Milioner z Miami

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart
Milioner z Miami

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Matteo Manaserro z zaciśniętymi zębami i mocno bijącym sercem obserwował, jak spuszczają trumnę do poświęconej ziemi na prywatnym cmentarzu przy Castello Miniato.

Wokół stały setki ludzi: bliscy Piety Pellegriniego, jego przyjaciele, rodzina, koledzy. Nawet kilku mężów stanu przybyło w asyście ochroniarzy, żeby oddać hołd szanowanemu na całym świecie filantropowi.

Vanessa Pellegrini, matka Piety, która zaledwie rok temu pochowała męża w sąsiednim grobie, wystąpiła do przodu, wspierana przez córkę, Francescę. Francesca wyciągnęła rękę do Natashy, wdowy po Piecie, która patrzyła na drewnianą skrzynię niczym poszarzała statua. Jesienna bryza nie poruszyła ani pasemka jasnych, miodowych włosów, co potęgowało posągowy efekt. Podniosła suche oczy i zamrugała powiekami, jakby próbowała uporządkować myśli. Potem ujęła dłoń Franceski i dołączyła do szlochających kobiet. Wszystkie trzy rzuciły róże na trumnę.

Matteo wypuścił z płuc duszne powietrze i usiłował skupić uwagę na czymkolwiek prócz Natashy. Przybył po to, by uczcić zmarłego kuzyna i przyjaciela, a nie żeby podziwiać urodę wdowy albo wyobrażać sobie, że bierze ją w objęcia…

Daniele, brat Piety, gestem dał mu znać, że nadeszła ich kolej.

Żegnaj Pieto. Dziękuję ci za wszystko. Będzie mi ciebie brakowało – pożegnał go w myślach.

Przybrał możliwie obojętny wyraz twarzy, gdy jego rodzice składali uszanowanie bratankowi. Nawet nie spojrzeli na rodzonego syna. Nie zamienił z nimi słowa, od kiedy przed pięciu laty, kilka tygodni po śmierci brata, sądownie zmienił nazwisko.

Tyle śmierci, tyle pogrzebów, tyle żałoby i bólu…

Po ceremonii pogrzebowej ksiądz zaprowadził żałobników do zamku na stypę.

Matteo został, żeby odwiedzić grób w sąsiednim rzędzie. W ciągu pięciu lat od śmierci brata przyszedł tu tylko kilka razy, lecz każdego dnia go wspominał. W każdej godzinie odczuwał stratę.

Proste epitafium głosiło:

„Roberto Pellegrini

Ukochany syn”.

Ani wzmianki o bracie.

Chowano tu Pellegrinich i ich potomków od wielu pokoleń, od sześciuset lat. Dwudziestoośmioletni Roberto był najmłodszym zmarłym od półwiecza.

Matteo przykucnął i dotknął nagrobka.

– Cześć, Roberto. Przepraszam, że długo cię nie odwiedzałem. Byłem bardzo zajęty. Cierpię męki, widząc cię tutaj. Kocham cię i bardzo mi ciebie brakuje. Chciałem, żebyś to wiedział.

Z trudem powstrzymując łzy, z bólem serca ruszył w kierunku zamku, by dołączyć do pozostałych.

W reprezentacyjnym salonie serwowano trunki. Matteo doszedł do wniosku, że nie przesadzi, jeżeli weźmie sobie kieliszek bourbona. Zarezerwował sobie miejsce w hotelu w Pizie na najbliższych kilka dni. W pokoju czekał na niego obficie zaopatrzony minibar. Zostanie tu tak długo, jak wymagają zasady przyzwoitości, a potem wyjdzie.

Zdążył upić zaledwie łyk wina, gdy podeszła Francesca. Uścisnął ją serdecznie.

– Jak sobie radzisz? – zagadnął.

Miał trzynaście lat, kiedy jego wujek Fabio wraz z ciocią Vanessą zabrali go do swojego domu. Francesca była wtedy niemowlęciem. Widział, jak stawia pierwsze kroki, jak znęca się nad trąbką podczas swojego pierwszego recitalu w szkole. Przed kilkoma miesiącami puchł z braterskiej dumy, kiedy otrzymała dyplom ukończenia studiów.

Francesca wzruszyła ramionami i położyła rękę na jego ramieniu.

