Weekend za milion

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart

Weekend za milion

Tłumaczenie: Barbara Bryła

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: The Sicilian’s Bought Cinderella

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Michelle Smart

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4937-9

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dante Moncada wskoczył do samochodu obok swego kierowcy, a dwóch jego ludzi wdrapało się na tylne siedzenia. Tylko tego mu brakowało, żeby ktoś się włamywał się do starego wiejskiego domu, będącego własnością jego rodziny od pokoleń.

Kierowca lawirował na wąskich ulicach Palermo, kierując się za miasto, a Dante wrócił myślami do wcześniejszej rozmowy z głową rodziny D’Amore, Riccardem, który udaremnił kontrakt, negocjowany przez niego przez ostatnie sześć miesięcy. Riccardo prowadził szacowną firmę i obawiał się, że niesławna reputacja Dantego rzuci na nią cień.

Dante zaklął pod nosem. Jaka reputacja? Po prostu lubił kobiety. To żadna zbrodnia. Trzymał się z dala od kłopotów. Lubił się napić i zabawić, ale co z tego? Nie tykał narkotyków, nigdy nie uprawiał hazardu i unikał kręgów, w których broń, handel używkami i żywym towarem uchodziły za dochodowe przedsięwzięcia. Ciężko pracował. Ze skromnego, ledwo milionowego spadku stworzył technologiczne imperium warte wiele miliardów euro, w którego księgach rachunkowych nawet najbardziej wymagający rewident nie znalazłby niczego podejrzanego, a to wymagało poświęceń. Każdy grosz, jaki zarobił, zarobił legalnie.

Ale to nie legalność jego interesów kwestionował Riccardo, torpedując kontrakt, któremu Dante i Alessio, najstarszy syn Riccarda, poświęcili miesiące pracy. Rodzina D’Amore rozwinęła najnowszej generacji system bezpieczeństwa smartfonów, który okazał się odporny na hakerów, bijąc na głowę konkurentów. Alessio i Dante zamierzali podpisać umowę na wyłączność, umożliwiającą Dantemu wprowadzenie tego systemu do smartfonów i tabletów, w produkcji których jego firma była europejskim liderem. Ten system pozwoliłby mu wejść na rynki Ameryki, jedynego kontynentu, na którym stawiał dopiero pierwsze kroki.

Całe to gadanie Riccarda o reputacji Dantego sprowadzało się do jednego, do jego pochodzenia. Zmarły niedawno ojciec Dantego, Salvatore, był nałogowym hazardzistą i skończonym playboyem. Jego matkę Immacolatę nazywano czarną wdową, zdaniem Dantego zresztą niesprawiedliwie. Nigdy przecież nie zabiła żadnego ze swoich mężów, a tylko żerowała na nich finansowo, kiedy się z nimi rozwodziła. Jego ojciec był jej pierwszym mężem, aktualnie miała już piątego. Żyła jak królowa.

Riccardo, przeciwnie, miał tylko jedną żonę, jedenaścioro dzieci, hazard uważał za dzieło szatana, a pozamałżeński seks za grzech. Obawiał się, że Dante był jabłkiem, które niedaleko padło od jabłoni. Żądał dowodu na to, że Dante nie był zwykłą sumą cech swoich rodziców i nie ściągnie na System Amore i samego Riccarda złej sławy. Prowadził właśnie negocjacje z największym konkurentem Dantego, będąc bliski podpisania z nim umowy.

Niech go diabli. Stary głupiec powinien już przejść na emeryturę. Dante miał ostatnią szansę, by dowieść swojej uczciwości, zanim interes zostanie stracony na dobre. Był nią zbliżający się ślub Alessia.

Odsunął na bok te myśli, kiedy kierowca zatrzymał wóz w lesie przy drodze prowadzącej do chatki. Kilka metrów dalej w lesie stał znacznie mniejszy samochód…

Dante sięgnął po kij bejsbolowy z nadzieją, że nie będzie musiał go użyć. Razem z ochroniarzami zbliżył się do zaniedbanego domku, kryjąc się za gęstymi drzewami. Rozcierał ręce w rześkim, wczesnowiosennym chłodzie.

Domek miał łuszczące się bielone ściany. Okiennice były zamknięte, ale z nieużywanego od dwóch dekad komina unosił się w ciemnościach wiosennego sycylijskiego wieczoru dym. Zarządca terenu nie mylił się, najwyraźniej ktoś był w środku.

