Nieznośny ciężar braterstwaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

1. Wprowadzenie

Plecy w plecy

Narody wkraczają na scenę

Anatomia nienawiści

2. Początek trudnego wieku

Co o sobie wiemy?

Polityka i politycy

Polskie pół wieku

Pogranicze przejściowe

Wojna o tożsamość

3. Pierwsza wojna światowa

Pierwsze dni

Wielka polityka

Współpraca czy rywalizacja?

4. Wojna o Cieszyn

Wyścig z czasem

Chwiejny kompromis

Między Warszawą a Pragą

Czeski najazd

Wojna propagandowa

Wojna dyplomatyczna

Plebiscyt i klęska

5. Dwadzieścia lat niezgody

Dyplomatyczna sinusoida

Wśród stereotypów

Z dziejów Polaków na Zaolziu

Instrumentalizacja

6. Wojna, której nie było

Czechosłowacja kontra Hitler

Polacy kontra Czechosłowacja

Między Zaolziem a Warszawą

Triumfalne przyłączenie

Złudzenia i rzeczywistość

Spóźniony przełom

7. Nowy porządek

Miraże federacji

Pod okupacją

Pax sovietica

Pół wieku w zamrażarce

Epilog

Bibliografia

Źródła ilustracji

Przypisy

Opieka redakcyjna: JOLANTA KORKUĆ

Recenzent merytoryczny: dr GRZEGORZ GĄSIOR

Redakcja: WOJCIECH ADAMSKI

Korekta: ANNA DOBOSZ, EWA KOCHANOWICZ, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK

Wybór ilustracji: MARCIN STASIAK

Opracowanie graficzne: ROBERT KLEEMANN

Na okładce wykorzystano fotografię ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego: Spotkanie członków czesko-polskiej misji wojskowej, Cieszyn, październik 1938 r. (Skępski Michał / NAC)

Skład i łamanie: Infomarket

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2016

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-05892-3

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Mojemu ojcu

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

1. Wprowadzenie

„Stosunki nasze z najbliższym nam plemiennie narodem były już w odległych wiekach bardzo bliskie i od początku treścią ich była rywalizacja”[1] – pisał o Czechach Roman Dmowski. O relacjach polsko-czeskich można nawet powiedzieć coś więcej: tkwił w nich ukryty potencjał, ale na jego wykorzystanie brakowało dobrego pomysłu. Dość stwierdzić, że choć od tysiąca lat Polacy i Czesi sąsiadują ze sobą, to na palcach jednej ręki można policzyć momenty dziejowe, w których jednoczyliśmy się dla osiągnięcia wspólnych celów. Zdecydowanie więcej można powiedzieć o naszej rywalizacji. Była ona zresztą na ogół na rękę innym potężnym graczom polityki europejskiej, najczęściej polskim sąsiadom z zachodu i ze wschodu.

Wiek XX, a szczególnie jego pierwsza połowa, to najbardziej powikłany czas dla relacji polsko-czeskich. Jest w nim miejsce dla współpracy w czasie pierwszej wojny światowej i dla niewypowiedzianej wojny o Śląsk Cieszyński. Znajdziemy tam okres wieloletniego chłodu w relacjach dyplomatycznych i uparte powroty do koncepcji współpracy, które zaowocowały planami stworzenia federacji polsko-czechosłowackiej. Zanim jednak przyjrzymy się tym sprawom z bliska, dokonajmy bilansu otwarcia. Zobaczmy, z jaką hipoteką obie strony wchodziły w XX stulecie.

PLECY W PLECY

Doskonale znana w Polsce legenda mówi o tym, że Lech, Czech i Rus byli braćmi, którzy wędrując pierwotnie razem, rozeszli się i założyli swoje siedziby w trzech odrębnych miejscach, dając tym samym początek trzem narodom. Ich dzieje splotły się ze sobą nierozerwalnie, kształtując całą historię Europy Środkowej i Wschodniej. Rusa zostawmy na razie w spokoju, chociaż powróci on jeszcze nieraz na karty tej książki. Jakie dziedzictwo pozostawili po sobie dwaj pierwsi bracia, mityczni protoplaści obu narodów? Dość skromne. Pomimo pozornej bliskości w ciągu stuleci kolejne pokolenia Czechów i Polaków niewiele o sobie wiedziały. Zwróceni ku Zachodowi Czesi nie interesowali się Polakami coraz bardziej zbliżającymi się do Wschodu. Tam, gdzie brakowało wiedzy, nie było możliwości zetknięcia się z innym realnym światem – powstawały zatem „myślowe protezy”, wyobrażenia na temat cech charakteru narodowego reprezentowanego przez drugą stronę. Wchodziły one do kulturowego dziedzictwa oraz uznawanego systemu wartości – stawały się częścią tradycji. W taki właśnie sposób pomiędzy Czechami i Polakami przez stulecia narosły liczne stereotypy.