– Chodź ze mną. Będę cię potrzebować. Musimy przedyskutować pewne sprawy.

Matteo podążył za nią zimnym korytarzem. Stary zamek potrzebował fortuny na modernizację. Wkroczyli do dawnego gabinetu Fabia Pellegriniego. Odór stęchlizny świadczył o tym, że nie używano go od lat, odkąd dostał porażenia nerwów ruchowych, które w końcu go zabiło.

Chwilę później w progu stanęli Daniele i Natasha. Napotkał zdziwione spojrzenie błękitnych oczu, ale zaraz umknęła wzrokiem w bok.

Matteo wziął głęboki oddech i zaklął w duchu.

Ostatnią rzeczą, której by potrzebował, była obecność kobiety, która przed laty wodziła go za nos. Pozwoliła mu wierzyć, że coś do niego czuje, i wyobrażać sobie wspólną przyszłość, podczas gdy równocześnie uwodziła jego kuzyna.

Towarzyszyła mu przez cały dzień. Widział ją wszędzie, gdzieś na krańcach pola widzenia, nawet gdy odwracał wzrok. Teraz usiadła przy owalnym stole naprzeciwko niego, tak blisko, że gdyby wyciągnął rękę, mógłby ją pogładzić po policzku.

Nie powinna chodzić w czerni lecz w szkarłatach.

Drażniło go, że pozostała najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widział. Z biegiem lat jeszcze wypiękniała.

Obserwował błękitne oczy, które patrzyły wszędzie, tylko nie na niego. Studiował klasyczny owal twarzy o kremowej, obecnie poszarzałej cerze, usiłując znaleźć jakiś defekt. Miała wprawdzie trochę za długi nos i nieco za szerokie usta, ale te niedoskonałości jeszcze dodawały jej urody. Kiedyś marzył o tym, żeby się przy niej budzić. Teraz gardził nawet powietrzem, którym oddychała.

– Ja zajmę się stroną prawną, Daniele budową, a Matteo medyczną – zarządziła Francesca. – A ty, Natasho? Może rozpropagujesz nasze przedsięwzięcie w mediach?

Natasha zarejestrowała słowa Franceski, ale ich sens dotarł do niej dopiero po paru sekundach.

Usiłowała skupić uwagę na kwestiach poruszanych na zwołanym przez Francescę zebraniu, ale gdyby nie sprzeczki pomiędzy Francescą a Danielem, jej myśli powędrowałyby gdzie indziej. Przyrzekła sobie, że weźmie się w garść i zacznie ignorować Mattea.

– Dobrze – odrzekła, z trudem opanowując atak paniki.

Nie miała pojęcia o kontaktach z prasą.

Wiedziała, że Francesca uważa, że postępuje właściwie, zapraszając ją na spotkanie rodzeństwa. Rodzina Pellegrinich traktowała Mattea jak brata, a ją jak osobę chętną do współpracy. Każda przyzwoita, kochająca wdowa chciałaby wziąć udział w budowie pomnika upamiętniającego zmarłego męża.

Rzeczywiście chciała pomóc. Choć Pieta straszliwie zawiódł jako mąż, był szczerze zaangażowany w działalność społeczną. Przed dziesięciu laty stworzył własną fundację, która budowała szkoły, domy, szpitale i inne niezbędne budynki w rejonach dotkniętych przez klęski żywiołowe.

Tydzień przed śmiercią Piety najsilniejszy w historii huragan zrujnował większość placówek służby zdrowia na karaibskiej wyspie Caballeros. Pieta natychmiast zdecydował, że wybuduje tam szpital, ale zanim zdążył opracować plan działania, zginął w katastrofie śmigłowca.

Zasłużył na pomnik, a poszkodowani mieszkańcy Caballeros potrzebowali szpitala, który Francesca postanowiła dla nich zbudować dla upamiętnienia Piety.

Natasha dokładała wszelkich starań, żeby uważnie słuchać i nie zawieść kochającego rodzeństwa Pellegrinich. Znała ich od najmłodszych lat, jako że jej ojciec i Fabio chodzili razem do szkoły. Sama była jedynaczką. Od momentu ogłoszenia zaręczyn z jednym z członków klanu nawiązali jeszcze bliższą więź mimo długiego, trwającego aż sześć lat narzeczeństwa.

