby Livii żołądek podszedł do gardła.

Znała twarz Massima na długo przedtem, zanim się poznali. Pracowała jako pielęgniarka zajmująca się jego dziadkiem i miała mnóstwo okazji, żeby podziwiać jego fotografie i wiszące w salonie rodzinne portrety.

Jego uśmiech sprawiał wrażenie, jakby był wymuszony. Miał piękną twarz. Podłużną, z wysokimi kośćmi policzkowymi i rzymskim nosem, mogącą równie dobrze być twarzą inżyniera, bankiera czy poety. To, że należała do jednego z najbogatszych ludzi na świecie, nie miało znaczenia. Przyciągnęłaby wzrok niezależnie od tego, do kogo by należała.

Po raz pierwszy zobaczyła go na żywo w kościele na ślubie jego siostry. Miała wtedy wrażenie, że ktoś wycisnął z jej płuc całe powietrze.

A kiedy po raz pierwszy zobaczyła, jak się uśmiecha, poczuła, jakby ktoś wlał do jej wnętrza płynne złoto. I to ona była tą, z powodu której się uśmiechnął. Nie pamięta nawet dokładnie, co powiedziała. Wiedziała tylko, że po kilkugodzinnej ceremonii poszła do hotelowego baru, żeby się czegoś napić. Nagle powietrze wokół niej stało się naelektryzowane. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że stanął obok. Powiedziała coś i on się uśmiechnął. Miała wrażenie, jakby znali się od zawsze.

A teraz nawet nie mógł na nią spojrzeć.

Nie miała pojęcia, jak przebrną przez ten weekend, udając przed dziadkiem, że wciąż są razem.

Massimo patrzył na znikające światła Rzymu, starając się zapanować nad chaotycznymi myślami, które kłębiły mu się w głowie.

Kiedy zgodził się wygłosić wykład na konferencji w Londynie, wydawało mu się sensowne, że potem zabierze Livię z Rzymu i polecą na Fidżi.

Sądził, że po czterech miesiącach separacji zobaczenie jej nie zrobi na nim żadnego wrażenia. Przez ten czas wcale za nią nie tęsknił. Fakt, że pracował jak szalony, poświęcając cały czas interesom. Znów mógł pracować tak, jak w czasach, zanim Livia pojawiła się w jego życiu, przewracając je do góry nogami.

W dniu, w którym się rozstali, kupił sobie łóżko i wstawił do biura. Sypiał w nim częściej niż w domu i wcale nie był z tego powodu nieszczęśliwy.

A teraz siedziała tuż obok niego, sprawiając, że jego uśpione do tej pory ciało zostało rozbudzone.

Co go podkusiło, żeby zabrać ją z Rzymu? Mogła czekać na niego w Los Angeles, gdzie i tak muszą zatankować paliwo. Wtedy mieliby do spędzenia razem znacznie mniej czasu niż teraz.

W drodze powrotnej polecą razem do Australii, a stamtąd wyczarteruje jej samolot do Włoch.

Oczywiście, mógł nie brać jej ze sobą na drugi koniec świata, ale zrobił to ze względu na swojego dziadka, Jimmy’ego Seibua. Obchodził dziewięćdziesiąte urodziny i był śmiertelnie chory. Dziadek przyleciał na wyspę wraz z całą rodziną i armią medyków trzy dni temu. Żył tylko po to, żeby przeżyć ten weekend w swoim kraju, który opuścił jako dwudziestodwulatek. Teraz miał dziewięćdziesiąt lat i marzył tylko o tym, by być tam z całą swoją rodziną. Dla niego Livia należała do rodziny i kochał ją jak wnuczkę. Żałował jedynie, że stracił tak wspaniałą pielęgniarkę, która z wielkim oddaniem zajmowała się nim podczas jego pierwszej batalii z rakiem.

I, cokolwiek o niej mówić, Massimo wiedział, że Livia kochała Jimmy’ego.

– Masz zamiar ignorować mnie przez resztę lotu? – spytała po włosku.

Cała Livia – bezpośrednia i bezceremonialna. Jeśli coś jej się nie podobało, nie omieszkała od razu o tym powiedzieć. Tak właśnie było z ich małżeństwem. Początkowo pełne pasji i namiętności, powoli stało się terenem działań wojennych. I ona się dziwiła, że spędzał tyle czasu w pracy? Ostatnie noce, które spędzali razem, leżeli odwróceni do siebie plecami. Livia zaczęła nawet zakładać do łóżka koszulę nocną.