Historyk, który próbuje owe stereotypy analizować, staje przed trudnym zadaniem – musi podjąć próbę rekonstrukcji sfery ludzkich myśli i uczuć. Przede wszystkim jednak powinien odpowiedzieć na pytanie: jaka jest geneza stereotypów narodowych i jak one funkcjonują?[2] Bo to, że istnieją, wiemy doskonale. Dla większości Polaków Czesi to „Pepiki”, czemu niedawno dała wyraz książka pod takim właśnie tytułem[3]. „Pepiki” lubią pić piwo, unikają wojen, nad romantyczne porywy zawsze będą przedkładać pragmatyzm. Nie przestaje mnie fascynować to, dlaczego w ten sposób myślimy o naszych południowych sąsiadach. Przecież protoplaści obu narodów – Czechów i Polaków – zetknęli się ze sobą już ponad tysiąc lat temu. Mówili wówczas bliskimi sobie językami, a na pewno potrafili porozumieć się bez tłumaczy. Spróbujmy prześledzić, w jaki sposób narosły pomiędzy nami różnice.

We wczesnośredniowiecznej Europie najważniejszym zadaniem władców plemiennych było umacnianie własnej władzy przez umiejętne sojusze. Mieszko, pierwszy znany nam na pewno z imienia książę Polan, wybierając sprzymierzeńca, musiał brać pod uwagę rosnące zagrożenie ekspansją niemiecką z zachodu. Młode państwo Polan mogło zostać z łatwością „połknięte” przez potężnego sąsiada. Dlatego Mieszko zdecydował się zawrzeć sojusz z księciem Czechów, Bolesławem Srogim. Pojął za żonę córkę czeskiego władcy, Dobrawę, a jednocześnie przyjął chrzest w obrządku łacińskim. W ten sposób, dzięki czeskim sąsiadom, księstwo Mieszka zostało włączone do wielkiej rodziny narodów europejskich. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach naszego państwa – symbolicznie przyjmuje się je za początek polskiej państwowości. Oto w jaki sposób na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej opisał je Ksawery Pruszyński w jednym ze swoich reportaży: „To, co tkwi w samym rdzeniu osobowości polskiej (...) – katolicyzm – wzięliśmy z Czech. Ten pierwszy wielki prąd duchowy, pierwszy prąd intelektualny i cywilizacyjny, jaki wlał się w puszcze nadgoplańskie i nadodrzańskie, wyszedł z Moraw, Czech i Śląska (...). To stąd wyszła pierwsza kobieta w dziejach Polski, matka Chrobrego, Dąbrówka, stąd szli mnisi, księża, zakony, uczeni i pod ich wpływem nasz bezładny miąższ pogański kształtował się i krzepł, spajał w państwo i nie dał się zetrzeć na miazgę jak sypki świat Słowian połabskich”[4].

 

Nie sposób przecenić znaczenia tego momentu dziejowego. Dzięki przyjęciu chrztu pojawiła się w państwie Polan organizacja kościelna, która stała się potężnym narzędziem politycznym wzmacniającym rodzący się organizm państwowy. Licznie powstające świątynie nowej wiary tworzyły podstawę dla rodzącej się administracji władzy piastowskiej. Przyjęcie chrześcijaństwa uchroniło Polskę przed agresją z zewnątrz, przede wszystkim przed zaborczą polityką książąt niemieckich. Rola Czechów w chrzcie Polski była bardzo istotna – dzięki temu, że to właśnie oni byli pośrednikami, Mieszko zyskał pewną niezależność od cesarza niemieckiego. Ten ostatni też chętnie schrystianizowałby Polskę, za czym zapewne poszłoby narzucenie ściślejszej podległości politycznej. Przyczyniając się do chrztu Polski, sami Czesi również wzmocnili swoją pozycję, zyskując mir skutecznych głosicieli nowej wiary oraz mocno ocieplając stosunki z rodzącym się państwem Piastów. Wszystko to dowodzi, że wzajemna współpraca Polaków i Czechów potrafiła przynieść obu stronom daleko idące korzyści. Mogłoby się więc wydawać, że jedni i drudzy potrafią zrozumieć przesłanie, jakie niosą ze sobą dzieje pierwszych kontaktów polsko-czeskich.