Gdyby Matteo nie przyszedł, łatwiej byłoby jej skupić uwagę na temacie spotkania.

W ciągu minionych siedmiu lat przy każdej okazji okazywał jej niechęć. Nie uchybiał przy tym zasadom dobrego wychowania, tak że nikt poza nią nie zauważył jego wrogości. Tylko ona widziała ją w zielonych oczach, które niegdyś patrzyły na nią z czułością. Obecnie płonęły nienawiścią jak oczy Lucyfera. Jak to możliwe, że Francesca i Daniele jej nie wyczuli? Że to wrogie spojrzenie nie zatruło całej atmosfery?

Rozumiała powody jego pogardy. Próbowała się usprawiedliwić, ale przez siedem lat wiele się zmieniło, łącznie z nimi. Matteo porzucił dawne ideały i zamiast chirurgii rekonstrukcyjnej, z której zdobył specjalizację, wybrał plastyczną.

Założył dwadzieścia osiem klinik na całym świecie i zdobył patent na opracowaną przez siebie serię środków redukujących blizny i oznaki starzenia. Z oddanego lekarza został przedsiębiorcą. Przeprowadzał operacje tylko wtedy, gdy starczało mu czasu. Zgromadził fortunę dorównującą całemu majątkowi Pellegrinich i osobistemu bogactwu Piety razem wziętych.

Zmienił nawet nazwisko i zyskał sławę pod nowym.

Wysoki, atrakcyjny, o oliwkowej cerze, z mocną szczęką i czarnymi, kręconymi włosami, które ostatnio krótko strzygł, nieuchronnie przyciągał uwagę. Dziennikarze ochrzcili go „pięknym doktorem”. Patrzył na nią z każdego kiosku z gazetami, z każdego artykułu w internecie, przeważnie z modelką uwieszoną u ramienia.

Dziś opuściła go zwykła arogancja. Mimo nienawistnego spojrzenia widziała w jego oczach ból. Pieta był dla niego nie tylko kuzynem i przybranym bratem, lecz również najbliższym przyjacielem.

Żal ściskał serce Natashy. Serdecznie im wszystkim współczuła.

Matteo zaparkował samochód i wyłączył silnik. Okazałą miejską willę naprzeciwko spowijały ciemności. Matteo zacisnął powieki.

Co tu robił? Powinien zostać w hotelu i osuszyć zawartość minibaru. Zarezerwował tam pokój, zakładając, że Natasha zostanie w zamku wraz z resztą rodziny. Nie spał z nią pod jednym dachem, odkąd przyjęła oświadczyny Piety.

Ale nie została. Dwie godziny po zebraniu w sprawie upamiętnienia Piety obeszła wszystkich, żeby się pożegnać. Wszystkich prócz niego. Zgodnie z niemym porozumieniem, jako że przez siedem lat zamienili zaledwie kilka słów, utrzymywała fizyczny dystans, tak żeby nikt nie zauważył, że się nie pożegnali.

Wziął głęboki oddech w nadziei na uspokojenie nierównego rytmu serca.

 

Dlaczego właśnie dzisiaj nie potrafił wyrzucić jej z pamięci? Czemu akurat w dniu pogrzebu najbliższego przyjaciela i kuzyna wróciły stare wspomnienia, by znów go prześladować?

Widział wyraźnie obrazy z dawnych lat, gdy opuszczał pokój w Castello Miniato, by dołączyć do reszty rodziny zgromadzonej na przyjęciu pod namiotem w ogrodzie z okazji trzydziestej rocznicy ślubu wujostwa.

Natasha wyszła z pokoju, który dzieliła z Francescą, na ten sam korytarz w tym samym czasie co on. Serce mu podskoczyło z radości na widok naszyjnika na smukłej szyi, który wysłał jej na osiemnaste urodziny.

Doznał rozczarowania, kiedy nie zdołał dotrzeć do Anglii na przyjęcie. Pracował jako rezydent w szpitalu na Florydzie niedaleko akademii medycznej, w której studiował. Zatrzymał go w pracy nagły wypadek. Wielki karambol na drodze z wieloma ofiarami wymagał pełnej mobilizacji całego personelu medycznego. Kiedy zdołali opatrzyć wszystkich rannych, jego samolot już odleciał.

