Zakład o życie wieczne i inne kazania krótkieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Zanim wygłoszę kazanie

CZĘŚĆ I. WOBEC NAUKI

Logosfera

Dwie Księgi

Teologia naturalna

Wielki Ślad

Twórczy ferment

Osobista teologia

Rozumienie z wiary

CZĘŚĆ II. ŚWIADKOWIE

Świadectwo kolaboranta

Problemy portowego miasta

Didache

Pasterz Hermasa

Pokusa Ariusza

CZĘŚĆ III. TRUDNE DOGMATY

Dwa Dramaty

Na kredyt

Zanurzenie w śmierć

Kazanie o Krzyżu

Obecność

Prośba Filipa

Darmowy Chleb

Największy problem

Scenariusz końca

CZĘŚĆ IV. ON

Dwie apokalipsy

On ma rację

Dziś jeszcze

CZĘŚĆ V. WIARA

Zakład o życie wieczne

Dynamizm wiary

Dzieje kiełkującego ziarna

Idea czy ideologia?

CZĘŚĆ VI. CZAS

Czas i historia

Wielki Zwodziciel

Nadzieja

CZĘŚĆ VII. OJCZYZNA

Monety i banknoty

Jądro wolności

Historię mamy w swoich rękach

Patriotyzm i praca

Jak być chrześcijaninem w wolnej Polsce?

CZĘŚĆ VIII. SZTUKA ŻYCIA

Ze środka swojego horyzontu

Świat myśli

Bezrobotni

Prawość

Bezsilność Dobra

Czy Pan Bóg cieszy się drachmą?

Dotknięcie samotności

Na pewnym etapie

Źle postawione pytanie

Recepta na życie

Perła

Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno...

CZĘŚĆ IX. ADWENT I BOŻE NARODZENIE

Znak ostrzegawczy

Moralność myślenia

Miejsce w naszych myślach

Dobra Nowina dla niewidzących

Głosy z przyszłości

Inne Święta

CZĘŚĆ X. WIELKI POST

Poza kalkulacje

Nie wszystko jest tak, jak powinno być

Przejrzystość kryształu

Niezłamany szyfr

Kamienne Tablice

Prawo Wszechświata

Krzak gorejący

Tajemnica życia

CZĘŚĆ XI. OKRES WIELKANOCY

Nie ma Go tu

Towarzyszył im w drodze

Nowe stworzenie

Stan przejściowy

Szyfr Transcendencji

Nadzieja jest z Prawdy

Największe Wspólne Dobro

Przypisy

Indeks

Adiustacja i korekta: Redakcja CCPress

Projekt okładki: MARIUSZ BANACHOWICZ

Projekt typograficzny: MIROSŁAW KRZYSZKOWSKI

Skład: MELES-DESIGN

© Copyright by Michał Heller & Copernicus Center Press, 2016

Wydawnictwo dziękuje Panu Profesorowi Adamowi Walanusowi za udostępnienie fotografii wykorzystanej na okładce książki

Wybranych kazań z niniejszego zbioru można posłuchać na stronie internetowej parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Tarnowie: www.maksymilian.diecezja.tarnow.pl

Publikacja dofinansowana z grantu Science for Ministry in Poland przyznanego Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych przez John Templeton Foundation

ISBN 978-83-7886-191-1

Wydanie I

Kraków 2016

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://www.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.


Zanim wygłoszę kazanie

Niedzielne kazanie, obok szkolnej katechezy, jest dziś głównym środkiem (słownego) przepowiadania Ewangelii. To prawdopodobnie ostatnia okazja, kiedy głoszący ma przed sobą znaczne audytorium, złożone nie tylko z ludzi głęboko wierzących. Wśród naszych niedzielnych słuchaczy znajdują się: wątpiący, poszukujący, obojętni, a nawet całkiem niechętni, którzy przyszli tu z różnych powodów. Minęły te czasy, kiedy mogliśmy zakładać, że ci, którzy przyszli, przyszli dlatego, że wierzą. Przepowiadanie Ewangelii powinno być adresowane do wszystkich, którzy są w zasięgu naszego głosu.