Niestety, tak chwalebnych przykładów współpracy bywało potem niewiele. W końcu X stulecia z Pragi do Gniezna uciekł biskup Wojciech Sławnikowic, który zgłosił gotowość podjęcia misji do kraju Prusów[5]. Jego męczeńska śmierć w 997 roku została przekuta przez Bolesława Chrobrego na sukces polityczny; wykupił on ciało misjonarza i umieścił je w Gnieźnie, gdzie czeski kapłan został patronem arcybiskupstwa. Ale – jak pisał czeski historyk Jaroslav Goll – „wspólny święty dla Czechów i Polaków (...) tego cudu nie dokazał, aby w narodach pokrewnych (...) rozbudził miłość braterską”[6]. Z czasem było już tylko gorzej. Gall Anonim, twórca pierwszej kroniki polskiej, pisał o południowych sąsiadach, że „są najzawziętszymi nieprzyjaciółmi Polaków”[7]. Działający w tym samym czasie Kosmas, autor pierwszej kroniki czeskiej, nie pozostawał mu dłużny, jednoznacznie określając Polaków mianem wrogów[8]. Co się zatem stało?

Już około 1000 roku książę Bolesław Chrobry wykorzystał moment osłabienia politycznego państwa rządzonego przez dynastię Przemyślidów i opanował Czechy, Morawy oraz zachodnią Słowacczyznę. O ile Czechy z Pragą szybko zrzuciły zależność od Piasta, o tyle na dwu pozostałych obszarach przez blisko dwie dekady trwały wpływy polskiego władcy, który koronował się na króla w 1025 roku. Polska była wówczas prawdziwie potężna, Andrzej Nowak pisze wręcz o imperium Chrobrego[9]. Okazało się ono jednak kruche, rozpadło się bowiem wkrótce pod ciosami ze wschodu i z zachodu. Co gorsza, już w 1038 roku książę czeski Brzetysław mógł odwdzięczyć się Polsce pięknym za nadobne. Oto jak opisał te wydarzenia Kosmas: „wtargnął [Brzetysław] do polskiej ziemi owdowiałej po swoim księciu i nieprzyjacielsko ją napadł i jak niezmierna burza szaleje, sroży się, wszystko zwala – tak wsie rzeziami, rabunkami, pożarami pustoszył, obronne miejsce siłą zdobywał”[10]. Wykorzystując chaos wywołany bratobójczymi rozgrywkami nad Wisłą, podporządkował sobie Śląsk, a Wielkopolskę i Małopolskę bezlitośnie złupił. Najazd do tego stopnia spustoszył ziemie polskie, że państwo pierwszych Piastów znalazło się na skraju przepaści. Uratował je i odbudował Kazimierz Odnowiciel dzięki wsparciu Rusinów i cesarza Henryka III, którzy nie życzyli sobie nadmiernego wzmocnienia wpływów czeskich. Tak wyglądały zmagania o prymat w Europie Środkowej w samych początkach państwa polskiego. Kontakty polsko-czeskie były intensywne, ale nacechowane wzajemną wrogością.

Gdy w 1138 roku książę Bolesław Krzywousty podzielił swoje państwo na dzielnice, Polska na długi czas pogrążyła się w sporach wewnętrznych. Z czasem podziały nasilały się, co sprzyjało wzrostowi potęgi sąsiadów. Jednym ze skutków trwającego z górą sto pięćdziesiąt lat rozbicia dzielnicowego była stopniowa utrata przez polskich książąt kontroli nad Śląskiem na rzecz władców Pragi. Królestwo Czech przeżywało wówczas okres świetności, który osiągnął apogeum podczas rządów Przemysła Ottokara II. Praga nie tylko znakomicie ułożyła swoje stosunki z władcami niemieckimi, ale też chętnie wspierała Krzyżaków, od początku lat trzydziestych XIII wieku coraz wygodniej moszczących się nad Bałtykiem, co jednoznacznie godziło w polskie interesy. Jakby tego było mało, ambitny władca Hradczan snuł plany chrystianizacji pogańskich ludów wschodniej Europy. Myślał między innymi o podporządkowaniu sobie ziem litewskich, co rzecz jasna również było dla Polski niekorzystne, bo na wschód Czesi mogli dostać się jedynie przez ziemie polskie. Kres marzeniom Przemysła Ottokara II przyniosła klęska w bitwie pod Suchymi Krutami w 1278 roku zadana przez austriackiego hrabiego Rudolfa Habsburga. Ten ostatni był protoplastą dynastii, która miała odcisnąć trwałe piętno na historii ziem czeskich i polskich.