Drzwi były zamknięte. Dante wyciągnął klucz i je otworzył. Zawiasy skrzypnęły i wszedł do środka, pierwszy raz od czasów, kiedy jako nastolatek zakradał się tu z dziewczynami. Wnętrze wydało mu się znacznie mniejsze, niż je pamiętał. Przy zapalonym już świetle zlustrował je gorączkowo, szukając śladów włamania. Okno nad zlewem zabito deskami i domyślił się, że to tamtędy intruz dostał się do środka. Ale nie dostrzegł innych oznak zniszczenia ani kradzieży. Zresztą nie było tam niczego, co można by ukraść, prócz starych mebli. Zapach stęchlizny mieszał się z dymem z płonących polan. Stos czegoś, co wyglądało na podręczniki akademickie, zapełniał mały stolik. Dante gapił się na nie, marszcząc brwi, tak bardzo nie pasowały do tej sytuacji.

Podłoga zaskrzypiała mu nad głową. Poczuł napływ adrenaliny. Ściskając w ręku kij bejsbolowy, skinął na ochroniarzy, by poszli za nim, i wolno wspiął się wąskimi schodami, klnąc, ilekroć zatrzeszczał jakiś stopień. Mógł kazać rozprawić się z intruzem swoim ludziom, ale chciał spojrzeć w twarz faceta, który ośmielił się włamać do jego posiadłości.

Jak wszyscy zamożni i wpływowi ludzie miał wrogów. Zadawał sobie pytanie, czy był to jeden z nich, czy tylko zziębnięty bezdomny. Pchnął drzwi do sypialni. Była pusta. Pomyślał, że się spóźnili i intruz zdążył już uciec, kiedy nagle z łazienki wypadła jakaś postać, z wrzaskiem szarżując na niego z czymś, co wglądało jak słuchawka od prysznica.

Dopiero po chwili zorientował się, że wrzeszcząca postać była… kobietą. Zanim zdążyła uderzyć go w głowę, Lino, ten szybszy z jego ludzi, chwycił ją mocno za ramiona. Natychmiast zaczęła kopać, wyrzucając z siebie stek przekleństw, brzmiących jak angielszczyzna z akcentem, którego Dante nie potrafił rozpoznać. Wpatrywał się w nią z osłupieniem. Miała na sobie tylko gruby szlafrok i patrzyła na niego z dzikim przerażeniem w oczach.

– Puść ją – polecił.

Lino wyrwał jej z ręki słuchawkę prysznicową i puścił ją. Natychmiast się cofnęła, przerzucając wzrok z Dantego na Nina, potem na Vincenza i z powrotem na Dantego, wciąż z przerażeniem. Dante rozumiał jej strach. Sam był wysokim i postawnym mężczyzną, a Lino i Vincenzo przypominali olbrzymy.

– Zaczekajcie na dole – warknął na nich.

Jego ludzie nie musieli się już skradać i zbiegli ze schodów z impetem stada antylop. Kiedy Dante został z włamywaczką sam na sam, zmysły mu się wyostrzyły i poczuł otaczający ją piękny, delikatny zapach. Zaszyła się kącie. Słychać było tylko, jak gwałtownie dyszy. Podszedł do niej powoli. Wcisnęła się głębiej w kąt i objęła ramionami. Mocno skośne oczy wpatrywały się w niego ze strachem. Gdyby nie to, że włamała się do jego posiadłości, zrobiłoby mu się jej żal.

Musiała mieć niewiele ponad dwadzieścia lat, była drobna, ale seksowna, miała zadarty nosek, zmysłowe usta i pokrytą piegami twarz, bladą z natury albo zbielałą właśnie z przerażenia. Trudno było odgadnąć, jakiego koloru były jej długie, mokre włosy. Jakiego by nie były, nic nie mogło umniejszyć faktu, że była piękną kobietą. W innych okolicznościach miałby ochotę gwizdnąć z podziwu.

Zatrzymał się o krok przed nią.

– Kim jesteś? – spytał po angielsku.

Zacisnęła usta i objęła się jeszcze mocniej ramionami, potrząsając głową.

– Co tu robisz?

Nadal nie odpowiadała. Gdyby nie słyszał wcześniej jej przekleństw, pomyślałby, że jest niemową.

– Zdajesz sobie sprawę, że to własność prywatna? Sì? – spróbował znowu, wolno wymawiając słowa. Po angielsku mówił płynnie, ale z silnym akcentem. – Ten dom stoi pusty, ale należy do mnie.