 

Czy zatem trzeba zapominać o „wierzących” i mówić do całej reszty? Byłoby to „przekręcenie” w drugą stronę. Jesteśmy przecież i dla jednych, i dla drugich. Na szczęście istnieje wyjście z tej sytuacji. Jedną z najczęstszych przyczyn wątpliwości i odejść od wiary jest mała wiedza religijna – nie bójmy się użyć słowa „ignorancja”. Ona zresztą istnieje także wśród „wierzących” i przejawia się w naiwnych, zabobonnych i niekiedy trochę pogańskich przekonaniach. Na obie te skrajności lekarstwo jest to samo – umiejętnie przekazywana wiedza religijna. Mówiąc inaczej, nasze kazania powinny być przesiąknięte teologią. Jeżeli ograniczałyby się tylko do zbioru zachęt lub przemówień „ku czci” rozmaitych liturgicznych lub paraliturgicznych okazji, to nie tylko mijałyby się z celem, ale również przyczyniałyby się do dobrze znanego zjawiska traktowania kazań jako okazji do „wyłączenia się”.

Na rynku księgarskim istnieje dużo książek religijnych, ale dominują wśród nich „lektury pobożne”, z których tylko niewiele rekomendowałbym do przeczytania. Gdy czasem zdarza się, że chciałbym komuś polecić lekturę popularnoteologiczną, jestem w poważnym kłopocie. To ciekawe zjawisko. Przedstawiciele różnych nauk mają ambicję popularyzowania w społeczeństwie swojej dziedziny wiedzy. Teologowie są pod tym względem niechlubnym wyjątkiem. Jeżeli piszą coś dla niespecjalistów, to zazwyczaj wychodzi z tego jakiś rodzaj „lektury pobożnej”. Myślę, że niedzielna ambona jest doskonałym miejscem do popularyzowania teologii.

Nie znaczy to bynajmniej, że w kazaniu nie powinno być zachęt i zastosowań ascetycznych. Ale po zakotwiczeniu w teologii, ich skuteczność będzie znacznie większa, niż gdyby miały się ograniczać do słownych apeli i psychologicznych nacisków.

Skąd czerpać teologię do kazań? Przede wszystkim z własnego wnętrza. Jeżeli jej tam nie ma, to nawet gdy skopiujemy ją skądś do kazania, będzie papierowa i nieprzekonywająca.

Własne wnętrze trzeba jednak czymś odżywiać. Oczywiście pierwszorzędnym źródłem jest Pismo Święte. Ale musimy sobie pomagać dobrymi komentarzami i wprowadzeniami do ksiąg biblijnych. Polecam zwłaszcza to drugie. Wplecenie do kazania kilku danych historycznych lub archeologicznych nie tylko podnosi jego atrakcyjność, lecz również dodaje wiarygodności, umieszczając dane wydarzenie biblijne w szerszym kontekście, znanym z pozabiblijnych źródeł.

Liturgia w naturalny sposób wplata kazanie w biblijne teksty i niewykorzystanie tego byłoby zmarnowaniem okazji, ale z drugiej strony sztuczne nawiązywanie do przeczytanych fragmentów (typu „Pan Jezus przeszedł z Galilei do Jerozolimy, przejdźmy i my do następnego punktu”) lub powtarzanie „własnymi słowami” ich treści, wybitnie przyczynia się do wzrostu znudzenia naszych słuchaczy. W takiej sytuacji lepiej po prostu pominąć nawiązywanie do czytań i ograniczyć się do wybranego tematu.

Ale jeżeli nawiązujemy do tekstów biblijnych „z dnia”, to pamiętajmy, że oprócz fragmentów z Ewangelii, są wśród nich także czytania ze Starego Testamentu i innych ksiąg Nowego.

Bogatym źródłem teologii do kazań jest również literatura wczesnochrześcijańska i patrystyczna. Ale i jej nie można redukować tylko do „pobożnych cytatów” (typu „jak powiedział św. Bazyli”). Żeby z tej literatury wydobyć teologię przemawiającą do współczesnego człowieka, trzeba także niejednokrotnie wesprzeć się komentarzami. Dziś Internet jest kopalnią zarówno tekstów patrystycznych, jak i rozmaitych wyjaśnień oraz komentarzy. Ale – jak zwykle z Internetem – trzeba zachować szczególną ostrożność, aby nie pomylić tandety z produktem dobrej jakości. Wcześni pisarze chrześcijańscy i Ojcowie Kościoła mają szczególny walor świadków bliskich źródła. Walor ten można w kazaniu dobrze wykorzystać.