Chociaż klęska militarna zatrzymała ekspansję czeską w kierunku zachodnim, to jednak nie zastopowała rozwoju królestwa. Ponieważ nie mogło ono poszerzać swoich wpływów na zachód, wybrało kierunek wschodni przy aprobacie władców cesarstwa. To w tym okresie Piastowie śląscy zaczęli składać hołdy lenne królowi Czech – co niebawem zaowocowało oderwaniem się Śląska od Polski. Jakby tego było mało, w 1291 roku do Małopolski wkroczył Wacław II – władca, dzięki któremu Królestwo Czech ponownie stało się potęgą. Ułożył on swoje stosunki z możnymi niemieckimi, unormował sytuację wewnętrzną, po czym w ciągu kilku lat opanował większość ziem polskich. Jego najazd nie przypominał jednak niszczycielskiej napaści Brzetysława. Przyniósł ze sobą nie zniszczenie, ale stabilizację, silną władzę królewską i instytucję starosty – urzędnika królewskiego, która na stałe wrosła w polską tradycję prawną[11]. U szczytu swojej potęgi, w 1300 roku Wacław II koronował się w Gnieźnie na króla Polski i panował równocześnie na ziemiach polskich oraz czeskich. Unia personalna skończyła się jednak szybko – już pięć lat później czeski monarcha zmarł. Jego następca, Wacław III nie zdążył nawet zobaczyć swojego polskiego władztwa, zamordowany na granicy polsko-morawskiej w 1306 roku. Wtedy też zaczęła się na dobre odradzać polska państwowość – następcą Przemyślidów na krakowskim tronie książęcym został piastowski książę kujawsko-łęczycki Władysław Łokietek[12]. Prawdziwy budowniczy odnowionego państwa, syn Łokietka, Kazimierz, słusznie nazwany przez potomnych Wielkim, ustabilizował relacje polsko-czeskie.

Największą świetność Królestwo Czech osiągnęło pod rządami dynastii Luksemburgów, szczególnie w czasach Karola IV, gdy czeska stolica stała się pierwszym miastem Cesarstwa. Wątpiących w znaczenie tego okresu przekona niezawodnie krótki spacer po czeskiej stolicy i okazałe budynki Uniwersytetu Karola (założonego właśnie przez wspomnianego władcę w 1348 roku) czy imponująca bryła mostu Karola. Wzrost potęgi państwa czeskiego miał jednak swoją cenę, wiązał się bowiem z rosnąca dominacją kultury niemieckiej. W bardzo plastyczny sposób opisał to Ksawery Pruszyński w jednym ze swoich reportaży z końca lat trzydziestych XX wieku: „Jeśli w wielkim sporze średniowiecza, cesarsko-papieskim, rzymsko-germańskim, Polska brała z reguły stronę papieża i Rzymu, oni [tj. Czesi] trzymali się Niemiec i cesarza. Była to mądra polityka: sprowadziła na ziemie czeskie wielki prąd cywilizacyjny, który znaczył swoje przejście zakładaniem miast i klasztorów, placówek oświaty i kultury, budową kamiennych zamków i wspaniałych katedr. Była to polityka mądra, bo na pustoszach bezpańskich osadzała lud pracowity, ogromnie wówczas rozrodczy, dający robotnika i rekruta, trzebiący lasy i sadzący winnice. Ale była to polityka krótkowzroczna, bo zalała na zawsze część kraju obcojęzycznym namułem”[13].