W końcu odważył się na nią spojrzeć.

– Skróciłaś włosy – stwierdził po chwili.

Livia miała gęste, kasztanowe włosy, które kiedyś sięgały niemal połowy pleców. Teraz opadały miękkimi falami na ramiona. Zrobiła też miodowe pasemka, które nadawały im lekkości.

Livia może nie była pięknością w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale jemu się podobała. Uwielbiał jej śmiech i to on zwrócił jego uwagę w kościele, kiedy czekali na pojawienie się jego siostry. Potem wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję, żeby z nią porozmawiać. Okazało się, że ma błyskotliwy umysł i duże poczucie humoru. Był nią zauroczony. Odnalazł w niej cechy, o których nawet nie wiedział, że poszukuje u kobiety. A przynajmniej tak wtedy myślał.

– Nic innego nie jesteś w stanie powiedzieć?

Nie czekając na odpowiedź, rozpięła pas i wstała z fotela. Od razu zauważył, że schudła. Przeszła obok niego z zaciśniętymi ustami i zamknęła się w łazience.

Massimo nie spodziewał się, że pójdzie łatwo, ale rzeczywistość była znacznie gorsza, niż przypuszczał.

Livia usiadła na zamkniętej toalecie, objęła się ramionami, ze wszystkich sił starając się nie rozpłakać. Już wystarczająco dużo łez wylała z powodu tego mężczyzny.

 

Massimo nigdy jej nie kochał. Musiała zaakceptować ten fakt i nauczyć się z tym żyć.

Problem polegał na tym, że ona kochała go do szaleństwa.

A on złamał jej serce.

A najgorsze ze wszystkiego było to, że wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. Jej mąż, choć niezwykle inteligentny, zupełnie się gubił, kiedy chodziło o uczucia.

Zamknęła oczy i zrobiła trzy głębokie oddechy.

Nie było sensu zadręczać się tym od nowa.

Kochała go kiedyś z całego serca i, choć ta miłość należała już do przeszłości, wciąż nie był jej obojętny. Dlatego zgodziła się na tę wyprawę.

Doskonale pamiętała dzień, w którym pozwolił jej odejść. Nie zrobił nic, żeby ją zatrzymać. Przeciwnie, widziała po jego spojrzeniu, że odczuwa ulgę.

Trzy kolejne oddechy i wstała.

W końcu była Livią Briatore, córką Pietra Esposita. Jej ojciec należał do ludzi z najbliższego kręgu Don Fortunata. Został zamordowany w jednej z potyczek między gangami, gdy miała osiem lat. Wychowała się w Secondigliano, w środowisku, gdzie przemoc i narkotyki nie były rzadkością. Od małego nauczyła się nie okazywać strachu.

Uciekła do Rzymu, żeby skończyć tam szkołę pielęgniarską. To było dla niej jak nowe życie. Musiało minąć wiele lat, żeby oduczyła się spoglądać przez ramię, czy nikt za nią nie idzie. W końcu jednak zbudowała sobie nowe życie, z dala od krewnych i przeszłości. Lubiła je i traktowała jak przygodę. Nauczyła się śmiać, a przy Massimie nauczyła się także kochać.

Jednak coś z dawnej Livii w niej pozostało. I teraz na pewno bardzo jej się to przyda. I nie chodziło o to, że obawia się Massima. Obawiała się własnego głupiego serca.

Usiadła w swoim fotelu. Massimo oczywiście był pogrążony w pracy, ale kiedy usiadła, podniósł na nią wzrok.

– Poprosiłem o kawę dla nas. Masz ochotę coś zjeść?

– Nie, już jadłam – odparła, nie wspominając o tym, że było to zaledwie pół tosta. Jej żołądek nie był w stanie pomieścić nic więcej.

– Jak sobie radziłeś przez te miesiące? – spytała, chcąc jakoś podtrzymać rozmowę.

– Byłem zajęty – odparł, ponownie przenosząc wzrok na ekran komputera.

Ależ ona nie cierpiała tego słowa. Zawsze go używał, żeby wytłumaczyć swoją nieobecność.

– A teraz też jesteś zbyt zajęty, żeby przerwać na chwilę i ze mną porozmawiać?

– Muszę przesłać klientowi analizę.