Zmrużyła oczy i Dante nagle sobie zauważył, że to nie strach z nich bił, tylko nienawiść.

– Ten dom jest częścią majątku twojego ojca i powinieneś podzielić się nim ze swoją siostrą – uświadomił sobie, że mówiła z irlandzkim akcentem.

Poczuł gniew. A więc o to tu chodziło? Jeszcze jedna uzurpatorka, udająca nieślubne dziecko Salvatorego Moncady w nadziei na spadek? Od śmierci jego ojca trzy miesiące temu próbowało już tego ośmiu albo dziewięciu innych oszustów. Jeśli chciała zwrócić na siebie jego uwagę, rozegrała to po mistrzowsku.

– Gdybym istotnie miał siostrę, o której istnieniu nie wiedziałem, byłbym gotów podzielić się z nią częścią majątku ojca, ale…

 

– Nie ma żadnego ale – przerwała mu. – Masz siostrę i mogę to udowodnić.

Coś w jej głosie sprawiło, że nie odpowiedział. Wpatrywał się jeszcze intensywniej w jej piękną twarz. Żyły z wolna ścinał mu lód. Czyżby ta seksowna kobieta naprawdę wierzyła, że jest jego… siostrą?

A więc to był Dante? Aislin widziała wcześniej wiele zdjęć bezwzględnego Sycylijczyka, odmawiającego jej siostrze tego, co się jej moralnie należało. Nic jednak nie przygotowało jej na widok tego imponującego nężczyzny, stojącego teraz przed nią. W rzeczywistości był o wiele wyższy, niż się spodziewała, włosy miał gęstsze i ciemniejsze. Był szczupły, ale silnie umięśniony. Miał gęstą ciemną brodę, mocną linię szczęki, stanowcze, zmysłowe wargi i prosty nos. Czarne brwi i zielone oczy można było określić tylko jako piękne i te oczy wpatrywały się w nią teraz z mieszaniną niesmaku i niedowierzania.

Wcześniej nie umknęło jej uwadze, że był przystojnym mężczyzną, ale nie spodziewała się tej czystej zmysłowości, jaka z niego emanowała. Czarną koszulę miał rozpiętą pod szyją i chociaż patrzyła mu w oczy, dostrzegła kłębiące się pod nią ciemne włosy. Dante Moncada był najseksowniejszym mężczyzną, jakiego widziała w życiu.

Pomimo ciepła bijącego z kominka, czuła na plecach dreszcze. Owinęła się mocniej szlafrokiem. Był długi aż do kostek, ale pod jego spojrzeniem czuła się naga.

Włamała się do tego domu dwa dni wcześniej. Przez dwa dni czekała, aż ktoś zauważy jej obecność i doprowadzi do konfrontacji z tym mężczyzną. Ale czy musiało to nastąpić w momencie, kiedy właśnie wychodziła spod prysznica? Na odgłos skrzypiących klepek podłogowych przeraziła się, narzuciła na mokre ciało szlafrok i wyrwała słuchawkę od prysznica, jako jedyne narzędzie obrony.

– Uważasz się za moją siostrę?

– Jeśli pozwolisz mi się ubrać, wszystko ci wyjaśnię. Kuchnia jest dobrze zaopatrzona w kawę.

Wybuchnął śmiechem.

– Włamujesz się do mojego domu i chcesz, żebym zaparzył ci kawę?

– Proszę tylko o odrobinę prywatności, żebym mogła spokojnie doprowadzić się do porządku, zanim porozmawiamy. Zwracam też uwagę na to, że jest tam kawa, gdybyś zechciał się jej napić, czekając na mnie, i że ja pijam ją z mlekiem i jedną łyżeczką cukru.

Lustrował spojrzeniem każdy cal jej ciała.

– Zostawię cię, żebyś mogła się ubrać – powiedział, wycofując się. Zamknął za sobą drzwi.

Zmusiła się, by wciągnąć tlen do płuc. Ale zdawało się, że Dante, wychodząc, zabrał ze sobą całe powietrze. Pozostał tylko zapach jego wody kolońskiej, najwyraźniej drogiej i… zmysłowej. Takiej jak mężczyzna, który jej używał.

Musiała uspokoić gonitwę myśli, bo inaczej Dante pożre ją żywcem. Chwyciła parę dżinsów, srebrzysty sweter i bieliznę z komody i wpadła do łazienki, zamykając za sobą drzwi na klucz. Szybko się ubrała, przebiegła palcami po wilgotnych włosach, a potem wzięła uspakajający oddech i wyszła z pokoju, by go odszukać.