Jest jeszcze jedno źródło teologii do kazań, o którym niestety zbyt często się zapomina – to publikacje teologiczne i podręczniki teologii, także i te, z których kiedyś uczyliśmy się w seminarium (jeżeli je jeszcze posiadamy). Wyżej wspomniałem o braku książek popularnoteologicznych. Jeżeli ich nie ma, sami przerabiajmy naukowe publikacje teologiczne na popularnoteologiczne i „publikujmy” je w naszych kazaniach. Dobrym miejscem, w którym takie przetwarzanie może się dokonywać, jest nasza osobista medytacja. Przecież możemy się w niej posłużyć niekoniecznie „pobożną lekturą”, lecz właśnie poważniejszą publikacją teologiczną i zawartą w niej treść przełożyć na rodzaj myślowej modlitwy.

Obecność teologii w kazaniu nie znaczy, że mają być w nim podawane jakieś bardzo wyrafinowane prawdy teologiczne. Mogą to być prawdy bardzo proste, wręcz elementarne, ale musi być w nich treść, a nie tylko zgrabne sformułowania. I zawsze należy się wystrzegać teologicznego żargonu. Owszem, można niekiedy użyć teologicznego terminu (nawet po grecku lub po łacinie), ale zawsze należy go dokładnie objaśnić, używając „normalnego”, zrozumiałego języka.

Jak widać, kaznodzieją nie można być tylko wtedy, gdy przygotowuje się kazanie i potem je wygłasza; kaznodziejstwo to „sposób życia”, w który wkomponowuje się lekturę, medytację, obserwowanie życia i uczestniczenie w nim.

Wszystkie kazania (za wyjątkiem dwóch, które zostały przygotowane, ale do wygłoszenia ich nie doszło) zamieszczone w tym zbiorze, były faktycznie przeze mnie wygłoszone, przeważnie na niedzielnych mszach o godzinie 10.30 w kościele św. Maksymiliana Kolbego w Tarnowie przy ulicy Urszulańskiej. Przygotowując je, starałem się przestrzegać wszystkich wskazań, jakie zamieściłem powyżej. Jest znaną prawdą, że wskazania jest łatwiej dawać innym niż samemu się do nich stosować... Głoszenie kazań to wielka sztuka i – jak to zawsze ma miejsce w uprawianiu sztuki – należy nieustannie mierzyć coraz wyżej.

Nie chciałbym, żeby te kazania były traktowane jako „gotowce”. Jest sobota wieczorem, jutro trzeba wygłosić kazanie (zwykle na kilku mszach), zmęczenie..., więc sięga się po gotowy tekst. Wątpię nawet, czy moje kazania do tego się nadają. W pewnym sensie nie są one „gotowe”. Celowo używałem skondensowanej formy. Raczej widziałbym je jako materiał do przemyśleń i własnych kompozycji.

Podział tego zbioru na części ma raczej charakter umowny. Kazania pochodzą z dużego obszaru czasowego (o czym świadczą daty umieszczane na końcu rozważań; jedynie w kilku przypadkach nie udało się ich ustalić) i wygłaszane były przy różnych okazjach – nie sposób z nich ułożyć zwartych całości. Z drugiej jednak strony, jeżeli kazania wygłasza się przez tak długi okres czasu w tym samym miejscu, trudno za każdym razem być bardzo oryginalnym. Dlatego też nawet nie starałem się eliminować powtórzeń, a niekiedy nawet stosowania tych samych zwrotów.

Moje dość częste wyjazdy sprawiły, że nie udało mi się „pokryć” całego roku liturgicznego; stąd też komponując ten tom, kierowałem się raczej związkami treściowymi pomiędzy poszczególnymi rozważaniami niż kalendarzem liturgicznym. Skorowidz zamieszczony na końcu książki ma (ewentualnie) ułatwić dobór rozważania do danego dnia lub okresu.