Jeszcze dwa lata temu dokładnie wytłumaczyłby jej, co robi. Livię interesowało wszystko, co dotyczyło Massima. Jego inteligencja i geniusz w prowadzeniu interesów nie przestawały jej zachwycać. Nic dziwnego. W końcu miała do czynienia z człowiekiem, który stworzył grę komputerową, która podbiła świat. Zarobił na niej blisko dwieście milionów dolarów. Dzięki tym pieniądzom wyjechał do Stanów, gdzie założył firmę, Briatory Technologies, jednocześnie kończąc studia na dwóch kierunkach: fizyki stosowanej i materiałoznawstwa. Obecnie jego firma zatrudniała tysiące pracowników na całym świecie. BT zajmowało się rozwiązywaniem problemów związanych z eksploatacją i użyciem węgla. Obrał sobie za cel szukanie jak najbardziej przyjaznych dla środowiska rozwiązań, a przy okazji zrobił na tym fortunę. W zeszłym miesiącu jego nazwisko zostało umieszczone na liście pięćdziesięciu najbogatszych ludzi na świecie.

Massimo nigdy nie drwił sobie z jej braku wiedzy dotyczącej zagadnień, którymi się zajmował. Zawsze tłumaczył jej wszystko cierpliwie, bez cienia protekcjonalizmu. Jego twarz się rozjaśniała, kiedy Livia pojmowała, jak działa bateria litowa albo na czym polega sekwestracja dwutlenku węgla.

Zawsze poczytywała sobie za zaszczyt, że człowiek tak inteligentny, wykształcony, bogaty, a przy tym wyglądający jak młody bóg zainteresował się jej skromną osobą. Dlatego początkowo nie zwracała uwagi na jego emocjonalne deficyty.

Kiedy wypaliła się ta pierwsza, największa namiętność, Massimo wycofał się do swojego świata, w którym żył, zanim ją poznał.

Teraz mogła uważnie mu się przyjrzeć. Dostrzegła drobne zmiany w jego wyglądzie, których jeszcze niedawno nie było. Lekko przyprószone siwizną skronie, gęsta broda, którą wcześniej miał znacznie bardziej wypielęgnowaną, cienie pod oczami.

Cóż, miał trzydzieści sześć lat i mógł, jeśli chciał, przestać o siebie dbać.

Sięgnął po filiżankę z kawą i, nie odwracając wzroku od monitora, upił spory łyk. Jego palce wystukiwały coś na klawiaturze.

Livia poczuła nagle, że ma tego dosyć. Zerwała się na równe nogi, podeszła do niego energicznym krokiem i z głośnym trzaskiem zamknęła klapę laptopa.

ROZDZIAŁ DRUGI

Massimo zacisnął zęby i położył rękę na laptopie.

– Dlaczego to zrobiłaś?

– Lecimy już ponad godzinę, a zamieniłeś ze mną zaledwie z dziesięć słów.

– Dokładnie dwadzieścia sześć – poprawił ją.

– A teraz jesteś równie pedantyczny, co niegrzeczny. Jak mamy przekonać twojego dziadka i resztę rodziny, że jesteśmy razem, skoro nawet nie chcesz na mnie spojrzeć, nie mówiąc już o rozmowie?

– Nie jestem niegrzeczny. To dla mnie bardzo ważny moment. W poniedziałek mamy wprowadzić prototyp…

– Nie interesuje mnie to – przerwała mu. – Nie obchodzi mnie, nad czym obecnie pracujesz. Przyjechałam tu ze względu na twojego dziadka i byłoby bardzo miło, gdybyś okazał mi choć odrobinę szacunku.

– Przepraszam, jeśli tak to odebrałaś.

A czego innego się spodziewałaś? Nie powiedział tego, ale tak to zabrzmiało. To ona zawsze była aktywną stroną w ich małżeństwie, nie on.

Nawet nie wiedział, jak miałby rozpocząć rozmowę. Skoncentrowanie wzroku na ekranie komputera było jedynym sposobem zapanowania nad sprzecznymi emocjami, które nim targały. Livia zawsze wzbudzała w nim uczucia sięgające znacznie głębiej niż tylko w sferę przyjaźni czy pożądania. Rozpraszała go. Sprawiała, że nie potrafił skupić myśli.

– Nie chcę twoich przeprosin. One nic nie znaczą. Nigdy nic nie znaczyły.