Niewątpliwie w połowie XIV wieku Czechy były potężne. Złota Praga stała się jednym z głównych centrów polityki europejskiej, ale wciąż jej potęga i bogactwo wypływały z potęgi i bogactwa całego Cesarstwa Rzymskiego. Kraków, choć w owym czasie też dynamicznie się rozbudowywał i niedługo później również został siedzibą uniwersytetu (1364), nie mógł się z Pragą równać potęgą i przepychem. Jak już wspomniałem, dynamiczny rozwój ziem czeskich doprowadził do opanowania Śląska, co w pierwszej połowie XIV wieku było już faktem niepodważalnym[14]. Władcy czescy nie zaprzestali też wspierania państwa krzyżackiego, co oznaczało śmiertelne zagrożenie dla istnienia Królestwa Polskiego. Na domiar złego dynastia Luksemburgów domagała się uznania praw do korony polskiej, należnych jej jakoby w spadku po Wacławie II. Ten problem rozwiązał dopiero Kazimierz Wielki na mocy układu z Karolem Luksemburskim, który w zamian za uznanie faktycznego odłączenia Śląska od Królestwa oraz gigantyczną jak na owe czasy kwotę 20 tysięcy kóp groszy praskich, zrzekł się praw do tronu krakowskiego. Było to mistrzowskie posunięcie dyplomatyczne polskiego władcy i na dłuższy czas odsunęło niebezpieczeństwo sojuszu czesko-krzyżackiego.

Za czasów panowania w Pradze pierwszych Luksemburgów wpływy niemieckie na ziemiach czeskich systematycznie rosły. Chociaż przynosiło to owoce w postaci rosnącego poziomu cywilizacyjnego i kulturalnego, to nie wszyscy mieszkańcy ziem czeskich witali wzrost wpływów niemieckich z radością. Rosło niezadowolenie ludności identyfikującej się z miejscową kulturą. Na takim podglebiu wyrósł ruch odnowy religijnej zapoczątkowany przez praskiego kaznodzieję Jana Husa. Husytyzm, co należy podkreślić, koncentrował się na postulatach religijnych, a jego zasadnicze założenie stanowiła daleko idąca odnowa Kościoła. Późniejsza narodowa historiografia czeska chciała jednak widzieć w husytyzmie coś więcej. Z jednej strony podkreślano, że był to ruch ludowy, egalitarny, z drugiej – że miało go charakteryzować ostrze antyniemieckie. Dużo w tym dziewiętnastowiecznej mitologii, ale w takiej interpretacji tkwi ziarno prawdy. Spychane do roli europejskich peryferii ziemie czeskie walczyły bowiem również o to, by odgrywać rolę samodzielnego centrum, niezależnego od zewnętrznego zwierzchnictwa. Gdy w 1414 roku Jana Husa wezwano na sobór do Konstancji, gdzie miał publicznie bronić swoich poglądów, został podstępnie uwięziony, a następnie spalony na stosie. Już w epoce nowoczesnej Maria Konopnicka poświęciła mu wiersz Jan Hus, stanowiący artystyczną wizję monologu tego kaznodziei czekającego na wyrok. Znajdziemy tam fragment, który tylko potwierdza, jak w XIX wieku uczyniono z Husa bojownika o wyzwolenie narodowe Czechów.

Triumf wam! Triumf, o rzymskie wy pany!

Obroną moją jest tylko milczenie,

A winą – duch mój, co zerwał kajdany[15].

Śmierć charyzmatycznego kaznodziei wywołała wielkie poruszenie na ziemiach czeskich, a wielu ich mieszkańców aktywnie włączyło się do ruchu husyckiego. W ten sposób nasi południowi sąsiedzi zyskali w katolickiej Europie – zatem także na ziemiach polskich – miano heretyków[16]. Pisząc o problemie herezji i jej postrzegania przez ludzi średniowiecza, warto jednak twardo stąpać po ziemi. Jak pisał Stanisław Bylina, „heretyk pozostawał narzędziem doczesnej ideologii i propagandy skierowanej ku wewnątrz i na zewnątrz kraju, nie zaś postacią predestynowaną do odegrania przewidzianej roli w eschatologicznym dramacie Kościoła i ludzkości”[17]. Dlatego też, choć z punktu widzenia Rzymu husytyzm był rzeczywiście ruchem heretyckim, to miał on również znaczenie polityczne.