Przygotowała się przecież na tę konfrontację. Musiała tylko trzymać nerwy na wodzy przed tym olśniewającym mężczyzną. Jego wygląd i zapach nie miały znaczenia. Ten facet, miliarder, którym stał się dzięki sobie samemu, brutalnie odrzucał wszelkie wysiłki jej siostry, ubiegającej się o udział w majątku ich ojca.

Zeszła schodami do przytulnego salonu, gdzie zastała go siedzącego na jakiejś zapadniętej sofie, jak przeglądał jeden z jej podręczników. Na stoliku przed nim stały dwa parujące kubki z kawą. Nie było śladu jego ochroniarzy o posturach Goliatów.

Zmrużył oczy, patrząc, jak podchodzi, i czekał w milczeniu, aż zajęła najbardziej oddalone od niego miejsce, jakie udało jej się znaleźć.

Wbił palec w otwartą książkę w miejscu, gdzie wpisała swoje nazwisko.

– Powiedz mi coś o sobie, Aislin O’Reilly.

Wymówił jej imię „Ass-lin”, co w normalnych okolicznościach wzbudziłoby jej wesołość. Potrząsnęła głową. W obecności tego faceta zapominała języka w ustach.

Trzasnął książką o blat stolika, a ona podskoczyła.

– Utrzymujesz, że jesteś moją siostrą, więc opowiedz mi o sobie.

Spojrzała mu w oczy.

– Nie jestem twoją siostrą. To moja siostra, Orla, nią jest. Ja ją tylko tutaj reprezentuję.

Zmarszczył brwi. Widziała, że próbował rozgryźć, jaką ten fakt tworzył między nimi relację.

– Orla i ja mamy wspólną matkę – podpowiedziała mu. – Ty i ona macie wspólnego ojca.

Odetchnął swobodniej, słysząc, że nie są spokrewnieni. Sam ruch jej bioder, kiedy schodziła po schodach, ożywił jego zmysły. Nie był szczególnie wybredny, jeśli chodziło o kobiety, podobały mu się we wszystkich kształtach i rozmiarach. Ale sama myśl, że pociągała go kobieta, która mogła być jego własną siostrą, mogła go doprowadzić do obłędu.

– A gdzie jest dowód na to, Aislin?

Oświetlenie w domku przedstawiało wiele do życzenia, ale siedziała wystarczająco blisko, by dostrzegł, że jej ziejące nienawiścią oczy były szare. Przy czarnej oprawie ta szarość wydawała się półprzezroczysta. Razem ze skośnym ułożeniem oczu dawało to niezwykły efekt.

– Jestem Aislin – poprawiła go, wymawiając swoje imię „Aszlin”.

– Aislin – powtórzył na głos. – Aislin… Niespotykane imię.

– Nie w Irlandii.

Wzruszył ramionami. Jej imię było niezwykłe, ale mieli do omówienia o wiele ważniejsze kwestie.

– Twierdzisz, że masz dowód na to, że… Orla? Tak ma na imię?

Kiwnęła głową.

– Że Orla jest moją siostrą?

Wstała i przeszła do kuchni, a widok jej ponętnej pupy w obcisłych dżinsach natychmiast go zdekoncentrował. Z torebki na barze wyjęła kopertę, wyciągnęła z niej jakiś papier i wręczyła mu go.

– To jest świadectwo urodzenia Orli.

Dante wziął od niej dokument, czując szum krwi w uszach. Wolno go rozłożył. Oczy przesłaniała mu mgła. Świadectwo było wystawione dwadzieścia siedem lat temu. W rubryce „ojciec” figurowało nazwisko: Salvatore Moncada.

Potarł skronie. To nie był jeszcze żaden dowód. Świadectwo mogło być sfałszowane. Albo matka Orli – przebiegł wzrokiem dokument raz jeszcze i w rubryce „matka” ujrzał nazwisko Sinead O’Reilly – kłamała.

Z nadal trzymanej w dłoni koperty Aislin wyciągnęła jeszcze fotografię i podała mu ją.

Nie chciał na nią spojrzeć. Ale musiał.

To było zdjęcie portretowe dwójki ludzi, młodej kobiety i chłopczyka. Gwałtowna fala wezbrała i opadła mu w żołądku. Obie osoby na zdjęciu miały gęste ciemnobrązowe włosy, o odcieniu dokładnie takim, jak u Dantego. Kobieta miała zielone oczy w odcieniu dokładnie takim jak oczy Dantego.