Wielokrotnie w przeszłości mu to zarzucała, on jednak zawsze pozostawał wobec jej zarzutów obojętny. Jego zdaniem takie kłótnie były jedynie stratą czas i energii.

Teraz jednak nie miał dokąd odejść i musiał stawić jej czoło.

Głęboko nabrał w płuca powietrza i popatrzył na nią spokojnie.

– To, nad czym pracuję, jest bardzo ważne. Skończę, zanim wylądujemy w Los Angeles. Jeśli chcesz, możemy porozmawiać w drugiej części naszej podróży.

Roześmiała się z ironią i opadła na fotel naprzeciw niego.

– Świetnie. Naprawdę jesteś dla mnie niezwykle łaskawy. Miejmy tylko nadzieję, że będę wtedy chciała z tobą rozmawiać.

Skrzyżowała ramiona na piersi, w ten sposób unosząc lekko biust. Wiedział, że nie zrobiła tego celowo, ale to wystarczyło, żeby nie mógł się skupić na pracy.

Livia miała ciało, które nie mogło pozostawić obojętnym żadnego mężczyzny. Nawet gdy była ubrana jak teraz: w dżinsy i czarny golf, wyglądała bardzo kobieco. Pierwszy raz, kiedy się z nią kochał, miał wrażenie, że trafił do nieba. Miała wówczas dwadzieścia cztery lata i wciąż była dziewicą, co całkowicie go zaskoczyło. Sądził, że z jej wyglądem i pewnością siebie na pewno miała już tabun kochanków. Tymczasem to on był jej pierwszym mężczyzną, co oczywiście niezmiernie mu pochlebiło. Uznał, że Livia należy do niego.

Seks nigdy nie stanowił dla niego problemu. Miał powodzenie u kobiet, a kiedy sprzedał swoją grę i zarobił pierwsze pieniądze, po prostu nie mógł się od nich opędzić. Dla niego seks był rodzajem oderwania się od pracy, lekką rozrywką. Livia była pierwszą kobietą, z którą związał się na poważniej. I do której naprawdę coś poczuł. Pierwszy raz, kiedy ze sobą byli, nie mogli się od siebie oderwać. Nigdy dotąd nie pragnął żadnej kobiety tak, jak jej.

Niestety nie trwało to wiecznie. Ich małżeństwo zupełnie się rozsypało, a w noce, które spędzał w domu, spali zwróceni do siebie plecami. I nie był to jego wybór.

Czy Livia znalazła sobie kochanka? Ta myśl przyniosła mu niespodziewany ból. Zamknął oczy, czekając, aż minie.

W końcu nie była to jego sprawa. Nie mógł oczekiwać, że od czasu separacji zachowywała celibat. Gdyby nie dziadek, byliby już po rozwodzie.

– Kiedy ostatnio widziałeś dziadka? – spytała, wyrywając go z zamyślenia.

Livia z satysfakcją skonstatowała, że spojrzenie miodowych oczu spoczęło na jej twarzy.

– A dlaczego pytasz?

– Bo kiedy widziałam go dzień przed jego wyjazdem na Fidżi, narzekał, że rzadko się do niego odzywasz. Napisałam go Lindy mejl w tej sprawie.

Linda była jego asystentką, która zarządzała jego życiem zawodowym. Była jedyną osobą na świecie, która wiedziała, że ich małżeństwo jest fikcją. Jeśli chodzi o rodzinę, wszyscy sądzili, że wciąż są razem.

Kiedy się pobrali, Livia miała nadzieję, że Massimo częściej będzie widywał swoją rodzinę, ale tak się nie stało. Przez całe dwa lata trwania ich małżeństwa spędzili z rodziną zaledwie jedno Boże Narodzenie. Livia sama latała do Włoch, żeby spotkać się ze swoim młodszym bratem i rodziną Massima, którą uwielbiała.

Kiedy się rozstali, nie zaprzestała ich odwiedzać. Jedynie Madeline, siostra Massima, zorientowała się, że coś jest między nimi nie tak, ale ponieważ właśnie urodziła dziecko, nie miała zbyt wiele czasu na roztrząsanie tego tematu.

Nikt ani z rodziny Briatore, ani Esposito nie miał pojęcia, że wróciła do Włoch na dobre. Pytana o Massima odpowiadała nieodmiennie, że jest zajęty pracą, co nie było niezgodne z prawdę. Massimo zawsze był zapracowany. Zawsze. Kiedy zajmowała się jego dziadkiem przez dziewięć miesięcy, nie przyjechał do domu ani razu.

