Noc na zamku w Monte Cleure

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dobrze, że nie musiał obchodzić świąt. Miał swój dom, zresztą niejeden, i żadnego nie zamierzał dekorować. Galerie handlowe w tym okresie omijał, bo nie planował kupować prezentów. Nie miał dla kogo. Bliskich mógł odwiedzać jedynie na cmentarzu. Troje ludzi, którzy kiedyś byli dla niego całym światem, leżało w grobie. Od dwudziestu ośmiu lat. Powiadano, że czas leczy rany, ale za każdym razem, kiedy nadchodziło Boże Narodzenie, Nataniel czuł, że jego rana ciągle krwawi. Choć los zadał mu ją niemal trzy dekady temu, potrafiła boleć tak, że dziwił się, że od niej nie umarł.

Tego roku postanowił przeczekać irytujący okres, kiedy to egoiści wygłaszali peany o bezwarunkowej miłości, a ludzie, którzy się szczerze nie lubili, składali sobie nawzajem najserdeczniejsze życzenia, w Monte Cleure. Miał znakomity pretekst – tutaj właśnie powstawała jego najnowsza realizacja. Król jegomość zechciał zadbać o atrakcyjność jedynego miasteczka, które leżało w granicach rządzonego przez niego kraju, i zainwestował w budowę centrum komercyjno-rozrywkowego, z kompleksem hotelowym i bardzo nowoczesnym muzeum historii regionu. Projekt miał być sygnowany Giraud. Dlaczego? Kiedy szło o zlecenie tej rangi, Nataniel nie zadawał pytań, ale w tym wypadku nie mógł powstrzymać ciekawości. Wyjaśnieniem mogła być tylko moda. Pan na Monte Cleure nie chciał być gorszy niż książęta Luksemburga i Monako, więc nie miał innego wyjścia, jak tylko zatrudnić architekta, o którym mówiło się w najlepszym towarzystwie. Inaczej na pewno Nataniel nie dostałby tej propozycji, książę Dominik nie pozwoliłby na to. Animozja pomiędzy nimi dwoma była wciąż żywa, choć zatarg, który ją zrodził, miał miejsce wiele lat temu, w czasach studenckich.

Mimo to Nataniel nadzorował teraz powstawanie jednej z największych realizacji w swojej karierze, zlokalizowanej w samym sercu Monte Cleure, a Dominik zachowywał się, jakby o niczym nie wiedział. Udawał, że swojego dawnego wroga w ogóle nie zauważa, choć ten, wychodząc z założenia, że pańskie oko konia tuczy, sprowadził się na jakiś czas w Pireneje. Nataniel miał nadzieję, że zima na południu Europy okaże się krótka i bezśnieżna. Nie znosił śniegu. Od dwudziestu ośmiu lat robił co mógł, żeby unikać nawet jego widoku.

Rankiem pierwszego dnia świąt, w wiekowej, dwupiętrowej kamienicy, jednej z tych, które otaczały zabytkowy rynek miasteczka, nie było żadnego śladu po obchodach Wigilii Bożego Narodzenia. Oczywiście, jeśli nie liczyć pustej butelki whisky leżącej na podłodze obok kanapy, gdzie słynny architekt, przyodziany jedynie w bawełniane spodnie, spał twardym snem człowieka, który poprzedniego wieczora poważnie nadszarpnął swoje zdrowie, pijąc w sposób nieumiarkowany.

Świdrujący dźwięk dzwonka do drzwi wdarł się w błogą ciszę poranka, przeszył ostrym, bezlitosnym bólem głowę gospodarza domu. Ten z trudem uniósł powieki, które zdawały się ważyć tonę. Miał ochotę zakląć, ale zrezygnował. Usta miał tak wyschnięte, że wydobycie głosu na pewno nie byłoby przyjemnym doświadczeniem.