 

W czasie gdy nad ziemie czeskie nadciągała burza, nastąpiły ważne zdarzenia w Krakowie. Najpierw bezpotomnie umarł Kazimierz Wielki. Jego następcą został władca Węgier Ludwik Andegaweński, a następnie jego córka Jadwiga, którą w 1386 roku wydano za księcia litewskiego Jagiełłę. Ten krok na wiele stuleci zwrócił oczy polskich polityków na wschód – tam miała się teraz kierować polska ekspansja. To Polakom przypadło w udziale urzeczywistnienie dawnego snu Przemysła Ottokara II – chrystianizacja Litwy. Wilno i Kraków łączyły wspólne interesy, a najważniejszym było powstrzymanie trwającej od półtora wieku ekspansji krzyżackiej. Królestwo Polskie zostało przez Krzyżaków odcięte od Morza Bałtyckiego, a w 1397 roku taki sam los spotkał Litwę, gdy Krzyżacy zajęli Żmudź. Ten ostatni krok spowodował powstanie nad Bałtykiem wielkiego państwa rozciągającego się od Ziemi Dobrzyńskiej na południu aż po Estonię na północy. Jak widać, Polacy, Litwini i rosnący w siłę ruch husycki mieli podobnego przeciwnika. Stąd obecność czeskich żołnierzy wspierających wojska polsko-litewsko-ruskie pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku[18].

Na słynnym obrazie Matejki przedstawiającym tę bitwę w gęstwinie postaci można dostrzec posępnego siłacza w łuskowej zbroi, biorącego zamach do cięcia dwuręcznym mieczem. To hetman husycki Jan Žižka z Trocnova, znakomity strateg, który w całym życiu nie przegrał ani jednej bitwy. Czyżby więc tym razem zwyciężyło słowiańskie braterstwo? Nie do końca. Pamiętajmy, że podczas gdy garstka husyckich rycerzy wsparła Władysława Jagiełłę przeciw Krzyżakom, wojska króla czeskiego, będącego jednocześnie cesarzem rzymskim, zachowały wrogą neutralność i wciąż stanowiły realną groźbę dla południowych granic państwa polsko-litewskiego.

Nie zmienia to jednak faktu, że Žižka zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach relacji polsko-czeskich. Gdy husyci wzniecili powstanie i przegnali z Pragi króla-cesarza, ich przywódca konsekwentnie popierał kandydaturę Władysława Jagiełły na tron na Hradczanach. Był to pomysł mający logiczne uzasadnienie: tak Polacy, jak i Litwini oraz Czesi musieli przecież mierzyć się z silną ekspansją niemiecką. Nie tylko polityczną, ale również ekonomiczną. Ta druga nie była w żaden sposób sterowana, ale wynikała z ogromnej ruchliwości ludności niemieckiej, która zwartymi grupami systematycznie zasiedlała tereny położone na wschodzie. Niestety, śmiały plan współpracy polsko-litewsko-czeskiej nie ziścił się. Na przeszkodzie stanął mu nie tylko twardy sprzeciw możnowładców niemieckich – również polskie duchowieństwo nie wyobrażało sobie, żeby polski monarcha panował nad heretykami.

W połowie XV wieku czeski król, Jerzy z Podiebradów, został pierwszym władcą w Europie, który oficjalnie odrzucił wiarę katolicką, stając się monarchą-heretykiem. Dopiero po jego śmierci w 1471 roku na tronie w Pradze zasiadł władca z dynastii Jagiellonów. Nie był to jednak ówczesny król Polski Kazimierz Jagiellończyk, co mogłoby dać początek imponującemu jagiellońskiemu imperium, ale jego najstarszy syn, Władysław. Po 1490 roku panował on też równolegle na Węgrzech, ale w dziejach żadnego z tych krajów nie zapisał się szczególnie chwalebnie. Był władcą biernym i niesamodzielnym, niezdolnym do zbudowania trwałych powiązań pomiędzy ziemiami czeskimi a państwem polsko-litewskim. Niewiele więcej udało się dokonać jego synowi, Ludwikowi, który zginął śmiercią żołnierza na polu bitwy pod Mohaczem w 1526 roku, walcząc przeciw nawale tureckiej. Po jego śmierci tron w Pradze dostał się w ręce Habsburgów, a polska polityka zachodnia skupiała się odtąd co do zasady na wspieraniu monarchów rządzących z Wiednia.