Kiedy została jego żoną, zrozumiała, że nie była to kwestia nadmiaru pracy. Massimo po prostu nie chciał bywać w domu i tyle.

Nie mogła już doczekać się dnia, w którym będą mogli powiedzieć oficjalnie, że się rozstali. Nie cierpiała kłamać, nawet jeśli było to kłamstwo w dobrej wierze.

– Linda wspominała mi o tym.

– I co? Zrobiłeś coś w tej kwestii?

– Zadzwoniłem do dziadka. Powiedział, że czuje się dobrze. – Ponownie skierował wzrok na ekran komputera.

– Ale tak nie jest.

Livia z bólem serca patrzyła, jak ten dzielny człowiek powoli przegrywa walkę z rakiem. Podróż na drugi koniec świata była dla niego bardzo ryzykowna, ale Jimmy za wszelką cenę chciał spędzić swoje dziewięćdziesiąte urodziny w otoczeniu całej rodziny, w miejscu, w którym się urodził, a którego nie odwiedzał, odkąd stamtąd wyjechał. Widział, że to ostatnia szansa.

– Wiem o tym.

– Czy w związku z tym zamierzasz poświęcić mu podczas tej wizyty więcej czasu?

Massimo uważał, że fortuna, jaką zdobył, jest wystarczającym prezentem. Kiedy się wzbogacił, kupił wszystkim w rodzinie domy i samochody. Opłacał też koszty leczenia Jimmy’ego i opieki nad nim. W końcu kupił rodzinną wyspę dziadka i wybudował na niej kompleks mieszkalny dla całej rodziny. Zapłacił też za podróż statkiem na wyspę.

Pomimo tego wszystkiego nie potrafił dostrzec najprostszej rzeczy: jego rodzina ceniła sobie jego szczodrość, ale znacznie bardziej zależało im wszystkim na jego obecności. Zdawał się też być zupełnie ślepy na fakt, że jego dziadkowi zostało coraz mniej życia.

– Tak.

– Wyłączysz laptop i telefon?

– Wiesz, że nie mogę tego zrobić.

– Wiem, że nie chcesz tego zrobić.

Massimo zacisnął zęby.

– Porozmawiamy o tym później.

Livia zaśmiała się.

– Oczywiście! U ciebie zawsze wszystko jest później, czyż nie?

– Podobnie jak u ciebie wszystko musi być od razu! Powiedziałem, że porozmawiamy, jak skończę pracę, ale ty mnie nie słuchasz. Jeśli nie możesz cierpliwie poczekać, idź do sypialni i daj swojej buzi odpocząć.

Livia pobladła. Nie zamierzała pozwolić mu mieć ostatnie słowo.

– Jeśli ktoś tu ma jakiś problem, to ty. Wszystko, co nie jest twoją pracą, nie ma dla ciebie znaczenia. Ostatni raz widziałeś mnie kilka miesięcy temu i nawet nie spytałeś, jak sobie radzę. Jeśli miałam jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tego, czy postąpiłam słusznie, zostawiając cię, to teraz już ich nie mam. Nigdy ci na mnie nie zależało. Tobie nigdy nie zależało na nikim!

Usiadła w fotelu z dumnie uniesioną głową. Jej przemowa zrobiła na nim wrażenie. Livia była silną osobą, ale przy tym bardzo wrażliwą. Nie umiała odpuścić, ale jednocześnie łatwo ją było zranić. Nigdy nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, żeby ją ułagodzić. W końcu przestał próbować.

Massimo westchnął. Nie spał od ponad dwudziestu godzin i czuł się zmęczony.

 

Zamówił kolejną kawę, mając nadzieję, że to pozwoli mu dokończyć pracę. Potem może uda mu się trochę przespać.

Cyfry na ekranie zamazywały mu się przed oczami, a powieki opadały. Był ociężały i senny. Jego myśli mimowolnie biegły do Livii i ich małżeństwu. Do dni, w których wierzył, że nic nie jest w stanie ich rozdzielić.

Livia próbowała skoncentrować się na filmie, który sobie włączyła, ale bezskutecznie. Nie zainteresowała jej ani komedia, ani znany thriller. Pomimo słuchawek, które miała na uszach, słyszała niecierpliwe stukanie palców Massima w klawiaturę i tylko o nim mogła myśleć.