ROZDZIAŁ DRUGI

Aislin dostrzegła popielaty odcień, jaki przybrała oliwkowa karnacja Dantego, i poczuła cień współczucia, widząc, że w tej aroganckiej głowie coś zaświtało. Położyła kopertę na stole i chwyciła kubek z kawą, którą dla niej zaparzył, nie rozumiejąc, dlaczego tak jej drżą ręce. Miała wrażenie, jak gdyby całe jej wnętrze się trzęsło. Powiedziała sobie, że to z powodu tej krępującej sytuacji. To nie miało nic wspólnego z Dantem jako takim.

Wartość tego domu i ziemi stanowiła drobnostkę dla kogoś tak zamożnego jak Dante, ale dla jej siostry to była fortuna. Pozwoliłaby jej na kupno domu, w którym Finn mógłby żyć jak normalne dziecko. Tylko tego Orla chciała – porządnego domu, w którym mogłaby wychować chorego syna.

Aislin całym sercem kochała siostrzeńca. Miesiącami siedziała przy nim, kiedy leżał w tym okropnym inkubatorze na oddziale intensywnej terapii dla noworodków, pragnąc, by jego maleńkie płuca podjęły samodzielnie pracę. Modląc się, żeby przeżył.

Mały zuch przeżył, ale nie obyło się bez komplikacji. Całe jego życie będzie walką i Aislin była gotowa zrobić wszystko, by ta walka stała się łatwiejsza do zniesienia.

Prawnik Dantego zablokował wszelkie wysiłki jej siostry, próbującej dopominać się swoich praw. Aislin poleciała na Sycylię zdeterminowana, by spotkać się z Dantem osobiście, ale nie udało jej się przedrzeć przez jego ochroniarzy. Włamanie się do tego domu było ostatnim aktem desperacji.

Po czasie, jaki zdawał się ciągnąć jak guma, Dante w końcu podniósł wzrok znad fotografii.

– Nigdy nie słyszałem o tej kobiecie – powiedział twardo. – Mój ojciec miał wiele kochanek. Od jego śmierci wiele osób pojawia się, twierdząc, że są jego nieślubnymi dziećmi. Pokazujesz mi zdjęcie i utrzymujesz, że to moja siostra…

– Niczego nie utrzymuję, ona jest twoją siostrą. Sam przecież dostrzegasz podobieństwo.

Prychnął.

– Podobieństwo jest przypadkowe.

– Nie ma w tym nic przypadkowego! – odparowała i dodałaby więcej, gdyby nie uniósł dłoni.

– Jeśli jest moją siostrą, to dlaczego czekała aż do jego śmierci, żeby się ujawnić?

– Nie musiała się ujawniać. Dopóki nie skończyła osiemnastu lat, twój ojciec płacił na nią alimenty.

Nogi się pod nim ugięły, ale natychmiast się opanował.

– To mogę sprawdzić.

– To jest prawda i gdybyś nie blokował jej prób kontaktu z tobą, miałbyś już wszystkie te fakty na wyciągnięcie ręki.

– Mój ojciec uznał tylko jedno dziecko: mnie. Nie mówił nigdy o córce, niczego takiego nie wyznał na łożu śmierci.

– To nie jest wina Orli.

– Czy nadal będzie twierdzić, że jest moją siostrą, jeśli powiem, że z jego majątku nic nie pozostało?

– To dlatego, że wszystko sprzedałeś.

Spojrzał na nią z udanym ubolewaniem.

– Mój ojciec był uzależniony od hazardu. Sam sprzedał wszystko, co mógł, by spłacić swoje długi.

– Widziałam listę jego aktywów.

Tylko tyle bezużyteczny adwokat Orli był w stanie uzyskać od kompetentnego prawnika Dantego.

– Posiadał miliony. Orla nie jest zachłanna. Chce dostać tylko niewielką część. Moralnie ma do tego prawo, nawet jeśli ty i twój prawnik się z tym nie zgadzacie. Jestem gotowa okupować ten dom, dopóki nie przepiszesz go na nią albo jej nie spłacisz.

– Prawo jest po mojej stronie. Naprawdę sądzisz, że nielegalne pozostawanie w tym domu coś pomoże?

Spojrzała na niego z furią.

– Zajmując nieruchomość, zyskujesz do niej prawa.

– Może tak jest w Irlandii. Ale tu jest Sycylia. Mój kraj. Moja własność. Moja ziemia. Jednym pstryknięciem palcami mogę cię stąd usunąć.