Czekał z nawiązaniem intymnej więzi do czasu, aż Natasha skończy osiemnaście lat. Widząc ją w zimnym korytarzu, uświadomił sobie, że już dłużej nie musi trzymać rąk przy sobie. W jaskrawoniebieskiej sukni stanowiła uosobienie kobiecej elegancji.

Wszystkie listy, które wymieniali od miesięcy, wszystkie nocne rozmowy, nadzieje i marzenia, którymi się dzielili, prowadziły do tej chwili. Nadszedł czas budowania wspólnej przyszłości. Matteo dotknął naszyjnika, a potem ujął jej twarz w dłonie i pocałował po raz pierwszy.

Nie przeżył słodszego, czulszego pocałunku przez całych dwadzieścia osiem lat swego życia. Przerwała go Francesca, stukając obcasami po posadzce, żeby do nich dołączyć. Gdyby nadeszła zaledwie trzy sekundy wcześniej, zastałaby ich w uścisku.

Jak by zareagowała, zważywszy, że dwie godziny później Pieta ukląkł przed Natashą przed trzema setkami gości i poprosił ją o rękę? A ona przyjęła oświadczyny.

Matteo przetarł oczy, jakby mógł wymazać wspomnienia. Nie powinien o tym teraz myśleć. Po co w ogóle przyjechał do domu, który dzieliła z Pietą?

Na górze rozbłysło światło.

Obudziła się, czy przez cały czas siedziała w ciemnościach? Czy Francesca słusznie się o nią martwiła?

Francesca złapała go, gdy uciekał ze stypy, i poprosiła, żeby miał na nią oko, podczas gdy ona sama poleci na Caballeros. Twierdziła, że ostatnio z Natashy jakby uszło życie. Przypominała zagubionego, niemego ducha.

Chociaż od ślubu Natashy z Pietą upłynął zaledwie rok, od siedmiu lat byli parą. Przy całym swoim zimnym wyrachowaniu musiała jednak coś do niego poczuć. Przynajmniej życzył tego swojemu drogiemu kuzynowi. Ale specjalnie na to nie liczył, skoro zwodziła ich obu.

Wykreślił ją ze swego życia, nie licząc kilku okazji, których nie mógł uniknąć. Zablokował jej numer, skasował wszystkie wiadomości, które wymienili, i spalił wszystkie listy. Kiedy obowiązki rodzinne zmuszały go do przebywania w jej towarzystwie, wypracował dyskretny sposób schodzenia jej z oczu, który nie przykuwał niczyjej uwagi prócz Natashy.

Powinien odmówić Francesce, skłamać, że wraca do Miami wcześniej, niż planował. Zamiast tego skinął głową i obiecał zajrzeć do Natashy, jeżeli tylko znajdzie wolną chwilę w ciągu następnych kilku dni. Po co więc przyjechał tu zaraz po opuszczeniu zamku, zamiast do hotelu, tak jak zamierzał?

Natasha pchnęła drzwi do gabinetu Piety i wzięła głęboki oddech przed wkroczeniem do środka. Chwilę później zapaliła światło. Po długiej włóczędze w ciemnościach po pokojach, które z nim dzieliła, oczy nie od razu przywykły do światła. Nie wiedziała, czego szuka ani co robi. Była zagubiona i samotna.

Została na stypie tak długo, jak nakazywały zasady dobrego wychowania, ale za bardzo przygnębiały ją kondolencje żałobników. Jeszcze ciężej znosiła obecność Mattea. Pytanie matki, czy istnieje szansa, że nosi w łonie dziecko Piety, przepełniło czarę goryczy. Musiała wyjść, zanim straci kontrolę nad sobą i wykrzyczy wszem i wobec całą prawdę. Pozostali członkowie rodziny Pellegrinich ze współczuciem i troską przyjęli jej wyjaśnienie, że potrzebuje samotności. Na jej życzenie cała służba została na przyjęciu.

Po raz pierwszy od czasu otrzymania tragicznej wiadomości przebywała sama w domu. Czuła się jak intruz na wyłącznym terytorium męża. Omiotła wzrokiem regały z książkami przy ścianach. Na biurku leżały pliki dokumentów z jego kancelarii prawniczej i fundacji, z której był dumny. Przyniósł je do domu, by dalej nad nimi pracować. Obok leżał gruby, oprawny w skórę tom Stanleya i Livingstone’a, który kupiła mu na ostatnie urodziny. W jednej trzeciej wystawała zakładka.