Jeszcze jedna uwaga „techniczna”. Jeżeli pod tytułem kazania widnieje odsyłacz do tekstów biblijnych (czytań liturgicznych na dany dzień), należy, przygotowując kazanie, otworzyć Pismo Święte i teksty te uważnie przeczytać. Są one więcej niż integralną częścią kazania – są szkieletem, na którym opiera się jego konstrukcja.

Jest poniedziałek wieczorem. Mam przed sobą prawie cały tydzień do niedzielnego kazania. O czym będę mówić?...

8 sierpnia 2015 roku

Część I

Wobec nauki



Logosfera

W pierwszej komórce, która – nieudolnie jeszcze – zatętniła życiem, było już wpisane jego przyszłe bogactwo i dynamika. Bardzo szybko, w skali kosmicznej, cała planeta otuliła się życiem jak płaszczem. Chcąc to wyrazić, przyjęło się mówić o biosferze: na kulę ziemską niejako nałożyła się powłoka życia – bio-sfera.

Coś podobnego powtórzyło się jeszcze raz, gdy w głowie praczłowieka rozbłysła iskra świadomości. Tym razem perspektywy były jeszcze bardziej dalekosiężne. Przestrzeń ludzkiej myśli zaczęła szybko ekspandować i wprawdzie jeszcze ciągle jest ześrodkowana na Ziemi, ale już sięga do gwiazd, galaktyk i jeszcze dalej.

Jaką nazwę nadać temu zadziwiającemu zjawisku?

Logos – to słowo, które wyraża myśl.

Logos – to myśl, którą można wyrazić w słowie.

Logos – to logicznie zorganizowane poznanie.

Dobrym, wręcz narzucającym się, wyrażeniem na określenie tej atmosfery myśli otulającej Ziemię i rozciągającej się poza nią jest wyraz LOGOSFERA. To już nie cienka otoczka naszej planety, lecz szeroka atmosfera, która pozwala nam żyć i oddychać.


Logosfera ma niezwykle złożoną strukturę. W jej subtelną tkankę wplecione są nie tylko materialne wytwory ludzkości, ale także – przede wszystkim – to, co można określić mianem duchowej kultury człowieka. A w tym, co jest duchowym dorobkiem ludzkości, ważne miejsce zajmują nauka i religia.

Nauka to nasze oczy na świat. Przy ich pomocy kontemplujemy piękno świata, poznajemy jego strukturę, zaczynamy rozumieć, jak on działa i co nam może ofiarować.

Religia to też oczy, ale „oczy duszy”, które nie zatrzymują się na tym świecie, lecz widzą dalej i dzięki temu ukazują świat w szerszej perspektywie. Pozwalają dostrzec, że nie jest on konglomeracją sił, które nas wyprodukowały i zniszczą, gdy nasz czas nadejdzie, lecz uczestniczy w Sensie, który jest w nim, ale go przerasta.


Chociaż nauka i religia są różne, istnieje pomiędzy nimi cały szereg zależności i sprzężeń zwrotnych. Obydwie są sobie potrzebne i obydwie współdziałają ze sobą w logosferze.

„Bez nauki religia byłaby ślepa,

bez religii nauka byłaby kulawa”

– to słynne powiedzenie Alberta Einsteina.

Religia nieoświecona nauką często przeradza się w fanatyzm, który ostatecznie polega na tym, żeby siłą narzucać drugiemu swoje przekonania. I wcale ta siła nie musi być strzelaniem z kałasznikowa lub ucinaniem głów; często przejawia się w nietolerancji, w pogardzie drugich, w negowaniu argumentów oponenta bez próby ich zrozumienia, w zastępowaniu rzeczowych racji nadmiarem słów i podniesieniem głosu.

A nauka bez wsparcia ze strony ducha rzeczywiście jest kulawa. Wprawdzie idzie przed siebie, ale nie wie dokąd i po co.

Nie dajmy sobie wmówić, że pomiędzy religią i nauką istnieje niepokonalny konflikt. Owszem, są napięcia, są konflikty powstające w jakichś szczególnych miejscach zapalnych, ale po to mamy oczy i rozum, żeby je wyjaśniać i uczyć się na błędach. Natomiast na poziomie podstawowym, najgłębszym, religia i nauka są sobie nawzajem potrzebne:

– religia, żeby nie być ślepą,

– nauka, żeby nie kuleć, lecz poruszać się pewnie w przekonaniu, iż odkrywane przez nią prawdy nie są fragmentami wyrwanymi z niezrozumiałej całości.