– Tylko spróbuj! – Poderwała się na nogi i chwyciła kopertę ze stołu, wyciągając z niej jeszcze jeden papier. – A ja powiadomię o tym media. To nie jest twoja ziemia, to część majątku twojego ojca. Orla chce tylko dostać to, do czego ma prawo. Tutaj jest jej upoważnienie dla mnie, żebym załatwiła sprawy w jej imieniu.

Dante zignorował to pismo, ale zauważył trzymającą go ładną dłoń i wypolerowane, kształtne paznokcie. Potem przeniósł wzrok na jej ponętne biodra, szczupłą talię i wydatny biust opięty wdzięcznie miękkim, srebrzystym sweterkiem. Zwyczajne ubranie udrapowane na niezwykłym ciele. Kiedy znowu dotarł do niego jej zapach, poczuł erekcję. Zmieszany, sięgnął szybko po swoją kawę.

Bez skrępowania przyznawał, że odczuwał silny popęd seksualny, ale równie niestosownej erekcji doświadczył ostatnio dwie dekady temu w szkole, kiedy nauczycielce pochylającej się nad jego ławką rozchyliła się bluzka. Wybrnął z tej sytuacji, pociągając spory łyk kawy. Gorący napój rozgrzał go, bo chłód osiadł mu na kręgosłupie. Podobieństwo, jakie dostrzegł między sobą a tą kobietą na zdjęciu, wprawiło go w osłupienie.

– Czy twoja siostra kiedykolwiek mieszkała na Sycylii?

– Nie.

– Uznajmy hipotetycznie na potrzeby tej dyskusji, że mój ojciec istotnie, umierając, był w posiadaniu milionów. Co każe ci myśleć, że Orla ma prawo do czegokolwiek? Mój ojciec uznał mnie za jedynego spadkobiercę. Musisz zdawać sobie sprawę, że mój prawnik i ja przechodziliśmy już przez to wiele razy.

Kiedy pierwszy oszust zgłosił roszczenia do jego majątku, Dante ze swoim adwokatem uważnie przestudiowali wszystkie przepisy prawa spadkowego.

– Sytuacja byłaby inna, gdyby Orla w jakimś momencie swego życia mieszkała w moim kraju. Każdy sycylijski prawnik powie ci, że nie przysługują jej żadne prawa. Nic jej się nie należy. Listę aktywów, jaką posiadacie, sporządzono jeszcze przed śmiercią mojego dziadka. Ojciec sprzedał potem większość wymienionych tam dóbr. Ani rodzinna rezydencja, ani ziemia we Florencji nigdy do niego nie należały. Moi dziadkowie założyli z nich fundusz powierniczy dla mnie, żeby nie zdołał ich sprzedać, ulegając swemu nałogowi. Ten domek jest wszystkim, co pozostawił, ale on nie jest na sprzedaż.

Chociaż był taki zaniedbany, Dante nigdy by się go nie pozbył, bo miał z tego miejsca wyłącznie dobre wspomnienia.

 

– Więc spłać Orlę. Nawet jeśli to, co mówisz, jest prawdą, to z pewnością moralnie coś jej jednak przysługuje. Zadowoli ją ekwiwalent wartości tego domu.

Potrząsnął głową z udanym współczuciem. Jej rozsądek pasował do pozornego braku zachłanności. Idealna przykrywka dla bezczelnego oszustwa. Dante niemal sam uwierzył, że mówiła prawdę. Nawet jego adwokat, jeden z największych prawniczych umysłów w kraju, zapewne także dałby się nabrać. Aislin miała umysł dorównujący jej urodzie i była znakomitą aktorką. Ale jego ojciec nigdy nie trzymałby przed nim takiego sekretu w tajemnicy.

– Ten dom wart jest co najwyżej sto tysięcy euro – powiedział. – A ziemia, na której się znajduje, mniej więcej tyle samo.

– To może nie jest dla ciebie wiele, ale dla Orli to majątek.

– Skoro tak wiele dla niej znaczy, to dlaczego jej tu nie ma? Dlaczego przysłała tu ciebie?

– Bo w tym momencie nie chce opuszczać Irlandii. Ja jestem mobilna…

– Nie chce się spotkać się ze mną twarzą w twarz? – Jego gniew narastał. – A może myślała, że omami mnie, wysyłając tu piękną kobietę? Kiedy wszedłem do domku, brałaś akurat kąpiel. – Wstał powoli. – To było celowe? Obserwowałaś mnie? Obecność ze mną moich ludzi sprawiła, że zmieniłaś plany?