Dzwonek umilkł, tylko po to, by sekundę później rozdzwonić się znowu. Nataniel po omacku znalazł poduszkę i wcisnął pod nią głowę. Co go podkusiło, żeby na czas tych idiotycznych świąt dać wolne konsjerżce, która zazwyczaj znakomicie sprawdzała się w roli cerbera? Gdyby była na miejscu, w swoim mieszkanku zajmującym część parteru, przepędziłaby intruza na cztery wiatry. Niestety, już poprzedniego dnia gospodyni spakowała się w ekspresowym tempie i, wylewnie mu dziękując, udała się na święta do córki. Cóż, w myśl zasady rządzącej tym światem, Nataniel został ukarany za swój dobry uczynek.

Minuty mijały, a dzwonienie nie ustawało. Nataniel stracił nadzieję, że natręt, który zapewne po prostu pomylił drzwi, zrezygnuje i zostawi go w spokoju. Zwlókł się z kanapy, niemal po omacku sięgnął po sweter, wciągnął go przez głowę i, krzywiąc się okropnie, poszedł otworzyć. Słoneczny blask niemiłosiernie kłuł go w oczy.

– Słucham, o co chodzi? – warknął, stając w drzwiach. Widok przybyszy otrzeźwił go skuteczniej niż uderzenie zimnego powietrza.

To nie był żaden roztrzepany świąteczny gość, który zapomniał adresu. Przed wejściem prężyło się trzech postawnych mężczyzn o obliczach bez wyrazu, obleczonych w bardzo nietwarzowe czarne garnitury.

– Nataniel Giraud? – upewnił się najbardziej przysadzisty z całej trójki. – Jego królewska wysokość książę Dominik de Monte Cleure życzy sobie rozmawiać z panem.

Nataniel chciał powiedzieć przysadzistemu, jak głęboko ma życzenia wielmożnego księcia, ale w tym momencie jego spojrzenie padło na srebrzystą limuzynę, która, cicho powarkując, czaiła się za plecami trzech goryli.

Dominik pofatygował się do niego osobiście. W świąteczny poranek.

To nie było normalne.

Pierwsze, nieuświadomione ukłucie niepokoju sprawiło, że Nataniel w jednej chwili otrząsnął się z senności. Czego mógł chcieć od niego ten pretensjonalny bufon, Dominik?

– Ależ proszę bardzo – wykrzywił usta w zdawkowym uśmiechu. – Jeśli książę ma ochotę, niech wpada. A teraz przepraszam, ale muszę panów zostawić. Tak się składa, że nie piłem jeszcze dzisiaj kawy.

Ziewnął szeroko, zasłaniając usta teatralnym gestem, po czym, nie dając intruzom czasu na odpowiedź, obrócił się na pięcie i ruszył do kuchni. Marzył o porządnym kubku kawy. I miał cień nadziei, że jego bezczelne zachowanie sprawi, że Dominik zarządzi odwrót. Książę nie cierpiał, kiedy traktowano go jak zwykłego śmiertelnika.

Niestety, jego nadzieje okazały się płonne – nie minęło dwadzieścia sekund, a Dominik wtargnął do domu, tupiąc jak rozwścieczony nosorożec.

– Witaj, mój drogi. Czym mogę służyć? – Nataniel włączył ekspres, nonszalanckim gestem oparł się o kuchenny blat i wskazał nowoprzybyłemu jeden z foteli stojących przy niskim stoliku. – Przyszedłeś, żeby wznieść świąteczny toast w towarzystwie starego kumpla z liceum?

– Wnioskując z tego, jak wyglądasz, wypiłeś już dosyć. – Dominik był zbyt spięty, żeby siadać.

– Och, wybacz. – Nataniel starał się zignorować kolejne, mocniejsze tym razem, ukłucie niepokoju. – Gdybym wiedział, że wpadniesz, to bym się elegancko ogolił. Kto wie, może nawet wystąpiłbym pod krawatem?

– Nie przyszedłem tu na pogaduszki – wycedził Dominik, wbijając ręce w kieszenie.

– A więc chodzi o interesy? Plany są zatwierdzone, budowa postępuje zgodnie z harmonogramem. Co cię tak wytrąciło z równowagi w ten piękny poranek?