Nauka i religia są ważnymi elementami logosfery – tej przestrzeni ludzkiej kultury i wartości, która jakby płaszczem otacza naszą planetę, ale sięga poza nasz widzialny horyzont.


Każdy z nas ma także swoją własną małą logosferę: swoje osiągnięcia, swoje życie duchowe, zdobyte wiadomości, osobistą kulturę i perspektywy tego, co jeszcze może osiągnąć.

 

Własną logosferę tworzy się bez przerwy. Moja logosfera jakoś się ze mną utożsamia. Jej rozwój, wzbogacanie, jest moim obowiązkiem. Być może, właśnie po to jesteśmy, tu, na ziemi, żeby przez naszą cząstkę w Całości Wszechświat stawał się odrobinę lepszy.

I na zakończenie jeszcze jeden, bardzo teologiczny akcent. Wyraz „Logos” jest przesiąknięty teologicznym znaczeniem. Przecież we wstępie do Ewangelii św. Jana czytamy: „Na początku było Słowo” – Słowo-Logos, a „wszystko przez Nie się stało” (J 1,1.3).

Logos – to Chrystus Kosmiczny.

Tworząc logosferę, uczestniczymy w Chrystusie.

27 stycznia 2015 roku


Dwie Księgi

Czy przeżyliśmy kiedyś przyjemność z czytania książki? Nie obraz telewizyjny, nie jakiś film. Właśnie książka. Otwieram ją w miejscu, w którym tkwiła zakładka, zaczynam czytać i... stopniowo świat zewnętrzny przestaje dla mnie istnieć. Lektura wchłania moją wyobraźnię, przenoszę się w dziedziny, z którymi żaden zewnętrzny obraz nie może się równać.

Albo inne doświadczenie z książką; może mniej porywające, ale równie ważne. Otwieram książkę, żeby się z niej czegoś nauczyć. Przedzieram się przez trudny tekst, staram się go zrozumieć i krok po kroku, stopniowo, wydobywam z niego i przyswajam sobie potrzebne informacje.


Są oczywiście różne książki: dobre, wartościowe, nudne, byle jakie, śmieciowe... Są również dwie Księgi (już nie książki, naprawdę Księgi) – najważniejsze, niemające sobie równych: Biblia – Księga Objawienia i Wszechświat – Księga Natury.

Już we wczesnym chrześcijaństwie znana była i stosowana metafora Dwu Ksiąg – Księgi Objawienia i Księgi Natury; potem, przez wiele stuleci była ona żywa zarówno wśród teologów, jak i uczonych. I jedni, i drudzy podziwiali nadzwyczajną harmonię tych Ksiąg. Jeszcze Johannes Kepler, wielki reformator nowożytnej astronomii, pisał:

Wszechświat jest dokładnie tą Księgą Natury, w której Bóg, jako Stwórca, objawił i zawarł Swą wolę co do człowieka w pozbawionym słów piśmie[1].

Na początku czasów nowożytnych, jak wiemy z historii, stosunki między tymi dwiema Księgami zaczęły się psuć. Potępienie Galileusza, a następnie dyskusje wokół Darwina i teorii ewolucji wprowadziły atmosferę konfliktu. Mimo wielu prac specjalistów, historyków i filozofów nauki, które – jak się wydaje – sprawy te wyświetliły, zła atmosfera wokół nich ciągle trwa, a niekiedy bywa jeszcze zagęszczana.

To jest temat-rzeka, na pewno nie na krótkie, niedzielne rozważanie, chciałbym wszakże dziś wypowiedzieć jedynie kilka prostych uwag, jak te dwie Księgi należy czytać, by rozumieć je właściwie i odnieść największy pożytek.