Jak do tego wszystkiego doszło? Jak małżeństwo zawarte z takiej pasji mogło się zakończyć taką porażką?

Podeszła do niej stewardessa, żeby spytać, czy czegoś nie potrzebuje, więc zdjęła słuchawki z uszu.

– Poproszę o koc – powiedziała, uśmiechając się do dziewczyny.

Kiedy się nim okryła, skonstatowała, że w kabinie zapanowała cisza. Wychyliła się, żeby popatrzeć w stronę Massima.

Spał.

Jego laptop wciąż był otwarty, ale on spał, oddychając równo.

Nie zastanawiając się nad tym, co robi, wstała i cicho do niego podeszła.

W milczeniu przyglądała się twarzy człowieka, którego kiedyś tak bardzo kochała. Po rysach widać było, że pochodzi z Fidżi. Jego skóra miała oliwkowy odcień, a gęste lśniące włosy były czarne jak heban. Uwielbiała je. W przeszłości spędzali całe godziny na kanapie. Leżał z głową na jej kolanach i coś mówił, podczas gdy ona bawiła się jego włosami. To były chwile pełne spokoju i cichego szczęścia.

Delikatnie okryła go kocem, który przyniosła jej stewardessa. Chciała opuścić mu oparcie, ale bała się, że go obudzi. Sądząc po jego wyglądzie, dawno już nie miał okazji porządnie się wyspać, nie mówiąc o zjedzeniu normalnego posiłku.

Poczuła nagłą ochotę, by dotknąć jego policzka, przesunąć palcami po brodzie, przez włosy… Zatrzymała się w ostatniej chwili, zdając sobie sprawę z tego, co chciała zrobić.

Serce waliło jej jak oszalałe i przez chwilę nie mogła oddychać.

Po cichu wycofała się, nie chcąc być tak blisko niego.

Była przerażona tym, co jego bliskość robiła z jej ciałem.

Massimo otworzył oczy i rozejrzał się zdezorientowany wokół siebie. Jego laptop wciąż był otwarty, ale ekran przeszedł w stan uśpienia.

Czyżby zasnął?

Zerwał się z fotela i dopiero teraz zobaczył, że z kolan zsunął mu się na podłogę koc.

Skąd on się tu wziął?

Spojrzał na Livię. Miała na uszach słuchawki i oglądała coś w telewizorze. Była przykryta kocem po samą brodę.

– To ty mnie przykryłaś?

Słysząc, że coś do niej mówi, spojrzała na niego i zdjęła z uszu słuchawki.

– Mówiłeś coś?

Zanim zdążył odpowiedzieć, do kabiny weszła stewardessa.

– Za dwadzieścia minut będziemy lądować – oznajmiła, uśmiechając się miło.

– Jak długo spałem? – spytał Livię, gdy tylko zostali sami.

Wzruszyła ramionami.

Massimo zaklął pod nosem. Nie dokończył swojej analizy. Niech to szlag. Obiecał, że jeszcze dziś będzie gotowa, tymczasem po prostu sobie zasnął!

To Livia przykryła go kocem. Pytanie, czy zrobiła to ze zwykłej ludzkiej życzliwości, czy chodziło o coś innego.

Z trudem nad sobą panował. Targały nim sprzeczne uczucia, podczas gdy jego żona siedziała sobie w nonszalanckiej pozie, jakby nic ją to wszystko nie obchodziło.

On jednak ją znał i doskonale wiedział, że to tylko poza.

Dlaczego go przykryła?

Zamknął laptop i złożył stolik, cały czas unikając patrzenia na Livię.

Nie mógł się już doczekać, kiedy wylądują w Los Angeles.

Atmosfera, jaka zapanowała w kabinie, była nie do zniesienia. Chwycił laptop, szykując się do wyjścia, ale Livia najwyraźniej też chciała wysiąść, gdyż stała tuż obok niego z torebką pod pachą.

Ich oczy się spotkały na krótką chwilę, ale to wystarczyło, żeby dostrzegł w nich ból.

Nie wiedzieć czemu, sprawiło mu to ogromną przykrość. Miał wrażenie, że coś zakłuło go w piersiach.

Livia pospiesznie odwróciła wzrok.

– Przepraszam – mruknęła i przeszła obok niego.

Massimo przełknął gulę, jaka urosła mu w gardle, i wyszedł z samolotu tuż za nią.