Z bólem serca podniosła książkę, przycisnęła do piersi, a potem opadła na podłogę i zapłakała po człowieku, który przez lata okłamywał ją i wszystkich innych, ale zrobił wiele dobrego dla świata. Pieta nigdy nie skończy tej książki. Nie zobaczy szpitala, który rodzeństwo wybuduje na pamiątkę po nim, nie odbierze samochodu, który zamówił dzień przed śmiercią. Nigdy też nie będzie miał okazji wyjawić rodzinie prawdy o sobie.

– Och, Pieto! – wyszeptała przez łzy. – Gdziekolwiek jesteś, mam nadzieję, że wreszcie odnalazłeś spokój.

W tym momencie zadzwonił dzwonek u drzwi. Natasha zatkała uszy, ale nieproszony gość dzwonił tak długo, że nie mogła go zignorować. Ocierając łzy, wstała i zeszła po schodach, szukając w myślach sposobu odprawienia intruza. Miała nadzieję, że to nie rodzice.

Uchyliła drzwi, żeby zobaczyć, kto ją odwiedził. Pewna, że dostała halucynacji, otworzyła je szerzej. Jej serce na chwilę przestało bić, a potem załomotało o żebra w zawrotnym tempie.

Matteo stał w świetle księżyca, ciężko dysząc, bez krawata, w rozpiętej pod szyją koszuli, z zaciśniętymi zębami i pustymi oczami. Zaniemówiła na jego widok. On też nie wypowiedział ani słowa. Wyczytała z jego oczu ból, rozpacz, gniew i coś jeszcze, coś, czego nie widziała od chwili pamiętnego pocałunku sprzed siedmiu lat. Od tamtego czasu nigdy nie byli sam na sam.

Nigdy nie zapomniała jego spojrzenia, gdy przyjęła oświadczyny Piety dwie godziny później. I nigdy nie przestanie żałować tego, co w tamtym momencie straciła.

Bezwiednie zrobiła krok do przodu i położyła mu rękę na policzku.

Nie zareagował. Nawet żaden mięsień mu nie drgnął.

Matteo patrzył w zapuchnięte od płaczu oczy. Gdy pochwycił ich błagalne spojrzenie, zapomniał wszystkie słowa, które sobie przygotował. Nie pamiętał, kiedy wysiadł z samochodu, gdy ciepła dłoń spoczęła delikatnie na jego policzku. Chłonął wzrokiem twarz osoby, o której niegdyś marzył. Nie potrafił sobie nawet przypomnieć, za co ją znienawidził. W ogóle przestał myśleć. Widział tylko Natashę. Ledwie na nią spojrzał prawie osiem lat temu, wiedział, że odmieni jego życie na zawsze.

ROZDZIAŁ DRUGI

Świat przestał dla nich istnieć. Matteo bez słowa przekroczył próg, zamknął za sobą drzwi kopniakiem i porwał ją na ręce. Nie odrywali od siebie wzroku. Natasha wplotła palce w jego włosy, gdy niósł ją po schodach na górę do sypialni. Położył ją na łóżku i z mocno bijącym sercem zamknął oczy i przytknął usta do jej warg. Smakowała cudownie.

Gdy oddała pocałunek, był zgubiony. Drżącymi rękami zdzierali z siebie nawzajem ubrania i rozrzucali je bezładnie, spragnieni jeszcze większej bliskości.

Ujął w dłonie jej drobne, doskonałe piersi, a potem wziął je do ust i z lubością słuchał jej jęków rozkoszy. Przesunął dłońmi, a potem wargami po gładkim brzuchu. Ani skrawek jedwabistej skóry nie został nieucałowany. Nigdy nikogo tak bardzo nie pragnął.

Natasha przylgnęła do niego, jakby stanowił jedyne oparcie, jedyną kotwicę na bezkresnym oceanie. Chwytała pełnymi garściami, gdzie tylko zachłanne dłonie mogły sięgnąć. Każde dotknięcie na nowo rozpalało ogień, który na krótko rozbłysnął przed siedmiu laty, zanim życie go zgasiło. Omal nie wykrzyczała swego szczęścia. Ale to jej nie wystarczyło. Pragnęła więcej. Wszystkiego.