Przede wszystkim trzeba uświadomić sobie, że te dwie Księgi są bardzo różne. Nawet gdy zdają się mówić o tym samym, mówią często o czym innym. Istotną treścią Księgi Objawienia jest przekazywanie człowiekowi odpowiedzi na pytanie, jak żyć, aby spełnić swoje życiowe zadanie i jaki jest Sens ludzkiego życia. Natomiast Księga Natury mówi o Wszechświecie i jego funkcjonowaniu. Jest ważna, bo daje człowiekowi wiedzę, rozwija jego rozum i wyposaża go w środki do wykorzystywania bogactwa świata do swoich celów. Ale o Sensie życia nie mówi nic. Nie jest w stanie niczego o nim powiedzieć, ponieważ nie dysponuje do tego żadnymi środkami. I nie można mieć o to do niej pretensji, podobnie jak nie można mieć pretensji do lokomotywy, że nie lata. Po prostu nie w tym celu została zaprojektowana.

Konflikty między dwiema Księgami powstają, gdy zaczynamy je mieszać ze sobą. Gdy na przykład od Księgi Objawienia żądamy, by niejako wyręczając w tym naukę, dawała nam wiedzę o świecie. Tak, niestety, dzieje się w niektórych środowiskach religijnych, w których interpretując dosłownie Biblię, niezgodnie z jej autentycznym duchem, zwalcza się niektóre teorie naukowe, na przykład teorię ewolucji lub pewne teorie kosmologiczne, jako rzekomo niezgodne z Pismem św. Już św. Augustyn, żyjący na przełomie IV i V wieku, jeden z największych teologów chrześcijańskich, napisał, że jeśli napotkamy na sprzeczność między dosłownym rozumieniem Biblii a dobrze ustaloną prawdą rozumową (naukową), to nie powinniśmy odrzucać prawdy rozumowej, lecz tak zinterpretować tekst biblijny, żeby sprzeczność usunąć. Biblia jest często pisana językiem metaforycznym i można ją różnie rozumieć, natomiast odrzucenie dobrze ustalonej prawdy rozumowej ośmieszałoby – jak twierdzi św. Augustyn – naszą religię w oczach pogan[2]. Musimy pamiętać, że Pismo św. nie uczy nas biologii, kosmologii czy jakiejkolwiek innej nauki, lecz przekazuje nam prawdy, które są potrzebne do zbawienia.

Już Galileusz, broniąc się przed zarzutem, iż jego teorie podważają Biblię, powtórzył powiedzenie kardynała Baroniusza, że Biblia nie uczy nas, jak się niebo porusza, lecz jak my w życiu mamy się poruszać, by się dostać do nieba.

Inne niebezpieczeństwo ma miejsce wówczas, gdy Księgę Natury traktuje się jak rodzaj religii. Tak dzieje się, jeżeli ktoś uważa, że poza tym, o czym mówi nauka, nic nie istnieje, a nauka jest jedynym dopuszczalnym rodzajem poznania. Rozpoznajemy w tym poglądy różnego rodzaju materialistów i ludzi, którzy – jak sami twierdzą – wierzą tylko w naukę.

Tego rodzaju przekonania nie mogą wynikać z nauki, bo metody naukowe ściśle wiążą naukę z tym światem. Nie są one w stanie sięgnąć poza świat, by stwierdzić, czy tam jest COŚ lub KTOŚ, czy też tam nic nie ma. Metoda naukowa ma swoje ograniczenia, których nie jest w stanie przezwyciężyć.


Jaki dla nas wniosek z tego rozważania? Wniosek jest prosty: nasza wiara musi być MĄDRA. To znaczy, przede wszystkim świadoma siebie, czyli powinniśmy ją dobrze znać i nieustannie pogłębiać. Są dwa potężne środki pogłębiania wiary: intelektualny – przez lekturę i przemyślenia, oraz moralny – przez dobre życie. Nic tak nie pogłębia naszej religijności jak zjednoczenie myślenia i czynu.

MĄDRA wiara jest także otwarta na te wartości, które niesie ze sobą ludzka mądrość: nauka, literatura, sztuka... Wiarę rozwijamy, gdy uczestniczymy w ludzkiej mądrości, bo nie ma mądrej wiary bez zagłębiania się w lekturę dwu Ksiąg – Księgi Objawienia i Księgi Natury. Obie mają przecież tego samego Autora.

23 stycznia 2015 roku