– Nie chodzi o interesy. – Dominik ruszył w stronę Nataniela, prężąc mięśnie ramion. Z lekko pochyloną głową wyglądał jak szarżujący byk i był to widok dość zabawny. Natanielowi jednak zupełnie nie było do śmiechu. Ta rozmowa nie mogła się dobrze skończyć.

– Chodzi o moją siostrę – wyrzucił z siebie książę.

Jego słowa zawisły w próżni.

Nataniel miał wrażenie, że czas drastycznie zwolnił tempo. Czuł wyraźnie, jak włosy jeżą się mu na karku, a zimny pot, kropla po kropli, występuje na czoło. Dominik o niczym przecież nie wiedział. Nikt nie wiedział. Szaloną, nieziemsko piękną i niewiarygodnie intensywną miłosną noc, tę, którą przeżyli niespełna cztery tygodnie temu, Nataniel i Catalina zachowali w ścisłej tajemnicy. On nie powiedział nikomu ani słowa, ona – mógł za to ręczyć – postąpiła dokładnie tak samo. Ploteczki nie były w jej stylu, zresztą w pałacu nie miała przyjaciółek. Młode krewniaczki, czyli damy dworu, które ją otaczały, były lojalne wobec króla, a za zadanie miały strzec cnoty księżniczki. Nie, wspomnienie tamtej nocy, gdy cnotę bezpowrotnie straciła, Catalina na pewno zachowała dla siebie.

Kiedy o brzasku otworzyła mu drzwi na boczną klatkę schodową i, rozejrzawszy się płochliwie dookoła, wypuściła go ze swojego apartamentu, nie tracili czasu na czułe pożegnania. Oboje doskonale wiedzieli, że rozstają się na zawsze. Owszem, będą się widywać przy oficjalnych okazjach. I będą się trzymać od siebie jak najdalej, jakby nie łączyło ich nic, nawet cień zainteresowania.

Nikt o niczym nie wiedział. I nie mógł się dowiedzieć.

– A więc chodzi o twoją siostrę? – Nataniel przekrzywił głowę, udając uprzejme zainteresowanie. – A o którą z nich?

– O którą?! – Dominik parsknął jak rozdrażniony buhaj. – Jak to, o którą? O Catalinę, oczywiście!

– Co z nią? – Nataniel myślał szybko. Od czasu wesela Heliosa nie widział Cataliny. Nie pojawiła się na żadnym z przedświątecznych koktajli i przyjęć. Mówiono, że jest niedysponowana…

– Miło, że pytasz – głos księcia drżał od tłumionej wściekłości. – Otóż przyszedłem cię poinformować, że Catalina jest w ciąży.

ROZDZIAŁ TRZECI

– W ciąży…?

Nataniel nie zdołał zachować pokerowej twarzy. Pełen złośliwej satysfakcji grymas, który wykrzywił usta księcia, odbijał niczym krzywe zwierciadło jego bezbrzeżne zaskoczenie nowiną.

Patrzył na apoplektycznie spurpurowiałego Dominika. Książę coś mówił, ale Nataniel go nie słyszał. Jego uszy wypełniał triumfalny chichot losu.

– Tak, ty chory sukinsynu. Przelecisz wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka, prawda? Tym razem się doigrałeś. Moja szanowna siostra, panna na wydaniu o nieposzlakowanej opinii, spodziewa się dziecka. Twojego dziecka.

Ekspres do kawy zabulgotał i Nataniel sięgnął po kubek. Rozpaczliwie potrzebował chwili, żeby zebrać myśli. Chichot losu wciąż rozbrzmiewał w jego czaszce… Nie, to nie był już chichot. To był ryk śmiechu, potężny i przerażający jak grzmot.

– Skąd mam wiedzieć, że to prawda? – rzucił, nakazując sobie spokój. – Napijesz się kawy?

Kiedy napełniał dwa kubki rozkosznie pachnącym napojem, Dominik do reszty stracił cierpliwość.