Jakby odczytał jej myśli, Matteo przesunął z powrotem usta w górę i objął jej wargi namiętnym pocałunkiem. Odsunął jej udo na bok, a ona oplotła go nogami. Nie czuła bólu, tylko lekki dyskomfort, gdy chłonęła zupełnie nowe, nieznane dotąd wrażenia.

Matteo znieruchomiał na chwilę, jakby go coś zaniepokoiło. Przerażona, że odkryje jej sekret, przyciągnęła go do siebie i zaczęła całować do utraty tchu, a potem przyjęła całą sobą.

Leżeli później razem przez długi czas, ciasno spleceni. Tylko przyspieszone oddechy i uderzenia dwóch serc rozbrzmiewały w otaczającej ciszy.

Kiedy ochłonęli, wpadli w popłoch.

Matteo usiadł na łóżku i zaklął, najpierw po włosku, a potem po angielsku.

Natasha pozostała w pozycji leżącej z obawy, że nogi odmówią jej posłuszeństwa. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, co w nich wstąpiło. Gdyby nie zaniemówiła ze zgrozy, też by zaklęła.

Matteo wziął kilka głębokich oddechów dla uspokojenia nerwów, po czym wstał. Musiał natychmiast stąd wyjść. Znalazł swoją koszulę pod jej sukienką, a skarpetkę w miseczce biustonosza. W pośpiechu nałożył spodnie, nie zapinając guzika, i koszulę na lewą stronę. Druga skarpetka leżała pod podręcznym stolikiem ze zwiędłym bukietem. Najwyraźniej wylądowali w pokoju gościnnym, co stanowiło jedyne pocieszenie.

Po co wysiadł z tego przeklętego auta? Dlaczego nie odjechał?

Wetknął skarpetki do kieszeni marynarki, założył buty i ruszył ku drzwiom. Zanim tam dotarł, poraziła go przerażająca myśl. Przeklinając w myślach własną głupotę, odwrócił się, żeby popatrzeć na Natashę.

Leżała w tej samej pozycji, w której ją zostawił, z rękami zaciśniętymi na pościeli i wzrokiem wbitym w sufit. Musiała jednak wyczuć jego spojrzenie, bo w końcu zwróciła na niego rozszerzone z przerażenia oczy. Nie ulegało wątpliwości, że ona również uświadomiła sobie, że nie zastosowali zabezpieczenia.

Wiedział z całą pewnością, że nie bierze tabletek antykoncepcyjnych. Pieta sam mu powiedział, że starają się o dziecko.

Targany silnymi emocjami, bez słowa wyszedł na ulicę, wsiadł do samochodu i z całej siły walnął pięściami w kierownicę. Później chwycił się za głowę. Dopiero po dwudziestu minutach doszedł do siebie na tyle, że mógł odjechać.

Nie spojrzał ponownie na dom.

Dwa tygodnie później

Natasha omal nie zaczęła obgryzać paznokci. Niewiele brakowało, żeby otworzyła jedną z butelek prosecco, które pozostały w lodówce po pogrzebie Piety. Nie tknęła alkoholu od stypy. Gdyby zaczęła pić, chyba nigdy by nie przestała.

Francesca miała nadejść lada chwila, żeby omówić plany budowy szpitala upamiętniającego Pietę.

Nikogo nie dziwiło, że zakupienie gruntu i uzyskanie pozwolenia na budowę zajęło jej zaledwie tydzień. Natasha nie znała bardziej zdeterminowanej osoby. Zazdrościła szwagierce energii. Ją samą opuściły siły. Mogłaby spać po całych dniach.

Nie znała przyczyn swego odrętwienia. Tłumaczono jej, że to jeden z etapów żałoby. Wyglądało na to, że wszyscy wiedzą lepiej od niej, co powinna przeżywać. Obserwowali ją, czekając na oznaki załamania. I mimo wszystko cierpiała, lecz z zupełnie innego powodu, niż myśleli. Nie rozpaczała z powodu przyszłości, którą straciła, lecz z powodu siedmiu lat, które ona i Matteo zmarnowali.

Na domiar złego dostawała mdłości, ilekroć przypomniała sobie zakończenie dnia pogrzebu. Usiłowała odpędzić wspomnienia, ale wciąż jej towarzyszyły.