Nie dał jej czasu na obronę. Kroczył powoli w stronę wnęki kuchennej, w której się zaszyła.

– Przyznaj, że to wszystko jest stekiem kłamstw.

Na jej twarzy pojawił się rumieniec, zmysłowe wargi zacisnęły się mocno. Nagle wyobraził sobie, że te ponętne wargi rozchylają się dla niego… Żar ogarnął mu lędźwie i wziął głęboki wdech, żeby się opanować, ale wtedy wciągnął do płuc jeszcze więcej jej upajającego zapachu.

Zacisnął zęby i pomachał zdjęciem nadal trzymanym w ręku.

– Jak długo szukałyście idealnej fotografii, by mogła udawać moją siostrę?

Wyrwała mu z ręki zdjęcie i wbiła palec w twarz chłopczyka.

– Nawet nie spojrzałeś na chłopca trzymanego przez Orlę? – burknęła. – To twój siostrzeniec.

– Ależ oczywiście. Co może bardziej zmiękczyć serce mężczyzny niż widok pięknego dziecka? Muszę przyznać, że ze wszystkich oszustów próbujących mnie oszukać, ty, dolcezza, jesteś najlepsza.

Chwyciła torebkę i wyciągnęła z niej telefon. Uruchomiła go i skierowała ekran w stronę Dantego.

– Niby na co mam patrzeć? – spytał drwiąco.

– Na zdjęcia. Musi tam być ze sto zdjęć Finna i samej Orli. Bierz, do cholery, ten telefon i patrz! – Chwyciła go za rękę i wcisnęła w nią komórkę.

Poczuł wstrząs, kiedy jego skóra zetknęła się z jej skórą. Elektryczny ładunek przebiegł przez ich ciała. Zaszokowani spojrzeli sobie w oczy. Po chwili, która trwała o wiele za długo, odsunęła rękę i stanęła jak najdalej od niego. Serce biło jej tak mocno, że krew huczała jej w uszach.

– Proszę, popatrz na to – szepnęła, zbierając się na odwagę, żeby znowu na niego spojrzeć.

Nie była najlepszym fotografem, ucinała czubki głów, wsadzała kciuk w kadr albo traciła ostrość, ale te marne zdjęcia stanowiły dowód na to, że nie kłamała. Orla naprawdę była przyrodnią siostrą Dantego.

Biologicznie też przyrodnią siostrą Aislin, ale nigdy nie myślała o niej inaczej jak po prostu o siostrze. Razem się wychowywały i dzieliły pokój, dopóki Orla nie wyjechała na uniwersytet. Dbały o siebie wzajemnie, walczyły ze sobą, bawiły się, kochały i nienawidziły. Nikt nie umiał wkurzać Aislin tak jak Orla, i wiedziała, że siostra myślała o niej to samo.

Grdyka Dantego poruszyła się kilkakrotnie, kiedy usiadł na najbliższym krześle, wpatrzony w zdjęcia. Usiadła naprzeciw, wystarczająco blisko, by słyszeć jego oddech. Głęboki oddech kogoś, czyje życie właśnie przewracano do góry nogami. Znała to uczucie. Wypadek, jakiemu trzy lata wcześniej uległa Orla, w wyniku którego Finn urodził się przedwcześnie, także przewrócił ich życie do góry nogami. Mimowolnie współczuła Dantemu. Odkrycie sekretu rodzinnego tej wagi musiało być druzgocące.

Jej własny ojciec po rozstaniu z jej matką założył nową rodzinę i miał jeszcze dwoje dzieci, ale w tym nie było żadnej tajemnicy. Jej matka popełniła w życiu wiele błędów, ale nie okłamywała jej. Czasem Aislin tego żałowała, bo oszczędziłoby jej to wiele bólu.

– Nie jestem oszustką – odezwała się cicho po dobrych dwóch minutach, które zdawały się dwiema godzinami. – Orla jest tak samo twoją siostrą, jak i moją, i Finn jest tak samo twoim siostrzeńcem, jak i moim. Wiem, że chętnie podda się testowi DNA, jeśli uznasz to za konieczne.

Znowu zapadła cisza, dopóki Dante nie natrafił na zdjęcie, któremu przyjrzał się bliżej. Odwrócił telefon w jej stronę.

– Dlaczego jest w szpitalu? Co ma na głowie?

Chłopczyk uśmiechał się, leżąc na szpitalnym łóżku.