Tak też było w początkach wojny trzydziestoletniej. Wtedy to bowiem, w 1620 roku, polskie oddziały najemnej kawalerii – tak zwani lisowczycy – przyczyniły się do największej w dziejach klęski czeskiego oręża pod Białą Górą[19]. Wydaje się, że w dobie ogólnoeuropejskich wojen religijnych panujący ówcześnie polski król Zygmunt III Waza – sam gorliwy katolik – patrzył na buntujących się Czechów przede wszystkim jako na protestantów. Z drugiej strony trzeba przyznać, iż Rzeczpospolita, uwikłana w konflikty z Moskwą i osmańską Turcją, nie miała interesu w obronie czeskiej niezależności. I nie zmienił tu, niestety, niczego fakt bardzo ożywionych – i owocnych – kontaktów kulturalnych, jakie w okresie odrodzenia udało się nawiązać mieszkańcom ziem czeskich i polskich[20].

Konsekwencje, jakie przyniosła klęska białogórska ziemiom czeskim, były bezprecedensowe. Czesi bowiem nie tylko utracili swoje instytucje państwowe i na blisko trzysta lat wtopili się w rządzone z Wiednia imperium habsburskie. Toczona przez Austriaków wojna z czeskością poszła tak daleko, że omal nie zakończyła się trwałym unicestwieniem czeskich tradycji. Grabiono czeskie majątki, z oficjalnego życia usunięto język czeski, a katolicyzm – od lat symbolizujący na ziemiach czeskich dominację niemiecką – stał się religią bezwzględnie wspieraną przez aparat państwa habsburskiego. W konsekwencji tych szeroko zakrojonych działań elity zostały zniemczone. Szlachta zatraciła swój czeski charakter, a nośnikiem tego, co później nazwano tradycjami narodowymi, stali się mieszczanie oraz chłopi. Ponadto nasilił się napływ ludności niemieckiej na ziemie czeskie, co doprowadziło do marginalizacji ich dotychczasowych mieszkańców. Opisana wyżej sytuacja utrzymała się do końca XVIII wieku.

Gdy Czesi doświadczali dziejowego dramatu, Polska przeżywała szczyt swojej potęgi. Już niebawem jednak siła Rzeczypospolitej zaczęła gwałtownie słabnąć. Obce wojska pustoszyły jej terytorium w czasie nieustannych wojen toczonych od połowy XVII wieku aż po lata dwudzieste XVIII wieku. Gdy w drugiej połowie tego stulecia na horyzoncie pojawiła się nadzieja na strukturalne reformy państwa, wzmocnienie władzy królewskiej i przekształcenie feudalnego porządku społeczno-ekonomicznego, na drodze zmian stanęły mocarstwa ościenne. Rosja, Prusy i Austria uznały, że dalsze trwanie Rzeczypospolitej nie leży w ich interesie. Pomimo dramatycznych prób obrony bytu państwowego w 1795 roku Rzeczpospolita zniknęła z mapy Europy.

Dzieje obu państwowości – czeskiej i polskiej – mają ze sobą wiele punktów wspólnych. Wspólne początki i szeroko zakrojona współpraca we wczesnym średniowieczu ustąpiły konfliktom i krwawej rywalizacji. Królestwo Czech przeżywało momenty potęgi, której Rzeczpospolita nie zasmakowała. Gdy jednak przyszedł czas upadku, kultura czeska została zagrożona na skalę, jakiej nigdy nie doświadczyła kultura polska. Znaczące jest, że do utraty suwerenności i przez Rzeczpospolitą, i przez Królestwo Czech przyczyniła się Austria – państwo reprezentujące niemiecki krąg kulturowy, które potrafiło znakomicie wykorzystać waśnie pomiędzy elitami polskimi i czeskimi. Ale czy oznacza to, że pomiędzy Polakami a Czechami przez większość czasu panowała otwarta wrogość? Absolutnie nie. Zdecydowanie częstsza była lodowata obojętność wynikająca z wzajemnej niewiedzy. Było tak przynajmniej z kilku powodów, które częściowo przedstawiłem już wcześniej. Zbierzmy je tu raz jeszcze.