Zadzwonił dzwonek u drzwi. Wypuściła powietrze z płuc, próbując odzyskać równowagę, zanim gosposia wpuści Francescę.

W obszernym holu na parterze zadudniły kroki. Wkrótce do gabinetu wkroczyła Francesca wraz ze swoim bratem, Danielem. Omal nie zemdlała na widok osoby, którą ujrzała za szwagrem.

Miejscowym zwyczajem jej włoska rodzina powitała ją mocnymi uściskami, pocałunkami i słowami pocieszenia. W końcu nadszedł czas przywitania Mattea. Położyła mu rękę na ramieniu, a on jej na biodrze, żeby nie budzić podejrzeń. Gdy świeży zarost potarł jej policzek, powróciło wspomnienie, jak drapał ją w uda. Zacisnęła powieki, żeby odpędzić wizję, ale nadal czuła zapach jego skóry i wody kolońskiej.

W ciągu jednej godziny zostawiła za sobą dziewczynę, która robiła wszystko, by zadowolić rodziców, łącznie z rezygnacją z własnych marzeń, i stała się kobietą, którą nigdy nie pozwolono jej być.

Popełnili straszliwy błąd. Przypuszczała, że nikt nie gardzi sobą tak mocno jak ona. Nie mogła sobie darować, że całkowicie straciła kontrolę nad sobą, jakby obydwoje nagle oszaleli. Nawet im przez głowę nie przemknęło, żeby pomyśleć o antykoncepcji. Wykazali karygodną lekkomyślność.

 

Francesca nie uprzedziła jej, że przyprowadzi ze sobą brata i kuzyna, a Natashy nie przyszło do głowy, żeby zapytać. Daniele i Matteo z powodzeniem prowadzili interesy wymagające podróży po całym świecie. Wyszła z założenia, że włożą swój wkład w budowę szpitala w późniejszym terminie.

Kiedy jednak uważniej popatrzyła na Francescę, zrozumiała, dlaczego Daniele nie zostawił jej samej. Wyglądała na bardziej przygnębioną niż na pogrzebie, jakby zgasło światło, które zawsze ją rozświetlało.

Francesca też zwróciła uwagę na mizerny wygląd Natashy.

– Dobrze się czujesz? – zapytała z troską. – Pobladłaś.

– To ze zmęczenia.

– Dlaczego trzymasz rękę na plecach? Czyżby cię bolały?

– Troszeczkę.

Gosposia przyniosła na tacy kawę i ciasteczka, co odwróciło uwagę gości od stanu zdrowia gospodyni. Zasiedli przy wielkim stole w jadalni. Francesca położyła na nim stos papierów. Natasha nie pamiętała, o czym dyskutowali. Rozpraszała ją obecność Mattea. Po co przyszedł? Czy po to, żeby ją ukarać?

Każde spotkanie w ciągu minionych siedmiu lat postrzegała jak zasłużoną karę. Pozwoliła mu na pocałunek, a kilka godzin później przyjęła na oczach Mattea oświadczyny jego kuzyna i najbliższego przyjaciela. Oszołomiona pierwszym pocałunkiem, przegapiła możliwość ostrzeżenia go o zamiarach Piety.

Później wielokrotnie dzwoniła i wysłała dziesiątki wiadomości, ale nie odbierał telefonu i nie odpowiadał. Definitywnie wykreślił ją ze swego życia.

Czy byłaby z nim szczęśliwsza? Dawno przestała w to wierzyć. Był zupełnie innym człowiekiem, niż myślała. Żadna rozsądna kobieta nie chciałaby z nim spędzić życia. Nie tylko pokochał pieniądze, ale też został hedonistą. Mężczyzna, który co tydzień paradował z nową pięknością, nie dochowałby wierności żonie.

Daniele zabrał głos. Objaśnił, jak daleko zaszli w realizacji projektu, i przedstawił plan podróży na Caballeros za dwa tygodnie wraz z Matteem.

– Tak szybko?- spytała Natasha.

Daniele wzruszył ramionami.

– To nie Europa. Tam nie ma takiej biurokracji jak u nas.

– Wpadłaś na jakiś pomysł, jak rozpropagować nasze przedsięwzięcie? – spytała Francesca, przypominając Natashy o podjętym zobowiązaniu.