– To jest zdjęcie sprzed pół roku, kiedy robiono mu badanie EEG.

– Co to takiego?

– Badanie fal mózgowych. Urodził się przedwcześnie z dziecięcym porażeniem mózgowym. Cierpi na ciężką epilepsję. To dlatego Orla nie przyjechała na Sycylię. Boi się go zostawić. To z powodu jego choroby ubiega się o część spadku. Nie jest chciwa. Chce tylko zdobyć dla niego bezpieczny dom. – Zamilkła na chwilę. – Przepraszam, że się tu włamałam, zwykle nie zachowuję się w ten sposób. Ale jesteśmy zdesperowane. Proszę, Dante, Finn jest twoim siostrzeńcem. Potrzebujemy twojej pomocy.

Dante położył telefon na stole. Było mu niedobrze. Jeśli wierzyć dowodom, a wydawały się niezbite, miał przyrodnią siostrę i siostrzeńca. Ojciec go okłamywał. Zalała go kolejna fala mdłości.

Pomyślał o dacie urodzin Orli. Miał siedem lat, kiedy się urodziła. Jego matka rozwiodła się z ojcem, kiedy był w tym wieku. Czy wiedziała, że Dante miał siostrę? Czy brała udział w tym spisku, utrzymując to przed nim tajemnicy?

Wiele myśli kłębiło mu się w głowie, ale silniejszy od innych był obraz chłopczyka, jego siostrzeńca, leżącego na szpitalnym łóżku, podłączonego do maszyny tuzinem rurek przyczepionych do jego głowy.

– Ile on ma lat?

– Za miesiąc skończy trzy.

Nie chciał słyszeć współczucia dźwięczącego w jej głosie. Przecież ta kobieta go nie znała. Mieli tylko wspólną siostrę. I chorego siostrzeńca. Zaklął cicho. Przesunął palcami po grzbiecie nosa i zastanawiał się głęboko, odsuwając na bok kłębiące się w nim emocje.

Miał do uratowania kontrakt z rodziną D’Amores, a czas upływał. Zostało mu pięć dni, by ocalić największy interes życia. O ile nie przekona Riccarda, że skończył z życiem playboya i nie powiela grzechów swoich rodziców, umowa na wyłączność będzie stracona na dobre. W poniedziałek Riccardo zamierzał podpisać ją z największym rywalem Dantego.

Już w młodości nauczył się, że niczego nie można przedkładać nad interesy. Jego ojciec pozwalał, by emocje i nałóg brały nad nimi górę, i wszystko przez to stracił. Mimo to miał przed oczami obraz tego chłopczyka, swojego siostrzeńca, a kiedy wpatrywał się w szare oczy kobiety, która właśnie powiedziała mu, że całe jego życie było kłamstwem, zakiełkowała się w nim pewna myśl.

Ponownie się jej przyjrzał i wyobraził ją sobie w kosztownej kreacji od projektanta, z włosami, których koloru nadal nie mógł określić, pięknie ułożonymi. Nikt jej tu nie znał. Była najwyraźniej inteligentna. I wystarczająco piękna, by nikt nie miał wątpliwości, widząc ją z nim pod rękę. Pomimo całej swojej urody ogromnie się różniła od kobiet, z którymi się zwykle spotykał.

– Mówiłem prawdę. Mój ojciec umarł bez grosza przy duszy – powiedział wolno. – Wypłacałem mu kieszonkowe i opłacałem jego rachunki, ale poza tym domem nie zostawił nic. Zgodnie z sycylijskimi przepisami twoja siostra nie ma nawet prawa do udziału w nim.

Aislin zamknęła oczy i opadła na krzesło. W jego słowach dźwięczała prawda. Porażka wydawała się tak ogromna, że straciła siłę, by go poprawić i powiedzieć głośno, że Orla była także jego siostrą.

Sama była studentką bez grosza przy duszy, a Orla – samotną matką bez grosza, wciąż walczącą z firmą ubezpieczeniową o odszkodowanie za kalectwo syna. Resztę gotówki wydały na tego beznadziejnego adwokata, który nie pofatygował się nawet, żeby się zapoznać z przepisami sycylijskiego prawa spadkowego. Jej bilet lotniczy z otwartą datą powrotu i wynajęcie na miejscu samochodu pozostawiły je bez pieniędzy. Jeśli nawet istniała jakaś luka prawna, którą mogły wykorzystać, to nie miały środków, za pomocą których mogły to zrobić.