– Catalina sama się przyznała. – Ignorując zaoferowaną mu kawę, zaczął krążyć po kuchni, tam i z powrotem, jak dziki zwierz zamknięty w klatce. – Może i rzecz tak szybko nie wyszłaby na jaw, ale siostrzyczka naprawdę kiepsko się ostatnio czuła, więc dodała dwa do dwóch i posłała swoją kuzynkę, tę najmłodszą i najbardziej naiwną, po test ciążowy do apteki w sąsiednim mieście. Myślała, że nikt się nie dowie! Na szczęście są jeszcze w Monte Cleure kobiety, które rozumieją, gdzie jest ich miejsce. Kuzynka Marion nie straciła czujności i postąpiła tak, jak należało: kazała śledzić młodziutką Alianę. Catalina zrobiła test wczoraj rano, a Marion wyszperała to ustrojstwo w śmietniku i doniosła mi o wszystkim. Zaraz wezwano księżniczkę przed oblicze króla, a ta, widząc, że żadne łgarstwo jej nie uratuje, wszystko wyśpiewała. O, nie chciała powiedzieć, kto jest ojcem dziecka. Pewnie ze wstydu, że się zadała z taką szumowiną jak ty. Ale my w Monte Cleure wiemy, jak rozmawiać z kobietami. Wystarczyła łagodna perswazja, a wyznała, jak na spowiedzi, że jesteś ojcem jej dziecka.

 

Nataniel milczał. Jego dłonie zaciskały się coraz mocniej na kubku z kawą. Zaskoczenie powoli zamieniało się we wściekłość.

– Jeszcze jakieś wątpliwości? – kipiał Dominik. – Lekarz rodzinny, wezwany natychmiast, przeprowadził odpowiednie badania i wszystko się potwierdziło. Nie dość, że rozdziewiczyłeś moją siostrę, ty łajdaku. W dodatku ją wybrzuchaciłeś!

– Gdzie ona jest? – Nataniel nie ruszył się z miejsca, ale w jego głosie było coś, co sprawiło, że książę zatrzymał się w pół kroku. – Gdzie jest księżniczka Catalina? Muszę się z nią zobaczyć.

To było pierwsze, co mu przyszło do głowy. Musiał zobaczyć na własne oczy, że nic jej nie jest. Pojęcia nie miał, jak ta dumna, wrażliwa dziewczyna zniosła tę sytuację. Ta jedna noc, podczas której zdobyła się na odwagę, by posłuchać swojego pragnienia, ta noc, gdy pozwoliła sobie na szczerą i spontaniczną, cudowną namiętność, i tak bardzo szczodrze go obdarowała – swoją zachwycającą świeżością i gorącym temperamentem, który rozkwitł za sprawą jego dotyku niby czarodziejski kwiat – ta noc miała pozostać jej słodką tajemnicą. Natura jednak miała inne plany i ta noc przyniosła konsekwencje, które całkowicie uniemożliwiały utrzymanie tajemnicy. Za kilka miesięcy będzie je widać gołym okiem. Za miesięcy dziewięć te konsekwencje krzykiem obwieszczą swoje przyjście na świat…

I oto w chwili, która chyba dla żadnej kobiety nie może być łatwa, Catalina nie otrzymała żadnego wsparcia. Wręcz przeciwnie – postawiono ją pod pręgierzem. Śledzono, przesłuchiwano, poddano badaniu, które, jak się domyślał, musiało być nieznośnie upokarzające, zwłaszcza że jego rezultaty zostały natychmiast ogłoszone ojcu i bratu.

– Gdzie jest? – skrzywił się Dominik. – W pałacu, oczywiście, a gdzie ma być? Odesłano ją do jej kwater, ma zakaz wychodzenia. I nie bądź taki pewien, że ją zobaczysz, ty kanalio. To będzie zależało…

– Od czego? – Nataniel przeszedł do porządku dziennego nad inwektywami, jakimi obrzucił go Dominik. Może dlatego, że miał ochotę sam siebie zwyzywać od najgorszych. Och, jakiż był zadowolony, kiedy Catalina otworzyła dla niego drzwi swojej panieńskiej alkowy. Jak bardzo triumfował, gdy mu się oddała, z uroczystą powagą niewinności i z dziewczęcym, radosnym entuzjazmem. To miała być wyjątkowa, pamiętna noc. Bez zobowiązań, bez nieporozumień. Nataniel mógł być pewien, że dama, popadłszy w nastrój melancholijny, nie będzie dręczyć go esemesami lub, co gorzej, telefonami. Czysta przyjemność, zero konsekwencji, piękne wspomnienia.