Natasha wbiła wzrok w wypolerowany blat stołu. Przez ostatnie dwa tygodnie praktycznie nic nie robiła.

– Niestety jeszcze nie – mruknęła, zawstydzona. – Pomyślę i prześlę ci jakieś pomysły za kilka dni.

Miała nadzieję, że zdoła spełnić obietnicę. Im większą popularność zyska projekt, tym więcej datków wpłynie i tym więcej personelu będą w stanie zatrudnić. Po śmierci Piety spoczywała na niej odpowiedzialność za fundację zmarłego męża. Jak na razie jej nie podjęła. Gdyby to od niej zależało, najchętniej zrzuciłaby ją z siebie na zawsze.

Wkrótce będzie musiała podjąć jakieś kroki, żeby sprostać zobowiązaniom, ale na razie w jej głowie panował taki zamęt, że nie potrafiła zdecydować, co zjeść na śniadanie.

Nie mogła dłużej tak egzystować. Nie potrafiła powiedzieć, co ją doprowadziło do tego stanu: czy szok po śmierci Piety, czy to, co zaszło między nią a Matteem po pogrzebie, ale musiała wziąć się w garść i opracować jakiś plan na przyszłość. Na razie wiedziała tylko z całą pewnością, że spędzi resztę życia sama. Nigdy więcej nie wyjdzie za mąż. Nie pozwoli nikomu, ani mężczyźnie, ani rodzicom znów przejąć nad sobą władzy.

– Nie ma pośpiechu – uspokajała Francesca. – Wystarczy, jak coś wymyślisz do końca tygodnia.

W końcu rodzina męża wstała z miejsc. Natasha spróbowała iść w ich ślady, ale dostała zawrotów głowy. Chwyciła brzeg blatu, żeby nie upaść. Siedząca obok niej Francesca pierwsza zauważyła niepokojący objaw. Chwyciła ją za nadgarstek.

– Dobrze się czujesz? – spytała.

Natasha skinęła głową.

– To tylko objaw zmęczenia. Pewnie powinnam coś zjeść.

Francesca popatrzyła na nią badawczo.

– Jeżeli będziesz mnie potrzebować, wiesz, gdzie mnie szukać.

Sama wyglądała niewiele lepiej, ale ponieważ zaoferowała pomoc z dobrego serca, Natasha nie śmiałaby z niej kpić. Pochwyciwszy baczne spojrzenie Mattea, odetchnęła z ulgą, dopiero gdy zamknęli za sobą drzwi.

Potrzebowała samotności. Wysłała więc gosposię po zakupy.

Podziękowała w duchu zmarłemu mężowi, że przystał na jej sugestię, żeby resztę służby zatrudnić bez zakwaterowania. Żałosne, że musiała prosić o takie rzeczy jak o łaskę. Wszystko w tym małżeństwie było smutne, a najbardziej koniec. Nie miała ani odrobiny swobody.

Kiedy zawroty głowy ustąpiły, dopadł ją głód. Ponieważ rano dostała lekkich mdłości, zrezygnowała ze śniadania, a potem zapomniała o lunchu.

Otworzyła obficie zaopatrzoną lodówkę i usiłowała zdecydować, co wziąć. Po długim wahaniu wyjęła kawałek sera. Gdy go rozpakowała, mimo głodu znów zrobiło jej się niedobrze i wyrzuciła go do kosza. Ledwie trochę doszła do siebie, zadzwonił dzwonek u drzwi. Przez minione dwa tygodnie ciągle ktoś do niej wpadał. Nie miała ochoty otwierać. Potrzebowała spokoju. Tymczasem nieproszony gość zadzwonił ponownie.

A jeżeli to teściowa? Od ślubu często ją odwiedzała, a od pogrzebu codziennie. Wycierpiała o wiele więcej niż ona. Mimo że Natasha usilnie wmawiała sobie, że to na pewno Vanessa, nie zaskoczyło jej, że zamiast niej w progu stanął Matteo. Jako że nikt ich nie słyszał, nie zadała sobie trudu, by udawać serdeczność.

– Czego chcesz? – spytała.

– Weź to – odparł, wyciągając przed siebie długie, prostokątne pudełeczko z testem ciążowym.