Po pierwsze, Czesi od samego początku swoich dziejów uwikłani byli w niezwykle złożone relacje z Niemcami. To ci ostatni stanowili inspirację, rozsadnik kultury, czynnik intensywnego rozwoju, ale i byli konkurentem. Z czasem Niemcy stali się na ziemiach czeskich politycznym hegemonem. Procesów o porównywalnej skali Polacy nie doświadczyli, co zapewne umożliwiło im zachowanie bytu państwowego aż po koniec XVIII wieku. Ale miało to też inne konsekwencje. Polacy, którzy pod koniec średniowiecza skierowali swoją ekspansję na wschód, stali się uczestnikiem życia politycznego tego regionu Europy. Tymczasem Czesi aspirowali do udziału w polityce Zachodu. Fakt, że oba kraje wyrastały z kultury łacińskiej, tylko w niewielkim stopniu zbliżał je do siebie. Monarchów rządzących w Krakowie, a potem w Warszawie sprawy czeskie obchodziły mało, gdy na horyzoncie były walki z Moskwą, Turcją czy Szwecją. Można powiedzieć, że w pewnym sensie Czech i Lech pozostawali odwróceni do siebie plecami, nie interesując się sobą nawzajem.

Po drugie, suwerenność Rzeczypospolitej nieodmiennie wiązała się z katolicyzmem i pewną polityczną podległością papieżowi. Tymczasem nasi południowi sąsiedzi jako jedni z pierwszych zyskali w katolickiej Europie miano kacerzy, po tym jak szerokie rzesze Czechów sprzeciwiły się papieskiej władzy nad Kościołem. Z punktu widzenia ortodoksji religijnej husytyzm był rzeczywiście ruchem heretyckim, ale dla Czechów stanowił przede wszystkim kolejną odsłonę wielowiekowej rywalizacji czesko-niemieckiej. Miało to jednak szersze konsekwencje, otworzyło bowiem drogę do uznania przez Czechów katolicyzmu za religię opresyjną, podczas gdy w Polsce wciąż pełnił on ważną rolę polityczną spajającą elity Rzeczypospolitej. Katolickiej Polsce i protestanckim Czechom było jednak do siebie coraz dalej.

Po trzecie, na ziemiach czeskich i Rzeczypospolitej panowały zasadniczo różne wewnętrzne stosunki społeczne. Klęska białogórska nie tylko przyniosła Czechom militarną i polityczną zapaść, ale też stała się faktycznym początkiem końca czeskiej szlachty. Na skutek masowych represji szlachta uległa stopniowemu bardzo głębokiemu zniemczeniu – dotychczasowe elity czeskie masowo asymilowały się z kulturą niemiecką. Doprowadziło to do sytuacji, którą trafnie ocenił Benedykt Zientara: „Czesi byli narodem plebejskim, wywodzącym się ze wsi, która miała przechować język praojców”[21]. Kultura czeska zatem na długi czas zniknęła z domów elit i z arystokratycznych salonów. Miała tam powrócić dopiero w XIX wieku. Zgoła odmiennie było w przypadku ewolucji, która stała się udziałem Polski. Polityczny naród szlachecki był nie tylko podmiotem praw Rzeczypospolitej, ale również głównym twórcą kultury. To ostatnie nie zmieniło się także po upadku państwa w końcu XVIII wieku. Oczywiście w odniesieniu do okresu przed XIX wiekiem nie sposób mówić o polskiej kulturze narodowej, ta bowiem miała się dopiero narodzić w swojej nowoczesnej formie, ale skarbnica tradycji i obyczajów, z których owa kultura miała się ukształtować, już istniała. Zapełniały ją właśnie tradycje i obyczaje szlacheckie. A zatem i w tej sprawie Polacy i Czesi czerpali ze zgoła różnych źródeł. Czech-mieszczanin żył zupełnie czym innym niż Polak-szlachcic.

NARODY WKRACZAJĄ NA SCENĘ

Sytuacja ziem czeskich i polskich na początku XIX wieku okazuje się zbliżona – i Czesi, i Polacy pozbawieni są własnej państwowości. Elity czeskie uległy kulturowemu zniemczeniu, polskie zaś wystawione zostały na pokusę dołączenia do wyższych warstw europejskich mocarstw. I oto na arenie dziejów pojawiają się narody. Zawdzięczamy to przede wszystkim Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która zmiotła monarchię burbońską, rozpoczynając tym samym zupełnie nowy rozdział w dziejach Europy. To rewolucja położyła fundamenty pod stworzenie ideologii narodowej, tożsamości narodowej i dyskursu narodowego[22]. Ich istnienie stało się w toku XIX wieku zasadniczym faktem społecznym. Porządkowały one nie tylko świat symboliczny, ale również jak najbardziej realne życie codzienne.