Och, jak mógł być taki głupi?!

Pamiętał z bezlitosną dokładnością ten moment, kiedy, klęcząc, całował jej jasną, delikatną skórę, jak gdyby oddawał cześć każdemu milimetrowi tego prześlicznego, dziewczęcego ciała. Kiedy ją rozbierał, drżała lekko, więc uspokajał ją niespiesznymi pieszczotami, z początku pełnymi czułej słodyczy i coraz bardziej śmiałymi w miarę, jak znikało jej skrępowanie. Wreszcie rozpalił ją tak, że oplotła go ramionami i wbiła paznokcie w jego plecy, błagając niemo, by ją posiadł.

Nie użył kondomu. Nie wtedy, gdy miał wniknąć w nią po raz pierwszy, rozrywając cieniutki woal chroniący jej dziewictwo. Nie chciał, by cokolwiek dzieliło ich w tym momencie. Nie mógł pozwolić sobie na to, by zadać jej ból choć trochę większy, niż zadać musiał. Gdy należała już do niego, gdy jej ciaśniutkie wnętrze oswoiło się z jego gorącą, nabrzmiałą obecnością, gdy ją pokochało, tak że zapragnęła więcej i sugestywnie poruszyła biodrami, wycofał się i sięgnął po prezerwatywę. Nawet mu do głowy nie przyszło, że na zabezpieczenie może być już za późno. Okazał się nieodpowiedzialnym kretynem. A że nie było sprawiedliwości na tym świecie, po tej brzemiennej w skutki nocy on mógł nadal żyć beztrosko i leżeć na kanapie, popijając whiskacza, a ona pewnie trzęsła się ze strachu, najpierw czekając na okres, który się spóźniał, a potem wpatrując się w dwie kreski na teście ciążowym.

Może i był draniem, ale nie zamierzał pozwolić, by Catalina nadal samotnie przechodziła przez piekło, jakie zgotowali jej tatuś i brat.

– Co mam zrobić, żeby uzyskać widzenie z księżniczką? – wycedził Nataniel.

– To, co trzeba, żeby zatuszować skandal. Pojawisz się w pałacu i poprosisz o jej rękę. Nie musisz przygotowywać przemówienia, to będzie tylko smutna formalność. Ożenisz się z nią, bachor urodzi się z prawego łoża. Owszem, ludzie będą gadać o mezaliansie, ale przynajmniej nikt nie powie, że księżniczka de Monte Cleure puściła się i urodziła bękarta.

– Jeśli to miał być żart, to pozwól sobie powiedzieć, że mnie nie rozśmieszył – prychnął Nataniel.

Do licha, był dwudziesty pierwszy wiek! Minęły już czasy, gdy z powodu wpadki trzeba było w wielkim pośpiechu aranżować małżeństwo.

– Mówię zupełnie poważnie – w głosie Dominika pobrzmiewała mściwa satysfakcja. – Poślubisz Catalinę. Narzeczeństwo będzie bardzo krótkie, ale to nie powinno nikogo zdziwić. Ludzie pomyślą, że księżniczka chciała po prostu jak najszybciej zapomnieć o wstydzie, jakim się okryła, gdy się okazało, że Helios jej nie chce.

– Skąd pewność, że się na to zgodzę? – Nataniel czuł, jak narasta w nim zimna furia. Nie miał zamiaru pozwolić, by traktowano go jak pionka, którego można dowolnie przesuwać po szachownicy.

– Zgodzisz się – zapewnił go Dominik. – Zgodzisz się bardzo chętnie. Bo widzisz, w przeciwnym wypadku bardzo, ale to bardzo zasmucisz króla. A ten, kto zasmuca króla, otrzymuje w naszym pięknym kraju status persona non grata. Taka persona, sam rozumiesz, zostaje w trybie pilnym wydalona za granicę, z zakazem ponownego jej przekroczenia. Oczywiście, nie może też podejmować żadnej działalności zawodowej ani gospodarczej na terenie Monte Cleure.

– Cóż za brawurowa próba szantażu, gratuluję. Jeśli chcesz się zemścić za to, że w liceum przespałem się z twoją dziewczyną, to musisz wiedzieć, że Jenna rzuciła mi się w ramiona z subtelnością kuli armatniej. Po latach pewnie nie zrobi to różnicy, ale zdradzę ci wielką tajemnicę: nie byłem jedyny.

– Nie ma czego gratulować. – Dominik nie skomentował rewelacji dotyczących przeszłości. – Nie próbuję cię szantażować, po prostu przedstawiam fakty. Status persona non grata oznacza, że wyjedziesz z Monte Cleure, bez możliwości powrotu, a co za tym idzie, nie będziesz mógł nadzorować budowy tego gmaszyska, przy którym uparł się mój ojciec. Honorarium za projekt już dostałeś, sprawa będzie zamknięta. Pieczę nad realizacją przejmie inny architekt i, oczywiście, będzie mógł wprowadzić do projektu wykonawczego wszelkie zmiany, jakie tylko uzna za stosowne. Na przykład, zamiast kamiennej elewacji postawi szklaną ścianę kurtynową, a całość ozdobi kolumnami jońskimi…

Nataniel zmełł w ustach przekleństwo. Wiedział, że Dominik nie blefuje; architektów zdolnych do wykoncypowania podobnych okropieństw znał aż nadto.

– Nie denerwuj się tak – rzucił Dominik z udawaną troską. – Nie będziesz musiał tkwić w stadle z moją siostrą, dopóki śmierć was nie rozłączy. Rok wystarczy w zupełności. A potem szybki rozwód, umotywowany tym, że księżniczka odzyskała zdrowy rozsądek i nie zamierza ani chwili dłużej spędzić z człowiekiem, który nie jest wart jej splunięcia. Dziecko, oczywiście, będzie problemem, ale…

– Dziecko nie będzie problemem – uciął Nataniel lodowato. – Będzie dzieckiem.

A on… będzie ojcem. Do licha, już nim jest! Aż stracił oddech, kiedy ta prawda dotarła do niego, potężna jak fala uderzeniowa po jakimś bezgłośnym, ukrytym wybuchu, ścierając na proch wszystko, co dotąd uważał za pewnik, unicestwiając świat, w jakim dotąd żył. Catalina nosiła w sobie maleńką istotę, którą stworzyli w chwili niepoczytalności. Istota ta, w schronieniu matczynego łona, robiła dokładnie to, co powinna – rosła i rozwijała się. Nataniel nagle zrozumiał, z całkowitą pewnością, że on także zrobi to, co powinien. Będzie strzegł ze wszystkich sił bezpieczeństwa swojego dziecka i zrobi co w jego mocy, żeby zapewnić jego matce spokój i komfort. Czyż nie to właśnie było rolą ojca? Wiedział, że Catalina podejmie się roli matki mimo zaskoczenia sytuacją, mimo szykan, jakim ją poddawano, i bez względu na konsekwencje, które będzie musiała ponieść. Zawsze sprawiała na nim wrażenie osoby o wielkim harcie ducha i nie przypuszczał, by była jedną z tych kobiet, które w podobnych okolicznościach postanowiłyby, że „pozbędą się problemu”. Najwyraźniej miał rację; gdyby Catalina dopuszczała możliwość przerwania ciąży, Dominik na pewno nie pojawiłby się tu dzisiaj, składając mu propozycję nie do odrzucenia.

Kubek z gorącą kawą zaczął parzyć Natanielowi palce; popatrzył nań zaskoczony, jakby nie pamiętał, skąd się wziął w jego rękach, a potem bez namysłu uniósł go do ust. Kawa była mocna i diabelnie gorzka; pociągnął długi, krzepiący łyk i poczuł, że jest w stanie zmierzyć się z rzeczywistością. Kiedy podniósł wzrok na swojego rozmówcę, spojrzenie miał zimne i pełne determinacji.

– Zgoda. Ożenię się z twoją siostrą, będę robił za figuranta, żeby ocalić jej reputację. Ale pod jednym warunkiem. Dla mojego dziecka nie będę figurantem. Będę ojcem. Z pełnymi prawami rodzicielskimi.

– Fiu, fiu, od tej strony cię nie znałem – Dominik zaśmiał się nieprzyjemnie. – Cóż, masz ochotę zabawić się w tatusia, proszę bardzo. Ale najpierw musisz być grzeczny. Bo widzisz, możemy cię wyrzucić z Monte Cleure z tak zwanym wilczym biletem. I równocześnie możemy zakazać Catalinie wyjazdu za granicę. Nasz piękny kraj nie należy do Unii Europejskiej, więc wystarczy, że skonfiskujemy jej paszport, a happy endu, niestety, nie będzie. Już nigdy więcej nie zobaczysz ani księżniczki, ani dzieciaka.

– Po co się ograniczać? Lepiej pójdźcie na całość i zamknijcie ją w wieży. – Nataniel odsłonił zęby w parodii uśmiechu. – To w waszym stylu, czyż nie?

– Daruj sobie. Nic nie wiesz o nas i o naszym życiu.

– Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Od razu postawmy sprawę jasno – po ślubie Catalina wyprowadzi się z pałacu. Bo ja nie mam zamiaru przebywać tam ani chwili dłużej, niż to będzie konieczne.

– A czy ktoś cię zaprasza, żebyś zamieszkał w pałacu? – prychnął Dominik. – Za wysokie progi na twoje nogi! Ale w jednej rzeczy się zgadzamy. Catalina wyprowadzi się, z tobą albo bez ciebie. Puściła się i teraz chodzi z twoim bachorem w brzuchu. Nie zamierzamy tolerować jej obecności dłużej niż to konieczne.

Nataniel milczał. Nie znalazł słów, by skomentować to, co usłyszał. Zresztą, nie bardzo ich szukał. Raczej robił wszystko, by powstrzymać przemożną chęć sprania księcia po pysku. Kiedy słuchał, co tamten mówi o Catalinie, dłonie same zaciskały mu się w pięści, ale powiedział sobie twardo, że musi zachować spokój. Zbyt wiele zależało od tego, jak rozegra sprawę z panami na Monte Cleure. Nie zamierzał w żaden sposób narażać bezpieczeństwa Cataliny… ani dziecka.

– Przekaż ojcu, że dziś wieczór pojawię się w pałacu, żeby doprecyzować szczegóły naszej umowy. A teraz żegnam z przyjemnością. Muszę odpocząć. Mam nadzieję, że sam trafisz do drzwi.

Z niejaką satysfakcją patrzył, jak twarz Dominika przybiera barwę dojrzałego pomidora. Książę otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, i zamknął je, nie wydawszy dźwięku. Rzucił Natanielowi ponure spojrzenie i wymaszerował.

Kiedy drzwi zamknęły się za nim z hukiem, Nataniel dolał sobie kawy i, obejmując dłońmi kubek, stanął w oknie. Widok był znajomy, ale on mógłby przysiąc, że po raz pierwszy dostrzega, jak bardzo błękitne jest niebo i ile beztroskiej radości zawiera się w blasku słońca. Na tle gór rysowały się kontury zamku Monte Cleure. Dotychczas Nataniel podziwiał wspaniałą architekturę tej kilkusetletniej budowli, jej szlachetne linie, tyleż mocarne, co smukłe. Teraz wzdrygnął się, tak bardzo ciemna sylweta zamku wydała mu się złowieszcza. Zmarszczył brwi, zdumiony przypływem emocji. Dopiero po chwili zrozumiał, że patrzy na zupełnie nowy świat. Ten, na który za kilka miesięcy miało przyjść jego dziecko.

 
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?